Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 1046586 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13801
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1635 dnia: Kwiecień 23, 2009, 02:21:13 pm »
Q, czy Ty się dobrze czujesz ;-)) ?  ;D

Jestem fanem, ale nie fanatykiem ;).

(Rozwijając: jak już pisałem w stosownym wątku, "Star Trek" to dla mnie to, co w tym serialu dobre - czyli sporo odcinków "The Next Generation", parę odcinków serii oryginalnej, film Wise'a + może parę odcinków "Deep Space Nine". Reszta to dodatki zrodzone z pogoni Paramountu za gotówką, często wręcz zaciemniające oryginalną wizję Roddenberry'ego. Owszem - "ST IV" i "ST VI" też oglądałem z przyjemnością, i nawet o ważkich sprawach mówią, ale nie uważam, by kogokolwiek "z zewnątrz" przyciągnęły dziś do "ST". A nowy film Abramsa? Jak mogę z czystym sumieniem polecać - na forum lemowskim - coś, w czym palce maczali twórcy "Armageddonu", "LOST" i "Transformers"? ;D)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 28, 2009, 02:28:11 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12379
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1636 dnia: Kwiecień 23, 2009, 03:14:28 pm »
Może Ty jednak zrób sobie jakieś badania...
Człowiek całe życie próbuje nie wychodzić na większego idiotę niż nim faktycznie jest - i przeważnie to mu się nie udaje (moje, z życia).

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13801
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1637 dnia: Kwiecień 24, 2009, 02:57:14 am »
Ok, to żebyś nie uznał, że jestem kandydatem do powiększenia grona aniołków ;), pochwalę szerzej to co pochwalić się da (pochwalę na tyle, na ile jest to możliwe)...

Otóż oglądając "Star Trek II - The Wrath of Khan" coś zrozumiałem. Zrozumiałem dlaczego tak liczni fani "Star Treka" go kochają. Kochają, bo, mimo śmisznych mundurów (naprawdę, mogli zachować te z "ST - TMP"), jest on w sumie esencją oryginalnej serii w koncentracie ;): emocjonujące walki, wyraziści Kirk i Spock i relacje między nimi, cudowne-a-nieprawdopodobne-urządzenie, pozaziemskie pasożyty, charyzmatyczny łotr...

Tam wszystko jest TOSowe (w dobrym, i złym znaczeniu tego słowa), i w dodatku skoncentrowane w 116 minutach. Meyer (znany mi skadinąd jako reżyser niezłego filmu "Nazajutrz", wiarygodnie straszącego wizją atomowej zagłady) doskonale wyczuł czym był stary "Star Trek" (w swej chwale, i w swej durnocie) i umiał to, ten klimat, oddać na dużym ekranie. Jego film jest po prostu w 100% TOSowy, jest koncentratem TOSu z jego wadami i zaletami, tak jak "ST: TMP" jest ekstraktem z najambitniejszych elementów TOSu, oczyszczonych z kiczu.
Nic wiec dziwnego, że "Gniew Khana" przypadł do gustu tym, którzy pokochali dawnego "Star Treka" takim, jakim był, podczas gdy "ST - TMP" tym, którzy chcieli widzieć go mądrzejszym.

Doceniam "ST II", w jego bajkowo-rozrywkowej klasie, choć:
-primo - nie mogę traktować go jako "prawdziwej" fantastyki naukowej,
-secundo - nie zapominam, oczywiście, że był tryumfem gustów fanów i materializmu oficjeli z Paramountu nad gustem (zmęczonego ciagłym naginaniem się do oczekiwań masowej publiki) Roddenberry'ego, i powstał w efekcie nieładnej przepychanki na producenckim "stołku" (której celem było storpedowanie prób "udoroślenia" "ST"),
bowiem, mimo niechlubnego pochodzenia (i niewysokiego budżetu), okazał się dzieckiem nad wyraz udanym, i nakręcił koniunkturę na kolejne "Star Treki", w tym moje ukochane "ST - TNG".

Jest to zresztą - jak już wspomniałem - jeden z nielicznych startrekowych filmów mających zdolność docierania do szerszej widowni  (świadczą o tym zarówno jego wysokie miejsca na listach fantastycznonaukowych kinowych "bestsellerów", jak i miłe słowa, których nie szczędził mu A.C. Clarke).

Co o tym zdecydowało? Fakt, że jest to bezpretensjonalna kosmiczna bajka, stanowiąca dość udaną konkurencję dla oryginalnych "Gwiezdnych wojen". Prosta, utrzymana w konwencji awanturniczego filmu o piratach (kiedy tytułowy szwarcharakter woła chrapliwie "There she iss... There she iss..." na widok kosmicznej łajby Enterprise, brzmi to jak głos Long Johna Silvera, lub jego papugi ;)), opowiastka, pełna smakowitych nawiązań do marynistycznego cyklu o Horatio Hornblowerze, operetek Gilberta i Sullivana (choćby te nieszczęsne czerwone mundury) czy sztuk Shakespeare'a. Rzecz niezbyt mądra, lecz brawurowo zagrana, jak na "Star Treka" dość dopracowana od strony psychologicznej (np. ładny wątek starzenia się Kirka), w dodatku pełna niezwykłego witalizmu, który nasuwał mi silne skojarzenia z nie mniej witalnymi i barwnymi powieściami A. Bestera.

Po prostu pierwszorzędny film drugorzędny, stanowiący klasykę swego gatunku. Stosunkowo mało znany w Polsce, a szkoda. Nic naukowego* w nim nie ma (podobnie zresztą jak w "Gwiezdnych wojnach" czy "Piątym Elemencie"), ale z czystym sumieniem polecam go wszelkim miłośnikom tego rodzaju spaceoperowej rozrywki. Fakt, że jest to rozrywka "z myszką", tylko dodaje jej uroku.

(Natomiast jak kto szuka dającej do myślenia science fiction, nie ten adres.)

ps. najnowszy film Abramsa - wg. plotek zza Oceanu - ma być nakręcony właśnie w celu zdyskontowania sukcesu "ST II"** (i też ma wpisywać się w ten nieszczęsny rozrywkowy nurt, tylko budżet dostał, dla odmiany, spory)...

No dobra, dość o filmidle ;).


* poza jednym fajnym zagraniem trochę a'la Pirx

** inna rzecz, że ten sukces odbił się czkawką, bo nie dość, że spowodował, iż kolejne startrekowe filmy powielały rozwiązania z "ST II", nie z "ST - TMP", czyli już na starcie tworzone były jako czysta rozrywka, pozbawiona naukowego prawdopodobieństwa, w dodatku rozrywka niskobudżetowa (stąd, szukającym w "Star Treku" śladów mądrości, można polecić raczej wybrane seriale, niż filmy - tam znajdą), to jeszcze nastąpił wysyp licznych spaceoperowych imitacji cyklu hornblowerowskiego, z cykliszczem "Honor Harrington" na czele...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 26, 2009, 12:03:48 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6312
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1638 dnia: Maj 03, 2009, 08:47:34 pm »
Temat filmow SF jest dosyc wyeksploatowany na forum...podpisuje sie pod Alienami...Gattaca...Fahrenheitem 451...Blade Runnerem...Terminatorem (a co...3 razy bylam w kinie;))...eXistenZ...Seksmisja...Przekladancem itp...Ale wczoraj zobaczylam Koziorozec Jeden Petera Hyamsa.Film o pierwszym zalogowym locie  na Marsa.Nie jest to jednak film stricte SF a raczej z dziedziny political fiction.Poniewaz wszystko jest sfingowane.Zaloga zostaje na Ziemi (nie zdradzam tu szczegolow - mozna to przeczytac na okladce DVD) a caly swiat zatrzymuje oddech ogladajac relacje z Marsa.Film z 1978 r a wg mnie ciagle aktualny. Pomijajac amerykanskie zaciecie do happy endow - wart zobaczenia.
O arcydziela w filmach SF jest niezwykle trudno.Wg mnie ksiazki maja tutaj znaczna przewage.
Przywolany przez Q Armageddon jest raczej komedia;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

dzi

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3114
  • Profesja: Negat Charakter: Neutralny neutralny
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1639 dnia: Maj 03, 2009, 09:09:57 pm »
A GiTS'a nikt nie ogląda bo bajka...

This user possesses the following skills:

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13801
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1640 dnia: Maj 03, 2009, 10:09:02 pm »
Eeee... Gadasz tak dla dramatycznego efektu. U nas może i tylko nieliczni. W świecie GITS jest raczej popularny.

ps. "Koziorożca..." znam, ach jak się nim spiskomaniacy z lubością pasą... twierdzą tylko, że trza za Marsa podstawić Księżyc... równie kultowy wśród nich co "Archiwumy Iksy"...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6135
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1641 dnia: Maj 03, 2009, 10:10:06 pm »
Ale wczoraj zobaczylam Koziorozec Jeden Petera Hyamsa.Film o pierwszym zalogowym locie  na Marsa.Nie jest to jednak film stricte SF a raczej z dziedziny political fiction.Poniewaz wszystko jest sfingowane.Zaloga zostaje na Ziemi (nie zdradzam tu szczegolow - mozna to przeczytac na okladce DVD) a caly swiat zatrzymuje oddech ogladajac relacje z Marsa.Film z 1978 r a wg mnie ciagle aktualny.
To ten, gdzie w roli głównej gra łysy facet z lizakem w buzi, znany szerzej jako Cojak? Rzeczywiście , niezły. Nawiązujący do pewnej starej idei (podobno spiskowej ;)), że lądowanie na księżycu apollantów jedenastych nakręcił Kubrick, dorabiając sobie przy okazji  kręcenia Odysei kosmicznej. Osobiście uważam, że Spielberg zrobiłby to lepiej ;)
P.
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6135
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1642 dnia: Maj 03, 2009, 10:12:58 pm »
Q ;)
Nie przedrzeźniaj. Scena z facetem lądującym w finale na własnym pogrzebie na pewno ci się podobała. :D
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13801
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1643 dnia: Maj 03, 2009, 10:20:52 pm »
Nawiązujący do pewnej starej idei (podobno spiskowej ;)), że lądowanie na księżycu apollantów jedenastych nakręcił Kubrick, dorabiając sobie przy okazji  kręcenia Odysei kosmicznej. Osobiście uważam, że Spielberg zrobiłby to lepiej ;)

1. To raczej film nakręcił modę na te teorie, nie vice versa, a Kubricka w to wmieszano całkiem niedawno.

2. Juz nie z Tobą polemizując, a ze spiskomaniakami: dlaczego NASA skoro (niby) sfałszowała jedno lądowanie nie zamówiła potem kolejnych filmów (u róznych Spielbergów, Cameronów itp. właśnie) z dalszych planetarnych lądowań (skoro pierwsze "kłamstwo" wszyscy łyknęli)?

ps. kto tu psedzeźnia, ja, ja piersy byłem!  ;D
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6312
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1644 dnia: Maj 03, 2009, 10:28:39 pm »
Q spiskomaniaczka nie jestem...Archiwum X nie jest dla mnie kultowy bo po prostu nie ogladam a Koziorozec jest przyzwoitym( w sensie na dobrym poziomie;)) filmem.I tyle.

Cytuj
To ten, gdzie w roli głównej gra łysy facet z lizakem w buzi, znany szerzej jako Cojak?

liv ten...jeno Cojak nie w roli glownej acz barwnej;)Ta pogrzebowa scena akurat dla mnie nieco ...hm grzebie ten film;)

P.S.
Piszac o aktualnosci filmu mialam na mysli ze ludzie dla wlasnych celow sa w stanie uciec sie do poteznych matactw.Nie mialam na mysli jakiegos globalnego spisku jeno medialana manipulacje ktorej podlegamy.Moze nie na taka skale.I hope;)

« Ostatnia zmiana: Maj 03, 2009, 10:32:44 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13801
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1645 dnia: Maj 03, 2009, 10:49:12 pm »
olkapolka, ni cholery by mi na myśl nie przyszło zaliczyć Cię do spiskomaniaków...

I, żeby nie było, że puste posty nabijam - zauważyłem, że doceniłaś "eXistenZ". Filozoficznie nie jest to dzieło oryginalne - w sumie kopia z "Ubika" (warstwa w warstwie i pod warstwą), ale był to chyba pierwszy film pokazujący rozwój biotechnologii (inna rzecz, że bio-tech widzimy w fanto-światach) i wypieranie przez nią technologii "metalowych". Ciekawe czy to faktycznie pójdzie w tym kierunku, i czy ew- biologiczne maszyny będą miały tak odstręczające estetycznie kształty?
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6135
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1646 dnia: Maj 03, 2009, 11:26:04 pm »
Cytuj
ps. kto tu psedzeźnia, ja, ja piersy byłem!
Piersy, piersy...
 Raptem minutke i ctery seqndy
 ;)
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6312
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1647 dnia: Maj 03, 2009, 11:39:51 pm »
Do Cronenberga mam slabosc...pograze sie filmowo ale przez Muche;))...coz nastolatka bylam jak to widzialam i te teleportacje...ech;)
Masz racje Q ze eXistenZ to ubikowe rozwarstwienie rzeczywistosci.Chociaz wg mnie w eX...mamy caly czas doczynienia z gra.Strzal w kregoslup i podpiecie systemu nerwowego  do konsoli?Cos dla odwaznych;)Wiesz ze mi taka mysl towarzyszyla (film widzialam kilka lat temu) ze srodowisko w ktorym toczy sie gra nie jest wytworem producenta jeno wyobrazni samych graczy.Miesiste konsole (bo wg mnie ich wizja to tez gra) tez.Przeciez "normalny" producent opakowalby te "flaki" w jakies pudlo.Poza tym czy z takiej gry da sie w ogole wyjsc?Moze Cronenberg uzyl tych strzelajacych zebami  mies zeby unaocznic ze przez taki biotech wkraczamy w swiat szmatlawej wyobrazni uczestnikow?Z ktorej nie ma juz ucieczki?Jest w filmie pies ktory pojawia sie i wtedy kiedy wiemy ze uczestnicy sa w grze i wtedy kiedy myslimy ze nie sa.

Cytuj
Ciekawe czy to faktycznie pójdzie w tym kierunku, i czy ew- biologiczne maszyny będą miały tak odstręczające estetycznie kształty?

Czlowiek bywa dosyc zgrabnie opakowany;)Dlaczego ewentualne biologiczne maszyny nie mialyby byc?
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 13801
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1648 dnia: Maj 04, 2009, 12:00:09 am »
Do Cronenberga mam slabosc...pograze sie filmowo ale przez Muche;))...coz nastolatka bylam jak to widzialam i te teleportacje...ech;)

Mnie się też ta "Mucha" podobała. I wspomniałem, że warto obejrzeć. Owszem sam fakt, że taki film na tle innych się wyróżnia dowodzi intelektualnego uwiądu kina SF, ale będę tej "Muchy" bronił. Jest na jakiejś płaszczyźnie realistyczna (choć film aż się prosił o włożenie w usta Goldbluma jakiegoś sensownego wykładu rozwijającego wspólczesne fizyczne teorie nt. teleportacji - ostatecznie naukowiec tam z dziennikarką gadał) i b. przyzwoicie nakręcona (choć stanowi klasyczną "jednostrzałówkę" w stylu, który w literackiej SF dawno wyszedł z mody - ciekawy pomysł obudowany sensacyjną fabułą). Nie arcydzieło, ale naprawdę przyzwoity film, którego oglądania się nie wstydzę.

Zostawia te wszystkie brednie, na które do maźka narzekałem, daleko w tle.

Miesiste konsole (bo wg mnie ich wizja to tez gra) tez.Przeciez "normalny" producent opakowalby te "flaki" w jakies pudlo.
/.../
Czlowiek bywa dosyc zgrabnie opakowany;)Dlaczego ewentualne biologiczne maszyny nie mialyby byc?

Sądzisz, że mięcho w kolorowym plastikowym pudełku byłoby bardziej ok? No w sumie, czego oczy nie widzą... Ale z drugiej strony do pomyślenia jest też, że takie "mięcho" może stać się trendy jako symbol rozwiniętej technologii i ludziska będę się z nim obnosić, ostatecznie estetyka antyestetyzmu nie jest nowym "wynalazkiem"...

Aha: też uważam, że cokolwiek to mięcho miało znaczyć, było celowym chwytem artystycznym. Epatowanie "mięchem", biologią to stały chwyt Cronenberga (w "Musze" zresztą widoczny jeszcze bardziej).
« Ostatnia zmiana: Maj 04, 2009, 12:04:45 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 6135
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #1649 dnia: Maj 04, 2009, 12:15:09 am »
Masz racje Q ze eXistenZ to ubikowe rozwarstwienie rzeczywistosci.
zauważyłem, że doceniłaś "eXistenZ". Filozoficznie nie jest to dzieło oryginalne - w sumie kopia z "Ubika" (warstwa w warstwie i pod warstwą)
Dlaczego zaraz z Ubika? "Oko na niebie" jest sporo wcześniejsze. Idea podobna, acz zgrzebniej podana. A co do "eXistenZ"- przyłączam się do pochwał. Bardziej dickowy niż większość ekranizacji książek Dicka.
P.S. Tak mi się marzy. Zobaczyć dobrze zrobioną "Cieplarnię" Aldissa.
P.S 2 Olkopolko,dawnom oglądał tego Koziorożca, wybacz więc.Główny bohater faktycznie był dużo ładniejszy.
Obecnie demokracja ma się dobrze – mniej więcej tak, jak republika rzymska w czasach Oktawiana