Stanisław Lem - Forum

Polski => Forum po polsku => Wątek zaczęty przez: Kakomorf w Luty 01, 2011, 12:47:51 am

Tytuł: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Kakomorf w Luty 01, 2011, 12:47:51 am
Pierwszy tekst, o Pirxie powstał w roku 1959, najpóźniej stworzone opowiadanie zbioru, „Ananke”  powstało w 1973, choć końcem historii jest dopiero „Fiasko”,  wydane w 1987. Przygody (choć to raczej niezbyt pasujące słowo) Pirxa są więc  przekrojem wzdłuż czasu paru dziesięcioleci twórczości Lema.
      Warsztat czołowego pisarza polskiego pisarza sci-fi, zawsze budził we mnie podziw. Brak tu „papierowych” postaci, w pamięci utkwiło mi sporo drugoplanowych bohaterów, ich dziwactwa, lub owych dziwactw brak. Gdy mam pisać o opisach, od razu skojarzenie leci do księżyca. Lem poświęca mu sporo słów. Ale wolę nie mówić o nich, nigdy nie przykład do nich większej wagi – kwestia gustu. Ledwie pare błędów na dziesięć opowiadań. Lektura często mnie bardzo bawiła (autor ma bardzo inteligentne poczucie humoru), choć ogólne przesłania tekstów humorystyczne nie są. Fabularnie, opowiadania są majstersztykami. Gdy trzeba, są skomplikowane,  inaczej proste, nie przesłaniające treści, często zaskakujące, autor zawsze nad nimi panuje, doskonale się komponują z resztą tekstu. Na minus zaliczam środkową cześć „Odruchu warunkowego” – przynudziła mnie.
      W tym miejscu warto wtrącić jedną ważną rzecz. Konwencję. Zbiór wpisuje się w konwencje najbardziej charakterystyczną dla sci-fi, mianowicie szukaniu prawdy, prawdy o świecie. Bohater często styka się z zagadkami. Jakie to zagadki? Cóż, czasem mamy wrażenie, że jakaś sztuka, zasadniczo fragment sztuki,  kiedy nam się podoba( „trafia” do nas), była już w naszych mózgach od zawsze. Artysta tylko odkrywa, że my daną melodie lubimy,   że estetyka danego obrazu nas zachwyca. Jakbyśmy przypominali sobie coś, czego nie pamiętamy, choć nigdy nie zapomnieliśmy. Przy Lemie wrażenia są wręcz odwrotne. Coś nas zadziwia, wybija przemocą z rutyny myślenia. Właśnie takie są te zagadki, wyrywające nas ze swojego fotela, swojej jaskini, pozostawiają nas w zupełnie innym miejscu, każą nam popatrzeć na świat z innej, nowej perspektywy.
      Jak ta konwencja jest wykorzystywana w „Opowieściach o pilocie Pirxie”? Należy podkreślić – to nie hard science fiction, tylko „zbiór dla młodzieży”. Odpowiedzi na zagadki (a raczej same zagadki) nie opierają się na jakiś zaawansowanej fizyce, nie wywracają naszego światopoglądu do góry nogami, mimo to część z nich, dotycząca robotów, zmusza do zastanowienia. Pozostałe tylko zaskakują. Dwa opowiadania jednak żadnych zagadek nie zawierają: „Albatros” i „Opowiadanie Pirxa”.
      „Opowieści…” były przez dłuższy okres czasu szkolna lekturą. Moim zdaniem – taki sam niewypał jak z „Bajkami robotów”. Masa moich znajomych jest do Lema zniechęcona, właśnie przez te lektury. Owszem, jedne maja formę książki dla młodzieży, drugie dla dzieci, ale jestem absolutnie przekonany, że ani jedne, ani drugie książek Lema w 90% nie zrozumie.
      Jak mówiłem na początku, opowiadania pochodzą z różnych okresów twórczości autora. I tu widać pewna zależność: utwory napisane przez starszego Lema (o starszym Pirxie) są bardziej przepełnione goryczą i melancholią. Według mnie pokazuje to zmianę nastawienia Lema do świata. W „Patrolu”, tylko na końcu czuć lekki posmak  goryczy, kiedy zasługi Pirxa zostają pominięte. W „Ananke” autor pisze już wprost: „Rzekomy trening był nieodwołalną rzeczywistością; wstęp – treścią właściwą; nadzieje – mrzonkami; nie obowiązujące zaś, prowizoryczne, tymczasowe i byle jakie – jedyną zawartością życia.” Takie „Opowiadanie Pirxa” to istny teatr pomyłek, pokaz ludzkiej chciwości, lenistwa, oraz głupoty, skutkujący gigantyczna stratą dla całej ludzkości. Lem już rozumie, że wszystko zmierza do Fiaska.
      W zagadkach, takich o jakich pisałem nieco wyżej, tkwi pewien niesamowity urok. Są hipnotyzujące. I wydaje mi się, że cały świat jest taka zagadką. Więc też jest piękny. Tak samo, jak ta książka. Jest hipnotyzujaca.

Kakomorf
Tytuł: Re: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 01, 2015, 10:12:44 pm
Rozmowy z botem o Pirxie, przeniosłem do odwyszalni.
A Maziek pewnie wygna do Hyde Parku.  :)
http://forum.lem.pl/index.php?topic=1430.msg58731#new (http://forum.lem.pl/index.php?topic=1430.msg58731#new)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 09, 2018, 11:23:53 pm
Odgrzebuję ten wątek, bo... w sumie pierwotnie chciałem założyć nowy, ale pomyślałem że na forum na pewno jest jakiś o Pirxie. I  był, na szóstej stronie indeksu. Ma całkiem ładny wstęp, więc po co zakładać nowy. Ale ale - po co w ogóle?
Ano po to, że z powodów różnych zacząłem powtarzać sobie te opowiadania. Po kilkudziesięciu latach, czyli w gruncie rzeczy czyta je inny człowiek. Z nastawieniem takim, jak nie przymierzając Pani Gajewska do pisarstwa Lema. Tylko nieco inaczej - no, krytycznie po prostu. Przynajmniej na tyle krytycznie na ile mnie stać. I?
Niezła zabawa, choć na poziomie podstawowym owe opowiadania mocno się postarzały. Czyta się je trudno, przynajmniej te z przodu. Ale przy pewnym kącie odbioru - zabawa przednia.
Wstęp był już w linkowanej przez Hoka rozmowie, gdzie bodaj Pan Prowadzący też powtórzył "Test" i uderzyło go, że kandydat na kosmonautę Pirx zabawia się myślą o dwukoronówce (monecie z A-W). Czy ma ją w spodniach czy może kieszeń pusta? Cudowny anachronizm. Ale to początek dalej jest jeszcze lepiej. Otóż w symulacji lotu (kandydat nie wie, że to symulacja) wsiada do przedziwnej rakiety. Koncept jej zaiste kosmiczny. Otóż pilot siedzi w czymś w rodzaju gumowego, ale przeźroczystego klosza, na fotelu. Kula w kabinie, jakoby po to, by w razie...katapultować pilota bezpiecznie na Ziemię czy gdzie tam... On siedzi w tej kuli, ma d0 dyspozycji manetki i pedały, ale wszystkie zegary, podgląd i inna i elektryka są na zewnątrz kuli.
I clou opowiadania jest, że do rakiety dostała się mucha-robacznica. I bzyczy, i przeszkadza. Jednak jest z drugiej strony kuli, na zewnątrz, czyli pilot nie może jej ubić ot tak, laczkiem.  Na dodatek muszydło włazi w niebezpieczne miejsca, gdzie styki i może spowodować awarię (spowoduje). Ale mi nie o to...otóż Pirx leci w warunkach nieważkości, a na muchę nie ma to żadnego wpływu (a będzie i druga mucha) - lata se i bzyczy jak gdyby nic. I teraz nie wiem...znaczy wiem, że mucha jest jedną z najsprawniejszych konstrukcji lotniczych, ale żeby ignorować nieważkość? I tak latać od ściany dosciany bez problemy znanego kosmonautom?
Co wy na to? Możliwe?
Potem jeszcze Pirx będzie przyspieszał, 2 a może więcej g. Na muchę to nic nie podziała, dopiero gdy mucha struchleje - wtedy tak.
To tyle dziwadła  z "Testu".
I tak lornetka jest nie do przebicia  :) , ale o niej innym razem.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Luty 09, 2018, 11:26:19 pm
To Ci trochę popsuję (sorrr) i przeniosę z lema napisanego tutaj:
Cytuj
Na razie jest lornetka Pixa - miodzio wtopa.  :)
Dalmierz, lornetka  - chyba faktycznie wtopka. Bo gapi się w ekran - skoro punkcik był błędem wyświetlanym nań...
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 17, 2018, 01:00:21 am
Cytuj
Dalmierz, lornetka  - chyba faktycznie wtopka. Bo gapi się w ekran - skoro punkcik był błędem wyświetlanym nań...
Taa, to wymaga szerszego opisania  8) ale może później.
Tymczasem z lektury Terminusa Pani Gajewska miałaby niezły materiał -  bo też na razie Terminus wyraźnie najlepszy...robot po przejściach, okaleczony, jako jedyny przeżył - bo był martwy ...mimowolnie wystukujący zapamiętane tragedie (ale nie na maszynie), zupełnie nieświadomie, przy okazji wykonywania roboty głównej - w jego wypadku zalepiania radioaktywnych przecieków,wyciekają z niego komunikaty, zapamiętane,  wdrukowane, ale też na swój sposób "żywe" strzępy umierania ; zapytany - nawet tego nie zauważa - odpowiada nie wiem, nie pamiętam, ja tylko zalepiam przecieki, szukam kota...
Jakieś skojarzenia?  :)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 17, 2018, 08:15:23 pm
Wydaje mi się, że widziałem gdzieś filmik z muchą czy czymś takim na ISS ale nie mogę znaleźć. Stawiam, że mucha by się jednak nauczyła dość szybko. Nie pamiętam jednak  na tyle opowiadania - może ona latała, kiedy był ciąg? Mnie bardziej uderzyło, że skoro ta rakieta stała na ziemi to znaczy, że umieli symulować nieważkość, czyli inaczej mówiąc wynaleźli antygrawitację. To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe i dlaczego latali przedpotopowymi rakietami jak Gagarin?

Gdzieś w tym samym momencie, w którym pierwszy raz w życiu czytałem Pirxa - czytałem także serię o Horatio Hornblowerze - i zawsze wydawało mi się, że to ten sam gość :) . Właśnie ten żal za monetą, i u Horatia też był wątek pewnego ubóstwa. No i obaj zawsze działali nieszablonowo i obu pewne sprawy wychodziły niechcący.

Terminus - tak, uważam, że jest boski. Skończyłem właśnie biografię by Orliński i muszę powiedzieć, że rozdziały "wojenne" oraz o śladach wojny w twórczości Lema mocno mną szarpnęły. Uznałem mianowicie, że jestem ślepym głupkiem, skoro sam z siebie niczego takiego zupełnie nie zauważyłem. Do tego stopnia, że chyba jednak przeczytam książkę Gajewskiej, którą kupiłem, ale ostatecznie nie przeczytałem, z bliżej nieokreślonego strachu, że nic nie będzie już takie samo.

Pewnie Terminusa z wymienionych powodów można zinterpretować na to kopyto - ale zastanawiam się, czy jednak to nie nadinterpretacja, a Lem po raz pierwszy sprzedał pomysł, który go fascynował i który później wykorzystał w Solaris - że osobowość człowieka może się przesiąść do innej osobowości (a nawet nie osobowości), otorbić tam i trwać, od czasu do czasu próbując skomunikować się ze światem - czy to stukając jak Terminus, czy produkując zmarłe osoby.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 17, 2018, 09:36:45 pm
Znalazłem coś takiego, jak widać gołębie - lepiej czy gorzej - w mikrograwitacji latają:


Motyle - również:

Info uzupełniające:
https://www.jsc.nasa.gov/jscfeatures/articles/000000880.html

Muchy? Nagrania nie znalazłem, ale robiono nad nimi systematyczne badania na ISS (konkretnie o owocówki chodziło)
https://www.nasa.gov/ames/research/space-biosciences/drosophila-containers-and-platforms/
https://www.nasa.gov/mission_pages/station/research/experiments/1116.html
Zresztą drozofila jest - jak z grafiki na Space.com wynika - pierwszym gatunkiem który w górę rakietą (konkretnie: zdobyczną V2) posłano:
https://www.space.com/20648-animals-in-space-history-infographic.html
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 17, 2018, 11:29:09 pm
Cytuj
Nie pamiętam jednak  na tyle opowiadania - może ona latała, kiedy był ciąg?
Nie było ciągu, stan nieważkości został wyraźnie podkreślony. Pirx rzucił w muchę książką i ta zachowywała się "normalnie" dla nieważkości :)
Cytuj
To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe i dlaczego latali przedpotopowymi rakietami jak Gagarin?
To rodzi więcej pytań.
O właśnie, czytając sobie z wolna rzeczone opowiadanka, mam wrażenie doświadczania prozy marynistycznej którą zaczytywałem się w dzieciństwie. Olbrzymia większość terminów żywcem wzięta z epoki parowców przełomu wieków. Te wykreślanie kursu na gwiazdowej mapie z pomocą cyrkla i ekierki mapa, oczywiście papierowa zwisa końcem ze stołu, te ciężkie księgi pokładowe oprawne w wyprawioną skórę z  metalowymi okuciami w których dowódca prowadzi dziennik...No, nie do opisania, strasznie tego dużo – właściwie tylko to różni, że ocean podmieniony na próżnię, a falowanie morskie na pojawiającą się czasem nieważkość, a gdy trzeba wykonać nagły manewr i przyspieszenie wzrośnie a zarazpotem hamowanie - pomijając pomruk z maszynowni, tłuką się zastawy i porcelanowe serwisy w kuchniach restauracji a pasażerowie pytają kiedy będą mogli  tańczyć?  Nie wspominając o marnych losach palmiarni. Normalnie - sztorm.  :)
Opis luksusów transgalaktyka z Albatrosa to czystej wody opis transatlantyku (najwyższy komfort, najwyższa bezawaryjność 1200 pasażerów w pojedynczych i podwójnych kajutach, dwa baseny, cztery kina, sala koncertowa, 10 pokładów głównych, windy etc), a że tam nazywa się Tytan, zapewne wzięty z Titanica . Ale najbardziej zdziwiło mnie teraz, że wszyscy palą – Pirx też. Jednak palenie w zamkniętej szczelnie przestrzeni, czy raczej koszta neutralizacja tegoż, to dopiero szczyt luksusu. Wiem coś o tym.  ::)
Cytuj
Gdzieś w tym samym momencie, w którym pierwszy raz w życiu czytałem Pirxa - czytałem także serię o Horatio Hornblowerze - i zawsze wydawało mi się, że to ten sam gość :) . Właśnie ten żal za monetą, i u Horatia też był wątek pewnego ubóstwa. No i obaj zawsze działali nieszablonowo i obu pewne sprawy wychodziły niechcący.
W konsekwencji powyżej napisanego, zupełnie mnie to nie dziwi  :D
To nie dotyczy jednego opowiadania, na razie te 3 które przeczytałem- zobaczymy jak w odruchu warunkowym sprawy się nazwą.
Cytuj
Do tego stopnia, że chyba jednak przeczytam książkę Gajewskiej, którą kupiłem, ale ostatecznie nie przeczytałem, z bliżej nieokreślonego strachu, że nic nie będzie już takie samo.
Mocno się uzupełniają...a nawet korygują.
Cytuj
Pewnie Terminusa z wymienionych powodów można zinterpretować na to kopyto - ale zastanawiam się, czy jednak to nie nadinterpretacja,
Masz rację.
Celowo tak napisałem by unaocznić, jak łatwo jest zasugerować sposób odbioru.
Wszędzie biała chusteczka  ;)
Acz faktów z opowiadania nie nagiąłem, ba, mógłbym więcej na rzecz tej tezy napisać.
Cytuj
Mnie bardziej uderzyło, że skoro ta rakieta stała na ziemi to znaczy, że umieli symulować nieważkość, czyli inaczej mówiąc wynaleźli antygrawitację. To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe
Maziek, to pikuś przy lornetce  :) Te silniki jeszcze dałoby się jakoś wytłumaczyć - lornetki nie.
Celowo nie rozwijam tematu, bo to warto zobaczyć samemu - jeno trzeba przeczytać Patrol. Dla mnie największa lemowtopa, a co najmniej pudło.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Luty 18, 2018, 12:58:35 am
Troszkę z boku:
Ale najbardziej zdziwiło mnie teraz, że wszyscy palą – Pirx też. Jednak palenie w zamkniętej szczelnie przestrzeni, czy raczej koszta neutralizacja tegoż, to dopiero szczyt luksusu. Wiem coś o tym.  ::)
W takim razie nasze społeczeństwo sięga szczytów luksusu...wcześniej już...miałam wrzucić do noniemogę...widok kabin dla palaczy jest dla mnie tak komiczny, że trudno to podpiąć pod luksus...np. 4 rano...lotnisko...6 osób w oparach (bo instalacja nie wyrabia z wyciągiem) i totalnym ścisku...w takim czymś:
http://kabinydlapalaczy.eu/wp-content/uploads/2015/01/64-palarnia-cena-by.jpg (http://kabinydlapalaczy.eu/wp-content/uploads/2015/01/64-palarnia-cena-by.jpg)
Najpierw zakaz, a potem biznes;)
http://kabinydlapalaczy.eu/ (http://kabinydlapalaczy.eu/)
Ładne, że drzwi...dyscyplinują;)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 18, 2018, 09:01:37 am
E no, w czasach Lema nie wiem, czy w ogóle mówiło się, że palenie szkodzi. Wszyscy palili wszędzie. Właśnie w ramach przerywnika oglądam sobie Colombo to facet, gdyby takie sceny były w tym serialu, nawet do łóżka zabierałby cygaro ;) . My żyjemy już w innym świecie pod tym względem, w innej epoce dosłownie - wystarczy obejrzeć jakiś niezbyt stary film (powiedzmy do końca lat 80-tych)... Wszyscy wszędzie palą. Ja paliłem w pierwszej klasie sz.p. i nie byłem w najmniejszym stopniu wyjątkiem wśród kolegów. Wszyscy w moim otoczeniu palili, poza babcią, dziadek palił, drugi dziadek palił (druga babcia nie), nie przypominam sobie nikogo z rodziny ani żadnego znajomego rodziców, którzy by nie palili u nas w domu w czasie przyjątek, choć dzieci były w tym samym pokoju. Przy czym stary był lekarzem, podobnie jak najlepsza przyjaciółka rodziny, poniekąd jak niedoszle (jest takie słowo?) Lem. Moja najlepsza ciotka paliła całe życie jak lokomotywa, Colombo przy niej to pętak, zresztą wykończyło ją to - ale ostatniego zapaliła w zasadzie w trumnie... Kiedy stary miał zawał (rok 1985) to w szpitalu nie wolno było teoretycznie już palić, bo przyszło nowe, zwłaszcza, że starego koledzy wyciągnęli za nogi z tego tunelu ze światełkiem na końcu, (przeżył śmierć kliniczną). Leżał więc potem na intensywnej - jak jednak zeznawał później, w kiblu na spłuczce mieli wszystko, czego trzeba do życia :) .
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Hokopoko w Luty 18, 2018, 09:25:12 am
Mucha była chyba elementem testu - żywa czy nie, realna czy fantomowa, powinna być sterowana, a zdarzenia - zaplanowane. Tylko w takiej sytuacji - powtarzalności - test byłby miarodajny. W końcu tego drugie pilota, co się "rozbił" o księżyc, tez coś musiało doprowadzić do pasji. Stawiam, że była to taka sama mucha. Chyba że wpuścili mu mysz albo wiewiórkę  ::)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Luty 18, 2018, 10:55:41 am
Ogólnie rzecz biorąc myślę, po nocnych przemyśleniach, że Lem tę nieważkość wymyślał od zera i dlatego mu trochę jeszcze nie wyszło, ponieważ nigdzie jej nie można było zobaczyć, ewentualnie skąpo poczytać ale w opracowaniach naukowych, gdzie o takich dyrdymałach jak co zrobi mucha nie pisali. Postanowiłem zapuścić żurawia do książek i mam tu taką książczynę pt. "Fizyka czasoprzestrzeni" Taylor, Wheeler, wydana w Polsce - uwaga: w 1975 roku, pierwsze wydanie zaś w USA w roku - jeszcze większa uwaga: 1966. Rok 1966 był bardzo dobrym rokiem, głównie z powodu moich narodzin, tak brzemiennych dla świata i Galaktyki. 

A, nawiasem mówiąc, tło jest takie, że do roku 1966 ludzie polecieli w kosmos już 16 razy (wliczając dwie pierwsze misje suborbitalne Amerykanów, w ramach zdumienia lotem Gagarina) przy czy po serii misji jednoosobowych, w których piloci siedzieli jak w trumnie (a może i mieli ciaśniej) przyszły w 1964 misje wieloosobowe, w których użyte statki miały już trochę "powietrza" i załoga mogła zaobserwować coś więcej niż uciekający długopis. Zresztą jak pamiętam któryś Amerykanin napisał wprost, że w Mercurym nie jechał do Rygi, bo było tak ciasno, że wszystko nadal wyglądało z grubsza na lot myśliwcem, a w Gemini już było z tym gorzej, bo więcej powietrza.

Cóż więc w roku 1966 piszą na temat nieważkości dwa tuzy fizyki, jeden od jej nauczania, a drugi od stosowania? Ano w rozdziale o inercjalnych układach odniesienia przytaczają z niejaką dumą notatkę prasową z roku 1964, którą nieco streszczę: NASA ogłosiła przetarg na budowę wieży do badania stanu nieważkości. Nowa wieża umożliwi badanie tego stanu przez 10 s. Będzie miała wysokość 152 m, będzie w niej utrzymywane ciśnienie jak na wys. 80 km. Tłokowy mechanizm wyrzuci poddawany eksperymentom obiekt do samego szczytu. Lot do góry potrwa 5 s, drugie 5 s swobodny spadek - razem 10 s nieważkości, przy możliwej średnicy obiektu aż 1,2 m i masie 2,7 t. Obecnie istniejąca wieża zapewnia do 4 s nieważkości przy maksymalnej średnicy obiektu 25 cm. Rok 1964.

W roku 1959 świat miał za sobą (czy nad sobą) ledwie parę "sputników"... Przechodząc do konkluzji trudno orzec, czy Lem wymyślił aż tak źle, czy aż tak dobrze, ale myślę, że jeszcze nie wlazł w te buty do spodu i dlatego na początku zdarzały mu się kiksy.

Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Luty 18, 2018, 12:03:02 pm
Cytuj
Wszyscy palili wszędzie
Taa, rajt. Choć u mnie w domu nie palili. Nie smakowało, nie mogli bo mdłości...jakoś tak tłumaczone.
Co nie znaczy, że w te progi  zawał nie zapukał, a zaraz potem udar.
W wojaku jedyna szansa na przerwę w "bardzo ważnych zajęciach" to iść zajarać.
Cytuj
http://kabinydlapalaczy.eu/wp-content/uploads/2015/01/64-palarnia-cena-by.jpg
Brrr...jak widzę coś takiego, i że będzie jeszcze gorzej to nie żałuję, że po 30 latach przestałem palić.
To jest jakoś  - upokarzające.
Cytuj
Mucha była chyba elementem testu - żywa czy nie, realna czy fantomowa, powinna być sterowana
Też tak się pomyślało.
Zwłaszcza że muchy ostatecznie były dwie - do tego odpadła osłona kabli wysokiego napięcia odsłaniając niezaizolowane żyły przewodów i jedna z much akurat pomiędzy te żyły postanowiła się wcisnąć z radosnym bzykiem :D I dopiero na takie truchełko spopielone, spowodowało zwarcie, trza było całą rakietę-makietę odpalać do 2 i więcej g. Cóż za dysproporcja w nakładzie sił i środków względem celu, czyli zdmuchnięcia kawałka popiołu, że nawiążę do wyjściowej przyjemności.  Ale tak - zadziałało.
Cytuj
Rok 1966 był bardzo dobrym rokiem, głównie z powodu moich narodzin, tak brzemiennych dla świata i Galaktyki.
;D Ty kocurze... ale może tak być, nie, że się narodziłeś, ale że w latach 60-tych za mało pożywki dla wyobraźni jeszcze było. Natomiast starczyło, by w kolosie rakiety (to już na pewno nie makieta), która trochę czasu już nieużywana, ze tak to delikatnie ujmę, przemieszkiwał kot. Znaczy resztki jedzenia musiały się tam walać, skoro przeżył (choć wychudzony) i nawet niespecjalnie interesował się białymi myszkami. Ba, liczne białe myszki przetrzymywano tam w klatce jako naturalny czujnik promieniowania. Obok geigerów, tak na wszelki wypadek chyba.  Choć akurat białe myszki, Terminus jakoś dokarmiał.
To i tak nic (głodny kot-białe myszki), przy tym, że Pirx ubrany w przemoczoną jesionkę, mając w ręku ciężką walizkę  i kapelusz na głowie - wdrapał się po zewnętrznej drabince-trapie na 6 piętro.
6 piętro (sic!) i nawet nie tego nie zauważył. Przed pustką kosmosu wejścia to rakiety broniła przerdzewiała żelazna klapa z przetartą uszczelką. Dał radę, choć  jakieś straty były, po opisanej przeprawie...kapelusz stracił fason (no, ale to od deszczu)
 
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Q w Luty 18, 2018, 12:58:07 pm
Mnie bardziej uderzyło, że skoro ta rakieta stała na ziemi to znaczy, że umieli symulować nieważkość, czyli inaczej mówiąc wynaleźli antygrawitację. To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe i dlaczego latali przedpotopowymi rakietami jak Gagarin?

Chyba, że nie wynaleźli, a haubach testowanych kadetów czy gdzieś w rakiecie był jakiś BCI (w pierwszym wypadku coś w rodzaju clarke'owskiego BrainCapa z "3001..", w drugim - tych siatek na motyle z "Ostatniej podróży Ijona Tichego") i Pirx z Boerstem, tuż po tym jak w fotelach pilotów zasiedli, zostali przez kierujących egzaminem poddani fantomatyzacji.
W czasach, w których byle automat pokładowy może od niechcenia symulować w sobie osobowości poległych, to chyba żaden problem.

ps. Może by ten wątek awanasować do "Akademii..."?
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Marzec 13, 2018, 12:12:29 am
Była już lornetka, była mucha, był kot...czas na zegarek. Taki zwykły, na sprężynkę. Nakręcany.
Znaczy "odruch warunkowy", przeczytany.
Długie...z psychologizmami. Otóż Pirx ma problem - problem brzmi tak - jest za poczciwy!!!
To klamra która spina opowiadanie - ta poczciwość. Walczy z nią na różne sposoby, bo gdzie "Zdobywca Kosmosu" - poczciwy? Im bardziej walczy tym bardziej mu to mówią...dobry chłop...i poczciwy, a w porywach "szalenie poczciwy".
Co gorsza też dziewczęta.
Zdesperowany Pirx sięga zatem po broń atomową, coś, czego nie wybaczyłyby mu dzisiejsze Kingi, Pauliny, Agnieszki i Manuele - odprowadzając po potańcówce dziewczę hoże do domu "ocknął się w nim diabeł" i... i dał jej tego klapsa w tyłek...na pożegnanie. I to nawet mocnego.
Po czym uciekł.
A później dozgonnie unikał.
Gdy minęło później ale przed dozgonnie, dojrzalszy już o doświadczenie "macho", bez problemu dał radę w wannie deprywacyjnej, zdobył pierwsze miejsce i zasłużył na księżycową misję.
I na tym Księżycu, te zegarki.
Czy inna grawitacja ma wpływ na  mechanizm sprężynowy?
Bo nie to, że nie było innych - były, elektryczne, wiszące po ścianach, ale Pirx miał swój - tradycyjny, na ręku.
I takie oto zegarki odegrają swe rolexy w dalszej części, gdzie mamy do czynienia z zagadką śledczą.
Dwa trupy.
Kosmonautów w kombinezonach.
Wyszli na zewnątrz i zginęli.
A na rękach tradycyjne zegarki.
Jak na nie patrzyli przez te aluminia i folije?
Ważne te zegarki, bo wedle nich ustalono przebieg zdarzeń (później okaże się, błędny).
U jednego strzaskany cyferblat zatrzyma wskazówki na 12, choć nie wiadomo południowej, czy nocnej?
U drugiego, stanie już po śmieci gdyż jak odkryli po wnikliwych badaniach fachowcy na Ziemi, sprężynka do końca się rozkręciła.
I to jest dopiero Agata Christi...mieliśmy kota teraz do kompletu jest i trącona myszka (kryminału).
Pirx oczywiście zagadkę rozwiąże - wyjdzie, zaś błąd maszyny ratowany ludzką intuicją.
Zostawiając zegarki, wyskoczył też jeden ciekawy pomysł inżektorowy (w sensie warłamskim) - skafander do chodzenia po Łysym.
Pisałem o aluminiach i foliach ale nie... powłoka jest pojemnikiem z mas plastikowych z czymś pomiędzy - cieniutką szczeliną w której jest płyn - srebrny (aluminizowany) i czarny (nawęglany). W ustawieniu przodem do słońca dawał odbijające srebro, z tylu czerń. Plus pokrętło na wypadek zmiany kierunku marszu - wtedy płyn się przelewa - w tym momencie Pirx nie błysnął inteligencją i zadał bardzo głupie pytanie, widać każdemu się może zdarzyć.
Na koniec w nagrodę za rozwiązanie zagadki dowiedział się że - jest bystry i...zacny aż do poczciwości.  :)
https://i2.wp.com/www.luxmaniak.pl/wp-content/uploads/luxmaniak/2016/06/Bulova-Moonwatch_4.jpg?w=900&ssl=1 (https://i2.wp.com/www.luxmaniak.pl/wp-content/uploads/luxmaniak/2016/06/Bulova-Moonwatch_4.jpg?w=900&ssl=1)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 21, 2018, 08:40:11 pm
Porządkowałem dziś stare papiery, natrafiłem na pismo "Stolica" z roku 1981, a tam Łysiak napoleońskie bon moty przytacza. Jeden brzmi (w jego wersji, szukałem parę godzin oryginału, ale nie znalazłem, może źle szukałem? za podanie źródła lub weryfikację negatywną cytatu będę wdzięczny):

"Bywają w polityce sytuacje, z których można się wydobyć jedynie błędem."

"Rozprawą" strasznie zapachniało (co - przy założeniu autentyczności wzmiankowanej myśli - każe bąknąć coś o wielkich umysłach, co myślą podobnie). Choć czy rozgrywkę z Calderem da się pod politykę podciągnąć?
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Marzec 22, 2018, 12:45:06 am
Błędem - losem...naciągane, ale troszkę pasuje...w każdym razie się mi skojarzyło...znaczy w czytanym właśnie przeze mnie drugim tomie "Mojego wieku" Wata (w związku z Machiavellim) jest taki fragmencik:

"Polityka jest losem". W 1808, na zjeździe królów w Erfurcie, w salonie am Erker, z którego widać rokokową Hauptwachę, zabawkową, jak ówczesne ksiąstewka niemieckie, kiedy Goethe zachwalał wolterowskiego "Mahometa" jak Schicksalstragoedie, cesarz Napoleon przerwał mu: "Tragedia losu? To należy do epok zamierzchłych. Politik ist das Schicksal".

Czy los jest błędem? ::)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Lieber Augustin w Marzec 22, 2018, 09:48:43 am
Czy los jest błędem? ::)
Może trochę nie w temat, bo podane przez Q pytanie dotyczy wyłącznie roli błędu w polityke. Ale nie powstrzymam się, aby nie zacytować jednego z ulubionych utworów Lema:

"Gdybyś jednak nie na ową decyzję patrzał, ale na całe moje życie, zobaczyłbyś bigos, któremu na imię Zagadka. W losie moim wszystko układało się do góry nogami! Z przypadków ułożył się cały, i to pomylonych. Przez pomyłkę przyszedłem na świat. Wskutek omyłki otrzymałem imię. Nieporozumienie jest moim nazwiskiem. /…/ Spójrz na ewolucję życia. Miliardy lat temu powstały pra-ameby, nieprawdaż? Cóż one umiały? Powtarzać się. W jaki sposób? Dzięki trwałości cech dziedzicznych. Gdyby dziedziczność była naprawdę bezbłędna, aż po dziś nie byłoby na tym globie nikogo prócz ameb. Cóż się stało? Ano, doszło do pomyłek. Biologowie nazywają je mutacjami. Lecz czymże jest mutacja, jeśli nie ślepą omyłką? Nieporozumieniem między rodzicem-nadawcą, a potomkiem-odbiorcą. Na obraz i podobieństwo swoje, tak... ale nieporządnie! Niedokładnie! I ponieważ wciąż psuło się podobieństwo, powstały trylobity, gigantozaury, sekwoje, kozice, małpy i my. Z zestrzelenia niedbalstw, potknięć - ale przecież to samo było z moim życiem. Od niedopatrzeń powstałem, przypadkowo trafiłem do Turcji, z niej traf rzucił mnie do Afryki, co prawda walczyłem wciąż jak pływak z falą, ale to ona mnie niosła, nie ja nią kierowałem... Czy pojmujesz? Nie doceniliśmy, mój drogi, dziejowej roli błędu jako fundamentalnej Kategorii Istnienia. Nie myśl po manichejsku! Podług tej szkoły Bóg stwarza ład, któremu szatan wciąż nogę podstawia. Nie tak! Jeśli dostanę tytoń, napiszę zbywający w księdze filozoficznych rodzajów ostatni rozdział, mianowicie antologię Apostazy, czyli teorię bytu, który na błędzie stoi, albowiem błąd się błędem odciska, błędem obraca, błąd tworzy, aż losowość zamienia się w Los Świata."

Wydaje mi się, trudno powiedzieć lepiej. A zatem, los jest przypadkiem, czyli omyłką, czyli błędem.
Sądzę, że przypadek rządzący światem (nawiasem, słowa przypisywane Napoleonowi Bonaparte) jest wmontowany w nasz świat, tkwi w świecie cząstek elementarnych i wynika z zasady nieoznaczoności Heisenberga.

Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 24, 2018, 03:17:13 pm
przypadek rządzący światem (nawiasem, słowa przypisywane Napoleonowi Bonaparte) jest wmontowany w nasz świat, tkwi w świecie cząstek elementarnych i wynika z zasady nieoznaczoności Heisenberga.

Zdanie pięknie sformułowane (serio, podoba mi się) i trafne, ale z jednym drobnym wyjątkiem, jeśli źródła nie kłamią. N.B., bowiem, choć o polityce miał rzec co przytoczyłem, uchodzi za wyznawcę staroświeckiego determinizmu Laplace'a (ma prawo, gdy żył był to pomysł ultranowoczesny), któremu przypisywane są również słowa:

"W systemie wszechświata nic nie jest zdane na los przypadku, w systemie społecznym - nic nie powinno zależeć od kaprysów jednostek."

Co już - w części fizycznej - stanowi antytezę filozofii Lema (i naszej).
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Kwiecień 12, 2018, 08:36:11 pm
Zawód pilota cd.
Już dawno nic tu nie napisałem, inne lektury wyparły powtórkę. Tym niemniej wracam "Wypadkiem". Zapowiada się dobrze...jedno z lepszych opowiadań chyba?
I jakby o nas, to znaczy o forum.
Trzech ludzi zamkniętych na niedużej przestrzeni, z błahą misją...gdzieś tam.
Tyleż podziwu co rozpaczy godny jest ów poziom komplikacji, do jakiego mogą, bez specjalnych wysiłków z czyjejkolwiek strony, dojść stosunki łączące trzech, w końcu dość normalnych zwykłych ludzi, na takim skalnym pustkowiu, jakie przedstawiał południowy płaskowyż Joty Wodnika.
Uwaga - są też diagnozy, ale nie będę spoilerował.  :)
Acha - i pojawia się Aniel..jeszcze jedna osoba choć nieczłowiek.
Oczywiście odraz żywa ANIELa się przypomniała.
Jeśli jeszcze tu zagląda - wiosenne pozdrowienia.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Q w Kwiecień 21, 2018, 01:44:48 pm
liv, pozwolisz, że Ci się z prostą refleksją nt. "Patrolu" wetnę (bo po wrzuceniu wiadomego linku jakoś ochota mnie naszła na odświeżenie sobie).
Przyznam, że to nigdy nie był mój ulubiony "Pirx", zawsze czytając go trochę się prześlizgiwałem nad tekstem, a teraz mnie jakoś wciągnął (może dlatego, że nuda odczuwana przez pilota korespondowała z moją). I doszedłem do wniosku, że jest to jednak genialny - co najmniej koncepcyjnie - tekst, zwł. na tle standardów SF (wszystkie moje "StarTreki" mogą się schować).
Owszem, prekursorów znależć mu nietrudno - "Bezduszne równania" Godwina, wczesne opowiadania Clarke'a, ale nie dostaniemy tu żadnego melodramatu - brak panienek, które trzeba przemocą wypychać ze śluzy, bo paliwa nie starczy, ani żadnych wygłupów - typu skakania po rakiecie by tym sposobem jej kurs skorygować.
Kameralizm znów plusuje. Nie trzeba kosmicznych piratów, ani złowrogich Obcych, którymi autorzy drugorzędni tak chętnie nas raczą, wystarczy rutyna tytułowego patrolu, usterka jednej z maszyn, specyficzny stan psychiczny pilota (sugestywnie oddany, mówiąc nawiasem), i tragedia (prawie) murowana (prawie, bo - jak wiemy - nasz bohater mentalnie twardziel jest).
I jeszcze ta (życiowa) gorycz zakończenia - zero medali, zero hożych dziewoi rzucających się na pirxową szyję.
W sumie już wszystko Kakomorf powiedział:
Przy Lemie /.../ Coś nas zadziwia, wybija przemocą z rutyny myślenia.
(Acz dodałbym jeszcze: na ziemię sprowadza i przypomina skąd nogi wyrastają.)
Dobre, i poniekąd profetyczne (wypadki z awarią sztucznego horyzontu (https://www.wprost.pl/tygodnik/2425/horyzont-smierci.html) się kojarzą), opowiadanie.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Maj 05, 2018, 04:13:25 pm
Cytuj
Maziek - Lem, ten to dopiero wytłumaczył, żadne inne wyjaśnienie bajzlu kosmicznego się przy tym nie umywa. 
Jak nie wierzysz, przypomnij sobie opowiadanie Pixa (króciutkie).
Radiotelegrafista przemytnik, alkoholik notorycznie nawalony i chyba z adhd (przeklinał morsem) i w dodatku Meksykanin, główny inżynier miast silników kosmicznych -  inżynier drogowy etc... jak mnie najdzie to może coś skrobnę później w pirxowym wątku, bo jest jeden "duży" smaczek.

Pirx (w sumie wszystkie opowiadania) ma bardzo realistyczny posmak. Wszystko jest opisane tak jak wyglada sytuacja w obecnej flocie handlowej. Zaloze sie ze to bylo inspiracja dla Lema. Ciekawi mnie skad bral informacje jak to wyglada w realu. Ludzie z problemami, alkoholicy, psujace sie statki (rakiety) ktore nie powinny byc dopuszczone do pracy, etc. Pelno jest takich smaczkow przewijajacych sie przez "Pirxy". 
Ciekawi mnie skad bral informacje jak to wyglada w realu.

Conrada czytał? ;)
Pewnie tak, już chyba pisałem – cykl opowiadań o Pirxie to jedna z lepszych pozycji marynistycznych z 2 połowy XX wieku, a może i do dziś?
 „Opowiadanie Pirxa” jest w tym właśnie duchu. Nie wiem czy tylko Conrad inspiracją, ale akurat w tym opowiadaniu  narzuca się on dość konkretnie.
Wyrzucając nieco z pamięci kosmos – młody oficer (pilot) z dobrymi papierami ale głodny latania, gdyż został chwilowo uziemiony (w porcie) szuka jakiejkolwiek roboty. Nie jakiekolwiek -  chce pilotować... a latać chciało mi sie tak, że zgodziłbym się nawet na piec żelazny, byle miał choć trochę ciągu...
Zagląda do podejrzanego armatora w brazylijskim biurze La Mansa i angażuje się w podejrzaną misję w której liczy się głownie cięcie kosztów. Kompletuje załogę, a właściwie jemu kompletują, jak się potem okaże głównie nieudaczników, bo właśnie po tych „po kosztach”.
W sumie nieistotne to, gdyż załoga i tak za chwilę będzie do niczego a Pirx zostanie niemal sam do obsługi statku. Przyczyna unieszkodliwienia załogi to wirus świnki – mums.
Mumsa przywlókł i zaraził załogę Murzyn Ngey, okrętowy kucharz, steward o ochmistrz w jednym (te oszczędności). Dość że miałem statek bez załogi. Zostali mi telegrafista z drugim inżynierem; telegrafista od rana, od śniadania był już pijany (to ten Metys, smakowite opisy Metysa pominę)… jedynym człowiekiem zupełnie zdrowym, normalnym był inżynier, Tak, ale okazało się, wiecie, że on był inżynierem drogowym. Naprawdę. Podpisał kontrakt bo zgodził się na pół stawki i ajentowi to zupełnie wystarczało… ajent spytał go tylko czy zna się na konstrukcjach, na maszynach – powiedział że tak, znał się przecież.
Dla formalności dodam jednak, że statek nie nazywał się Narcyz, ni Otago – ale równie wdzięcznie – Perła Nocy. Statek rozpadał się po trochu. Żegluga polegała na szukaniu wszelkich możliwych przecieków i zwarć. Każdy start i lądowanie zachodziły wbrew prawom nie tylko fizyki; zdaje się że agent La Mansa miał znajomości w porcie merkuryjskim, bo inaczej każdy inspektor kontroli natychmiast opieczętowałby wszystko, od sterów po stos.
I tym wrakiem Pirx holował kilometry żelaznego  śmiecia zza orbity Merkurego przez co nie mógł za bardzo manewrować zwłaszcza, że leciał superoszczędne - wbrew przepisom "na luzie" i "na skróty", co ważne w kontekście clou tej historii.
 A właśnie – do rzeczy.
Sednem opowiadanej historii jest spotkanie z obcym. Spotkanie z tej kategorii, którą maziek określił „reality (ciemno wszędzie, głucho wszędzie)”.
No więc jest ten ich statek co dryfuje w roju i nikt go nie zauważył, Pirx jedynie zauważył, bo mu niemal na ogon wjechał – lornetkuje go w blasku flar i nerwowo coś tam próbuje notować. A flary wiadomo… wybuchają na kilka sekund  i gasną, jak to w kosmosie,  a uszkodzone to nawet krócej.
Czyli dosłownie… ciemno wszędzie.
Acha, Pirx jest sam, bo załoga - wiadomo, leży umierająca, czyli nasz  Pan Kapitan się trochę rozrywa miotając (lub na odwrót)
Zatem... nerwowo oblicza elementy jego ruchu i każdy rezultat obliczeń uderzeniem klawisza posyła w głąb układu zapisującego. Kilka minut i obcy znikł… cóż mi to jednak szkodziło. Był martwy, niezdolny do manewru, więc nigdzie nie mógł uciec… leciał wprawdzie z hiperboliczną, ale mógł go z łatwością dogonić każdy statek o rektorze dużej mocy, a mając tak precyzyjnie obliczone elementy ruchu…  Otworzyłem kasetę aparatu zapisującego, a tam…
...i tu?
Aż się prosi o zagadkę w stylu Rema
– skończył się papier toaletowy?
– taśma wkręciła się w głowicę zapisującą?
- perforacja siadła?
-  metalowy bęben był pusty...?
Osobiście miałem skojarzenie z dużą kolejką w supermarkecie. Stoi człek, stoi, poprzedzający klienci mają kosze wypełnione po czuby bo dzień wolny od handlu idzie, w dodatku ktoś nie ma drobnych, ktoś zaczyna się awanturować bo mu coś źle naliczono i domaga się sprawdzić... I gdy wreszcie wypełniony po brzegi  pianą łagodności dochodzi człek do kasy a tu...nagle Pani Kasjerka (lub Pan) zaczyna nerwowo coś tam w tej kasie otwierać, zdejmować, nakładać, wkładać, się rozwija…
Wracając do głównej historii. Dość, że wszystkie wyniki obliczeń przepadły, wobec czego Pirx postanowił nikomu o spotkaniu nie wspominać. By nie wyjść na…
Ech, epoko papieru, żal że mijasz.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: Q w Maj 05, 2018, 05:36:12 pm
Dość, że wszystkie wyniki obliczeń przepadły, wobec czego Pirx postanowił nikomu o spotkaniu nie wspominać. By nie wyjść na…
Ech, epoko papieru, żal że mijasz.

Też mi smutno z tego powodu (co twierdzę pisząc ze smartfona na internetowym forum ;)), ale czy era elektroniczna nie dostarczy nam podobnych rozrywek? Dość wspomnieć wiadome kable z CERN-u...
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 14, 2018, 05:44:27 pm
Nie wiecie może, z którego roku jest Rozprawa?
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Czerwiec 14, 2018, 06:07:10 pm
W wiki stoi, że była premierowym opowiadaniem w zbiorze "Opowieści o pilocie Pirxie" - wydanym w 1968.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 14, 2018, 06:31:05 pm
W wiki stoi, że była premierowym opowiadaniem w zbiorze "Opowieści o pilocie Pirxie" - wydanym w 1968.
Stoi? Czy wyinterpretowałeś? Patrzyłem w te wiki i widziałem tylko brak informacji.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Opowie%C5%9Bci_o_pilocie_Pirxie (https://pl.wikipedia.org/wiki/Opowie%C5%9Bci_o_pilocie_Pirxie)
Więc też założyłem 1968 - ale czy to pewne?
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Czerwiec 15, 2018, 09:11:41 pm
Stoi jeno na innym parkurze: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem

"W 1968 ukazały się zebrane po raz pierwszy w jednym tomie Opowieści o pilocie Pirxie, wraz z premierowym opowiadaniem Rozprawa".

Pewna to jest tylko śmierć i podatki ;) . A co to, klasówkę masz ;) ?
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 15, 2018, 11:25:14 pm
Stoi jeno na innym parkurze: https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Lem

"W 1968 ukazały się zebrane po raz pierwszy w jednym tomie Opowieści o pilocie Pirxie, wraz z premierowym opowiadaniem Rozprawa".
 A co to, klasówkę masz ;) ?
Dzietam klasówkę...w połowie czerwca...
Dzięki, nie pomyślałem by szukać w ogólniejszym, skoro nie ma w szczególniejszym.
Powtarzam sobie tego Pirxa i przy Rozprawie (chyba najlepsza), pomijając watki okołokobiece, które już Olka wyhaczyła, złapałem jedno skojarzenie, że tak to ujmę - międzynarodowe.
W celach weryfikacyjnych ważna była data i ta, 1968, szczerze pisząc - pasuje do skojarzenia. Pewnie później o tym i innych tematach napiszę, ale teraz wyjeżdżam na trochę, do Lemogrodu II zresztą, czyli nieczasowy jestem.
Zresztą, może zagadką by?
Co w tej rozprawie tak mnie uderzyło? Poniekąd przypadkowo, ze względu na ostatnio oglądane, co samo w sobie jest wyjątkiem bo zazwyczaj nie oglądam (aż tyle).
Cytuj
Pewna to jest tylko śmierć i podatki ;)
W wątku obok nawet pewność śmierci próbujecie odebrać - zostają podatki...choć i tam bywają raje.  8)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Czerwiec 16, 2018, 09:45:59 am
A co Ci się z '68 skojarzyło?

Jako dziecko PRL-u kiedy czytałem Rozprawę i ten kapitalistyczny problem że jakaś firma wielka produkująca roboty ma coś do Pirxa (a kto im te roboty pozwolił produkować? Państwo. A dla kogo robi Pirx? Noż wiadomo, że dla państwa. To o co chodzi?) itd. Zupełnie tego nie rozumiałem, o czym Lem pisze w tej warstwie kapitalistyczno-prawnej, czytałem to jakbym czytał o żelaznym wilku ;) . Przecież wiadomo było, że gdzieś na górze jest jakiś Gierek, który, gdy sprawa dojdzie do jego uszu, zadzwoni gdzie trzeba i ktoś z dyrektora fabryki robotów zostanie dyrektorem domu kultury albo i POMu - a może i do samego Pirxa też potem zadzwoni jak zechce i powie coś w rodzaju"wiecie-rozumiecie, nie wiedzieliśmy, ale się dowiedzieliśmy, śpijcie spokojnie towarzyszu, bo dobrze rąbiecie węgiel na rubieżach świata" . Skąd Lem miał jakiekolwiek pojęcie o tych układach tam? Sprzed wojny? Czy z literatury, którą sprowadzał? Dla mnie wówczas było to zupełnie egzoticzne.

Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Czerwiec 17, 2018, 02:19:38 am
Masz rację - maziek - z tą "egzotiką" - 68 rok i świadomość korpokracji, która ponad Państwem...hm...gdzieszsz w Polszy takie pomysły...;)
Ale:
Zresztą, może zagadką by?
Co w tej rozprawie tak mnie uderzyło? Poniekąd przypadkowo, ze względu na ostatnio oglądane, co samo w sobie jest wyjątkiem bo zazwyczaj nie oglądam (aż tyle).
W związku z ostatnio zobaczonym...hę...Kształt wody przyszedł [te kobiety.. :P] na myśl.
Tam pojawia się problem wysyłania człeka-nie-człeka w gozmoz...a 1968:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Apollo_8 (https://pl.wikipedia.org/wiki/Apollo_8)
Musiał to być "żywy" temat.
Kwestia równoważności nieliniowców i człeków. W wodzie też jest to: who am I?
Ta rywalizacja hamerykańsko-socjalistyczna...kogo wysłać w niebyt?
Rozprawa jest zdecydowanie jednym z lepszych "pirxów"...gdzieś pobrzmiewa w niej Golem - ustami i listami mniemanych nie-człeków...
Istota, która mówi najchętniej o tym, na czym się najmniej zna.
Demokracja to władztwo intrygantów wybieranych przez głupców.
Za to wołowina ma należny pogrzeb...
Sporo wątków - jakby pogrzebać;)
To co tam skojarzyłeś i wyhaczyłeś?:)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 17, 2018, 07:18:54 pm
A co Ci się z '68 skojarzyło?
To ja się pytam, pierwszy  ;)
Zresztą, może zagadką by?
Co w tej rozprawie tak mnie uderzyło?
A teraz już podpowiadam;
Nie jest to czynnik społeczno-ustrojowy.
 To może jeszcze potrzymam w...?  8)
Masz rację - maziek - z tą "egzotiką" - 68 rok i świadomość korpokracji, która ponad Państwem...hm...gdzieszsz w Polszy takie pomysły...;)
Prawdę maziek prawi, ja pierwszy raz chyba w Gwiezdnych Wojnach, a potem w Obcym, wyczaiłem że jest instytucja która może być zdolna zbliżyć się potęgą do państwa. A nawet przebić - wtedy wydawało mi się to bardzo śmieszne i głupiutkie. Człek się wychował w silnym państwie i to już pewnie pozostanie - ot, typ faszystoidalny  :)
Cytuj
Rozprawa jest zdecydowanie jednym z lepszych "pirxów"...gdzieś pobrzmiewa w niej Golem - ustami i listami mniemanych nie-człeków...
Istota, która mówi najchętniej o tym, na czym się najmniej zna.
Demokracja to władztwo intrygantów wybieranych przez głupców.
Za to wołowina ma należny pogrzeb...
Sporo wątków - jakby pogrzebać;)
To co tam skojarzyłeś i wyhaczyłeś?:)
Ciepło ciepło zimno...jednak zimno. Coś jeszcze pobrzmiewa.
cytat (y)?
- Oni muszą wyglądać tak, być tacy, aby w żadnych okolicznościach nikomu nie przyszło nawet do głowy podejrzewać...
- chodzi o komfort, o wygodę psychiczną...
- a pan potrafi ich rozróżnić?
- poznałby się na nich tylko lekarz
- a pod względem psychicznym?
- że mogą kłamać...owszem... robot, który by zarazem umysłowo dorównywał człowiekowi, a nie był zdolny do kłamstwa czy oszukiwania, jest czysta fikcją. Można produkować albo pełnowartościowe równoważniki człowieka, albo marionetki. Trzeciej drogi nie ma.

I chyba wszystko jasne, co?  :D
............................
...Sieć neuronowa kobiety jest trochę inna niż u mężczyzny (to nie dotyczy inteligencji). Kobiety łatwiej znoszą  współistnienie sprzeczności.. na ogół tak jest. ...dlatego mężczyźni głownie tworzą naukę...
A to już reakcja na inną kwestię odwodnioną, odsyfilmową...odnexową co gruba  ::)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Czerwiec 17, 2018, 07:49:59 pm
Ciepło ciepło zimno...jednak zimno. Coś jeszcze pobrzmiewa.
cytat (y)?
- Oni muszą wyglądać tak, być tacy, aby w żadnych okolicznościach nikomu nie przyszło nawet do głowy podejrzewać...
- chodzi o komfort, o wygodę psychiczną...
- a pan potrafi ich rozróżnić?
- poznałby się na nich tylko lekarz
- a pod względem psychicznym?
- że mogą kłamać...owszem... robot, który by zarazem umysłowo dorównywał człowiekowi, a nie był zdolny do kłamstwa czy oszukiwania, jest czysta fikcją. Można produkować albo pełnowartościowe równoważniki człowieka, albo marionetki. Trzeciej drogi nie ma.

I chyba wszystko jasne, co?  :D
Po pirxowej odpowiedzi w SF - już zajaśniało. Androidy zaczęły śnić w 1968.
Jasne i jak najbardziej słuszne skojarzenie.
Nawet ciekawe jak - w kategoriach miesięcznic - powstawały te opowiadanka.
...Sieć neuronowa kobiety jest trochę inna niż u mężczyzny (to nie dotyczy inteligencji). Kobiety łatwiej znoszą  współistnienie sprzeczności.. na ogół tak jest. ...dlatego mężczyźni głownie tworzą naukę...
A to już reakcja na inną kwestię odwodnioną, odsyfilmową...odnexową co gruba  ::)
W sensie, że co? 8)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Czerwiec 17, 2018, 08:26:48 pm
Przepraszam, może mi ktoś jak chłop krowie na miedzy... Coś od dwóch dni mało lotny jestem...
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Czerwiec 17, 2018, 08:37:30 pm
Proszszbarrr...chociaż nie wiem czy to skojarzenie liva, ale myślę, ze tak:
1968 to rok wydania Rozprawy i Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Dicka.
Problem z nieliniowcami jest podobny do problemu z androidami - kim jesteś? quo vadis? etc....
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 17, 2018, 08:38:09 pm
Łowca androidów Dicka - Deckard i Wykrywacz androidów Lema - Pirx to ten sam rocznik.
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: maziek w Czerwiec 17, 2018, 08:43:58 pm
A. I w którą stronę jest domniemanie?
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 17, 2018, 09:24:23 pm
A. I w którą stronę jest domniemanie?
Rezonans morficzny? Kolektywna podświadomość?  ::)
W żadną.
Jedynie stwierdziłem zgodność tematu w czasie oraz,  tak jak Ola napisała...podobieństwa w toku myślenia, tam tego więcej, powybierałem fragmenty. Zniechęcony kiedyś filmem, nie sądziłem ze tyle całkiem poważnych rozważań się pojawi. A przecież jeszcze nie skończyłem.
Natomiast już wiem, że Pirx rozwali Andka w sposób bardziej perfidny.  :)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 20, 2018, 12:21:19 am
Skończyłem Rozprawę. O klasę wyższa niż wcześniejsze opowiadania, przez co bardziej pasuje do cyklu o Tichym. Tyle wątków, że nie zdecyduję się na samodzielny rozbiór a w  streszczaniu sensu większego nie widzę.
Ani żadnego.
Cytuj
...gdzieś pobrzmiewa w niej Golem - ustami i listami mniemanych nie-człeków...
I to jak, nawet nieco zdumiony tym jestem. Uderzałem w dickowe androidy, a faktycznie na bliższym horyzoncie - Golem.
Jednak skoro Dickiem zacząłem, tak i skończę.
Niezły holyłódzki kryminałek można by nakręcić, wiem - jest ekranizacja, ale wielce siermiężna, taki z rozmachem mógłby być prequelem do Bladerunnerów. A to dla kilku zdań z których rozwinięcie Scotta i tego drugiego.
Te zdania;
a nieczłowiekowi... bo co go spotka, jeśli rozpocznie się masowa produkcja! Zostanie zaszeregowany do kategorii obywateli "B", czyli po prostu nowożytnych niewolników, będzie własnością jakiejś korporacji.
Dick po prostu dopisał ciąg dalszy z cyklu: minęło 100 lat i... :)
Cytuj
Masz rację - maziek - z tą "egzotiką" - 68 rok i świadomość korpokracji, która ponad Państwem...hm...gdzieszsz w Polszy takie pomysły...
Tak właśnie.
end
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Czerwiec 20, 2018, 07:36:20 pm
Rozprawa bardziej do cyklu o Tichym? Nie pasuje;) Ale tak - zdecydowanie jeden z lepszych 'pirxów".
Cytuj
Dick po prostu dopisał ciąg dalszy z cyklu: minęło 100 lat i... :)
Albo Lem prequel;)
Nie ma to znaczenia - ważne, że te historie się dobrze uzupełniają. I faktycznie mógłby to być test Nexusów 1. Albo beta.
Kartkując:
- z błahostek i nawiązań: rzucił się w oczy paragraf 22, na który powołał się w swoich zeznaniach Quine (nomen omen) - przypadek-nie-przypadek, że akurat ten punkt?:)

- zatrzymały mnie też zarobki  - drugi pilot za kilkutygodniową misję ma dostać 16 tys. dolarów (właściwie - za milczenie) i nikt takich pieniędzy nie dostaje (niewyobrażalna kwota)...pomyślałam, że może jak na tamte czasy...ale czytam o ostatnim naborze do NASA i, że w zależności od grupy - astronauta dostaje od 5 do 10 tys. dolarów miesięcznie
https://businessinsider.com.pl/rozwoj-osobisty/kariera/ile-zarabiaja-astronauci-w-nasa/9mkhngd (https://businessinsider.com.pl/rozwoj-osobisty/kariera/ile-zarabiaja-astronauci-w-nasa/9mkhngd)
Nie są to oszałamiające kwoty - wziąwszy pod uwagę kwalifikacje...
Nie znalazłam jednak danych ile dostali astronauci za np. lot na Księżyc.
- ze zdziwień i zwierzeń nieliniowca: nie lubi literatury, bo poznawczo nic z niej nie wynika, ale: bardzo wiele znaczy dla mnie muzyka...oznajmia...

- w kontekście Golema zwrócił moją uwagę  fragment:
Na czym polega to człowieczeństwo,  którego oni nie mają? Może naprawdę jest tylko ożenkiem alogiczności z tą poczciwością, tym „zacnym sercem” i tym prymitywizmem odruchu moralnego, który nie obejmuje dalekich ogniw przyczynowego łańcucha? Skoro maszyny cyfrowe nie są ani zacne, ani nielogiczne…Więc w takim rozumieniu człowieczeństwo jest to suma naszych defektów, mankamentów, naszej niedoskonałości, jest tym ,czym chcemy być, a nie potrafimy, nie możemy, nie umiemy, to jest po prostu dziura między ideałami a realizacją – czy nie tak?

Zaraz mnie to skierowało – oprócz, że do wykładu Golema – do Zacnej Ani (Honest Annie)…miał on potencjałem psychicznym [projekt] bić wszystkie maszyny serii GOLEMÓW…

- ciekawy też punkt wiary w Boga - maszynowego?:)

Psss...Ktoś przechował Boston Herald z 17 lipca 1969 roku - a tam artykuł o locie Apollo 11 i zarobkach:
SPACE CENTER, HOUSTON (AP) — It has taken almost $24 billion to give Neil A. Armstrong a chance to walk on the moon for two hours, 40 minutes.
While he’s doing it, the nation’s first civilian astronaut will be earning only about $33 for his time.
The National Aeronautics and Space Administration has received $23.915 billion for space flight since the agency was created 10 years ago.
The money has gone for hardware, salaries, construction and training in a massive national effort to make the first man on the moon an American.
Armstrong, highest paid of the flying astronauts, gets $27,401 a year.
Based on a 40-hour week–although he usually works longer than that–the Apollo 11 commander will get $32.92 for the two hours and 40 minutes he spends walking the moon. If he had to pay for the space suit he’ll be wearing, it would cost him almost 12 years’ salary. The complete lunar surface outfit cost about $300,000. The two other Apollo 11 crewmen are Air Force officers. They get only what flying officers of their rank would receive in any other job.
Edwin E. Aldrin Jr., an Air Force colonel, receives $18,622.56 a year, including base pay, quarters and subsistence allowance, and flight pay.
Air Force Lt. Col. Michael Collins gets $17,147.76 a year, including fringe benefits.

https://www.quora.com/How-much-was-Neil-Armstrong-paid-to-land-on-the-moon (https://www.quora.com/How-much-was-Neil-Armstrong-paid-to-land-on-the-moon)
Tytuł: Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
Wiadomość wysłana przez: liv w Czerwiec 27, 2018, 11:51:13 am
Skończyłem Ananke, a tym samym powtórkę cyklu o Pirxie, pomijając jego późniejsze zmartwychwstanie w dwóch osobach. Znów czynnik ludzki, tym razem na szkodę. Poza tym (Marsem) pantofelki bez których P się nie rusza, maszynka do golenia i sama czynność jako podstawa "stanięcia na wysokości zadania".
Tia... rytuały czynią człowieka?
Niestety, brzytwa została w rakiecie w związku z czym został też dyskomfort w postaci trzech włosków pod uchem niepodatnych na wysiłki maszynki.
Pochwała narzędzi prostych?
I to jest w istocie clou esencji tego opowiadania  ::)
Cóż jeszcze... sałatka śledziowa na Marsie - to ekstrawagancja?
Porównanie pewnego bonza do Churchilla..
Jeśli ktoś czuje niedosyt głębi w napisanym powyżej, można się pogłębić poniżej  :)
https://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/pirx/386-recenzja-pirx-okrutna-ale-pouczajaca-lekcja (https://solaris.lem.pl/ksiazki/beletrystyka/pirx/386-recenzja-pirx-okrutna-ale-pouczajaca-lekcja)