Autor Wątek: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)  (Przeczytany 8617 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #15 dnia: Marzec 21, 2018, 08:40:11 pm »
Porządkowałem dziś stare papiery, natrafiłem na pismo "Stolica" z roku 1981, a tam Łysiak napoleońskie bon moty przytacza. Jeden brzmi (w jego wersji, szukałem parę godzin oryginału, ale nie znalazłem, może źle szukałem? za podanie źródła lub weryfikację negatywną cytatu będę wdzięczny):

"Bywają w polityce sytuacje, z których można się wydobyć jedynie błędem."

"Rozprawą" strasznie zapachniało (co - przy założeniu autentyczności wzmiankowanej myśli - każe bąknąć coś o wielkich umysłach, co myślą podobnie). Choć czy rozgrywkę z Calderem da się pod politykę podciągnąć?
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4169
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #16 dnia: Marzec 22, 2018, 12:45:06 am »
Błędem - losem...naciągane, ale troszkę pasuje...w każdym razie się mi skojarzyło...znaczy w czytanym właśnie przeze mnie drugim tomie "Mojego wieku" Wata (w związku z Machiavellim) jest taki fragmencik:

"Polityka jest losem". W 1808, na zjeździe królów w Erfurcie, w salonie am Erker, z którego widać rokokową Hauptwachę, zabawkową, jak ówczesne ksiąstewka niemieckie, kiedy Goethe zachwalał wolterowskiego "Mahometa" jak Schicksalstragoedie, cesarz Napoleon przerwał mu: "Tragedia losu? To należy do epok zamierzchłych. Politik ist das Schicksal".

Czy los jest błędem? ::)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Lieber Augustin

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 318
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #17 dnia: Marzec 22, 2018, 09:48:43 am »
Czy los jest błędem? ::)
Może trochę nie w temat, bo podane przez Q pytanie dotyczy wyłącznie roli błędu w polityke. Ale nie powstrzymam się, aby nie zacytować jednego z ulubionych utworów Lema:

"Gdybyś jednak nie na ową decyzję patrzał, ale na całe moje życie, zobaczyłbyś bigos, któremu na imię Zagadka. W losie moim wszystko układało się do góry nogami! Z przypadków ułożył się cały, i to pomylonych. Przez pomyłkę przyszedłem na świat. Wskutek omyłki otrzymałem imię. Nieporozumienie jest moim nazwiskiem. /…/ Spójrz na ewolucję życia. Miliardy lat temu powstały pra-ameby, nieprawdaż? Cóż one umiały? Powtarzać się. W jaki sposób? Dzięki trwałości cech dziedzicznych. Gdyby dziedziczność była naprawdę bezbłędna, aż po dziś nie byłoby na tym globie nikogo prócz ameb. Cóż się stało? Ano, doszło do pomyłek. Biologowie nazywają je mutacjami. Lecz czymże jest mutacja, jeśli nie ślepą omyłką? Nieporozumieniem między rodzicem-nadawcą, a potomkiem-odbiorcą. Na obraz i podobieństwo swoje, tak... ale nieporządnie! Niedokładnie! I ponieważ wciąż psuło się podobieństwo, powstały trylobity, gigantozaury, sekwoje, kozice, małpy i my. Z zestrzelenia niedbalstw, potknięć - ale przecież to samo było z moim życiem. Od niedopatrzeń powstałem, przypadkowo trafiłem do Turcji, z niej traf rzucił mnie do Afryki, co prawda walczyłem wciąż jak pływak z falą, ale to ona mnie niosła, nie ja nią kierowałem... Czy pojmujesz? Nie doceniliśmy, mój drogi, dziejowej roli błędu jako fundamentalnej Kategorii Istnienia. Nie myśl po manichejsku! Podług tej szkoły Bóg stwarza ład, któremu szatan wciąż nogę podstawia. Nie tak! Jeśli dostanę tytoń, napiszę zbywający w księdze filozoficznych rodzajów ostatni rozdział, mianowicie antologię Apostazy, czyli teorię bytu, który na błędzie stoi, albowiem błąd się błędem odciska, błędem obraca, błąd tworzy, aż losowość zamienia się w Los Świata."

Wydaje mi się, trudno powiedzieć lepiej. A zatem, los jest przypadkiem, czyli omyłką, czyli błędem.
Sądzę, że przypadek rządzący światem (nawiasem, słowa przypisywane Napoleonowi Bonaparte) jest wmontowany w nasz świat, tkwi w świecie cząstek elementarnych i wynika z zasady nieoznaczoności Heisenberga.


Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #18 dnia: Marzec 24, 2018, 03:17:13 pm »
przypadek rządzący światem (nawiasem, słowa przypisywane Napoleonowi Bonaparte) jest wmontowany w nasz świat, tkwi w świecie cząstek elementarnych i wynika z zasady nieoznaczoności Heisenberga.

Zdanie pięknie sformułowane (serio, podoba mi się) i trafne, ale z jednym drobnym wyjątkiem, jeśli źródła nie kłamią. N.B., bowiem, choć o polityce miał rzec co przytoczyłem, uchodzi za wyznawcę staroświeckiego determinizmu Laplace'a (ma prawo, gdy żył był to pomysł ultranowoczesny), któremu przypisywane są również słowa:

"W systemie wszechświata nic nie jest zdane na los przypadku, w systemie społecznym - nic nie powinno zależeć od kaprysów jednostek."

Co już - w części fizycznej - stanowi antytezę filozofii Lema (i naszej).
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2018, 04:34:42 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #19 dnia: Kwiecień 12, 2018, 08:36:11 pm »
Zawód pilota cd.
Już dawno nic tu nie napisałem, inne lektury wyparły powtórkę. Tym niemniej wracam "Wypadkiem". Zapowiada się dobrze...jedno z lepszych opowiadań chyba?
I jakby o nas, to znaczy o forum.
Trzech ludzi zamkniętych na niedużej przestrzeni, z błahą misją...gdzieś tam.
Tyleż podziwu co rozpaczy godny jest ów poziom komplikacji, do jakiego mogą, bez specjalnych wysiłków z czyjejkolwiek strony, dojść stosunki łączące trzech, w końcu dość normalnych zwykłych ludzi, na takim skalnym pustkowiu, jakie przedstawiał południowy płaskowyż Joty Wodnika.
Uwaga - są też diagnozy, ale nie będę spoilerował.  :)
Acha - i pojawia się Aniel..jeszcze jedna osoba choć nieczłowiek.
Oczywiście odraz żywa ANIELa się przypomniała.
Jeśli jeszcze tu zagląda - wiosenne pozdrowienia.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 13, 2018, 10:19:20 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #20 dnia: Kwiecień 21, 2018, 01:44:48 pm »
liv, pozwolisz, że Ci się z prostą refleksją nt. "Patrolu" wetnę (bo po wrzuceniu wiadomego linku jakoś ochota mnie naszła na odświeżenie sobie).
Przyznam, że to nigdy nie był mój ulubiony "Pirx", zawsze czytając go trochę się prześlizgiwałem nad tekstem, a teraz mnie jakoś wciągnął (może dlatego, że nuda odczuwana przez pilota korespondowała z moją). I doszedłem do wniosku, że jest to jednak genialny - co najmniej koncepcyjnie - tekst, zwł. na tle standardów SF (wszystkie moje "StarTreki" mogą się schować).
Owszem, prekursorów znależć mu nietrudno - "Bezduszne równania" Godwina, wczesne opowiadania Clarke'a, ale nie dostaniemy tu żadnego melodramatu - brak panienek, które trzeba przemocą wypychać ze śluzy, bo paliwa nie starczy, ani żadnych wygłupów - typu skakania po rakiecie by tym sposobem jej kurs skorygować.
Kameralizm znów plusuje. Nie trzeba kosmicznych piratów, ani złowrogich Obcych, którymi autorzy drugorzędni tak chętnie nas raczą, wystarczy rutyna tytułowego patrolu, usterka jednej z maszyn, specyficzny stan psychiczny pilota (sugestywnie oddany, mówiąc nawiasem), i tragedia (prawie) murowana (prawie, bo - jak wiemy - nasz bohater mentalnie twardziel jest).
I jeszcze ta (życiowa) gorycz zakończenia - zero medali, zero hożych dziewoi rzucających się na pirxową szyję.
W sumie już wszystko Kakomorf powiedział:
Przy Lemie /.../ Coś nas zadziwia, wybija przemocą z rutyny myślenia.
(Acz dodałbym jeszcze: na ziemię sprowadza i przypomina skąd nogi wyrastają.)
Dobre, i poniekąd profetyczne (wypadki z awarią sztucznego horyzontu się kojarzą), opowiadanie.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 21, 2018, 03:55:48 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #21 dnia: Maj 05, 2018, 04:13:25 pm »
Cytuj
Maziek - Lem, ten to dopiero wytłumaczył, żadne inne wyjaśnienie bajzlu kosmicznego się przy tym nie umywa. 
Jak nie wierzysz, przypomnij sobie opowiadanie Pixa (króciutkie).
Radiotelegrafista przemytnik, alkoholik notorycznie nawalony i chyba z adhd (przeklinał morsem) i w dodatku Meksykanin, główny inżynier miast silników kosmicznych -  inżynier drogowy etc... jak mnie najdzie to może coś skrobnę później w pirxowym wątku, bo jest jeden "duży" smaczek.

Pirx (w sumie wszystkie opowiadania) ma bardzo realistyczny posmak. Wszystko jest opisane tak jak wyglada sytuacja w obecnej flocie handlowej. Zaloze sie ze to bylo inspiracja dla Lema. Ciekawi mnie skad bral informacje jak to wyglada w realu. Ludzie z problemami, alkoholicy, psujace sie statki (rakiety) ktore nie powinny byc dopuszczone do pracy, etc. Pelno jest takich smaczkow przewijajacych sie przez "Pirxy". 
Ciekawi mnie skad bral informacje jak to wyglada w realu.

Conrada czytał? ;)
Pewnie tak, już chyba pisałem – cykl opowiadań o Pirxie to jedna z lepszych pozycji marynistycznych z 2 połowy XX wieku, a może i do dziś?
 „Opowiadanie Pirxa” jest w tym właśnie duchu. Nie wiem czy tylko Conrad inspiracją, ale akurat w tym opowiadaniu  narzuca się on dość konkretnie.
Wyrzucając nieco z pamięci kosmos – młody oficer (pilot) z dobrymi papierami ale głodny latania, gdyż został chwilowo uziemiony (w porcie) szuka jakiejkolwiek roboty. Nie jakiekolwiek -  chce pilotować... a latać chciało mi sie tak, że zgodziłbym się nawet na piec żelazny, byle miał choć trochę ciągu...
Zagląda do podejrzanego armatora w brazylijskim biurze La Mansa i angażuje się w podejrzaną misję w której liczy się głownie cięcie kosztów. Kompletuje załogę, a właściwie jemu kompletują, jak się potem okaże głównie nieudaczników, bo właśnie po tych „po kosztach”.
W sumie nieistotne to, gdyż załoga i tak za chwilę będzie do niczego a Pirx zostanie niemal sam do obsługi statku. Przyczyna unieszkodliwienia załogi to wirus świnki – mums.
Mumsa przywlókł i zaraził załogę Murzyn Ngey, okrętowy kucharz, steward o ochmistrz w jednym (te oszczędności). Dość że miałem statek bez załogi. Zostali mi telegrafista z drugim inżynierem; telegrafista od rana, od śniadania był już pijany (to ten Metys, smakowite opisy Metysa pominę)… jedynym człowiekiem zupełnie zdrowym, normalnym był inżynier, Tak, ale okazało się, wiecie, że on był inżynierem drogowym. Naprawdę. Podpisał kontrakt bo zgodził się na pół stawki i ajentowi to zupełnie wystarczało… ajent spytał go tylko czy zna się na konstrukcjach, na maszynach – powiedział że tak, znał się przecież.
Dla formalności dodam jednak, że statek nie nazywał się Narcyz, ni Otago – ale równie wdzięcznie – Perła Nocy. Statek rozpadał się po trochu. Żegluga polegała na szukaniu wszelkich możliwych przecieków i zwarć. Każdy start i lądowanie zachodziły wbrew prawom nie tylko fizyki; zdaje się że agent La Mansa miał znajomości w porcie merkuryjskim, bo inaczej każdy inspektor kontroli natychmiast opieczętowałby wszystko, od sterów po stos.
I tym wrakiem Pirx holował kilometry żelaznego  śmiecia zza orbity Merkurego przez co nie mógł za bardzo manewrować zwłaszcza, że leciał superoszczędne - wbrew przepisom "na luzie" i "na skróty", co ważne w kontekście clou tej historii.
 A właśnie – do rzeczy.
Sednem opowiadanej historii jest spotkanie z obcym. Spotkanie z tej kategorii, którą maziek określił „reality (ciemno wszędzie, głucho wszędzie)”.
No więc jest ten ich statek co dryfuje w roju i nikt go nie zauważył, Pirx jedynie zauważył, bo mu niemal na ogon wjechał – lornetkuje go w blasku flar i nerwowo coś tam próbuje notować. A flary wiadomo… wybuchają na kilka sekund  i gasną, jak to w kosmosie,  a uszkodzone to nawet krócej.
Czyli dosłownie… ciemno wszędzie.
Acha, Pirx jest sam, bo załoga - wiadomo, leży umierająca, czyli nasz  Pan Kapitan się trochę rozrywa miotając (lub na odwrót)
Zatem... nerwowo oblicza elementy jego ruchu i każdy rezultat obliczeń uderzeniem klawisza posyła w głąb układu zapisującego. Kilka minut i obcy znikł… cóż mi to jednak szkodziło. Był martwy, niezdolny do manewru, więc nigdzie nie mógł uciec… leciał wprawdzie z hiperboliczną, ale mógł go z łatwością dogonić każdy statek o rektorze dużej mocy, a mając tak precyzyjnie obliczone elementy ruchu…  Otworzyłem kasetę aparatu zapisującego, a tam…
...i tu?
Aż się prosi o zagadkę w stylu Rema
– skończył się papier toaletowy?
– taśma wkręciła się w głowicę zapisującą?
- perforacja siadła?
-  metalowy bęben był pusty...?
Osobiście miałem skojarzenie z dużą kolejką w supermarkecie. Stoi człek, stoi, poprzedzający klienci mają kosze wypełnione po czuby bo dzień wolny od handlu idzie, w dodatku ktoś nie ma drobnych, ktoś zaczyna się awanturować bo mu coś źle naliczono i domaga się sprawdzić... I gdy wreszcie wypełniony po brzegi  pianą łagodności dochodzi człek do kasy a tu...nagle Pani Kasjerka (lub Pan) zaczyna nerwowo coś tam w tej kasie otwierać, zdejmować, nakładać, wkładać, się rozwija…
Wracając do głównej historii. Dość, że wszystkie wyniki obliczeń przepadły, wobec czego Pirx postanowił nikomu o spotkaniu nie wspominać. By nie wyjść na…
Ech, epoko papieru, żal że mijasz.
« Ostatnia zmiana: Maj 05, 2018, 11:37:19 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #22 dnia: Maj 05, 2018, 05:36:12 pm »
Dość, że wszystkie wyniki obliczeń przepadły, wobec czego Pirx postanowił nikomu o spotkaniu nie wspominać. By nie wyjść na…
Ech, epoko papieru, żal że mijasz.

Też mi smutno z tego powodu (co twierdzę pisząc ze smartfona na internetowym forum ;)), ale czy era elektroniczna nie dostarczy nam podobnych rozrywek? Dość wspomnieć wiadome kable z CERN-u...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #23 dnia: Czerwiec 14, 2018, 05:44:27 pm »
Nie wiecie może, z którego roku jest Rozprawa?
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #24 dnia: Czerwiec 14, 2018, 06:07:10 pm »
W wiki stoi, że była premierowym opowiadaniem w zbiorze "Opowieści o pilocie Pirxie" - wydanym w 1968.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #25 dnia: Czerwiec 14, 2018, 06:31:05 pm »
W wiki stoi, że była premierowym opowiadaniem w zbiorze "Opowieści o pilocie Pirxie" - wydanym w 1968.
Stoi? Czy wyinterpretowałeś? Patrzyłem w te wiki i widziałem tylko brak informacji.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Opowie%C5%9Bci_o_pilocie_Pirxie
Więc też założyłem 1968 - ale czy to pewne?
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #26 dnia: Czerwiec 15, 2018, 09:11:41 pm »
Stoi jeno na innym parkurze: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem

"W 1968 ukazały się zebrane po raz pierwszy w jednym tomie Opowieści o pilocie Pirxie, wraz z premierowym opowiadaniem Rozprawa".

Pewna to jest tylko śmierć i podatki ;) . A co to, klasówkę masz ;) ?
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #27 dnia: Czerwiec 15, 2018, 11:25:14 pm »
Stoi jeno na innym parkurze: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem

"W 1968 ukazały się zebrane po raz pierwszy w jednym tomie Opowieści o pilocie Pirxie, wraz z premierowym opowiadaniem Rozprawa".
 A co to, klasówkę masz ;) ?
Dzietam klasówkę...w połowie czerwca...
Dzięki, nie pomyślałem by szukać w ogólniejszym, skoro nie ma w szczególniejszym.
Powtarzam sobie tego Pirxa i przy Rozprawie (chyba najlepsza), pomijając watki okołokobiece, które już Olka wyhaczyła, złapałem jedno skojarzenie, że tak to ujmę - międzynarodowe.
W celach weryfikacyjnych ważna była data i ta, 1968, szczerze pisząc - pasuje do skojarzenia. Pewnie później o tym i innych tematach napiszę, ale teraz wyjeżdżam na trochę, do Lemogrodu II zresztą, czyli nieczasowy jestem.
Zresztą, może zagadką by?
Co w tej rozprawie tak mnie uderzyło? Poniekąd przypadkowo, ze względu na ostatnio oglądane, co samo w sobie jest wyjątkiem bo zazwyczaj nie oglądam (aż tyle).
Cytuj
Pewna to jest tylko śmierć i podatki ;)
W wątku obok nawet pewność śmierci próbujecie odebrać - zostają podatki...choć i tam bywają raje.  8)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #28 dnia: Czerwiec 16, 2018, 09:45:59 am »
A co Ci się z '68 skojarzyło?

Jako dziecko PRL-u kiedy czytałem Rozprawę i ten kapitalistyczny problem że jakaś firma wielka produkująca roboty ma coś do Pirxa (a kto im te roboty pozwolił produkować? Państwo. A dla kogo robi Pirx? Noż wiadomo, że dla państwa. To o co chodzi?) itd. Zupełnie tego nie rozumiałem, o czym Lem pisze w tej warstwie kapitalistyczno-prawnej, czytałem to jakbym czytał o żelaznym wilku ;) . Przecież wiadomo było, że gdzieś na górze jest jakiś Gierek, który, gdy sprawa dojdzie do jego uszu, zadzwoni gdzie trzeba i ktoś z dyrektora fabryki robotów zostanie dyrektorem domu kultury albo i POMu - a może i do samego Pirxa też potem zadzwoni jak zechce i powie coś w rodzaju"wiecie-rozumiecie, nie wiedzieliśmy, ale się dowiedzieliśmy, śpijcie spokojnie towarzyszu, bo dobrze rąbiecie węgiel na rubieżach świata" . Skąd Lem miał jakiekolwiek pojęcie o tych układach tam? Sprzed wojny? Czy z literatury, którą sprowadzał? Dla mnie wówczas było to zupełnie egzoticzne.

Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4169
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #29 dnia: Czerwiec 17, 2018, 02:19:38 am »
Masz rację - maziek - z tą "egzotiką" - 68 rok i świadomość korpokracji, która ponad Państwem...hm...gdzieszsz w Polszy takie pomysły...;)
Ale:
Zresztą, może zagadką by?
Co w tej rozprawie tak mnie uderzyło? Poniekąd przypadkowo, ze względu na ostatnio oglądane, co samo w sobie jest wyjątkiem bo zazwyczaj nie oglądam (aż tyle).
W związku z ostatnio zobaczonym...hę...Kształt wody przyszedł [te kobiety.. :P] na myśl.
Tam pojawia się problem wysyłania człeka-nie-człeka w gozmoz...a 1968:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Apollo_8
Musiał to być "żywy" temat.
Kwestia równoważności nieliniowców i człeków. W wodzie też jest to: who am I?
Ta rywalizacja hamerykańsko-socjalistyczna...kogo wysłać w niebyt?
Rozprawa jest zdecydowanie jednym z lepszych "pirxów"...gdzieś pobrzmiewa w niej Golem - ustami i listami mniemanych nie-człeków...
Istota, która mówi najchętniej o tym, na czym się najmniej zna.
Demokracja to władztwo intrygantów wybieranych przez głupców.
Za to wołowina ma należny pogrzeb...
Sporo wątków - jakby pogrzebać;)
To co tam skojarzyłeś i wyhaczyłeś?:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)