Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 888
2
DyLEMaty / Odp: Matematyka krolowa nauk ;)
« dnia: Październik 25, 2021, 10:23:46 pm »
Coś niecodziennego: kwadrat wpisany w trójkąt, i to różnoboczny.

Prawda, w wypadku równobocznego i równoramiennego znajdą się gotowce ;):
https://szaloneliczby.pl/wyznacz-dlugosc-boku-kwadratu-wpisanego-w-trojkat-rownoboczny-o-boku-a/
https://matematyka.pl/viewtopic.php?t=30779
A to zagadka mniej oczywista...

3
Lemosfera / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Październik 25, 2021, 09:34:13 pm »
O Lemie napisali po japońsku, niestety nic nie rozumiem:

https://www.hayakawa-online.co.jp/shopdetail/000000014957/

4
DyLEMaty / Błąd, Wiel Błąd
« dnia: Październik 25, 2021, 08:40:50 pm »
Jak wiadomo, Mistrz poza "Starymi Trekami" i takimiż "Warsami" oglądał regularnie filmy o takim jednym agencie. A, że premiera kolejnej części niedawno była, założę i o nim wątek, dzieląc się na wstępie wrażeniami z powtórki kilku bardziej cenionych odsłon cyklu bondowskiego.

Na pierwszy ogień poszły najbardziej dochodowe, acz nie najlepsze (ale i nie najgorsze) filmy z najlepszymi ekranowymi Bondami, które łączy w dodatku motyw jachtu i prrzechodzącej na stronę bohatera dziewczyny antagonisty, czyli "Thunderball" i "Skyfall".

Pierwszy z nich to chyba najbardziej blockbusterowa z produkcji bazujących ściśle na utworze Fleminga - operacje plastyczne, władze SPECTRE w całej krasie, bomby atomowe, multimilionerskie jachty i rezydencje, płetwonurkowie i podwodne bitwy, a przy tym jest to wszystko nakręcone tradycyjnymi metodami i zasadniczo - jak twierdzą stosowne źródła - mieszczące się w granicach prawdopodobieństwa.

Drugi znów - twórcy jakby chcieli dać nam na raz współczesny film sensacyjny typu "Bourne'ów" czy produkcji Tony'ego Scotta i klasycznego "Bonda" zarazem, ale nie zgrzyta to, obie konwencje się uzupełniają i ogląda się dobrze. (Nieco gorzej, że twórcy sami nie wiedzą czy chcą nam dać nam uwspółcześniony prequel produkcji z Connery'm, na co wskazuje wprowadzenie originowej historii Moneypenny, pokazującej też genezę jej specyficznych relacji z 007, i zastąpienie żeńskiej M bardziej tradycyjnym, męskim następcą; czy też sequel - co znów sugeruje nowy Q podkpiwający sobie z wynalazków poprzednika, klasyczny uzbrojony Aston Martin z lamusa i podkreślanie wieku-i-zmęczenia Bonda.*)

* Acz to, co nie broni się potraktowane dosłownie, lepiej sprawdza się jako swoiste podsumowanie 50 lat cyklu.

Przy czym stary przebój wygrywa z nowym w minimum trzech miejscach.
Po pierwsze - na płaszczyźnie villainów. Largo jest psychologicznie płytki jak kałuża, ale, choć niepotrzebnie - na swoją zgubę - cacka się z protagonistą (jeden Goldfinger tak nie miał... do czasu), wypada przekonująco w roli szemranego biznesmena - roztacza wokół siebie aurę jaką czuć wokół ludzi posiadających sporą władzę, jest zdecydowany, bezwzględny, także odważny. Silva z kolei... ma dużo cech inteligentnego antagonisty, kilka ruchów przed bohaterami, ale jest też niespójny - oscyluje pomiędzy bezwzględnym zabójcą, upadłym superagentem, a wykazującym skłonności autodestrukcyjne szaleńcem, nie radzącym sobie z wewnętrznymi demonami, uboższym bratem nolanowego Jokera, mającym b. dziwny, miłosno-nienawistny stosunek do M; to co miało mu dodać głębi czyni go niewiarygodnym*.
Po drugie - w kategorii występu groźnych zwierząt. Rekiny wyszły jak trzeba; szanghajskie warany to wątek przegięty i nierealistyczny.
Po trzecie - finalna walka. Przybycie na miejsce konfrontacji z zapleczem w postaci małej armii nurków CIA ma znacznie więcej sensu niż trzyosobowe zastawianie pułapki na oddział zabójców wyposażony w broń automatyczną i helikopter.
Jest też "Thunderball" filmem bardziej jednolitym narracyjnie od swojego jubileuszowego następcy, co w moich oczach czyni go - mimo niższych ambicji - także lepszym całościowo.

* Pewną przesadę, z jaką Raoul S., czy raczej Tiago Rodriguez, pcha się w sam środek akcji (w tym - w paszczę przeciwnika) wytłumaczyć łatwiej, na gruncie konwencji; w końcu to poprzednik, mającego podobne nawyki, bohatera gł. No i wpisuje się to w jego samobójcze ciągoty.

Choć z drugiej strony w "Skyfallu" można zauważyć podkreślanie psychopatii pracowników wywiadu - James nie przejmuje się życiem postronnych - dwakroć pozwala wrogom wykończyć ofiary, by zaatakować ich w chwili, gdy poczucie tryumfu uczyni ich nieuważnymi; jego szefowa znów wydaje Chińczykom swojego agenta, nie ewakuuje się też zawczasu z sali przesłuchań, by narażając ministrów na udział w strzelaninie, przekonać ich o ważności MI6. Nie wiem na ile to wiarygodne, ale dodaje fabule gorzkawego, na swój sposób szlachetnego, smaczku. (I wpisuje się w tradycję "Goldfingera", w którym mister Bond potrafił zasłonić się przed ciosem... kochanką.)
Podkreślanie znaczenia technologii komputerowych i cyberprzestępczości, choć dość ograne, również tu liczy się na plus.

Dodam jednak, że - jak widać - nie wszyscy by się ze mną zgodzili co do takiego a nie innego uszeregowania w/w filmów:
https://www.gamesradar.com/best-james-bond-movies/
I szwarccharakterów z nich:
https://www.gamesradar.com/best-james-bond-villains/

Potem sięgnąłem po "Bondy" uważane za najlepsze - "Goldfinger" i "Casino Royale".

Owszem, można tu - w obu wypadkach - narzekać na pewne zmiany w stosunku do oryginału: Le Chiffre z Niemco-Polako-Żyda i Aleistera Crowley'a zmienia się w znacznie bardziej urodziwego Albańczyka-bezpaństwowca, a jego zasięg oddziaływania rośnie z lokalnego na globalny (bo nie jest już skarbnikiem związków zawodowych, a światowego terroryzmu); gdy zaś mowa o Goldfingerze wypada istotna informacja, że był słupem radzieckich służb; Pussy Galore z kolei awansuje z włamywaczki na pilotkę. Owszem, Vesper Lynd umiera znacznie bardziej efekciarsko, niż w powieści. Owszem, stanowi pewien zgrzyt, że bezwzględny Auric G. zaczyna od pewnego momentu obchodzić się z 007 prawie jak z jajkiem (w książce było to wyjaśnione b. prosto, pozorowaną zdradą Bonda; wyjaśnienie filmowe, które ma chyba pozwolić bohaterowi gł. zachować pokazową wręcz niezłomność, nie przekonuje). Ale... w obu wypadkach mamy zasadniczo zachowane najistotniejsze zalety flemingowskiej prozy, a zwł. flemingowskich fabuł, wzbogacone o - zwykle mieszczące się w granicach dobrego smaku - efekciarstwo (w starszym filmie będzie to w pierwszym rzędzie malownicza scena odprawy u tytułowego antagonisty, w nowszym - Bond - jak to ktoś słusznie nazwał - zabijający jak Terminator). W obu też produkcjach 007 dostaje interesujące partnerki - silne, inteligentne, rozdarte między dobrem a złem, nie dające wejść sobie na głowę, i trudne do zdobycia. Przeciwnicy zaś - mimo zasygnalizowanych zmian - należą do najciekawszych w całej serii; bardzo różniąc się od siebie (jeden jest elegancikiem o kamiennej twarzy psychopaty, drugi - wręcz archetypicznym czerstwym nowobogackim chamem) obaj przekonują jako zarazem dość wysoko postawione i b. szemrane figury (choć nie jest jasne na jakich kalkulacjach Goldfinger opiera nadzieję, że nie zostanie odstrzelony przez CIA czy MI6, choćby z zemsty, gdy przeprowadzi swój plan; w powieści było to oczywiste - planował nawiać do CCCP, choć tam znów zgrzytało, że człowiek tak zakochany w złocie musiałby tym sposobem porzucić blichtr kapitalistycznego życia, a zgromadzone sztaby - najprawdopodobniej - oddać mocodawcom). Do tego w wypadku "C.R." dochodzi wysmakowana elegancja wielu scen, zaś w przypadku "G." - pierwszy występ ikonicznego białego smokinga i niemniej ikonicznego Astona Martina. Jednak jakoś tak jest, że łatwiej wytykać wady nędznych filmów, niż chwalić dobre, więc skończę na tym i przejdę już do konkluzji, że mamy do czynienia z dwoma klasykami w swojej klasie ;), których raczej nie da się nie lubić lubiąc Bonda.

Następnie wziąłem się za "The Spy Who Loved Me" i "GoldenEye", czyli "Bondy" pozytywnie komiksowe.

"The Spy...". Schemat fabularny nieoryginalny, bo w dużej mierze jest to podwodna kalka wcześniejszego "You Only Live Twice", a znów główny antagonista to bardziej ludobójcza wersja kapitana Nemo (powielająca w dodatku cechy wielu bondowskich przeciwników od doktora No począwszy), ale... nemowska charyzma i miłość do morskich głębin bije - w roli światła odbitego - od Stromberga w dostatecznym stopniu by - choć pojawia się w niewielu scenach - robił za jednego z najciekawszych bondowskich villainów (którego dostojny demonizm doceniłem od pierwszych ujęć z jego udziałem). Do tego dochodzi sparodiowany w "Austinie Powersie" sławetny skok spadochronowy. Niezła, choć schematyczna, walka finałowa. Jaws - wtedy jeszcze nie zredukowany do roli comic reliefu. I - last but not least - wątek romansowy, bo większa część tego filmu to, w ramach realizacji zapowiedzi Moore'a, że woli grać kochanka, nie - zabójcę - zgodna z harlequinowymi schematami (rozwój wzajemnych uczuć-ujawnienie informacji wywołującej konflikt zakochanych-pogodzenie) - opowieść miłosna o 007 i atrakcyjnej major Amasovej (której poprzedniego amanta James ledwo co sprzątnął w samoobronie). Opowieść przesycona lekkim humorem, podszyta - b. fajnie pokazaną - szpiegowską, fachową, rywalizacją (mówiłem: najlepsze "Bondy" to te, w których boh. tyt. dostaje godną siebie partnerkę) i - bijącą z ekranu - atmosferą chwilowego odprężenia między Wschodem a Zachodem. Przegięta (pływający samochód i inne, coraz bardziej fantastyczne, wynalazki Q, oraz sceny ich testowania; szefowie chwilowo pogodzonych wywiadów urządzający sobie biuro w piramidzie), ale pełna wyjątkowego, nieco baśniowego, uroku. W dodatku pozwalająca nam oglądać Bonda w mundurze Royal Navy (co antycypuje podobny występ Jacka Ryana w "Polowaniu na Czerwony Październik"). Jednym słowem - godna pamięci odsłona cyklu.

"GoldenEye"? Film pełen sprzeczności i Bond pełen sprzeczności. Z jednej strony Brosnan jest chyba takim Jamesem, o jakiego chodziło Flemingowi - eleganckim, nonszalanckim, zdystansowanym, z drugiej był 007 - w momencie premiery - najbardziej realistycznym pod pewnymi względami - zamiast stale obnosić eleganckie stroje przebierał się stosownie do okoliczności w bardziej praktyczne ciuchy, z trzeciej - jest też Bondem najbardziej komiksowym, który superbohaterską niezwyciężonością przebija nawet "Terminatora" Craiga. A opowieść o nim - niby sili się na komentarz społeczny dot. upadku ZSRR, niby w wielu ujęciach wypada - jak wcześniejsze produkcje z Daltonem zresztą - jakoś kameralnie, telewizyjnie wręcz, w innych momentach jednak odpływa b. daleko w blockbuster z czołgowym pościgiem po ulicach Petersburga oraz b. stereotypowymi, przerysowanymi, Rosjanami, Amerykaninem i (też Ruskim, ale w inny stereotyp się wpisuje) hakerem. Najlepszym zaś tej dwoistości symbolem jest chyba Eurocopter Tiger - autentyczna konstrukcja (wtedy prototyp):
https://en.wikipedia.org/wiki/Eurocopter_Tiger
...ukazana jak maszynka rodem z komiksu. (Skądinąd nie jest to tam jedyny łatwo dający się przeoczyć przejaw troski o realizm - sprzęt, wnętrza siedziby MI6 - wszystko to prawdziwe i z pietyzmem dobrane.) Innym ciekawym paradoksem jest też, że 007 mogący w końcu do woli walczyć z krasnoarmiejcami, to Bond zwycięski (a zarazem posądzany o nieprzydatność), bo pochodzący z produkcji powstałej po zakończeniu Zimnej Wojny. Albo Xenia - chwilami charyzmatyczna, kradnąca show, chwilami w swoich morderczo-seksualnych ciągotach przerysowana poza granice tandety (dostaje też bodaj więcej scen erotycznych z protagonistą, niż pozostałe dwie dziewczyny, ale zarazem chyba... nie odbywa z nim w końcu stosunku). (Skądinąd, gdy przy paniach jesteśmy, warto odnotować i to, że zarówno Natalia, jak i psycholog z jednej z pierwszych scen, choć ładne, ubrane i ucharakteryzowane są tak, by wykraczać poza stereotyp typowej bondowskiej seksbomby.) Szef Xenii, Alec, też dwoisty - upadły agent, prototyp Silvy, ze znacznie lepszą motywacją i wiarygodniejszą prezencją profesjonalisty, ale zarazem kompletnie nijaki.
Dostajemy więc nietypową, mimo wpisania się w większość schematów* cyklu, odsłoną tegoż. Bardziej amerykańską, hollywoodzką, niż brytyjską, w klimacie. Ale czy złą? Niekoniecznie, jedną z ciekawszych. Choć to, co w chwili jej powstania miało być nowoczesnością, jawi się dziś staroświeckim campem.

* Pojawia się np. ikoniczny Aston Martin (co prawda po to, by być zastąpionym przez BMW), a scena z laboratorium Q to jeszcze podkręcona kopia tych z czasów Moore'a.

Na deser zaś, zasadniczo kończąc cykl bondowskich powtórek sięgnąłem jeszcze po dwa klasyczne tytuły z Connery'm. Dwa pierwsze konkretnie. Zatem kilka zdań i o nich.

"Dr. No". Film dość prosty, ale składają się nań elementy zróżnicowane, pokazujące potencjał rozwojowy serii. Pierwszy ekranowy villain w tradycji kapitana Nemo, choć mówi się i o jego podobieństwach do Fu Manchu, rozwinięty (w oryginale był mniej geniuszem, a bardziej sadystą), ale i złagodzony w stosunku do powieści. Udający smoka pojazd, kojarzący się z rozwiązaniami z późniejszych książek o przygodach Pana Samochodzika. "Egzotyczna" próba morderstwa z użyciem pająka. Zabójcy upozowani na trzy ślepe myszy (karnawałowy, maskaradowy, pomysł powtórzony poniekąd w scenie pogrzebowej egzekucji w "Live and Let Die"). Ale też spora dawka detektywistyczno-szpiegowskiego realizmu (kłania się zwł. scena w hotelu, gdy 007 przedsiębrał konieczne środki bezpieczeństwa). Idąca w poprzek przekonaniu, że historie o Jamesie B. to czysty seksizm, wpleciona od niechcenia w główną narrację opowieść Honey o gwałcie i zemście. Trochę pogodnego karaibskiego klimatu (podkreślanego kiczowatą, ale wpadającą w ucho pioseneczką o mango i bananie). Futuryzm - dziś retrofuturyzm - kojarzący się odlegle i z "Milczącą gwiazdą" czy "ST: TOS-em". Relatywnie drobna wzmianka o programie Mercury i amerykańskich przymiarkach do lotu na Księżyc. I początek wielu bondowskich ekranowych - dobrych i złych - tradycji. Jednym słowem kamień milowy rozwoju kina rozrywkowego, początek dochodowej franczyzy, która przetrwała dziesięciolecia, a zarazem mój pierwszy książkowy i drugi filmowy "Bond" i mój "Bond" (tj. odsłona, przez pryzmat której oceniam resztę serii, i która pierwsza przychodzi mi go głowy gdy o 007 pomyślę - choć z czasem musiała podzielić się miejscem na szczycie z "C.R."*).

* Skoro o nim mowa... W "Doktorze..." James twierdzi, że w zasadzie nie zna Leitera, choć w "Casino..." zawarł z nim nawet pewien układ. Jeśli - mimo nadpisań - traktować te filmy jako całość, ktoś może zarzucić, że mamy tam discontinuity, jednak... da się powiedzieć, że jest ona pozorna, bo Bond nie chciał się szefowi przyznać, że był gotów odstąpić Le Chiffre'a CIA.

"From Russia with Love" - b. efektowny początek - śmierć Bonda (sobowtóra, ale zawsze ;)). Hurtowy wysyp antagonistów - Rosa Klebb, Red Grant, Kronsteen (poniekąd prototyp/następca Le Chiffre'a; w jego roli pierwszy polski akcent cyklu ;) - Władysław Sheybal), Blofeld, cała wyspa szkolonych zabójców - dający zarazem po raz pierwszy pełniejsze spojrzenie na SPECTRE i zasady działania tej organizacji. Koloryt turecko-postbizantyjsko-bułgarsko-cygański (dziś powiemy raczej: romaki), którego istotną częścią jest sympatyczny stambulski biznesmen i rezydent MI6 - Kerim Bej (niestety, ginie). W pierwszym rzędzie jednak podchody szpiegowskie (początkowo niemrawe, jak to na globalnej prowincji, gdzie nawet agenci konkurencyjnych wywiadów żyją w swoistej przyjaźni; potem coraz krwawsze za sprawą jątrzącego czynnika zewnętrznego) czyniące tę właśnie odsłonę serii najbardziej realistycznym, oddającym atmosferę Zimnej Wojny, spy thrillerem w jej składzie (choć wrażenie to trochę psuje fakt, że przeciwnicy - w tym Grant, choć niby urodzony zabójca - niepotrzebnie obcyndalali się z 007, choć było kilka dobrych okazji, by szybko go wykończyć; oraz końcówka skręcająca w kierunku czysto sensacyjnej strzelaniny). I kolejny kosmiczny smaczek - tym razem portret Gagarina na ścianie rosyjskiej ambasady. Bardzo dobry (w swej klasie), mimo wspomnianych mankamentów, film. Gdyby nie one, zaryzykowałbym opinię, że najlepszy film o Bondzie. Tak powiem tylko, że jeden z lepszych.

ps. Dyskusja panelowa Ian Fleming vs John le Carré:


I dwie dość znane strony o wiadomo kim:
https://www.007.com/
https://www.007james.com/

Oraz ranking filmowy sprzed 9 lat:
https://esensja.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=15203

6
Hyde Park / Odp: Polityczna Rzeźba
« dnia: Październik 25, 2021, 05:09:05 pm »

7
DyLEMaty / Odp: Korone zawirrowania
« dnia: Październik 25, 2021, 03:46:04 pm »
zostaje jeszcze astra, moderna, które wydają się być pod tym względem dużo gorsze.

Astrę dawno spisałem na straty. Co do Moderny, kibicuję jej, bo ma - jak linkowałem - piękne osiągi w zakresie budowania odporności. Umówmy się więc, że jak który z nas natrafi na stosowne dane - czy będą potwierdzać jego stanowisko w dyskusji, czy podważać zasadność tegoż na przedmiotowym odcinku - podzieli się nimi*.

* Póki co mam tylko coś z witryny producenta (a więc, wiadomo, strony):

"study of over 2.3 million individuals conducted in the Kaiser Permanente network identified 15 cases of myocarditis in individuals receiving a mRNA vaccine, for an observed incidence of 5.8 cases per million people following the second dose of vaccine."
https://investors.modernatx.com/news-releases/news-release-details/statement-myocarditis-and-pericarditis-0/
Gdzie - strona, nie strona - na konkretne badania się powołują:
https://jamanetwork.com/journals/jamainternalmedicine/fullarticle/2784800

Jaki więc statystyczny sens szczepienia tej grupy?

Prosta: większy odsetek uodpornionych w jednym momencie (czyli gra na przynajmniej próbę uzyskania zbiorowej).

Co do vaers i yellow card z UK, to prawda, że nie ma jakiejś weryfikacji, ale czyja to wina?

Oczywiście twórców systemu. Z drugiej strony był on projektowany w innych warunkach - kiedy nie mieliśmy do czynienia z pandemią, ani z potężniejącymi ruchami antyszczepionkowymi (mogącymi lewymi zgłoszeniami fałszować wyniki czy rozbudzać histerię powodującą u niektórych odruch doszukiwania się we wszystkim negatywnego skutku wakcyny). No i obawiam się, że jeśli teraz zostaną podjęte próby uszczelniania go (zgłaszając - przedstaw kopię dokumentacji medycznej) zostanie to zaraz rozdmuchane jako utrudnianie mające służyć zamiataniu pod dywan.

Nikt kto mial chocby blade pojecie tego nie zakladal.

No nie wiem. Jeśli domyślnym celem szczepionki antywirusowej jest takie przygotowanie organizmu, by dany wirus nie mógł się w nim namnażać, to zakładanie, że jednym z jej efektów będzie niska wiremia u wakcynowanych - choć, jak praktyka wykazuje, błędne w tym wypadku - nie wydawało się nieuprawnione.

A tu takie ciekawe zestawienie grafow. Nie wiem czy grafy sa wiarygodne, trzeba by wejsc na strone tego univerka i sprawdzic

Należałoby jeszcze sprawdzić jak wyglądał tam przyrost zachorowań, które warianty dominowały itd. Same przytoczone wykresy - nawet jeśli prawdziwe - mówią b. niewiele, choć efektownie wyglądają.

8
DyLEMaty / Odp: Korone zawirrowania
« dnia: Październik 24, 2021, 10:01:42 pm »
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/34601006/

Główna autorka wygląda raczej poważnie, nawet na desce surfingowej ;):
https://il.linkedin.com/in/jessica-rose-aab38774
Ale artykuł został niedawno tymczasowo wycofany:
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0146280621002267
Pewnie powiesz, że to spisek Big Pharmy. Stuprocentowo nie wykluczam takiej opcji (vide przywoływana sprawa szczepionek A/H1N1), jednak wolę poczekać z wnioskami, aż zostaną nam podane przyczyny tego wycofania.

Przy czym: nawet biorąc - budzący najwidoczniej jakieś wątpliwości* - pejper za dobrą monetę, odnotujmy, że donosi on ledwie o 6 przypadkach śmiertelnych (z podanej przyczyny) na setki tysięcy zgłaszających niepożądane objawy poszczepienne (będących znów ułamkiem liczby wakcynowanych).
Pamiętajmy też, że - jak mówiłem - nie jest to jedyny czynnik, który należy uwzględniać w kalkulacji.

I jeszcze dla równowagi:
https://www.nature.com/articles/d41586-021-02740-y

* Może - opcja pierwsza z brzegu - chodzić np. o problematyczność zgłoszeń VAERS, które trudno uznać za solidnie zweryfikowane:
https://theconversation.com/unverified-reports-of-vaccine-side-effects-in-vaers-arent-the-smoking-guns-portrayed-by-right-wing-media-outlets-they-can-offer-insight-into-vaccine-hesitancy-166401

Wiem, ze osobiste doswiadczenia bywaja mylace, lepiej sie oprzec na duzych liczbach statystycznych, z miarodajnych statystyk, ale skoro sa takie rzadkie, to jaka jest szansa, ze z wszystkich znanych mi osob 1 przeszla ciezko kowida, a 2 szczepionke, z czego najgorzej wypadl ex-kolega z pracy po szczepionce?

Z zastrzeżeniem jw. - ja znów znam kilka wypadków zejść - samych osób starszych - z powodu koroniaka (lub i-współistniejących), dwa przypadki hospitalizacji - osób 40+ - z powodu ciężkiego przebiegu (drugi to wspominana kuzynka z Białorusi; poprawia jej się, ale ma - po burzy cytokinowej - 45% spadek wydolności płuc), kilka przypadków przebiegu lekkiego/bezobjawowego (u jednej osoby dwukrotnego), i tylko jeden śmierci osoby niedawno zaszczepionej, też w podeszłym wieku (gdzie jednak trudno stwierdzić czy wakcynacja mogła być przyczyną).

Trzeba by spojrzec na statystyki zgonow wsrod ludzi po przyjeciu szczepionki w ciagu miesiaca od przyjecia 1 lub 2 lub 3 dawki.

Owszem, przydałyby się takie dane.

A tu jest o niebezpieczenstwie masowych szczepien szczepionkami, ktore nie zapobiegaja transmisji

Z tego co pamiętam zakładano, że zapobiegają. Stwierdzenie, że nie, było niemiłą niespodzianką.

Tymczasem jednak prognozują, że nasza debata niedługo stanie się niebyła... do pewnego stopnia. Tzn. obecna fala będzie ostatnią, ale wirusisko już z nami zostanie:
https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-polsce,czwarta-fala-bedzie-dluga-i-plaska--kiedy-apogeum--oto-co-nas-czeka--prognoza-,artykul,18511858.html
Edit: choć pojawiła się też opinia, że będzie fala piąta:
https://wydarzenia.interia.pl/autor/jolanta-kaminska/news-prof-andrzej-horban-kolejna-wiosenna-fala-bedzie-co-najmniej,nId,5589247
I powtarzające się sugestie, że każdy niezaszczepiony zachoruje:
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/czlonek-rady-medycznej-prognozuje-jak-bedzie-wygladac-czwarta-fala/05qq7es,79cfc278
Czas pokaże co warte te proroctwa.

9
DyLEMaty / Odp: kłopoty z globalnym ociepleniem
« dnia: Październik 24, 2021, 09:02:34 pm »
Póki co tylko do tego, bo trochę jestem zajęty po drugiej stronie firewalla ;):
Tutaj, jakby sie komus wydawalo, ze nauka (takze o klimacie) jest czysta od polityki:

Że nie jest czysta, to wiemy od wieków, choćby na przykładach Hypatii czy Galileusza, i tego, co ich spotykało (trurlowe podwórko też wiecznie żywe). Ale tu mówisz o przykładach relatywnie niegroźnych. Ot, rzuca się komuś jakieś - dość drobne - kłody pod nogi w życiu zawodowym, bo powiedział coś niepopularnego (to jest, niestety, częste, w różnych dziedzinach życia, i - stanowczo - nie tylko radykalna lewica to uskutecznia). Co innego gdybyśmy mieli do czynienia z fałszowaniem badań czy ich wyników pod polityczne zamówienie; wtedy by się z perspektywy troski o dobro Nauki - nie: jednostkowe losy tego czy owego - należało bać.

Edit:
Ciąg dalszy.
Paliwa kopalne sa najtansze, pseudo zielone zrodla energii sa duzo drozsze.

A teraz dorzuć do rachunku liczbę ofiar smogu*, zaczadzeń, zatruć CO2, katastrof górniczych, itd.

* https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,26770155,mysleliscie-ze-przez-smog-umiera-46-tys-polakow-rocznie-szacunki.html?disableRedirects=true

Udzial w tym czlowieka jest juz trudniejszy do zmierzenia, a juz w ogole trudno jest zmierzyc feedback CO2 w kierunku podniesienia temperatury

Zakładam, że jesteś na bieżąco z tegoroczno-noblowskimi modelami?

Na razie nie ma zadnej potrzeby zeby na wariata budowac wiatraki, klasc panele sloneczne, etc.

Też uważam, że atom jest lepszy ;). Pytanie jednak na jak długo starczy nam kopalnych i ile czasu trzeba na łagodne od nich odejście (planowane pod kątem wyczerpywania).

Co do ludzkiego planowania, to jak mozna mu ufac, skoro "planujacy" co chwila potykaja sie o wlasne nogi?

Bo alternatywą dla tego - może i ułomnego - myślenia jest kompletna bezmyślność procesów przyrodniczych i chaotyczna wypadkowa nieprzemyślanych jednostkowych działań?

Drugi przyklad: Co nie wyemituja w europie, to wyemituja w Chinach, wiec gdzie tu jest sens?

Zadbać o własne podwórko zawsze ma sens (nawet jeśli nie da się zadbać o cudze).

Nie ma zadnych rewolucyjnych zmian klimatycznych, tzn. bardziej rewolucyjnych niz wczesniej bywaly.

Tylko pamiętaj, że te dawne masowymi wymieraniami owocowały ;).

Z tym Twoim szufladkowaniem, to juz sobie dalem spokoj, bo to groch o sciane...

A to, że prezentowane przez Ciebie poglądy konsekwentnie wpisują się w jedną linię ideową to - oczywiście - przypadek? ::)

new-dna-research-shows-humans-did-not-cause-woolly-mammoths-to-go-extinct-climate-change-did

Uuu, fajnie obosieczne ;).

10
Hyde Park / Odp: LGBT
« dnia: Październik 24, 2021, 08:26:02 pm »
Nie sprawdzałem, odpisałem na gorąco. Dzięki za wyrękę w postaci weryfikacji źródeł.

11
Hyde Park / Odp: LGBT
« dnia: Październik 24, 2021, 08:19:19 pm »
Ale troche Ci zajelo, zeby sie zorientowac? :)

Przy obecnej modzie na postacie niebinarne (której żywe przejawy mam np. w "Star Trekach"), owszem, nie zdziwiłbym się wątkiem tego typu. Przy czym zastanawiam się, czy nie jest aby tak, że podobne przecieki są celowe (tj. służą albo badaniu gruntu, albo dawaniu konserwatystom - post factum - wrażenia, że nie jest tak źle jak się obawiali, albo też jedno i drugie), bo pamiętam jak - dekadę temu - Miles Morales (jedna z alternatywnych wersji Spider-Mana; postać udana w swej klasie zresztą, i popularna wśród publiki) zapowiadany był w mediach jako czarnoskóry Latynos i gej, a ostatecznie tym ostatnim się nie okazał.

Boston Pride rozwiązana

Zakładając prawdziwość informacji, jest to ten konflikt G i L z T, o którym donosił NEX. No i kolejny przykład tych woke-zapałów, które płynąc ze szlachetnych, jak sądzę, intencji kończą się wylewaniem dziecka z kąpielą.

12
Lemosfera / Odp: 2021: Rok Lema
« dnia: Październik 24, 2021, 12:06:46 pm »
Kolejna inicjatywa lokalna:

Miłośnicy zarówno fantastyki jak i fantastycznej literatury sobotnie popołudnie spędzili w Muzeum Historycznym Skierniewic. Tam właśnie zagościła „LEMoniada” – skierniewicki kongres futurologiczny, impreza poświęcona Stanisławowi Lemowi w związku z obchodami roku pisarza.

Wszyscy przybyli mieli okazję uczestniczyć w dwóch panelach dyskusyjnych poświęconych twórczości Stanisława Lema prowadzonych przez Annę Traut-Seligę, szefową Cechu Fantastyki SkierCon – jednego z organizatorów wydarzenia. W rozmowach o pisarzu-wizjonerze uczestniczyli goście: literaturoznawcy: Marta Kładź-Kocot i Anna Lewicka – obie panie są jednocześnie pisarkami oraz Mirosław Gołuński; Piotr Firek z Politechniki Warszawskiej – reprezentował w panelu nauki ścisłe a także Marcin Przybyłek, autor powieści fantastyczno-naukowych, z wykształcenia lekarz.
W przerwach pomiędzy panelami uczestnicy mieli okazję posłuchać muzyki na żywo generowanej przez skierniewicki kolektyw ZATHRA, podziwiać prace artystów Pracowni Galeria 105 z cyklu „Planeta LEM” oraz skorzystać z games-roomu, gdzie organizatorzy zgromadzili kilkanaście gier planszowych o tematyce nawiązującej do myśli przewodniej kongresu.
A spragnieni – nie tylko intelektualnej stymulacji, lecz tak zwyczajnie – mogli skosztować przepysznej… lemoniady.

https://skierniewice.naszemiasto.pl/lemoniada-do-myslenia-wydarzenie-poswiecone-stanislawowi/ar/c1-8513323

13
DyLEMaty / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Październik 23, 2021, 07:27:46 pm »

14
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Czas nieutracony III: Powrót]
« dnia: Październik 22, 2021, 10:06:05 pm »
I taki kwiatek: To znaczy, że właśnie wpadłem pod parowóz rewolucji? No, niezłych ma ona maszynistów...

Za to Wieleniecki jak owca na rzeź...pod lokomotywę dziejów nikt nie wpadnie, jeśli się peron zabezpieczy....wow!:)
A to ewidentne nawiązanie do klasyki socu - przekomarzanko z Broniewskim (przegapiłem. także dzięki za cytacik).
Zerknąłem w datę ujawnienia światu tego wiekopomnego - 1949. Czyli Lem był na bieżąco  :)
Z tym
https://onebid.pl/pl/ksiazki-i-starodruki-strofy-o-stalinie-wiersze-poetow-polskich-warszawa-1949-czytelnik-8-s-48-4-tabl-1/815877
a tam ten parowóz i maszynista  ;D
"Re­wo­lu­cja - pa­ro­wóz dzie­jów"...
Chwa­ła jej ma­szy­ni­stom!
Cóż, że wro­gie wia­try po­wie­ją?
Chwa­ła pło­ną­cym iskrom!

https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82owo_o_Stalinie

Drobna wcinka: obaj panowie literaci nawiązują tam do klasyki socu nawet bardziej klasycznej, czyli marksowego "Rewolucje są lokomotywami historii." ("Die Revolutionen sind die Lokomotiven der Geschichte.") rodem z pracy pt. "Walki klasowe we Francji 1848–50":
https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1850/wkwf/03.htm

15
DyLEMaty / Odp: Adam Wiśniewski -Snerg
« dnia: Październik 21, 2021, 09:10:36 pm »
Tym razem pozytywny smaczek lemowski w "Funky'm..." (popatrzcie co czyta(ł) tytułowiec):

https://esensja.pl/komiks/publicystyka/tekst.html?id=11776

Strony: [1] 2 3 ... 888