Autor Wątek: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...  (Przeczytany 40681 razy)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10462
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #150 dnia: Październik 26, 2009, 10:45:15 am »
Cetarianie, no nie będę przecież kursu historii architektury tu czynił (musiałbym zakuć od nowa ;) ), ale moge się zobowiązać, że jak wątek (teraz złudzeń i sposobu widzenia) nie zemrze to podrzucę jeszcze kilka lepiej opisanych "gwoździ programu" plus dorzucę resztę "zagrywek" w temacie porządków greckich.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

ANIEL-a

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 701
  • a może tak pomóc dzieciakom? kliknij ikonkę IE ;)
    • Zobacz profil
Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #151 dnia: Październik 26, 2009, 09:11:19 pm »
Wątek, wątek, wątek!!!  ;D

Wiesz, maźku, musisz sobie powtórzyć, bo a nóż-widelec-łyżka dzieci się o coś spytają... O autorytet pana ojca trza dbać :)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #152 dnia: Październik 30, 2009, 03:58:10 pm »
była ksiązka w tym duchu - Jana Ciągwy władza nad materią ;) .

Jeszcze a'propos Ciągwy czy innego Wędrowycza:
http://wiadomosci.onet.pl/2701,2069383,wydarzenie_lokalne.html

Czytając ekran se ze śmiechu zaplułem.

ps. też jestem za wątkiem, panie maziek ;).
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4078
    • Zobacz profil
Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #153 dnia: Październik 31, 2009, 10:59:13 pm »
Heeeeuuuułaaaać...,kto śmie mnie budzić!
Wydzielić by wątek. Dać inne name, np. Świat w którym wszyscy będą czytali "Etapy rozwoju architektury",by Maziek, jeno po kolacji - błagam.
Znakomita robota.
 Czekam na drugi odcinek, w którym wyjaśnisz nierozwiązywalne problemy związane z realizacją zasady tryglifu. ;)
A niech tam, jak już się obudziłem.
Ujął mnie zwłaszcza wstęp o świetle i geometrii. Przypomniały mi się zamierzchłe czasy, gdy stareńki profesor Gruszka, od jeszcze starszych Greków, rozważał koncepcję o wyjątkowości ichniego oka i postrzegania świata. A obecny na wykładzie Peruwiańczyk, niejaki "Kondor", podjął temat, na własnej kulturze bazując. Zawiązała się ciekawa dyskusja, także dlatego, że kolega dość kiepsko mówił po polsku.
« Ostatnia zmiana: Październik 31, 2009, 11:22:41 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #154 dnia: Luty 12, 2013, 09:49:09 pm »
Liv - była ksiązka w tym duchu - Jana Ciągwy władza nad materią ;) .

Ten duch, jak to duch... pardon - widmo, nadal krazy po Europie:
Star Wars na wsi
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #155 dnia: Maj 31, 2013, 03:59:48 am »
W temacie ;) - obrazek z lepszego świata:

http://raczkowski.soup.io/post/298303590/Ksi-garnia-24h
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8906
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Odpowiedź #156 dnia: Styczeń 09, 2018, 04:10:50 pm »
Bo to była perspektywa religijna. Z poziomu nieba. Duży Bóg, mniejsze postaci aniołów i świętych. I w dole ziemia z maleńkimi ludźmi i ich jeszcze mniej ważnymi zajęciami.
 Zabawne, że obecna perspektywa "kosmiczna" jest nieco podobna. Ziemia nadal jest mała, a ludzi nie widać wcale. Boga zresztą też nie widać

Po latach do tego wrócę, bo b. silnie mi się skojarzyło:

"Nad blatem wisiała książka.
- Pan - czyta?
Odwróciłem książkę okładką do góry. Poezje Walta Whitmana.
- Tak.
Zdradził się tym krótkim „tak". A właściwie sposobem, w jaki je wypowiedział. To nie była monosylabowa gburowatość, ani nieśmiałość, ani sygnał niechęci do rozmowy. To już było „tak", które przychodzi po wielu latach odpowiedzi na podobne pytania, gdy w im szczersze, dłuższe, bardziej szczegółowe tłumaczenia się wikłał, w tym głupszej sytuacji na koniec stał. Konieczny jest bowiem pewien wspólny kod, sekretny język, system umówionych znaków. Wpierw rozpoznajemy się między obcymi - jeden na sto, jeden na tysiąc - i dopiero przystępujemy z otwartym zaproszeniem; wówczas można je przyjąć lub odrzucić bez strachu przed pułapką towarzyską i napiętnowaniem.
Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej.
Szukałem słów.
- Ja też, kiedy nie mogę spać...
- Lek na bezsenność?
- W kosmosie, w tej ciszy maszynowej...
- Tak.
Tak. Rozumie? Być może. Sam nie do końca rozumiałem.
Głos miał cichy, jakby przygaszony, wycofany. Nad każdym zdaniem wisiało ćwierć pytajnika, muzyczny znak niepewności.
Wykreśl trójkąt równoboczny: bezczelność - nieśmiałość - i co na trzecim wierzchołku?
Kartkowałem tomik.

Noc na preriach,
Już po kolacji, przygasa, tli się ognisko,
Zmęczeni emigranci śpią, owinięci w koce.
Sam idę w ciemność, przystaję i patrzę na gwiazdy.
Wydaje mi się, że ich nigdy dotąd nie pojąłem.
Teraz wstępuje we mnie pokój i nieśmiertelność,
Pochwalam śmierć i sumuję dane.
Jakie skróty! Jaka zgodność! Jaka plenitudo!
Ten sam dawny człowiek i dusza - te same stare dążenia i treści.
Wierzyłem we wspaniałość dnia, aż nie-dzień pokazał mi inną,
Myślałem dość o tej planecie, aż otoczyły mnie miriady planet.
Przestrzeń i wieczność napełniły mnie, siebie zmierzę ich miarą,
Żywoty innych planet przeniknęły mnie, zrównane z żywotami na Ziemi
Albo czekające, żeby się zrównać, albo wyższe od naszych.

Zbyt długo trzymałem książkę otwartą - spostrzegł, że dałem się zaczarować. Odłożyłem tomik z mimowolnym uśmiechem skrępowania. Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej. Oddawaliśmy się tu pod osłoną pancernych płyt oczywistym nieprzyzwoitościom.
Pasażer delikatnie zamknął Whitmana.
- Sztuka - powiedział - nie przystoi człowiekowi praktycznemu. Czyż nie tak?
- Sztuka zaczyna się, gdy ludzie się nudzą. To dlatego na długich trasach -
- Jak umysł zwalniany z obowiązków racjonalności na czas snu. Mhm?
- A przynajmniej ta potrzeba, głód sztuki. Lub czegoś zamiast.
- Ale to nie jest przypadkowe. To nie może być „coś". - Wskazał wzrokiem książkę. - Dlaczego się pan zdziwił? Nie tylko że wiersze, ale że takie wiersze.
- Poezja nieśmiertelną jest - zażartowałem.
Nie podjął żartu.
- Poezja to martwa informacja. Co zaś może być nieśmiertelne? Przystosowanie ludzi do reagowania na dane związki semantyczne, melodykę wersu, symbolikę i temu podobne. Że pokolenia zastępują pokolenia, cywilizacje - cywilizacje, technologie - technologie, a nadal te same słowa budzą w ludziach tak samo silny rezonans.
- Skoro tak woli pan to ująć.
- Te same słowa. Ale niektóre jednak nie. Nie każda sztuka przetrwa zmianę. Prawda?
- Widać więc zła sztuka to była.
- Zła dla nas, dobra dla nich. Co się zmieniło? - Przytknął palce wskazujące do skroni. - My.
- Wiadomo, kultura, warunki życia, język...
- To na wierzchu. A pod spodem?
Obkręcił się w powietrzu ku górnemu schowkowi i z plastikowego opakowania wydobył pokaźnych rozmiarów album w lśniących okładkach. Za główną ilustrację na jego froncie posłużyła fotografia naskalnego malunku prehistorycznego - jelenia? wołu? Kilka kresek, dwie barwy.
Pasażer otworzył album, przekartkował.
- Proszę spojrzeć.
Wybiegły na nas stada koni i bizonów, trochę jak z Picassa lub Dalego: niekiedy oddane jedynie za pomocą paru linii, szkicowe, niekiedy w polichromiach, zawsze jednak z silnym wrażeniem ruchu, z wrażeniem masywności, potęgi. Przewracałem twarde stronice. Obrazy opisano, odatowano. Altamira, Castillo, Le Clotilde de Santa Isabel. Byki, niedźwiedzie, jelenie. A tu - tu już w takim tłoku, w hordzie napierającej ze ściany, że jeden sus więcej - i wysypałyby się z pradawnego fresku wprost na patrzącego.
- Sztuka czy nie sztuka, Doktorze?
- Co przetrwało -
- Co przetrwało w nas z tamtego praczłowieka, że nadal na nas oddziałują jego dzieła. Tak trzeba pytać.
La Peña de Candamo: jeleń, koń, bizon. Cortezubi: niedźwiedź jak żywy. La Mairie, Teyjat: niedźwiedź pochyla łeb - to już więcej niż wizerunek zdjęty z oka, to próba transferu uczucia.
Kolejny etap: uruchomienie narracji, obraz rozkwita w opowieść. Les Trois Frères - tuziny bizonów, konie, renifery i coś jakby człowiek. Fryz z Roc-de-Sers: oszczepnik ucieka przed wołem, czarownik w masce zastępuje drogę koniom, napierają bizony, niedźwiedź, głuszec.
Praartyści uczą się oddawać ruch: bieg to podwójna liczba kończyn.
Pasażer postukał w tabelkę na marginesie. Strzałka określała kierunek ewolucji sztuki: zadrapania na skale - ryty krzywych linii - prymitywne, bardzo uproszczone wyobrażenia zwierząt - ryty coraz głębsze, aż do płaskorzeźb - i genitalia.
- Tu już nakładają się seksualność i elementy kultu.
- Też pewna ciągłość, to pan chce powiedzieć.
- Też.
Venus Impudique z Laugerie Haute: wysoki tors z mocnymi nogami biegaczki. Ale i grube, obłe figurki z jaskini Rideaux w Lespugue; podobne - z Willendorfu. Na płaskorzeźbach w Laussel uwiecznialiśmy kobiety o szerokich biodrach i wielkich, obwisłych piersiach niczym wymiona. W rozdziale o kulturze oryniackiej zdiagnozowałem zaś po pierwszym rzucie oka genetyczną steatopygię.
- Rozbieżne ideały seksualne, stąd nasze odruchowe odrzucenie. - Pasażer pociągnął z gruszki głębszy łyk. - Eros jest bardziej zmiennym, czysta pornografia starzeje się w jedno pokolenie, czasami jeszcze prędzej.
- Więc co było wcześniej? - Zerknąłem na witrażowe astrografie na ścianie. - Kontemplacja natury?
- Są też intuicje głębsze. Te hieroglificzne ryty ze stropu Altamiry sprzed dwudziestu tysięcy lat. - Przekartkował wstecz i wskazał palcem. - Podobny protojęzyk pojawił się po kilkunastu tysiącach lat na Krecie.
- Idzie panu o taki estetyczny niezmiennik, na którym opiera się każda sztuka prymitywna, nieobudowana jeszcze żadnym formalizmem, manieryzmem, żadną świadomością sztuki. Złoty podział, połowa z sumy jedynki i pierwiastka kwadratowego z pięciu. Wiedział pan, że Nawigator kolekcjonuje imbriumistów?
- Ach, ale prymitywna sztuka kosmiczna nie może być powieleniem, ani przedłużeniem sztuki człowieka prymitywnego! Na tym polega problem z nieodwracalnością postępu. Imbriumiści mają przecież w pamięci całą dotychczasową sztukę człowieka. A nawet gdyby jej nie znali - siedzi on w nich tak czy owak: bo urodzili się i wychowali w kulturze zbudowanej także na tamtej sztuce. Co więcej, sztuka prehistoryczna służyła - zamiast narzędzi jeszcze niewykształconych, jak pismo czy nauka - do opisania, zrozumienia świata. A przecież nie ma dla nas powrotu do stanu „sprzed pisma", „sprzed nauki". Nie można budować estetyki na symulacji samoograniczenia.
- Jakie więc mosty chce pan tu przerzucić ponad dziesiątkami tysięcy lat?
- Są połączenia, mhm, anegdotyczne. Najstarszy dokument ludzkiej astronomii, kość paleolityczną z zapisem obserwacji Księżyca prowadzonych przez sześćdziesiąt dziewięć dni, znaleziono w dolinie Wezery, gdzie powstały te wszystkie podziemne skarbce sztuki: Lascaux, Laussel, Combarelles, Font-de-Gaume, a niedaleko są i Teyjat, i Pair-non-Pair.
- Ale kiedy pan mówi „prymitywna sztuka kosmiczna", ma pan jednak na myśli konkretny, żywy nurt sztuki różny od wszystkiego, co powstało na Ziemi. Imbriumiści, jeśli prawidłowo pamiętam ich manifesty, uzasadniają tę odrębność politycznie i mistycznie. - Na to krótki grymas pogardy mignął na wargach Pasażera. - Pan się z nimi nie zgadza.
Zamknął album, schował z powrotem do futerału. Przez chwilę błądził wzrokiem po kabinie, jakby szukając punktu do zahaczenia i zawiązania początku zerwanej myśli.
- Że nam się podoba, co się podoba, że piękne jest piękne... Wyobraź pan sobie tę mgławicę dokładnie taką samą - tylko że brzydką, nie piękną.
Żachnąłem się.
- Aha! - Uniósł palec. - Gdzie to w nas siedzi? W mózgu, a po trochu i w genach. Złote proporcje, symetrie, synkopy, czarny kwadrat na białym tle i kształt kobiecej piersi. Żeśmy stawali na nogi na sawannach afrykańskich i ćwiczyli głębię spojrzenia, wypatrując drapieżników pod drzewami - także stąd.
- To znaczy - jak konkretnie?
- Dlaczego na przykład akt mniej jest nam piękny w klinicznej, ginekologicznej otwartości i jasności, a bardziej - w połowicznej zasłonie, właśnie nieodkryty, czyli półakt, sugestia i zapowiedź raczej?
...Dlaczego piękno widzimy w Tajemnicy?
- Dlaczego?
- Ponieważ lwy i tygrysy! - Odrzuciwszy gruszkę, poszybował pod sufit i musiał się odepchnąć z powrotem. Złapał się blatu. - Uczono pana przecież zasad gier biologicznych, Doktorze. Ewolucja nagradza tych, co potrafią w porę rozpoznać przyczajonego drapieżnika; geny mniej uważnych giną pożarte razem z ich nieszczęsnymi nosicielami. Powstaje mechanizm nagrody, uczucia satysfakcji z rozpoznania ukrytego wzorca, z dopowiedzenia w myśli reszty kształtu zwierzęcia między gałęziami, źdźbłami trawy. A ziemska ewolucja fauny preferowała formy symetryczne, zwierciadlane, toteż takie są nasze odruchy estetyczne i taki prawzorzec piękna: bo ten, kto domyślał się kształtów w mroku wedle reguł symetrii, większą miał szansę przeżycia w Edenie mięsożerców. Tak też narodzili się bogowie: z bardzo racjonalnego domysłu świadomej intencji kryjącej się za fenomenami natury. Kto się ich nie domyślał, częściej ginął zaskoczony przez przypadek jednak nieprzypadkowy.
...A co jest brzydkie? Nieregularne plamy pozbawione wyraźnego profilu. Mózg rozpoznający tysiąc potencjalnych zagrożeń na sekundę nie może analizować w pełni każdego kształtu i ruchu z osobna - co najwyżej skupiłby się na jednym czy dwóch, ignorując pozostałe, a to prędko okazałoby się fatalnym. Znowu więc nagrodę otrzymujemy za umiejętność rozpoznania owych cech charakterystycznych, profilu, gestaltu. To on decyduje - nie zaś w pełni realistyczny obraz całego obiektu odkrytego. Człowiek bardziej jest podobny do swojej karykatury niż do fotografii. Stąd takie właśnie malowidła naskalne, stąd minimalizm piórka i węgla, stąd abstrakcjoniści.
...A więc planeta, ciążenie, dzień i noc, niebo na górze, ziemia pod stopami, oczy mięsożercy, hipokamp i ciało migdałowate wyrosłe na małpich strachach i przyjemnościach... Z tego wyszli i Fidiasz, i Picasso, i Bach, i Walt Whitman. Pojmuje pan, Doktorze?
- Inna ewolucja, inne piękno, to oczywiste.
- Ewolucja, ale także środowisko. A teraz weź człowieka, ba, już całe pokolenia ludzi wychowanych bez planety, bez dołu i góry, och, zatracających w ogóle poczucie góry i dołu, jak i panu na pewno się w nieważkości nieraz przydarzało - zgubić orientację ciała w umyśle: stopy są górą, głowa dołem ciała -
- Trzeba się wtedy uderzyć mocno.
- Więc weź pan pokolenia wychowane już w tym stanie, żyjące w sztucznych światłach i barwach, weź pan człowieka urodzonego do kosmosu - jaka mgławica jemu będzie piękną?
Udałem, że się zastanawiam.
- Ten połamany kosmo-art w kabinie Nawigatora...
Pasażer z powrotem przygasł, stłumił głos, umknął wzrokiem. Pochwycona gruszka z napojem dała mu zajęcie dla dłoni.
- Nie szukam piękna kosmosu - rzekł. - To mam na Ziemi, właśnie w zdjęciach mgławic i supernowych, w negatywach koron słonecznych. Szukam piękna z kosmosu - pierwszej sztuki naiwnej tego nowego szczepu, nowego Homo ludens, który jeszcze sam nie wie, że inne Muzy go prowadzą, inni bogowie w kołysce do ucha mu szeptali."


niestety, nie Lem tylko
Dukaj "Oko potwora"

(Jest tam wzmianka o kosmo-arcie, doprecyzuję o czym mowa:

"Przedmioty budzące na aukcjach zainteresowanie Nawigatora nie dawały się łatwo sklasyfikować jako rzeźby lub obrazy. Na zdjęciach sprawiały wrażenie raczej przypadkowo wyrwanych części jakichś większych dzieł. W ich opisach stosowano żargon imbriumistyczny: „duch pustki", „barwy przeciążenia", „strukturalna próżnia". Albo ktoś żył w tej poezji i coś to wtedy dla niego znaczyło, albo nie i był to bełkot.
/.../
Jęknęła stal. To wróciła nieważkość. Złapałem się półki podsufitowej i zdryfowałem w powietrzu. Zahaczyłem przy tym nogą o stos odpadków na podłodze. Pchnięta plątanina wzniosła się powoli ku sufitowi, rozprężając, rozkładając się niczym origami, kwiat albo sidła kłusownika. Patrzyliśmy w milczeniu.
Była to prymitywna wersja kosmo-artu - jak z tych fotografii w katalogach sztuki Nawigatora. Teraz, w zero gie. Bo zgnieciona grawitacją, pozbawiona swobody trzeciego wymiaru - kupa śmieci.
- Poznałbyś?
- Nie.
- On poznał."
)

ps. Kusi mnie założenie wątku o sztukach wizualnych, podobnego do tego o muzyce...
« Ostatnia zmiana: Styczeń 09, 2018, 04:34:15 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki