Autor Wątek: Doktor Lem. Anegdoty  (Przeczytany 59747 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5661
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #165 dnia: Lipiec 23, 2019, 05:30:56 pm »
Lemologu - masz może  informacje, czy  dr Gecel Wolner miał dzieci starsze niż ten synek z 37?
Próbuję ustalić rodziców Zygmunta i Mietka - kuzynów Lema z WZ.
Niestety zostaje mi tylko droga eliminacji.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 23, 2019, 05:34:04 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

lemolog

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 404
  • I love YaBB 1G - SP1!
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #166 dnia: Lipiec 23, 2019, 09:11:05 pm »
czy  dr Gecel Wolner miał dzieci starsze?
Na ten temat nigdzie nie spotkalem zadnej informacji....

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5661
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #167 dnia: Lipiec 23, 2019, 09:47:06 pm »
Dziękuję.
Brak informacji to też informacja.
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5661
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #168 dnia: Sierpień 01, 2019, 08:09:09 pm »
Cytuj
No to powstaje pytanie: jakim było oficjalne imie doktora Wolnera, poczynające się na litere “G” (Dr. G.Wolner), skoro w rodzinie jego nazywali “Gienek”, a ktoś nawet nazywał “Marek”? 
i
Cytuj
Na szybko przychodzi myśl, że dr Wollner miał dwa imiona. Marek i G.
Ale te G. ?
 W oficjalnych drukach nie byłoby raczej zdrobnienia G=Gienek.  Eugeniusz jest na E.  :)
Gienadij?
i
Cytuj
Gianmarco.
i
Cytuj
No to już udało się odnaleźć odpowiedź na pytanie z Anegdoty XIV:

Dr G.Wolner = Doktor medycyny Gecel Wolner
i
Cytuj
Podobne Eugeniuszowi, ale to słabe raczej, w wolnej chwili poszukam może coś więcej.
Akurat zdarzyła się wolna chwila.
I niby co tu wracać do sprawy już wyjaśnionej, ale... życie pełne niespodzianek, nie tylko my mieliśmy ten problem - oto wariant zaskakujący kreatywnością.
Otóż Gienek to ...  ;D  8)

Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

lemolog

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 404
  • I love YaBB 1G - SP1!
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #169 dnia: Sierpień 01, 2019, 08:40:19 pm »
Otóż Gienek to ...  ;D  8)

Tak, niedawno to tez odnalazlem - w tym wydaniu:

ILUSTROWANY INFORMATOR MIASTA LWOWA
ZE SPISEM MIEJSCOWOŚCI WOJEW.  LWOWSKIEGO
NA ROK 1939

I razem z tym jeszcze jedno znane nazwisko - Zych ;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5661
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #170 dnia: Sierpień 01, 2019, 08:57:56 pm »
Cytuj
I razem z tym jeszcze jedno znane nazwisko - Zych ;)
I też laryngolog  ;)
starszy ordynator oddziału uszno-gardłowego – mjr dr Jan Marcin Mieczysław Zych
https://pl.wikipedia.org/wiki/6_Szpital_Okr%C4%99gowy
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12455
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #171 dnia: Sierpień 02, 2019, 07:19:50 pm »
A propos Wollnerów... Pochwalę się, choć nie wiem czy jest czym (wahałem się więc trochę, ale co tam...). Otóż wpadłem dość przypadkowo na informację o istnieniu w Warszawie pewnego Wollnera o izraelskich korzeniach:
https://lente-magazyn.com/autorzy/uri-wollner/
https://pl.linkedin.com/in/uri-wollner-35915733
Napisałem więc z głupia frant do jego żony:
http://julia-wollner.com/bio/
Z pytaniem czy jej ślubny nie pochodzi aby z tych lwowskich W. Może to jakaś rodzina do Lema?

Edit:
Pani J.W. odpowiedziała. Rodzina jej męża pochodzi z Transylwanii (czyli Siedmiogrodu), ale obiecała przeprowadzić familijne śledztwo, czy nie mieli aby krewnych we Lwowie.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 04, 2019, 11:30:18 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5661
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #172 dnia: Sierpień 25, 2019, 03:53:13 pm »
Anegdota XVIII.

Z wywiadu z profesorem Stanisławem Sławomirem Nicieją  ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Nicieja )
http://www.cracovia-leopolis.pl/index.php?pokaz=rozmowy&id=936


"Marian Hemar, uciekając przed Niemcami, nie mógł zabrać swojej ukochanej matki, a jadąc na Zaleszczyki miał w samochodzie wolne miejsce. Matka ginie w getcie. Znane są jego listy pełne rozpaczy. Jego matka nazywała się z domu Lem. Hemar korespondował z Samuelem Lemem, ojcem Stanisława Lema. Samuel opisuje mu historię aresztowania matki przez Niemców. O tych listach rozmawiałem ze Stanisławem Lemem. Był zaskoczony, że mam listy jego ojca do Mariana Hemara".
Korzystając z przeczytanej książki Anny Mieszkowskiej "Mistrzowie kabaretu. Marian Hemar i Fryderyk Jarosy" uzupełnię ten cytat, gdyż można go odebrać w sposób krzywdzący dla Hemara. Pamiętając, że matka Berta miała w tym czasie 68 lat.

"Kilka dni po wybuchu wojny, w nocy z 6 na 7 września 1939 r. uciekłem z Warszawy na skutek wiadomości o nadciągającej armii niemieckiej. Moja ucieczka z Warszawy, przez Lublin, Lwow, Stanisławów do Śniatynia trwała 10 dni i nocy, co bez wątpienia doprowadziło [mnie] psychicznie oraz fizycznie do granicy wytrzymałości. Szosy i drogi polne jak i miasta, przez które przejeżdżałem (w dwuosobowym samochodzie z 5 pasażerami), były przepełnione uciekinierami. Nie mogąc dostać benzyny musiałem użyć mieszankę z nafty i spirytusu, co wywołało taki skutek, że co kilka kilometrów musiałem czyścić gaźnik, wymieniać opony i bardzo często musiałem nawet pchać samochód kilometrami. Działo to się wszystko często w ciemności. Szybkość tej jazdy wynosiła ca. 5 kilometrów do 10 kilometrów na godzinę. Podczas tych 10 dni nie [było] prawie nic do jedzenia, a spałem tylko po kilka minut w przydrożnych rowach. Najgorszym było stale wzrastające uczucie strachu szczególnie podczas nalotów, kiedy to drogi i szosy bombardowano lub ostrzeliwane były z karabinów maszynowych nisko latających samolotów (...) W tych warunkach udało mi się przekroczyć granicę polsko-rumuńską w nocy z 17 na 18 września."
« Ostatnia zmiana: Sierpień 25, 2019, 03:56:29 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 5661
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #173 dnia: Wrzesień 01, 2019, 03:42:07 pm »
Sam nie wiem jak zacząć - od głowy, czy od ogona?  :)
Od głowy - ale najpierw korpus (delicti)
Cytuj
W rocznice - znaczy Sara umarła w 1928 r. Ale to nie bardzo pasuje stwierdzeniu z Wysokiego Zamku: "w sypialni w której spałem, tak, chyba w niej,  umarli moi dziadkowie".
A czy może ta ofiara być w dziesiątą rocznicę (od 1919 r.), chociaż napisane że w rocznicę (od 1928 r.)?
A może po śmierci męża babcia Sara mieszkała już w innym pokoju czy gdzie indziej?
i
Cytuj
Wielce prawdopodobne jest, że oba zejścia można przesunąć o rok, co wynikałoby z zamieszonej przez lemologa notatki prasowej, czyli Sara (pierwsze imię Salomei) umarła w 1919, a Herman 1920.
A jeśli by tak było to nawiązując do kolejnego fragmentu książki Pani Gajewskiej;
"Mieszkanie przy ulicy Brajerowskiej nie należało do rodziny Lemów, nie wiadomo, kiedy dokładnie wprowadzili się pod ten adres, musiało to mieć związek z otwarciem prywatnej praktyki laryngologicznej doktora." - str. 140.
oraz
Cytuj
Mamy zatem taki oto obrazek; młodą parę na ślubnym kobiercu, lekarza-weterana wojennego, który zamierza wrócić do praktyki lekarskiej, stęsknioną narzeczoną która cudem odzyskała ukochanego, powojenny nastrój euforii, wiosna, lecą bociany zatem i myśli o dzieciach... a z prozy życia; niemłodzi i być może schorowani, zatem wymagający opieki rodzice, oraz perspektywa mieszkania „na kupie”.
 Reasumując - na Rzeźnickiej 14 staje się zbyt ciasno.
(mimo tego, ze zniknął zeń intrygujący Adolf  :D).
     I w tym (ale nie o Adolfa mi...) bym widział główną przyczynę zmiany lokalu na, zapewne większy, przy ulicy Brajerowskiej 4. Ponieważ pod tym adresem zmarła wkrótce matka Samuela, co stało się w 1919 (przyzwyczaiłem się do tej daty) można z dużą dozą pewności stwierdzić, że mieszkanie na Brajerowskiej rodzina Lehmów wynajęła w roku 1919. Ostatecznie, co mniej prawdopodobne, w 1920.
Intuicja podpowiada mi, że wiążąc się węzłem małżeńskim młoda para miała już uwite gniazdko na nową drogę życia. Oczywiście na swoje intuicje nijakich dowodów nie posiadam, zatem czas kończyć ten odcinek.
Czas na głowę - a to właściwie jedno zdanie, wtrącone, w felietonie Hemara.
 Zacytuję.
Po wojnie ukraińskiej, przez kilka miesięcy spałem u dziadka, który był wtedy sam, na Brajerowskiej, tam w tych okolicach, tak zaczynał się dzień bez dźwięku samochodów, ale od takiego buch buch bach"
Hemar, "Świstki z podróży" 1964, w "Awantury w rodzinie", PFK Londyn 1994, s 209.

Użyte onomatopeje to efekt porannego trzepania betów i innych pierzyn na balkonach a porównanie dotyczy Tel Awiwu. Ale nie w tym rzecz..
Rzecz w implikacjach tego zdania. Zatem wnioski;

1. Mieszkanie na Brajerwoskiej 4 wynajęli, by tam mieszkać na starość, Herman i Sara Lehm. Zapewne po zakończeniu okupacji rosyjskiej (1915) w czasie której opuścili wcześniejsze lokum na Rzeźnickiej. KA z roku 1916 ich nie "widzi", zatem może chodzić o przedział czasowy1916-19.
2. Początkowo mieszkają tam we dwójkę.
3. Sara umiera i stary, schorowany Herman zostaje sam, więc młody wnuk (18 lat) Marian (jeszcze wtedy) Hescheles wprowadza się tam w celach m. in. opieki nad samotnym dziadkiem. A przy okazji uczy się do matury; maj (?) -1919.
4. w maju/czerwcu 1919 na Bajerowską wprowadza się świeżo upieczone małżeństwo. Samuel z małżonką przejmuje opiekę nad ojcem. Babcia Sara już w tym czasie nie żyje.
5. Sara Lehm umarła w pierwszych miesiącach 1919 roku
6. Sprawa kluczowa, co Hemar rozumie pod pojęciem "wojna ukraińska"? Wejście Armii Polskiej do Lwowa? Byłby to listopad 1918.
Czyżby Sara Lehm umarła w tym właśnie roku?
Niekoniecznie - Halicka Armia Ukraińska próbowała odzyskać Lwów przez następne miesiące i dopiero w marcu/kwietniu 1919 została odepchnięcia dalej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-ukrai%C5%84ska
Na takiej podstawie optowałbym, że Hemar ma na myśli ten okres; marzec-maj 1919.
30 maja 1919 jest ślub Samuela i może nieco wcześniej, może nieco później, to oni zastępują Mariana w roli opiekuna, a po śmierci Hermana już tam zostają.
7. Pora wiosenno-letnia jest najodpowiedzniejszą porą trzepania betów po zimie. To akurat też pamiętam.  ;)

Może być? Czy gdzieś się kropnąłem?
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 02, 2019, 07:50:56 pm wysłana przez liv »
Filutek mógłby niezbicie udowodnić że jest Filutkiem, jednak Filutkowi szkoda życia  na udowadnianie że jest Filutkiem, w końcu to nie jego problem.

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12455
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #174 dnia: Maj 23, 2020, 10:07:21 pm »
Nie wiem gdzie dać, tu chyba najlepiej (wszystko w rodzinie zostanie ;) )? Na Lubimy Czytać pojawił się profil naszego Admina (z sympatycznym portrecikiem Lema Młodszego):

https://lubimyczytac.pl/autor/32693/tomasz-lem
« Ostatnia zmiana: Maj 23, 2020, 10:14:01 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 12455
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Odpowiedź #175 dnia: Styczeń 30, 2021, 10:55:26 am »
Przytoczę za Gajewską, niech za swego rodzaju motto robi.

"Doskonale pamiętam, że Lem senior był wspaniałym młodopolskim panem, z czarnym fontaziem przy koszuli."

Maria Orwid, "Przeżyć… I co dalej?"

ps. Jest to zresztą fragment dłuższego wspomnienia, zacytuję:

"Dlaczego postanowiłaś zostać psychiatrą?
Namówił mnie do tego Stanisław Lem. Zdałam maturę w 1948 roku i chciałam iść na filozofię. On już wiedział, że zbliża się stalinizm, który tę naukę zniszczy. Wiedział też, że to, co mnie w gruncie rzeczy interesuje, nie jest czystą i abstrakcyjną filozofią, bo tak naprawdę fascynuje mnie człowiek oraz jego problemy.
Skąd wziął się Stanisław Lem w twoim życiu?
Po naszym przyjeździe do Krakowa mamusia spotkała gdzieś jego ojca, którego znała z czasów przedwojennych. Doskonale pamiętam, że Lem senior był wspaniałym młodopolskim panem, z czarnym fontaziem przy koszuli. W 1946 roku zaprosił nas na śniadanie wielkanocne do swego mieszkania przy ulicy Śląskiej 3. Stół ustawiony był w dużym pokoju, z którego prowadziły maleńkie schody do dziupli z oknem, gdzie znajdowały się książki, wąska leżaneczka, stół z maszyną do pisania oraz... Stanisław Lem. Studiował wtedy medycynę i już zaczynał pisać. Nie pamiętam, czy brał udział w tym śniadaniu. Jeśli tak, to szybko poszedł do siebie. Po jakimś czasie Lem senior powiedział do niego: „Staszku, zajmij się tą małą, bo po co ma się tu nudzić", a on zaprosił mnie do swojej niszy. Weszłam tam bardzo przestraszona. Choć miałam piętnaście i pół roku, mówił do mnie „proszę pani", co mi ogromnie imponowało. Zapewne zaczęliśmy rozmawiać o książkach, które czytaliśmy. Na koniec naszej wizyty Lem senior spytał syna: „No i jak ta mała?". Pan Stanisław odpowiedział: „Niegłupia". I wtedy jego ojciec poprosił go, by się mną zajął, a on się zgodził.
Przez kilka lat bardzo często do mnie przychodził, przynosił mi różne książki, a potem rozmawiał o nich ze mną. Dyskutowaliśmy też o pokazywanych właśnie w kinach filmach. Był moim intelektualnym tutorem, a ja miałam do niego szalone zaufanie. Nigdy nie rozmawialiśmy o sprawach osobistych. Nie podkochiwałam się w nim. Nie bałam się go. Dobrze się z nim czułam i nie nudziłam w jego obecności ani trochę. Czasem kpił ze mnie, czasem na mnie krzyczał. Raz zastał mnie z Pamiętnikiem pani Hanki Dołęgi-Mostowicza i zapowiedział, że z idiotkami, które czytają podobne szmiry, nie będzie więcej rozmawiać. Kiedy się tak na mnie złościł, byłam wprawdzie trochę rozśmieszona, ale też bardzo zawstydzona. Czasem się wściekałam, gdy mnie straszył, że zaraz zrobi jakiś eksperyment, a wtedy zostanie ze mnie chmura atomów.
Myślę, że do dzisiaj nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele dla mnie zrobił. Przypuszczam, że to mamusia zaaranżowała w jakiś sposób jego intelektualną opiekę nade mną. Nie sądzę, by się z taką prośbą zwróciła wprost do Lema seniora, ale może podczas tego śniadania wspomniała o swoich obawach na temat mojej przyszłości. Miała głębokie przekonanie, że sama sobie ze mną nie poradzi. Wiedziała, że tkwię w intelektualnej pustce i trzeba mnie z niej wyrwać.
Nadal jednak nie wiem, dlaczego twierdził, że powinnaś iść na psychiatrię. Zdałaś maturę w 1948 roku, rok wcześniej on skończył pisać Szpital Przemienienia i...
Była to pierwsza część jego trylogii Czas nieutracony. Przyjaźniliśmy się wtedy, kiedy zbierał do niej materiały. Pamiętam, jak z Mietkiem Goldsztajnem, moim kolegą z Ha-Szomer ha-Cair, ze studiów, a potem z ZAMP, śledziliśmy z napięciem poszczególne etapy jej powstawania, jak się martwiliśmy, kiedy cenzura nie chciała jej puścić do druku, i jak się strasznie cieszyliśmy, kiedy się wreszcie ukazała. Dostałam ją od Lema z piękną dedykacją: „Drogiej, Byłej Urszulance, Pannie Marysi, Na Pamiątkę Dawnych: Rozmów, Filozofij, Uczesań I Wzruszeń U Krynicy Wiedzy — złożył tę xiążkę, Były Medicus, Obecnie Inżynier Dusz, Stanisław Lem, Kraków, październik 1955".
W Szpitalu Przemienienia Stanisław Lem napisał: „Terapia — to nie żadna sztuka: do czterdziestu lat wariat, to dementia praecox: zimne kąpiele, brom, skopolamina. Powyżej czterdziestki — dementia senilis: skopolamina, brom i zimny tusz. No i szoki. To właściwie cała psychiatria". Cytat ten odnosi się do czasów okupacji. Ale przez kilka powojennych lat niewiele się w psychiatrii zmieniło, a jeśli już, to na gorsze. Trudno powiedzieć, by traktowała człowieka podmiotowo. Dlaczego więc namawiał cię do studiowania tej dziedziny?
Był przekonany, że każdy powinien robić to, co go w życiu interesuje, a mnie interesował człowiek."
« Ostatnia zmiana: Styczeń 30, 2021, 03:45:52 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki