Autor Wątek: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...  (Przeczytany 487116 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2280 dnia: Maj 09, 2018, 06:44:58 pm »
Term, nie żebym się chciał wcinać między calvę a zakąskę... znaczy... tensory, ale może byś przejął - jak za dawnych czasów - prowadzenie dyskusji w "Akademii.." ("Summę..." zaczęliśmy męczyć), albo choć zechciał się w nią włączyć...?

ps. Tymczasem poczytałem sobie teksty z "Wyborczej"... Pierwszy b. a propos wattsowych żeli i dukajowych mózgowców, ale i naszych starych dyskusji o świadomości (po omawiany tam numer "Nature" jeszcze nie sięgałem, ale chyba się apriorycznie cieszę, że zrobili mu reklamę, bo to znaczy, że choć próbują przesączać pewne tematy pod strzechy):
http://wyborcza.pl/7,75400,23350791,mozg-z-probowki-byt-czy-niebyt-oto-jest-pytanie.html
Drugi o geniuszach i geniuszu (też z dawnymi tutejszymi debatami się komponuje):
http://wyborcza.pl/7,75400,23366896,klasa-bradmana.html
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2281 dnia: Maj 13, 2018, 04:06:18 pm »
Wracając jeszcze na chwilę do:
a czytałeś tzw. Trylogię Ryfterów tego samego Wattsa
Dzięki, Q. Nie, nie czytałem

Modny obecnie jako pisarz SF - acz mniej niż Dukaj - Rafał Kosik zdaje się Ryfterów nad "Ślepowidzenie" przenosić, przynajmniej od strony Obcologicznej*. Zacytuję zresztą:

"Miałem poważny problem z serialem Star Trek, a głównie z serią Next Generation, której lata temu obejrzałem chyba wszystkie odcinki. Otóż dowolny kontakt z obcą cywilizacją, czy nawet z bytem wyższym (Q), sprowadzał się do niemal stuprocentowej antropomorfizacji. Czyli lądujemy na planecie, gdzie tubylcy przypominają ludzi, ale mają szpiczaste uszy albo niebieską skórę, albo… co się tam naprędce udało charakteryzatorom dokleić. Przy czym zwyczaje na planecie są znajome, obowiązkowo przyspieszenie grawitacyjnie wynosi 9.8 m/s2, a skład atmosfery jest identyczny z ziemskim. Nie wiem jak Wy, ale ja w tym momencie idę zaparzyć herbatę (bez pauzowania filmu). Niestety po powrocie z kuchni jest jeszcze gorzej – obcy mówią po angielsku z silnym walijskim akcentem.
Chociaż Gwiezdne wojny mają tyle wspólnego z science fiction, ile „piwo” koncernowe z piwem, to akurat aspekt rasowy rozpracowują ciut lepiej. Ciut lepiej, lecz nadal niedoskonale. Przynajmniej języki i ogólny fenotyp się różni, choć te wszystkie rasy nadal wyglądają, jakby wyewoluowały od wspólnego z ludźmi przodka gdzieś sto tysięcy, może milion lat wcześniej. Jestem pewien, że są na ten temat opracowania fanowskie; nie czytałem ich i nie o fikcyjne wyjaśnienia teraz chodzi.
Kino mainstreamowe nawet nie próbuje się wysilać i jeśli musi pokazać obcą formę życia, to zazwyczaj przedstawia ją jako człowieka. Po prostu pojawia się John lub inny Zdzisław, potraktowany mniej lub bardziej symbolicznie. Wyjaśnienie, że postacie muszą mieć fizyczne i psychiczne cechy ludzkie, by widz mógł się z nimi utożsamiać (więc i kupić bilet), oczywiście jest uzasadnione z punktu widzenia sztuki filmowej. To tylko potwierdza nasz nieuleczalny pępkowszechświatyzm.
A co z literaturą? W książce nie trzeba przecież pokazywać wszystkiego dosłownie, można się dowolnie bawić słowami. Jeżeli miałbym wskazać najdalej posuniętą wizję deantropomorfizacji obcych w literaturze, to jako pierwszy przyszedł mi do głowy Szpital kosmiczny Jamesa White’a. Po namyśle pojawiło się jednak pytanie o sens, bo po co ktoś miałby robić jeden szpital dla ludzi, psów, tuńczyków, paproci i Escherichia coli? Po głębszym zastanowieniu przyszło mi do głowy Ślepowidzenie, lecz ostatecznie wygrały Fiasko i Solaris. No i może Trylogia Ryfterów."

http://rafalkosik.com/antroponarcyzm-czyli-pepkowszechswiatyzm

* Przy czym dodać trzeba, że Obcość z ziemskością są tam w b. sprytny sposób zamienione miejscami.
« Ostatnia zmiana: Maj 13, 2018, 06:31:53 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

MarcinK

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 47
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2282 dnia: Maj 28, 2018, 07:33:43 pm »
Czego Lem nie wymyślił
https://en.wikipedia.org/wiki/Xenophyophore
20 cm wielkości jednokomórkowiec, czyżby pierwowzór Solaris?

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7578
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2283 dnia: Czerwiec 01, 2018, 06:46:08 pm »
Wprawdzie mamy ogóry i ponad 300 kelwinów w cieniu, ale w dzisiejszej "GW" przeczytałem, że ISIS przeleci nad Polską dziś i jutro:
"Wypatrujcie ISS nad zachodnim horyzontem. W piątek pojawi się po godz. 21.23, a w sobotę 2 czerwca po 21.30".
Może nad Chełmem będzie kryształowo czyste powietrze znad Białorusi?

oraz w najnowszej "Polityce" bardzo ciekawy i kontrowersyjny miejscami tekst dra Marcina Ryszkiewicza (zamieszczam wersję "nieocenzurowaną", wprost od autora):

Czy czas już na poważną rozmowę o klonowaniu człowieka?

W udzielonym niedawno wywiadzie dla tygodnika Variety znana amerykańska aktorka Barbra Streisand, obok rozważań na temat praw kobiet i polityki Trumpa, rzuciła od niechcenia uwagę, która od razu przykuła uwagę amerykańskich – i, jak widać, nie tylko – mediów. Aktorka ujawniła, że sklonowała swoją ukochaną suczkę Samantę, która umarła kilka miesięcy wcześniej i teraz zamiast jednej ma dwie „Samanty” (Miss Violet i Miss Scarlett).
Oczywiście, Samanta nie jest pierwszym sklonowanym ssakiem (ten powstał w r. 1986), ani nawet pierwszym klonem psa (ich historia zaczęła się w roku 2005), ale ze względu na osobę swej opiekunki ma szansę stać się ikoną nowego trendu – przywracania do życia naszych zmarłych czworonożnych przyjaciół.
Czym jest klonowanie i jak się je robi? W sensie biologicznym to stworzenie dokładnej kopii osobnika – zmarłego lub nie – na podstawie jego materiału genetycznego, czyli de facto powtórne narodziny. Oczywiście, to nie człowiek wymyślił klonowanie, przyroda od dawna zna ten sposób powielania – tak rozmnaża się wiele roślin, na tym też polega rozmnażanie przez podział wśród bakterii i pierwotniaków, czy wreszcie dzieworództwo, gdy samica rodzi młode bez zapłodnienia swych jaj przez plemniki, a więc produkuje dokładne kopie swego organizmu. Ale wśród kręgowców takie naturalne klonowanie zdarza się bardzo rzadko, a u ssaków – nigdy (z wyjątkiem bliźniąt jednojajowych, które są klonami względem siebie, ale nie względem swoich rodziców).
W historii Samanty są dwie wiadomości – dobra i zła – i wiele pytań. Dobra wiadomość jest taka, że dziś każdy już może, po śmierci swojego czworonoga, przywrócić go do życia i cieszyć się jego obecnością aż do końca swych dni (bo przecież klonowanie można powtarzać). Klon nie jest wprawdzie tym samym zwierzęciem, ale jest takim samym – anatomicznie w stu procentach (prawie, ale to nieistotny szczegół), behawioralnie i psychicznie w znacznym stopniu (zwłaszcza jeśli jest wychowywany przez tego samego opiekuna). Ta usługa nie wymaga od właściciela wielu zabiegów – powinien zrobić wymaz lub inaczej pozyskać komórki swojego zwierzęcia, a następnie wysłać je do którejś z wyspecjalizowanych firm (w USA lub Korei Pd.). A potem poczekać około dwóch miesięcy (w przypadku psa) i jeśli wszystko się uda odebrać swojego cudownie odmłodzonego przyjaciela. Jest i zła wiadomość – ta usługa nie jest tania i, zależnie od firmy, kosztuje od 50 do 100 tysięcy dolarów. Ale jeśli się rozwinie ceny z pewnością spadną, tak jak to się działo z każdą nową technologią.
Zanim przejdziemy do pytań, warto poznać kilka podstawowych faktów dotyczących klonowania. Każda komórka naszego ciała wyposażona jest w pełen zestaw genów, choć tylko bardzo nieliczne z nich są w danej tkance lub narządzie aktywne. Gdy przychodzimy na świat potencjalnie aktywne są wszystkie geny – zygota jest totipotentna, to znaczy jej komórki potomne mogą przekształcić się w każdy narząd. W miarę powstawania coraz bardziej wyspecjalizowanych tkanek kolejne geny są uciszane – można to przyrównać do oklejania chromosomów, na których geny rezygnują, taśmą izolacyjną, która te chromosomy coraz ściślej otacza, pozostawiając tylko niektóre, ściśle dobrane odcinki bez osłony. To tam odbywa się produkcja białek i regulacja aktywności genów – w każdej tkance i narządzie innych, zależnie od wykonywanych przez nie funkcji.
W ten sposób komórki dojrzewają i się specjalizują – z komórki serca, mózgu czy wątroby nie da się już nic innego uzyskać. Tylko komórki szlaku płciowego, te z których organizm produkować będzie gamety (jaja lub plemniki) pozostawiają wszystkie swe geny w gotowości, bo to one posłużą kiedyś do produkcji nowego organizmu. Te są potencjalnie nieśmiertelne, bo jako jedyne przechodzą z pokolenia na pokolenie. Pozostałe, tak zwane somatyczne, giną wraz z organizmem, który utworzyły.
Z tego wniosek, że najlepiej do klonowania użyć komórek szlaku płciowego, bo te są „wiecznie młode” i mają wszystkie geny gotowe do działania. Na tym polega jedna z metod klonowania – gdy z zygoty powstaje grudka kilku lub kilkunastu komórek, wszystkie są jeszcze totipotentne i z każdej można uzyskać cały organizm. W ten sposób ze szczególnie wartościowych genetycznie zarodków zwierząt hodowlanych można otrzymać, poprzez sztuczne rozdzielenie ich komórek, wiele bliźniąt, co jest już często stosowaną praktyką (teoretycznie to samo można zrobić w przypadku człowieka, co oznacza, że nie „zaczyna się on od poczęcia”, skoro z każdego zarodka można uzyskać więcej niż jednego osobnika).
Ten pierwszy sposób klonowania jest więc po prostu tworzeniem bliźniąt jednojajowych i w przypadku psów czy kotów nie znajduje zastosowania – jedyne czym dysponujemy to ich komórki somatyczne, a te – jak widzieliśmy – totipotentne nie są. Tyle, że można je do tego skłonić, odklejając niejako otaczającą ich chromosomy izolację. W ten sposób komórka, a właściwie tylko jej geny, zostaje odmłodzona i jedyne co pozostaje to wyjąć jej jądro, gdzie owe geny rezydują i wszczepić je do komórki jajowej innego osobnika, z której wcześniej jej własne jądro usunięto. To tzw. metoda SCNT, od angielskich słów Somatic Cell Nuclear Transfer. Tak otrzymujemy nową zygotę, która genetycznie jest tożsama z organizmem dawcy, a nie biorcy. Teraz wystarczy pobudzić ją do dalszych podziałów (co nie jest proste, ale się udaje, zwykle z pomocą indukowania prądem elektrycznym) i taki zarodek wszczepić do macicy surogatki, czyli samicy tego samego, lub nawet tylko zbliżonego gatunku. I czekać na rozwiązanie.
Tyle teoria. W praktyce cały proces klonowania jest dużo bardziej złożony i każdy jego krok niesie ryzyko porażki (choć te szybko maleją w miarę postępów stosowanych metod). Np. do stworzenia owieczki Dolly użyto 277 komórek jajowych, z nich uzyskano 29 zarodków (sukces na poziomie 10%), z których jedynie 3 dotrwały do momentu rozwiązania (znów 10%), a dwa noworodki zmarły zaraz po porodzie. Dziś jednak, po 20 latach, ten odsetek jest znacznie większy i będzie rósł dalej zależnie od gatunku i zastosowanej metody.
Historia klonowania jest krótka, lecz jej postępy zawrotne. Pierwszym udanym klonem kręgowca była amerykańska żaba lamparcia, uzyskana w 1952 metodą SNTC od dorosłego dawcy DNA. W 11 lat później w Chinach sklonowano po raz pierwszy rybę (karpia). W 1986 w Rosji powstał klon pierwszego ssaka (myszy nazwanej Masza), z totipotentnych komórek płodowych. Już w 1984 sklonowano pierwszą owcę, też z wczesnych komórek embrionalnych, a w 12 lat później przyszedł na świat najbardziej znany sklonowany ssak – Dolly, otrzymana po raz pierwszy z komórek dorosłego osobnika (z wymienia). Dolly przeżyła do roku 2003, zmarła z powodu niewydolności płuc, zapewne bez związku z metodą swego poczęcia. Nie mając ojca, miała trzy matki: jedna dostarczyła swego DNA, druga komórki jajowe, trzecia donosiła ciążę i wydała ją na świat.
Sklonowanie Dolly po raz pierwszy wykazało, że również dojrzałe komórki ssaków można skutecznie odmłodzić do stanu embrionalnego, a narodzony z nich osobnik może wieść normalne życie, a nawet się rozmnażać – Dolly została trzykrotnie matką, wydała w sumie na świat sześcioro zdrowych dzieci, tym razem w jak najbardziej naturalny sposób. Miała też cztery siostry bliźniaczki sklonowane później z tej samej matki-dawczyni DNA (Debby, Denise, Diana i Daisy) i wszystkie one przeżyły ją w dobrym zdrowiu o kilka lat.
W roku 2000 przyszła na świat pierwsza sklonowana świnia. W rok później sklonowano pierwszy zagrożony gatunek – gaura, największego przedstawiciela wołowatych. Jego przybraną matką była zwykła krowa domowa, cielę zmarło jednak dwa dni po porodzie. W tymże 2001 roku po raz pierwszy sklonowano kota domowego i kotka ta (Copycat) sama urodziła (w naturalny sposób) czworo całkowicie zdrowych kociąt. Pierwszy komercyjnie sklonowany kot (właścicielka zapłaciła za niego 50 tys. dolarów) przyszedł na świat w 2004 roku z komórek pobranych od jej zmarłego rok wcześniej 19-letniego samca. Pokazało to, że można w ten sposób przywrócić do życia nawet bardzo stare osobniki. Odtąd niemal każdy rok okazywał się „pierwszy” i trwa to do dziś, więc dalsze wyliczanie ograniczymy tylko do dwóch szczególnych przypadków.
Pierwszym z nich była udana „deekstynkcja” (czyli przywrócenie wymarłego gatunku) koziorożca pirenejskiego, którego ostatni osobnik – samica Celia – padł w roku 2000, ale pozostały po niej zamrożone w ciekłym azocie komórki skóry. Z jednej z nich udało się uzyskać klon i doprowadzić do jego narodzin (surogatką była samica innego podgatunku). Cudownie zmartwychwstały koziorożec pirenejski przyszedł na świat w roku 2003, lecz niestety zmarł w 7 minut po narodzeniu z powodu niewydolności płuc. Jest nadzieja, że kolejne próby doprowadzą do odtworzenia tego gatunku (do czego potrzebny będzie też klon samca; można próbować to uzyskać z komórek Celii, podmieniając jeden z jej żeńskich chromosomów X na męskiego igreka).
Ale największa sensacja, zbliżająca nas o milowy krok do możliwości klonowania człowieka, zdarzyła się w roku 2017, a jej wynik opublikowano w styczniu 2018 roku na łamach czasopisma Cell. Było nią przyjście na świat dwóch sklonowanych małpek, makaków krabożernych (jawajskich), pierwszych naczelnych uzyskanych tą metodą.
Przygotowania, prowadzone przez zespół Zhen Liu z Cińskiej Akademii Nauk, trwały ponad rok i znaczone były licznymi niepowodzeniami. Zastosowano tę samą metodę, co w przypadku Dolly – SCNT, choć tym razem jądra somatyczne pobierano z komórek embrionalnych, więc i zabiegów przy ich przeprogramowanie było mniej. Pod koniec roku 2017, po implantowaniu 79 zarodków do 21 surogatek i sześciu ciążach, dwie z tych prób zakończyły się sukcesem i na świat przyszły genetycznie identyczne, bo pochodzące od tego samego dawcy małpki, którym nadano imiona Zhong Zhong i Hua Hua. Małpki są zdrowe i wesołe i mają jeszcze przed sobą (oby!) wiele lat życia. To przełom, bo – jak powiedział Mu-Ming Poo, współautor tej pracy, „bariera prowadząca do klonowania człowieka została właśnie przerwana”. Lub, jak dodaje amerykański specjalista od klonowania Jose Cibelli: „Dżin został wypuszczony z butelki”.
Oczywiście, barier – nie tylko technologicznych – jest znacznie więcej i może nawet będą trudniejsze do przełamania. Klonowanie człowieka to nie klonowanie żaby, ani nawet psa. Psychologiczne bariery we wszystkim co dotyczy ludzi są niezwykle wysokie, zwłaszcza gdy dotykają sfery reprodukcyjności. Spór o aborcję i kłopoty z określeniem „kiedy zaczyna się człowiek” to tylko odpryski trudności, które zawsze towarzyszą dyskusjom nad ludzką płodnością. Dobrze znamy te argumenty – „człowiekowi nie wolno bawić się w Boga”, dzieci z próbówki (czyli in vitro) są „sztuczne”, zarodek to „dziecko poczęte” i tak dalej. Gdy to samo dotyczy innych zwierząt, choćby bardzo nam bliskich biologicznie i psychologicznie, te zastrzeżenia znikają lub oceny zmieniają swój wektor. Przeczytajmy co pisze firma ViaGen Pets, zachęcająca nas do klonowania psów: „Wielu z nas we ViaGen Pets to kochający opiekunowie psów i bardzo dobrze rozumiemy, co łączy was z waszymi podopiecznymi. (…) W naszej firmie przez lata doczekaliśmy się tysięcy szczęśliwych, zdrowych klonów krów i setek sklonowanych koni, a także innych zwierząt. (…) Naszym celem jest dalsze rozwijanie i udoskonalanie nauki, tak aby klonowanie psów było dostępne dla wszystkich opiekunów tych zwierząt. (…) Klony, które, otrzymacie będą dzieliły wiele z kluczowych cech waszych aktualnych psów, w tym także ich intelekt, temperament i wygląd”. To miłe. Ale jeśli zmienimy w oryginale dog na man sprawy nagle stają się moralnie podejrzane, a proponowane metody przestępcze.
A przecież człowiek, tworząc cywilizację i rzucając wyzwanie krępującym nas biologicznie ograniczeniom i niefunkcjonalnym dziś rozwiązaniom, od początku „bawi się w Boga”. A tych niefunkcjonalności nasz organizm ma wyjątkowo dużo (warto przeczytać książkę „Mismatch” – „Niedopasowanie” – to dwustustronicowy opis niedostosowania naszej biologicznej natury do współczesności), szczególnie właśnie tych związanych z reprodukcją. Postępy medycyny to w dużej mierze walka z tymi odziedziczonymi po przodkach ograniczeniami, a czasem wręcz absurdami. Ssaki rozmnażają się nietypowo, bo nie składają jaj poza organizmem, jak ogromna większość zwierząt, tylko zapładniają wewnątrz organizmu rodzicielskiego, a rozwijający się zarodek nie opuszcza ciała matki aż do pełnego uformowania. Dziś to ogromne obciążenie dla matczynego organizmu, ale ten sposób rozrodu powstał bardzo dawno (jakieś 150 milionów lat temu), gdy ssaki były bardzo małe, żyły krótko i ani ciąża, ani poród nie stanowiły dla nich większego problemu. Czy musimy dziś bezkrytycznie podchodzić do biologicznych wynalazków z tak odległej przeszłości? Człowiek został ukształtowany przez samolubne geny, ale od pewnego czasu się przeciw nim buntuje. W sprawach reprodukcji ten bunt przejawia się najpełniej – kontrola urodzin to największy policzek, jaki kiedykolwiek został wymierzony ewolucji i doborowi naturalnemu od początku istnienia życia na Ziemi.
Wynaleziony w początkach ery mezozoicznej model ssaczego rozrodu stał się jeszcze bardziej anachroniczny, kiedy około 5 mln. lat temu przodkowie człowieka zeszli z drzew i stanęli na dwóch nogach, i ponownie 2 mln. lat temu, gdy szczególnie rozrósł się mózg, a co za tym idzie i głowa noworodka. Ze względu na dwunożny chód miednica nie mogła się już dalej rozszerzać, więc narodziny zostały przesunięte na bardzo wczesny etap rozwoju dziecka (stąd nasze nieporadne dzieci tak długo wymagające opieki; młody szympans, genetycznie w 99 procentach identyczny z człowiekiem, już dzień po narodzeniu potrafi wspinać się na drzewa!). A i tak nasz poród jest trudny i bolesny – rzecz nieznana w świecie zwierząt.
Długotrwała ciąża, której towarzyszą symptomy przypominające wiele chorób, w tym cukrzycę („ciąża to nie choroba” mówią obrońcy życia, ale to niezupełnie tak) i trudny poród, będący zagrożeniem życia i zdrowia matki i dziecka – to wszystko nasze ewolucyjne dziedzictwo, uświęcone jak chcą niektórzy i nie do ruszenia. Bo „naturalne”.
Klonowanie człowieka to pieśń przyszłości. Na razie Chińczycy zapewniają, że nie planują żadnych prac w tym kierunku, choć zamierzają rozszerzyć program klonowania naczelnych dla celów medycznych (możliwość testowania leków na identycznych genetycznie osobnikach jest niezwykle kusząca, choć moralnie wątpliwa), na co chińskie prawodawstwo zezwala. Władze już zapowiedziały znaczne zwiększenie finansowania instytutu, w którym Zhong Zhong i Hua Hua się urodziły.
Klonowanie człowieka musi zaczekać. Od roku 2005 wszelkie prace prowadzące do tego celu są formalnie zakazane, po wydaniu przez ONZ oświadczenia, które stwierdza że „klonowanie jest nie do pogodzenia z godnością człowieka i ochroną ludzkiego życia”. Podobne uchwały przyjęła większość krajów świata. To słuszna postawa. Nie jesteśmy gotowi, ani technologicznie, ani tym bardziej mentalnie, by to samo, co z naszymi „najlepszymi przyjaciółmi”, robić z nami samymi. Klonowanie nie jest i pewnie nigdy nie będzie powszechną metodą reprodukcji i niesie wiele zagrożeń, jak choćby – nie omawiany tutaj – problem skracania telomerów (zakończeń chromosomów), co może prowadzić do krótszego życia w kolejnych pokoleniach. Ten problem pewnie dałoby się rozwiązać. A chętni na pewno się znajdą, zasobni i zdeterminowani, np. po stracie ukochanego dziecka. Owszem, klonowanie ludzi nie przywróci nigdy świadomości i wspomnień, ale to może mieć czasem dobre strony. Bo pomyślmy – a na razie i tak skazani jesteśmy na spekulacje, niekiedy rodem z science fiction – czy przywrócenia do życia choćby jednego z miliona dzieci, których krótkie i przeraźliwie smutne życie przebiegało w gettach, a zakończyło się w komorach gazowych, nie można by traktować jako zwycięstwa dobra i wiedzy nad złem i ignorancją? Czy los stu tysięcy syryjskich dzieci, które z całego życia pamiętały w momencie śmierci tylko lecące z nieba bomby, musi być nieodwracalnie nieprzerwany, skoro mamy (potencjalne) możliwości, żeby ten ich koszmar odwrócić? Takie powtórne narodziny i odrzucenie balastu złych wspomnień, niejako powtórzenie wszystkiego od nowa, będzie kiedyś (niedługo?) w zasięgu naszych możliwości, o ile rzecz jasna będziemy dysponować (najlepiej zamrożonymi) komórkami do klonowania. Takie banki komórek, np. z krwi pępowinowej, istnieją już dziś i oferują swoje usługi. To na razie tylko pytania – technologicznie jesteśmy dopiero w fazie „beta”, mentalnie w rejonie ostatnich liter alfabetu. Ale może już czas, by przynajmniej zacząć poważną rozmowę na te tematy?

[Ja (R.) od razu mam takie pytanie: co to konkretnie jest "wydane przez ONZ oświadczenie" oraz jaką ono ma moc prawną?
A propos zaś chwili, w której "zaczyna się człowiek", sprawa jest, na mój rozum, nierozstrzygalna i znakomicie komponuje się z wątkiem "Ateizm Lema": http://www.remuszko.pl/blog.php/?p=247]

R.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

xpil

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 116
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2284 dnia: Czerwiec 07, 2018, 08:26:19 pm »
Słucham sobie właśnie "Pirxa" (wersja z Audioteki). Książkę znam praktycznie na pamięć, ale zawsze czytałem oczyma. Teraz po raz pierwszy - uszami.

(uszyma?)

Jestem dopiero przy "Terminusie", ale już mi się oczy szkliły raz czy drugi, ogromny mam sentyment do tej książki.

Lektor, po głosie sądząc, młody jakiś. I uśmiechnięty. W każdym razie dobry jest.

Jak skończę, może coś tu jeszcze dopiszę...

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2285 dnia: Czerwiec 07, 2018, 09:23:29 pm »
Słucham sobie właśnie "Pirxa" (wersja z Audioteki). Książkę znam praktycznie na pamięć, ale zawsze czytałem oczyma. Teraz po raz pierwszy - uszami.
(uszyma?)
Jestem dopiero przy "Terminusie", ale już mi się oczy szkliły raz czy drugi, ogromny mam sentyment do tej książki.
Lektor, po głosie sądząc, młody jakiś. I uśmiechnięty. W każdym razie dobry jest.
Jak skończę, może coś tu jeszcze dopiszę...
O, fajnie że nie tylko ja repetuję.
To może, jeśli najdzie, coś skrobniesz tutaj?
https://forum.lem.pl/index.php?topic=848.0
Ze mnie chwilowo zeszło powietrze i zatrzymałem się na opowiadaniu Pirxa. Została jeszcze Rozprawa i Ananke.
uszmi?  8)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

xpil

  • Full Member
  • ****
  • Wiadomości: 116
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2286 dnia: Czerwiec 07, 2018, 10:04:02 pm »
O, fajnie że nie tylko ja repetuję.

"Repetuję" to za mało powiedziane ;) Kolekcja dzieł zebranych Wieszcza ma u mnie osobną półkę, czytam wszystko od deski do deski raz na jakiś czas. Tlenu może w domu nie być, wódki może zabraknąć, ale jak mi ktoś Lema spróbuje zabrać, ugryzę.

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2287 dnia: Czerwiec 07, 2018, 10:06:20 pm »
Ja też hihi ;) . Z tym, że ja robię powtórkę danej książki raz na jakieś 3-4 lata. Ale w zasadzie czytam na okrągło ;) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2288 dnia: Czerwiec 07, 2018, 10:19:19 pm »
Ja też hihi ;) . Z tym, że ja robię powtórkę danej książki raz na jakieś 3-4 lata. Ale w zasadzie czytam na okrągło ;) .
Chyba też Tytusa powtarzasz hihi  :)

Można by się z tej okazji napić, ale...

« Ostatnia zmiana: Czerwiec 07, 2018, 10:23:03 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2289 dnia: Czerwiec 07, 2018, 11:07:44 pm »
A powtórzyłbym. Nawet się mocno zawahałem widząc w księgarni wszystkie księgi w eleganckiej tekturowej kasecie za jakieś małe pieniądze. Moje gdzieś-kiedyś wyjechały z chałupy. Ale jak wiesz nie każdy zbytek to zabytek ;) . Odstawiłem. To dziś Papcio Chmiel postawił 95 kreskę na futrynie? A może jutro sobie kupię?
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2290 dnia: Czerwiec 08, 2018, 11:50:59 am »
Cytuj
Moje gdzieś-kiedyś wyjechały z chałupy.
He, podobnie. Kolejna przeprowadzka, chyba w czasach studenckich - i znik.
Potem jeszcze dzieciom kupiłem prawie cały zestaw, ale on był jakiś inny.
stąd
Cytuj
A może jutro sobie kupię?
Zerknij, czy wydania w/g oryginału.
https://www.komiks.gildia.pl/komiksy/tytus_romek_i_atomek_proszynski/1-kolekcja
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4169
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2291 dnia: Czerwiec 08, 2018, 01:26:29 pm »
Z powodów wymienionych wyżej - kilka lat temu kupiłam to pudełko:
https://goo.gl/images/J4QnYg
Owszem, nie zabytkowe egzemplarze, ale dają radę...zawsze można dokupić taką czekoladę - o smaku starych książek...i przegryzać...:
http://booklips.pl/newsy/walijska-firma-sprzedaje-czekolade-o-smaku-starych-ksiazek/


Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2292 dnia: Czerwiec 08, 2018, 01:30:36 pm »
Z powodów wymienionych wyżej - kilka lat temu kupiłam to pudełko:
https://goo.gl/images/J4QnYg
Owszem, nie zabytkowe egzemplarze, ale dają radę...zawsze można dokupić taką czekoladę - o smaku starych książek...i przegryzać...:
O to, to właśnie stoi na półce - ale to są jeśli tak można to ująć reprinty - czy coś nowego zupełnie? Bo jak rzuciłem okiem to odniosłem wrażenie, że są to "stare dobre Tytusy" - a nie coś nowego?
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4169
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2293 dnia: Czerwiec 08, 2018, 01:36:45 pm »
Stare dobre...nie wiem tylko czy miejscami bardziej nie pokolorowane :-\
https://www.gildia.pl/komiksy/156728-tytus-romek-i-a-tomek-superkolekcja-25-tomow

Nowe to chyba te historyczne...dokupiłam jeden, ale szczerze...nie przeczytałam...może teraz zdopingowana;)
Mam ten:
https://www.ceneo.pl/52122197#tab=spec

Możesz porównać z tym:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tytus,_Romek_i_A%E2%80%99Tomek
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 08, 2018, 01:42:29 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2294 dnia: Czerwiec 08, 2018, 01:56:29 pm »
To się zowie wyczerpująca odpowiedź ;) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek