Autor Wątek: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...  (Przeczytany 474782 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8902
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2280 dnia: Maj 09, 2018, 06:44:58 pm »
Term, nie żebym się chciał wcinać między calvę a zakąskę... znaczy... tensory, ale może byś przejął - jak za dawnych czasów - prowadzenie dyskusji w "Akademii.." ("Summę..." zaczęliśmy męczyć), albo choć zechciał się w nią włączyć...?

ps. Tymczasem poczytałem sobie teksty z "Wyborczej"... Pierwszy b. a propos wattsowych żeli i dukajowych mózgowców, ale i naszych starych dyskusji o świadomości (po omawiany tam numer "Nature" jeszcze nie sięgałem, ale chyba się apriorycznie cieszę, że zrobili mu reklamę, bo to znaczy, że choć próbują przesączać pewne tematy pod strzechy):
http://wyborcza.pl/7,75400,23350791,mozg-z-probowki-byt-czy-niebyt-oto-jest-pytanie.html
Drugi o geniuszach i geniuszu (też z dawnymi tutejszymi debatami się komponuje):
http://wyborcza.pl/7,75400,23366896,klasa-bradmana.html
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8902
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Odpowiedź #2281 dnia: Maj 13, 2018, 04:06:18 pm »
Wracając jeszcze na chwilę do:
a czytałeś tzw. Trylogię Ryfterów tego samego Wattsa
Dzięki, Q. Nie, nie czytałem

Modny obecnie jako pisarz SF - acz mniej niż Dukaj - Rafał Kosik zdaje się Ryfterów nad "Ślepowidzenie" przenosić, przynajmniej od strony Obcologicznej*. Zacytuję zresztą:

"Miałem poważny problem z serialem Star Trek, a głównie z serią Next Generation, której lata temu obejrzałem chyba wszystkie odcinki. Otóż dowolny kontakt z obcą cywilizacją, czy nawet z bytem wyższym (Q), sprowadzał się do niemal stuprocentowej antropomorfizacji. Czyli lądujemy na planecie, gdzie tubylcy przypominają ludzi, ale mają szpiczaste uszy albo niebieską skórę, albo… co się tam naprędce udało charakteryzatorom dokleić. Przy czym zwyczaje na planecie są znajome, obowiązkowo przyspieszenie grawitacyjnie wynosi 9.8 m/s2, a skład atmosfery jest identyczny z ziemskim. Nie wiem jak Wy, ale ja w tym momencie idę zaparzyć herbatę (bez pauzowania filmu). Niestety po powrocie z kuchni jest jeszcze gorzej – obcy mówią po angielsku z silnym walijskim akcentem.
Chociaż Gwiezdne wojny mają tyle wspólnego z science fiction, ile „piwo” koncernowe z piwem, to akurat aspekt rasowy rozpracowują ciut lepiej. Ciut lepiej, lecz nadal niedoskonale. Przynajmniej języki i ogólny fenotyp się różni, choć te wszystkie rasy nadal wyglądają, jakby wyewoluowały od wspólnego z ludźmi przodka gdzieś sto tysięcy, może milion lat wcześniej. Jestem pewien, że są na ten temat opracowania fanowskie; nie czytałem ich i nie o fikcyjne wyjaśnienia teraz chodzi.
Kino mainstreamowe nawet nie próbuje się wysilać i jeśli musi pokazać obcą formę życia, to zazwyczaj przedstawia ją jako człowieka. Po prostu pojawia się John lub inny Zdzisław, potraktowany mniej lub bardziej symbolicznie. Wyjaśnienie, że postacie muszą mieć fizyczne i psychiczne cechy ludzkie, by widz mógł się z nimi utożsamiać (więc i kupić bilet), oczywiście jest uzasadnione z punktu widzenia sztuki filmowej. To tylko potwierdza nasz nieuleczalny pępkowszechświatyzm.
A co z literaturą? W książce nie trzeba przecież pokazywać wszystkiego dosłownie, można się dowolnie bawić słowami. Jeżeli miałbym wskazać najdalej posuniętą wizję deantropomorfizacji obcych w literaturze, to jako pierwszy przyszedł mi do głowy Szpital kosmiczny Jamesa White’a. Po namyśle pojawiło się jednak pytanie o sens, bo po co ktoś miałby robić jeden szpital dla ludzi, psów, tuńczyków, paproci i Escherichia coli? Po głębszym zastanowieniu przyszło mi do głowy Ślepowidzenie, lecz ostatecznie wygrały Fiasko i Solaris. No i może Trylogia Ryfterów."

http://rafalkosik.com/antroponarcyzm-czyli-pepkowszechswiatyzm

* Przy czym dodać trzeba, że Obcość z ziemskością są tam w b. sprytny sposób zamienione miejscami.
« Ostatnia zmiana: Maj 13, 2018, 06:31:53 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki