Ostatnie wiadomości

Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
11
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 11, 2018, 10:20:03 pm »
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o zastosowania militarne, to dziś jest gorzej niż w czasie DWŚ. To co widać na tych obrazkach to amunicja grzybkująca i rozpadająca się, karabinowa w dodatku. Zasadniczo "kanał chwilowy", czyli maksymalna średnica jaka osiąga kanał kuli nie ma tak wielkiego znaczenia, jak kanał trwały i pozostałości samej kuli (jej ewentualny rozpad i pozostanie w ranie). Wojsko używa pełnopłaszczowej i zasadniczo niegrzybkującej amunicji, stosowali się do tego nawet Niemcy w czasie DWŚ. Taki pocisk, zwłaszcza karabinowy, jest oczywiście zabójczy, tym niemniej jeśli ofiara ma to szczęście, że na jego trajektorii nie będzie najważniejszych organów - to tu wlata, tam wylata. Mimo energii pocisku karabinowego, daleko większej niż potrzebna do zabicia przeciwnika, na dystansie nawet 2 km. Dość powiedzieć, że na małym dystansie taki pocisk przebija suche drewno iglaste o grubości prawie metra. Jednak, o ile ofiara miała wyżej wymienione szczęście i oberwała w miejsce nie wymagające stołu operacyjnego, to zasadniczo się wyliże.

Tym niemniej w czasie DWŚ dowództwa głównych oponentów doszły do słusznego wniosku, że amunicja pistoletowa, powszechnie stosowana w rozkwitłych w tym konflikcie pm-ach (MP-40, Sten, Tommy Gun vel Thompson) jest co prawda skuteczna, ale na zbyt małym dystansie. Karabinowa jest zaś za bardzo skuteczna, ma nadwyżkę energii, wobec czego ręczna broń staje się niekontrolowalna przy ogniu seryjnym.  Oczywistym rozwiązaniem stało się opracowanie naboju pośredniego, którego "pośredniość" polegała na tym, że był on pośredni energetycznie pomiędzy nabojem pistoletowym a karabinowym. Niechcący najpierw wyszło to Amerykanom z ich .30 Carbine, potem ruszyli głową Niemcy (7,92 Kurz) a na końcu, w zasadzie po wojnie, Rosjanie (7,62x39, powszechnie w literaturze popularnej lecz niefachowej znany jako - a jakże - 7,62 AK). Niemcy opracowali przy okazji pierwszy karabinek automatyczny, co w kręgu demoludów dość skutecznie usunęli ze świadomości Rosjanie, chwaląc swój wprowadzony w roku 1947 AK. Zysk był oczywisty - wyrażał się ilością amunicji, jaka mógł jednorazowo zabrać żołnierz oraz możliwością celnego strzelania serią z ręki.

Najdłużej walczyli ze sobą Amerykanie, którzy co prawda M1 Carbine w praktyce chętnie stosowali, ale dowództwo nadal kochało .30-06 Springfield, czyli typowy nabój karabinowy, o kalibrze ~8 mm i długości prawie 9 cm (najdłuższy z "wielkiej czwórki - w której był jeszcze 7,92 Mauser, .303 British i 7, 62 Mosin). No, w ramach NATO opracowano łaskawie nowy nabój 7,62 NATO, który różnił się od Springfielda nieco krótszą łuską (w sumie to był zabieg marketingowy, żeby wygrało USA a nie jakieś obiecujące kalibry brytyjskie). Przypadkowo w zasadzie całkowicie, w czasie wojny w Wietnamie, u jej amerykańskiego zarania, lotnictwo USA nabyło w ilości paru tysięcy sztuk przeznaczony na rynek cywilny karabin Stonera AR-15. karabin ten strzelał amunicją o kalibrze 5,56 mm, czyli w calach circa .22, jest to kaliber spotykany w wiatrówkach albo w kabekaesach czy innych zabawkowych "flobertach". Szybki rozwój wydarzeń w Wietnamie sprawił, że niejako mimochodem zakupiona broń w celu wyposażenia jednostek strażniczych na lotniskach (i to w USA, nie w strefie wojny) - trafiła na front i niebawem cała armia USA dostała nowe pukawki na ten "zabawkowy" kaliber. Który stał się armijnym standardem USA - powszechnie znanym jako M 16. W ten sposób Amerykanie nie tylko przeskoczyli z naboju karabinowego na pośredni, ale od razu na małokalibrowy. Licząca się reszta świata miała już naboje pośrednie, ale miały one tradycyjny, karabinowy kaliber ~8 mm. Tu zaś jakieś 5 mm z hakiem... Zaraz potem Rosjanie wprowadzili 5,45x39, czyli obecny standardowy nabój do kałacha "modernizowanego" (AKM).

No i tu właśnie dochodzimy do pierwszego zdania tego wpisu, że jest gorzej niż kiedyś. W każdym razie od epoki dum-dum. Mianowicie te naboje wyglądają jak zabawki z domku dla lalek. Kredka szkolna ma większy kaliber niż te pociski. A nie chodzi o zabawę, tylko skuteczne zabijanie braci. Jak z pocisku o masie zbliżonej do pistoletowego wycisnąć 4 czy 5 razy więcej energii. Ano prosta fizyka. Musi lecieć szybciej, bo prędkość do energii dokłada się w kwadracie. Cała przewaga silnika jonowego nad chemicznym z tego się bierze, że wylata szybciej, choć mniej. Ale wojskowi trafili na szkopuł, gdyż przedmuchać kogoś na wylot porządnym, drugowojennym pociskiem karabinowym to jedno, a przekłuć niewinnie szydełkiem  to drugie. Wszak nie darmo każdy oczytany przeczytał mnóstwo opisów spod znaku płaszcza i szpady, jak to skłuty zawodnik nie to że padł, co jeszcze walczył i wygrał kładąc dziesięciu, choć ukochana potem 12 dziur w najdroższym ciele całowała. Cóż po pocisku, który przeleciał i poleciał... 

Nie wiem, czy Pan Bóg do końca przemyślał swe dzieło stworzenia, ale owoc jego wynalazczości doszedł do prostego wniosku, że pocisk musi w ciele utkwić. Wówczas cała ta energia kinetyczna pójdzie na dzieło zniszczenia. Wszystkie te zabawowe kulki nie przelatują przez człowieka. Koziołkują w ranie, albo się rozpadają. Ofiara, jeśli nie trafi na stół operacyjny i cierpliwego operatora, który powyjmuje wszystkie oskołki - zemrze z zakażenia. Tak się koło historii obróciło, że ISIS strzelająca z kałachów starym kalibrem 7,62 jest bardziej humanitarna pod tym względem niż ci "dobrzy", którzy z nię walczą.
12
Forum po polsku / Odp: Lem a koncepcja świadomości Zygmunta Freuda
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smok Eustachy dnia Styczeń 11, 2018, 09:19:55 pm »
Jest to jakieś sensowne spojrzenie. Wydaje mi się, że było coś jeszcze oprócz tych fragmentów. Frojdyzm-jungizm to nowoczesny szamanizm.
13
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 11, 2018, 09:19:13 pm »
...czy energia nadana broni I strzelcowi rowna sie energii pocisku wystrzelonego, tyle ze z przeciwnym zwrotem.
NEXUS6, obliczymy razem. Przypuśćmy, masa kuli m = 0,01 kg, masa pistoletu M = 1kg. Prędkość kuli, powiedzmy, V = 300 m/s. Wedle zasady zachowania pędu, mV = Mv, skąd umowna prędkość broni  (bez strzelca) po strzału wynosi v = 3 m/s.
Teraz łatwo obliczyć energię kinetyczną kuli:
E = mV2/2 = 0,01*3002/2 = 450 J
oraz broni:
e = Mv2/2 = 1*32/2 = 4,5 J
czyli 100 razy mniej.

W ogóle, mV = Mv, V = Mv/m
E = mV2/2 = m(Mv/m)2/2 = mM2v2/2m2 = M2V2/2m = (M/m)*(Mv2/2)
E = (M/m)e
To jest energia kinetyczna nabyta bronią równa się energii kuli, podzieloną przez stosunek masy broni i masy kuli.
Energia zaś pochłonięta przez ciało strzelca jest jeszcze mniejsza - z grubsza o 80 razy.
14
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez NEXUS6 dnia Styczeń 11, 2018, 05:13:37 pm »
Zabawne, ale nie tak dawno temu zastanawialismy sie (moj brat, bratanek I ja) nad tym wlasnie zagadnieniem, czyli czy energia nadana broni I strzelcowi rowna sie energii pocisku wystrzelonego, tyle ze z przeciwnym zwrotem. Dyskusja zaczela sie z powodu tego, ze bratanek pracuje przy robieniu gier I zstanawial sie nad mechanika w grach; jak cialo trafione powinno sie zachowac. O dziwo, powinien wiedziec lepiej, skoro przeszedl rygorystyczne studia na wydziale informatyki, ale upieral sie ze kula ma wieksza energie kinetyczna przy uderzeniu niz ta ktora “oddaje” strzelcowi. My z bratem na czuja (Maths is a bitch!)  twierdzilismy, ze eneria musi byc taka sama. To chyba musi byc wplyw filmow I gier wlasnie, ze ludziom sie wydaje iz trafiony czlowiek leci na 5 m. Mozna znalezc w sieci sceny prawdziwych strzelanin, ktore wygladaja jak zalosnie niskobudzetowe filmy akcji z trzeciego swiata, gdzie ludzie dostaja kilka postrzalow I wala sie na ziemie dokladnie w miejscu gdzie stali. Inna sprawa, ze kula sieje spustoszenie w srodku I oddaje energie w srodku ciala, nawet jesli przechodzi na wylot. Przy niektorych pociskach z pewnoscia mozliwe jest odstrzelenie konczyny, badz znacznej czesci glowy, zwlaszcza przy srucie.
Tutaj od 2:30 jest dokladnie pokazane co sie dzieje w srodku (zel balistyczny):

15
Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Stanisław Remuszko dnia Styczeń 10, 2018, 11:08:11 pm »
Co znaczy przedrostek "bega" [przy założeniu, że to przedrostek taki jak "tera", "mili" etc.] ?

R.
16
Forum po polsku / Odp: Lem o AI
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 10, 2018, 08:28:19 pm »
Na przykład w Wizji Lokalnej jest bardzo ciekawy rys AI nieświadomej (bystry). Oczywiście dla równowagi Golem IV jako przedstawiciel bardzo świadomej.
17
Forum po polsku / Odp: Lem o AI
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Em dnia Styczeń 10, 2018, 07:37:39 pm »
Dziękuję za odp. Poszukuję tego do pewnego rodzaju pracy, ale bez nadęcia ;) Bardziej staram się nawiązać do jego osobistych przekonań więc pewnie lepiej czerpań z wypowiedzi filozoficznych, ale beletrystyka też
18
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 10, 2018, 12:19:53 am »
Proszę bardzo, znów dziwna synchronizacja :o
Ciągłe myślałem o temacie, no i naszkicowałem - dziś po południu - wpis do Ciebie. Teraz, po powrocie do domu, robię copy-paste:

Oto teraz dopiero przyszło mi do głowy, maźku, dlaczego nie możemy dojść do konsensusu. Moim zdaniem, niewłaściwie uznaliśmy układ „śnieżka – ściana” za układ izolowany. Albo też niepoprawnie go traktowaliśmy. Rzecz w tym, że „śnieżka” i „ściana” są przedmiotami wykonanymi przez człowieka i z pewnością znajdują się na Ziemi, czyli należą do układu „planeta”. Chcę powiedzieć, że śnieżka wcale nie przyleciała z kosmosu – ją ktoś rzucił. Jeżeli tak, układ względnie izolowany musi zawierać jeszcze jeden element – „tego, kto rzucił śnieżkę”. Wtedy wszystko zgadza się, i Ziemia razem z „zamontowaną” ścianą nie musi nawet mikroskopijnie się poruszać, nabywając pędu od elementu, znajdującego się wewnątrz układu „planeta Zemeja”.
A ponieważ to ja jako pierwszy zaproponowałem rozpatrzyć ten nieodpowiedni układ, to primo uważam siebie za... eee... lekkomyślnego człowieka, secundo daję tym razem za wygraną.


Cytuj
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Już nie ma to znaczenia, ale... Po zderzeniu zero wynosi wektorowa suma prędkości kulek, suma skalarna zaś wcale niezerowa, i równa się dokładnie sumie skalarowej prędkości do zderzenia (za umowy, że ściana jest sprężysta i nie pochłonia energii). Energia wewnętrzna kulek - to też energia kinetyczna, energia "ruchu cieplnego". Gdyż energia kinetyczna mv2/2 to wielkość skalarna (w odróżnieniu od pędu i prędkości), kierunek wektorów prędkości nie odgrywa żadnej roli.
19
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 09, 2018, 09:48:53 pm »
Cytuj
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę
Jak już pisałem, za układ uważam Ziemię
Wobec tego oczywiście jeśli Ziemia czyli planeta "w próżni" jest takim układem, to występuje to co trafnie określiłeś próbą napędzenia łodzi poprzez bieganie od dzioba do rufy. Osoba rzucająca śnieżkę napędzi ziemię w jedną stronę, a kiedy ta śnieżka trafi w ścianę, to efekt się zniesie.
Cytuj
Założmy, że obie kulki leżą na jednej prostej, mają jednakowe masę i prędkość. Po zderzeniu obie kulki zatrzymają się. Jeśli umieścić punkt odniesienia w środku masy układu, czyli w punkcie zderzenia, wyjdzie, że suma wektorowa pędów równa się zeru do i po zderzeniu, niezależnie od tego, kto ma słuszność – Ty czy ja.
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Cytuj
Sam pisałeś przecież:
Cytuj
Przy czym poruszamy się w obrębie fizyki klasycznej, poza którą ja nosa nie wysadzam :)
Nie wysadzam w zakresie rozważań, bo na to jestem za głupi, ale z drugiej strony czytam o tym i wiem, że fotony mają pęd i dlatego może działać silnik fotonowy. Więc jakby tak superdokładnie badać klasycznie jakiś układ to pęd może nie być stały w izolowanym układzie.
Cytuj
Może jednak da się obrać taki układ odniesienia, tak żeby pęd sumarny, jak do, tak i po, wynosił zero? Jeden facet twierdził przecież, że ruch to rzecz względna, i wzystko zależy od układu odniesienia - a był on geniuszem...
Nie chodzi tu o punkt odniesienia. Pęd jest wielkością wektorową. Nie da się rozłożyć niezerowego wektora na inne wektory tak, żeby ich wektorowa suma była równa zero. Przed zderzeniem wektory pędu wszystkich kulek mają ten sam zwrot i kierunek, można je więc sprowadzić do jednego wektora tak samo skierowanego, o długości n wektorów poszczególnych kulek. Po zderzeniu, skoro pudło jest nieruchome mimo wciąż odbijających się kulek, wektor wypadkowy jest równy zero.
20
Forum po polsku / Odp: Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Styczeń 09, 2018, 04:10:50 pm »
Bo to była perspektywa religijna. Z poziomu nieba. Duży Bóg, mniejsze postaci aniołów i świętych. I w dole ziemia z maleńkimi ludźmi i ich jeszcze mniej ważnymi zajęciami.
 Zabawne, że obecna perspektywa "kosmiczna" jest nieco podobna. Ziemia nadal jest mała, a ludzi nie widać wcale. Boga zresztą też nie widać

Po latach do tego wrócę, bo b. silnie mi się skojarzyło:

"Nad blatem wisiała książka.
- Pan - czyta?
Odwróciłem książkę okładką do góry. Poezje Walta Whitmana.
- Tak.
Zdradził się tym krótkim „tak". A właściwie sposobem, w jaki je wypowiedział. To nie była monosylabowa gburowatość, ani nieśmiałość, ani sygnał niechęci do rozmowy. To już było „tak", które przychodzi po wielu latach odpowiedzi na podobne pytania, gdy w im szczersze, dłuższe, bardziej szczegółowe tłumaczenia się wikłał, w tym głupszej sytuacji na koniec stał. Konieczny jest bowiem pewien wspólny kod, sekretny język, system umówionych znaków. Wpierw rozpoznajemy się między obcymi - jeden na sto, jeden na tysiąc - i dopiero przystępujemy z otwartym zaproszeniem; wówczas można je przyjąć lub odrzucić bez strachu przed pułapką towarzyską i napiętnowaniem.
Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej.
Szukałem słów.
- Ja też, kiedy nie mogę spać...
- Lek na bezsenność?
- W kosmosie, w tej ciszy maszynowej...
- Tak.
Tak. Rozumie? Być może. Sam nie do końca rozumiałem.
Głos miał cichy, jakby przygaszony, wycofany. Nad każdym zdaniem wisiało ćwierć pytajnika, muzyczny znak niepewności.
Wykreśl trójkąt równoboczny: bezczelność - nieśmiałość - i co na trzecim wierzchołku?
Kartkowałem tomik.

Noc na preriach,
Już po kolacji, przygasa, tli się ognisko,
Zmęczeni emigranci śpią, owinięci w koce.
Sam idę w ciemność, przystaję i patrzę na gwiazdy.
Wydaje mi się, że ich nigdy dotąd nie pojąłem.
Teraz wstępuje we mnie pokój i nieśmiertelność,
Pochwalam śmierć i sumuję dane.
Jakie skróty! Jaka zgodność! Jaka plenitudo!
Ten sam dawny człowiek i dusza - te same stare dążenia i treści.
Wierzyłem we wspaniałość dnia, aż nie-dzień pokazał mi inną,
Myślałem dość o tej planecie, aż otoczyły mnie miriady planet.
Przestrzeń i wieczność napełniły mnie, siebie zmierzę ich miarą,
Żywoty innych planet przeniknęły mnie, zrównane z żywotami na Ziemi
Albo czekające, żeby się zrównać, albo wyższe od naszych.

Zbyt długo trzymałem książkę otwartą - spostrzegł, że dałem się zaczarować. Odłożyłem tomik z mimowolnym uśmiechem skrępowania. Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej. Oddawaliśmy się tu pod osłoną pancernych płyt oczywistym nieprzyzwoitościom.
Pasażer delikatnie zamknął Whitmana.
- Sztuka - powiedział - nie przystoi człowiekowi praktycznemu. Czyż nie tak?
- Sztuka zaczyna się, gdy ludzie się nudzą. To dlatego na długich trasach -
- Jak umysł zwalniany z obowiązków racjonalności na czas snu. Mhm?
- A przynajmniej ta potrzeba, głód sztuki. Lub czegoś zamiast.
- Ale to nie jest przypadkowe. To nie może być „coś". - Wskazał wzrokiem książkę. - Dlaczego się pan zdziwił? Nie tylko że wiersze, ale że takie wiersze.
- Poezja nieśmiertelną jest - zażartowałem.
Nie podjął żartu.
- Poezja to martwa informacja. Co zaś może być nieśmiertelne? Przystosowanie ludzi do reagowania na dane związki semantyczne, melodykę wersu, symbolikę i temu podobne. Że pokolenia zastępują pokolenia, cywilizacje - cywilizacje, technologie - technologie, a nadal te same słowa budzą w ludziach tak samo silny rezonans.
- Skoro tak woli pan to ująć.
- Te same słowa. Ale niektóre jednak nie. Nie każda sztuka przetrwa zmianę. Prawda?
- Widać więc zła sztuka to była.
- Zła dla nas, dobra dla nich. Co się zmieniło? - Przytknął palce wskazujące do skroni. - My.
- Wiadomo, kultura, warunki życia, język...
- To na wierzchu. A pod spodem?
Obkręcił się w powietrzu ku górnemu schowkowi i z plastikowego opakowania wydobył pokaźnych rozmiarów album w lśniących okładkach. Za główną ilustrację na jego froncie posłużyła fotografia naskalnego malunku prehistorycznego - jelenia? wołu? Kilka kresek, dwie barwy.
Pasażer otworzył album, przekartkował.
- Proszę spojrzeć.
Wybiegły na nas stada koni i bizonów, trochę jak z Picassa lub Dalego: niekiedy oddane jedynie za pomocą paru linii, szkicowe, niekiedy w polichromiach, zawsze jednak z silnym wrażeniem ruchu, z wrażeniem masywności, potęgi. Przewracałem twarde stronice. Obrazy opisano, odatowano. Altamira, Castillo, Le Clotilde de Santa Isabel. Byki, niedźwiedzie, jelenie. A tu - tu już w takim tłoku, w hordzie napierającej ze ściany, że jeden sus więcej - i wysypałyby się z pradawnego fresku wprost na patrzącego.
- Sztuka czy nie sztuka, Doktorze?
- Co przetrwało -
- Co przetrwało w nas z tamtego praczłowieka, że nadal na nas oddziałują jego dzieła. Tak trzeba pytać.
La Peña de Candamo: jeleń, koń, bizon. Cortezubi: niedźwiedź jak żywy. La Mairie, Teyjat: niedźwiedź pochyla łeb - to już więcej niż wizerunek zdjęty z oka, to próba transferu uczucia.
Kolejny etap: uruchomienie narracji, obraz rozkwita w opowieść. Les Trois Frères - tuziny bizonów, konie, renifery i coś jakby człowiek. Fryz z Roc-de-Sers: oszczepnik ucieka przed wołem, czarownik w masce zastępuje drogę koniom, napierają bizony, niedźwiedź, głuszec.
Praartyści uczą się oddawać ruch: bieg to podwójna liczba kończyn.
Pasażer postukał w tabelkę na marginesie. Strzałka określała kierunek ewolucji sztuki: zadrapania na skale - ryty krzywych linii - prymitywne, bardzo uproszczone wyobrażenia zwierząt - ryty coraz głębsze, aż do płaskorzeźb - i genitalia.
- Tu już nakładają się seksualność i elementy kultu.
- Też pewna ciągłość, to pan chce powiedzieć.
- Też.
Venus Impudique z Laugerie Haute: wysoki tors z mocnymi nogami biegaczki. Ale i grube, obłe figurki z jaskini Rideaux w Lespugue; podobne - z Willendorfu. Na płaskorzeźbach w Laussel uwiecznialiśmy kobiety o szerokich biodrach i wielkich, obwisłych piersiach niczym wymiona. W rozdziale o kulturze oryniackiej zdiagnozowałem zaś po pierwszym rzucie oka genetyczną steatopygię.
- Rozbieżne ideały seksualne, stąd nasze odruchowe odrzucenie. - Pasażer pociągnął z gruszki głębszy łyk. - Eros jest bardziej zmiennym, czysta pornografia starzeje się w jedno pokolenie, czasami jeszcze prędzej.
- Więc co było wcześniej? - Zerknąłem na witrażowe astrografie na ścianie. - Kontemplacja natury?
- Są też intuicje głębsze. Te hieroglificzne ryty ze stropu Altamiry sprzed dwudziestu tysięcy lat. - Przekartkował wstecz i wskazał palcem. - Podobny protojęzyk pojawił się po kilkunastu tysiącach lat na Krecie.
- Idzie panu o taki estetyczny niezmiennik, na którym opiera się każda sztuka prymitywna, nieobudowana jeszcze żadnym formalizmem, manieryzmem, żadną świadomością sztuki. Złoty podział, połowa z sumy jedynki i pierwiastka kwadratowego z pięciu. Wiedział pan, że Nawigator kolekcjonuje imbriumistów?
- Ach, ale prymitywna sztuka kosmiczna nie może być powieleniem, ani przedłużeniem sztuki człowieka prymitywnego! Na tym polega problem z nieodwracalnością postępu. Imbriumiści mają przecież w pamięci całą dotychczasową sztukę człowieka. A nawet gdyby jej nie znali - siedzi on w nich tak czy owak: bo urodzili się i wychowali w kulturze zbudowanej także na tamtej sztuce. Co więcej, sztuka prehistoryczna służyła - zamiast narzędzi jeszcze niewykształconych, jak pismo czy nauka - do opisania, zrozumienia świata. A przecież nie ma dla nas powrotu do stanu „sprzed pisma", „sprzed nauki". Nie można budować estetyki na symulacji samoograniczenia.
- Jakie więc mosty chce pan tu przerzucić ponad dziesiątkami tysięcy lat?
- Są połączenia, mhm, anegdotyczne. Najstarszy dokument ludzkiej astronomii, kość paleolityczną z zapisem obserwacji Księżyca prowadzonych przez sześćdziesiąt dziewięć dni, znaleziono w dolinie Wezery, gdzie powstały te wszystkie podziemne skarbce sztuki: Lascaux, Laussel, Combarelles, Font-de-Gaume, a niedaleko są i Teyjat, i Pair-non-Pair.
- Ale kiedy pan mówi „prymitywna sztuka kosmiczna", ma pan jednak na myśli konkretny, żywy nurt sztuki różny od wszystkiego, co powstało na Ziemi. Imbriumiści, jeśli prawidłowo pamiętam ich manifesty, uzasadniają tę odrębność politycznie i mistycznie. - Na to krótki grymas pogardy mignął na wargach Pasażera. - Pan się z nimi nie zgadza.
Zamknął album, schował z powrotem do futerału. Przez chwilę błądził wzrokiem po kabinie, jakby szukając punktu do zahaczenia i zawiązania początku zerwanej myśli.
- Że nam się podoba, co się podoba, że piękne jest piękne... Wyobraź pan sobie tę mgławicę dokładnie taką samą - tylko że brzydką, nie piękną.
Żachnąłem się.
- Aha! - Uniósł palec. - Gdzie to w nas siedzi? W mózgu, a po trochu i w genach. Złote proporcje, symetrie, synkopy, czarny kwadrat na białym tle i kształt kobiecej piersi. Żeśmy stawali na nogi na sawannach afrykańskich i ćwiczyli głębię spojrzenia, wypatrując drapieżników pod drzewami - także stąd.
- To znaczy - jak konkretnie?
- Dlaczego na przykład akt mniej jest nam piękny w klinicznej, ginekologicznej otwartości i jasności, a bardziej - w połowicznej zasłonie, właśnie nieodkryty, czyli półakt, sugestia i zapowiedź raczej?
...Dlaczego piękno widzimy w Tajemnicy?
- Dlaczego?
- Ponieważ lwy i tygrysy! - Odrzuciwszy gruszkę, poszybował pod sufit i musiał się odepchnąć z powrotem. Złapał się blatu. - Uczono pana przecież zasad gier biologicznych, Doktorze. Ewolucja nagradza tych, co potrafią w porę rozpoznać przyczajonego drapieżnika; geny mniej uważnych giną pożarte razem z ich nieszczęsnymi nosicielami. Powstaje mechanizm nagrody, uczucia satysfakcji z rozpoznania ukrytego wzorca, z dopowiedzenia w myśli reszty kształtu zwierzęcia między gałęziami, źdźbłami trawy. A ziemska ewolucja fauny preferowała formy symetryczne, zwierciadlane, toteż takie są nasze odruchy estetyczne i taki prawzorzec piękna: bo ten, kto domyślał się kształtów w mroku wedle reguł symetrii, większą miał szansę przeżycia w Edenie mięsożerców. Tak też narodzili się bogowie: z bardzo racjonalnego domysłu świadomej intencji kryjącej się za fenomenami natury. Kto się ich nie domyślał, częściej ginął zaskoczony przez przypadek jednak nieprzypadkowy.
...A co jest brzydkie? Nieregularne plamy pozbawione wyraźnego profilu. Mózg rozpoznający tysiąc potencjalnych zagrożeń na sekundę nie może analizować w pełni każdego kształtu i ruchu z osobna - co najwyżej skupiłby się na jednym czy dwóch, ignorując pozostałe, a to prędko okazałoby się fatalnym. Znowu więc nagrodę otrzymujemy za umiejętność rozpoznania owych cech charakterystycznych, profilu, gestaltu. To on decyduje - nie zaś w pełni realistyczny obraz całego obiektu odkrytego. Człowiek bardziej jest podobny do swojej karykatury niż do fotografii. Stąd takie właśnie malowidła naskalne, stąd minimalizm piórka i węgla, stąd abstrakcjoniści.
...A więc planeta, ciążenie, dzień i noc, niebo na górze, ziemia pod stopami, oczy mięsożercy, hipokamp i ciało migdałowate wyrosłe na małpich strachach i przyjemnościach... Z tego wyszli i Fidiasz, i Picasso, i Bach, i Walt Whitman. Pojmuje pan, Doktorze?
- Inna ewolucja, inne piękno, to oczywiste.
- Ewolucja, ale także środowisko. A teraz weź człowieka, ba, już całe pokolenia ludzi wychowanych bez planety, bez dołu i góry, och, zatracających w ogóle poczucie góry i dołu, jak i panu na pewno się w nieważkości nieraz przydarzało - zgubić orientację ciała w umyśle: stopy są górą, głowa dołem ciała -
- Trzeba się wtedy uderzyć mocno.
- Więc weź pan pokolenia wychowane już w tym stanie, żyjące w sztucznych światłach i barwach, weź pan człowieka urodzonego do kosmosu - jaka mgławica jemu będzie piękną?
Udałem, że się zastanawiam.
- Ten połamany kosmo-art w kabinie Nawigatora...
Pasażer z powrotem przygasł, stłumił głos, umknął wzrokiem. Pochwycona gruszka z napojem dała mu zajęcie dla dłoni.
- Nie szukam piękna kosmosu - rzekł. - To mam na Ziemi, właśnie w zdjęciach mgławic i supernowych, w negatywach koron słonecznych. Szukam piękna z kosmosu - pierwszej sztuki naiwnej tego nowego szczepu, nowego Homo ludens, który jeszcze sam nie wie, że inne Muzy go prowadzą, inni bogowie w kołysce do ucha mu szeptali."


niestety, nie Lem tylko
Dukaj "Oko potwora"

(Jest tam wzmianka o kosmo-arcie, doprecyzuję o czym mowa:

"Przedmioty budzące na aukcjach zainteresowanie Nawigatora nie dawały się łatwo sklasyfikować jako rzeźby lub obrazy. Na zdjęciach sprawiały wrażenie raczej przypadkowo wyrwanych części jakichś większych dzieł. W ich opisach stosowano żargon imbriumistyczny: „duch pustki", „barwy przeciążenia", „strukturalna próżnia". Albo ktoś żył w tej poezji i coś to wtedy dla niego znaczyło, albo nie i był to bełkot.
/.../
Jęknęła stal. To wróciła nieważkość. Złapałem się półki podsufitowej i zdryfowałem w powietrzu. Zahaczyłem przy tym nogą o stos odpadków na podłodze. Pchnięta plątanina wzniosła się powoli ku sufitowi, rozprężając, rozkładając się niczym origami, kwiat albo sidła kłusownika. Patrzyliśmy w milczeniu.
Była to prymitywna wersja kosmo-artu - jak z tych fotografii w katalogach sztuki Nawigatora. Teraz, w zero gie. Bo zgnieciona grawitacją, pozbawiona swobody trzeciego wymiaru - kupa śmieci.
- Poznałbyś?
- Nie.
- On poznał."
)

ps. Kusi mnie założenie wątku o sztukach wizualnych, podobnego do tego o muzyce...
Strony: 1 [2] 3 4 ... 10