Autor Wątek: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia  (Przeczytany 661206 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4282
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2565 dnia: Czerwiec 13, 2018, 01:10:33 am »
Cytuj
Ja obejrzę Niepamięć. Ktoś mi polecił. Ale to w tygodnu.
No to obejrzałem. Podobało się wizualnie.
Fajne te latające kulki. No i nienużące. Taki Mac Gyver w scenerii Mad Maxa.
Scena podstępnego wjazdu z bombą do gniazda wroga przypomina podobną, chyba z Dnia Niepodległości?
Też nie wiem, czego maziek nie mógł zrozumieć - chyba przysnął.
Poza tym, głupotka? Głupotka, ale łatka jak najbardziej słuszna
Cytuj
Ma łatkę: oglądliwe;)
Wzruszyło Procol Harum w domku z chmur marzeń i paproci, i przez chwilę jakiś hard...znany głos, ale za krótko, skojarzenie uciekło zanim doszło.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 581
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2566 dnia: Czerwiec 13, 2018, 01:42:05 am »
Star Trek z 2009 nieobejrzany. Męczy.

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4376
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2567 dnia: Czerwiec 13, 2018, 12:45:35 pm »
Scena podstępnego wjazdu z bombą do gniazda wroga przypomina podobną, chyba z Dnia Niepodległości?
Chyba tak - ale w estetyce Matrix-Odyseja.
Cytuj
Wzruszyło Procol Harum w domku z chmur marzeń i paproci, i przez chwilę jakiś hard...znany głos, ale za krótko, skojarzenie uciekło zanim doszło.
A ten głos to z wcześniejszego pobytu - w tym domku? Przegląda płyty i puszcza cosia? Jak rzuca do kosza i leży nad wodą? Bo jak tak, to to:
https://www.youtube.com/watch?v=S0NFaQcTJsg
Chyba;)

Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4282
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2568 dnia: Czerwiec 13, 2018, 06:46:18 pm »
Cytuj
A ten głos to z wcześniejszego pobytu - w tym domku? Przegląda płyty i puszcza cosia? Jak rzuca do kosza i leży nad wodą? Bo jak tak, to to:

Chyba;)
Tak, właśnie ten - Plant.  :)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2213
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2569 dnia: Czerwiec 16, 2018, 02:19:52 am »
Wody Ksztalt mi sie nie podobal. Myslalem ze to bedzie prequel do Hellboya poniekad, bo ten rybo-czlek wygladal jak postac z tego filmu, a wyszla jakas taka nudna, chorobliwie zoofilna sexualna opowiesc. Jedynym dobrym elementem byl Shannon (glowny zly), ktory jak zwykle gral swietnie. Ale moze film byl adresowany do kobiet?

Labirynt Fauna za to jest swietny. Swiat realny splata sie ze swiatem fantazji, w glowie tego dzieciaka. Wszystko jest symboliczne I metaforyczne, ale przemyslane zarazem.

Bilbordy - jak najbardziej. Czuc klimat fargo, film jest raczej powolny, ale nie nudzi I nie nuzy. Jest tez raczej nietypowy I zaskakujacy. Przypomina bardziej b.dobre kino europejskie, a nawet polskie niz amerykanskie. Opowiesc mialomiasteczkowa, ale jednoczesnie jakos uniwersalna.

Co do Bladego i tego kto kim byl:
To, ze replikanci byli niemechaniczni, a biologiczni to wydawalo mi sie ze jest oczywiste. W ksiazce byli owszem, elektryczno-mechaniczni, ale w filmie wyraznie nie. Nawet Roy powiedzial w pewnym momencie Sebastianowi, kiedy go prosil o pokazanie jakiejs sztuczki, ze oni nie sa komputerami, tylko sa zrobieni z ciala. No i w przypadku mechanicznych bebechow, wystarczylo by ich zeskanowac, a nie kombinowac z jakimis testami. Swoja droga test DNA tez by starczyl, ale moze w latach 80-tych to jeszcze nie bylo takie oczywiste dla scenarzystow.
W wywiadzie Scott powiedzial, ze Deckard byl replikantem, na co dowodem byl origami-jednorozec. Pamietacie, jak Dekard brzdakal na pianinie, a potem przysnal i mu sie jednorozec snil? No wiec to byl sztuczny sen/wspomnienie ktory mu zaimplantowano, a o ktorym wiedzial ten drugi detektyw, czym dal wyraz zostawiajac dla Decarda te origami. I w tym momencie kiedy go Deckard znalazl, upewnil sie ze sam jest replikantem.

Mnie ostatnio zarowno muza, jak i filmy fikcyjne nudza i lapie sie na tym, ze wole sobie wlaczyc jakies wyklady, wywiady (zamiast muzy) do sluchania, a do ogladania szukam jakis dokumentow na Youtube. I taki znalazlem, klikajac i jak tylko sie zaczal, od razu mnie wciagnal. Dokument o tygrysie syberyjskim, polujacym na ludzi i o sytuacji w tych rejonach z tygrysami:


olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4376
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2570 dnia: Czerwiec 17, 2018, 02:06:53 am »
Wody Ksztalt mi sie nie podobal. Myslalem ze to bedzie prequel do Hellboya poniekad, bo ten rybo-czlek wygladal jak postac z tego filmu, a wyszla jakas taka nudna, chorobliwie zoofilna sexualna opowiesc. Jedynym dobrym elementem byl Shannon (glowny zly), ktory jak zwykle gral swietnie. Ale moze film byl adresowany do kobiet?
Nooo Nexia...grubo;))...kobiety lubią nudne, chorobliwe zoofilne sexulane opowieści?
Nie wiem po której stronie barykady stanąć 8);)
Cytuj
Labirynt Fauna za to jest swietny. Swiat realny splata sie ze swiatem fantazji, w glowie tego dzieciaka. Wszystko jest symboliczne I metaforyczne, ale przemyslane zarazem.
Ufff...wydawało mi się, że mogłabym pochwalić - z niepamięci;)))
Może: mógłbym? :-\
Cytuj
Co do Bladego i tego kto kim byl:
Jakoś zawsze - mimo wątpliwości - przyjmowałam Deckarda jako człowieka. Może i te jednorożce na coś wskazują...ale wtedy pierwsza część nie ma głębszego sensu: ot, swój ratuje swego...lepiej dla myślenia i "głębi"...kiedy replikant, który miał być niewrażliwą maszyną - ratuje człeka. To zachowuje sens całego problemu podziału na onych i nas...
Cytuj
Kpisz? Czy oglądać?;)
Jak pisałem to kpiłem, ale teraz sam nie wiem. Być może w pewnych okolicznościach ...się spodobać.
Nie jestem wystarczająco zdeterminowany by wypowiedzieć się bardziej jednoznacznie. Nudnawy na pewno, ale jest sporo nudnawych a mimo to niezłych filmów, takich z opóźnionym zapłonem.
Z punktu science, jednak bełkot.
Veni vidi i koń z fuzją...film pozostawia wiele do życzenia np. samą podstawę: martwy nośnik z którego coś wyciskamy...w takim układzie zanosi się na część drugą - niemniej interesującą - zbadajmy niemowlaki...gdzie były przed pojawieniem się na padole...jakie traumy przyniosły na ten świat?
Tak siak - film barrrdzo dziwny. W końcowej wymowie...coś na zasadzie: I repeat myself when under stress.
W sumie...to powinno powstrzymać samobóje...do czego się spieszyć? Wszystkiego nie poprawisz choćbyś miał nieskończoność pętli...na szyi;)
Nudnawy na pewno, ale jakiś ukryty filmik w tym jest.
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4282
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2571 dnia: Czerwiec 17, 2018, 04:45:59 pm »
Cytuj
Co do Bladego i tego kto kim byl:
To, ze replikanci byli niemechaniczni, a biologiczni to wydawalo mi sie ze jest oczywiste. W ksiazce byli owszem, elektryczno-mechaniczni, ale w filmie wyraznie nie. Nawet Roy powiedzial w pewnym momencie Sebastianowi, kiedy go prosil o pokazanie jakiejs sztuczki, ze oni nie sa komputerami,
W książce jak było, właśnie nie pamiętam, ale film jeszcze tak.  :)
Są biologiczni jak najbardziej - tak, że w dwójce jest nawet scena czegoś `ala poród. Znaczy ciało oblepione mazią wylatuje z "foliowej" rury. Dorosłe ciało...hm.
Cytuj
ze oni nie sa komputerami, tylko sa zrobieni z ciala.
Skoro tak - jeśli są z tego samego materiału co ludzie, to są ludźmi, a czy powstali przez jakieś sztuczne zapłodnienie,  w probówce, czy w sposób bardziej obiegowy - to nieistotne.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 17, 2018, 06:55:35 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4282
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2572 dnia: Czerwiec 24, 2018, 12:04:42 pm »
No to skończyłem oglądanie Marsjanina (w odcinkach).  :)
I zacząłem czytanie ostatniego Pirxa -  Ananke.
I teraz nie wiem - w którym  wątku pisać?  :D
Ananke też dzieje się na Marsie.
Lemowe opisy widoków mieszają się z świeżymi jeszcze obrazami pofilmowymi.
Tu i tam wielka rakieta.
Tu i tam wiatry.
Jeśli ktoś pamięta początek Marsjanina, to ten opis przypasuje;
Rakieta straciła pion. Przechylała się. Zaczęła, niezwykle powoli, prostować się, ale wychyliło ją w druga stronę jak gigantyczne wahadło, ponowny przechył ćwierćmilowego kadłuba w przeciwną stronę był już większy...
To fragment z Ananke.
W Marsjaninie rakieta nazywa się Ares.
W Ananke - Ariel.
Dobra, zostawiam Pirxa na potem. Film?
Znów Mac Gyver.
Jednak Apolla XIII oglądało mi się lepiej.
Natomiast dla odróżnienia dodam, że z podobieństw Hololudźcy Amerykanie coraz natrętniej wkręcają do swych produkcji dobrych, czułych i wrażliwych na krzywdę człowieka (nawet amerykańskiego) Chińczyków - signum temporis?
Choć akurat ten numer zerżnięty z Kontaktu. Jednak tam wykonał go ekstrawagancki miliarder i niechiński.
Kalki kalki, kalki - chyba nie powinienem już oglądać filmów.  :-X
Nawet tyłek Bournea powielony z tyłka solaryjskiego Clooneya.
Hihi
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 24, 2018, 12:10:47 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10616
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2573 dnia: Czerwiec 24, 2018, 01:28:29 pm »
Kalki kalki, kalki - chyba nie powinienem już oglądać filmów
Ano. Ale Marsjanina postawiłbym wyżej jednak. W warstwie "real". Może dlatego, że przeczytałem książkę Lovella i Krugera, w której dominowały jednak technikalia, było ich w każdym razie sporo, a w filmie siłą rzeczy zostały pominięte jako nudne względnie trudne do zreferowania obrazem - a na plan pod-pierwszy wyszła zgnilizna tamtejszych stacji tv, które najpierw nie chciały koprodukować z wesołymi astronautami, a potem się zleciały jak sępy czując trupa - na trawnik Lovellowej, o mój Boże, straszne.

Jest w Marsjaninie sporo banialuk, od tej burzy na starcie i wiatru targającego potem folią zaślepiającą wejście począwszy, a na nadawaniu przez wielką Nasa z magazynu za pomocą makiety łazika nie skończywszy - ale w sumie jadło się przyjemnie. Ostatnie sceny z ze spotykaniem się w kosmosie za pomocą bomby oraz dramatyczne wyciąganie łapek, jednej dziurawej, jest w stylu naiwnym, rzewno-hamerykańskim (w którym to kierunku dryfuje silnie cała produkcja, w każdym razie ta, która później można obejrzeć w sieciach kin, które opanowały rynek). Trzeba mieć dużo wiary, aby uwierzyć, że przy prędkościach kosmicznych takie na chybił-trafił ma szansę większą niż 1 na milion, ale... I to liczenie orbity przez młodego geniusza za pomocą superkomputera w celu zgrubnego oszacowania manewru spotkania na orbicie też wyzwoliło u mnie zgrzyt zębami (jak te biedne, te same Amerykany, zrobiły to w 1966 za pomocą suwaka logarytmicznego, względnie Curty?) - i tak dalej - ale obrawszy z tego film do jądra, czyli życia Robinsona na obcej planecie, zostało jeszcze dość sporo.

Natomiast tekst, cytuję z pamięci: "chcesz wysłać gościa w kosmos pod plandeką?!" - dla mnie osobiście wszedł do hall of fame zabawnych, filmowych cytatów ;) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4282
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2574 dnia: Czerwiec 24, 2018, 03:20:26 pm »
Cytuj
W Marsjaninie rakieta nazywa się Ares.
W Ananke - Ariel.
Ale żeby nie było, za Arielem leci Ares.
Widać rakieta na Marsa musi wabić się Ares - to takie oczywiste.  :D
Cytuj
Jest w Marsjaninie sporo banialuk
No właśnie tu za cienki jestem, dlatego z ciekawością czytam co ci nie leżało. Mnie zasadniczo zdziwił komfort energetyczny, zero problemów z zasilaniem co jakoś koliduje z wrażeniami z innych filmów, tam zawsze musieli oszczędzać. A tu muzyczka, światełka etc.
Natomiast ta scena która opisałeś
Cytuj
Ostatnie sceny z ze spotykaniem się w kosmosie
Jako żywo ściągnięta z filmu "Czerwona planeta".
https://www.cda.pl/video/145407383
Od 1;34.
Acz obeszło się bez plandeki.
Jednak po reżyserze tak okrzyczanym spodziewałbym się większej inwencji, choć na Marsie ci znani się wykładają...jakoś-takoś - pechowy on?  Bodaj najbardziej BdP.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10616
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2575 dnia: Czerwiec 24, 2018, 04:14:57 pm »
No, był mus jakoś zacząć, jakim dizasterem, żeby wszyscy musieli wracać a jeden się czegoś ostał, sierotka. Na Marsie panuje ciśnienie pioko 5-7 promili ziemskiego na poziomie morza - kwalifikowane to jest jako próżnia średnia w ziemskich laboratoriach ;) . W zasadzie istotna jest gęstość atmosfery (kg/m3), ziemska ma 60x większą gęstość. Stąd wiatr, żeby wywarł takie wrażenie jak na Ziemi (np. przewrócił rakietę) musiałby wiać pierońsko szybko, mimo uwzględnienia, że grawitacja Marsa to pioko 1/3 ziemskiej (czyli przewrócić łatwiej). 

Z drugiej strony różnica ciśnienia między habitatem, w którym maksymalnie mogło być ciśnienie normalne, a otoczeniem była mała, ok 1 at (a możliwe, że byłoby to mniej z różnych względów, jak to powszechnie bez zauważenia praktykuje się w samolotach pasażerskich, gdzie utrzymuje się w czasie lotu mniej więcej 2/3 ciśnienia normalnego, co odpowiada pi razy drzwi przebywaniu na Rysach). Tak czy siak 1 at to 1 kG/cm2 to nie jest dużo technicznie. Może to spowodować kraksę (dlatego spadały Comety) ale po ich doświadczeniu i w czasach kompozytów mało prawdopodobne. Zresztą potem zalepia to folią i dutc tejpem. Podobnie jak szkło hełmofonu.

Ale byłoby nudno, jakby się wszystko zgadzało ;) .

A co do zasilania, to największy kontrast dla mnie to był mega statek, dość podobny do poetyki gwiezdnych wojen. Na oko zdrowo większy od ISS, a także na oko z modułów zdrowo większych niż te, z których jest ISS. Wniosek - mają jakąś nową flotę wahadłowców czy innych rakiet transportowych zdolnych wynieść na LEO już nie 100 ton, jak Saturn V, tylko może 2x więcej albo i lepiej. Trochę to kontrastuje z niemożnością wysłania szybkiej pomocy rozbitkowi. Niby wahadłowce to nie rakiety międzyplanetarne, ale na ogół postęp idzie szerokim frontem - a jednym z priorytetów planowania misji na Marsa jest własnie skrócenie podróży. Tymczasem oni mają jakies hiper-mercedesy ale jeżdżą one jak syrenki...
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4282
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2576 dnia: Czerwiec 24, 2018, 07:05:15 pm »
Cytuj
Ale byłoby nudno, jakby się wszystko zgadzało ;) .
Jasne - toć to film.
Ale jak z tymi burzami pisakowymi?
Bo i w lemowym Ananke wieje i wieje tak, że piaszczyste wichry przetną każdy skafander w ciągu paru dni...i wypolerują kości, bo o zwłokach mowa.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10616
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2577 dnia: Czerwiec 24, 2018, 07:20:55 pm »
Burze są, akurat trwa, tzn. wiatr porywa pył - taki drobny, w typie talku. Pojawiają się też małe tornada pyłowe, tak mi coś świta, że szczytowo ponad 150 km/h w takim tornadku. Ale nie ma to nic wspólnego z burzą piaskową na pustyni na Ziemi. Stanowi zagrożenie dla paneli słonecznych z powodu, że je zasłania, i fizycznie, poprzez odkładanie się na nich i że ściemnia dzień. Opprotunity, choć ciężko w to uwierzyć, jest na Marsie od 2004 roku a ma masę kabelków w izolacji na zewnątrz i nic jej się nie stało. Tzn. teraz akurat popadła w katalepsję z powodu trwającej burzy i nie wiadomo, czy się ocknie z braku prądu, ale jeszcze 10 lipca była na chodzie.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Lieber Augustin

  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 441
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2578 dnia: Czerwiec 24, 2018, 08:09:25 pm »
Tak czy siak 1 at to 1 kG/cm2 to nie jest dużo technicznie. Może to spowodować kraksę (dlatego spadały Comety) ale po ich doświadczeniu i w czasach kompozytów mało prawdopodobne.
Wcinam się między wódkę a zakąskę - przepraszam :)
O ile rozumiem, chodzi o katastrofach odrzutowców Comet-1 linii lotniczych BOAC w latach 1952-54?
Z tego co czytałem niby wynika, że powodem katastrof były zmęczenie metali, koncentracja naprężeń i pęknięcia wokół krawędzi czworokątnych iluminatorów. Niezbyt duże ciśnienie wewnętrzne 1 at chyba nie może doprowadzić do rozerwania poszycia kadłuba?

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10616
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Odpowiedź #2579 dnia: Czerwiec 24, 2018, 09:50:23 pm »
Wcinaj się ;) . U Was też się tak mówi, "między wódkę a zakąskę"?
Tak, dokładnie. To były początki kabin ciśnieniowych w wydaniu masowym (mających więc wiele okien). Kadłub był odporny statycznie na ciśnienie znacznie wyższe ale z dzisiejszego punktu widzenia był wadliwie zaprojektowany, tylko wtedy tego jeszcze nie wiedzieli. Chodziło o zjawisko kumulacji naprężeń i zmęczenie materiału, a wdał się jeszcze kończysty kształt okna i niewłaściwe nitowanie (złe, z dzisiejszego punktu widzenia, rozmieszczenie otworów pod nity). Była to konstrukcja, jak w większości samolotów obecnie półskorupowa, tzn. poszycie stanowiło element konstrukcji wraz z elementami takimi jak podłużnice i wręgi. W takiej konstrukcji rozległe zniszczenie poszycia oznacza zniszczenie konstrukcji. De Havilland wytwarzał samoloty dla wojska w czasie DWŚ, więc doskonale umieli zaprojektować konstrukcję półskorupową, która nie ulega zniszczeniu mimo poważnych uszkodzeń (te postrzelane maszyny...). Ale tu wystąpiło nowe zjawisko, potocznie zwane darciem, kiedy po zapoczątkowaniu zniszczenia siła do jego podtrzymania jest dużo mniejsza od potrzebnej, by je zapoczątkować. Dość dokładnie jak z darciem starej szmaty. Kiedy nastąpiło pęknięcie niewielkie w sumie ssanie poszycia od strony zewnętrznej darło je na dużej przestrzeni, idąc po otworach i przewężeniach.

Później to było bardzo długo badane i dlatego myślę, że w dzisiejszych czasach mało prawdopodobne.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek