Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Lieber Augustin

Strony: [1] 2 3 ... 15
1
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Dzisiaj o 05:46:25 pm »
Nie, nie żartuję. Ewentualnie Kubuś Puchatek...z rozumkiem...mógłby...i to też nie do końca:)
:))))))
No... co powiedzieć, kiedy niewiadomo co powiedzieć... Mój rozumek Winnie'ego-the-Pooh'a odmawia posłuszeństwa... nie mam chyba dość trocin w głowie :)
Skromność niewątpliwie jest cnotą, ale nie aż tak nadmierna... :)

Filmik, można powiedzieć, ładny... Dawkins, jak zawsze, est dans son répertoire...

2
Forum po polsku / Odp: Ateizm Lema?
« dnia: Dzisiaj o 05:11:56 pm »
W sumie może o to chodzi...zazwyczaj ludzie niewierzący mają te sprawy lepiej przemyślane od wierzących. I stąd ich wybór. Ci drudzy wiele biorą "na wiarę" - bez zgłębiania o co tak naprawdę w danym systemie chodzi. Często nawet nie wiedzą w co wierzą - w sensie nie znają podstawowych odpowiedzi - z katechizmu. Ot, wychowanie, przyzwyczajenie, rutynka.
Co dotyczy ludzi prostych, niewykształconych – tak, masz rację, olka. Większość z tych rzeczywiście nie wiedzą w co wierzą. To nawet nie jest wiarą w pełnym tego słowa znaczeniu – raczej przestrzeganie rytuałów, obrzędowości – jak Ty piszesz, rutynka.

Ale w niepojęty sposób wśród ludzi wykształconych, wśród naukowców, nawet noblistów, nawet w zakresie fizyki też byli i są wierzące. Ot, proszę, na pierwszy ogień parę cytatów z naprawdę wybitnych:

Max Planck, nagroda Nobla w dziedzinie fizyki, 1918:
Ktokolwiek, kto był poważnie zaangażowany w pracę naukową jakiegokolwiek rodzaju uświadamia sobie, iż nad wejściem bram świątyni nauki wypisane są słowa: Musicie mieć wiarę. Jest to cecha, bez której naukowiec nie może się obejść.

Arthur Holly Compton, nagroda Nobla w dziedzinie fizyki, 1927:
Jeżeli chodzi o mnie, wiara zaczyna się wraz z uzmysłowieniem sobie faktu, iż wyższa inteligencja doprowadziła do powstania wszechświata i stworzyła człowieka. Nie jest mi trudno mieć tę wiarę, gdyż niezaprzeczalnym jest fakt, iż tam gdzie jest plan istnieje inteligencja – uporządkowany, rozwijający się wszechświat świadczy o prawdzie najbardziej majestatycznego stwierdzenia jakie kiedykolwiek wypowiedziano – „Na początku Bóg”.

Arno Penzias, nagroda Nobla w dziedzinie fizyki, 1978:
Astronomia prowadzi nas do unikatowego wydarzenia, do wszechświata stworzonego z niczego zachowującego bardzo delikatną równowagę niezbędną do spełnienia dokładnie takich warunków, które są wymagane dla istnienia życia oraz mającego przewodni – można powiedzieć – ponadnaturalny plan.

Nieboszczyk Stephen Hawking, uważany niby za „twardego” ateistę:
Przeciwności, które musiałyby zostać pokonane, aby wszechświat taki jak nasz mógł wyłonić się z czegoś takiego jak Wielki Wybuch są niesamowicie olbrzymie. Uważam, że kiedykolwiek zaczynamy omawiać początki wszechświata dochodzimy do czysto religijnych wniosków.

Już nie będę wspominał o słynnej wypowiedzi Einsteina: Im bardziej zgłębiam naukę, tym bardziej wierzę w Boga.

O czym to może świadczyć? Nie sądzę, żeby wyżej wymienione ludzie nie przemyśliwały o przedmiocie albo kiedykolwiek wzięliby coś „na wiarę”.
Może jednak nie wszystko jest tak prosto, jak wydaje się z pozoru? Czy nie może być tak, że naiwna wiara wygasa ze wzrostem wiedzy, ale w pewnym momencie powstaje na nowo – na innym, wyższym poziomie? Może właśnie to miał na myśli Werner Heisenberg:
Pierwszy łyk z pucharu nauki może uczynić ateistą, ale pamiętaj, na dnie tego pucharu czeka Bóg.

3
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 22, 2018, 11:20:22 am »
Żartuję - chyba nie dam rady dodać tutaj niczego konstruktywnego. Za mało danych. Za mały rozumek.
Chyba żartujesz, olka. Niczego sobie, "mały rozumek"... Wydaje się, wielu mężczyzn, posiadaczy stopnia doktora, mogliby pozazdrościć Twojemu "małemu rozumkowi" :);)

Chociaż intuicyjnie się nie zgadzam - matematyka należy do tego świata :-X;)
Może masz rację. Tego nie da się dowieść. Ignoramus et ignorabimus.
Reszta jest milczeniem.

4
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 21, 2018, 10:41:38 pm »
Moc bowiem w słabości się doskonali.
To są ludzkie a nie boskie teksty, ówczesna demagogia, żeby jakoś wytłumaczyć ludowi, dlaczego akurat wyznawcy tego Boga są traktowani najgorzej w świecie, mimo że ten Bóg taki potężny, jedyny i najważniejszy ;) . Ludzie wówczas rozumowali nieco prościej w tych sprawach. Oczekiwali, że Bóg pozabija w cholerę ich wrogów i ciemiężycieli bez zbędnych ceregieli, ale w możliwie bolesny sposób ;) .
Ależ Ty jesteś złośliwy i okrutny dzisiaj, maźku. Zaiste, sprawiłeś wielkie lanie Apostołowi i Panu Bogu samemu :)

To:
Zatem nie musi podlegać ograniczeniom świata.
i to:
Cytuj
Moim zdaniem, nikt, nawet Pan Bóg, nie może zrealizować równania 2+2=5.
...jest sprzeczne:)
Nie musi, ale nie może...
Wydaje się, olka, nie ma sprzeczności. Pisałem przecież o ograniczeniach świata, a matematyka nie należy do naszego świata. Moim zdaniem, królowa nauk ma charakter "ubiquitarny" czyli wszechobecny, panuje wszędzie, znajduje się ponad światem a nawet ponad Stwórcą.

5
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 21, 2018, 11:59:45 am »
Twój Bóg jest słabszy od mojego ;) .
Moc bowiem w słabości się doskonali
(2 Kor 12, 9)

To jest na zasadzie: jak się powiedziało A trzeba powiedzieć D - skoro wybrał pewien model i nie chce rozpadu stworzonego - musi go realizować. Ale mnie chodziło o coś innego:
Czy Kreator tworząc świat - wprowadzając ład - musi się w tym świecie zamykać? Uczestniczyć w nim i podlegać jego ograniczeniom?
Czy jest zewnętrzy dla stworzonego? I stąd może nadal zrealizować każdą możliwość? Inną matematykę? Inną fizykę?

Bo jeśli konstruuje z zastanego to jest Kosmicznym Inżynierem, ale nie Stwórcą;)
Jak już powiedziałem "Be-e-e", muszę powiedzieć "Me-e-e" :)

Myślę, Kreator wobec świata jest bytem zewnętrznym. Tak jak zegarmistrz w stosunku do stworzonego przez niego zegarka.
Zatem nie musi podlegać ograniczeniom świata.

O ile rozumiem, olka, chodzi Ci o to, czy zasady matematyki istnieją niezależnie od Kreatora (czyli demiurga, jak słusznie pisze liv), czy też zostały stworzone przez Niego.
Hmm... Według Leibniza, harmonia praestabilita, przedustawna, wprowadzona jest przez Boga. Zatem niby może zrealizować inną matematykę. Ale, wg tegoż Leibniza, nasz świat, oparty na "naszej" matematyce, jest najlepszy z możliwych. Ergo, inna matematyka, jeśli w ogóle jest możliwa, byłaby gorsza od naszej. Nieco mniej "harmoniczna".

Może jestem zbyt pewnym siebie nieukiem, ale nie zgadzam się z Leibnizem. Wydaje mi się - intuitywnie - że matematyka, jej zasady obowjązują w naszym świecie, a także w dowolnym innym. Oprócz może tego, chaotycznego, jeśli go można nazwać światem.
Moim zdaniem, nikt, nawet Pan Bóg, nie może zrealizować równania 2+2=5.

Cytuj
Bo jeśli konstruuje z zastanego to jest Kosmicznym Inżynierem, ale nie Stwórcą;)
Może i tak, olka. W istocie to kwestia określenia, wyboru słów. Ja bym nazwał Kosmicznym Poetą :)

Cytuj
Z drugiej strony, wszechmocny Pan niby ma inny wybór - w ogóle nie odwoływać się do matematyki. Nie tworzyć świata - niech pozostaje chaos.
Zanudziłby się - vide Głos;)
Otóż to... :)

6
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 20, 2018, 09:55:21 pm »
Cytuj
Skoro już system został sworzony, jego Stwórca zapewne musi czas od czasu ingerować w sprawy tego systemu. A jednak, działając wewnątrz układu, po prostu musi też dotrzymywać zasad obowjązujących w tym układzie. Jeśli naturalnie nie chce unicestwić system lub wnieść do niego bezład.
To jest zawężenie problemu do zagadnienia: czy kreator może/chce/powinien ingerować w wykreowany system.

Wg mnie rzecz idzie o coś innego: napisałeś o podległości i prymacie praw fizycznych i matematycznych nad bogiem.
Wg mnie to unieważnia jego boskość.

Co innego nie ingerować tak, by nie naruszyć ustanowionych przez siebie zasad - a co innego MUSIEĆ (to zakłada zewnętrzne ograniczenie) się do nich stosować tzn nie móc ich zmieniać, podlegać im bezwzględnie.
To jest ograniczenie kreatora i wtedy powstaje pytanie: skąd one się wzięły? Kto je ustalił? Że tylko w ich ramach kreator i my możemy działać.
Tak... trochę źle napisałem: Pan Bóg, Stwórca - a raptem musi czegoś tam dokonywać w układzie. Cofam wypowiedziane słowo :)

Spróbuję tak: Kreator tworzy świat z chaosu, czyli wnosi, wprowadza w świat porządek. Porządek - w szerokim znaczeniu tego słowa - różni się od chaosu tym, że bazuje na zasadach matematyki. Na zasadach harmonii. Powiedziałbym, harmonia mundi - to wcielona matematyka.

W tym sensie, moim zdaniem, matematyka ma prymat nawet nad Panem Bogiem. Czyli tak: Bóg w pewnym sensie nie ma wyboru: jeżeli chce tworzyć uporządkowany świat - musi (znów musi :) ) posługiwać się matematyką.

To tak jak poeta - ma natchnienie na napisanie wiersza, a musi posługiwać się literkami, słowami i działać zgodnie z regułami języku. Nie wolno poetowi wymyślać nowe litery, słowa i zasady gramatyczne - tak jak we wczesnych wierszach Elektrybałta :)

Tak samo i Kreatorowi nie wolno zmieniać zasady matematyki, tak żeby 2+2 wynosiło 5. A może wolno, ale świat stworzony na takich podstawach podobny będzie do owych wczesnych utworów - harmonia mundi nie powstanie. Zegarek nie będzie chodził, a zegarmistrz nie będzie miał prawa nazywać się Zegarmistrzem z wielkiej litery.

Z tego punktu widzenia Stwórca nie jest wszechmocnym. Ale wydaje mi się, to tylko spór o słowach. Pozorna sprzeczność.

Z drugiej strony, wszechmocny Pan niby ma inny wybór - w ogóle nie odwoływać się do matematyki. Nie tworzyć świata - niech pozostaje chaos.

7
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 20, 2018, 03:34:04 pm »
Uhm...prosta droga do szaleństwa - rozum z jednym celem. Celem zniszczenia/uwolnienia się od drugiego...w dodatku tego, który go stworzył...
Hm... Szaleństwo byłoby nie najgorszym wyjściem dla Murray'a. Ale wydaje się, Głos do tego nie dopuści, podobnie jak nie dopuści do popełnienia samobójstwa.
Też tak myślę - Murray jest bezwolną marionetką. Tylko pozór wolności - że coś może...
Ale jak - wg Ciebie -  niby miałby popełnić samobójstwo? Co miałby zabić?
Chyba tylko jak elektrycerz Kwarcowy - nie myśleć...nie myśleć...:)
O ile tamtego to utrzymywało przy życiu, tego mogłoby od tej bezdennej egzystencji - uwolnić;)
No, nie myśleć - to rzecz raczej niemożliwa. I Głos doskonale wie o tym.
Jak popełnić? Skoro M. jest układem nałożonych na siebie w sposób skomplikowany fal elektromagnetycznych:

...you are is a nexus of electromagnetic forces, so arranged that all the interconnections and interrelationships are exactly imitative of those of your brain in your Universe-existence...

oczywiście musi istnieć sposób na dezintegrację tego układu. Jaki właśnie? Nie wiem, i nie chcę wiedzieć. Nie daj Bóg zostać takim "wybrańcem" :)

Cytuj
Nie widzę w prymacie matematyki nic poniżającego godności Pana.
Nie chodzi o poniżanie, a o ograniczanie. 
Jeżeli bóg musi działać wewnątrz systemu, który sam stworzył - to nie jest bytem zewnętrznym, niezależnym - czym/kim jest? jest jednym z nas, bo podlega tym samym prawom?
Skoro już system został sworzony, jego Stwórca zapewne musi czas od czasu ingerować w sprawy tego systemu. A jednak, działając wewnątrz układu, po prostu musi też dotrzymywać zasad obowjązujących w tym układzie. Jeśli naturalnie nie chce unicestwić system lub wnieść do niego bezład.
Podobnie jak np. my, pisząc posty na forum, usiłujemy dotrzymywać reguł gramatyki, a nie klikajemy na chybił trafił w przyciski. Czyli dobrowolnie podporządkujemy się pewnym zasadom. Choć niby posiadamy w tym zakresie wystarczającą "wszechmoc", aby robić co chcemy.

8
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 20, 2018, 12:34:03 am »
Uhm...prosta droga do szaleństwa - rozum z jednym celem. Celem zniszczenia/uwolnienia się od drugiego...w dodatku tego, który go stworzył...
Hm... Szaleństwo byłoby nie najgorszym wyjściem dla Murray'a. Ale wydaje się, Głos do tego nie dopuści, podobnie jak nie dopuści do popełnienia samobójstwa.

Cytuj
Wydaje mi się, że nie - przetłumaczono jedynie opowiadanie uzupełniające czyli Ostatnie pytanie...
http://pokazywarka.pl/ostatniepytanie/
Podobnie: a może ciąg dalszy - Murray anihiluje Głos i zostaje - w jego miejsce: AC- nieświadomym swej roli - aż ją domyśli - kolejny cel...
Wyobrażasz sobie dalszy ciąg wydarzeń właśnie w taki sposób? Hmm.. Coś mi się nie wierzy... Murray tylko grozi zniszczyć Głos. Obiecanki-cacanki... raczej pchła zaaresztuje swego gospodarza :)

Za pytanie - dzięki, olka :)

Cytuj
Więc jest jednym z nas? :)
Tego nie powiedziałem. Sądzę tylko, że wg tradycji KK i w ogóle chrześcijańskiej pojęcie wszechmocy Boga zostało ujęte jakoś zbyt... dosłownie, czy jak... prostolinijnie. Nie widzę w prymacie matematyki nic poniżającego godności Pana.

9
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 08:12:09 pm »
Wszystko to w ludzkim rozumie są paradoksy nierozstrzygalne inaczej, jak poprzez założenie, że Bóg ma inną logikę i my tego nie rozumiemy.
I, że jeśli cokolwiek zachodzi po śmierci - zachodzi nie tak, jak sobie to ludzie wyobrażają.
Chociaż ja nie widzę specjalnego powodu żeby miało cokolwiek zajść.
Ot, proszę, jeden z nietypowych scenariuszy tego, co mogłoby zajść:
http://www.thrivenotes.com/the-last-answer/

Może wiesz, olka, czy istnieje polskie tłumaczenie?
Nie udało mi się znaleźć, ale Ty posługujesz się wyszukiwarką lepiej ode mnie :)


@maziek

Cytuj
Tak więc wyróżnikiem Boga jest to, że może działać ponad fizyką, czyli jak to określił xpil, ma prawa roota, przy czym jeszcze prawa te sam sobie ustala. Jest to proste dość założenie i nie teologiczne tylko raczej "fizyczne". Jeśli ktoś może wedle życzenia zmieniać fizykę, to nigdy mu nie dorównamy i zawsze będzie mógł nas skarcić. Nie trzeba posiłkować się religią czy teologią, aby takie założenie poczynić i zobaczyć co zeń wynika.

Cytuj
Wole się zastanawiać nad "Bogiem naukowym", czyli wszechmocnym, bez dalszych licznych przypisywanych mu cech jak nieskończone miłosierdzie i tak dalej.
Jeśli Bóg może działać nad fizyką, ergo może działać też nad matematyką. Gdyż fizyka oparta jest na matematyce, nie?
Kiedyś niby już rozwodziliśmy się nad tym tematem.

A zatem, jeśli tak, zaiste, nie do zrozumienia dla ziemskiego umysłu jest Jego wszechmoc. Albo też Bóg jest bytem urojonym. Gdyż nie potrafię sobie wyobrazić, żeby nawet na Jego rozkaz pole powierzchni koła wynosiłoby nie pi r do kwadratu lecz coś innego.

Od biedy muszę ostrożnie przypuścić, iż Bóg jest podporządkowany zasadom matematyki a zatem i fizyki.

10
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 07:33:45 pm »
Moim zdaniem, nie w tym sęk, że ktoś z nich prawdziwy, a ktoś nie - obaj są z zasady prawdziwe. A w tym, iż z momentu powstania są odrębnymi, osobnymi bytami
Oczywiście, że od tej chwili (skopiowania) są różnymi bytami i będą mieli różne życie, ale zaczęliśmy od tego:

Gdyby kogoś wskrzesić z prochu, w który się obrócił, będzie to już inna istota, może podobna do zmarłego jak kropla do kropli, ale jednak ktoś inny — niczym bliźniak. Na styku śmierci i wskrzeszenia powstają bowiem egzystencjalne paradoksy, których nie można przezwyciężyć, to znaczy rozstrzygnąć, KTO właściwie otwiera oczy jako zmartwychwstały — TEN sam, tylko TAKI sam człowiek.
Masz dwóch identycznych ludzi, identycznych w pewnym momencie (w chwili skopiowania, oznaczmy jak w lotach kosmicznych t0) w każdym możliwym wymiarze fizycznym (dusze chwilowo zostawmy z boku) - a ja tylko pytam, który z nich, w tejże chwili t0 jest prawdziwy i może sam o sobie powiedzieć "to ja, a tamten to kopia" - albo o którym można tak powiedzieć wykonując wszelkie możliwe badania w jakiejkolwiek chwili t+?

Mogę ten eksperyment sformułować inaczej, człowiek wchodzi do czarnego pudełka i wychodzi za minutę. Wiadomo, że po wejściu człowiek poddawany jest narkozie a następnie losowo mogą zajść dwa wykluczające się scenariusze: albo nic się nie dzieje, albo człowiek jest rozpylony na atomy i złożony po chwili z powrotem. Potem w obu wypadkach następuje wybudzenie z narkozy i człowiek wychodzi z pudełka. Jak można, nie wiedząc, który scenariusz miał miejsce, rozpoznać, co się wydarzyło? Jak ten człowiek może to rozpoznać?
W ślad za Tobą myślę, że rozpoznać nie można, zarówno jak i odróżnić "kopię" od "oryginału". Obaj są "oryginałami". Ale nie o to mi chodzi.
Powróćmy na chwilę do Twojego postu:
Cytuj
Skąd ja wiem, że jestem ten sam? Bo tak mi się wydaje. Skąd moja rodzina wie, że jestem ten sam? Bo też jej tak się wydaje. Skąd państwo wie, że jestem ten sam? Bo pasują moje wszelkie cechy szczególne, od kodu DNA, poprzez odciski palców aż po blizny i wycięty wyrostek. Załóżmy więc, że w nocy mnie podmieniono na moją dokładną kopię, z chwili tuż po zaśnięciu, a mnie samego w tymże momencie wysłano w kierunku centrum Galaktyki, ku kryjącej tam się czarnej dziurze. Rano się budzę - ja. Rodzina uważa, że ja. Państwo też tak uważa.

No dobrze, to Ty rano sie obudził. Ale co z tym, drugim... nie chcę pisać "z maźkiem", niech będzie z niejakim X? Przecież musi umrzeć w czarnej dziurze. I będzie temu X obojętnie, czy istnieje na świecie jego dokładna kopia, bliźniak, czy też nie.

Poza tym wychodzi, że ten X jednocześnie zmarł i żyje nadal. Czyli znajduje się jednocześnie w dwóch miejscach - w niebiosach i na ziemi. Sprzeczność?
Jak uniknąć paradoksu?
Albo jest to dowód na nieistnienie "niebios", czyli nieistnienie nieśmiertelnej duszy.
Albo też nasz eksperyment umysłowy został niepoprawnie przeprowadzony - może niemożliwy w rzeczywistości fizycznej, a może popełniliśmy jakiś błąd w założeniach. Może kompletna tożsamość dwóch osób jest zabroniona fizyczne tak, jak istnienie w układzie dwóch fermionów o jednakowych liczbach kwantowych - zakaz Pauliego.
Również można przypuścić, że jedna z osób zaraz po powstaniu natychmiast zmienia swój "stan kwantowy", czyli jest już nie X lecz X' a zatem jednak czymś różni się od drugiej.

Nie wiem, maźku, to tylko moje przypuszczenia, do tegoż dość spekulatywne.

11
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 10:49:30 am »
Cytuj
Twierdzenie, że jesteś jednocześnie w dwóch miejscach jest sprzecznością.
Niekoniecznie. Kwestia definicji słowa "jesteś".
Np, zjedzony kurczak potrafi być jednocześnie w kilku żołądkach... hm, dalsze implikacje się pomyślały, ale pominę może  :)
Wydaje się, przykład z kurczakiem jest niewłaściwy. Skoro został zjedzony, jego z zasady nie ma.
...zjedzony, że na to mu przyszło, jest głupszy od jedzącego, ponieważ nie może mieć racji ten, kogo nie ma, a wcale nie ma tego, kto został spożyty. (Kobyszczę)

12
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 12:15:09 am »
Skoro już się tak przemieszały zagadnienia postmortem z paradoksaliami, napiszę co mnie zawsze ciekawiło - gdyby jednak te życie, po śmierci.
- co z chorymi, brzydkimi, głupimi i wszelkimi niezadowolonymi z życia? Zostaną powstani jak leci, czy udoskonaleni?
- co z starcami, kalekami i innymi nieszczęśnikami w tym kierunku? Prowadzi to do bardziej ogólnego pytania...
- co z wiekiem "R". Bedzie taki jak w chwili zejścia?
Czyli stulatek z haimerem odrodzi się właśnie tak i już po wieczność będzie sobie przypominał - co on tutaj robi?  Wtedy lepiej zejść młodo.  8)
Jeśli jednak nie - czy można będzie wybrać sobie wiek ciała? Czy arbitralnie? A jeśli wybrać, co z pamięcią  "późniejszą" (ja bym wziął 45, ale pamięci szkoda - bo jeśli jednak jeno duchem, to dychę więcej)
- co z dziećmi?
Czy powiedzmy zgonny 2-latek odrodzi się 2-latkiem? Wtedy reszta dojrzewania w "innym świecie" by? A jeśli "R"  w arbitralnym wieku uznanym przez wskrzesiciela za optymalny, co ze świadomością, pamięcią etc?
Dosztukowana? Czy 20-latek o mentalności 2-latka.
- A może szafa z ciałami do wyboru, jak u Dukaja?
I jeszcze kilka innych pytań, ale może starczy.
Trudne pytania stawisz, liv.
Właśnie nie znam i nie mogę znać odpowiedzi, nie jestem bowiem Stwórcą ani nawet Jego zastępcą :). Niemniej spróbuje odpowiedzieć, posługując się przeważnie logiką.

- z chorymi, brzydkimi itd. Myślę, zostaną uzdrowioni i ulepszoni. Chrystus już w tym, ziemskim życiu uzdrawiał ślepych, kulawych, trędowatych. Więc chyba tym bardziej TAM.

- z głupimi. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. (Mt 5, 3)
Jasne, prawda?

- z wiekiem. Najlepszym wydaje mi się wiek akme, czyli 35..45 lat. Zresztą można do wyboru, do koloru :) - może ktoś woli pędzić wieczność jako młodzieniec albo dziecko.

- z pamięcią. Moim zdaniem, pamięć późniejsza musi pozostać. Dr Faustus po odmłodzeniu się zachował przecież pamieć staruszka. Przepraszam, przykład niewłaściwy, "z innej opery" :)

- z dziećmi. Dzieci muszą wejść w królestwo niebieskie w swoim "naturalnym" wieku, w każdym razie nie starszym. Źadnych tam 20-letnich drabów o mentalności 2-latka.
Obecność małych dzieci w raju wprost dowodzi Piśmo Święte, a mianowicie Apokalipsa św. Jana:

Otóż pastor nakreślił majestatyczny i wzruszający obraz zastępów ludzi całego świata zebranych wspólnie na łonie królestwa bożego na ziemi, kiedy to lew i jagnię będą leżały obok siebie w pokoju, a małe dziecko będzie nimi rządzić. Moralna i pouczająca wzniosłość tego widowiska nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Natomiast poruszyła go świetność roli głównego bohatera — dziecka — na którego miały z podziwem patrzeć wszystkie narody. To wyobrażenie rozpromieniło Tomkowi twarz i obudziło w nim życzenie, by być owym dzieckiem, oczywiście pod warunkiem, że lew będzie naprawdę oswojony.

Aj, przepraszam, to nie ten cytat... zresztą też pasuje ;)
Co jeszcze pozostaje? A, szafa z ciałami... tego, szczerze mówjąc, nie wiem... obiecane wskrzeszenie niby przewiduje własne ciało... to przecież królestwo boże, a nie sklep z konfekcją :)

Cytuj
nikt nas na razie nie zapraszał do grona wybrańców.
Ja tam miałem zaproszenie, ale chwilowo nie skorzystałem.  ::)
Aż zgroza mnie ogarnia, jak pomyślę... cóż to miało być za zaproszenie?

13
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 18, 2018, 08:59:14 pm »
"Najpierw", "następnie" - to kategorii czasu, Bóg zaś jest bytem pozaczasowym i pozaprzestrzennym. Odpowiedni cytat podam później :)
Więc ciągle podnosi-nie-podnosi ten kamień;)
A może tak: skoro nie ma obserwatora tej gimnastyki, zgodnie z  zasadą nieoznaczoności Heisenberga kamień jest jednocześnie podniesiony i nie podniesiony:)

Cytuj
Ja jestem Ubik. Zanim świat był, jam jest. Stworzyłem słońca. Stworzyłem światy. Stworzyłem istoty żywe i miejsca przez nie zamieszkiwane; umieszczam je to tu, to tam. Idą, gdzie im każę, robią, co im polecę. Jestem słowem i nigdy nie bywa wypowiedziane moje imię – imię, którego nikt nie zna. Nazywają mnie Ubik, ale nie to jest moje imię. Ja jestem. Ja będę zawsze.
F. Dicka nie czytałem :-[. Ale coś mi się kojarzy... niby czytałem o jego utworach gdzieś u Lema... wydaje się, w Fantastyce i futurologii.
Ten Ubik - to niby "klasyka żanru"... czy polecasz go, olka?

Cytuj
Taa...jasne - w naszym świecie bęben też się czasem zacina:)
Och... jeśli naprawdę nasz świat to kolejny z rzędu bęben, wniosek jest  niepocieszający: ja i Ty jesteśmy wariatami naszego świata :)

Cytuj
O nie proszę pana, nie wykręci się pan;)
Pisałeś o wskrzeszonych i nanowocielesnych:
Zapewne masz na myśli - już po Wysokim Sądzie i wskrzeszeniu (czy zmartwychwstaniu?  ) w ciele, skoro w czymś takim egzystuję?
No cóż, muszę przyzwyczaić się do nowych okoliczności. To tak jakby nabyłem sobie nowy strój i przeniosłem się powiedzmy z miasta do wsi. Może strój jest trochę za ciasny, może ma zaszewki nie na miejscu ...

...czyli ciasnota i zaszewki musiałyby zmieniać podejście...np. powodować niezadowolenie z sytuacji...
takie niewygody w raju???)
Ani mi się śni, proszę Pani, wykręcać się:)
Raj, moim zdaniem, to miejsce, gdzie panuje pełnia życia. A pełnia życia przewiduje między innymi także odrobinę niewygód. Inaczej nie byłaby pełnią.
Aluzja literacka:
...będąc Wszystkim, Bóg może mieć wszechmożliwe myśli, więc także i złe, którym dobre oponują, bo jeśliby miał tylko dobre, nie byłby Wszechrzeczą. (Wizja...)

Cytuj
Do mnie nie przemawia wizja zmartwychwstania  - a już w ziemskim ciele...jakaś potworna pętla: znowu te same pokusy, zabiegi wokół itd...piekło dla wybrańców:))
Piekło... ale przecież to życie, a nie wieczny pokój... jeśli tak, nasze obecne życie też jest piekłem na ziemi, a jednak nie śpieszymy go opuszczyć.
Poza tym, jeszcze nie czas się martwić - nikt nas na razie nie zapraszał do grona wybrańców.

...a z drugiej strony, kogoż zapraszać, jeśli nie nas? :)

Cytuj
Po-ży-je-my, zo-ba-czy-my, olka!
To byłaby sprzeczność? Żyć i zobaczyć co po śmierci? i jeszcze to konsultować ze sobą ?
Nie ma żadnej sprzeczności, olka. Żyć, umrzeć i zobaczyć co po śmierci - oczyma duchowymi lub cielesnymi - po zmartwychwstaniu.
Nie wierzysz? A jednak zobaczysz - na własne oczy. A jeszcze przemówisz do mnie coś w rodzaju: "Ty miałeś wtedy rację, Augustynie. To miejsce wygląda całkiem nieźle" :);)

14
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 18, 2018, 01:30:54 am »
@olka

Cytuj
Wg KK bóg jest wszechmocny co oznacza, że: Nie ma nic "niemożliwego dla Boga" (por. Rdz 18, 14; Łk 1, 37; Mt 19, 26). Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego.
http://www.teologia.pl/m_k/zag02c-08.htm
Aaaa...zastrzeliłaś mnie przez obfitość linków :)

Cytuj
Czyli nie ma przeszkód by stworzyć kamień, którego najpierw nie potrafi podnieść, a następnie...podnosi.
Absolutnie wszystko - to także sprzeczności?
Raczej logika nie ma tutaj zastosowania;)
"Najpierw", "następnie" - to kategorii czasu, Bóg zaś jest bytem pozaczasowym i pozaprzestrzennym. Odpowiedni cytat podam później :)
Co do logiki, może nie u Boga nie ma zastosowania, lecz teologowie KK coś poplątali?

Cytuj
Corcoran przy tym, to ułomny bóg - "wariat" przyłapuje go na niedociągnięciach;)
A czy naszego Stwórcę nie da się przyłapać - skąd taka liczba wszelkiego rodzaju teodycei?

Cytuj
O nie, skoro wcześniej sam napisałeś, że: Oprócz tego, wydaje się, w kształtowaniu świadomości człowieka ciało odgrywa zasadniczo ważną rolę. Sygnały , które mózg otrzyma od świata zewnętrznego - przez zmysły, a także od "nadzienia" własnego ciała, różnych tam narządów, przez sieć nerwową, to "surowiec", z ktorego ów mózg plecie nić "strumienia świadomości".
Więc masz rację, na nowym substracie świadomość, a zatem i osobowość człowieka musi być całkiem odmienna.
...to zmiana mieszkania powinna wpłynąć na lokatora:)
Pisałem, mając na myśli byty bezcielesne, a teraz mówimy niby o wskrzeszonych i posiadających ciało.
A co powinna wpłynąć, to owszem... no i wpłynie... trochę :)

Cytuj
Na szok nie przewiduję miejsca - raczej na całkowite wygaszenie emocji;)
Po-ży-je-my, zo-ba-czy-my, olka! :)

15
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 18, 2018, 12:34:24 am »
@olka

Cytuj
Jeśli chodzi o ciągłość po śmierci - masz świadomość (o ile pamięć utrzymana, a o to chodzi, że tak), że Twoje ciało uległo kompletnemu - KOMPLETNEMU - rozpadowi (zostało zjedzone przez robaki, spalone itp.) i to w czym obecnie egzystujesz to kopia tamtego. Możesz uznać ją za jednakową z poprzednią, możesz mieć wątpliwości. Ale generalnie jesteś wrzucony w całkiem nową skorupę, w całkiem nowe okoliczności przyrody.
Zapewne masz na myśli - już po Wysokim Sądzie i wskrzeszeniu (czy zmartwychwstaniu? :) ) w ciele, skoro w czymś takim egzystuję?
No cóż, muszę przyzwyczaić się do nowych okoliczności. To tak jakby nabyłem sobie nowy strój i przeniosłem się powiedzmy z miasta do wsi. Może strój jest trochę za ciasny, może ma zaszewki nie na miejscu :)... Może mieszkanie niezwykłe... Nic z tego, żyć można :);)

Cytuj
nie ma kompletnej dezintegracji ciała, przebywania w..."Tam" i powrotu w...co?  - jest naturalny proces dorastania, starzenia.
Ależ wyprawa na niebiosa też jest procesem naturalnym. Tyle że nieco szokującym... a i to, niewiadomo.

Generalnie, olka, jeśli dusza - nieśmiertelna dusza - istnieje, nic nas nie zastraszy, jeśli nie - nic nam nie pomoże.
Pożyjemy, zobaczymy :)

Strony: [1] 2 3 ... 15