Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 628
31
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Październik 04, 2018, 06:12:17 pm »
Dostarczyłeś mi kilku dobrych minut szczerego śmiechu, dzięki ;).

I, faktycznie:
po namyśle - nie taka znów zapaść...
Bo, primo - wygląda to miejscami na próby inteligentnego - modnie mówiąc - strollowania nauczyciela, a kiedy indziej - sprytnego odwołania się do jego sympatii (co w wypadku danej klasówki nie uratuje, ale na całościową ocenę może mieć już pośredni wpływ), a więc tacy znów głupi ci uczniowie nie są; secundo - stanowi pozytywny znak czasu, dowód, że stosunki uczeń-nauczyciel są dziś bardziej partnerskie i luzackie niż w czasach naszej młodości (kadet Pirx ani bohaterowie "Sposobu na Alcybiadesa" nawet by się nie odważyli pomyśleć o udzieleniu tego typu odpowiedzi, a dziś to przechodzi, i zdaje się bawić obie strony...).

Tymczasem jednak mocno zaskoczyło mnie TO:
https://www.pakamera.pl/akcesoria-muszki-krawaty-mucha-stanislaw-lem-1-nr2170919.htm
https://www.pakamera.pl/akcesoria-muszki-krawaty-mucha-stanislaw-lem-2-nr2143708.htm
Karnawał się zbliża, elegancka mucha może się przydać, ale żeby tak Lema pod szyją nosić? ???

32
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Październik 03, 2018, 11:41:12 pm »
z niejakim zdumieniem dowiedziałem się o istnieniu "dyskryminacji pozytywnej".

Dopiero teraz? Toś - szczęściarzu - głośne debaty o parytetach przegapił. Wtedy tym zwrotem szafowano...  ::)

33
żyjący złudzeniami, wierzący chyba ma większe zadowolenie z życia, niż żyjący wyłącznie rozsądkiem?

Z drugiej strony... Czy życie prawdą (jakkolwiek krucha i niepewna by nie była), nie jest.. hmm... godniejsze? Czy życie złudzeniami nie jest formą - świadomej lub nie - ucieczki przed rzeczywistością (w pierwszym wypadku ocierając się o tchórzostwo, w drugim - o psychozę)?

Nieśmiertelne w sensie biologicznym osobniki mogą jednak ulegać zagładzie z powodów zewnętrznych – wypadki, klęski żywiołowe itp. Zatem rozmnażanka jest niezbędna. A ponieważ tę rozmnażankę nie da się uczynić kontrolowaną (bo jak?), replikacja nieśmiertelnych niebawiem doprowadzi do katastrofy na kształt maltuzjańskiej.

Jednak... czy nie da się uczynić rozmnażania procesem znacznie bardziej kontrolowanym, wyrwanym spod kontroli biologicznych automatyzmów (potomstwo budowane na obstalunek, czy zgoła systemem fabrycznym w wypadku robotów; zapłodnienie in vitro i hodowla potomstwa w sztucznych macicach gdy idzie o bladawce*)?

* Którym można to czy owo popodwiązywać, albo zgoła przerobić je geninżynieryjnie tak, by gamet w sposób naturalny nie produkowały.

Chyba masz rację. O ile w ogóle da się dojść do czegoś pewnego ścieżką rozumowania.

Jak to ujął Lem ("Okamgnienie"): "Wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, aniżeli zdolny byłby pojąć umysł człowieka, który stroniąc od eksperymentalnej nauki, pragnie się schronić w królestwie filozoficznego myślenia.". Przy czym znacznie silniej, niż w nasze tu rozważania, uderzają owe słowa w Platona, czy w neokantystów ;), którzy właśnie drogą czysto rozumową, a od empirii odklejoną, budowali swoje systemy.

Hm... czyżby aż tak źle jest z ludzkością? Skoro owa „druga ewolucja” kieruje się nie rozumem, a raczej prawami gospodarki rynkowej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zabłądzi i znajdzie się w ślepym zaułku. Jeżeli ludzkość nie „włączy” rozum,  ma szansę nie przetrwać, podobnie jak nie przetrwały dynozaury.

Owszem - wracamy tu do rozdziału "Cywilizacje kosmiczne" i uprawnionych (jako jedna z interpretacji) czarnych wniosków z wiadomego Silentium...

Z drugiej strony, na taki „towar” jak autoewolucja, w sensie ulepszanie własnego „nośnika”, musi być nie byle jaki popyt na rynku? To przecież jedyna możliwość ludziom naprawdę bogatym kupić sobie zdrowie, długowieczność, a w perspektywie i nieśmiertelność. Zatem inwestycje w badania na styku biologii i fizyki są niby jak najbardziej opłacalne? Hmm...

Teoretycznie tak. Z drugiej strony czy taki bogacz musi być w swoich wyborach bardziej racjonalny od przedstawicieli prostego ludu? Czy nawet jeśli racjonalnie (w pewnym sensie, bo przecież zwykłe podążanie za biologicznym instynktem życia to będzie) zainwestuje we własne trwanie, dalsze jego - wpływające na kształt cywilizacji - decyzje będą mądre, czy raczej stanowić będą konsekwencję jego - ukształtowanych przez przypadkowo zaistniałe biologię i kulturę - nawyków, kręcących nim imperatywów, które bynajmniej nie on sam w siebie wpisał?

(Zwracał na to zresztą uwagę maziek krytykując transhumanistów. Zwracaliśmy i my z olką pastwiąc się ongiś nad Eganem.)

Kłania się tu towarzysz Lenin:
Elektron jest równie niewyczerpalny jak atom, przyroda jest nieskończona...
(Materializm a empiriokrytycyzm)


Wydaje się, Wowoczka tu trafił kulą w płot.

No,tu mi przypomniałeś parę dowcipów o Leninie (spod znaku "Nu, Gieraklit był praw - wsio pławajet", etc.)...

O ile wiem, właśnie elektron uważany jest dziś za cząstkę elementarną.
Obecnie nie wiadomo, czy elektron ma jakąkolwiek strukturę wewnętrzną. Wielokrotnie powtarzane eksperymenty w największych akceleratorach, polegające na zderzaniu ze sobą przeciwbieżnych wiązek elektronów rozpędzonych do prędkości bliskich prędkości światła w próżni, nie dały argumentów za istnieniem struktury wewnętrznej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Elektron

...ale skoro tak, to przynajmniej chwilowo możemy uznać elektron za jeden z demokrytejskich a-tomów. Czyli śmiejący się filozof może jednak - na dziś - śmiać się ostatni.

Założyć – wystarczy, jak najbardziej. Obawiam się tylko, by w końcu nie okazało się to założenie, jak Ty piszesz – roboczym.

Ale czy roboczy charakter założeń jest czymś złym? Lepiej chyba dostosowywać obraz rzeczywistości do na bieżąco odkrywanych faktów, niż budować na fundamencie wykoncypowanych, a apriorycznie przyjętych, nieweryfikowalnych tez? To pierwsze daje jakiś - choćby nietrwały - punkt oparcia, to drugie - de facto - oznacza rezygnację z nadziei, że na czymkolwiek da się oprzeć. Skazuje na jałowość, także intelektualną - bo jeśli każdy sąd jest tak samo uprawniony, a wszystkie równie nieweryfikowalne, to po co nie tylko cokolwiek robić, ale i myśleć w ogóle?

Generalnie, mam uczucie jakiejś niepewności, nietrwałości naszego świata.

Też je mam, acz niekoniecznie w odniesieniu do samego świata (chociaż skoro wiadomi bankierzy... ;) ), raczej wszystkich naszych tegoż świata modeli.

Jak dziś modnie jest uważać, świat miał początek w czasie – Wielki Wybuch. Zatem, jak wszystko co ma początek, nieuchronnie będzie miał koniec. Rozwinął się z małej kropki, prawdopodobnie o zerowych wymiarach...możemy powiedzieć wprost – z niczego. Bąbel...
I po tym wszystkim Ty chcesz, żebym miał do swiata jakieś szczególne zaufanie? I cokolwiek co w nim jest, którykolwiek z jego atrybutów – przestrzeń, czas, materię, energię - uważał za pewnik?

Nie wiem czy chciałbym byś miał do niego zaufanie, raczej byś przyjął go takim, jakim jest/zdaje się być, i zastanowił się - za Lemem - co dalej da się z nim zrobić. Taktując to jeśli nie jako coś więcej, to przynajmniej pewną formę - wyglądającej na pożyteczną - zabawy.

O, znowu pachnie Leninem i marksizmem – praktyka jako kryterium prawdy.
http://smp.edu.pl/teoria-praktyki/

„Ja niczym się nie zajmuję. Jestem filozofem”.
Biedny Pitagoras z Samos. Był, rzecz jasna, umysłem minorum gentium w porównaniu z wybitnym filozofem, gigantem myśli, niejakim Ulianowem-Leninem :)

W sumie to jest ciekawe pytanie, który z tych dwóch - Pitagoras czy Lenin, abstrahując od tego jak ocenimy ich rozmaite walory intelektualne czy moralne, miał większy wpływ na dzieje ludzkości. Przy czym analizując dokonania Pitagorasa przyjdzie zauważyć, że nawet nie wiemy czy jego słynne twierdzenie jest naprawdę jego.

Ale nie to, że chcę tu bronić łysego rewolucjonisty, choć nie mogę też nie zauważyć, że skoro marksizm (także zwulgaryzowany) jest częścią filozofii materialistycznej siłą rzeczy będzie miał jakieś punkty wspólne z jej innymi nurtami. A także, iż takie np. ukute przez brodatego Karla (który lepszy był w teorii niż jego uczniowie) pojęcia prawdy-procesu wydaje się całkiem przytomne.

Nawiasem, jak się nazywa konstrukcja słowna w rodzaju praktyka teoretyczna, kwadratowe koło itp? Oksymoron?

Technicznie - oksymoron. W tym wypadku użyty żartem, dla podkreślenia, że rozważając niektóre zagadnienia z "Summy..." skazani jesteśmy na uprawianie niebeletrystycznej hard (jeśli posiadana wiedza nam na to pozwoli ;) ) science fiction.

34
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« dnia: Październik 03, 2018, 08:38:53 am »
Tym razem drobiazgi i to straszliwe...

"Polityka" postanowiła przypomnieć wywiad z Lemem z 14 listopada 1998:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/politykaekstra/1765366,1,stanislaw-lem-zawsze-bylem-niewidzialny.read

Zaś wspomniana lista nie-katolików wywołała +/- takie komentarze jak zakładałem (choć żeby aż widzieć w niej atak na kościół? to jednak niejakie zaskoczenie):
https://www.tysol.pl/a24290-Portal-Microsoftu-Znani-i-lubiani-nie-katolicy-A-tam-Moczar-Bierut-Michnik-i-Urban

Edit:
A tak wogle to w Krakowie, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, od kwietnia "Bajki robotów" grają, a my - gapy - przeoczyliśmy:
https://teatrwkrakowie.pl/spektakl/bajki-robotow

35
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 02, 2018, 10:14:42 pm »
Przepraszam za opóźnienie

Sądzę, że przywykliśmy ;)*.

* Co mówi facet, który dotąd całości Lemconu nie obejrzał... ;)

sekwencja z 5 animacjami

Dwie uwagi:
1. bardzo gęsto od meteorów wokół wiadomej stacji (no, chyba, że to sputniki i aluzja do "Ratujmy Kosmos!" bonusowa),
2. w strasznie nieprzyzwoitym miejscu ten Tarrakanin przecieka (z "Transformers" się - niestety - kojarzy, ale do lemowskiego humoru jakoś to pasuje; zresztą... Tylko głupiec i kanalia lekceważy genitalia, jak wiadomo).

36
Hyde Park / Odp: Lem a Sapkowski...
« dnia: Październik 02, 2018, 08:59:53 pm »
Sapkowski domaga się od CD Projektu 60 baniek (czyli 6% dochodów z gier):
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Andrzej-Sapkowski-domaga-sie-od-CD-Projektu-zaplaty-co-najmniej-60-mln-zl-7618209.html

I tak sobie jakoś pomyślałem, że to jednak smutne, że Lem - którego rola jest/była/powinna być nieporównywalnie wyższa w skali cywilizacyjnej, nie miał nawet szansy sądzić się o taką gotówkę. (Co mi się z wątkami poruszonymi w dyskusji o "Summie..." splotło.)

37
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Październik 02, 2018, 12:23:45 pm »
...kto i za co medycznego Nobla dostał (a dostali James P. Allison i Tasuku Honjo za przełomowe badania w zakresie immunoterapii nowotworów):
https://www.sciencenews.org/article/how-prod-patient-immune-system-fight-cancer-wins-nobel-prize

...oraz, że niektórzy sądzą, iż (sygnałów od) Obcych nie znaleźliśmy... bo za mało szukamy:
https://arxiv.org/abs/1809.07252v1
https://www.sciencenews.org/article/only-small-fraction-space-searched-aliens

38
Hyde Park / Odp: Rzeź obyczajowa
« dnia: Październik 01, 2018, 05:38:12 pm »
Wrócę jeszcze na chwilę do:
Potwierdza taki pogląd na naturę płci także stosunek Lema do homoseksualizmu jako aberracji od gatunkowej normy. Wyznaje on: „nie cierpię pederastii (...), widok całujących się namiętnie brodaczy wywołuje we mnie obrzydzenie”1. W innym miejscu mówi już rzeczowo: „homoseksualizm jest sprawą ściśle prywatną i nie powinien się przekładać na żadne ustawowe regulacje. Jestem przeciwny legalizowaniu związków pseudomałżeńskich, a już zgrozą napawa mnie możliwość adoptowania przez takie związki dzieci”2. Człowieczeństwo w grupach homoseksualnych zostaje bowiem zubożone (jak uboży każda monokultura), a tego nie wolno propagować; nie mówiąc już o nadużywaniu w nich nieletnich.

Lem S,, Sex Wars. - Kraków 2004, s. 89.
Lem S., Rasa drapieżców. - Kraków 2006, s. 167
...bo szukając potencjalnych źródeł zupełnie innego (tego, którym posłużyłem się w dyskusji o "Summie...") cytatu sięgnąłem m.in. do - znanego i linkowanego - wywiadu z Lemem zatytułowanego "Matka Boska się nie zjawi" (który ukazał się w "Przeglądzie" w roku 2005, a więc pomiędzy przytaczanymi książkami), i natrafiłem tam na taki passus:

"Antysemityzm opiera się na prostym schemacie: są gorsi ode mnie. A tym gorszym może być każdy: komunista, mason, gej. Polska mentalność pod tym względem pozostaje niewzruszona. Ale nie tylko pod tym. My nie chcemy bić się z myślami, nie interesuje nas rozum."

Czyli można się pocieszać tym, że S.L. dając jasny wyraz swojej wiadomej niechęci, potrafił jednocześnie poza nią wykroczyć, wziąć ją w nawias, ba - zdystansować się rozumowo od takich (nawet własnych) odruchów.

39
Nie mogę niestety. Zbyt prawomyślny jestem, nie wolno mi łamać prawa, tym bardziej rzymskiego :)
Dura lex, sed lex, jak wiadomo ;)

Bez sumienia, a praworządny. Zupełnie jak w jakich RPG-ach: lawful neutral, albo zgoła lawful evil  8). Ale żarty na bok... Abstrahując od tego, który z nas bardziej świat platoński do dyskursu wprowadził, ustaliliśmy już chyba, że do niczego pewnego tą - ideami wyściełaną - ścieżką nie dojdziemy...

Cytuj
Widziałbym jednak pewną filozoficzną różnicę pomiędzy Lemem a neokantystami. Mam wrażenie, że Mistrz raczej przytaczał ich poglądy, niż się pod nimi podpisywał.
Oczywiście. Żartowałem tylko :)

Nawiązując też trochę i do mojej dawnej sygnaturki, jak sądzę ;).

A czym w takim razie różni się świadoma autoewolucja od rzekomo bezmyślnej, pozbawionej świadomości ewolucji naturalnej, biologicznej? Skoro tak samo „wpełza w rozmaite nisze”?

Powiedziałbym, że o ile jeśli chodzi o konkretne mechanizmy różni się dość zasadniczo (o czym była zresztą mowa w kontekście rozdziału "Dwie ewolucje"), o tyle na planie ogólnym szczególnej różnicy bym nie widział, tak jak i Lem zresztą chyba, skoro po latach stwierdził w rozmowie z Żakowskim:

"Z możliwości, które stwarza nam wiedza i technologia, zawsze wybieramy tylko niewielką część i ta niewielka wykorzystana część naszych możliwości determinuje paletę naszych następnych wyborów. Otóż kryteria wyboru, jakie stosowaliśmy przez ostatnie pół wieku, i zwłaszcza ostatnio, były inne, niż sobie wyobrażałem. Z tego, co przewidywałem, ziściło się to, co okazało się dochodowe, co dało się dobrze sprzedać. Nie to wzięliśmy z przyszłości, co było piękniejsze, sensowniejsze, bardziej ekscytujące, co mogło uczynić każdego z nas lepszym, ale to, co ludziom dysponującym pieniędzmi wydało się bardziej komercyjne, na co młodzież z wielkich agencji reklamowych miała lepsze marketingowe pomysły."

A rzekł też (cyt. z pamięci podpartej szybkim guglnięciem, więc może być lekko zniekształcony):

"Jesteśmy jak na krze, która jest unoszona prądami technologii. Nie panujemy nad nią, nie wiemy dokąd nas niesie, nie wiemy jak nią sterować."

Jednym słowem:druga ewolucja nie kieruje się wcale kryterium rozumowym (raczej splotem b. rozmaitych czynników), a jej kierunek jest niedocieczony (niemniej, jak w wypadku ewolucji pierwszej - dający się opisywać w kategoriach probabilistyczno-deterministycznych). My zaś robimy tradycyjnie za pionki i narzędzia (choć tym razem nie do kodu przekazywania).

Albo inaczej: skoro „wpełzanie w niszy” jest immanentną cechą dowolnego rodzaju ewolucji, także i jej „świadomej” wersji, czy możemy zdecydowanie twierdzić, iż ewolucja naturalna jest całkiem pozbawiona świadomości? Czyli nie jest kierowana przez rozum? A może nawet Rozum?

Ja bym na to spojrzał od przeciwnej strony. Tj. nie tyle z mniemanej rozumności ewolucji technologicznej wyprowadzał wniosek o rozumności ewolucji naturalnej (ech, nieostrość pojęć, tak jakby technologia częścią Natury nie była), ile widząc  duży element przypadkowości obu tych procesów, kwestionował, że ktokolwiek/cokolwiek nimi zawiaduje.  (Poniekąd zazębia się to z etycznymi podstawami lemowego ateizmu.)

Marginesem, podoba mi się słówko ludź. Od razu przypomina się wymyślona przez Nietzschego Menschin – mniej więcej „człowieczyni”, a może też „ludzini” :)

Ładne skojarzenia, niemniej wyrazem owym posłużyłem się zwykłym żartem (mającym owe górnolotne postludzkie perspektywy brać w nawias lekkiej ironii), a znam go z lektury znacznie mniej wzniosłej niż dzieła wspomnianego Friedricha (tj. z "Lata leśnych ludzi" Marii Rodziewiczówny; to raczej jedna półka z "Winnetou").

Nie wiem, czy w ogóle correctly jest mówić o dzieleniu cząstek. Bo jedno i to samo, jak by tu się wyrazić..., zjawisko natury mozna interpretować różnie - jako cząstkę, jako falę, jako jedno- lub dwuwymiarową strunę i jeszcze może na tysiąć sposobów.

Dobra. Niemniej: czym ta cząstka by nie była, albo - na chłopski rozum - da się ją rozkładać na jakieś czynniki pierwsze, albo nie.

Pewnikiem? Hm... A jaka przestrzeń? Euklidesa, Riemanna czy Łobaczewskiego? Ile ma wymiarów?

Zaraz... Czy musimy znać dokładnie właściwości przestrzeni, by móc ją badać (i próbować się nią posługiwać)? Czy nie wystarczy założyć - wynikające z empirii - jej istnienie, by dalej zgłębiać jej właściwości?

W sensie praktycznym – tak. Ale, jak Ty sam słusznie napisałeś, my tu filozofujemy, a filozofia od praktyki oj jak daleka jest :)

Niemniej... Zarówno tytuł "Summy...", jak i - przytaczane już - konstruktorskie credo, powinny nas chyba skłaniać do przesuwania się w kierunku praktyki (przy niektórych rozdziałach praktyki teoretycznej powiedzmy ;) ), gdzie przy filozofii - choć będzie nas kusić -  zatrzymywać się będziemy tylko o tyle, o ile to nieuniknione?

40
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Październik 01, 2018, 12:55:33 am »
Względna nowość.

Małgorzata Nawrocka
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (doktorantka)
"Frazeologiczne innowacje wymieniające w powieściach
[sic! - przyp. Q] Solaris i Dzienniki gwiazdowe Stanisława Lema"
https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/2018/1/Nawrocka.pdf

Edit:
I (kolejny) mały dowodzik, że ludzie Lema czytają:
http://unserious.pl/2016/09/kongres-futurologiczny/
http://unserious.pl/2016/11/solaris/
http://unserious.pl/2017/07/glos-pana/
http://unserious.pl/2017/10/opowiesci-o-pilocie-prixie/
http://unserious.pl/2018/03/doskonala-proznia/

41
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Wrzesień 30, 2018, 08:27:36 pm »
Czasami mawia się, ze pierwsze skojarzenie, pierwsza myśl jest najtrafniejsza. Widocznie było i w tym przypadku :P

Ależ nie powiedziałem, że to źle, odnotowałem tylko fakt ;)..

Owszem, ośmioły wyszły finalnie zdecydowanie inaczej niż na szkicach. /.../ Postawiłem zatem na bezpieczne moim zdaniem rozwiązanie czyli coś co przypomina na pierwszy rzut oka brachiozaura (bardzo podobnie wyobrażałem sobie zawsze ośmioły ;D )

Ośmioły? Byłem przekonany, że na finalnej wersji Twojego rysunku ośmioły się ulotniły, a zostały tylko kurdle...

Pana Andrzeja Czechowskiego znam

Jeśli chcesz - opowiedz trochę o nim (nie wiem czy lepiej tu, czy może na PM), bo jestem cholernie ciekaw, w końcu to jeden z ulubionych pisarzy SF mojej (wczesnej) młodości. Swego czasu następcę Lema w nim widziano (owszem, dziś wiemy, że mocno na wyrost, niemniej... niektóre utwory wspominam b. miło).

42
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Wrzesień 30, 2018, 04:20:24 pm »
@Czechofski

Zawsze miło zajrzeć za kulisy warsztatu twórcy (co niby popularność rozmaitych "Listów..." powoduje? ;)). Widać, że jedne pomysły rodziły Ci się długo, inne praktycznie wyskoczyły z głowy gotowe, jak jaka Atena (nie mylić z anteną ;)). Przy czym na dłużej chciałbym się zatrzymać przy szkicu drugiej ilustracji do "Podróży czternastej" - te ośmioły wyszły Ci b. fajne, trochę w stylu rysunków samego Lema. Rozumiem, że zrezygnowałeś z nich, bo nie pasowały Ci do klimatu nastrojowego pejzażu ściorgowiska, ale może warto poświęcić im odrębną - utrzymaną dla odmiany w bardziej jajcarskim stylu - grafikę?

ps. Niedyskretne pytanie (muszę, inaczej się uduszę ;) ): jesteś może jakimś krewnym tego pana?
https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Czechowski
http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Andrzej_Czechowski

43
Hyde Park / Odp: Ja, Q:)
« dnia: Wrzesień 29, 2018, 07:40:39 pm »
Tytułem sprostowania (choć mierzi mnie powracanie do tych spraw).

Finalnie wprawdzie, jesteś w niej osobą pokrzywdzoną

Jeśli S.R. jest tu osobą pokrzywdzoną to na własne życzenie. Mógł nie eskalować - i swojej (w 99% wypadków pozamerytorycznej) forumowej obecności, i awantur. A przede wszystkim mógł nie reagować demonstracyjnym obrażaniem się w odpowiedzi na - z początku wcale nie tak ostrą - krytykę (czym zresztą skutecznie ustanowił podchwycony potem przez parę osób - nikogo palcem nie wskazując - złoty wzorzec tutejszego obrażalstwa).

Nawiasem: historia się powtarza: skrytykowałeś jego (w sumie fajne) znalezisko jako mniej wartościowe niż zakładał, to w odpowiedzi - zamiast ramionami wzruszyć i powiedzieć: "no tak, nie sprawdziłem" - kolejną burzę w szklance wody nakręcił, uaktywniając najpierw Ciebie, teraz - niestety - i mnie.

Ironią losu tylko jest, że twój główny adwersarz pozbywszy się konkurencji (poniekąd) przejął jej styl i sam teraz zasypuje co się tylko da do tego stopnia, że jak czasem zajrzę tu wieczorem mam wrażenie monokultury, i aż odechciewa się wtedy pisać.

Przepraszam bardzo, wszystkie moje posty są merytoryczne i on topic, i nie możesz do nich odnieść swojego głównego zarzutu*, nie jest ich zresztą aż tak wiele (może poza wątkiem "Wokół Lema się dzieje...", bo - z czego się b. cieszę - okołolemowskimi inicjatywami ostatnio obrodziło, a sądzę, że mamy obowiązek je zauważać i propagować), góra 5-6 dziennie (zwykle mniej), i - jak zapewne zauważyłeś - jakoś znajdują się chętni na nie odpowiadać.
Tobie mogą przeszkadzać, bo najwidoczniej mnie - powtórzę: bez wzajemności - znielubiłeś, ale to inna sprawa.

* zacytuję:
To jest mój główny zarzut - zasypywanie wszystkich wątków na forum sobą...przepraszam SOBĄ. W szczycie sypałeś postami co dwie minuty na każdy temat - zasypałeś indeksy do kilku stron w głąb. Wiadomościami typu, -masz rację, -zaraz wracam. -idę pojeździć rowerem, - masz słusznego etc.

44
Tak-siak wniosek jest jeden: o czym byśmy nie rozmawiali wszystkie drogi prowadzą do Rzymu czyli kończymy na Stwórcy;)

Wydaje mi się to poniekąd nieuniknione (czego świadomy rozmawiam tu o pewnych sprawach w stylu, który znających mnie z wcześniejszych dyskusji jako nieprzejednanego ateusza może dziwić). Skoro mamy się - choćby od strony czysto teoretycznej - przymierzać do stwarzania wszechświatów, et cetera, to trudno opędzić się od pytania, czy ktoś/coś przed nami się za ten temat również nie zabrał(o), i dalej w kierunku praktyki nie poszedł/poszło.*

* O ile - rzecz jasna - uznamy tytułowe rozważania Lema za uprawnione. (Ale gdybyśmy ich za takie nie uznawali, czy marnowalibyśmy na nie czas?)

45
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Wrzesień 28, 2018, 10:42:18 pm »
Trochę humoru naukowego:

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 628