Autor Wątek: Co tępora, to mores...!  (Przeczytany 52604 razy)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3736
    • Zobacz profil
Co tępora, to mores...!
« dnia: Styczeń 08, 2014, 07:45:37 pm »
Wszystko przez Herodota.
Tyle tam relacyj i opisów obyczajowych, że zakładając sobie zakładki zdeformowałem książkę. Jako, że wątki obyczajowe i tak się przewijają tui ówdzie...stad temat.
Historia pierwsza.
O tym jak Wschód potrafi wypaczyć idee Zachodu.
Pojęcia geograficzne w kontekście raczej kulturowym, ale to oczywista...
Getowie - najmężniejsi i najsprawiedliwsi wśród Traków (czyli jakby, pół-przodkowie Rumunów).
Mieli oni króla, który bywał (niewolnikiem) u Hellenów i tam zapoznał się z "wyższą" cywilizacją (jońską, "wszak obcował z Hellenami i największym wśród ich mędrców, Pitagorasem").
Miedzy innymi, wprowadzony został w misteria pitagorejczyków (którzy, podobnie jak orficy wierzyli w nieśmiertelną duszę i reinkarnację).
Jakoś tak wrócił, został królem Getów...swoich do idei przekonał, umarł...z czasem zrobili go bogiem.
Co on wyprawiał to inna historia - ten Salmoksis.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zalmoksis
Została po nim wiara w nieśmiertelność i tradycja wysyłania posłańca z życzeniami...no bo - skoro bóg?
Teraz już cytuję:
Co pięć lat jednego ze swoich, wybranego losem, wysyłają w poselstwie do Salmoksisa i zlecają mu każdorazowo swe życzenia. Czynią to w ten sposób: Jedni z nich, wyznaczeni do tego, trzymają trzy pociski (włócznie?), drudzy chwytają takiego, który ma być wysłany do Salmoksisa, za ręce i nogi i ciskają w powietrze, tak żeby spadł na ostrza lanc. Jeśli na nie się nadzieje i umrze, wtedy sądzą, ze bóg jest dla nich łaskawy; jeśli zaś nie umrze, przypisują winę samemu posłowi, twierdząc, że jest złym człowiekiem.
Po zrzuceniu nań winy, wysyłają innego, któremu dają zlecenia gdy jeszcze żyje.
Ciż sami Trakowie strzelają nawet z łuku w górę do nieba, gdy grzmi i błyska się i grożą bogu, sądząc,że oprócz ich boga nie ma żadnego innego.

Tyle :)
Dodam tylko, ze Herodot opowiadając historyjki wyraża swoje uczucia, dokładniej; nie dziwi się, dziwi, trochę się dziwi, bardzo...czasem nie dowierza.
Tu dziwi się umiarkowanie.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 08, 2014, 08:13:02 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9956
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #1 dnia: Styczeń 08, 2014, 10:26:16 pm »
Co jest przedmiotem wątku?
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3736
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #2 dnia: Styczeń 08, 2014, 10:32:37 pm »
Co jest przedmiotem wątku?
Zdziwienie.
Może być?
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9956
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #3 dnia: Styczeń 08, 2014, 11:03:01 pm »
Oczywiście. Pytałem, bo nie wiedziałem, czy bardziej tępora, czy kompres.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3736
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #4 dnia: Styczeń 08, 2014, 11:12:14 pm »
Tępora mniej...chyba.
Różne idee, czasem nawet subtelne i dzisiaj skutkują niespodziewanymi efektami...społecznymi, że tak to ujmę.
A już zwłaszcza dla jednostek.
Więc bardziej te obyczaje - tfu...kompresy.
Chyba nawet coś z Lema by się znalazło.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8457
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #5 dnia: Styczeń 09, 2014, 01:48:38 pm »
Jedni z nich, wyznaczeni do tego, trzymają trzy pociski (włócznie?), drudzy chwytają takiego, który ma być wysłany do Salmoksisa, za ręce i nogi i ciskają w powietrze, tak żeby spadł na ostrza lanc.

Swoją drogą ciekawe czy inspirował się tym Herodotem/Salmoksisem Conan Doyle gdy w swoim "Świecie zaginionym" pisał takie rzeczy?

"Niestety tym razem niespodzianka była o wiele straszniejsza. Tuż pod skałami rósł zagajnik wysokich bambusów, podobny do tego, który już raz przebyliśmy. Wiele z nich sięgało dwudziestu stóp wysokości i miało mocne, ostre wierzchołki, czym przypominały las potężnych włóczni zatkniętych w ciemię. Szliśmy właśnie brzegiem lego zagajnika, gdy dostrzegłem coś bielejącego miedzy łodygami bambusów. Wsunąłem głowę między nie i ujrzałem ludzką czaszkę. W głębi zobaczyłem cały szkielet, ale bez głowy, która odpadła i leżała o parą stóp bliżej.
Indianie paroma cięciami swych noży oczyścili miejsce z bambusów, mogliśmy więc zbadać szczegóły tragedii, jaka się ta niegdyś rozegrała. Z ubrania pozostały na szkielecie tylko strzępy, natomiast dość dobrze zachowały się resztki butów na wyschłych stopach. Jasne więc było, że zmarły był białym. Wśród kości leżał złoty zegarek firmy Hudson w Nowym Jorku, wieczne pióro na łańcuszku i srebrna papierośnica z wygrawerowanym napisem J.C. od A.E.S
Ze stanu złota i srebra wynikało, że dramat wydarzył się niedawno.
— Kto to mógł być? — napytał lord Roxton. — Biedak. Wszystkie kości ma pogruchotane.
— A bambusy sterczą mu między połamanymi żebrami — powiedział Summerlee. — Rosną wprawdzie szybko, ale trudno przypuścić, żeby aż tak urosły po jego śmierci.
— Ja wiem, kto to był — rzekł profesor Challenger. — Trudno wątpić. Kiedy płynąłem w górę rzeki na spotkanie z panami w fazendzie, postarałem się dowiedzieć bliższych, szczegółów o osobie Maple'a White'a, W Para nic o nim nie wiedziano, Na szczęście miałem punkt zaczepienia, bo w jego szkicownika był rysunek przedstawiający go przy śniadania z pewnym duchownym w Rosario. Udało mi się odszukać tego księdza i choć był bardzo kłótliwy i jak amen obraził się na mnie za twierdzenie, że jego wiara nie może się ostać postępom nauki, udzielił mi pewnych informacji. Maple White bawił przejazdem w Rosario cztery lata temu, to znaczy na dwa lata, zanim ujrzałem jego zwłoki. Towarzyszył mu wówczas jego przyjaciel, Amerykanin nazwiskiem James Colver, który pozostał w łódce i nie widział się z księdzem. Jasne jest zatem, że patrzymy na szczątki tego Jamesa Colvera.
— Jasne jest też, jaką śmiercią zginął —- powiedział lord Roxton. — Spadł albo go zepchnięto z wyżyny i nadział się na bambusy jak na pale. Dlatego ma połamane kości, a bambusy sterczą mu między zebrami na dwadzieścia stóp wysoko.
Patrząc na ten dowód słuszności słów Roxtona staliśmy w głuchym milczeniu nad pogruchotanym szkieletem. Nawisły szczyt skały sterczał nad gąszczem bambusów. Ten człowiek niewątpliwie z niej spadł Ale czy spadł? Czy był to zwykły wypadek? Czy też... poczęliśmy już snuć złowieszcze i straszne domysły wokół tej nieznanej krainy."


I dalej:

"Potem czekała, nas jeszcze gorsza niespodzianka. Mój Boże, co to za koszmar! Czy pamięta pan ten rozległy gaj zjeżonych bambusów tam w dole, gdzie znaleźliśmy szkielet Amerykanina? Rosną akurat pod miastem małp i na nie zrzuca się jeńców. Gdybyśmy wtedy uważnie przeszukali teren, na pewno znaleźlibyśmy kupę szkieletów. Małpy mają na skałach coś w rodzaju gładkiego placu defilady, a z całego obrzędu robią uroczystą ceremonię. Zmuszały biedaków do skakania w dół po kolei. Zabawa polega na tym, czy ofiara tylko się roztrzaska, czy też nadzieje na bambusy. Kazały nam patrzeć na to, a całe małpie plemię zebrało się na skraju skał. Czterech Indian skoczyło: bambusy weszły w nich jak igła w masło. Cóż więc dziwnego, że znaleźliśmy Amerykanina z bambusami sterczącymi spomiędzy żeber! To było straszne... Ale i fascynujące. Patrzyliśmy jak zaczarowani na skaczących ludzi, choć wiedzieliśmy, że i na nas przyjdzie kolej.
Ale tym razem jakoś się nam upiekło. Małpy zostawiły sześciu Indian na jutro — tak mi się przynajmniej zdaje — ale myślę, że w tym widowisku nam przeznaczyły popisową rolę. Challenger może by ocalał, ale Summerlee i ja byliśmy skazani na śmierć. Małpy porozumiewają się przeważnie gestami, łatwo więc je zrozumieć. Pomyślałem, że trzeba wiać. Zastanowiłem się i wyjaśniłem sobie niejedno. Nasz ratunek zależał tylko ode mnie: Summerlee był do niczego, a po Challengerze niewiele więcej można się było spodziewać. Gdy tylko znaleźli się razem, zaraz zaczynali sobie wymyślać. Nie mogli się pogodzić, czym są te rude diabły, które nas złapały. Jeden mówił, że to jawajski dryopithecus, a drugi — że to phithecantropus. Ja zaś mówię, że takie spory w takiej chwili to szaleństwo i wariactwo."


W sumie też to dotyka tematu cywilizacji ;).
« Ostatnia zmiana: Styczeń 09, 2014, 08:11:05 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3743
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 09, 2014, 04:06:45 pm »
Ja Herodota tylko z Kapuścińskich Podróży z... czyli wcale - właściwie.
Taa...obłaskawianie bóstw, bogów i bożków - in nomine - prawie zawsze krwawe.
Mnie się to zherodotowe jakoś pokrętnie pokojarzyło z bogiem wojny, ale z XX wieku - i używaniem bagnetów - niekoniecznie do walki wręcz, ale właśnie do składania ofiar (że tak to ujmę). Przypadkowych. Bez zanoszenia próśb. Już tylko z samego okrucieństwa.
Mieli oni króla, który bywał (niewolnikiem) u Hellenów i tam zapoznał się z "wyższą" cywilizacją (jońską, "wszak obcował z Hellenami i największym wśród ich mędrców, Pitagorasem").
"Jońska" - miętka i zniewieściała...może dlatego Herodot dziwi się umiarkowanie...bo widział co dzieje się w tych twardych, męskich cywilizacjach. :-\
To ja taki b propos o zmianie praw. Czytam właśnie Poppera - Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie - i tam bardzo m.in. ponownie o jońskich skalach muzycznych, które przerobiliśmy w innym wątku...ale może nie będzie całkiem bez związku z tematem o obyczajach...
Takie sprostowanko - tam podawałeś cytat z Platona: że zmiana muzyki powoduje zakręt cywilizacji. W "popperze" ten cytat z Państwa:
Trzeba się wystrzegać przełomów i nowości w muzyce, bo to w ogóle rzecz niebezpieczna. Nigdy nie zmienia się styl w muzyce bez przewrotu w zasadniczych prawach politycznych.
Ma przedłużenie:
Tak mówi Damon, a ja mu wierzę.
Sprawdziłam - tak jest napisane u Platona.
Czyli nie byłby to cytat z Platona, a z Damona. O tym D. pisze Popper:
Krytyka ta [dotycząca wpływu muzyki na wychowanie - pochodziła z przełomu V/IV w p.n.e. - mła] mogła być skierowana przeciwko ateńskiemu muzykowi Damonowi, często powoływanemu przez Platona jako autorytet, przyjacielowi Peryklesa (który był dostatecznie liberalny, by tolerować prospartańskie postawy w dziedzinie krytyki artystycznej).
Zresztą Popper ciekawie o wybiórczym traktowaniu myśli Platona (przypisywaniu i nadpisywaniu - też) - przez wieki.
O Herodocie na zrazie jeno, że był zwolennikiem izonomii - pewnie nie bez wpływu widzianego.

Obyczajowo - tak mi przyszło - na szybko - bo zawsze mnie dziwiło - nie że gelenderowo;) :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C4%99powanie_st%C3%B3p

Nawiasem - czy Herodot opisuje jakieś bezkrwawe obyczaje? Czy te budzące zdziwienie muszą być mordercze? :-\
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8457
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 09, 2014, 04:37:27 pm »
Obyczajowo - tak mi przyszło - na szybko - bo zawsze mnie dziwiło - nie że gelenderowo;) :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C4%99powanie_st%C3%B3p

A tam piszą:

"Współcześnie swego rodzaju odpowiednikiem krępowania stóp są buty na wysokim obcasie."

Znaczy: dziwactwo/barbarzyństwo obyczaju tylko u innych razi?
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3736
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 09, 2014, 07:49:49 pm »
Cytuj
Swoją drogą ciekawe czy inspirował się tym Herodotem/Salmoksisem Conan Doyle gdy w swoim "Świecie zaginionym" pisał takie rzeczy?
Jejku...w dzieciństwie czytałem ostatnio. "Świat Młodych" w odcinkach drukował na ostatniej stronie. Wycinałem sobie - i w książeczkę.  :)
Przytoczony fragment bardziej kojarzy mi się z bambusową torturą Japończyków. Że jeńcy amerykańscy...tylko próba znalezienia konkretów w necie zakończyła się umiarkowaną figą. Wszyscy słyszeli ale...ta figa.
Cytuj
Ja Herodota tylko z Kapuścińskich Podróży z... czyli wcale - właściwie.
Eeee...sporo ciekawostek wybrał.
Cytuj
Tak mówi Damon, a ja mu wierzę.
Sprawdziłam - tak jest napisane u Platona.
Czyli nie byłby to cytat z Platona, a z Damona.
Na to wygląda, gdyby przyjąć piszącego za właściciela praw autorskich, wyparowałby prawie cały Sokrates.
Cytuj
Nawiasem - czy Herodot opisuje jakieś bezkrwawe obyczaje? Czy te budzące zdziwienie muszą być mordercze? :-\
Jak najbardziej, seksualne np. w dużej ilości.
Jak uda się dojść, to się dojdzie...jak mawiał Zhuāngzǐ, ten od motyla.  ::)

Te nóżki w tych bucikach...coś mi otworzyło obrazkowo, ale muszę znaleźć. U ojców werbistów.
Cytuj
"Współcześnie swego rodzaju odpowiednikiem krępowania stóp są buty na wysokim obcasie."
Na tym rentgenowym wypisz-wymaluj.
But na wysokim o. bez buta.

A skoro i tu od muzy uciec się nie udało, niech tam - rozdział drugi, czyli pierwszy:
http://www.filozofia-moja.republika.pl/pitagorejczycy.pdf
Kończąc dodam, że mnie najbardziej zdziwił nie sam obrządek, lecz to, że biedaczka co się źle nadział i złośliwie nie umarł, obciążają dodatkowo winą.
Ci co go rzucali, partacze. Bo co on mógł sterować w takim krótkim locie.?
I czym?
Pachnie mi to kozłem ofiarnym.
Poza tym, ciekawe co mu robili potem - takiemu niedokłutemu posłańcowi...o tym Herodot nic.
Następny fragment kulinarnym będzie.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 09, 2014, 08:01:13 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9956
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #9 dnia: Styczeń 09, 2014, 08:26:12 pm »
Coś mi chodzi po głowie, że w Rudym Ormie stało, iż Wikingowie też tak robili (rzucali gościa na trzy oszczepy z przetyczkami). Ale to chyba była kara (no i Rudy Orm nie jest źródłem ;) ).
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3736
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #10 dnia: Styczeń 09, 2014, 08:35:14 pm »
Z dedykacją dla 50+  8)
Pitagorejczycy byli wegetarianami. Co innego Massageci, sąsiedzi Scytów.
"Specjalna granica wieku u nich nie istnieje; tylko jeśli ktoś bardzo się zestarzeje, schodzą się wszyscy krewni, zarzynają go i wraz z nim jeszcze owce, gotują mięso i obficie się nim raczą. Taki los uchodzi  u nich za najszczęśliwszy. Kto natomiast umrze wskutek choroby, tego nie spożywają, lecz chowają do ziemi i ubolewają nad nim, że nie udało mu się być zarzniętym."
I podobnie, ale z komentarzem.
"Wszak gdyby wszystkim ludziom zaproponowano, żeby ze wszystkich zwyczajów wybrali sobie najlepsze, wówczas ( : ) wybraliby własne; do tego stopnia jest każdy przekonany, że jego zwyczaje bezspornie są najlepsze...Dariusz powołał raz za swego panowania Hellenów, których miał u siebie i zapytał ich, za jaką cenę byliby skłonni spożyć zmarłych ojców? Wtedy oni oświadczyli, że nie zrobiliby tego za żadną cenę.
Potem wezwał Dariusz tak zwanych Kalatiów, plemię indyjskie, które zjada swoich rodziców i zapytał ich w obecności Hellenów, którym odpowiedź przetłumaczono,  za jaką cenę zgodziliby się zmarłych ojców spalić na stosie? wtedy ci wydali okrzyk zgrozy i wezwali go aby zaniechał bezbożnych słów. Taka jest siła zwyczaju, a poeta Pindar, jak mi się zdaje, ma słuszność mówiąc w swym utworze, że zwyczaj jest królem wszystkich."

Bo Persowie jeszcze inaczej, niemniej ciekawie.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 09, 2014, 08:36:58 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9956
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #11 dnia: Styczeń 09, 2014, 08:42:39 pm »
Zawsze powtarzałem, albo ZUS, albo zarzynanie, to jest koce i strzały.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7271
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #12 dnia: Styczeń 10, 2014, 12:11:20 am »
puke
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8457
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 10, 2014, 10:59:56 am »
U (tego masona ;)) Monteskiusza też sporo takich ciekawostek (nie dziwi się, bo relacjonuje z drugiej ręki ;))...

"W rządzie umiarkowanym wszystko dla dobrego prawodawcy może służyć jako kara. Czyż nie jest osobliwe, iż w Sparcie jedną z głównych kar było nie móc użyczyć swojej żony drugiemu, ani też otrzymać odeń jego żony; mieszkać w swoim domu jedynie w towarzystwie dziewic? Jednym słowem, wszystko, co prawo nazwie karą, jest w istocie karą."

"„Pewien szalbierz, mieniący się Konstantynem Dukasem, wzniecił w Konstantynopolu wielki bunt. Ujęto go i skazano na chłostę; że jednak obwinił znaczne osoby, skazano go, jako oszczercę, na spalenie”. Osobliwe jest, iż w ten sposób odmierzono kary za obrazę majestatu i za oszczerstwo.
To przypomina jedno rzeczenie Karola II, króla angielskiego. Ujrzał, przechodząc, człowieka pod pręgierzem; spytał, za co się tam dostał. „Miłościwy panie, odpowiedziano mu, pisał satyry na twoich ministrów. — Cóż za głupiec, odparł król, czemuż nie pisał na mnie? Nic by mu się nie stało”.
Siedemdziesiąt osób spiskowało przeciw cesarzowi Bazylemu. Kazał ich ochłostać, oraz spalić im włosy i sierć. Skoro raz jeleń chwycił cesarza rogiem za pasek, ktoś z orszaku wydobył miecz, przeciął pasek i oswobodził go; cesarz kazał mu uciąć głowę, ponieważ (mówił) dobył miecza na niego”. Kto mógłby myśleć, iż pod tym samym władcą mogły być wydane te dwa wyroki?"


"W Chinach złodziei-morderców kraje się w kawałki, innych nie: ta różnica sprawia, iż tam kradną, ale nie mordują.
W Moskwie, gdzie kara na złodziei i na morderców jest jedna, mordują zawsze. Umarły, powiadają, nie zdradzi.
Kiedy nie ma różnicy w karze, powinna być różnica w nadziei ułaskawienia. W Anglii nie mordują, ponieważ złodziej może mieć nadzieję, iż go przeniosą do kolonii; morderca nie."


"Ludy Wschodu, które wydawały kobiety słoniom tresowanym do ohydnego rodzaju męczarni, zali chciały pogwałcić prawo prawem?
Dawny obyczaj w Rzymie zabraniał uśmiercać dziewcząt, które nie zaznały męża. Tyberiusz znalazł na to sposób: kazał je gwałcić katu, zanim posłał je na stracenie. Przemyślny i okrutny tyran! Niszczył obyczaje, aby zachować zwyczaj.
Skoro prawodawstwo japońskie nakazało wystawiać na publicznych placach nagie kobiety i zmusiło je, aby chodziły sposobem bydląt, przyprawiło wstyd o drżenie: ale kiedy chciało zniewolić matkę… kiedy chciało zniewolić syna… nie mogę dokończyć; — przyprawiło o dreszcz samą naturę."


"W Japonii, gdzie prawa obalają wszelkie pojęcia ludzkiego rozsądku, zbrodnia niedoniesienia odnosi się do najpospolitszych wypadków.
Pewna relacja mówi nam o dwóch panienkach, które zamknięto aż do śmierci w skrzyni wybitej gwoździami; jedną, iż wdała się w miłostkę, drugą, że jej nie zdradziła."


"Tatarzy są obowiązani kłaść swoje imię na strzałach, iżby było wiadomo, z której ręki pochodzą. Gdy Filip Macedoński odniósł ranę przy oblężeniu miasta, wyczytano na grocie: Aster wymierzył ten cios śmiertelny Filipowi." (Ten Aster chyba nie Tatar?  8).)

"Klasyczna książka Chin uważa za cud cnoty, aby się znaleźć samemu w ustronnej komnacie z kobietą i nie zgwałcić jej." (Jestem tedy b. cnotliwy, a Koleżeństwo? ;))

"Nic nie wydało się Germanom bardziej nieznośne, niż trybunał Warusa. Trybunał jaki Justynian powołał u Lazjów, aby przeprowadzić proces mordercy ich króla, wydał się im rzeczą okropną i barbarzyńską. Mitrydates, przemawiając przeciwko Rzymianom, zarzuca im przede wszystkim formalności ich sądownictwa. Partowie nie mogli znieść owego króla, który, będąc wychowany w Rzymie, był uprzejmy i przystępny dla wszystkich. Wolność nawet zdała się nieznośna ludom, które nie były nawykłe jej zażywać. Tak, czyste powietrze bywa niekiedy szkodliwe tym, którzy długo żyli w bagnach.
Wenecjanina nazwiskiem Balbi, bawiącego w Pegu, przedstawiono królowi. Skoro ten dowiedział się, że w Wenecji nie ma króla, wybuchnął tak gwałtownym śmiechem, że się zakrztusił i ledwie zdolny był mówić z dworzanami. Któryż prawodawca mógłby podsunąć rząd ludowy takim ludom?"


"W Anglii dziewczęta nadużywają często prawa, aby wychodzić za mąż wedle swego zachcenia, nie radząc się rodziców. Nie wiem, czy ten zwyczaj nie jest tam znośniejszy niż gdzie indziej, ile że, skoro nie istnieje tam celibat klasztorny, dziewczęta nie mają innego wyboru jak tylko małżeństwo i nie mogą się od niego uchylić. We Francji przeciwnie, gdzie istnieje życie klasztorne, panny mają zawsze ucieczkę w celibacie; prawo tedy, które każe czekać pozwolenia ojców, mogłoby tu być odpowiedniejsze. W tym rozumieniu, obyczaj Włoch i Hiszpanii byłby najmniej roztropny: istnieją tam klasztory, a można iść za mąż bez pozwolenia ojców."

"Cudowna jest historia Sabakona, jednego z królów-pasterzy. Bóg Teb ukazał mu się we śnie i kazał mu wymordować wszystkich kapłanów egipskich. Osądził, iż bogowie nie życzą już sobie, aby panował, skoro mu nakazują rzeczy tak sprzeczne z ich zwyczajną wolą; za czym usunął do Etiopii."

"Tak więc Tatarzy Dżyngis-chana, u których było grzechem, a nawet główną zbrodnią, włożyć nóż do ognia, oprzeć się na bacie, bić konia uzdą, złamać kość o drugą kość, nie sądzili, aby było grzechem złamać wiarę, wydrzeć dobro drugiego, znieważyć człowieka, zabić go. Słowem, prawa, które każą uważać za konieczne to, co jest obojętne, mają tę złą stronę, że każą uważać za obojętne to, co jest konieczne.
Mieszkańcy Formozy wierzą w rodzaj piekła: ale mającego karać tych, którzy zaniedbali chodzić nago w pewnych porach roku, którzy włożyli suknie płócienne, a nie jedwabne, którzy łowili ostrygi, którzy uczynili coś, nie poradziwszy się śpiewu ptaków; toteż nie uważają za grzech pijaństwa i wybryków z kobietami; sądzą nawet, że rozpusta ich dzieci miła jest bogom.
Kiedy religia użycza swej mocy rzeczom przygodnym, traci daremnie najsilniejszą sprężynę, jaka istnieje u ludzi. Hindusi wierzą, że wody Gangesu mają własność uświęcającą; kto umrze nad jego brzegiem, wolny jest rzekomo od kar w innym życiu i będzie mieszkał w krainie pełnej rozkoszy; posyłają z najdalszych miejsc urny z popiołami zmarłych, aby je wrzucić do Gangesu. Cóż znaczy, czy się żyje cnotliwie, czy nie, byle się dać wrzucić do Gangesu."


"Najprawdziwsze i najświętsze dogmaty mogą mieć bardzo złe skutki, kiedy się ich nie wiąże z zasadami społecznymi: przeciwnie, najfałszywsze dogmaty mogą mieć cudowne skutki, kiedy się zdoła je złączyć z tymi zasadami.
Religia Konfucjusza przeczy nieśmiertelności duszy, sekta Zenona nie wierzyła w nią również. Kto by powiedział? Te dwie sekty wysnuły ze swoich złych zasad następstwa, nie słuszne, ale cudowne dla społeczności.
/.../
Prawie wszędzie i we wszystkich czasach wiara w nieśmiertelność duszy, źle pojęta, skłaniała kobiety, niewolników, poddanych, przyjaciół do samobójstwa, aby iść służyć na tamtym świecie przedmiotowi swej czci lub miłości. Tak było w Indiach zachodnich; tak było u Duńczyków; tak jest jeszcze dzisiaj w Japonii, w Makassarze i w wielu innych miejscach."
(Tu se poszedł w ironię.)

"Dogmat nieśmiertelności duszy dzieli się na trzy gałęzie: nieśmiertelność czysta, prosta zmiana mieszkania, dogmat o metampsychozie; to znaczy wiara Scytów, wiara Hindusów. Mówiłem właśnie o dwóch pierwszych; powiem o trzeciej, iż, dobrze lub źle pokierowana, wydała ona w Indiach dobre i złe skutki. Ponieważ wszczepia ludziom niejaki wstręt do przelewu krwi, w Indiach jest bardzo mało morderców; mimo że prawie nie karze się tam śmiercią, wszyscy śpią spokojnie.
Z drugiej strony, żony palą się tam po śmierci mężów: jedynie niewinni ponoszą tam gwałtowną śmierć."


"Prawie wszystkie ludy cywilizowane mieszkają w domach. Stąd powstała naturalna myśl, aby zbudować Bogu dom, gdzie by go mogli uwielbiać i udawać się doń w chwili lęku lub nadziei.
W istocie, nie ma nic bardziej pocieszającego dla ludzi niż miejsce, gdzie znajdują bóstwo bardziej obecnym i gdzie wszyscy razem dają głos swojej słabości i swojej nędzy.
Ale owa tak naturalna myśl przychodzi jedynie ludom, które uprawiają ziemię; nie widzimy, aby budowali świątynie ci, którzy sami nie mają domów.
To było przyczyną, że Dżyngis-chan okazał tak wielką wzgardę meczetom. Władca ten wypytał mahometan o ich wiarę; pochwalił wszystkie ich dogmaty, z wyjątkiem tego, który każe udawać się do Mekki; nie mógł zrozumieć, aby nie można było uwielbiać Boga wszędzie. Tatarzy, nie mieszkając w domach, nie znali świątyń.
Ludy, które nie mają świątyń, mało są przywiązane do swej religii; oto czemu Tatarzy okazywali zawsze tyle tolerancji; czemu barbarzyńskie ludy, które zdobyły cesarstwo rzymskie, nie wahały się ani chwili przyjąć chrześcijaństwa"


"Istnieją zagadki w kodeksach barbarzyńców. Prawo Fryzów przyznaje tylko pół grosza okupu temu, kogo obito kijem; a nie ma tak małej rany, za którą by nie dawało więcej. Wedle prawa salickiego, jeżeli wolny dał trzy kije wolnemu człowiekowi, płacił trzy grosze; jeżeli przelał krew, karany był tak, jak gdyby zranił żelazem, i płacił piętnaście groszy: kara mierzyła się wielkością ran. Prawo Longobardów ustaliło różne okupy za jedno uderzenie, za dwa, za trzy, za cztery. Dzisiaj jedno uderzenie znaczy tyle, co sto tysięcy uderzeń."

Starałem się wybrać najsmakowitsze z całego "O duchu praw".
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3736
    • Zobacz profil
Odp: Co tępora, to mores...!
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 10, 2014, 11:06:26 am »
puke
Se puke?  ;)
Dręczyły mnie te buciki, że gdzieś już...przypomniałem, nawet fotę odnalazłem. Muzeum etnograficzne Werbistów w Pieniężnie. Chyba jedyna taka stała ekspozycja w Polsce. Warto zobaczyć....będąc niedaleko.
Tu mają nawet prezentację części zbiorów. Galeria w dole strony.
http://seminarium.org.pl/referat/?page_id=41
Ale moje lepsze :)

Cytuj
bo zawsze mnie dziwiło - nie że gelenderowo;) :
Z wszystkich opisów wynika, że panie same chciały, bez przymusu bezpośredniego.
A potem córki męczyły.
Raczej ciężko to na facetów zwalić. Może poza tym, że są i niektórym się podoba.
Kobiety - kobietom zgotowały...takie nóżki w galarecie.
Nb. do wysokich obcasów też nikt nie przymusza, niektórzy nawet zwalczają.
A jedna gazeta kreuje je na szczyt szyku. Lub sukcesu.
W redakcji prawie same panie.


Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią