Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 583
31
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 23, 2017, 11:05:02 pm »
tym niemniej świat jest bardzo skromną realizacją matematyki.

I tu nam (Wam?) się dyskusja ładnie zapętla z tym, co to miazo o szalonym krawcu...

32
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 23, 2017, 10:44:44 pm »
Sięgnę oczywiście, jeśli Lem i Ty polecacie.

Lem i ja... Tucz tak moje ego dalej, a nie przyzwoitość już, lecz wszelkie jej pozory, porzucę ;).

A od czego poradzisz zacząć lekturę? Od poezji ornitolologicznej (czy też ornitologii poetycznej)? A czy nie ma czegoś bliższego do nauki ścisłej? Czegoś z całkami i pochodnymi... No, żartuję, żartuję...

Ta ornitologiczna to nie jest najgorszy początek, lemowskie Apokryfy w końcu przypomina. Zresztą... jak już się przez moje cytaty przebiłeś, to 2/3 owego opowiadania znasz (pierwszych +/- 33% jest najmniej ciekawe, bo niepotrzebnie grzęźnie w dosłowności, ale i to doczytać możesz, bo ma trochę - jakby cortazarowskiego - uroku).

Nauki ścisłe? Trudno będzie, bo ona zasadniczo na antropologii kulturowej budowała, ale możesz zacząć od "Wydziedziczonych". Tam jest przynajmniej o fizyku, choć i do wspomnianego Marksa niedaleko.

Dodam jeszcze od siebie:

Diabeł = Kapitalizm (jako wariant: Kontrrewolucja)
Judasz zdrajca = Karl Kautsky
Piotr Apostoł = Engels
Piśmo Święte = „Das Kapital”
Raj = Komunizm

Da się, da się... nawet głębiej, boć i chrześcijaństwo to przecież jedna z frakcji postpitagorejskich* ::).

* Który to wątek Eco bym podsunął, gdyby żył ;).

33
Pamiętamy. Pamiętamy też "Idiotę" Spallanzaniego ;). Tylko pytanie kto się tu w końcu ugenialnia ;).

34
Poczułem się jak Marcin co uczył Marcina niniejszym (bo wyjdzie na to, że odwołuję się do niedoczytanego/niezapamiętanego jak trza) ;), ale spróbuję się wykręcić (skoro Lem kluczyć mógł, co uczciwie w autorecenzji "Doskonałej próżni" przyznał, to i ja, uczeń niegodny, się odważę ;) ) tezą, że założyłem, iż maziek (w końcu bystrzejszy od nas obu pod tylu względami ;) ) jeno się krygował. (W najgorszym wypadku wyjdzie, że sądziłem według siebie, bo Las Birnam pamiętam od najwcześniejszego dzieciństwa, z lektury "Makbeta" czytanego ukradkiem na wychodku, czym się już bodaj przechwalałem. Oczywiście nic nie zrozumiałem, poza tym, że Makduf musiał się urodzić w wyniku cesarki, ale fakt podchodzenia pod mury z gałąchami w ręcach ;) jakoś mi się z automatu utrwalił.)

35
Witaj Henry (to po Inżynierze-Henryku z "Edenu"? ;) ). Zasadniczo o co z "Akademią..." (i jej regułami) chodzi liv wyłuszczył, więc w tym zakresie do dodania nic nie mam.

Odniosę się tylko do tego:
Na Kwintę poleciał Parvis. Dlaczego? Otóż na statek kosmiczny zabrano ciało zwitryfikowane, znalezione w unieruchomionych obwałami wielkochodach. Gdy Parvis dotarł do wielkochodu Pirxa, ten miał wybitą szybę i był opuszczony, ergo - Pirx nie poddał się witryfikacji. Jak go znamy, zapewne ruszył pieszo dalej. Tak po prostu.

Na kwestię Parvisa-jako-Tempego zwracał uwagę już (w swoim, lakonicznym, stylu) Hoko (w ramach dyskusji nad - mówiąc modnie - fanfikiem, który stworzył na marginesie niniejszej debaty).
Da się stąd zresztą wysnuwać (na upartego) pewne optymistyczne wnioski odnośnie losów drugiego pana P. ;), co już ponad dekadę temu - więc jeszcze wcześniej - pirxowa (nick zobowiązuje? ;)) czyniła.
(Nie jestem zwolennikiem tezy, że Lem celowo taki happy end zaplanował, na odwrót zgoła, ale lubię tę interpretację, choćby i wbrew autorskim intencjom, krzepiąca jest.)

A co do lasu - aluzja do starego Willa S. jest tak oczywista, że odnotowywanie jej miałoby posmak rozwodzenia się nad tym, że królowa Bona umarła.

Nie przejmuj się jednak, że tak - po benakibowsku - wszystko było. Czytasz Lema i potrafisz wyciągać wnioski, poradzisz sobie wśród nas ;).

36
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 23, 2017, 01:20:16 am »
B. piękny fragment, choć, szczerze mówiąc, Ursuly Le Guin, a również i Tolkiena nigdy nie czytałem.

Sięgnij zatem w wolnej chwili, bo Lem polecał (tak samo jak i ona Go zresztą; znaczy: poznali się na swoich talentach), Tolkiena natomiast nie ceniąc.

Kojarży mi się z pewnym, dość mało znanym opowiadaniem Marka Twaina, „Three Thousand Years Among the Microbes”. Niestety nie posiadam ebooka w języku angielskim, a polskiego tłumaczenia, zdaje mi się, w ogóle nie istnieje. Oto fragment, tłumaczenie gugla, korekta moja – LA.

I ten fragment piękny. To musi być zresztą mocna proza skoro i w guglowym przekładzie jej silę widać (albo też więcej translatorskiego talentu w rzecz włożyłeś niż się przyznajesz ;) ). Sięgnę, oczywiście sięgnę. Bo Twain nie dość, że pisarz z racjonalistyczno-sceptycznej szkoły, to jeszcze zasłużony autor SF i ceniony humorysta (b. lubię jego streszczenie biblii mormońskiej np.), co brzmi... znajomo? ;)

mój portret wisiałby w głównej sali poniżej Bacona a powyżej Karola Marksa :) :).

Brodatemu Karolowi zatem też za nieoryginalność przywalimy, tym razem - przywołanym przez olkę jako ulubieniec Lema - Russellem:

"By zrozumieć Marksa psychologicznie, trzeba używać następującego słownika:
Jahwe = Materializm dialektyczny
Mesjasz = Marx
Naród wybrany = Proletariat
Kościół = Partia komunistyczna
Powtórne przyjście (Mesjasza) = Rewolucja
Piekło = Kara na kapitalistów
Tysiąclecie = Rzeczpospolita komunistyczna.
Terminy podane z lewej strony oddają uczuciową treść terminów podanych z prawej strony, a to ta uczuciowa treść, bliska tym, którzy otrzymali wychowanie chrześcijańskie i żydowskie, czyni eschatologię Marksa wiarogodną. Taki sam słownik mógłby być zrobiony dla hitlerowców (Nazis), ale ich pojęcia są czyściej starotestamentowe i mniej chrześcijańskie niż pojęcia Marksa, a ich Mesjasz jest podobniejszy do Machabeuszy, niż do Chrystusa."


"History of Western Philosophy"

Może i tak. Wszystko zależy od wyboru umownego „zera” na tej skali.

Prawda. Wszakoż użyłem "zera" Twojego. Bo skoro ontyka nad fizyką (a więc zapewne i fizyka nad chemią, chemia nad biologią...), to...

37
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 22, 2017, 03:59:18 am »
zwykła grecko-hebrajska tradycja „wszystko na świecie da się wyjaśnić metodą ścisłego rozumowania”, jaka od dawna jest podstawą europejskiej filozofji, coraz częściej zawodzi. Tradycyjna logika Arystotelesa jest już nie do użytku w pewnych zakresach współczesnej nauki (kwantówka i inne), gdzie zdrowy rozsądek całcowicie odmawia posłuszeństwa.

Tylko, że to nihil novi... Przywołany już Bacon, w przywołanym "Novum...", tako rzekł (a rok 1620 wtenczas był):

"XI. /.../ logika, którą obecnie posiadamy, jest bezużyteczna dla tworzenia nauk,. .
XII. Logika, która jest w użyciu, przyczynia się raczej do utrwalania i utwierdzania błędów (które zasadzają się na pospolitych pojęciach), niż do poszukiwania prawdy; jest więc bardziej szkodliwa niż pożyteczna."


stoi wyżej – hierarchicznie, tak jak anatomia nad genetyką czy też psychologia nad fizjologią.

A nie na odwyrtkę? W końcu anatomię programują geny, a psychika pochodną jest neurofizjologii...

38
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 21, 2017, 06:44:38 pm »
Przejrzałem wątek pobieżnie i wychodzi mi na to, że tak się wszyscy podniecają tą całą eksploracją kosmosu (czy choćby tylko Kosmosu na początek, niech już będzie), tymczasem Homo Sapiens ledwie chwilę temu zszedł z drzewa i zrobił się dwunożny

Może właśnie dlatego wszyscy się podniecają? Takie na orbitę, czy na Księżyc, to znikomo mało w skali galaktyki, ale całkiem nieźle jak na (byłą) małpę.

dalibóg nie wiem do czego mu te ręce

Nasunęło mi się odruchowo kilka skojarzeń. Nie wiedzieć czemu wszystkie niecenzuralne... ;)

A za marnych parę miliardów lat nasi potomkowie (o ile takowi zaistnieją) będą przekonani, że niebo zawsze było czarne. Nie tylko pćmy, murkwie, natągwie, nupajki i nurkownice, ale też zwykłe gwiazdy w większości znikną z nieboskłonu, i nic na to nie poradzimy.

Jak już przy moich skojarzeniach jesteśmy przypomniałeś mi - tym razem chyba wiem czemu - "Perfekcyjną niedoskonałość" Dukaja, który ów proces znikania przyspieszył i ufantastycznił:

"W powietrzu lśnił teraz półprzeźroczysty owal cieczy, lepka błona. Manifestacja Deformantu przesunęła ją w bok.
Pod takim kątem ujrzał Zamoyski na owym ekranie czarną głębię kosmosu z milionem gwiezdnych cekinów, układających się w poprzek błony w Mleczną Drogę.
– To jest to, co stąd widzimy – rzekł mnich. – Ale to tylko światło. Tego już nie ma.
– Słucham?
– Tysiące lat będziemy jeszcze mogli podziwiać boski gobelin naszej galaktyki; lecz jej samej już nie ma. Wojny wyrwały się na wolność i przeszły od ramienia do ramienia. Każda drobina materii większa od cząsteczki wody została skollapsowana. Dotyczy to także wszystkich Kłów, które nie szły na kraftfali. Nie ma już Mlecznej Drogi – jest tylko mgławica czarnych dziur. Większość z nich zdążyła zresztą wyparować. Struktura grawitacyjna i moment pędu zostały zachowane – lecz teraz już tylko ciemność obraca się wokół ciemności. Wojny zaś – Wojny walczą dalej. Szukał pan urynału, panie Zamoyski? Tędy proszę."


Choć w jego wersji akurat my - bardzo swoiście pojęci my - mieliśmy sporo do powiedzenia.

Przy czym: owszem, sądząc po słynnym Silentium, jak też po biegu spraw ziemskich, trudno być przesadnym optymistą (tu gdzieś pytanie paść musi czy danie przez J.D. małpom takich brzytw, którymi zdołają narobić zniszczeń na galaktyczną skalę to szczyt optymizmu... czy na odwrót zgoła), lecz na sto procent nie da się wszak wykluczyć, że na końcu drogi następców byłych małp (czy jakichkolwiek innych produktów planetarnego szlamu, wzgl. jakichś innych środowisk mogących zrodzić coś ku Rozumowi ewoluującego) pojawi się jaki AC, który powie "Fiat lux!"...

39
Forum po polsku / Odp: Felietony Lema
« dnia: Grudzień 21, 2017, 10:38:34 am »
Pozwoliłem sobie dodać do naszego linkowiska-lemowiska (sekcja obcojęzyczna) dwa wywiady, oba zamieszczone w "Science Fiction Studies":

Raymond Federman, "An Interview with Stanislaw Lem" #29, 10:1 [March 1983] 2-14
https://www.depauw.edu/sfs/interviews/federman29.htm

Istvan Csicsery-Ronay, Jr., "Twenty-Two Answers and Two Postscripts: An Interview with Stanislaw Lem" #40, 13:3 [November 1986] 242-60
https://www.depauw.edu/sfs/interviews/lem40interview.htm

40
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 21, 2017, 01:51:56 am »
No, już dwaj – Lem i Hawking w jednym zastępie – napadli na biedaków filozofów :).
/.../
Wiem, że dyskusja z Lemem i Hawkingiem to podwójne bluźnierstwo, a nawet bezczelność.

To jeszcze trzeciego dorzucę, Bacona:

"W ogóle zaś filozofia albo brała za dużo tam, gdzie było mało do wzięcia, albo za mało tam, gdzie można było wziąć więcej. W każdym razie filozofia opierała się na zbyt wąskiej podstawie doświadczenia i historii naturalnej, i wyrokowała na podstawie mniejszej ilości danych, niżby należało. Albowiem tzw. racjonalistyczny kierunek filozofii wyrywa z doświadczenia różne i pospolite dane, i to bez należytego ich stwierdzenia, bez dokładnego ich zbadania i odważenia, polegając poza tym głównie na medytacji i pracy umysłu. Istnieje też inna odmiana filozofów, którzy pracowali sumiennie i dokładnie nad nielicznymi eksperymentami i stąd ważyli się wyprowadzić i wymyślić cały system filozoficzny - w dziwny sposób naginając do niego wszystkie inne.
    Istnieje też trzecia odmiana filozofów, którzy kierując się wiarą i kultem religijnym mieszają do filozofii teologię i tradycję. Niektórzy spośród nich w swoich rojeniach posuwają się tak daleko, że po nauki zwracają się wprost do duchów i opiekuńczych geniuszy, i od nich je wyprowadzają. W ten sposób pień błędów i fałszywej filozofii rozdziela się na trzy odnogi: sofistyczną, empiryczną i zabobonną."


"Novum Organum"

Odpowiem cytatem z ulubionego dzieła:
"...filozofią jest wszystko. W pewnym sensie jest, bo kura składając jajko, tym samym uzewnętrznia światopogląd empiryczny, racjonalistyczny, optymistyczny, kauzalistyczny oraz aktywistyczny. Ona składa jajko, więc działa, czyli jest aktywistką. Wysiaduje to jajko w przekonaniu, że ono się da wysiedzieć; to już jest znaczny optymizm. Ona liczy na pisklę, które wyrośnie na następną kurę, więc jest nawet prewidystką oraz kauzalistką, skoro uznaje związek przyczynowy między ciepłem swego brzucha i rozwojem pisklęcia. Ona nie umie tylko tego wszystkiego wygdakać i jej filozofia ma charakter odruchowy — jest wbudowana w jej kurzy móżdżek."
S. Lem, "Wizja lokalna"

B. ładnie się to zazębia z "Rękopisem na ziarenkach akacji" Le Guin (który ongiś cytowałem). Dlatego pozwolę sobie odpowiedzieć kolejnym jego fragmentem, dotyczącym ptasich móżdżków:

"Ogromne trudności, jakie stwarza odczytywanie pisma pingwinów, zostały ostatnio częściowo pokonane dzięki użyciu kamery filmowej do zdjęć podwodnych. Na filmie bowiem można powtarzać lub zwalniać płynne sekwencje pisma aż do chwili, kiedy przez ciągłe powtarzanie i uważną obserwację uchwycimy wiele elementów tej wykwintnej i pełnej życia literatury; chociaż jej niuanse i prawdopodobnie sama istota będą się nam zawsze wymykać.
Pierwszym, który zwrócił uwagę na pewne podobieństwo pisma pingwinów do pisma gęsi rasy tuluskiej, był profesor Duby. Umożliwiło to ułożenie pierwszego, próbnego słownika języka pingwinów. Wyzyskiwana do tego czasu analogie z językiem delfinów nigdy nie dawały większych rezultatów, a nieraz okazywały się wręcz mylące.
W rzeczy samej, na pierwszy rzut oka wydawało się dziwne, żeby pismo zapisywane prawie całkowicie skrzydłami i szyją w powietrzu miało okazać się kluczem do poezji pisanej na wodzie przez poetów o krótkich szyjach i wiosłowatych skrzydłach. Ale nie uznalibyśmy tego za takie dziwne, gdybyśmy pamiętali, że pingwiny to, wbrew pozorom, ptaki.
Aczkolwiek pismo ich przypomina w formie pismo delfinów, nie powinniśmy byli zakładać, że musi je również przypominać w treści, i rzeczywiście wcale go nie przypomina. Mamy tu oczywiście ten sam niezwykły dowcip i przebłyski absurdalnego humoru, pomysłowość i niezrównany wdzięk. Spośród całej literatury tysięcy gatunków ryb, tylko nieliczne piśmiennictwa zawierają pewien element humoru i to też raczej mato finezyjnego, prymitywnego, przy czym urocza lekkość humoru rekinów czy tarponów różni się zasadniczo od beztroskiej wesołości, którą można znaleźć w pismach waleni. Wesołość, radość i humor są cechą zasadniczo autorów pingwinów, jak również lepszych autorów z rodziny fok. Wszystkich ich łączy ta sama temperatura krwi. Ale odmienna budowa mózgu i macicy stwarza barierę nie do przebycia. Delfiny nie składają jajek. Z tego prostego faktu wynikają ogromne różnice.
Dopiero kiedy profesor Duby przypomniał nam, że pingwiny to ptaki, że nie pływają, ale latają w wodzie, dopiero wtedy zoolingwiści zaczęli traktować morską literaturę pingwinów ze zrozumieniem, dopiero wtedy kilometry nagranych taśm filmowych można było ponownie przejrzeć i w końcu należycie ocenić.
Ale wszystkie trudności przekładu mamy ciągle przed sobą.
Pewne zadowalające postępy odnotowaliśmy w rozszyfrowaniu dialektu pingwinów Adeli. Trudności w utrwaleniu na taśmie szeregu seansów kinetycznych w burzliwym oceanie o temperaturze poniżej 0 stopni i gęstym od planktonu jak grochówka, są znaczne, ale wytrwałość Koła Miłośników Literatury Polarnej im. Rossa została w pełni nagrodzona takimi fragmentami jak „Pod lodowcem” z „Pieśni jesiennej” - fragment, który zyskał światowy rozgłos dzięki interpretacji Anny Sriebriakowej z Baletu Leningradzkiego. Żadne tłumaczenie słowne nie może dorównać trafnością wersji Sriebriakowej. Po prostu nie sposób oddać na piśmie tej istotnej różnorodności oryginalnego tekstu, którą tak pięknie odtworzył cały zespół Baletu Leningradzkiego, W istocie bowiem to, co nazywamy „przekładami” z dialektu Adeli - albo innej kinetycznej grupy tekstów - to są, prawdę mówiąc, zaledwie szkice, libretto bez opery. Prawdziwym przekładem jest wersja baletowa. Słowa nie mogą tu wyrazić wszystkiego.
Dlatego, sądzę, chociaż moja opinia może wywołać pomruki gniewu albo wybuchy śmiechu, że dla zoolingwisty - w przeciwieństwie do artysty czy amatora – kinetyczna literatura morska pingwinów jest najmniej obiecującą dziedziną studiów, a co więcej, dialekt Adeli mimo całego uroku i względnej prostoty, jest mniej obiecującą dziedziną studiów niż dialekt cesarski.
Dialekt cesarski! Przewiduję reakcję moich kolegów na tę propozycję. Cesarski! Najtrudniejszy, najodleglejszy ze wszystkich dialektów języka pingwinów. Dialekt, o którym sam profesor Duby powiedział: „Literatura dialektu cesarskiego jest tak surowa i nieprzystępna, jak mroźne serce Antarktydy. Jej piękno być może jest nieziemskie, ale my nigdy nie zdołamy do niego dotrzeć”.
Być może. Nie znaczy to, że nie doceniam trudności, a jedną z większych jest tu natura pingwinów cesarskich, znacznie bardziej powściągliwych i skrytych niż inne gatunki. Ale chociaż może to zabrzmieć jak paradoks, właśnie ta ich rezerwa napawa mnie nadzieją. Pingwin cesarski nie jest bowiem samotnikiem, ale ptakiem stadnym i kiedy w porze lęgowej przebywa na lądzie, żyje w koloniach, tak jak pingwin Adeli, tyle że te kolonie są nieporównanie mniej liczne i spokojniejsze. Więzi pomiędzy członkami kolonii pingwinów cesarskich są bardziej osobiste niż społeczne. Pingwin cesarski jest indywidualistą. Dlatego wydaje mi się prawie pewne, że ich literatura okaże się pisana przez pojedynczych autorów, a nie zespołowo, i dzięki temu można będzie przełożyć ją na język ludzki. Będzie to nadal literatura kinetyczna, ale jakże różna od przestrzennej, wartkiej, złożonej morskiej twórczości zespołowej! Wnikliwa analiza i ścisła transkrypcja staną się wreszcie możliwe!
Co? - powiedzą moi oponenci. - Mamy pakować się i jechać na Przylądek Croziera, w ciemności, burze śnieżne i 60stopniowy mróz, mając zaledwie słabą nadzieję na sfilmowanie problematycznej, poezji kilku dziwnych ptaków, które siedzą tam wśród nocy polarnej, na wiecznym lodzie, z jajkiem na nogach?
Moja odpowiedź brzmi - tak. Ponieważ instynkt mówi mi za profesorem Duby, że pięknu tej poezji nie dorówna nic na Ziemi.
A tym z kolegów, którzy obdarzeni są ciekawością badacza i poczuciem piękna, mówię: wyobraźcie sobie: lód, zadymka śnieżna, mrok, nieustanne wycie i zawodzenie wiatru. Na tym czarnym pustkowiu kuli się grupka poetów. Głodują, nie będą nic jeść przez wiele jeszcze tygodni. W fałdzie skóry między nogami, pod ciepłym pierzem pokrywającym podbrzusze, każdy z nich trzyma jajko, chroniąc je w ten sposób przed śmiertelnym dotknięciem lodu. Poeci nie widzą się nawzajem ani nie słyszą. Wyczuwają tylko swoje ciepło. To jest ich poezja, ich sztuka. Jest cicha jak cała literatura kinetyczna, w przeciwieństwie jednak do innych literatur kinetycznych jest omalże nieruchoma, ledwo uchwytna. Nastroszone piórko, uniesione skrzydło, dotknięcie, lekkie, delikatne dotknięcie sąsiada. W niewymownej dręczącej, czarnej samotności - afirmacja życia. W pustce - przyjaźń. W śmierci - życie.
Dostałem ostatnio spore stypendium badawcze od Unesco i zorganizowałem wyprawę na Antarktydę. Mam jeszcze cztery wolne miejsca. Wyruszamy w czwartek. Gdyby ktoś z kolegów chciał z nami jechać - serdecznie zapraszam."

41
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 19, 2017, 01:43:02 pm »
Jednym słowem, wedle Hawkinga, fizyka i nauka w ogóle stoi wyżej niż filozofia. A filozofowie są ludźmi minorum gentium w stosunku do naukowców – w sensie potęgi umysłu. Hm, zaskakująca idea. Jak dotąd, było niby odwrotnie...

Czy tak zaskakująca, zwł dla nas, Lemowców?

"Wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, aniżeli zdolny byłby pojąć umysł człowieka, który stroniąc od eksperymentalnej nauki, pragnie się schronić w królestwie filozoficznego myślenia."

"Okamgnienie"

42
Forum po polsku / Odp: Eksploracja Kosmosu
« dnia: Grudzień 17, 2017, 11:49:28 pm »
Zdaje mi się, że Hawking po prostu szedł na skróty. Ot, chciał rzec, że bez tych komputerów nasze zdolności teoretycznego obrobienia danych empirycznych nie przebijałyby znacząco - mimo całego postępu w zakresie danych gromadzenia - możliwości może nie Heraklita i jego jońskich kolegów, ale - powiedzmy - Pascala, Leibniza, Newtona czy - nawet - Poincarégo z Russellem.

43
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Grudzień 17, 2017, 03:24:44 pm »
Drobna refleksja a propos tego, że dziś mamy:
- brak dziedziczności elit

Dukaj kiedyś narzekał (lamentował wręcz, jak sam to nazwał), że nie tworzy się dziś epiki w stylu XIX wieku. Co prawda narzekania dotyczyły rodzimego rynku literackiego, a książki o których zaraz powiem pochodzą z Anglii, ale zdarzyło mi się napatoczyć na tytuły stanowiące odpowiedź na te narzekania, bo wydają się niewiele tylko uwspółcześnioną wariacją na temat dawnych utworów Trollope'a i Edith Wharton. W zasadzie są to przyjęte przez krytykę z mieszanymi uczuciami, acz bestsellerowe, drobiazgi, jednak sięgnąłem po nie ze względu na - że tak powiem - towarzyszącą im otoczkę, ich autorem jest bowiem Julian Fellowes, scenarzysta altmanowego "Gosford Parku", twórca modnej niedawno ambitniejszej mydlanki "Downton Abbey", ale i - co istotniejsze w tym kontekście - obracający się od dzieciństwa w kręgach arystokratycznych potomek dyplomaty i - dożywotni, co prawda (to już znak nowych czasów) - baron zasiadający w Izbie Lordów (i dość aktywny tam jako torys i probrexitowiec). Zmogłem dwa tytuły. Pierwszy to "Belgravia", nawiązująca do XIX-wiecznych powieści odcinkowych, opowieść bazująca na popularnym (stendhalowsko-balzakowsko-thackerayowsko-prusowsko-reymontowskim, a i u Marcelka P. gdzieś w tle obecnym) schemacie ambitnego parweniusza usiłującego wybić się we wczesnokapitalistycznym społeczeństwie (i jeśli mająca jakiś walor, to odtwórczo-muzealny). Drugi - "Snoby", zasadniczo coś na kształt mocno ironicznego, i b. tak sobie napisanego (choć nie wiem czy i przekład swojego nie dokłada), romansidła o późnodwudziestowiecznym kopciuszku poślubiającym (dziedzicznego) lorda. I ta właśnie rzecz, mimo swoich niedostatków, mnie zaciekawiła, bo pisana jest wyraźnie z pozycji insidera, znającego z codziennego doświadczenia opisywane środowisko. A morał niesie tylko jeden - w kręgach dziedzicznej arystokracji brytyjskiej (która, dla swoich majątków i wpływów, stanowi wciąż realną siłę polityczno-ekonomiczną) w praktyce nic się nie zmieniło od czasów opisywanych przez wielkich poprzedników lorda F., no może trochę samoświadomego cynizmu przybyło.

Kto mi nie wierzy na słowo, a nie ma ochoty zagłębiać się w takie lektury (ani czekać na ich zapowiadane ekranizacje), niech rzuci okiem co pan autor ma do powiedzenia (Wojtkowi O.)... i jak mieszka:
http://wyborcza.pl/7,75410,20801363,czlowiek-z-krainy-lordow.html?disableRedirects=true

(Jasne, jest to wysepka w świecie rządzącym się innymi regułami, ale...)

44
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Grudzień 17, 2017, 02:30:40 pm »
O ile mnie wzrok, pamięć i przeglądarka nie myli też nie było linkowane...

Szymon Kukulak "Prawdziwy Wszechświat Lema. Opowieści o pilocie Pirxie a realna eksploracja Układu Słonecznego 1959–1971":
http://opcje.net.pl/prawdziwy-wszechswiat-lema/

Oraz... Agnieszka Gajewska "Stanisław Lem a myśl posthumanistyczna":
http://opcje.net.pl/stanislaw-lem-a-mysl-posthumanistyczna/

Oba teksty pochodzą z numeru 4 (105) 2016 Kwartalnika Kulturalnego "Opcje", który poświęcony był Lemowi właśnie:
http://opcje.net.pl/opcje-nr-4-105-2016/

45
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna   [Astronauci]
« dnia: Grudzień 17, 2017, 11:03:38 am »
- Międzynarodowe Biuro Regulacji Klimatów - winne ocieplenia klimatu?;) -  nie wzięło chyba pod uwagę, iż "stopienie tysięcy kilometrów sześciennych lodu" podniesie niebezpiecznie poziom wód w oceanach...wg pojawiających się w necie wyliczeń - byłby to rząd 60-70 metrów...są mapki pokazujące co znalazłoby się pod wodą:
http://geology.com/sea-level-rise/
Żegnaj polskie wybrzeże...Gdańsk na wyspie?

Czekaj... Po pierwsze te słoneczka zasilane są wodorem z oceanów, po drugie, wcześniej "zakończone zostało częściowe przelewanie Morza Śródziemnego w głąb Sahary", czyli niby coś tam tych wód ubyło zanim ich przybyło... Po trzecie... jak ci szczęśni komuniści (wariant obłoczny) fundnęli światu trudny, bolesny i wielki okres sprawiedliwego przetwarzania go, to mogli również dokonywać jakichś relokacji ludności (w końcu Stalin bawił się w masowe przesiedlenia) i prowadzić planową (jak wszystko tam) politykę populacyjną, czyli - zanim zaczęli podtapiać - poprzemieszczać ludność przeznaczonych pod zalanie terenów choćby na tę nawodnioną Saharę, albo poprosić ją ;) - cokolwiek po chińsku - by się nie rozmnażała (ew. jedno i drugie), a polskie wybrzeże zwyczajnie wkalkulować w koszta.
(Przy czym: oczywiście, w komunizmie, czy raczej socjalizmie, realnym, na przykłady z którego się powołałem, to by straszliwymi zbrodniami obocznie zaprocentowało. W takim lemowskim ludność pewnie sama - w imię wyższego celu - by się z pieśnią na ustach spakowała i przeprowadziła.)

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 583