Autor Wątek: Kwiz  (Przeczytany 208128 razy)

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7676
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #15 dnia: Luty 03, 2011, 12:07:22 am »
To są trzy pytania, więc będą trzy nagrodowe tabliczki?
S.R.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7676
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #16 dnia: Luty 03, 2011, 12:25:14 am »
Zapewne "Bajki" lub "Cyberiada" (niby co innego być by mogło...), lecz przed snem nie mam pojęcia.
Lecz, gdybym nagle zaznał odmorfeuszowej iluminacji, napiszę nawet o czwartej rano. W końcu serwer też automat, na dodatek całodobowy, i jeszcze sługa (servus).
Mureszko
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4317
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #17 dnia: Luty 03, 2011, 12:43:26 am »
Że zacytuję Pana: nie, nie i jeszcze raz nie!;)
Czekolada jedna , bo i cytat ma być jeden a treściwy...Bajki...Cyberiada....nie - zbyt robocio oczywiste by to było;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7676
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #18 dnia: Luty 03, 2011, 12:58:53 am »
Nie pamiętam, żebym stawiał cytowanie jako warunek.
S.R.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4317
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #19 dnia: Luty 03, 2011, 01:16:27 pm »
Oj tam...nie upieram się przy przepisywaniu książki...ale samo trafienie w pozycję wydaje się mi za łatwe - nawet nie trzeba czytać Lema - wystarczy sięgnąć po listę jego książek i przeprowadzić losowanie - trochę szczęścia i po sprawie:)
Np. do tej pory nie kojarzę fragmentu z "koperczakami" - chociaż byłam pewna, że to z Tichym będzie związane - można by to naśwetlić;)

...w jakiej więc książce i sytuacji pewien automat pęka ze śmiechu - dając tym przewrotną odpowiedź na zadane pytanie?;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7676
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #20 dnia: Luty 03, 2011, 01:53:27 pm »
...miast odpowiedzi śmiał się aże podloga dygotala a kurz wirowal...?
...pęka ze śmiechu - dając tym przewrotną odpowiedź na zadane pytanie...?

To już wiemy pięć rzeczy: o podłodze, o kurzu, o rozpuknięciu, i że to była odpowiedź, na dodatek przewrotna...
Pani Polkolko, a nie obniżyłaby Pani trochę lotów? Może zrobimy to barterem: ja podam Pani stronicę pierwszego wydania "Pokoju na ziemi", Pani zaś CÓŚ podpowie, zasugeruje, przybliży, naprowadzi, podsunie kakoju nibud' aliuzju...
S.R.
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

Cyfranek

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 8
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #21 dnia: Luty 03, 2011, 03:19:32 pm »
Pani Olkopolko Droga, ten fragment z Pokoju... mówi o smaleniu koperczaków do gołego dziewczęcia w kraterze księżycowym. Tuszę, że Pan Stanisław specjalnie dla Szanownej Pani ten fragment wybrał  :)

A odnośnie Pani pytania, to czy ten automat pęka ze śmiechu dosłownie, czy w przenośni? Bo automaty mogą i tak, i tak, wiem coś o tym  :)

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4317
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #22 dnia: Luty 03, 2011, 04:26:10 pm »
Doprawdy... Panie Cyfranku...czyżby cała edukacja poszła na marne? Wypisywanie takowych  insynuacyj nie przystoi wychowankowi zacnego Trurla;)
 Ponadto na widoki gołych dziewcząt jako i na apele o obniżanie lotów -  pozostaję niewzruszona.
Natomiast co do od-i-pod-powiedzi: automat jest tak zmyślny, iż radzi sobie z metaforą. Nie rozpuknął się... jeno żelaźnie westchnął i śmiał się a śmiał...aże ten kurz i dygot...
Hmm...Panie Stanisławie to może małe acz sugestywne (w ogóle nie aluzyjne) przybliżenie: w tej samej książce występuje...eghem...naga kobieta, która siedzi na żółwiu (uprzedzam pytanie: nie wiem czy to ta sama co w kraterze urzędowała...i tak: to napisał Lem, Stanisław Lem)...
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10593
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #23 dnia: Luty 03, 2011, 06:16:27 pm »
No dobra, imperialistyczna, odrażająca, piękna naga kobieta z zakrwawionymi paznokciami była tylko w jednej powieści Lema. Z resztą trudniej, bo rozum słabuje :) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Cyfranek

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 8
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #24 dnia: Luty 03, 2011, 06:39:26 pm »
Doprawdy... Panie Cyfranku...czyżby cała edukacja poszła na marne? Wypisywanie takowych  insynuacyj nie przystoi wychowankowi zacnego Trurla;)

Ojejku, Pani Olkopolko, Pani ma chyba zbyt idealistyczne wyobrażenie o Wujku Trurlu  ::)

A zagadka jest trudna. Znalazłem już żmiję na żółwiu tudzież żółwie jednostkowe, ale kobiety w podobnej sytuacji nie przypominam sobie. Coś mi mówi, że mogłem nie czytać tego znamienitego dzieła  :)

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7676
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #25 dnia: Luty 03, 2011, 07:13:47 pm »
Szlachetna Damo,
Wróciłem właśnie z Megasamu, ale tam wedłowskiej dla Wygranego Smoka nie było. Jutro pójdę do mego ursynowskiego Leklerka. Przepraszam za opóźnienie.
Skoro ujrzałem wpis Szanownego Maźka, to musi to być Obłok z Magellana, lecz ostatni (i pierwszy) raz czytałem tę powieść chyba pół wieku temu, więc nie pamiętam ni w ząb (poza jedną frazą, ciekawe, i długo patrzył na ten znak wiary daremnej, czy coś tak). A może starcowi już wszystko się zglejowało? Człek sięgnąłby do źródeł, lecz z tyłu głowy słyszy, że Mistrz zabronił wydawania tej książki, więc chyba nie ma jej w pomnikowym wydaniu "Wyborczej"...
Od erotycznych insynuacji niejakiego Cyfranciszka stanowczo się odcinam (może on wziął się nie z cyfry, lecz z francy?); Pani na golasa nawet mi przez RAM nie przemknęła :-)
Pokombinuję.
I zemszczę się srodze!
Mureszko
 
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10593
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #26 dnia: Luty 03, 2011, 08:00:55 pm »
Żesz, ale mnie wzięło... Wielki Generalny Automat Turinga, zapytany "po co my żyjemy" :) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7676
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #27 dnia: Luty 03, 2011, 09:24:56 pm »
Ale gdzie?
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10593
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #28 dnia: Luty 03, 2011, 09:44:16 pm »
Noż w tej jedynej możliwej powieści :) Obłok Magellana. Nawiasem mówiąc jak bym mógł zadać jedno pytanie Lemowi to nie wiem, czy nie zapytałbym właśnie o ten plakat - sam tak myślał, czy mu kazali...

O imperialistycznej kobiecie:
WELCOME, BOYS, IN THE AMERICAN UNIYERSE!

Grotrian pchnął skrzydło drzwi i zamarł na progu, zagradzając nam drogę. Zajrzałem do wnętrza przez jego ramię. Dwa snopy światła naszych lamp oświetliły wysoki pokój, z obu stron zastawiony rusztowaniami, które wziąłem za klatki, a w samej rzeczy były piętrowymi legowiskami. Tuż u stóp Grotriana, obutych w srebrny metal, leżało coś skurczonego, jak na wpół opróżniony worek z zielonkawego brezentu. Worek ten z jednej strony rozdwajał się., a część zbliżona do astrogatora kończyła się kulistym zgrubieniem. Drgnąłem.
To był człowiek.
Leżał na wznak, z podkurczonymi nogami, przygniatając ręce torsem. Twarz okrywał mu skórzany hełm. Był martwy od wieków. Należało się spodziewać takiego odkrycia. Czy to on tak przeraził Grotriana? Astrogator spoglądał nie na leżącego, lecz na przeciwległą ścianę. Patrzała stamtąd naga kobieta. Siedząc na grzbiecie dużego żółwia, z nogą założoną na nogę, trzymanym kwiatem dotykała obnażonej piersi i uśmiechała się. Na stopach miała dziwne trzewiczki z obcasem w kształcie ostrego dzioba. Paznokcie palców były zakrwawione. Czerwone były też usta, rozszerzone w uśmiechu, ukazujące bardzo białe zęby. W uśmiechu tym było coś nieporównanie ohydnego.


O Turingu:
— Bardzo dawno, więcej niż tysiąc lat temu, świat dzielił się na dwie połowy. Jedną rządzili Atlantydzi. Każdy człowiek, tak w zamierzchłej przeszłości, jak i dziś, żywi jakieś marzenia. Atlantydzi także je mieli. Marzeniem ich było zniszczyć drugą połowę świata, która wyswobodziła się spod ich władzy. W tym celu gromadzili jady do zatruwania powietrza i wody, trucizny promieniotwórcze i środki wybuchowe. Ale im więcej ich mieli, tym większy ogarniał ich lęk. Kupowali więc za złoto uczonych, aby tworzyli doskonałe maszyny do zabijania. Pewnego razu dowiedzieli się, że na dalekiej wyspie za oceanem mieszka uczony zwany Turingiem, który umie budować automaty. Wtedy głucho jeszcze było o automatach i nikt dobrze nie wiedział, do czego mogą służyć. Turing budował rozmaite automaty: jedne robiły maszyny, inne wypiekały chleb, jeszcze inne rachowały i rozumowały logicznie. Trudził się tak przez czterdzieści lat, aż wymyślił automat, który mógł robić wszystko, co tylko jest możliwe. Automat ten potrafił wytapiać metale z rudy i szyć buty, i przemieniać pierwiastki, i budować domy, a tak samo jak pracować fizycznie, potrafił też myśleć, także o wszystkim: umiał więc odpowiedzieć na każde pytanie i rozwiązać każdy problem, i nie było rzeczy, której by nie wykonał, jeśli mu rozkazano. Władcy Atlantydy wysłali swoich szpiegów, by kupili Turinga, lecz uczony nie chciał na to przystać. Wtedy uwięzili go i skradli plany wynalazku. Najstarszy z Atlantydów przejrzał je, wezwał innych i rzekł do nich: „Gdy będziemy mieli automat, spytamy go, jak unicestwić te potwory, które na zawsze chcą usunąć wojny”. A drugi władca, siwy i poważany przez wszystkich, dodał: „A także powie nam, jak odzwyczaić naszych poddanych od myślenia, bo ludzie myślący niechętnie umierają dla chwały naszego złota”. Słowom tym wszyscy przyklasnęli i postanowili: zbudujemy Wielki Generalny Automat Turinga, a wtedy staniemy się wszechmocni i nikt na świecie nie zdoła się nam oprzeć.
Za czym wezwali siedem tysięcy rachmistrzów (bo wtedy ludzie liczyli w głowie), żeby obliczyli, ile złota trzeba na opłacenie budowy, a potem zgromadzili siedem tysięcy inżynierów i konstruktorów, którzy przez siedem lat kreślili plany. Zanim jeszcze zostały ukończone, pierwsze brygady robocze wyruszyły na przygotowane obszary. W Alamogordo, w sercu wielkiej piaszczystej pustyni Nowego Meksyku, zgromadzono siedem razy po siedem tysięcy robotników. Mieszkali w barakach z blachy, cierpiąc w nocy lodowaty ziąb, a w dzień okrutne gorąco. Słony piasek wyżerał im płuca i oczy, dziesiątkowały ich choroby, więc na miejsce umarłych spędzano coraz nowych i tak ryli wielkie doły pod fundamenty, kuli w skałach szyby i galerie, a ponad nimi kroczyły długoszyje koparki, podobne do gadów sprzed stu siedemdziesięciu milionów lat. I trwała ta budowa siedem lat i jeszcze siedem, aż po czternastu latach sto tysięcy akrów powierzchni pokryły metalowe wieże i gmachy, otoczone wysokim murem, i nadszedł dzień, w którym odpłynęły resztki tych, co przeżyli tytaniczną pracę i bramy zawarły się.
Place budowy opustoszały, nastała cisza, tylko wiatr gwizdał wysoko w rozpiętych drutach, a po żwirowanych ścieżkach kroczyli strażnicy z psami. Tak było przez siedem dni, aż ciemną, bezksiężycową nocą stanął pod wschodnim murem wehikuł, zwany automobilem pancernym, i wysiadło z niego ośmiu ludzi, którzy rządzili Atlantydą. Pierwszy miał jej żelazo, drugi — węgiel, trzeci — naftę, czwarty — komunikację, piąty — zboże i mięso, szósty — elektryczność, a siódmy — armię.
Spod ziemi wyszedł na ich spotkanie główny inżynier budowy i nisko się skłonił. Władcy wysiedli z auta i ujrzeli kołyszące się wysoko za murami lampy, zawieszone na drucianych linach, a w ich niespokojnym świetle — czarne bloki i wieże, stojące jedne obok drugich, jak szeregi żołnierzy, a była to tylko widoma na powierzchni ziemi, niewielka część Generalnego Automatu Turinga, który rozpościerał się głęboko pod gruntem, w galeriach i halach, wydrążonych w skałach pustyni. Straże zbliżyły się z dwu stron, rozsunęły czarne drzwi w murze i przybysze weszli do wnętrza, gdzie czekał na nich oszklony wagonik, który zaraz ruszył.
Jechali przez sale z zimnym, niebieskim światłem i gmachy jakby obrócone w dół i wpasowane w skałę, a nad ich głowami ciemniał nieprzejrzany gąszcz kabli, obciążony wielkimi grzybami izolatorów. Mijali wpuszczone w ściany gniazda dławnic, przecinali skosem szyby, w których czuwały dozorujące automaty w pancernych kapturach, i pojazd zagłębiał się coraz bardziej, inżynier zaś objaśniał im wszystko i mówił, że samych tylko głównych nastawni mieści się w podziemiach więcej, niż jest sekund w życiu ludzkim. Jechali dalej, opadając z kondygnacji na kondygnację, za szkłem wiły się korytarze, wzrok ginął w lesie przewodów, wagonik przemykał pod grubymi rozdrzewieniami miedzi, czasem z głębi zamrugało rubinowe światełko, mrok gęstniał, ciemność stawała się coraz większa i wagonik, turkocąc, opuszczał się niżej i niżej.
A cały ten nieobjęty i niezmierzony labirynt był martwy; ani jeden impuls prądu nigdy jeszcze nie przepłynął przez miliardowe skręty żył oplatających miedziany mózg machiny. Jechali długo, nareszcie za szybami zamigały lampki oświetlające wilgotną skałę tunelu, wagonik szarpnął i stanął. Byli u celu. Bo pod tą straszliwą budową, w jej ostatnim, najgłębszym wnętrzu znajdowała się niewielka, opancerzona komnata jajowatego kształtu. Tam weszli. W czarnych ścianach widniały zegary kontrolne, siedemset siedemdziesiąt i siedem zegarów, a pośrodku — wzniesienie. Na nim czarny mikrofon i przycisk pod kołpakiem z diamentów — nic więcej. Stąd miało się wydawać rozkazy Wielkiemu Generalnemu Turingowi.
Inżynier tłumaczył, że machina może równie dobrze hodować egzotyczne kwiaty, jak zakładać ogrody i zabijać ludzi. Nie miała żadnych urządzeń zabezpieczających, jak nasze współczesne automaty, wcale nie była do nich podobna. Był to dziki, barbarzyński, milion razy od piramidy większy automat.
Więc stanęli tam i nastała cisza. Chociaż pod stropem płonęło siedem świeczników, czarne ściany wchłaniały blask. Właściwe uruchomienie Turinga miało nastąpić w przyszłości, ale najstarszy inżynier, pragnąc wkupić się w łaski władców, podsunął im myśl natychmiastowej próby. On sam już od lat żył w gorączce oczekiwania, a u dna jego myśli drzemała jedna, którą taił, bo pojmował, że ten, kto stanie u mikrofonu uruchomionego Turinga, stanie się potężniejszy od asyryjskich i babilońskich magów, którym usługiwały demony. Więc kiedy pierwszy władca rzekł: „A co trzeba zrobić, żeby on zaczął działać?” — odparł: „Panie, przyciśnięcie tego tutaj czarnego guzika wznosi zapory w tamach, a wtedy wody rzeki świętego Juana wpadną w leje siedemdziesięciu siedmiu turbin i powstanie prąd, który nasyci metalowe wnętrzności Turinga, a wtedy jego organy zaczną bić elektrycznym tętnem”. Wówczas ów władca wzruszył się nieco, bo lubił rzeczy wielkie i dziwne, i niby od niechcenia tłustym, białym palcem nacisnął guzik. A wtedy zagrały światła, wszystkie zegary zadrżały, lampy otwarły czerwone oczy i spojrzały na nich, a nad ich głowami przestwór stu tysięcy akrów poruszył się i wzdrygnął.
Machiny wirowały i sapały, tysiące rur próżniowych rozżarzało się szkarłatem, przekaźniki chodziły tam i na powrót i przez wszystkie cewy, solenoidy, uzwojenia przepłynął prąd. Ale w czarnej komnacie widać było tylko nieruchomo oświetlone tarcze zegarów, a w głośniku rozległ się głuchy szum, bo miedzianomózgi potwór został już powołany do życia, ale jeszcze spał i jakby chrapał.
Wtedy władcy pojęli nagle, że stoją przed istotą wszechmocną, że to jest Bóg, którego sami stworzyli, i kiedy wydadzą mu rozkaz, zrobi wszystko, a kiedy przystanęli nad tym słowem, przelękli się we własnych sercach, jak od patrzenia w przepaść, bo nie przywykli do tego, żeby można wszystko.
Każdy myślał, że na jego rozkaz automat zniszczy fortunę i życie innych sześciu, ale odganiał tę natrętną, uprzykrzoną myśl dla dobra nowej wojny, którą razem postanowili. A ósmy z nich miał osiemnaście lat i był synem władcy żelaza, najbogatszego ze wszystkich, bo z żelaza wytwarzało się narzędzia do zabijania. Władca ten umiał sprzedawać za złoto krew jak nikt inny, a w jego hutach biły tysiące stalowych młotów po to, żeby w dalekich ziemiach przestawały bić tysiące serc. A jego syn był jeszcze chłopcem, bladym i melancholijnym. Znał on smak wszystkich owoców Ziemi, wszystkich trucizn drażniących ospałe nerwy i wszystkich rozkoszy, które można dostać za złoto. Dlatego świat wydawał mu się pełen bezbrzeżnej nudy i w poszukiwaniu nieznanych wzruszeń chętnie pogrążał się w labirynty ciemnych filozofii. Nikt ze stojących bez ruchu nie ważył się przemówić, przytłoczony własną nicością wobec machiny, i wsłuchiwał się tylko w miarowy szum prądu, który brzmiał teraz, jakby potwór oddychał w czujnym, posłusznym oczekiwaniu. A wtedy ów blady chłopiec postąpił znienacka naprzód i spytał:
— Po co my żyjemy?
Ojciec jego żachnął się, chciał go strofować, lecz nie otworzył jeszcze ust, gdy Turing ruszył. Światła zaczęły się chwiać, blask rzedniał, ciemność ścian podpełzła ku nim i znowu się cofała, aż naraz z głośnika wybiegło żelazne westchnienie, za nim drugie, trzecie, czwarte, coraz gwałtowniejsze. Podłoga zadygotała, podniósł się z niej kurz, nogi gięły się wstrząsane straszliwymi podrzutami, aż naraz w burzy chrobocącego zgrzytu wszyscy razem rzucili się do drzwi depcząc się i szamocząc w panicznej ucieczce, albowiem zrozumieli: maszyna się śmiała…
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4317
    • Zobacz profil
Re: Kwiz
« Odpowiedź #29 dnia: Luty 03, 2011, 09:58:58 pm »
No tak...widzę, że jak Panom wyciągnie się nagą niewiastę - czy to niczem ziele na kraterze czy na żółwiu plakatowym - to zagadki stają się jasne i oczywiste;)

Ojejku, Pani Olkopolko, Pani ma chyba zbyt idealistyczne wyobrażenie o Wujku Trurlu  ::)

Hm...nie posądzałam go o idealne kształty - kuli - a o metody wychowawcze wzorem dla potomnych będące - wobec powyższego - prześwietlę czcigodnego Wuja i zweryfikuję jego podejście do młodzieży chowania...

Tak Panie Stanisławie - to Oblok...a podany przez Pana cytat (też mię zatrzymał) kończy rozdział zawierający imperialistyczne nierządnice;)

Cóż Panie mazieju....tak to wlasnie ten automat i to pytanie oraz jego prześmiewcza - acz całokształt obejmująca - odpowiedź:)
Pozostaje ustalić rodzaj czekolady, adres wysyłki lub/i przywilej zagadkowania lub/i niemy podziw;)

lub ze wskazaniem na i za obszerne cytaty:)

EDIT: ja Oblok...czytałam teraz po raz trzeci - jakos takos - pomimo różnych "wpadek" lubię sie z ta książką:)
« Ostatnia zmiana: Luty 03, 2011, 10:01:26 pm wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)