Autor Wątek: Arthur C. Clarke  (Przeczytany 14397 razy)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Arthur C. Clarke
« dnia: Październik 05, 2009, 10:10:25 pm »
Mój ulubiony, po Lemie, autor SF. I jeden z nielicznych pisarzy tego nurtu, którzy znaleźli uznanie w mistrzowych oczach.

Człowiek, którego postać - i twórczość - powraca na niniejszym Forum jak bumerang. Autor znacznie bardziej nierówny od Lema, ale - jako anglojęzyczny - znacznie bardziej znany na świecie.

Chętnie z Wami podyskutuję o jego twórczości, konceptach, prognozach futurologicznych itd.

ps. bezpośrednią inspiracją dla załozenia tego wątku stała się dla mnie błahostka, otóż zwróciłem uwagę na powtarzalność pewnego motywu w twórczości A.C.C. Mianowicie dość podobnie wyobraził on spotkanie z formą życia funkcjonującą w upałach podbiegunowych okolic Wenus (w opowiadaniu "Before Eden" - tyt.pl. "Niedoszły raj" - z roku 1960) i z tą której przyszło żyć w wodach lodowatych oceanów krażącej wokół Jowisza Europy (w "Odysei kosmicznej 2010"). W obu wypadkach mamy do czynienia z czymś wielkim, pełzającym, mającym pewne cechy planktonu, łączącym cechy ziemskich roślin i zwierząt. I w obu wypadkach pierwsze zetkniecie z obcym życiem kończy się smutno. W obu też wypadkach latarka (a może szerzej: oświetlenie) odgrywa pewną (acz przeciwstawną) rolę.

   "Jerry dał za wygraną; choćby dlatego, że zbliżający się cud odebrał mu mowę.
   Nie wyzbył się wciąż wrażenia, że ma do czynienia z dywanem - miękkim i puszystym, obramowanym frędzlami. Przesuwając się, zmieniał swą grubość; w niektórych miejscach stawał się cieniutki jak błona, w innych wybrzuszał się na całą stopę lub więcej. Gdy podpełzł jeszcze bliżej, tak że można było dojrzeć jego fakturę, nieodparcie przywodził na myśl czarny aksamit. Jerry ciekaw był, jaki jest w dotyku, ale rychło opamiętał się - poparzyłby sobie palce, o ile tylko na tym by się skończyło. Przychodziły mu do głowy dziwaczne myśli w beztroskiej, nerwowej reakcji, jaka często następuje po ciężkim szoku: - Jeśli okaże się, że Wenusjanie istnieją, nigdy nie będziemy mogli im podać ręki. Oni by nas poparzyli, a my im odmrozilibyśmy palce.
   Dotychczas stwór nie dał po sobie poznać, że świadomy jest ich obecności. Sunął przed siebie jak bezwolna fala, bo i zapewne niczym innym w istocie nie był. Gdyby nie to, że bez trudu pokonywał niewielkie wzniesienia, mógłby ujść za spływającą szerokim strumieniem wodę.
   Raptem, podpłynąwszy na odległość ledwie dziesięciu stóp, aksamitna fala zatrzymała się. Jej prawa i lewa strona podsuwała się jeszcze, ale najbardziej do przodu wysunięty środek znieruchomiał.
   - Okrąża nas - powiedział z niepokojem Jerry. - Lepiej cofnijmy się, aż będziemy mieli pewność, że nic nam nie grozi. Odetchnął z ulgą, gdy Hutchins usłuchał i zrobił krok w tył. Po chwili wahania masa wznowiła swe powolne natarcie, a wklęsłość z przodu wyrównała się.
   Wówczas Hutchins znów postąpił krok naprzód - masa leniwie się wycofała. Kilka razy na przemian biolog robił krok do przodu i do tyłu, a żywa fala to przypływała, to odpływała w zgodzie z jego ruchami. Nie przypuszczałem, pomyślał Jerry, że dane będzie mi oglądać człowieka tańczącego w takt walca z rośliną...
   - Termofobia - orzekł Hutchins. - Czysto automatyczny odruch. Nie znosi naszego gorąca.
   - Naszego gorąca! - wykrzyknął zdumiony Jerry. Przecież my w porównaniu z tym świństwem musimy być żywymi soplami lodu.
   - My owszem, ale nie nasze kombinezony, co dla tej roślinki ma decydujące znaczenie. /.../
   - Zobaczymy, jak reaguje na światło - powiedział Hutchins. Zaświecił przywieszoną na piersi latarkę i zielona, jutrzenkowa poświata w mgnieniu oka pierzchła przed zalewem czysto białego blasku. Póki na tę planetę nie zawitał człowiek, białe światło nie skalało Wenus, nawet w jasny dzień. Jak w morzach na Ziemi, panował tu zielony półmrok, stopniowo gęstniejący, aż do nieprzeniknionej ciemności.
   Przemiana była tak niesamowita, że obaj aż krzyknęli z wrażenia. Jak za dotknięciem różdżki, zniknęła ponura czerń puszystego, aksamitnego dywanu, a na jej miejscu, w zasięgu światła latarki, pojawił się olśniewający deseń z pysznych, soczystych czerwieni przetykanych pasemkami złota. Żaden perski książę nie śmiał żądać od swych tkaczy wykwintniejszego kobierca, a przecież był to przypadkowy twór sił biologicznych. Ba, póki nie zaświecili latarek, te wspaniałe barwy w ogóle nie istniały i wraz ze zgaśnięciem obcego światła z Ziemi, które je wyczarowało, miały znów zniknąć.
   - Tichow miał rację - mruczał pod nosem Hutchins. Szkoda, że nie może tego zobaczyć. /.../
   Zobaczyli teraz, że cała ta istota - jeśli był to jeden osobnik, a nie kolonia - ma mniej więcej kształt koła o średnicy stu jardów. Sunęła po ziemi jak cień chmury pędzonej przez wiatr - a w miejscu, gdzie się zatrzymała, skały naznaczone były niezliczoną ilością maleńkich wgłębień, jakby wyżartych kwasem.
   - Tak - powiedział Hutchins, gdy Jerry zwrócił na to uwagę. - Właśnie w ten sposób odżywiają się niektóre porosty; wydzielają nie zbadane do tej pory kwasy, które trawią skalne podłoże. Ale dość już pytań - pogadamy po powrocie na statek. /.../
   Oglądali botanikę w akcji... Wrażliwy kraniec tego ogromnego roślinopodobnego stworzenia poruszał się ze zdumiewającą prędkością, usiłując wyminąć ich w bezpiecznej odległości. Mieli do czynienia jakby z ożywionym naleśnikiem o powierzchni jednego akra. Nie spostrzegli żadnej reakcji - prócz automatycznego unikania wydmuchiwanego przez termokombinezony gorącego powietrza - gdy Hutchins zapuszczał sondy i pobierał próbki."

1960
« Ostatnia zmiana: Październik 05, 2009, 10:24:57 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 05, 2009, 10:11:11 pm »
  "Lee pierwszy to zobaczył - wielkie, potężne cielsko wyłaniające się z głębin. Najpierw myśleliśmy, że to ławica ryb, bo było za duże jak na jeden organizm, a potem lód zaczął się kruszyć pod jego ciężarem. /.../
   - .. .jak olbrzymie macki wyschniętego morszczynu pełzające po ziemi. Lee pobiegł do statku po kamerę, ja zostałem i meldowałem o sytuacji przez radio. To stworzenie poruszało się tak powoli, że z łatwością mogłem je wyprzedzić. Nie bałem się, chociaż wszyscy byliśmy podekscytowani. Wydawało mi się, że rozpoznaję to stworzenie: kiedyś w Kalifornii widziałem zdjęcia uprawy wodorostów, ale okazało się, że nie miałem racji...
   - .. .widać było, że ma poważne kłopoty z przetrwaniem w temperaturze o sto pięćdziesiąt stopni niższej od temperatury jego normalnego otoczenia. Sunąc naprzód zamarzało na kamień, odpadały od niego kawałki przypominające szkło, lecz ciągle podążało w kierunku statku, jak czarna fala przypływu, wolniej i wolniej. Byłem tak zaskoczony tym wszystkim, że nie mogłem logicznie myśleć, nie miałem pojęcia, co zamierza... /.../
   - ... wspinając się na statek i budując jednocześnie coś w rodzaju lodowego tunelu. Może miała to być osłona przed zimnem, coś takiego jak korytarze, które budują termity dla ochrony przed słońcem... /.../
   Prawdopodobnie jest to stworzenie fototropiczne, którego cykl biologiczny jest uzależniony od światła filtrowanego przez lód. Mogliśmy też je zwabić jak ćmę lecącą do świecy. Nasze reflektory były jaśniejsze niż wszystko, co do tej pory widziała Europa...
   A potem statek się poddał. /.../
   Po chwili główny trzon zaczął się poruszać. Odsuwał się od kadłuba statku i zmierzał w moim kierunku. Wtedy ostatecznie przekonałem się, że to stworzenie reaguje na światło. Stałem dokładnie pod tysiącwatową lampą, która właśnie przestała się kołysać.
   Wyobraźcie sobie dąb albo jeszcze lepiej: figowiec, ze wszystkimi gałęziami i korzeniami, spłaszczony przez siłę ciążenia, pełzający po ziemi. W odległości pięciu metrów od światła to coś zaczęło się rozciągać, aż do momentu gdy uformowało zamknięty krąg wokół mnie. Prawdopodobnie była to granica jego tolerancji, punkt, w którym fototropizm zamienia się we własne przeciwieństwo. Przez kilka minut nic się nie działo. Przypuszczałem, że to wreszcie zamarzło, stało się martwe.
   I właśnie wtedy zobaczyłem duże pąki tworzące się na ramionach tego czegoś. Wyglądało to jak film poklatkowy rozwijającego się kwiatu. Naprawdę myślałem, że są to kwiaty, przy czym każdy z nich miał wielkość ludzkiej głowy.
   Wokół pełno było delikatnych, kolorowych, rozwijających się tkanek. Przyszło mi do głowy, że nikt i nic nie widziało jeszcze takich barw. Nie istniały, dopóki na ten świat nie przywieźliśmy światła, sprawcy wszystkich naszych nieszczęść.
   Czułki, pręciki falujące delikatnie... Podszedłem do żywej ściany, która mnie otaczała. Widziałem wszystko bardzo dokładnie. Ani wtedy, ani w żadnym momencie wcześniej nie obawiałem się tego stworzenia. Byłem przekonany, że nie miało złych zamiarów, jeśli w ogóle posiadało jakąś świadomość. Widziałem dziesiątki dużych kwiatów w różnych stadiach rozwijania się. Przypominały motyle wydobywające się z poczwarek - z wymiętymi skrzydłami, bardzo słabe. Byłem coraz bliższy odkrycia prawdy.
   Ale one zamarzały, umierając niemal w chwili narodzin. Odpadały jeden po drugim od głównego pnia, szamocząc się przez kilka sekund niczym wyjęta z wody ryba. Na koniec odkryłem wreszcie, czym były naprawdę. To nie były płatki, były to płetwy. Lub ich odpowiedniki. Okres larwalny stworzenie to spędzało pływając w morzu. Przez większą część życia może było przyczepione do morskiego dna i tam wypuszczało ruchome nowe pędy w poszukiwaniu wolnego terytorium. Tak samo robią ziemskie korale.
   Uklęknąłem, aby przyjrzeć się z bliska temu małemu stworzonku. Piękne ubarwienie znikało, wszystko stawało się brunatne. Niektóre z płatków-płetw odpadły, zamarzając w zetknięciu z podłożem. Ale stworzonko wciąż jeszcze się ruszało, starało się mnie ominąć, gdy się zbliżałem. Zastanawiałem się, jak wyczuło moją obecność. I wtedy dostrzegłem, że te nibypręciki mają na czubkach jasnoniebieskie plamki. Wyglądały jak maleńkie gwiaździste szafiry albo niebieskie oczy małża przegrzebka, świadome światła, ale niezdolne do tworzenia obrazów. Gdy tak stałem, jasny błękit znikał, szafiry przesłaniała mgła. Teraz były to zwykłe kamienie...
   Doktorze Floyd czy ktokolwiek odbierający tę transmisję. Nie zostało mi wiele czasu. Jowisz wkrótce zasłoni mój nadajnik, ale już prawie skończyłem.
   Wiedziałem, co muszę zrobić. /.../
   Zastanawiałem się, czy nie jest za późno. Przez kilka minut nic się nie działo. Podszedłem więc do ściany splątanych ramion i kopnąłem je. Powoli stworzenie zaczęło się rozplątywać i przesuwać w stronę kanału. /.../
   Poszedłem za stworzeniem aż do wody, kopiąc je od czasu do czasu, gdy zwalniało, i czując, jak lód kruszy mi się pod stopami... Zbliżając się do kanału nabierało sił i energii, jak gdyby czuło, że wraca do domu. Zastanawiałem się, czy przetrwa, by móc ponownie zakwitnąć. /.../
   Mówi profesor Chang z Europy. Melduję o katastrofie statku kosmicznego „Tsien"."

1982

A poza tym oba opisy są piękne. Zaś występujące w nich stwory na tyle jednak odmienne, że - mimo nasuwajacych sie analogii - waham się mówić o autoplagiacie.
« Ostatnia zmiana: Październik 05, 2009, 10:27:52 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3697
    • Zobacz profil
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 07, 2009, 05:59:32 pm »
Q ,chętnie bym z tobą podyskutował o szlachetnym Clarq ale, wstyd się przyznać, niewiele czytałem jego książek. Właściwie tylko "Kowbojów oceanu" i  "Koniec dzieciństwa". Sam mnie naprostowałeś, bom myślał ,że on amerykański i dawałeś lekcję poprawnej odmiany nazwiska (na próżno, jak widać ;)). Oglądałem też parę odcinków "Tajemniczego świata...", z dużą ciekawością zresztą. Ale to, nawet jak na mnie, zbyt mało, do wydawania sądów ogólnych. Za to z uwagą będę śledził wątek, który, mam nadzieję, się rozwinie.
Tymczasem wyrażam zdziwienie ,że w latach 80-tych tak mało jego książek wydano (akurat wtedy najwięcej s-f czytałem). Bodaj nawet film "Odyseja kosmiczna 2001" obejrzałem już w nowej Polsce.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 07, 2009, 07:05:35 pm »
niewiele czytałem jego książek. Właściwie tylko "Kowbojów oceanu" i  "Koniec dzieciństwa".

Czyli właściwie najsłabsze, prawdę mówiąc. To tak jakbyś z Lema znał "Astronautów" ;).

(Tzn. "Kowboje..." w sumie poruszają i ciekawe tematy, ale bardziej przypominają powieści Asimova - przygody, kowbojstwo i drętwy styl ;).)

bom myślał ,że on amerykański

Po tych powieściach miałeś prawo tak myśleć ;). (Co tylko pokazuje jakie mam zdanie o literaturze sajfaj rodem z Juesej.)

Tymczasem wyrażam zdziwienie, że w latach 80-tych tak mało jego książek wydano (akurat wtedy najwięcej s-f czytałem).

Za to w latach wcześniejszych wydano takie popularyzatorskie (niezależnie od tego czy były SF, czy zwykła popularyzacją) cudeńka jak: "Piaski Marsa", "Zdobywamy Księżyc", "Na podbój przestrzeni", "Tajemnice koralowych raf" i "Wyspy na niebie", a ja do dziś nie mogę ich nigdzie upolować :(. Wznowiłby kto...

(Warto, też chyba wspomnieć o tym, kto był tłumaczem trzech książek Clarke'a i dlaczego nasz Forum Admin ;)*.)


* do którego chciałbym w tym momencie uroczyście zaapelować, by tłumaczył więcej Clarke'a od - tak długo nie wznawianych - "Piasków..." i "Wysp..." począwszy...
« Ostatnia zmiana: Październik 07, 2009, 07:09:57 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3697
    • Zobacz profil
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 07, 2009, 07:35:43 pm »
 "Piaski Marsa" (to stare wydanie), są aktualnie na allegro w przedziale 25-35 PLN. Relatywnie drogo, zważywszy, iż pozostałe pozycje, a jest ich dużo, są do wzięcia za 5-10 PLN. Ale te są z lat 80-tych.
 Wiesz? Machnij po prostu osobistą "TENTOP by Q", bo trudno wybrać z takiej ilości. Przy tak niskich cenach jest ryzyko, że się skuszę. Może nawet hurtowo, bo koszta przesyłki droższe pojedynczej książki.
P.S "Zdobywamy księżyc" - 1957 - 9 złociszy. "Wyspy na niebie" - 1963 - 8 PLN.  Ot, inflacja słowa pisanego.
« Ostatnia zmiana: Październik 07, 2009, 07:42:33 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #5 dnia: Październik 07, 2009, 07:56:55 pm »
"Piaski Marsa" (to stare wydanie), są aktualnie na allegro w przedziale 25-35 PLN.
/.../
"Zdobywamy księżyc" - 1957 - 9 złociszy. "Wyspy na niebie" - 1963 - 8 PLN.

Dobrze wiedzieć :). Thx.

Wiesz? Machnij po prostu osobistą "TENTOP by Q", bo trudno wybrać z takiej ilości.

Dobra, zatem ryzykując,że nasze gusta mogą się nie pokryć, zaproponuję kilka knig, z tym, że będzie ich mniej niż dziesięć. Tzn. z powieści: dwie pierwsze "Odyseje.." ("2001.." i "2010..."), "Spotkanie z Ramą" i "Miasto i gwiazdy" (jak przełkniesz wątek telepatii, bo reszta genialna*), niezłe są też "Fontanny raju". Do tego dodałbym niektóre opowiadania ze zbiorów "Gwiazda" i "Spotkanie z meduzą" (zasadniczo te, których akcja toczy się w Kosmosie).

(O "starociach" się nie wypowiem, nie miałem okazji ich czytać, niestety **.)

BTW. interesujące będzie zestawienie poglądów naszego Mistrza i ACC. Otóż wydaje mi się, że Clarke był wielkim Optymistą tam, gdzie Lem był wielkim Pesymistą (porównajmy np. epatującą miedzygwiezdną filantropią "2010..."  z "obcologią" w "Solaris", "Niezwyciężonym" i "Fiasku")... przez co można by Ich obsadzić w rolach Trurla i Klapaucjusza w "Cyberiadzie" ;)***. A ponadto obaj Panowie - tu już cechy wspólne - byli raczej ludźmi poważnymi, technofilami, entuzjastami nowinek naukowych, kręcił ich Kosmos, no i byli - w jakims sensie -samotnikami. Obaj też, będąc zdeklarowanymi ateistami, poruszali w swoich utworach tematykę religijną, a z religii stanowczo woleli buddyzm od chrześcijaństwa. (Zapomniałbym - obaj byli łysi ;).)



* rozwijając, bo powiedziałem nieco na skróty: "Miasto..." to z jednej strony taki clarke'owy "Eden" - punkt oddzielający twórczość, którą warto poznać z sentymentu (i by wiedziec jak się Autor rozwijał), od twórczości, którą po prostu warto poznać. Fabuła jest tam jeszcze "amerykańska" - bohater jest wyjątkowy (swoją drogą bohater do tej swojej wyjątkowości został zaprojektowany i jest jednym z wielu - niejaki Neo kojarzy się od razu), i dokonywa wielkich rzeczy, których nikt przed nim nie zdołał (dobrze, że Clarke ma w tym mimo wszystko więcej umiaru, niż zaoceaniczni); przygoda goni przygodę; poza tym widać jeszcze tą nieszczęsną fascynację Wicemistrza tzw. "zjawiskami psi", która mu szczęśliwie potem przeszła (właśnie ta telepatia). Z drugiej jednak strony jest to chyba najbardziej obfitująca w świetne pomysły rzecz ACC. Pod względem gadgetów (i wniosków płynących z ich wprowadzenia do świata przedstawionego) jest to poziom "późnego Lema", a może i miejscami wyższy - nano, VR, co tylko chcesz (w innych swoich utworach bazował na tym co wiadome czy prognozowane, tu - ze świetnym skutkiem - odważył się na skrępowaną tylko granicami rozsądku kreatywność, w stylu, który bardziej przypomina mi np. "Wizję..." czy "Pokój..." niż "Odyseję..."). Do wyboru, do koloru... Do tego dochodzi stapledonowski rozmach czasowo-przestrzenny. Widać, że pisał to geniusz. W warstwie koncepcyjnej nie wiem czy nie najlepsza rzecz Wicemistrza.

** Bazuję po prostu na opiniach z "Fif":
"Artur Clarke, od dawna członek brytyjskiego towarzystwa astronautycznego i doskonały popularyzator, napisał mnóstwo opowiadań i powieści SF, wykazując znaczną biegłość w rzemiośle i niemałą oryginalność pomysłów (wspomnieliśmy np. o jego nowelkach „metafizycznych” Gwiazda i 9 bilionów imion Boga’). Napisał też książeczkę na poły fantastyczną i na poły futurologiczną, w której okazuje się rzetelnym i pomysłowym informatorem i przewodnikiem po państwie możliwości naukowotechnicznych."
przy czym zachodzę w głowę, którą to "książeczkę" miał Lem na myśli... (obstawiam, że "Wyspy...")

*** Przy czym: sądzę, że potrzebujemy i takiego szalonego, zdolnego porwać ludzi ku gwiazdom entuzjazmu a'la Clarke; i - od czasu do czasu - solidnego kubła zimnej wody a'la Lem, byśmy tak pędząc przed siebie nie rozbili się na jakiej przeszkodzie, albo o własne nogi nie potknęli ;).
« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2009, 12:25:47 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #6 dnia: Październik 23, 2009, 01:35:38 am »
Jeszcze a'propos podobieństw... Tak sobie porównałem "Awantury..." ze - znacznie krótszymi - wspomnieniami o Clarke'u, które kiedyś na forum linkowałem. I uderzyło mnie jeszcze jedno: mieszanka głębokiej przenikliwej mądrości obu panów z pewną dziecinnością ich ludzkich, codziennych nawyków i zachowań. I zastanawiam się czy właśnie ta "dziecinnna" nieustająca ciekawość świata i (u Lema może lepiej maskowana ;)) radość życia, nie jest kluczem do ich geniuszu. To, że nigdy nie przestali się dziwić i uczyć. To, że do później starości pozostali zdolni do "dziecinnego" entuzjazmu.

ps. recenzja jednego z ostatnich dzieł Clarke'a (napisanego zresztą przy wydatnej pomocy S. Baxtera)*:
http://www.creatio.art.pl/index.php?menu=archiwum&archid=20&artid=397
(Miły jest też dla lemofila wniosek płynący z lektury - i Clarke i Dick mają na sumieniu książki słabowite, wręcz grafomańskie, Asimov wcale nie był mędrcem; jednym słowem przy bliższym poznaniu inni mistrzowie SF tracą, a Lem nie! ;))


* gdybym sam miał zrecenzować owo dzieło, rzekłbym, że jego pierwszy tom to militarna przygodówka w modnym obecnie stylu (Aleksander Wielki vs. Czyngis-chan; takie rzeczy to tylko w SF ;D) - podobnie zabawiał się postaciami historycznymi (Belisariuszem i Justynianem konkretnie) autor militarnych czytadeł David Drake; zaś sama idea wrzucenia kilku historycznych postaci do jednego "kotła" i zobaczenia w jakie interakcje wejdą była kanwą jednego z odcinków "Star Treka", i jednego z cykli powieściowych pana Farmera - w której przybysze z nieodległej przyszłości odgrywają z grubsza rolę podobnych cywilizatorów co John Carter na Marsie, a Yankes na dworze króla Artura (przy czym nie ma w tym burroughsowskiej heroicznej przesady, ani też twainowskiego humoru); pomysł na "patchworkową" planetę też nieoryginalny (vide komiks "Green Lantern: Mosaic"). Do tego bohaterowie niedwuznacznie podzieleni są na pozytywnych i negatywnych (może ze dwie postacie są niejednoznaczne, ale jedna z nich ginie na samym początku powieści). Rzecz, co prawda, okraszona paroma wnioskami historyczno-społecznymi, i pewnymi pomysłami z zakresu fizyki, ale oferująca znacznie mniej niż mógłbym oczekiwać od jej autorów (zwł. ACC) - jedna z tych słabowitych właśnie. Sympatyczna durnotka, i nic więcej. Nie rekomenduję, bo jak rekomendować pospolite czytadło ("czytadło" - trudno chyba o bardziej miażdżący epitet dla powieści sygnowanej nazwiskiem uznanego pisarza). Jeśli coś stanowi usprawiedliwienie dla Clarke'a (szkoda, że Wicemistrz nie umial wziąć przykładu z Lema i powiedzieć sobie w pewnym momencie "stop") to chyba tylko to, że był pomysłodawcą tej trylogii, podczas gdy jej właściwym "wykonawcą" był Baxter (po którym zresztą też spodziewałbym się czegoś lepszego). Być może kolejne tomy będą strawniejsze, zwłaszcza, że tematyka odchodzi w nich od zabaw historią w znacznie bardziej "ścisłym" kierunku (heh, sam w to nie wierzę).
« Ostatnia zmiana: Październik 26, 2009, 08:14:32 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpień 12, 2010, 03:17:21 pm »
Mamy topic o tym co wymyślił Lem. Dający się pomyśleć wątek o tym co wymyślił Clarke byłby równie długi.

Kto by pomyślał bowiem, że A.C.C. wymyślił GPSy?
http://gadzetomania.pl/2010/07/27/arthur-c-clarke-przewidzial-powstanie-gps-u
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3683
    • Zobacz profil
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #8 dnia: Marzec 05, 2011, 01:08:21 pm »
Okazuje się, że nie wszystek został przetłumaczony ;) :

http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&idobiektu=9466

Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 20, 2011, 02:33:12 pm »
Cytuj
Ciekawostką, a zarazem świadectwem niezwykłej intuicji A.C. Clarke’a jest fakt, że w powieści napisanej w 1975 roku pojawiają się telefon komórkowy, coś w rodzaju internetu i mówi się także o klonowaniu. Nie po raz pierwszy genialna pisarska intuicja wyprzedziła naukę.

Brzmi nawet imponująco, ale samej powieści ponoć bez to nie tłumaczyli, że - jako całość - słaba. No nic, sprawdzi się.

Edit: choć z tymi komórkami, to wygląda, że autor blurba sporo przegiął, bo ACC przwidział raczej ogólny schemat (zakładam, że jak już o czymś pisał to podawał coś na kształt "przepisu na"), a nie konkrety:

" Cóż z tego, że u Clarke’a komunikatory to stacjonarne urządzenia o znacznych rozmiarach, a nie noszone w kieszeni komórki? Cóż z tego, że najwydajniejsze komputery mają mniej możliwości niż prosty laptop, a elektroniczny tłumacz zawiera ″aż dziesięć tysięcy słów″? To raczej kwestie ilościowe niż jakościowe – niedoszacowania mocy czy stopnia miniaturyzacji. Natomiast niezwykle trafnie przewidział Clarke procesy uzależniania różnych aspektów życia społecznego od technologii – od oferowanych przez nią możliwości komunikacji czy technik medycznych. Znakomitym przykładem, łączącym jedno z drugim, są tu operacje na odległość, wdrażane obecnie w różnych częściach globu."
http://ksiazki.polter.pl/Imperialna-Ziemia-Arthur-C-Clarke-c23091

Edyta druga ;): ponoć jeszcze jedno wydali właśnie, i ponoć też słabe:
http://www.acclarke.pl/ksiazki/1990theghostfromthegrandbanks.htm
(W sam raz dla Camerona, gdyby chciał kręcić "Titanica II" ;D.)
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 20, 2011, 03:34:24 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 20, 2013, 04:48:15 pm »
O tem jak Clarke przewidzial - za przeproszeniem - tablety:
http://antyweb.pl/kto-wymyslil-tablet-jobs-kubrick-clark/

Oraz - specjalnie dla oli - ciekawostka zwiazana z "Koncem dziecinstwa":
http://theness.com/roguesgallery/index.php/skepticism/arthur-c-clarke-and-the-mind-rotting-bilge/
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3683
    • Zobacz profil
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 20, 2013, 08:50:17 pm »
Więcej się nie będę sprzeczała o tę książkę;) Zwłaszcza, że już szczegóły uległy zatarciu. Ale wiemwiem...diabły rogate i ich wyczyny...przycisnęli go, to się natłumaczył;)...ale mnie w sumie zainteresowało coś inkszego w tym tekście. Kto to taki:
Well, I don’t have the wide experience of some, but Stanislaw Lem, Philip K. Dick, and Ted Chiang come to mind.
Taki szereg, że...a nie mam bladego pojęcia o tym T. Chiangu - chyba, że zapomniałam :-\  ...czy możnatrzeba, byle nie na tle?;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 20, 2013, 10:34:46 pm »
nie mam bladego pojęcia o tym T. Chiangu - chyba, że zapomniałam :-\  ...czy możnatrzeba, byle nie na tle?;)

Kiedy on tylko na tle (jak Egan czy Dukaj). Znaczy: inteligentny, zdolny, pisac umi, ale jednak to nie jest klasa starych mistrzow.
Tworczosc? Rozna, roznista... SFy w starym i nowym (zinformatyzowanym) stylu, do tego sporo fantasy (pokrewnej New Weirdom) tworzonej jednak wedle algorytmow hard SF. Pomysly zakrecone (niektore naprawde dobre), wykonanie w gornych stanach wykonania w Stanach ;), ale nadal mam wrazenie, ze Starzy za mocno ziemie wypalili by dab literacki na niej wyrosl...

Dziwi mnie tylko troche, ze nie kojarzysz (choc moze w swietle powyzszego i nie dziwi ;) ), bo "Kroki..." czytujesz, a go tam zamieszczali...

ps. o w/w autorze:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ted_Chiang
i jego jedynym* zbiorze opowiadan na naszym rynku:
http://katedra.nast.pl/artykul/5045/Chiang-Ted-Siedemdziesiat-dwie-litery/


* byl niby i wczesniejszy, "Historia Twojego zycia", ale ten nowszy zawarl go w sobie z naddatkiem... zabawna rzecz zreszta, ze Chiang tylko  opowiadania pisze (i to wierne zlotowiecznym standardom jednoparametrowki pomyslocentryczne), powiesci zero...
« Ostatnia zmiana: Styczeń 20, 2013, 10:41:47 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Smok Eustachy

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 547
    • Zobacz profil
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 21, 2013, 12:23:11 am »
Z tego co pamiętam to mi się on mocno kojarzy  z mesjanizmem ateistycznym, jakieś diabły, w Odysejach nie umie się wyzwolić z płaszczyka teistycznej opatrzności.

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8392
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Arthur C. Clarke
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 21, 2013, 09:59:42 am »
W sumie nie powinienes narzekac, bo on z tych ateistow co sa religion friendly i - przyznac trzeba - szanowal pytania stawiane przez religie, acz odpowiedzi wolal szukac inna, rozumowa, droga.

Sam zreszta najlepiej to ujal:

"I don't believe in God, but I'm very interested in her."
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki