Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
21
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 10, 2018, 12:19:53 am »
Proszę bardzo, znów dziwna synchronizacja :o
Ciągłe myślałem o temacie, no i naszkicowałem - dziś po południu - wpis do Ciebie. Teraz, po powrocie do domu, robię copy-paste:

Oto teraz dopiero przyszło mi do głowy, maźku, dlaczego nie możemy dojść do konsensusu. Moim zdaniem, niewłaściwie uznaliśmy układ „śnieżka – ściana” za układ izolowany. Albo też niepoprawnie go traktowaliśmy. Rzecz w tym, że „śnieżka” i „ściana” są przedmiotami wykonanymi przez człowieka i z pewnością znajdują się na Ziemi, czyli należą do układu „planeta”. Chcę powiedzieć, że śnieżka wcale nie przyleciała z kosmosu – ją ktoś rzucił. Jeżeli tak, układ względnie izolowany musi zawierać jeszcze jeden element – „tego, kto rzucił śnieżkę”. Wtedy wszystko zgadza się, i Ziemia razem z „zamontowaną” ścianą nie musi nawet mikroskopijnie się poruszać, nabywając pędu od elementu, znajdującego się wewnątrz układu „planeta Zemeja”.
A ponieważ to ja jako pierwszy zaproponowałem rozpatrzyć ten nieodpowiedni układ, to primo uważam siebie za... eee... lekkomyślnego człowieka, secundo daję tym razem za wygraną.


Cytuj
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Już nie ma to znaczenia, ale... Po zderzeniu zero wynosi wektorowa suma prędkości kulek, suma skalarna zaś wcale niezerowa, i równa się dokładnie sumie skalarowej prędkości do zderzenia (za umowy, że ściana jest sprężysta i nie pochłonia energii). Energia wewnętrzna kulek - to też energia kinetyczna, energia "ruchu cieplnego". Gdyż energia kinetyczna mv2/2 to wielkość skalarna (w odróżnieniu od pędu i prędkości), kierunek wektorów prędkości nie odgrywa żadnej roli.
22
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 09, 2018, 09:48:53 pm »
Cytuj
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę
Jak już pisałem, za układ uważam Ziemię
Wobec tego oczywiście jeśli Ziemia czyli planeta "w próżni" jest takim układem, to występuje to co trafnie określiłeś próbą napędzenia łodzi poprzez bieganie od dzioba do rufy. Osoba rzucająca śnieżkę napędzi ziemię w jedną stronę, a kiedy ta śnieżka trafi w ścianę, to efekt się zniesie.
Cytuj
Założmy, że obie kulki leżą na jednej prostej, mają jednakowe masę i prędkość. Po zderzeniu obie kulki zatrzymają się. Jeśli umieścić punkt odniesienia w środku masy układu, czyli w punkcie zderzenia, wyjdzie, że suma wektorowa pędów równa się zeru do i po zderzeniu, niezależnie od tego, kto ma słuszność – Ty czy ja.
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Cytuj
Sam pisałeś przecież:
Cytuj
Przy czym poruszamy się w obrębie fizyki klasycznej, poza którą ja nosa nie wysadzam :)
Nie wysadzam w zakresie rozważań, bo na to jestem za głupi, ale z drugiej strony czytam o tym i wiem, że fotony mają pęd i dlatego może działać silnik fotonowy. Więc jakby tak superdokładnie badać klasycznie jakiś układ to pęd może nie być stały w izolowanym układzie.
Cytuj
Może jednak da się obrać taki układ odniesienia, tak żeby pęd sumarny, jak do, tak i po, wynosił zero? Jeden facet twierdził przecież, że ruch to rzecz względna, i wzystko zależy od układu odniesienia - a był on geniuszem...
Nie chodzi tu o punkt odniesienia. Pęd jest wielkością wektorową. Nie da się rozłożyć niezerowego wektora na inne wektory tak, żeby ich wektorowa suma była równa zero. Przed zderzeniem wektory pędu wszystkich kulek mają ten sam zwrot i kierunek, można je więc sprowadzić do jednego wektora tak samo skierowanego, o długości n wektorów poszczególnych kulek. Po zderzeniu, skoro pudło jest nieruchome mimo wciąż odbijających się kulek, wektor wypadkowy jest równy zero.
23
Forum po polsku / Odp: Re: Świat, w którym wszyscy będą czytać "Postępy fizyki" przy obiedzie...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Styczeń 09, 2018, 04:10:50 pm »
Bo to była perspektywa religijna. Z poziomu nieba. Duży Bóg, mniejsze postaci aniołów i świętych. I w dole ziemia z maleńkimi ludźmi i ich jeszcze mniej ważnymi zajęciami.
 Zabawne, że obecna perspektywa "kosmiczna" jest nieco podobna. Ziemia nadal jest mała, a ludzi nie widać wcale. Boga zresztą też nie widać

Po latach do tego wrócę, bo b. silnie mi się skojarzyło:

"Nad blatem wisiała książka.
- Pan - czyta?
Odwróciłem książkę okładką do góry. Poezje Walta Whitmana.
- Tak.
Zdradził się tym krótkim „tak". A właściwie sposobem, w jaki je wypowiedział. To nie była monosylabowa gburowatość, ani nieśmiałość, ani sygnał niechęci do rozmowy. To już było „tak", które przychodzi po wielu latach odpowiedzi na podobne pytania, gdy w im szczersze, dłuższe, bardziej szczegółowe tłumaczenia się wikłał, w tym głupszej sytuacji na koniec stał. Konieczny jest bowiem pewien wspólny kod, sekretny język, system umówionych znaków. Wpierw rozpoznajemy się między obcymi - jeden na sto, jeden na tysiąc - i dopiero przystępujemy z otwartym zaproszeniem; wówczas można je przyjąć lub odrzucić bez strachu przed pułapką towarzyską i napiętnowaniem.
Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej.
Szukałem słów.
- Ja też, kiedy nie mogę spać...
- Lek na bezsenność?
- W kosmosie, w tej ciszy maszynowej...
- Tak.
Tak. Rozumie? Być może. Sam nie do końca rozumiałem.
Głos miał cichy, jakby przygaszony, wycofany. Nad każdym zdaniem wisiało ćwierć pytajnika, muzyczny znak niepewności.
Wykreśl trójkąt równoboczny: bezczelność - nieśmiałość - i co na trzecim wierzchołku?
Kartkowałem tomik.

Noc na preriach,
Już po kolacji, przygasa, tli się ognisko,
Zmęczeni emigranci śpią, owinięci w koce.
Sam idę w ciemność, przystaję i patrzę na gwiazdy.
Wydaje mi się, że ich nigdy dotąd nie pojąłem.
Teraz wstępuje we mnie pokój i nieśmiertelność,
Pochwalam śmierć i sumuję dane.
Jakie skróty! Jaka zgodność! Jaka plenitudo!
Ten sam dawny człowiek i dusza - te same stare dążenia i treści.
Wierzyłem we wspaniałość dnia, aż nie-dzień pokazał mi inną,
Myślałem dość o tej planecie, aż otoczyły mnie miriady planet.
Przestrzeń i wieczność napełniły mnie, siebie zmierzę ich miarą,
Żywoty innych planet przeniknęły mnie, zrównane z żywotami na Ziemi
Albo czekające, żeby się zrównać, albo wyższe od naszych.

Zbyt długo trzymałem książkę otwartą - spostrzegł, że dałem się zaczarować. Odłożyłem tomik z mimowolnym uśmiechem skrępowania. Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej. Oddawaliśmy się tu pod osłoną pancernych płyt oczywistym nieprzyzwoitościom.
Pasażer delikatnie zamknął Whitmana.
- Sztuka - powiedział - nie przystoi człowiekowi praktycznemu. Czyż nie tak?
- Sztuka zaczyna się, gdy ludzie się nudzą. To dlatego na długich trasach -
- Jak umysł zwalniany z obowiązków racjonalności na czas snu. Mhm?
- A przynajmniej ta potrzeba, głód sztuki. Lub czegoś zamiast.
- Ale to nie jest przypadkowe. To nie może być „coś". - Wskazał wzrokiem książkę. - Dlaczego się pan zdziwił? Nie tylko że wiersze, ale że takie wiersze.
- Poezja nieśmiertelną jest - zażartowałem.
Nie podjął żartu.
- Poezja to martwa informacja. Co zaś może być nieśmiertelne? Przystosowanie ludzi do reagowania na dane związki semantyczne, melodykę wersu, symbolikę i temu podobne. Że pokolenia zastępują pokolenia, cywilizacje - cywilizacje, technologie - technologie, a nadal te same słowa budzą w ludziach tak samo silny rezonans.
- Skoro tak woli pan to ująć.
- Te same słowa. Ale niektóre jednak nie. Nie każda sztuka przetrwa zmianę. Prawda?
- Widać więc zła sztuka to była.
- Zła dla nas, dobra dla nich. Co się zmieniło? - Przytknął palce wskazujące do skroni. - My.
- Wiadomo, kultura, warunki życia, język...
- To na wierzchu. A pod spodem?
Obkręcił się w powietrzu ku górnemu schowkowi i z plastikowego opakowania wydobył pokaźnych rozmiarów album w lśniących okładkach. Za główną ilustrację na jego froncie posłużyła fotografia naskalnego malunku prehistorycznego - jelenia? wołu? Kilka kresek, dwie barwy.
Pasażer otworzył album, przekartkował.
- Proszę spojrzeć.
Wybiegły na nas stada koni i bizonów, trochę jak z Picassa lub Dalego: niekiedy oddane jedynie za pomocą paru linii, szkicowe, niekiedy w polichromiach, zawsze jednak z silnym wrażeniem ruchu, z wrażeniem masywności, potęgi. Przewracałem twarde stronice. Obrazy opisano, odatowano. Altamira, Castillo, Le Clotilde de Santa Isabel. Byki, niedźwiedzie, jelenie. A tu - tu już w takim tłoku, w hordzie napierającej ze ściany, że jeden sus więcej - i wysypałyby się z pradawnego fresku wprost na patrzącego.
- Sztuka czy nie sztuka, Doktorze?
- Co przetrwało -
- Co przetrwało w nas z tamtego praczłowieka, że nadal na nas oddziałują jego dzieła. Tak trzeba pytać.
La Peña de Candamo: jeleń, koń, bizon. Cortezubi: niedźwiedź jak żywy. La Mairie, Teyjat: niedźwiedź pochyla łeb - to już więcej niż wizerunek zdjęty z oka, to próba transferu uczucia.
Kolejny etap: uruchomienie narracji, obraz rozkwita w opowieść. Les Trois Frères - tuziny bizonów, konie, renifery i coś jakby człowiek. Fryz z Roc-de-Sers: oszczepnik ucieka przed wołem, czarownik w masce zastępuje drogę koniom, napierają bizony, niedźwiedź, głuszec.
Praartyści uczą się oddawać ruch: bieg to podwójna liczba kończyn.
Pasażer postukał w tabelkę na marginesie. Strzałka określała kierunek ewolucji sztuki: zadrapania na skale - ryty krzywych linii - prymitywne, bardzo uproszczone wyobrażenia zwierząt - ryty coraz głębsze, aż do płaskorzeźb - i genitalia.
- Tu już nakładają się seksualność i elementy kultu.
- Też pewna ciągłość, to pan chce powiedzieć.
- Też.
Venus Impudique z Laugerie Haute: wysoki tors z mocnymi nogami biegaczki. Ale i grube, obłe figurki z jaskini Rideaux w Lespugue; podobne - z Willendorfu. Na płaskorzeźbach w Laussel uwiecznialiśmy kobiety o szerokich biodrach i wielkich, obwisłych piersiach niczym wymiona. W rozdziale o kulturze oryniackiej zdiagnozowałem zaś po pierwszym rzucie oka genetyczną steatopygię.
- Rozbieżne ideały seksualne, stąd nasze odruchowe odrzucenie. - Pasażer pociągnął z gruszki głębszy łyk. - Eros jest bardziej zmiennym, czysta pornografia starzeje się w jedno pokolenie, czasami jeszcze prędzej.
- Więc co było wcześniej? - Zerknąłem na witrażowe astrografie na ścianie. - Kontemplacja natury?
- Są też intuicje głębsze. Te hieroglificzne ryty ze stropu Altamiry sprzed dwudziestu tysięcy lat. - Przekartkował wstecz i wskazał palcem. - Podobny protojęzyk pojawił się po kilkunastu tysiącach lat na Krecie.
- Idzie panu o taki estetyczny niezmiennik, na którym opiera się każda sztuka prymitywna, nieobudowana jeszcze żadnym formalizmem, manieryzmem, żadną świadomością sztuki. Złoty podział, połowa z sumy jedynki i pierwiastka kwadratowego z pięciu. Wiedział pan, że Nawigator kolekcjonuje imbriumistów?
- Ach, ale prymitywna sztuka kosmiczna nie może być powieleniem, ani przedłużeniem sztuki człowieka prymitywnego! Na tym polega problem z nieodwracalnością postępu. Imbriumiści mają przecież w pamięci całą dotychczasową sztukę człowieka. A nawet gdyby jej nie znali - siedzi on w nich tak czy owak: bo urodzili się i wychowali w kulturze zbudowanej także na tamtej sztuce. Co więcej, sztuka prehistoryczna służyła - zamiast narzędzi jeszcze niewykształconych, jak pismo czy nauka - do opisania, zrozumienia świata. A przecież nie ma dla nas powrotu do stanu „sprzed pisma", „sprzed nauki". Nie można budować estetyki na symulacji samoograniczenia.
- Jakie więc mosty chce pan tu przerzucić ponad dziesiątkami tysięcy lat?
- Są połączenia, mhm, anegdotyczne. Najstarszy dokument ludzkiej astronomii, kość paleolityczną z zapisem obserwacji Księżyca prowadzonych przez sześćdziesiąt dziewięć dni, znaleziono w dolinie Wezery, gdzie powstały te wszystkie podziemne skarbce sztuki: Lascaux, Laussel, Combarelles, Font-de-Gaume, a niedaleko są i Teyjat, i Pair-non-Pair.
- Ale kiedy pan mówi „prymitywna sztuka kosmiczna", ma pan jednak na myśli konkretny, żywy nurt sztuki różny od wszystkiego, co powstało na Ziemi. Imbriumiści, jeśli prawidłowo pamiętam ich manifesty, uzasadniają tę odrębność politycznie i mistycznie. - Na to krótki grymas pogardy mignął na wargach Pasażera. - Pan się z nimi nie zgadza.
Zamknął album, schował z powrotem do futerału. Przez chwilę błądził wzrokiem po kabinie, jakby szukając punktu do zahaczenia i zawiązania początku zerwanej myśli.
- Że nam się podoba, co się podoba, że piękne jest piękne... Wyobraź pan sobie tę mgławicę dokładnie taką samą - tylko że brzydką, nie piękną.
Żachnąłem się.
- Aha! - Uniósł palec. - Gdzie to w nas siedzi? W mózgu, a po trochu i w genach. Złote proporcje, symetrie, synkopy, czarny kwadrat na białym tle i kształt kobiecej piersi. Żeśmy stawali na nogi na sawannach afrykańskich i ćwiczyli głębię spojrzenia, wypatrując drapieżników pod drzewami - także stąd.
- To znaczy - jak konkretnie?
- Dlaczego na przykład akt mniej jest nam piękny w klinicznej, ginekologicznej otwartości i jasności, a bardziej - w połowicznej zasłonie, właśnie nieodkryty, czyli półakt, sugestia i zapowiedź raczej?
...Dlaczego piękno widzimy w Tajemnicy?
- Dlaczego?
- Ponieważ lwy i tygrysy! - Odrzuciwszy gruszkę, poszybował pod sufit i musiał się odepchnąć z powrotem. Złapał się blatu. - Uczono pana przecież zasad gier biologicznych, Doktorze. Ewolucja nagradza tych, co potrafią w porę rozpoznać przyczajonego drapieżnika; geny mniej uważnych giną pożarte razem z ich nieszczęsnymi nosicielami. Powstaje mechanizm nagrody, uczucia satysfakcji z rozpoznania ukrytego wzorca, z dopowiedzenia w myśli reszty kształtu zwierzęcia między gałęziami, źdźbłami trawy. A ziemska ewolucja fauny preferowała formy symetryczne, zwierciadlane, toteż takie są nasze odruchy estetyczne i taki prawzorzec piękna: bo ten, kto domyślał się kształtów w mroku wedle reguł symetrii, większą miał szansę przeżycia w Edenie mięsożerców. Tak też narodzili się bogowie: z bardzo racjonalnego domysłu świadomej intencji kryjącej się za fenomenami natury. Kto się ich nie domyślał, częściej ginął zaskoczony przez przypadek jednak nieprzypadkowy.
...A co jest brzydkie? Nieregularne plamy pozbawione wyraźnego profilu. Mózg rozpoznający tysiąc potencjalnych zagrożeń na sekundę nie może analizować w pełni każdego kształtu i ruchu z osobna - co najwyżej skupiłby się na jednym czy dwóch, ignorując pozostałe, a to prędko okazałoby się fatalnym. Znowu więc nagrodę otrzymujemy za umiejętność rozpoznania owych cech charakterystycznych, profilu, gestaltu. To on decyduje - nie zaś w pełni realistyczny obraz całego obiektu odkrytego. Człowiek bardziej jest podobny do swojej karykatury niż do fotografii. Stąd takie właśnie malowidła naskalne, stąd minimalizm piórka i węgla, stąd abstrakcjoniści.
...A więc planeta, ciążenie, dzień i noc, niebo na górze, ziemia pod stopami, oczy mięsożercy, hipokamp i ciało migdałowate wyrosłe na małpich strachach i przyjemnościach... Z tego wyszli i Fidiasz, i Picasso, i Bach, i Walt Whitman. Pojmuje pan, Doktorze?
- Inna ewolucja, inne piękno, to oczywiste.
- Ewolucja, ale także środowisko. A teraz weź człowieka, ba, już całe pokolenia ludzi wychowanych bez planety, bez dołu i góry, och, zatracających w ogóle poczucie góry i dołu, jak i panu na pewno się w nieważkości nieraz przydarzało - zgubić orientację ciała w umyśle: stopy są górą, głowa dołem ciała -
- Trzeba się wtedy uderzyć mocno.
- Więc weź pan pokolenia wychowane już w tym stanie, żyjące w sztucznych światłach i barwach, weź pan człowieka urodzonego do kosmosu - jaka mgławica jemu będzie piękną?
Udałem, że się zastanawiam.
- Ten połamany kosmo-art w kabinie Nawigatora...
Pasażer z powrotem przygasł, stłumił głos, umknął wzrokiem. Pochwycona gruszka z napojem dała mu zajęcie dla dłoni.
- Nie szukam piękna kosmosu - rzekł. - To mam na Ziemi, właśnie w zdjęciach mgławic i supernowych, w negatywach koron słonecznych. Szukam piękna z kosmosu - pierwszej sztuki naiwnej tego nowego szczepu, nowego Homo ludens, który jeszcze sam nie wie, że inne Muzy go prowadzą, inni bogowie w kołysce do ucha mu szeptali."


niestety, nie Lem tylko
Dukaj "Oko potwora"

(Jest tam wzmianka o kosmo-arcie, doprecyzuję o czym mowa:

"Przedmioty budzące na aukcjach zainteresowanie Nawigatora nie dawały się łatwo sklasyfikować jako rzeźby lub obrazy. Na zdjęciach sprawiały wrażenie raczej przypadkowo wyrwanych części jakichś większych dzieł. W ich opisach stosowano żargon imbriumistyczny: „duch pustki", „barwy przeciążenia", „strukturalna próżnia". Albo ktoś żył w tej poezji i coś to wtedy dla niego znaczyło, albo nie i był to bełkot.
/.../
Jęknęła stal. To wróciła nieważkość. Złapałem się półki podsufitowej i zdryfowałem w powietrzu. Zahaczyłem przy tym nogą o stos odpadków na podłodze. Pchnięta plątanina wzniosła się powoli ku sufitowi, rozprężając, rozkładając się niczym origami, kwiat albo sidła kłusownika. Patrzyliśmy w milczeniu.
Była to prymitywna wersja kosmo-artu - jak z tych fotografii w katalogach sztuki Nawigatora. Teraz, w zero gie. Bo zgnieciona grawitacją, pozbawiona swobody trzeciego wymiaru - kupa śmieci.
- Poznałbyś?
- Nie.
- On poznał."
)

ps. Kusi mnie założenie wątku o sztukach wizualnych, podobnego do tego o muzyce...
24
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 09, 2018, 10:12:23 am »
Będę odpowiadał stopniowo, krok po kroku.
Cytuj
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę
Jak już pisałem, za układ uważam Ziemię (bo na innych planetach może i nie być ścian i śnieżnych kulek ;)). „Śnieżka” z kosmosu – to obiekt spoza układu (a może i Układu :) ) i zrozumiało samo przez się, może zmienić pęd Ziemi. Jak ten, nad Tunguzką, z 1908 roku.
Cytuj
jeśli masz wątpliwość - musi ona także dotyczyć dwóch kulek w izolowanym układzie (pusta przestrzeń i dwie kulki).
Przykład bardzo znamienny. Założmy, że obie kulki leżą na jednej prostej, mają jednakowe masę i prędkość. Po zderzeniu obie kulki zatrzymają się. Jeśli umieścić punkt odniesienia w środku masy układu, czyli w punkcie zderzenia, wyjdzie, że suma wektorowa pędów równa się zeru do i po zderzeniu, niezależnie od tego, kto ma słuszność – Ty czy ja.
Można zamienić kulki na pudełka z kulkami, wynik będzie ten sam.
Cytuj
Trzeba jeszcze dodać możliwość emisji fotonów a może i grawitonów
Sam pisałeś przecież:
Cytuj
Przy czym poruszamy się w obrębie fizyki klasycznej, poza którą ja nosa nie wysadzam :)
Cytuj
Dobrym modelem plasteliny w tym względzie jest sztywne, sprężyste pudełko wypełnione sprężystymi kulkami.
O, to bardzo dobry model fizyczny, dziękuję.
Uporządkujemy najpierw oznaczenia. O ile zrozumiałem z Twojego wzoru mv1+MV1=mv2+MV2 ,
m – masa sumarna kulek, M – masa ściany, v1 – prędkość kulek do zderzenia, v2 – przeciętna prędkość kulek po zderzeniu, V1 – prędkość ściany do, V2 – pr. ściany po.
Dalej, napiszemy Twoje równianie w formie wektorowej:

    n  ->                    n  ->
m Ʃv1i + MV1 =   m Ʃv2i + MV2
    i=1                       i=1

W Twoim modelu pudełko jest obiektem niesprężystym, ściana natomiast twarda i sprężysta. Założmy jednak, że nasza ściana, lub pewna jej część w miejsce zderzenia, jest złożona nie z cegieł, lecz z takich samych pudełek z kulkami o sumarniej masie M. Co mamy? W miejscu zderzenia znajduje się pudełko, po zderżeniu kulki w środku nabędą pędu. Ale ich ruch już po ułamku sekundy będzie chaotyczny, z tego samego powodu, co i w „pocisku”. Tym bardziej chaotyczny będzie ruch w sąsiednich pudełkach. Pytanie – a czym w istocie różni się to zdarżenie od wyżej opisanego, z dwojgą pudełek? Obaj obiekty po zderzeniu są nieruchomi, „temperatura” natomiast wzrosła.

Rozumowania niby tak niczego, widzę jednak pewną sprzeczność w matematyce. Mianowicie, wektorowa suma pędów „do” jest niezerowa, „po” natomiast dokładnie zerowa. Czy ta sprzeczność jest do usunięcia, czy też nie – na razie nie wiem. A raczej nie, zasada zachowania pędu to rzecz twarda. Dura lex, sed lex, można powiedzieć :).
Może jednak da się obrać taki układ odniesienia, tak żeby pęd sumarny, jak do, tak i po, wynosił zero? Jeden facet twierdził przecież, że ruch to rzecz względna, i wzystko zależy od układu odniesienia - a był on geniuszem...
25
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Styczeń 08, 2018, 11:28:52 pm »
Może Wojtek O. chciał się popisać, że trudne słówko zna? ;)

Tymczasem wygrzebał mi się taki oto tekst o Demonie Drugiego Rodzaju:
https://dallingtonsmithdita14.wordpress.com/2014/10/26/a-demon-of-the-second-kind-stanislaw-lems-take-on-information-theory/

ps. Trochę o autorze (studenciakiem wonczas był):
https://blogs.city.ac.uk/citylis/2015/05/27/citylis-student-perspectives-dominic-allington-smith-library-service-assistant-and-library-science-student/
https://blogs.city.ac.uk/citylis/2016/02/29/focus-on-alumni-dominic-allington-smith-on-his-work-with-ucl-discovery/
I dysertacji jego:
https://dallingtonsmithdita14.wordpress.com/2015/05/31/anticipating-the-dissertation-an-introduction-to-my-research-project/
(Biografię można sobie darować, ale pod ostatni link proponuję zajrzeć, bo tytuł pracy owej "Anticipating the Internet: how the predictions of Paul Otlet, H.G. Wells and Vannevar Bush have shaped the Digital Information Age", a to co na blogu uznać można za jej rozbudowany abstrakt.)
26
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 08, 2018, 08:20:50 pm »
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę ;) . Ogólnie jeśli masz wątpliwość - musi ona także dotyczyć dwóch kulek w izolowanym układzie (pusta przestrzeń i dwie kulki). Ziemię, Słońce i całą resztę można na takie kulki, plastyczne bądź sprężyste rozłożyć. Trzeba jeszcze dodać możliwość emisji fotonów a może i grawitonów, ale poza tym to musi się zgadzać.

Dobrym modelem plasteliny w tym względzie jest sztywne, sprężyste pudełko wypełnione sprężystymi kulkami. Kiedy takie pudło leci z predkością v a kulki są wobec niego nieruchome, to pęd pudełka (załóżmy, że samo pudło jest nieważkie) wynosi nmv, gdzie n to liczba kulek, m ich masa, a pęd każdej kulki to mv. Kiedy pudło trafi w ścianę, to kulki zaczną się odbijać sprężyście od ścianek pudełka i między sobą. Można założyć, że błyskawicznie ich ruch będzie całkowicie chaotyczny (co łatwo sprawdzić rzucając kulkami stalowymi w jakimś sztywnym pudełku - nie odbije się, o ile masa pudełka jest zaniedbywalna w stosunku do masy kulek). Ponieważ kulki są sprężyste, to po odbiciu średnio każda z nich ma taki sam co do wartości pęd mv, ale że będą miały różnie skierowane zwroty, to pędy w sumie zniosą się do zera i pudełko jako układ będzie miało pęd zero. Tak więc "mikroskopowo" jest to to, o czym pisałeś - energia kinetyczna poszła na podniesienie "temperatury" - początkowo kulki w stosunku do pudełka były w bezruchu, a teraz latają po nim jak stado os.

Z drugiej strony wiesz czy nie wiesz jaka jest zawartość pudełka, to o ile znasz jego prędkość i masę (oraz obiektu, z którym się zderzyło), to możesz napisać równianie mv1+MV1=mv2+MV2. No i z tego równania siłą rzeczy "wyjdzie Ci", że obiekt, w który uderzyło pudełko otrzymał pęd, bo inaczej pudełko by się nie zatrzymało. Oczywiście to nie tyle z równania wychodzi, co tak jest skonstruowane równanie, bo tak jest jak dotąd niepodważona eksperymentalnie zasada zachowania pędu. Zwróć uwagę, że bardzo ciekawe jest to, że pudełko przekazuje pęd n kulek o wartości nmv - a równocześnie nadal każda z kulek ma średnio co do wartości taki sam pęd jak przed zdarzeniem :) , co sumarycznie, skalarnie daje również nmv.
27
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 08, 2018, 07:20:55 pm »
Możesz oczywiście tę ścianę zamocować, żeby się nie ruszała, np. do planety. Wówczas w tym równaniu nic się nie zmieni tylko różnica mas sięgnie nie 6 a np. 24 rzędów a ściana będzie owszem nieruchoma względem planety, ale będzie się ruszać razem z planetą.
Niby zastanawiałem się nad takim wariantem. W takim razie mamy do czynienia nie z układem „śnieżka – ściana”, lecz z układem „cała planeta” (naturalnie, jeżeli ściana „zamontowana” do Ziemi, jak jej i należy), śnieżka zaś jest jego nieodłączną częścą. Zdaje mi się, że dowolne ruchy, przesunięcia jej elementów – śnieżki, góry lub nawet kontynentu – nie mogą zmienić jej sumarnego pędu i nawet o mały włos nie zruszą ją z orbity wokół Słońca.

Podobnie jak człowiek, znajdując się w nieruchomej łodzi na gładkiej powierzchni stawu i poruszając się, w żaden sposób nie potrafi wprawić łódkę w ruch, czyli „napędzić” ją. Albo też astronauci, załoga stacji orbitalnej, hasają po całemu statku, stacja zaś bynajmniej nie schodzi z orbity.
Przepraszam, ale w dalszym ciągu nie jestem pewien, że impet „ucieka do Ziemi”.
30
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez xpil dnia Styczeń 08, 2018, 03:39:20 pm »
Temat kuli karabinowej oraz co takowa może zrobić z obiektem o dużo większej od siebie masie jest naprawdę interesujący. Jeden z moich ulubionych internetowych rysowników - matematyków zrobił swego czasu całkiem porządną analizę w temacie "czy da się zatrzymać pędzący bezwładnie pociąg za pomocą kul karabinowych?". Bardzo, bardzo polecam, kawał solidnej matematyki i fizyki: https://what-if.xkcd.com/18/
Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10