Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hokopoko dnia Dzisiaj o 01:13:27 pm »
uhm, na tej fotce piksele na krawędziach samolotów nie są poszarpane :)
2
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Dzisiaj o 12:16:41 pm »
W dzisiejszych czasach wszystko możliwe, tym niemniej tego typu loty weteranów z DWŚ z najnowszym sprzętem sa na porządku dziennym z okazji takich, czy innych obchodów :) .

3
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hokopoko dnia Dzisiaj o 11:54:58 am »
eee... jam to na fejsie zdybał  ;D

ale gdy się z bliższa przyjrzałem, zachwyt trochę mi przeszedł, bo wygląda to na fotomontaż :)
4
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Dzisiaj o 11:21:28 am »
Sprawdź ;):
https://forum.lem.pl/index.php?topic=359.0
Dziękuję, Q, za podpowiedź. Jestem względnym nowicjuszem w gronie forumowiczów, o istnieniu wielu wątków po prostu nie wiem. Ignorant i leniuch... :-[ :'(

Hm...mogę się mylić, ale ten Dobry Łotr to chyba ten z drugiego krzyża - jemu Płowy obiecuje spotkanie w raju.
Carlos nie umarł i chyba w tym sęk.
Masz rację, olka, ja zaś trafiłem kulą w płot :). Carlos Ontena to raczej ten drugi łotr, na imie Gestas.
Wstyd mi. Trzeba czytać uważniej i choć trochę włączyć mózg, zanim robić wpisy :-[.

W tym tekturowym świecie nie ma miejsca na wyzwolenie jakim jest śmierć. Carlos stracił orientację i ostatnia nadzieja na wyrwanie się z koszmaru została mu odjęta.
Bo takie kawałki z końcówki:
Dopiero gdy zawiesili nas na drzewach, przybijając do nich gwoździami nasze ręce i nogi, zrozumiałem, że znowu stałem się drugorzędnym statystą - jednym z manekinów.

Nie czułem bólu i dlatego właśnie bałem się, że nigdy nie doczekam śmierci

Lecz w całym tym pozornie naturalnym krajobrazie nie dostrzegałem nigdzie “Latarni Kroywenu" ani nadziei, że po przemianie w sztucznego człowieka bez pomocy karabinierów doczekam się kiedyś realnej śmierci.

A więc, nieśmiertelność jako kara? Coś mi się kojarzy... A, ot:

Kiedy przeczytał podany mu pergamin, jego twarz zmieniła się jeszcze bardziej. Czy to ciemna krew napłynęła do szyi i twarzy, czy też stało się coś jeszcze innego, dość że skóra na twarzy procuratora z żółtej stała się ziemista, a oczy jak gdyby się zapadły w głąb czaszki.
Powodem tego była z pewnością jak zwykle krew, która napłynęła do skroni i łomotała w nich teraz, ale coś jednocześnie stało się ze wzrokiem procuratora. Przywidziało mu się, że głowa więźnia odpłynęła kędyś w bok, a na jej miejscu pojawiła się inna. Ta druga głowa, łysiejąca, okolona była wieńcem z niewielu złotych listków. Na czole widniał okrągły wrzód, wyżartą skórę posmarowano maścią. Bezzębne usta były zapadnięte, dolna warga obwisła i kapryśna. Wydawało się Piłatowi, że znikły gdzieś różowawe kolumny tarasu i dalekie dachy Jeruszalaim., widniejące zwykle w dole za ogrodami, że wszystko dokoła zatonęło w gęstej zieleni ogrodów Caprejów. Ze słuchem także stało się coś dziwnego — jakby gdzieś w dali cicho, ale groźnie zagrały trąby i dobiegł wyraźny nosowy głos znacząco podkreślający słowa: “Ustawa o obrazie majestatu…”.
Pobiegły urywane, chaotyczne, niezwykłe myśli: “Zginął!…”, a potem - “Zginęliśmy!…” I błysnęła wśród tych myśli jakaś zupełnie głupia, o jakiejś tam nieśmiertelności, przy czym ta nieśmiertelność, nie wiedzieć czemu, była przyczyną niezwykłego smutku./…/

Sprawa została zakończana, nie było już o czym rozmawiać. Ha-Nocri odchodził na zawsze i nikt nie wyleczy procuratora z tych straszliwych, nieznośnych bólów głowy, oprócz śmierci nie ma na nie lekarstwa. Ale nie ta myśl niepokoiła teraz Piłata. Przenikał go ten sam niepojęty smutek, który ogarnął go już wcześniej, na tarasie. Procurator usiłował zrozumieć powód tego smutku. Powód był dziwny - procurator miał niejasne wrażenie, że nie dokończył rozmowy ze skazanym, a może nie dosłuchał czegoś do końca.
Piłat odpędził tę myśl, odleciała natychmiast, tak jak przyszła. Odleciała, pozostał niepojęty smutek, niepojęty, bo przecież niczego nie mogła tu wyjaśnić inna myśl, która przebiegła jak błyskawica i natychmiast zagasła, krótka myśl: “Nieśmiertelność… nadeszła nieśmiertelność…” Kto ma zostać nieśmiertelnym? Tego procurator nie zrozumiał, ale myśl o owej zagadkowej nieśmiertelności sprawiła, że mimo upału zrobiło mu się zimno.
— Dobrze — powiedział Piłat. — Niech więc tak będzie.
(M.Bułhakow, Mistrz i Małgorzata)


Tylko ot... niepokoi mnie:
Cytuj
...ani nadziei, że po przemianie w sztucznego człowieka bez pomocy karabinierów doczekam się kiedyś realnej śmierci
A z pomocą? To przecież żaden problem. Z krzyża mało kto zstąpił żywy. Istniał bowiem le coup de grâce, czyli strzał kontrolny.
Przepraszam, to zapewne nie jest temat do żartów...
5
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hornet dnia Dzisiaj o 01:57:33 am »
Odnośnie lemowego universum, to jestem w stanie się zgodzić, iż jest jedno, wspólne i spójne, gdzie jest miejsce zarówno na solaryjski ocean, jak i planetę zamieszkałą w pełni przez roboty, czy rywalizujących Luzanów z Kurdlandczykami.
6
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Kwiecień 22, 2018, 10:29:17 pm »
Prawda - tylko w połowie (miał być oceanicznym planetarnym organizmem), lecz kto wie co mogło z takiego oceanu wyrosnąć, gdyby się nie podzielił i na darwinowską ścieżkę tym samym nie zstąpił...
7
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Kwiecień 22, 2018, 10:27:05 pm »
Po drugie, tytuł powieści. Według Łotra – to niewątpliwie znaczy Ewangelia według Łotra, czyli wg jednego ze zbójów, ukrzyżowanych obok Płowego Jacka, nowego Chrystusa. Myślę, to aluzja do Świętego Dyzmy, Dobrego Łotra.
Jeśli tak, istnieje w utworze pewna nieścisłość... anachronizm, czy jak... Skoro bohater książki Carlos Ontena, Dobry Łotr, został w końcu ukrzyżowany i umarł na drzewie, kto później napisał Ewangelia w pierwszej osobie?
Hm...mogę się mylić, ale ten Dobry Łotr to chyba ten z drugiego krzyża - jemu Płowy obiecuje spotkanie w raju.
Carlos nie umarł i chyba w tym sęk.
W tym tekturowym świecie nie ma miejsca na wyzwolenie jakim jest śmierć. Carlos stracił orientację i ostatnia nadzieja na wyrwanie się z koszmaru została mu odjęta.
Bo takie kawałki z końcówki:
Dopiero gdy zawiesili nas na drzewach, przybijając do nich gwoździami nasze ręce i nogi, zrozumiałem, że znowu stałem się drugorzędnym statystą - jednym z manekinów.

Nie czułem bólu i dlatego właśnie bałem się, że nigdy nie doczekam śmierci

Lecz w całym tym pozornie naturalnym krajobrazie nie dostrzegałem nigdzie “Latarni Kroywenu" ani nadziei, że po przemianie w sztucznego człowieka bez pomocy karabinierów doczekam się kiedyś realnej śmierci.
8
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Hornet dnia Kwiecień 22, 2018, 10:21:15 pm »
@ Q
Przykro mi, Q, ale ten przodek nie do końca spełnia wymagania opisu osobliwości, jaką był solaryjski ocean.
9
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Kwiecień 22, 2018, 09:45:09 pm »
Trochę tak, nadało by to jakiś sens temu co robi

Czekaj, rozbierzmy to na czynniki pierwsze. Wiemy, że:

"sektor ma tysiąc sześćset bilionów kilometrów sześciennych, ale też należał do spokojnych — ani jakichś zagrożeń meteorytowych, ani stałych rojów, ani nawet żadne szlaki starych, od stu lat nie widywanych komet tamtędy nie przechodziły — a wiadomo, że taka kometa lubi się czasem rozpaść na kawałki gdzieś w pobliżu Jupitera, w jego „perturbacyjnym młynie”, i potem cyka stamtąd co jakiś czas po swoim starym kursie kawałkami roztrzaskanej głowy. Ale w tym sektorze w ogóle nic nie było — ani satelita żaden o niego nie zawadzał, ani planetoida, nie mówiąc nawet o Pasie — i właśnie przez to, że próżnia była tam taka „czysta”, nikt nie lubił w nim patrolować."

Potem jednak czytamy:

"Laik prozaiczny zacząłby od przypuszczenia, że ich rakiety zderzyły się z czymś — na przykład z meteorem albo z obłokiem pyłu kosmicznego, ze szczątkiem kometowej głowy czy choćby z kawałkiem jakiegoś starego rakietowego wraka. Jednakże zderzenie takie było równie mało prawdopodobne co znalezienie dużego brylantu na środku ruchliwej ulicy. Odpowiednie obliczenia wykazują zresztą, że znaleźć taki brylant jest o wiele łatwiej."

Czyli, owszem, prawdopodobieństwo, że patrolujący cokolwiek groźnego znajdą jest znikome, ale jednak różne od zera (nawet jak gdy liczyć prawdopodobieństwa zderzeń wyszła taka liczba, że Kalkulator musiał obciąć osiemnaście ostatnich miejsc, żeby się w ogóle zmieściła w jego okienkach), do tego doszedł czynnik biurokratycznej skrupulatności (pamiętasz padłe parę akapitów wcześniej słowa "niepodobna mieć na mapach gwiazdowych „dziury”"?) i na wszelki wypadek tych pilotów by Próżnię przeczesywali wysyłano.
(Zanim powiesz, że jest to słabe wyjaśnienie, wspomnij - znane z autopsji, czy z mediów, absurdy biurokracji.)
10
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Kwiecień 22, 2018, 09:09:06 pm »
Strony: [1] 2 3 ... 10