Stanisław Lem - Forum

Polski => Hyde Park => Wątek zaczęty przez: Q w Październik 05, 2009, 10:10:25 pm

Tytuł: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 05, 2009, 10:10:25 pm
Mój ulubiony, po Lemie, autor SF. I jeden z nielicznych pisarzy tego nurtu, którzy znaleźli uznanie w mistrzowych oczach.

Człowiek, którego postać - i twórczość - powraca na niniejszym Forum jak bumerang. Autor znacznie bardziej nierówny od Lema, ale - jako anglojęzyczny - znacznie bardziej znany na świecie.

Chętnie z Wami podyskutuję o jego twórczości, konceptach, prognozach futurologicznych itd.

ps. bezpośrednią inspiracją dla załozenia tego wątku stała się dla mnie błahostka, otóż zwróciłem uwagę na powtarzalność pewnego motywu w twórczości A.C.C. Mianowicie dość podobnie wyobraził on spotkanie z formą życia funkcjonującą w upałach podbiegunowych okolic Wenus (w opowiadaniu "Before Eden" - tyt.pl. "Niedoszły raj" - z roku 1960) i z tą której przyszło żyć w wodach lodowatych oceanów krażącej wokół Jowisza Europy (w "Odysei kosmicznej 2010"). W obu wypadkach mamy do czynienia z czymś wielkim, pełzającym, mającym pewne cechy planktonu, łączącym cechy ziemskich roślin i zwierząt. I w obu wypadkach pierwsze zetkniecie z obcym życiem kończy się smutno. W obu też wypadkach latarka (a może szerzej: oświetlenie) odgrywa pewną (acz przeciwstawną) rolę.

   "Jerry dał za wygraną; choćby dlatego, że zbliżający się cud odebrał mu mowę.
   Nie wyzbył się wciąż wrażenia, że ma do czynienia z dywanem - miękkim i puszystym, obramowanym frędzlami. Przesuwając się, zmieniał swą grubość; w niektórych miejscach stawał się cieniutki jak błona, w innych wybrzuszał się na całą stopę lub więcej. Gdy podpełzł jeszcze bliżej, tak że można było dojrzeć jego fakturę, nieodparcie przywodził na myśl czarny aksamit. Jerry ciekaw był, jaki jest w dotyku, ale rychło opamiętał się - poparzyłby sobie palce, o ile tylko na tym by się skończyło. Przychodziły mu do głowy dziwaczne myśli w beztroskiej, nerwowej reakcji, jaka często następuje po ciężkim szoku: - Jeśli okaże się, że Wenusjanie istnieją, nigdy nie będziemy mogli im podać ręki. Oni by nas poparzyli, a my im odmrozilibyśmy palce.
   Dotychczas stwór nie dał po sobie poznać, że świadomy jest ich obecności. Sunął przed siebie jak bezwolna fala, bo i zapewne niczym innym w istocie nie był. Gdyby nie to, że bez trudu pokonywał niewielkie wzniesienia, mógłby ujść za spływającą szerokim strumieniem wodę.
   Raptem, podpłynąwszy na odległość ledwie dziesięciu stóp, aksamitna fala zatrzymała się. Jej prawa i lewa strona podsuwała się jeszcze, ale najbardziej do przodu wysunięty środek znieruchomiał.
   - Okrąża nas - powiedział z niepokojem Jerry. - Lepiej cofnijmy się, aż będziemy mieli pewność, że nic nam nie grozi. Odetchnął z ulgą, gdy Hutchins usłuchał i zrobił krok w tył. Po chwili wahania masa wznowiła swe powolne natarcie, a wklęsłość z przodu wyrównała się.
   Wówczas Hutchins znów postąpił krok naprzód - masa leniwie się wycofała. Kilka razy na przemian biolog robił krok do przodu i do tyłu, a żywa fala to przypływała, to odpływała w zgodzie z jego ruchami. Nie przypuszczałem, pomyślał Jerry, że dane będzie mi oglądać człowieka tańczącego w takt walca z rośliną...
   - Termofobia - orzekł Hutchins. - Czysto automatyczny odruch. Nie znosi naszego gorąca.
   - Naszego gorąca! - wykrzyknął zdumiony Jerry. Przecież my w porównaniu z tym świństwem musimy być żywymi soplami lodu.
   - My owszem, ale nie nasze kombinezony, co dla tej roślinki ma decydujące znaczenie. /.../
   - Zobaczymy, jak reaguje na światło - powiedział Hutchins. Zaświecił przywieszoną na piersi latarkę i zielona, jutrzenkowa poświata w mgnieniu oka pierzchła przed zalewem czysto białego blasku. Póki na tę planetę nie zawitał człowiek, białe światło nie skalało Wenus, nawet w jasny dzień. Jak w morzach na Ziemi, panował tu zielony półmrok, stopniowo gęstniejący, aż do nieprzeniknionej ciemności.
   Przemiana była tak niesamowita, że obaj aż krzyknęli z wrażenia. Jak za dotknięciem różdżki, zniknęła ponura czerń puszystego, aksamitnego dywanu, a na jej miejscu, w zasięgu światła latarki, pojawił się olśniewający deseń z pysznych, soczystych czerwieni przetykanych pasemkami złota. Żaden perski książę nie śmiał żądać od swych tkaczy wykwintniejszego kobierca, a przecież był to przypadkowy twór sił biologicznych. Ba, póki nie zaświecili latarek, te wspaniałe barwy w ogóle nie istniały i wraz ze zgaśnięciem obcego światła z Ziemi, które je wyczarowało, miały znów zniknąć.
   - Tichow miał rację - mruczał pod nosem Hutchins. Szkoda, że nie może tego zobaczyć. /.../
   Zobaczyli teraz, że cała ta istota - jeśli był to jeden osobnik, a nie kolonia - ma mniej więcej kształt koła o średnicy stu jardów. Sunęła po ziemi jak cień chmury pędzonej przez wiatr - a w miejscu, gdzie się zatrzymała, skały naznaczone były niezliczoną ilością maleńkich wgłębień, jakby wyżartych kwasem.
   - Tak - powiedział Hutchins, gdy Jerry zwrócił na to uwagę. - Właśnie w ten sposób odżywiają się niektóre porosty; wydzielają nie zbadane do tej pory kwasy, które trawią skalne podłoże. Ale dość już pytań - pogadamy po powrocie na statek. /.../
   Oglądali botanikę w akcji... Wrażliwy kraniec tego ogromnego roślinopodobnego stworzenia poruszał się ze zdumiewającą prędkością, usiłując wyminąć ich w bezpiecznej odległości. Mieli do czynienia jakby z ożywionym naleśnikiem o powierzchni jednego akra. Nie spostrzegli żadnej reakcji - prócz automatycznego unikania wydmuchiwanego przez termokombinezony gorącego powietrza - gdy Hutchins zapuszczał sondy i pobierał próbki."

1960
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 05, 2009, 10:11:11 pm
  "Lee pierwszy to zobaczył - wielkie, potężne cielsko wyłaniające się z głębin. Najpierw myśleliśmy, że to ławica ryb, bo było za duże jak na jeden organizm, a potem lód zaczął się kruszyć pod jego ciężarem. /.../
   - .. .jak olbrzymie macki wyschniętego morszczynu pełzające po ziemi. Lee pobiegł do statku po kamerę, ja zostałem i meldowałem o sytuacji przez radio. To stworzenie poruszało się tak powoli, że z łatwością mogłem je wyprzedzić. Nie bałem się, chociaż wszyscy byliśmy podekscytowani. Wydawało mi się, że rozpoznaję to stworzenie: kiedyś w Kalifornii widziałem zdjęcia uprawy wodorostów, ale okazało się, że nie miałem racji...
   - .. .widać było, że ma poważne kłopoty z przetrwaniem w temperaturze o sto pięćdziesiąt stopni niższej od temperatury jego normalnego otoczenia. Sunąc naprzód zamarzało na kamień, odpadały od niego kawałki przypominające szkło, lecz ciągle podążało w kierunku statku, jak czarna fala przypływu, wolniej i wolniej. Byłem tak zaskoczony tym wszystkim, że nie mogłem logicznie myśleć, nie miałem pojęcia, co zamierza... /.../
   - ... wspinając się na statek i budując jednocześnie coś w rodzaju lodowego tunelu. Może miała to być osłona przed zimnem, coś takiego jak korytarze, które budują termity dla ochrony przed słońcem... /.../
   Prawdopodobnie jest to stworzenie fototropiczne, którego cykl biologiczny jest uzależniony od światła filtrowanego przez lód. Mogliśmy też je zwabić jak ćmę lecącą do świecy. Nasze reflektory były jaśniejsze niż wszystko, co do tej pory widziała Europa...
   A potem statek się poddał. /.../
   Po chwili główny trzon zaczął się poruszać. Odsuwał się od kadłuba statku i zmierzał w moim kierunku. Wtedy ostatecznie przekonałem się, że to stworzenie reaguje na światło. Stałem dokładnie pod tysiącwatową lampą, która właśnie przestała się kołysać.
   Wyobraźcie sobie dąb albo jeszcze lepiej: figowiec, ze wszystkimi gałęziami i korzeniami, spłaszczony przez siłę ciążenia, pełzający po ziemi. W odległości pięciu metrów od światła to coś zaczęło się rozciągać, aż do momentu gdy uformowało zamknięty krąg wokół mnie. Prawdopodobnie była to granica jego tolerancji, punkt, w którym fototropizm zamienia się we własne przeciwieństwo. Przez kilka minut nic się nie działo. Przypuszczałem, że to wreszcie zamarzło, stało się martwe.
   I właśnie wtedy zobaczyłem duże pąki tworzące się na ramionach tego czegoś. Wyglądało to jak film poklatkowy rozwijającego się kwiatu. Naprawdę myślałem, że są to kwiaty, przy czym każdy z nich miał wielkość ludzkiej głowy.
   Wokół pełno było delikatnych, kolorowych, rozwijających się tkanek. Przyszło mi do głowy, że nikt i nic nie widziało jeszcze takich barw. Nie istniały, dopóki na ten świat nie przywieźliśmy światła, sprawcy wszystkich naszych nieszczęść.
   Czułki, pręciki falujące delikatnie... Podszedłem do żywej ściany, która mnie otaczała. Widziałem wszystko bardzo dokładnie. Ani wtedy, ani w żadnym momencie wcześniej nie obawiałem się tego stworzenia. Byłem przekonany, że nie miało złych zamiarów, jeśli w ogóle posiadało jakąś świadomość. Widziałem dziesiątki dużych kwiatów w różnych stadiach rozwijania się. Przypominały motyle wydobywające się z poczwarek - z wymiętymi skrzydłami, bardzo słabe. Byłem coraz bliższy odkrycia prawdy.
   Ale one zamarzały, umierając niemal w chwili narodzin. Odpadały jeden po drugim od głównego pnia, szamocząc się przez kilka sekund niczym wyjęta z wody ryba. Na koniec odkryłem wreszcie, czym były naprawdę. To nie były płatki, były to płetwy. Lub ich odpowiedniki. Okres larwalny stworzenie to spędzało pływając w morzu. Przez większą część życia może było przyczepione do morskiego dna i tam wypuszczało ruchome nowe pędy w poszukiwaniu wolnego terytorium. Tak samo robią ziemskie korale.
   Uklęknąłem, aby przyjrzeć się z bliska temu małemu stworzonku. Piękne ubarwienie znikało, wszystko stawało się brunatne. Niektóre z płatków-płetw odpadły, zamarzając w zetknięciu z podłożem. Ale stworzonko wciąż jeszcze się ruszało, starało się mnie ominąć, gdy się zbliżałem. Zastanawiałem się, jak wyczuło moją obecność. I wtedy dostrzegłem, że te nibypręciki mają na czubkach jasnoniebieskie plamki. Wyglądały jak maleńkie gwiaździste szafiry albo niebieskie oczy małża przegrzebka, świadome światła, ale niezdolne do tworzenia obrazów. Gdy tak stałem, jasny błękit znikał, szafiry przesłaniała mgła. Teraz były to zwykłe kamienie...
   Doktorze Floyd czy ktokolwiek odbierający tę transmisję. Nie zostało mi wiele czasu. Jowisz wkrótce zasłoni mój nadajnik, ale już prawie skończyłem.
   Wiedziałem, co muszę zrobić. /.../
   Zastanawiałem się, czy nie jest za późno. Przez kilka minut nic się nie działo. Podszedłem więc do ściany splątanych ramion i kopnąłem je. Powoli stworzenie zaczęło się rozplątywać i przesuwać w stronę kanału. /.../
   Poszedłem za stworzeniem aż do wody, kopiąc je od czasu do czasu, gdy zwalniało, i czując, jak lód kruszy mi się pod stopami... Zbliżając się do kanału nabierało sił i energii, jak gdyby czuło, że wraca do domu. Zastanawiałem się, czy przetrwa, by móc ponownie zakwitnąć. /.../
   Mówi profesor Chang z Europy. Melduję o katastrofie statku kosmicznego „Tsien"."

1982

A poza tym oba opisy są piękne. Zaś występujące w nich stwory na tyle jednak odmienne, że - mimo nasuwajacych sie analogii - waham się mówić o autoplagiacie.
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 07, 2009, 05:59:32 pm
Q ,chętnie bym z tobą podyskutował o szlachetnym Clarq ale, wstyd się przyznać, niewiele czytałem jego książek. Właściwie tylko "Kowbojów oceanu" i  "Koniec dzieciństwa". Sam mnie naprostowałeś, bom myślał ,że on amerykański i dawałeś lekcję poprawnej odmiany nazwiska (na próżno, jak widać ;)). Oglądałem też parę odcinków "Tajemniczego świata...", z dużą ciekawością zresztą. Ale to, nawet jak na mnie, zbyt mało, do wydawania sądów ogólnych. Za to z uwagą będę śledził wątek, który, mam nadzieję, się rozwinie.
Tymczasem wyrażam zdziwienie ,że w latach 80-tych tak mało jego książek wydano (akurat wtedy najwięcej s-f czytałem). Bodaj nawet film "Odyseja kosmiczna 2001" obejrzałem już w nowej Polsce.
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 07, 2009, 07:05:35 pm
niewiele czytałem jego książek. Właściwie tylko "Kowbojów oceanu" i  "Koniec dzieciństwa".

Czyli właściwie najsłabsze, prawdę mówiąc. To tak jakbyś z Lema znał "Astronautów" ;).

(Tzn. "Kowboje..." w sumie poruszają i ciekawe tematy, ale bardziej przypominają powieści Asimova - przygody, kowbojstwo i drętwy styl ;).)

bom myślał ,że on amerykański

Po tych powieściach miałeś prawo tak myśleć ;). (Co tylko pokazuje jakie mam zdanie o literaturze sajfaj rodem z Juesej.)

Tymczasem wyrażam zdziwienie, że w latach 80-tych tak mało jego książek wydano (akurat wtedy najwięcej s-f czytałem).

Za to w latach wcześniejszych wydano takie popularyzatorskie (niezależnie od tego czy były SF, czy zwykła popularyzacją) cudeńka jak: "Piaski Marsa" (http://www.acclarke.pl/ksiazki/1951thesandsofmars.htm), "Zdobywamy Księżyc" (http://www.acclarke.pl/ksiazki/1954theexplorationofthemoon.htm), "Na podbój przestrzeni" (http://www.acclarke.pl/ksiazki/1951theexplorationofspace.htm), "Tajemnice koralowych raf" (http://www.acclarke.pl/ksiazki/1956thecoastofcoral.htm) i "Wyspy na niebie" (http://www.acclarke.pl/ksiazki/1952islandsinthesky.htm), a ja do dziś nie mogę ich nigdzie upolować :(. Wznowiłby kto...

(Warto, też chyba wspomnieć o tym, kto był tłumaczem trzech książek Clarke'a i dlaczego nasz Forum Admin (http://baza.fantasta.pl/tlumacz.php?id=497) ;)*.)


* do którego chciałbym w tym momencie uroczyście zaapelować, by tłumaczył więcej Clarke'a od - tak długo nie wznawianych - "Piasków..." i "Wysp..." począwszy...
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: liv w Październik 07, 2009, 07:35:43 pm
 "Piaski Marsa" (to stare wydanie), są aktualnie na allegro w przedziale 25-35 PLN. Relatywnie drogo, zważywszy, iż pozostałe pozycje, a jest ich dużo, są do wzięcia za 5-10 PLN. Ale te są z lat 80-tych.
 Wiesz? Machnij po prostu osobistą "TENTOP by Q", bo trudno wybrać z takiej ilości. Przy tak niskich cenach jest ryzyko, że się skuszę. Może nawet hurtowo, bo koszta przesyłki droższe pojedynczej książki.
P.S "Zdobywamy księżyc" - 1957 - 9 złociszy. "Wyspy na niebie" - 1963 - 8 PLN.  Ot, inflacja słowa pisanego.
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 07, 2009, 07:56:55 pm
"Piaski Marsa" (to stare wydanie), są aktualnie na allegro w przedziale 25-35 PLN.
/.../
"Zdobywamy księżyc" - 1957 - 9 złociszy. "Wyspy na niebie" - 1963 - 8 PLN.

Dobrze wiedzieć :). Thx.

Wiesz? Machnij po prostu osobistą "TENTOP by Q", bo trudno wybrać z takiej ilości.

Dobra, zatem ryzykując,że nasze gusta mogą się nie pokryć, zaproponuję kilka knig, z tym, że będzie ich mniej niż dziesięć. Tzn. z powieści: dwie pierwsze "Odyseje.." ("2001.." i "2010..."), "Spotkanie z Ramą" i "Miasto i gwiazdy" (jak przełkniesz wątek telepatii, bo reszta genialna*), niezłe są też "Fontanny raju". Do tego dodałbym niektóre opowiadania ze zbiorów "Gwiazda" i "Spotkanie z meduzą" (zasadniczo te, których akcja toczy się w Kosmosie).

(O "starociach" się nie wypowiem, nie miałem okazji ich czytać, niestety **.)

BTW. interesujące będzie zestawienie poglądów naszego Mistrza i ACC. Otóż wydaje mi się, że Clarke był wielkim Optymistą tam, gdzie Lem był wielkim Pesymistą (porównajmy np. epatującą miedzygwiezdną filantropią "2010..."  z "obcologią" w "Solaris", "Niezwyciężonym" i "Fiasku")... przez co można by Ich obsadzić w rolach Trurla i Klapaucjusza w "Cyberiadzie" ;)***. A ponadto obaj Panowie - tu już cechy wspólne - byli raczej ludźmi poważnymi, technofilami, entuzjastami nowinek naukowych, kręcił ich Kosmos, no i byli - w jakims sensie -samotnikami. Obaj też, będąc zdeklarowanymi ateistami, poruszali w swoich utworach tematykę religijną, a z religii stanowczo woleli buddyzm od chrześcijaństwa. (Zapomniałbym - obaj byli łysi ;).)



* rozwijając, bo powiedziałem nieco na skróty: "Miasto..." to z jednej strony taki clarke'owy "Eden" - punkt oddzielający twórczość, którą warto poznać z sentymentu (i by wiedziec jak się Autor rozwijał), od twórczości, którą po prostu warto poznać. Fabuła jest tam jeszcze "amerykańska" - bohater jest wyjątkowy (swoją drogą bohater do tej swojej wyjątkowości został zaprojektowany i jest jednym z wielu - niejaki Neo kojarzy się od razu), i dokonywa wielkich rzeczy, których nikt przed nim nie zdołał (dobrze, że Clarke ma w tym mimo wszystko więcej umiaru, niż zaoceaniczni); przygoda goni przygodę; poza tym widać jeszcze tą nieszczęsną fascynację Wicemistrza tzw. "zjawiskami psi", która mu szczęśliwie potem przeszła (właśnie ta telepatia). Z drugiej jednak strony jest to chyba najbardziej obfitująca w świetne pomysły rzecz ACC. Pod względem gadgetów (i wniosków płynących z ich wprowadzenia do świata przedstawionego) jest to poziom "późnego Lema", a może i miejscami wyższy - nano, VR, co tylko chcesz (w innych swoich utworach bazował na tym co wiadome czy prognozowane, tu - ze świetnym skutkiem - odważył się na skrępowaną tylko granicami rozsądku kreatywność, w stylu, który bardziej przypomina mi np. "Wizję..." czy "Pokój..." niż "Odyseję..."). Do wyboru, do koloru... Do tego dochodzi stapledonowski rozmach czasowo-przestrzenny. Widać, że pisał to geniusz. W warstwie koncepcyjnej nie wiem czy nie najlepsza rzecz Wicemistrza.

** Bazuję po prostu na opiniach z "Fif":
"Artur Clarke, od dawna członek brytyjskiego towarzystwa astronautycznego i doskonały popularyzator, napisał mnóstwo opowiadań i powieści SF, wykazując znaczną biegłość w rzemiośle i niemałą oryginalność pomysłów (wspomnieliśmy np. o jego nowelkach „metafizycznych” Gwiazda i 9 bilionów imion Boga’). Napisał też książeczkę na poły fantastyczną i na poły futurologiczną, w której okazuje się rzetelnym i pomysłowym informatorem i przewodnikiem po państwie możliwości naukowotechnicznych."
przy czym zachodzę w głowę, którą to "książeczkę" miał Lem na myśli... (obstawiam, że "Wyspy...")

*** Przy czym: sądzę, że potrzebujemy i takiego szalonego, zdolnego porwać ludzi ku gwiazdom entuzjazmu a'la Clarke; i - od czasu do czasu - solidnego kubła zimnej wody a'la Lem, byśmy tak pędząc przed siebie nie rozbili się na jakiej przeszkodzie, albo o własne nogi nie potknęli ;).
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Październik 23, 2009, 01:35:38 am
Jeszcze a'propos podobieństw... Tak sobie porównałem "Awantury..." ze - znacznie krótszymi - wspomnieniami o Clarke'u, które kiedyś na forum linkowałem. I uderzyło mnie jeszcze jedno: mieszanka głębokiej przenikliwej mądrości obu panów z pewną dziecinnością ich ludzkich, codziennych nawyków i zachowań. I zastanawiam się czy właśnie ta "dziecinnna" nieustająca ciekawość świata i (u Lema może lepiej maskowana ;)) radość życia, nie jest kluczem do ich geniuszu. To, że nigdy nie przestali się dziwić i uczyć. To, że do później starości pozostali zdolni do "dziecinnego" entuzjazmu.

ps. recenzja jednego z ostatnich dzieł Clarke'a (napisanego zresztą przy wydatnej pomocy S. Baxtera)*:
http://www.creatio.art.pl/index.php?menu=archiwum&archid=20&artid=397
(Miły jest też dla lemofila wniosek płynący z lektury - i Clarke i Dick mają na sumieniu książki słabowite, wręcz grafomańskie, Asimov wcale nie był mędrcem; jednym słowem przy bliższym poznaniu inni mistrzowie SF tracą, a Lem nie! ;))


* gdybym sam miał zrecenzować owo dzieło, rzekłbym, że jego pierwszy tom to militarna przygodówka w modnym obecnie stylu (Aleksander Wielki vs. Czyngis-chan; takie rzeczy to tylko w SF ;D) - podobnie zabawiał się postaciami historycznymi (Belisariuszem i Justynianem konkretnie) autor militarnych czytadeł David Drake; zaś sama idea wrzucenia kilku historycznych postaci do jednego "kotła" i zobaczenia w jakie interakcje wejdą była kanwą jednego z odcinków "Star Treka", i jednego z cykli powieściowych pana Farmera - w której przybysze z nieodległej przyszłości odgrywają z grubsza rolę podobnych cywilizatorów co John Carter na Marsie, a Yankes na dworze króla Artura (przy czym nie ma w tym burroughsowskiej heroicznej przesady, ani też twainowskiego humoru); pomysł na "patchworkową" planetę też nieoryginalny (vide komiks "Green Lantern: Mosaic"). Do tego bohaterowie niedwuznacznie podzieleni są na pozytywnych i negatywnych (może ze dwie postacie są niejednoznaczne, ale jedna z nich ginie na samym początku powieści). Rzecz, co prawda, okraszona paroma wnioskami historyczno-społecznymi, i pewnymi pomysłami z zakresu fizyki, ale oferująca znacznie mniej niż mógłbym oczekiwać od jej autorów (zwł. ACC) - jedna z tych słabowitych właśnie. Sympatyczna durnotka, i nic więcej. Nie rekomenduję, bo jak rekomendować pospolite czytadło ("czytadło" - trudno chyba o bardziej miażdżący epitet dla powieści sygnowanej nazwiskiem uznanego pisarza). Jeśli coś stanowi usprawiedliwienie dla Clarke'a (szkoda, że Wicemistrz nie umial wziąć przykładu z Lema i powiedzieć sobie w pewnym momencie "stop") to chyba tylko to, że był pomysłodawcą tej trylogii, podczas gdy jej właściwym "wykonawcą" był Baxter (po którym zresztą też spodziewałbym się czegoś lepszego). Być może kolejne tomy będą strawniejsze, zwłaszcza, że tematyka odchodzi w nich od zabaw historią w znacznie bardziej "ścisłym" kierunku (heh, sam w to nie wierzę).
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 12, 2010, 03:17:21 pm
Mamy topic o tym co wymyślił Lem. Dający się pomyśleć wątek o tym co wymyślił Clarke byłby równie długi.

Kto by pomyślał bowiem, że A.C.C. wymyślił GPSy?
http://gadzetomania.pl/2010/07/27/arthur-c-clarke-przewidzial-powstanie-gps-u
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Marzec 05, 2011, 01:08:21 pm
Okazuje się, że nie wszystek został przetłumaczony ;) :

http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&idobiektu=9466 (http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&idobiektu=9466)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 20, 2011, 02:33:12 pm
Cytuj
Ciekawostką, a zarazem świadectwem niezwykłej intuicji A.C. Clarke’a jest fakt, że w powieści napisanej w 1975 roku pojawiają się telefon komórkowy, coś w rodzaju internetu i mówi się także o klonowaniu. Nie po raz pierwszy genialna pisarska intuicja wyprzedziła naukę.

Brzmi nawet imponująco, ale samej powieści ponoć bez to nie tłumaczyli, że - jako całość - słaba (http://www.acclarke.pl/ksiazki/1975imperialearth.htm). No nic, sprawdzi się.

Edit: choć z tymi komórkami, to wygląda, że autor blurba sporo przegiął, bo ACC przwidział raczej ogólny schemat (zakładam, że jak już o czymś pisał to podawał coś na kształt "przepisu na"), a nie konkrety:

" Cóż z tego, że u Clarke’a komunikatory to stacjonarne urządzenia o znacznych rozmiarach, a nie noszone w kieszeni komórki? Cóż z tego, że najwydajniejsze komputery mają mniej możliwości niż prosty laptop, a elektroniczny tłumacz zawiera ″aż dziesięć tysięcy słów″? To raczej kwestie ilościowe niż jakościowe – niedoszacowania mocy czy stopnia miniaturyzacji. Natomiast niezwykle trafnie przewidział Clarke procesy uzależniania różnych aspektów życia społecznego od technologii – od oferowanych przez nią możliwości komunikacji czy technik medycznych. Znakomitym przykładem, łączącym jedno z drugim, są tu operacje na odległość, wdrażane obecnie w różnych częściach globu."
http://ksiazki.polter.pl/Imperialna-Ziemia-Arthur-C-Clarke-c23091

Edyta druga ;): ponoć jeszcze jedno wydali właśnie, i ponoć też słabe:
http://www.acclarke.pl/ksiazki/1990theghostfromthegrandbanks.htm
(W sam raz dla Camerona, gdyby chciał kręcić "Titanica II" ;D.)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 20, 2013, 04:48:15 pm
O tem jak Clarke przewidzial - za przeproszeniem - tablety:
http://antyweb.pl/kto-wymyslil-tablet-jobs-kubrick-clark/ (http://antyweb.pl/kto-wymyslil-tablet-jobs-kubrick-clark/)

Oraz - specjalnie dla oli - ciekawostka zwiazana z "Koncem dziecinstwa":
http://theness.com/roguesgallery/index.php/skepticism/arthur-c-clarke-and-the-mind-rotting-bilge/ (http://theness.com/roguesgallery/index.php/skepticism/arthur-c-clarke-and-the-mind-rotting-bilge/)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 20, 2013, 08:50:17 pm
Więcej się nie będę sprzeczała o tę książkę;) Zwłaszcza, że już szczegóły uległy zatarciu. Ale wiemwiem...diabły rogate i ich wyczyny...przycisnęli go, to się natłumaczył;)...ale mnie w sumie zainteresowało coś inkszego w tym tekście. Kto to taki:
Well, I don’t have the wide experience of some, but Stanislaw Lem, Philip K. Dick, and Ted Chiang come to mind.
Taki szereg, że...a nie mam bladego pojęcia o tym T. Chiangu - chyba, że zapomniałam :-\  ...czy możnatrzeba, byle nie na tle?;)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 20, 2013, 10:34:46 pm
nie mam bladego pojęcia o tym T. Chiangu - chyba, że zapomniałam :-\  ...czy możnatrzeba, byle nie na tle?;)

Kiedy on tylko na tle (jak Egan czy Dukaj). Znaczy: inteligentny, zdolny, pisac umi, ale jednak to nie jest klasa starych mistrzow.
Tworczosc? Rozna, roznista... SFy w starym i nowym (zinformatyzowanym) stylu, do tego sporo fantasy (pokrewnej New Weirdom) tworzonej jednak wedle algorytmow hard SF. Pomysly zakrecone (niektore naprawde dobre), wykonanie w gornych stanach wykonania w Stanach ;), ale nadal mam wrazenie, ze Starzy za mocno ziemie wypalili by dab literacki na niej wyrosl...

Dziwi mnie tylko troche, ze nie kojarzysz (choc moze w swietle powyzszego i nie dziwi ;) ), bo "Kroki..." czytujesz, a go tam zamieszczali...

ps. o w/w autorze:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ted_Chiang (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ted_Chiang)
i jego jedynym* zbiorze opowiadan na naszym rynku:
http://katedra.nast.pl/artykul/5045/Chiang-Ted-Siedemdziesiat-dwie-litery/ (http://katedra.nast.pl/artykul/5045/Chiang-Ted-Siedemdziesiat-dwie-litery/)


* byl niby i wczesniejszy, "Historia Twojego zycia", ale ten nowszy zawarl go w sobie z naddatkiem... zabawna rzecz zreszta, ze Chiang tylko  opowiadania pisze (i to wierne zlotowiecznym standardom jednoparametrowki pomyslocentryczne), powiesci zero...
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Smok Eustachy w Styczeń 21, 2013, 12:23:11 am
Z tego co pamiętam to mi się on mocno kojarzy  z mesjanizmem ateistycznym, jakieś diabły, w Odysejach nie umie się wyzwolić z płaszczyka teistycznej opatrzności.
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 21, 2013, 09:59:42 am
W sumie nie powinienes narzekac, bo on z tych ateistow co sa religion friendly i - przyznac trzeba - szanowal pytania stawiane przez religie, acz odpowiedzi wolal szukac inna, rozumowa, droga.

Sam zreszta najlepiej to ujal:

"I don't believe in God, but I'm very interested in her."
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 21, 2013, 12:38:04 pm
Dziwi mnie tylko troche, ze nie kojarzysz (choc moze w swietle powyzszego i nie dziwi ;) ), bo "Kroki..." czytujesz, a go tam zamieszczali...
Mnie to nie dziwi, ale zaczyna martwiąc denerwować - dobrze, że robisz za pamięć zewnętrzną;) Alele na swoje...mam, że jeno ze trzy opowiadania bez te wszystkie lata...opublikowali...mu;)
Wczoraj sobie przypomniałam z 2010 o digientach...nawet czytliwe i sporo problemów o SI porusza. Chociaż całe Kroki - raczej w znane.
Zastanawiam się czy zainwestować pińć dyszek w te 72 litery...używanych ni ma :-\


Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 21, 2013, 01:51:42 pm
Wczoraj sobie przypomniałam z 2010 o digientach...nawet czytliwe i sporo problemów o SI porusza. Chociaż całe Kroki - raczej w znane.
Zastanawiam się czy zainwestować pińć dyszek w te 72 litery...używanych ni ma :-\

Z calego Chianga mnie najbardziej przypadla do gustu "Historia twojego zycia", rzecz wychodzaca od Kontaktowej sztampy z dosc kiczowatymi Obcymi, by poruszyc temat czasu i przyczynowosci (przy czym powazne watpliwosci moze budzic tak gladkie przestrojenie ludzkiego mozgu na nie-ludzki sposob postrzegania, ale dajmy na to, ze to SF raczej ze szkoly Delany'ego i Dicka niz Lema i A.C.C.).
Na drugim miejscu postawil bym "Co z nami bedzie", gdzie autor usiluje ukazac pewne oczywistosci zwiazane z brakiem WW, acz tu znow chyba nie docenia zdolnosci ludzkiego mozgu do zaprzeczania faktom. (Ale to opow. masz juz w "Krokach...",)
Z tym, ze jest to w sumie wszystko poziom Asimova w niezlej dyspozycji, Harrisona w swietnej, Dicka w sredniej, nie wyzej.
Reszta opowiadan, wszystkie zreszta poprawne, to albo kroki w znane, jak powtorzony przez Ciebie "Cykl...", albo roznopostaciowa nieortodoksyjna fantasy.

Wyjdzie wiec, na moj gust, ze zainwestujesz w jedno opowiadanie, wiec moze lepiej poszukac uzywanego zbiorku z w/w "Historia..." w tytule? (O ile uznasz, ze ma to sens, bo chiangowe utwory trzymaja dosc rowny poziom, a poznane zdaly Ci sie forgottable.)

ps. Rozni autorzy maja rozne koniki, chiangowym zdaje sie byc WW i tematy  pokrewne...
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 21, 2013, 02:41:11 pm
Dobra - trochę się mi kojarzenie poprawia;)
Przeczytałam  krokowe Co z nami będzie? - żaden wyczyn, bo bardzo krótkie. I złożyło się mi szybko z Robotem - wczoraj zaczęłam powtórkę.
Ładnie koresponduje z tym:
Jeżeli kiedykolwiek twoja wiara w moc własnych decyzji zostanie zachwiana, co spowoduje zmącenie słodkiego złudzenia wolności, wówczas uzdrowi cię oczywista myśl: "Postąpiłem tak, ale przecież mogłem postąpić inaczej." Tymczasem przy równoczesnym występowaniu wielu nasuwających się możliwości działania zawsze zwyciężać będzie w tobie pragnienie najsilniejsze - czyli to właśnie, w którym będziemy wyrażali swoją wolę, a więc przysłonięte innymi, mniej narzucającymi się koniecznościami, nasze rzeczywiste polecenie.
Cytuj
acz tu znow chyba nie docenia zdolnosci ludzkiego mozgu do zaprzeczania faktom.
Chyba docenia jednak:
W tej chwili cywilizacja zależy od autooszustwa. Niewykluczone, iż zawsze od niego zależała.
Poza tym u Chianga to nie jest znowu takie przerażające - to niezależny proces, widoczny jeno przez jakoweś mrygające światełko - gorzej jeśli ten proces zyskuje osobowość;)

Oki - jak fantasy, to dziękuję:)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 21, 2013, 03:44:34 pm
Cytuj
acz tu znow chyba nie docenia zdolnosci ludzkiego mozgu do zaprzeczania faktom.
Chyba docenia jednak:
W tej chwili cywilizacja zależy od autooszustwa. Niewykluczone, iż zawsze od niego zależała.
Poza tym u Chianga to nie jest znowu takie przerażające - to niezależny proces, widoczny jeno przez jakoweś mrygające światełko

Zauwaz jednak, ze to swiatelko to jest w sumie nic ponad podrasowany eksperyment Libeta w kazdym domu (tak, i ten krok w znane), eksperymentowi owemu zas niedlugo stuknie dwudziestka, a nie slyszalem, by kto od wiedzy o nim w katatonie wpadl*.

* na Forum tez o nim gadalismy i nikt sie nie zawiesil (no, chyba, ze dzi, bo zamilkl z dnia na dzien? ;) )

Oki - jak fantasy, to dziękuję:)

Z tym, ze taka nietypowa... Raz w stylu Farmera, z Wieza Babel robiaca za symbol naukowego poznania, drugi raz w stylu swanwickowo-mieville'owo-macleodowskim z alternatywna nauka wywiedziona z kabalistyki i mysli Paracelsusa i ichnim odpowiednikiem genogrzebalstwa (te "72...", tez w "Krokach..."), kiedy indziej prezentujaca swiat, jak nasz, terazniejszy, ino z chrzescijanskim Zaswiatem dostepnym empirii.

Mam zreszta - moze upraszczajace nazbyt - wrazenie, ze cala oryginalnosc (bo, mimo wszystko, nalezy oryginalnosc mu odnotowac) chiangowego podejscia bierze sie stad, ze Chiang przyglada sie pojeciom (chocby WW, czy silne akcentowanie przyczynowosci) i mitom naszego kregu kulturowego okiem Azjaty wsrod innych pojec wychowanego (choc utwory konstruuje w sposob typowo amerykanski, presji tamtejszego rynku nie podskoczysz).

Edit: moj natomiast podstawowy zarzut do tego autora jest taki, ze - jak slusznie zauwazyl linkowany recenzent - unika on w sumie pisania o przyszlosci, a i o realnym (Wszech)swiecie nie mowi tak znow wiele (w sumie nawet "Historia..." - acz od rzeczywistych i malo znanych laikowi, wiec ciekawych, problemow wychodzi - gna do celu w dzikich uproszczeniach), zamiast tego bawiac sie gotowymi juz schematami znanymi SF od lat, a wiec samemu podkladajac sie pod rozjechanie przez walec, jakim jest znany z "Science-Fiction Studies" lemowski esej "Cosmology and Science Fiction". (Owszem, Dick tez wychodzil od tych schematow, ale przelamywal je, stad byl visionary, Chianga lokuje jednak among the charlatans, nawet jesli nalezy do oryginalniejszych  z nich.)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 24, 2013, 04:31:06 pm
Wracając do tematu... Godny odnotowania jest fakt, że A.C.C. należał - obok np F. Browna - do prekursorów Lema w podejmowaniu płonnych prób lecznia SF ze skłonności do popadania w stereotypy (tak widoczne i u w/w Chianga) i ze zwykłej głupoty... Tak np rozprawiał się Clarke ze stereotypem old spacera (obecnym choćby w "ST - TNG", ale i... w "Niezwyciężonym")* i to jeszcze na przełomie lat '40/'50 minionego wieku (zanim owe wnawiasowe dzieła powstały):

"Kapitan Norden — pomyślał Gibson — wcale nie pasuje do wymyślonego wzoru. Szyper kosmicznego liniowca według najlepszej, a w każdym razie najpopularniejszej, tradycji literackiej powinien być posiwiałym, bystrookim weteranem, który spędził połowę swego życia w eterze i może nawigować po Układzie Słonecznym całkiem na ślepo dzięki swej fantastycznej znajomości dróg w przestrzeni. Musi być także służbistą; kiedy wydaje rozkazy, jego oficerowie powinni podrywać się na baczność (co nie jest łatwe bez grawitacji), dziarsko salutować i szybko odchodzić.
Natomiast kapitan Aresa miał z pewnością poniżej czterdziestki i mógłby być uważany za przemysłowca, któremu się poszczęściło. Co się zaś tyczy służbistości, to Gibson nie zauważył w ogóle śladu dyscypliny. To wrażenie, jak stwierdził później, nie było całkiem ścisłe. Dyscyplina na pokładzie Aresa była autodyscypliną; była to jedyna możliwa jej forma wśród ludzi tego typu."


"Piaski Marsa"

(Całe "Piaski..." zresztą stanowią rozprawę ze stereotypem, przedstawiają bowiem przygody pisarza SF - owego Gibsona - wychowanego na kliszach powielanych przez ten gatunek, rzuconego w roli reportera w realny Kosmos i w efekcie nielicho zdziwionego.)

ps. Tyle dekad, a SF - en masse - jak była durna, tak jest.. Ech...



* Przy czym: tak, wiem, że ten konkretny stereotyp - czy raczej archetyp - jest akurat b. sympatyczny, budzi sentymentalne skojarzenia, przypomina stare, dobre czasy, itp. Sam go lubię, po prawdzie...
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Styczeń 27, 2013, 01:05:40 am
Zauwaz jednak, ze to swiatelko to jest w sumie nic ponad podrasowany eksperyment Libeta w kazdym domu (tak, i ten krok w znane), eksperymentowi owemu zas niedlugo stuknie dwudziestka, a nie slyszalem, by kto od wiedzy o nim w katatonie wpadl*.
Mnie się to raczej z drzwiami otwieranymi na fotokomórką skojarzyło;) Ot, urządzenie reagujące na światło, ruch. Dosyć prymitywne. Drugorzędne – chodziło o sam fakt uznania, że nie ma ww, a to urządzenie zbędne.

Zaopatrzyłam się bibliotecznie w te 72 litery i przeczytałam Historię Twojego życia oraz wspomniane litery...
Historia rzeczywiście do przyjęcia - chociaż ta łatwość rozgryzienia...ale powiedzmy, że nacisk w tym opowiadaniu na inne rzeczy i można mu odpuścić bulgoczące beczułki;)
Ale te literki..:
Cytuj
Raz w stylu Farmera, z Wieza Babel robiaca za symbol naukowego poznania, drugi raz w stylu swanwickowo-mieville'owo-macleodowskim z alternatywna nauka wywiedziona z kabalistyki i mysli Paracelsusa i ichnim odpowiednikiem genogrzebalstwa
Ta zapowiedź już mi zapaliła czerwoną latarenkę;) Że przeczytałam to za dużo powiedziane – kompletnie nie moja bajka, a zapładnianie sposobem leksykalnym mnie przerosło;))
Jasne, że można tutaj zastępować: słowo = DNA czy cóś, ale wg mnie to strata czasu. O golemach wolę po lemowemu;)
A z Teda już wolę te kroki w znane z digientami.

Summa summarum nie dziwne, że Pan C. się mi zapomniał - może nigdy go nie pamietałam?;) - ale może doczytam coś jeszcze z tego tomu. Żebyniebyło;)

Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Styczeń 27, 2013, 05:52:31 pm
Drugorzędne – chodziło o sam fakt uznania, że nie ma ww, a to urządzenie zbędne.

Moze jednak jest w tym pewna istotna prawda zawarta, ze do obecnego spoleczenstwa masowego najskuteczniej przemawia sie przez gadgety? Libet? Kto by tam jakiego jajoglowego czytal... Ale zabawka w kazdym domu, to co inksze!

Historia rzeczywiście do przyjęcia - chociaż ta łatwość rozgryzienia...ale powiedzmy, że nacisk w tym opowiadaniu na inne rzeczy i można mu odpuścić bulgoczące beczułki;)

W sumie to troche po dickowo-startrekowemu (acz bez koniolubowej samoswiadomosci) - bierzemy koszmarny kicz SFowy i staramy sie w tej scenerii rodem z fantazji dawnych amerykanskich grafomanow powiedziec cos z sensem. Powiedziec sie daje, ale widz nie wie czy skupic sie na monologu, czy na kpieniu z dekoracji...

Że przeczytałam to za dużo powiedziane – kompletnie nie moja bajka, a zapładnianie sposobem leksykalnym mnie przerosło;))
Jasne, że można tutaj zastępować: słowo = DNA czy cóś, ale wg mnie to strata czasu. O golemach wolę po lemowemu;)

No i podsumowalas New Weirda jednym zdaniem. Autorzy nie maja pomyslu na przyszlosc to wola tworzyc bajki o tem, co by bylo gdyby falszywe hipotezy okazaly sie prawdziwe*. Szkoda, ze i Dukaj na to zachorowal.
To juz klasyczna fantasy lepsza** - paradoksalnie: mniej kryjac wlasna basniowosc wiecej prawdy o rzeczywistosci potrafi powiedziec.

* owszem, wymyslenie alternatywnego ontyczno-fizycznie swiata na podstawie paradygmatow z lamusa czy ich przerobek, wymaga i wyobrazni, i scislosci myslenia, ale jest dalece latwiejsze (zwl., ze niepodlegle weryfikacji) niz proba chocby najzgrubniejszego modelowania - dajmy na to - praktycznych konsekwencji powstania GUT dla rzeczywistosci technologiczno-spolecznej za lat dwiescie od przyznania Nobla za w/w teorie

** oczywiscie gorne procenty, nie tysieczne cykle...

A z Teda już wolę te kroki w znane z digientami.

A wiesz czemu, chyba? Bo ono przynajmniej od realnych problemow wychodzi, to kroczenie, i ani w realiach basni osadzone, ani standardowego sci-fi kiczu, jeno w przyszlosci, nawet jak owa tak nieodlegla, ze do terazniejszosci podobna jak wypisz z wymalujem ;).

Zreszta dajmy moze pokoj temu Tedowi, Arthur C. znacznie godniejszy analiz... ::)


ps. Doetydowuje a'propos Arthura... Otoz na 90 urodziny dostal byl on w prezencie film niezalezny, w duzej mierze komputerowo robiony, ze wsparciem lucasowskiego ILM stworzony, "Maelstrom II" zatytulowany, wedlug opowiadania w "Fif'ie" - niezbyt pochlebnie - opisanego, jako "Wir II" w "Problemach" zamieszczonego...

Strona filmu:
http://www.maelstrom2themovie.com/ (http://www.maelstrom2themovie.com/)
Fragment wersji roboczej, gwoli wczucia sie w klimat:
Arthur C. Clarke Maelstrom II Animatics (http://www.youtube.com/watch?v=RIX4uU3VCDI#)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Marzec 10, 2014, 02:43:48 pm
Jak zapewne wiecie cenię Clarke'a b. wysoko. nie wiem jednak, czy wiecie, że zdarzyło mu się zblamować w stylu godnym  Schiaparelliego i Lowella...

Zaczęło się od wypowiedzi nt. życia na Marsie w rozmowie z Buzzem Aldrinem:
http://space.com/peopleinterviews/aldrin_clarke_010227.html (http://web.archive.org/web/20050207194205/http://space.com/peopleinterviews/aldrin_clarke_010227.html)
http://www.space.com/peopleinterviews/clarke_believe_010227.html (http://web.archive.org/web/20050206222658/http://www.space.com/peopleinterviews/clarke_believe_010227.html)

Chodziło zaś o coś takiego:
http://www.badastronomy.com/bad/misc/hoagland/glassworm.html (http://www.badastronomy.com/bad/misc/hoagland/glassworm.html)

Zaiste: pilot Pirx miał rację, że Mars jest świnią, a formy nieożywione da się pomylić z ożywionymi nie tylko w Lesie Birnam. Dwa punkty dla Lema ;).
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Sierpień 31, 2014, 11:03:40 pm
Tak sobie pomyślałam, że może tutaj to wsadzę...w końcu dotarłam na wystawę tego Pana:
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3727_zps9347232d.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3727_zps9347232d.jpg.html)
W Krakowie. Muzeum Narodowe. Ostatnie 2 tygodnie. Naprawdę warto.
Niestety wszystkiego nie da się ogarnąć podczas jednej wizyty - plakaty, rekwizyty, filmy, scenariusze, zdjęcia, listy,  zapiski Kubricka...mniam:)
Wejście do jednej - wiadomej - sali ozdabia:
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3712_zpsf2618b45.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3712_zpsf2618b45.jpg.html)
Skafanderek prosto z planu:
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3638_zpsb074ccf5.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3638_zpsb074ccf5.jpg.html)
Model jednej fugi:
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3641_zps61e178e2.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3641_zps61e178e2.jpg.html)
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3688_zps1ce62a0b.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3688_zps1ce62a0b.jpg.html)
I'm sorry Dave, I can't do that - czyli coś dla Q;)
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3634_zpsec0834ac.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3634_zpsec0834ac.jpg.html)
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3643_zps71737322.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3643_zps71737322.jpg.html)
Zapiski Kubricka i projekt specefektów:
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3635_zpsaf965f1f.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3635_zpsaf965f1f.jpg.html)
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3632a_zps13fb50cb.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3632a_zps13fb50cb.jpg.html)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Sierpień 31, 2014, 11:05:11 pm
Jeszcze kilka zdjęć - z puszczanych filmów:
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3687_zps1a6ed3b9.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3687_zps1a6ed3b9.jpg.html)
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3686_zps3472c7a5.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3686_zps3472c7a5.jpg.html)
(http://i176.photobucket.com/albums/w165/olkapolka1/IMG_3685_zpsf4452ddf.jpg) (http://s176.photobucket.com/user/olkapolka1/media/IMG_3685_zpsf4452ddf.jpg.html)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Sierpień 31, 2014, 11:58:49 pm
Jak na filmowo, to i ja co mam ino z niższej półki, na niższym piętrze... Nie pomnę czy na 100%, ale zda mi się żem wspominał, lata temu, filmisko pt. "Trapped in Space". Jak ktoś chce obejrzeć tę b. mało znaną ekranizację opowiadania "Napięcie" ("Breaking Strain") Clarke'a - jest okazja ;):
Trapped in Space (http://www.youtube.com/watch?v=YiWgF3LrWUY#)
Klimat pomiędzy pierwszym "Obcym", a piestrakową ekranizacją "Pirxa". Scenariuszem (na szczęście, bo po co komu jelitowe potforki jak Ohydka mamy) i realizacją (niestety) plasuje się bliżej tego drugiego. Oryginał - w procesie adaptacji - poddany dość mocnej hollywodyzacji treści (filmo-tfu-rcy np. paru bohaterów dodali i rozmiary meteoru nonsensownie zwiększyli), ale coś tam przetrwało w finalnych scenach.

O oryginale:
http://en.wikipedia.org/wiki/Breaking_Strain (http://en.wikipedia.org/wiki/Breaking_Strain)
(Warto tu dodać, że jest to utwór trzykroć prekursorski:
1. statek zeń - czego w filmie nie widać :P - stanowił "prototyp" Discovery z "Odysei...",
2. można tu szukać również prawzoru pirxowych historii, otrzymujemy bowiem opowieść z pokładu wewnątrzukładowego frachtowca, wolną od typowych SFowych banialuk, nie wiem czy nie pierwszą taką, bo z '49 jeszcze,
3. jest to bodaj także dzieło założycielskie nurtu "za mało powietrza na dwu" traktujące serio o tym, z czego Lem zrobił pełną czarnego humoru groteskę w "Nocy księżycowej".)


Edit: dorzucam taki tekścik o A.C.C.:
http://www.centauri-dreams.org/?p=27130 (http://www.centauri-dreams.org/?p=27130)
Tytuł: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Wrzesień 25, 2014, 12:08:06 pm
W czasie wczorajszych poszukiwań wygrzebałem przypadkiem ostatni, przedśmiertny (był już w szpitalu) wywiad z A.C.C:
http://spectrum.ieee.org/podcast/aerospace/space-flight/interview-with-arthur-c-clarke (http://spectrum.ieee.org/podcast/aerospace/space-flight/interview-with-arthur-c-clarke)
Tytuł: Odp: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Grudzień 28, 2015, 10:57:58 am
Kolejne dwa ciekawe wywiady z ACC:

Tytuł: Odp: Re: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 17, 2017, 05:14:20 pm
w końcu dotarłam na wystawę tego Pana:

To ja - po latach - dorzucę film z tej wystawy, ale już z San Francisco:
Tytuł: Odp: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Czerwiec 19, 2017, 12:47:15 pm
Ta wystawa dalej krąży po świecie (widmo?;)...warto obserwować czy nie trafi do sąsiadów - teraz czas na Kopenhagę - a są tez zdjęcia z Krakowa:
http://www.stanleykubrick.de/en/ausstellungstour-exhibition-on-tour/#! (http://www.stanleykubrick.de/en/ausstellungstour-exhibition-on-tour/#!)
Tytuł: Odp: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Czerwiec 19, 2017, 07:25:02 pm
Kopenhaga w sumie niedaleko, może się wybrać?

Nawiasem... Tak mi się pomyślało, że, szkoda, iż nie da się już - z przyczyn oczywistych - nakręcić reportażu z planu "Odysei..." (naukowcy z NASA urlopy brali by tam pracować). To by wszystkie obecne okołoblockbusterowe behind the scenes zostawiło lata świetlne za sobą. (No, może jeszcze Cameron kręcąc "The Abyss" podobnie o szczegóły dbał...)
Tytuł: Odp: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: olkapolka w Czerwiec 19, 2017, 07:33:16 pm
Myślę, że wystawowy pokój z Odysei by Ci się spodobał:)
Hmm...nie pamiętam już czy w tym...ale w niektórych można było przysiąść ze słuchawkami i obejrzeć dokumenty związane z...
Sprawdzę czy mam stamtąd jeszcze jakieś zdjęcia.

Po prawdzie też bym się powtórnie wybrała - za jednym razem nie do ogarnięcia.

Tytuł: Odp: Arthur C. Clarke
Wiadomość wysłana przez: Q w Lipiec 15, 2017, 02:35:16 pm
Po prawdzie też bym się powtórnie wybrała

Wrzucę tu, na zasadzie luźnego skojarzenia, bo kolejna fajna wystawa SF poświęcona, na którą warto się wybrać :
https://www.barbican.org.uk/intotheunknown/
http://www.tested.com/art/movies/689535-photo-gallery-unknown-science-fiction-exhibition/
https://www.theguardian.com/artanddesign/2017/jun/18/into-unknown-journey-through-science-fiction-barbican-review

B. przekrojowa - od Verne'a, przez okładki pulpowych pisemek i pocztówki rysowane przez Leonowa (poniżej), po rekwizyty z "Obcego", pierwszego kinowego "Star Treka" i "Gwiezdnych wojen".
(http://www.speakeasy-news.com/wp-content/uploads/2017/05/SN_barbican_sf_06_int.jpg)

(Do 1 września, w Barbican, w Londynie. Kawałek od nas, ale w obecnych czasach nie aż tak duży kawałek...)