Polish > Forum po polsku

Czas i Przestrzeń

<< < (5/12) > >>

Terminus:
Hm, wróżka miałaby malejącą entropię!

Lostris:
> "Wiec jak umrzemy to czy wszyscy ludzi spotkają się o jednym czasie i miejscu jakby świat nigdy nie istniał a  losy się nie plotły?."




Pewne jest, ze te tajemnice poznamy po smierci.  Natomiast, jesli moge pozwolic sobie na przypuszczenia, to mysle, ze po podniesieniu kurtyny zycia i smierci staniemy przed koniecznoscia uczciwego spojrzenia na samych siebie i tu moze czakac nas nie lada niespodzianka, bowiem moze okazac sie, ze zdobi w nas wiecej jak jedna "twarz", mozemy zobaczyc jej nieskonczenie wiele wersji, poczwszy od pozytwu po, niestety negatyw i wszystko inne, czyli to, co je za zycia uksztaltowalo i wszystkich tych, ktorzy nam w tym pomogli lub .."pomogli". I tak np., jesli ktos wypracowal w sobie za zycia wrogosc do innych, zobaczy w sobie zarowno jej ostro zarysowana, okrutna postac, przesiaknieta zloscia, msciwoscia, pogarda..etc, jak i postac osoby, ktora przez owa wrogosc skrzywdzil. Nie wiem naturalnie, czy w tej sytuacji osoba pokrzywdzona bedzie miala szanse na rewanz ;D Chyba jednak nie, bowiem wieczna, bo przeciez mowimy o nieskonczonosci, mowimy o bytach operujacych poza czasem, sama wieczna, wewnetrzna udreka takiej postaci wystraczy, by rozpoznajac w sobie jej odbicie, majac z nia twarza w twarz do czynienia, sama dostatecznie cierpiala. To samo, tylko odwrotnie dotyczy pozytywu, milosci np., prawdomownosci, pracowitosci, etc. Jesli ktos kochal kogos szczerze, coz lepszego moze na niego czekac po drugiej stronie, jak nie jego wlasne glebokie uczucie i postac osoby, ktora nia obdarzyl za zycia. Tylko laurki mu przyjdzie w raju pisac :D
Tak mysle. :)

Deckard:

--- Quote ---
Pewne jest, ze te tajemnice poznamy po smierci.  
--- End quote ---


To jest właśnie najmniej pewne stwierdzenie jakie można napisać. ;)

CU
Deck

plazmonique bloedestaug:
Analiza racjonalna faktów empirycznych kolejny raz miała stanowić niewzruszalne credo wiary ciastogłowych, co kwaśną swą fermentację za życie wzięli. Zali jednak pierwotnymi były nie równań różniczkowych sploty lecz strumień percepcji, dopiero wraz z postępem edukacji strukturalizowany w kolejne pojęcia, sposoby myślenia i nawyki emocjonalnych reakcji. Tak oto czystą praxis sublimowane kategorie postrzegania i czynu w różnych miejscach i czasach zawszeć uważane były za wszechobejmujące. Tak też stało się z postoświeceniowym paradigmem.

Tu jednak mylą się apostołowie racjonalności świeckiej, gdy swą nie-wiarę głoszą. Bo ani niezmienniczości empirii względem sposobu postrzegania świata nie są w stanie dowieść POZA swoim paradigmem, ani nawet w swoim domu czuć się dobrze nie mogą: logiki klasycznej stałość rozmywa się, lub też w intuicjonistyczne tertium datur zmierza, pewność kół wiedeńskich łamana jest goedlem, a kwantowa grawitacja odrywa się od tła samo-stanowiąc rozwój swoich pian spinowych w n-kategoryjnych ramach: daleko poza deteminizmem, nie tylko fizyk, ale też i logik.

Lekcją którą trzeba wynieść z Lema nie jest anty-teizm - toć przecie byłby wolteryzm dla maluczkich - ani też nie a-teizm. Lem rozumie, że podwójna negacja nie jest równoważna afirmacji. Mimochodem między nami jest to, co zawiesza się w przestrzeni pomiędzy rzeczownikiem a czasownikiem. Teoremat Wilka mówi o człowieku, który zawsze u Lema jest czymś więcej od kosmosu, natury.

Niezależnie od tego, czy aktualna moda postrzegania rzeczywistości konstuuje systemy gnostyckie mieniące się plejadą wtajemniczeń, meta-bogów i kontr-wszechświatów, czy perturbacyjne rozwinięcia w renormalizowalnych kwantowych teoriach pola wykładane na doktoratach wyższych uczelni. Nawet w zakrzywionej czasoprzestrzeni.

Magiczne gażdżety być może mają swoją empiryczną weryfikowalność, lecz nie przed komputerem, a na prywatnych praktykach u joginów (a udowodnijże, iż nie!). Pytanie Lema (i moje) nie brzmi jednak: co jest? Ale: co warto?

Pierwsza na świecie Królewska Akademia Nauk przez pierwsze kilka lat swej działalności zajmowała się przede wszystkim obalaniem domniemanej skuteczności ksiąg magicznych. Polegało to w praktyce na tym, że mądrzy panowie o tytułach arystokratycznych zbierali się w dystyngowanych pomieszczeniach, malowali magiczne kręgi, odprawiali zaklęcia i umieszczali wewnątrz owych kręgów żuczka. Zgodnie z zaleceniami ksiąg żuczek miał nie wyjść poza kręgi. Lecz wychodził!

I wciąż ten sam argument, w gruncie rzeczy zbyteczny dla wszystkich tych, którzy są rozsądni meta-analitycznie, powtarza się wciąż. A przecież trzeba umieć uczyć się od nauki, lecz nie dać się zniewolić żadnej geometryzacji pola widzenia. Pamiętajmy jakie są tezy 6.x i 7 traktatu Wittgensteina.

W rzeczywistości uwodzenia trzymanie się modernistycznej wiary w redukcję naukową wszelkich zagadnień istnienia ma uroczy smaczek starych dobrych czasów. Czy jednak przypadkiem nie utrzymuje nas w pętach simulacrum które tak zatrważająco szybko ulega dezaktualizacji?...

Terminus:
No to co proponujesz w zamian? Kąpiele w wodzie święconej?

Navigation

[0] Message Index

[#] Next page

[*] Previous page

Go to full version