Autor Wątek: Film "Solaris"  (Przeczytany 29660 razy)

dzi

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #15 dnia: Styczeń 26, 2005, 09:27:41 pm »
etam, ja sie tylko zapytalem czy mam obejrzec ;)

Hanneggem

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #16 dnia: Styczeń 27, 2005, 07:46:08 pm »
re dzi
A ja w przeciwieństwie do przedmówców polecam właśnie wersję Soderbergha.
Ale zacznijmy po kolei.
Przeczytałem kiedyś jak wyglądała współpraca Mistrza z Tarkowskim.Mistrz jak zobaczył erupcje twórcze reżysera nijak nie przystające do książki,po jakichś trzech tygodniach pirzgnął papierami o ziem,wyjechał i więcej nie wrócił.
Pierwszy raz wersję Tarkowskiego oglądałem świeżo po lekturze.Gdzieś około 80-tego roku.Najbardziej zapamiętałem wyjątkowo fatalnie obsadzoną postać Kelvina.Ten pyzaty gościu mnie dobijał.A jak zobaczyłem jakieś kandelabry na stacji,na siłę wstawione jakieś konflikty z ojcem,to się po prostu załamałem.
Jakieś pół roku temu puszczali ten film w "Ale Kino!".Pomyślałem:"Młody byłem,niecierpliwy,obejrzę porządnie jeszcze raz" :D Kicha.Początek jakoś przełknąłem,przesłuchanie Bretona-niezłe,ale... jak zaczął jechać na lotnisko w Tokio i przez 5 minut oglądałem wielopasmowe estakady...dałem sobie na luz i przełączyłem się na coś innego.
Tu link,gdzie Mistrz komentuje między innymi wytwór Tarkowskiego
http://lem.onet.pl/528,1,lemofon.html

A Soderbergh?
Ja bym się ponownie odwołał do relacji Mistrza.Obejrzał.Był nieco zaskoczony,bo spodziewał się jakiejś kaszany.
http://solaris.filmweb.pl/News?id=9785
Jak bym film Soderbergha skwitował tak:wziął bardzo wąski wycinek z Solaris,najbardziej nośny,ale obszedł się z tym kawałkiem bardzo elegancko i moim zdaniem w białych rękawiczkach.
Do tego bardzo dobre zdjęcia i obezwładniająca muzyka ex-bębniarza Red Hot Chilli Peppers Cliffa Martineza.
Moim zdaniem - kawał świetnego kina.Clooney - bardzo dobry,McElhone - świetna.
Polecam i pozdrawiam!

Falcor

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #17 dnia: Styczeń 28, 2005, 02:27:13 am »
Sodenbergh lepszy? Heretyk! ;) Najlepiej zagrały pośladki Clooneya  :P  ;D

dzi

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #18 dnia: Styczeń 28, 2005, 08:08:03 am »
no, to teraz musze dojsc do tego jak w dzisiejszych czasach sie wypozycza filmy bo ostatnio pozyczalem okolo 10 lat temu :D

Hanneggem

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #19 dnia: Styczeń 28, 2005, 11:52:58 am »
Cytuj
Sodenbergh lepszy? Heretyk! ;) Najlepiej zagrały pośladki Clooneya  :P  ;D


Oglądałeś film,czy tylko cytujesz amerykańskie recenzje ? ;)

Deckert

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #20 dnia: Styczeń 28, 2005, 01:19:55 pm »
Witam serdecznie nowego forumowicza Hanneggema!

Trochę off topic, ale myślę, że się zgodzisz, że Soderbergha po prostu warto oglądać, taki np: Ocean's Eleven - niby nic specjalnego, a oglądało się to świetnie.


Falcor

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #21 dnia: Styczeń 28, 2005, 01:44:10 pm »
Oczywiście, że oglądałem. I oczywiście żartowałem wcześniej   ;)

Ocean's Eleven może być, ale żadna to rewelacja

Deckert

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #22 dnia: Styczeń 28, 2005, 01:50:31 pm »
Oczywiście, że Ocean's Eleven nie jest jakąkolwiek rewelacją. Stwierdzam jednak fakt, że reżyser ten, ładnie "doprowadził" film do końca. To ważna zaleta! Jest sporo filmów, gdzie sami widzimy, że fabuła nawet nie jest taka zła, ale realizacja ogółu tragiczna.
Ciekaw jestem czy spodoba mi się druga część.


Rachel

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #23 dnia: Styczeń 28, 2005, 08:34:59 pm »
 Zgadzam się z moim przedmówcą. Jednym z najlepszych momentów  w "Solarisie" Soderbergh'a jest właśnie  ostatnia scena. Facet naprawdę ma dryg do zaskakujących zakończeń, a to niestety bardzo rzadko spotykana sytuacja  :-/

A co do pośladków głównego bohatera , to nie powiem całkiem, całkiem  ;D

A właśnie dodam jeszcze, że chociaż raz na pierwszym planie znalazły się męskie pośladki. Ktoś ewidentnie pomyślał o babskiej części widowni
:D

Terminus

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #24 dnia: Styczeń 28, 2005, 09:38:17 pm »
   Trudno spierać się z czyjąś obiektywną oceną filmu. Tak to bowiem bywa, że kłótnia o gusta kończy się w najgorszym razie kłótnią, a w najlepszym: marnymi wnioskami.

  Już na angielskim forum przeszedłem przez kłótnie o to ,,który Solaris'' itp. ...

  Więc po pierwsze. Kolega Hanneggem pisze, iż zraziło go pięciominutowe włóczenie się po betonowych ulicach miast. Rozumiem. Mozna się znudzić. Jednak zechce kolega zauważyć fakt, że uczucia takie jak znudzenie itp. są prywatną sprawą widza, i nie wszyscy takowe muszą odczuwać. Jest to zatem refleksja czysto subiektywna. Że nie wspomnę o tym, że odtwarzający rolę Kelwina ,,pyzaty'' aktor, jak go kolega był uprzejmy określić, nie jest w kolegi typie. Jest to argument, który w najlepszym razie przydaje nieco humorystyki do dyskusji, bowiem merytorycznie słowa te są niczym innym jak wyrazem tego, że wolimy mężczyzn bardziej kościstych, z jakichś powodów.

  Secondo, moja ocena prywatna, że jakoby Solaris Tarkovskiego przedstawia się w moich oczach lepiej, jest, mówiąc ab ovo próbą przekonania czytelników mojej opinii do tego, by docenić fakt, iż Tarkovski w swoim filmie przedstawił ekranizacje wierniejszą. Oczywiście miał szalone pomysły, które zdenerwowały Lema, niemniej przekonany jestem że ilość faktów jakie przedstawił i wątków jakie poruszył (tj. jakie poruszają np. postaci w swoich dialogach) jest większa niż u Soderbergha.
   Ja film Soderbergha także lubię i doceniam, głównie ze względu na to że jestem niepoprawnym romantykiem i podoba mi się eksponowanie wątku damskomęskiego (co de facto nie za bardzo ponoć podobało się Lemowi, który jasno powiedział w pewnej wypowiedzi nt. filmu Soderbergha, że ,, o ile pamięta swoje intencje przy pisaniu Solaris , to nie jest to kosmiczny romans '' ).

  Tertio, staram się  także, co jest główną osią mojego  wywodu, uwzględnić sytuację osób, które oryginału Lema nie czytały, a przyszło im obejrzeć film. Ogólnie można powiedzieć, że jakkolwiek film Tarkovskiego jest raczej nudny, to informuje bardziej rzeczowo, w przeciwieństwie do wersji Soderbergha. Ta druga ma większy ładunek emocjonalny, jednak w sferze kompetencji informacyjnej nie można zostawić na niej suchej nitki.

  Acha, jeszcze jedno. Proszę nie myśleć, że Tarkovski w swoim filmie pokazuje betony ulic dlatego, że nie ma nic innego do pokazania. To ma swój cel. Wymaga po prostu pewnej cierpliwości. Doradzam oglądanie innych filmów Tarkovskiego, przede wszystkim (pozostając w kręgu SF) Stalkera .

Hanneggem

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #25 dnia: Styczeń 29, 2005, 12:00:37 am »
re Deckard
Witam i odkłaniam się grzecznie

re Falcor
Tak przeczuwałem.Tekst o pośladkach mnie przeraził,gdy pierwszy raz na niego trafiłem i nigdy bym nie pomyślał,że w tym towarzystwie można go "zapodać" na serio.

re Terminus
Aby utrzymać się w narzuconej konwencji,postaram się odpowiedzieć równie solidnie i rzeczowo,przedstawiając lepsze argumenty.
Jak zrozumiałem Kolega Terminus wyżej ceni wersję radziecką.Ja nie i dzięki temu możemy podyskutować.Identyczne poglądy do czego jak do czego ale do ożywionej dyskusji nie prowadzą.
Pozwalam sobie całkowicie nie zgodzić się z założeniem,że betonowe estakady i pyzaty gościu,to mój problem. Otóż byłby to mój problem,gdyby reżyser tworzył film wyłącznie dla siebie,ewentualnego widza mając ... po ciemnej stronie Księżyca.Film jako dzieło jest przeznaczony do oglądania przez kogoś i moje całkiem subiektywne znudzenie bądź zastrzeżenie do obsady roli kluczowej ma głęboki sens.Jestem widzem (nieskromnie uważam,że nie bylejakim) i mam prawo mieć zarzuty,uwagi i zastrzeżenia.W końcu to między innymi dla mnie było robione.
Chyba,że było inaczej i oglądanie wytworu Tarkowskiego nie było przewidziane - to ja cofam ten sęk.
Co drugiego akapitu wypowiedzi Kolegi Terminusa,czyli aspektu wierności ekranizacji.Jestem skłonny częściowo się zgodzić.Głównie po to,żeby nie zarobić od razu opinii pieniacza :D
Ale na serio: porównując trzy zbiory informacji - powieść jako wzór i obie ekranizacje - wersja Tarkowskiego ma więcej danych z książki niż wersja Soderbergha.
Ale chciałbym zauważyć,że oceniając ekranizacje w ogóle,musimy zadać sobie jedno podstawowe pytanie:czy film ma być "książką z obrazkami" czy samodzielnym bytem?
Dobrym przykładem są ekranizacje książek o tym małym..jak mu tam...a Harry Copter! Podobno ekranizacje są w 100% przewidywalne jeśli się zna książkę (opinia zasłyszana - bez gwarancji prawdziwości,bo nie czytałem i nie widziałem).
I na zakończenie odwrócę kota ogonem.
Po pierwsze - ani Soderbergh ani Tarkowski nie zrobili wiernej ekranizacji
Po drugie - uważam,że powieść jest za trudna aby ją dobrze przenieść na ekran.
Po trzecie - skoro żadnemu się nie udało zbliżyć do Absolutu,to rozpatrzmy warstwę czysto filmową
Po czwarte - po zastosowaniu klucza z punktu trzeciego - Tarkowski nie ma szans z Soderberghiem.
Tego drugiego ogląda się z przyjemnością.
Pozdrawiam!

Hanneggem

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #26 dnia: Styczeń 29, 2005, 12:04:19 am »
re Terminus

Jak mogło mi to umknąć?
Kolego zręcznie pominął milczeniem wypowiedzi Autora.
Bez komentarza?
W końcu zdanie Mistrza znaczenie jakieś ma,nieprawdaż?
Pozdrawiam!

Terminus

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #27 dnia: Styczeń 29, 2005, 04:29:14 am »
Sweet.

Niechże przemówi, ten, jak go nazywasz, Mistrz.
Cytuj
Gdyby "Solaris" miała dotyczyć uczuć miłosnych między mężczyzną i kobietą, wszystko jedno, w Kosmosie czy na Ziemi, nie nosiłaby tytułu takiego, jaki nosi!


Cytuj
W moim przeświadczeniu i podług mojej wiedzy książka nie jest jednak poświęcona erotycznym problemom ludzi w przestrzeni pozaziemskiej...


Cytuj
Soderbergh, jako reżyser i scenarzysta, pozostawił tę oprawę fabularną, wyciął jednak podobno z książki wszystko to, co dotyczy wizji planety Solaris, wizji, która była dla mnie bardzo istotna.  


... za stroną macierzystą, www.lem.pl.

I jeszcze dwie sprawy.
- Po pierwsze, widział kolega w ogóle Tarkowskiego do końca?
-Po drugie: owszem, jeśli sobie kolega życzy, to mogę przyjąć, iż mozna doceniać filmy jako dzieła samodzielne, abstrahując od ich książkowych korzeni. Trudno jednakże spodziewać się takiego podejścia po fanach Lema, jakimi tu obecni niewątpliwie są.
Oczywiście, że film Soderbergha jako taki jest świetny, odstawia o czternaście długości trzy tony amerykańskiej kichy i tak na dobrą sprawę to cud, że amerykanin nakręcił taki film... zresztą jak napisał jeden z piszących na forum anglojęzycznym, amerykanin, oglądając ten film z dziewczyną w kinie w Ameryce doznali wielkiego szoku, spodziewali się bowiem kolejnej sieczki w a'la ,,Rumcajs w Kosmosie'' (vide ,,Żołnierze Kosmosu", ,,Lost in Space'', etc.) a otrzymali coś, co skłoniło ich do refleksji i nie pozostawiło obojętnym.

Zatem w kinie holywoodzkim, jest to chlubny rodzynek.

Z drugiej strony film Tarkovskiego był z założenia filmem o obliczu intelektualistycznym. Tak się po prostu kręci w Europie, im bardziej na wschód od USA tym bardziej... bo tym mniej pieniędzy ludzie mają na FX. Gdyby coś takiego jak ,,Solaris'' Tarkovskiego weszło do kin w USA, byłaby to porażka bez precedensu...  

Sam Soderbergh widzi film, który stworzył, następująco:
Cytuj
Ciekawe jest w tym to, że to nie klasyczny film science fiction, ale psychodrama, która akurat rozgrywa się w kosmosie - to właśnie do mnie przemawia.  Interesuję się science fiction, ale tylko na płaszczyźnie samej koncepcji.


,,Tylko na płaszczyźnie samej koncepcji'' oznacza w moim mniemaniu to, że reżyserowi chodziło o stworzenie filmu z danym ładunkiem ,,psychodramy'', zaś umiejscowienie go w kosmosie było (jedynie) ,,okolicznością''.
Tak to bowiem właśnie jest. Spójrzmy prawdzie w oczy. Gdyby w filmie Soderbergha za oknami statku nie znajdowała się Solaris, a jakaś wybudowana na Tajwanie maszynka do produkowania sztucznych ludzi, sam zaś statek zastąpilibyśmy hotelem ulokowanym malowniczo na atolu Mururoa, zostawiając w hotelu tylko trzech mieszkańców i ich ,,gości'', to Soderbergh nic by na tym nie stracił.
Musiałby po prostu do muzyki dołączyć nieco hawajskich motywów.

 
« Ostatnia zmiana: Styczeń 29, 2005, 04:44:04 am wysłana przez Terminus »

dzi

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #28 dnia: Styczeń 30, 2005, 01:21:39 am »
ej cisza co!? ;)

a w ogole to ja napisze ze tez tak podchodze jak Hanneggen, tj. ze nie interesuja mnie ekranizacje bo od kazdej ekranizacji lepszy bedzie orginal (przegrywaja na starcie jakby), zatem filmy odbieram wyciagajac z nich "smaczki", czyli dla mnie mogl by byc 20 minutowy teledysk bez tresci, ktory pokazywal by wizualizacje planety Solaris, stacji itd, tresc znam wiec nie musze jej widziec, chce tylko zobaczyc to co musialem sobie wyobrazic, tak podchodze do filmow (wiem ze to podejscie dziwne i bynajmniej nie chce nikogo przekonywac by zmienil na takie, poprostu tak sobie dopisalem byscie mnie lepiej poznali ;D )

Terminus

  • Gość
Re: film Solaris
« Odpowiedź #29 dnia: Styczeń 31, 2005, 03:39:23 am »
Hm... teledysk powiadasz... To jest niezły pomysł ! Można by zrobić... muszę się nad tym zastanowić.  Mogę napisać muzykę :)
« Ostatnia zmiana: Styczeń 31, 2005, 03:39:48 am wysłana przez Terminus »