Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 629
31
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 07, 2018, 03:12:51 pm »
Wracając jeszcze raz do:
prace nad ilustracją numer 11 zostały dzisiaj rozpoczęte!

Są już jakieś efekty, że tak się spytam? ;)

32
Hyde Park / Odp: Wojna
« dnia: Październik 06, 2018, 12:17:35 pm »
Zdaje się, że nie do końca rozumiem ku czemu zmierzasz, mógłbyś doprecyzować?

Ja ze swojej strony dążyłem do zwrócenia uwagi na szerszy kontekst tego co się aktualnie dzieje, wpisania go w milsze Lemowi dłuższe/szersze skale (gdzie, oczywiście, moim priorytetem nie było fundowanie Ci - i reszcie Współforumowiczów - bieda-erudycyjnych wykładów, a zasugerowanie, że wiadomego typu procesy toczą się latami, wiekami wręcz, do nas zaś dociera drobny odprysk wywiadowczych gier; i to czym się podekscytowałeś jest zapewne przysłowiowym wierzchołkiem góry lodowej - w którym to przeświadczeniu umacnia mnie np. sprawa Cambridge Analytica).
Przy czym - skoro na poziom tu-i-teraz schodzimy - sądzę, że nie samo zatrzymanie jest kluczowe (to może być równie dobrze próba schowania niewygodnego agenta, po tym jak to czy owo się wydało; może też w/w historia nie mieć nic wspólnego z jego międzynarodową aktywnością, który to wariant i przytaczany przez Ciebie tekst uwzględnia), tym bardziej, że Interpol musi mieć procedury na takie okazje, znacznie istotniejsze wydaje się co Meng Hongwei na pełnionym przez siebie stanowisku robił w ciągu minionych (niespełna) dwu lat, na ile kierował się priorytetami instytucji, której szefował, na ile zaś swojej ojczyzny (tu zresztą mamy - przynajmniej potencjalnie - do czynienia z ciekawym zagadnieniem: co dzieje się, gdy na szczytach globalnych instytucji stają przedstawiciele nacji podążających w pierwszym rzędzie za - i tak eufemistycznie rzecz nazywając - postrzeganym w antagonistycznych kategoriach interesem państwowym/narodowym - i dlatego w/w hitlerowców wcale nieprzypadkowo przywołałem).

33
Godniejsze? Hmm...  A co to takiego – „życie prawdą”?
Absolutnej prawdy chyba nie ma, przynajmniej nie znamy jej, et ignorabimus. Natomiast krucha i niepewna, względna prawda to rodzaj złudzeń.

Zatem nazwijmy to życiem w pogoni za prawdą, przedzieraniem się przez kolejne warstwy złudzeń (choćby tylko w formie biernej, polegającej na wleczeniu się w ogonie naukowego postępu i śledzeniu na bieżąco co w 'Science", "Nature" i pokrewnych periodykach piszą). Nie widzę dla tego rozsądnej alternatywy.

Skoro tak, można powiedzieć, że my wszyscy żyjemy złudzeniami, czyli jesteśmy poniekąd wierzącymi. W dużym uproszczeniu: jedni wierzą w istnienie Boga, natomiast inni – w jego nieistnienie. Zarówno pierwsze jak i drugie chyba niepodobna potwierdzić ani obalić. Cała różnica polega na tym, że niektóre rodzaje złudzeń są bardziej „komfortowe” psychologicznie, bardziej „kojące” niż inne.

Nie, nie da się sprowadzić wszystkiego do złudzeń, i tu zataczamy kółko do bardzo starej dyskusji, którą toczyliśmy z dzi. Cytowałem wówczas dość istotne słowa Daniela Dennetta, chciałbym, żebyś się do nich odniósł.

Pozbawiony właściwego dla wierzących komfortu psychologicznego, ateista podświadomie pragnie jakiejś kompensacji. I łatwo znajduje ją w świadomości swojej „wyższości umysłowej” nad głupim chłopem, chodzącym do kościoła. To też swego rodzaju satysfakcja. Cóż, każdemu – swoje. Suum cuique.

Psychologia nie jest nauką ścisłą, a tym bardziej nie stanowi jej pop-psychologizowanie (nawet w wydaniu inteligentnego Dyskutanta na ambitnym Forum), ciężko mi zatem odnieść się do powyższych słów, które trudno uznać za coś więcej niż Twoje prywatne wyobrażenie (jako, że nikt nie zmapował mózgów wszystkich, ani nawet większości, ateistów).

Ale wydaje mi się, praktykujący, uprawiający modły i inne rytuały, pewny swego zbawienia wierzący ma większe zadowolenie z życia, więcej emocji pozytywnych, więcej dopaminy i serotoniny w mózgu niż niewierzący. I nie ma znaczenia, czy błędna jest jego wiara czy też nie. Rzecz najważniejsza – on jest szczęśliwszy w tym życiu.

Dlaczego szczęście ma być najważniejsze? Spędzenie życia na haju - wszystko jedno: wywołanym substancjami produkowanymi przez sam mózg, czy dostarczonymi z zewnątrz - uznajesz za wartość?

A w końcu, gdy życie dobiega kresu – co traci ten kto wierzył w zaświaty, w nagrodę w niebiosach i obcowanie świętych? Co wygrywa ten kto nie wierzył? Nic. Nic.

Co traci? To, że spędził sporo czasu kierując się niezweryfikowanymi opowieściami, których ciężar dowodowy jest zerowy (jeśli nie ujemny), kierowanie się zaś takowymi - gdy tylko otoczka religijna w grę nie wchodzi - uważane jest wszak za objaw naiwności, naiwniactwa wręcz. I znamy przecież przykłady sekt - i nie tylko sekt - na takich naiwniakach skutecznie się pasących.
Zresztą... Pascal, do którego sławetnego Zakładu się odwołujesz, przyznał wprost, że aby ów zakład podjąć "Trzeba się ogłupić". Do tego nas namawiasz, Drogi Augustynie? ;)

W warunkach sztucznych - jak najbardziej. Jednakże usiłowałem odpowiedzieć na postawione przez olkę i Lema pytanie o konieczności powstania śmierci w toku ewolucji

Ok. Przy czym jeśli chodzi o zdanie:
Cytuj
wg mnie nieśmiertelność wyklucza się z ewolucją...
Sądzę, że wymaga ono pewnych doprecyzowań, bo przecież jednokomórkowce są technicznie nieśmiertelne, a ewoluują. Kojarzysz zapewne mechanizm koniunkcji u bakterii?

O ile poprawnie zrozumiałem zagadnienie, i chodzi o ewolucji naturalnej, biologicznej.

Do Twojej zdolności rozumienia nie śmiałbym zgłaszać zastrzeżeń, jestem o niej wysokiego zdania.

Świetnie ujął nasz Lem :)
A jeszcze owe słowa uderzają w Spinozę i jego rozumowania tałmudyczne.

Sądzę, że w każdego uciekającego od empirii w filozoficzne abstrakcje, po prostu.

(Nawiasem: Sekuła szpitalny się automatycznie przypomina.)

Nawiasem, czy istnieją  współczesne kontynuatorzy filozofii Spinozy, i jak sami siebie nazywają? Neo...kto? neospinozjańcy? ;)

Zależy jak zdefiniować bycie kontynuatorem, bo odwoływali się do jego myśli m.in. wspomniani Marks i Nietzsche, ale też Deleuze (który zwał go księciem filozofów) czy Santayana (jemu znów Spinoza robił za idola, przynajmniej w pewnych zakresach).

Nie do końca zrozumiałem Twoją myśl. Podobno sądzisz, że inwestor, finansujący badania w zakresie długowieczności i/lub nieśmiertelności, po osiągnięciu zamierzonego rezultatu będzie miał wpływ na kształt cywilizacji  i jej losy? Czyli, posiadając prawo wyłączne na wynalazek, w pewnym sensie przejmie władzę nad światem?
Hm, nie jestem pewien. Prawdopodobnie będzie to jak z każdym epokowym wynalazkiem. Z samochodem przykładowo, albo z telefonem komórkowym. Na początku dostępna wyłącznie bogaczom technologia staje się z upływem czasu coraz tańsza, aż w końcu będzie ogólnodostępna.

Miałem na myśli wpływ znacznie skromniejszy, ot, zwykły wpływ uczestnika życia społecznego (powiedzmy, prominentnego uczestnika życia społecznego, takiego Sorosa czy Kulczyka, że polecę - nieco prowokacyjnie - głośnymi nazwiskami), na rzeczywistość cywilizacji technicznej.

Możemy uznać – z zastrzeżeniem: w warunkach niezbyt wysokich temperatur i ciśnień. Bo w warunkach ekstremalnych, np. we wnętrzu czarnej dziury, rzekomy a-tom, „niepodzielny” po prostu znika. Z punktu widzenia matematyki, zostaje podzielony przez nieskończoność. Jeśli można tak się wyrazić.

Przyznasz jednak, że i czarne dziury (choć teoretycznie za niezgłębioną Osobliwość robią) są badane. Czyli dalsze ustalanie stanu faktycznego trwa...

Aha...zgadzam się w stu procentach. Bo można poczynić także kolejny krok logiczny. Skoro cogito ergo sum, po co w ogóle żyć?

Wszakoż założenie, że byt jest lepszy od niebytu (czy na odwrót), to też filozoficzny wybór podszyty biologicznymi instynktami.

Oto, do czego mogą doprowadzić pozornie neutralne i nieszkodliwe rozumowania filozoficzne :)

Z drugiej strony obaj do dziś żyjemy, co zdaje się stanowić, może naiwny, ale praktyczny, i na swój sposób krzepiący, dowód niemocy filozofii ;).

Cytuj
Nie wiem czy chciałbym byś miał do niego zaufanie, raczej byś przyjął go takim, jakim jest/zdaje się być, i zastanowił się - za Lemem - co dalej da się z nim zrobić. Taktując to jeśli nie jako coś więcej, to przynajmniej pewną formę - wyglądającej na pożyteczną - zabawy.
Dobrze. Przyjmuję :D

Czyli staramy się uporządkować wnioski z offtopu, i wrócić do "Summy..."? ;)

Na razie trudno powiedzieć. Za mało czasu upłynęło od epoki Lenina, żeby o tym sądzić. Zaczekamy przez kolejne dwa i pół tysiąca lat :)

Nie jestem pewien czy czas musi tu być jedynym kryterium, może nim być również skala wpływu na życie poszczególnych jednostek.

Choć, nie powiem, z chęcią bym posiedział i popatrzył ;).

34
Hyde Park / Odp: Wojna
« dnia: Październik 06, 2018, 09:51:15 am »
Jeżeli Chińczycy istotnie bezprawnie przetrzymują i przesłuchują "zaginionego" szefa Interpolu, to wkraczamy na nowy poziom, sam nie jestem pewien czego.

Zwróćmy uwagę, że wspomniany szef Interpolu jest obywatelem (i czynnym politykiem/funkcjonariuszem bezpieczeństwa) chińskim, a Chińczycy ogólnie słyną z tego, że z własnymi obywatelami się nie patyczkują (zresztą nie tylko oni, przypomnijmy sobie choćby trwającą do dziś sprawę córki b. prezydenta Uzbekistanu, która również rozmaite międzynarodowe funkcje pełniła, co prawda w sektorze NGO i biznesie). Nie żebym to pochwalał, po prostu odnotowuję.
Warto przy tym zauważyć, iż Interpol miewał b. różnych szefów, taki np. Ernst Kaltenbrunner powędrował z tego stanowiska do Norymbergi i na szubienicę. Jego poprzednicy Nebe i Heydrich również zeszli w gwałtowny sposób.

Nie, nie uważam, żeby z tych dwóch informacji miała wyniknąć wojna, europejska czy też światowa, ale wywiadowcza, moim zdaniem, już trwa.

Wywiadowcza zaczęła się z momentem kiedy ktoś (źródła - m.in. traktaty "Sztuka Wojny" i "Arthaśastra", gdzie zagadnienia szpiegostwa omawiane są z detalami - wskazują na istnienie takich praktyk już u starożytnych Chińczyków, Hindusów i Egipcjan, o Hebrajczykach, Grekach i Rzymianach nie mówiąc, a pewnie jest to jeszcze starsze) wymyślił, że można podpatrywać co robi sąsiednia banda Ohydków, albo wymuszać z brańca - zanim się go zarżnie - rozmaite informacje.
(Tu zacytowałbym na żywca opowiadanie "To zdarza się codzień" Macieja Parowskiego, jako, że krótkie, ale tego nie uczynię, bo odebrałbyś to jako robienie na złość ;).)
A czy skończy się kiedykolwiek? Któż to może wiedzieć...

35
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 05, 2018, 11:47:11 am »
- będzie więcej statku Tichego!

To jajecznica musi być! ;)

36
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 05, 2018, 10:32:12 am »
prace nad ilustracją numer 11 zostały dzisiaj rozpoczęte!

Niech zgadnę: będzie przedstawiać ośmioła/ośmioły? ;)

Realizację można podziwiać w Gdańsku, lub w wyszukiwarce google wpisując "Jestem z Gdańska - neon".  ;)

Znalazłem coś takiego:
https://www.youtube.com/watch?v=mQ2l7MVuHTc

Widać Cię gdzieś na tym filmiku? ;)

37
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 04, 2018, 09:17:06 pm »
Niestety z internetową aktywnością u mnie niestety gorzej  ::)

A szkoda, bo jako - niewątpliwy - pilny czytelnik Lema mógłbyś, jak sądzę, coś wartościowego do naszych tutejszych dyskusji dodać... ::)

38
Hyde Park / Odp: Gry najlepszym nośnikiem idei?
« dnia: Październik 04, 2018, 07:18:45 pm »
@MarcinK

Jak już Lynch za gry się bierze, to może i masz rację, że jest to medium rozwojowe i - już dziś - zdolne wydawać zadowalające artystycznie owoce...
https://collider.com/twin-peaks-vr/

39
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Październik 04, 2018, 06:12:17 pm »
Dostarczyłeś mi kilku dobrych minut szczerego śmiechu, dzięki ;).

I, faktycznie:
po namyśle - nie taka znów zapaść...
Bo, primo - wygląda to miejscami na próby inteligentnego - modnie mówiąc - strollowania nauczyciela, a kiedy indziej - sprytnego odwołania się do jego sympatii (co w wypadku danej klasówki nie uratuje, ale na całościową ocenę może mieć już pośredni wpływ), a więc tacy znów głupi ci uczniowie nie są; secundo - stanowi pozytywny znak czasu, dowód, że stosunki uczeń-nauczyciel są dziś bardziej partnerskie i luzackie niż w czasach naszej młodości (kadet Pirx ani bohaterowie "Sposobu na Alcybiadesa" nawet by się nie odważyli pomyśleć o udzieleniu tego typu odpowiedzi, a dziś to przechodzi, i zdaje się bawić obie strony...).

Tymczasem jednak mocno zaskoczyło mnie TO:
https://www.pakamera.pl/akcesoria-muszki-krawaty-mucha-stanislaw-lem-1-nr2170919.htm
https://www.pakamera.pl/akcesoria-muszki-krawaty-mucha-stanislaw-lem-2-nr2143708.htm
Karnawał się zbliża, elegancka mucha może się przydać, ale żeby tak Lema pod szyją nosić? ???

40
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Październik 03, 2018, 11:41:12 pm »
z niejakim zdumieniem dowiedziałem się o istnieniu "dyskryminacji pozytywnej".

Dopiero teraz? Toś - szczęściarzu - głośne debaty o parytetach przegapił. Wtedy tym zwrotem szafowano...  ::)

41
żyjący złudzeniami, wierzący chyba ma większe zadowolenie z życia, niż żyjący wyłącznie rozsądkiem?

Z drugiej strony... Czy życie prawdą (jakkolwiek krucha i niepewna by nie była), nie jest.. hmm... godniejsze? Czy życie złudzeniami nie jest formą - świadomej lub nie - ucieczki przed rzeczywistością (w pierwszym wypadku ocierając się o tchórzostwo, w drugim - o psychozę)?

Nieśmiertelne w sensie biologicznym osobniki mogą jednak ulegać zagładzie z powodów zewnętrznych – wypadki, klęski żywiołowe itp. Zatem rozmnażanka jest niezbędna. A ponieważ tę rozmnażankę nie da się uczynić kontrolowaną (bo jak?), replikacja nieśmiertelnych niebawiem doprowadzi do katastrofy na kształt maltuzjańskiej.

Jednak... czy nie da się uczynić rozmnażania procesem znacznie bardziej kontrolowanym, wyrwanym spod kontroli biologicznych automatyzmów (potomstwo budowane na obstalunek, czy zgoła systemem fabrycznym w wypadku robotów; zapłodnienie in vitro i hodowla potomstwa w sztucznych macicach gdy idzie o bladawce*)?

* Którym można to czy owo popodwiązywać, albo zgoła przerobić je geninżynieryjnie tak, by gamet w sposób naturalny nie produkowały.

Chyba masz rację. O ile w ogóle da się dojść do czegoś pewnego ścieżką rozumowania.

Jak to ujął Lem ("Okamgnienie"): "Wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, aniżeli zdolny byłby pojąć umysł człowieka, który stroniąc od eksperymentalnej nauki, pragnie się schronić w królestwie filozoficznego myślenia.". Przy czym znacznie silniej, niż w nasze tu rozważania, uderzają owe słowa w Platona, czy w neokantystów ;), którzy właśnie drogą czysto rozumową, a od empirii odklejoną, budowali swoje systemy.

Hm... czyżby aż tak źle jest z ludzkością? Skoro owa „druga ewolucja” kieruje się nie rozumem, a raczej prawami gospodarki rynkowej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zabłądzi i znajdzie się w ślepym zaułku. Jeżeli ludzkość nie „włączy” rozum,  ma szansę nie przetrwać, podobnie jak nie przetrwały dynozaury.

Owszem - wracamy tu do rozdziału "Cywilizacje kosmiczne" i uprawnionych (jako jedna z interpretacji) czarnych wniosków z wiadomego Silentium...

Z drugiej strony, na taki „towar” jak autoewolucja, w sensie ulepszanie własnego „nośnika”, musi być nie byle jaki popyt na rynku? To przecież jedyna możliwość ludziom naprawdę bogatym kupić sobie zdrowie, długowieczność, a w perspektywie i nieśmiertelność. Zatem inwestycje w badania na styku biologii i fizyki są niby jak najbardziej opłacalne? Hmm...

Teoretycznie tak. Z drugiej strony czy taki bogacz musi być w swoich wyborach bardziej racjonalny od przedstawicieli prostego ludu? Czy nawet jeśli racjonalnie (w pewnym sensie, bo przecież zwykłe podążanie za biologicznym instynktem życia to będzie) zainwestuje we własne trwanie, dalsze jego - wpływające na kształt cywilizacji - decyzje będą mądre, czy raczej stanowić będą konsekwencję jego - ukształtowanych przez przypadkowo zaistniałe biologię i kulturę - nawyków, kręcących nim imperatywów, które bynajmniej nie on sam w siebie wpisał?

(Zwracał na to zresztą uwagę maziek krytykując transhumanistów. Zwracaliśmy i my z olką pastwiąc się ongiś nad Eganem.)

Kłania się tu towarzysz Lenin:
Elektron jest równie niewyczerpalny jak atom, przyroda jest nieskończona...
(Materializm a empiriokrytycyzm)


Wydaje się, Wowoczka tu trafił kulą w płot.

No,tu mi przypomniałeś parę dowcipów o Leninie (spod znaku "Nu, Gieraklit był praw - wsio pławajet", etc.)...

O ile wiem, właśnie elektron uważany jest dziś za cząstkę elementarną.
Obecnie nie wiadomo, czy elektron ma jakąkolwiek strukturę wewnętrzną. Wielokrotnie powtarzane eksperymenty w największych akceleratorach, polegające na zderzaniu ze sobą przeciwbieżnych wiązek elektronów rozpędzonych do prędkości bliskich prędkości światła w próżni, nie dały argumentów za istnieniem struktury wewnętrznej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Elektron

...ale skoro tak, to przynajmniej chwilowo możemy uznać elektron za jeden z demokrytejskich a-tomów. Czyli śmiejący się filozof może jednak - na dziś - śmiać się ostatni.

Założyć – wystarczy, jak najbardziej. Obawiam się tylko, by w końcu nie okazało się to założenie, jak Ty piszesz – roboczym.

Ale czy roboczy charakter założeń jest czymś złym? Lepiej chyba dostosowywać obraz rzeczywistości do na bieżąco odkrywanych faktów, niż budować na fundamencie wykoncypowanych, a apriorycznie przyjętych, nieweryfikowalnych tez? To pierwsze daje jakiś - choćby nietrwały - punkt oparcia, to drugie - de facto - oznacza rezygnację z nadziei, że na czymkolwiek da się oprzeć. Skazuje na jałowość, także intelektualną - bo jeśli każdy sąd jest tak samo uprawniony, a wszystkie równie nieweryfikowalne, to po co nie tylko cokolwiek robić, ale i myśleć w ogóle?

Generalnie, mam uczucie jakiejś niepewności, nietrwałości naszego świata.

Też je mam, acz niekoniecznie w odniesieniu do samego świata (chociaż skoro wiadomi bankierzy... ;) ), raczej wszystkich naszych tegoż świata modeli.

Jak dziś modnie jest uważać, świat miał początek w czasie – Wielki Wybuch. Zatem, jak wszystko co ma początek, nieuchronnie będzie miał koniec. Rozwinął się z małej kropki, prawdopodobnie o zerowych wymiarach...możemy powiedzieć wprost – z niczego. Bąbel...
I po tym wszystkim Ty chcesz, żebym miał do swiata jakieś szczególne zaufanie? I cokolwiek co w nim jest, którykolwiek z jego atrybutów – przestrzeń, czas, materię, energię - uważał za pewnik?

Nie wiem czy chciałbym byś miał do niego zaufanie, raczej byś przyjął go takim, jakim jest/zdaje się być, i zastanowił się - za Lemem - co dalej da się z nim zrobić. Taktując to jeśli nie jako coś więcej, to przynajmniej pewną formę - wyglądającej na pożyteczną - zabawy.

O, znowu pachnie Leninem i marksizmem – praktyka jako kryterium prawdy.
http://smp.edu.pl/teoria-praktyki/

„Ja niczym się nie zajmuję. Jestem filozofem”.
Biedny Pitagoras z Samos. Był, rzecz jasna, umysłem minorum gentium w porównaniu z wybitnym filozofem, gigantem myśli, niejakim Ulianowem-Leninem :)

W sumie to jest ciekawe pytanie, który z tych dwóch - Pitagoras czy Lenin, abstrahując od tego jak ocenimy ich rozmaite walory intelektualne czy moralne, miał większy wpływ na dzieje ludzkości. Przy czym analizując dokonania Pitagorasa przyjdzie zauważyć, że nawet nie wiemy czy jego słynne twierdzenie jest naprawdę jego.

Ale nie to, że chcę tu bronić łysego rewolucjonisty, choć nie mogę też nie zauważyć, że skoro marksizm (także zwulgaryzowany) jest częścią filozofii materialistycznej siłą rzeczy będzie miał jakieś punkty wspólne z jej innymi nurtami. A także, iż takie np. ukute przez brodatego Karla (który lepszy był w teorii niż jego uczniowie) pojęcia prawdy-procesu wydaje się całkiem przytomne.

Nawiasem, jak się nazywa konstrukcja słowna w rodzaju praktyka teoretyczna, kwadratowe koło itp? Oksymoron?

Technicznie - oksymoron. W tym wypadku użyty żartem, dla podkreślenia, że rozważając niektóre zagadnienia z "Summy..." skazani jesteśmy na uprawianie niebeletrystycznej hard (jeśli posiadana wiedza nam na to pozwoli ;) ) science fiction.

42
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« dnia: Październik 03, 2018, 08:38:53 am »
Tym razem drobiazgi i to straszliwe...

"Polityka" postanowiła przypomnieć wywiad z Lemem z 14 listopada 1998:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/politykaekstra/1765366,1,stanislaw-lem-zawsze-bylem-niewidzialny.read

Zaś wspomniana lista nie-katolików wywołała +/- takie komentarze jak zakładałem (choć żeby aż widzieć w niej atak na kościół? to jednak niejakie zaskoczenie):
https://www.tysol.pl/a24290-Portal-Microsoftu-Znani-i-lubiani-nie-katolicy-A-tam-Moczar-Bierut-Michnik-i-Urban

Edit:
A tak wogle to w Krakowie, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, od kwietnia "Bajki robotów" grają, a my - gapy - przeoczyliśmy:
https://teatrwkrakowie.pl/spektakl/bajki-robotow

43
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 02, 2018, 10:14:42 pm »
Przepraszam za opóźnienie

Sądzę, że przywykliśmy ;)*.

* Co mówi facet, który dotąd całości Lemconu nie obejrzał... ;)

sekwencja z 5 animacjami

Dwie uwagi:
1. bardzo gęsto od meteorów wokół wiadomej stacji (no, chyba, że to sputniki i aluzja do "Ratujmy Kosmos!" bonusowa),
2. w strasznie nieprzyzwoitym miejscu ten Tarrakanin przecieka (z "Transformers" się - niestety - kojarzy, ale do lemowskiego humoru jakoś to pasuje; zresztą... Tylko głupiec i kanalia lekceważy genitalia, jak wiadomo).

44
Hyde Park / Odp: Lem a Sapkowski...
« dnia: Październik 02, 2018, 08:59:53 pm »
Sapkowski domaga się od CD Projektu 60 baniek (czyli 6% dochodów z gier):
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Andrzej-Sapkowski-domaga-sie-od-CD-Projektu-zaplaty-co-najmniej-60-mln-zl-7618209.html

I tak sobie jakoś pomyślałem, że to jednak smutne, że Lem - którego rola jest/była/powinna być nieporównywalnie wyższa w skali cywilizacyjnej, nie miał nawet szansy sądzić się o taką gotówkę. (Co mi się z wątkami poruszonymi w dyskusji o "Summie..." splotło.)

45
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Październik 02, 2018, 12:23:45 pm »
...kto i za co medycznego Nobla dostał (a dostali James P. Allison i Tasuku Honjo za przełomowe badania w zakresie immunoterapii nowotworów):
https://www.sciencenews.org/article/how-prod-patient-immune-system-fight-cancer-wins-nobel-prize

...oraz, że niektórzy sądzą, iż (sygnałów od) Obcych nie znaleźliśmy... bo za mało szukamy:
https://arxiv.org/abs/1809.07252v1
https://www.sciencenews.org/article/only-small-fraction-space-searched-aliens

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 629