Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 551
1
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Dzisiaj o 12:46:50 pm »
No, dobra, macie rację, iż jedyne novum takie, ze na ulicę go puścili... Bo w sumie... das ist hier lange alte Geschichte, oddajmy głos jednemu z klasyków naszego dzieciństwa:

"- Z tego, co słyszałem o najsławniejszych robotach na świecie, robot skonstruowany przez mego ojca jest na pewno najbardziej inteligentny.
- Och, proszę cię powiedz mi, które były najsławniejsze? - zawołała Bożena.
- My też jesteśmy ciekawi! - zawtórował Marek.
- Powiedz nam coś o nich - prosił Maciek.
- Dobrze, posłuchajcie! - rzekł Andrzej. - Otóż szczególną popularność zdobyły sobie roboty o pewnym podobieństwie do człowieka, konstruowane w okresie od 1932 do 1950 roku. Wtedy właśnie zyskał rozgłos amerykański robot, pokazywany na wystawie w Chicago, o którym już wam opowiadałem.
- To pewno ten, któremu odkręciła się śrubka!- wtrąciła Bożena.
- Tak, widzę, że dobrze go zapamiętałaś - potwierdził Andrzej i mówił dalej: - Potem znany był również robot Gismo, zbudowany w 1956 roku przez piętnastoletniego ucznia. Wielką popularnością cieszył się także francuski mały robot kroczący, Arthur, na którego budowę konstruktor poświęcił piętnaście lat pracy.
- To aż tyle ich było? - nie dowierzała Bożena.
- Oczywiście, zapamiętałem tylko najciekawsze modele - mówił Andrzej. - Do nich trzeba zaliczyć angielskiego robota Erica oraz zbudowanego w Niemczech Zachodnich wystawowego Sabora IV, wykonującego dwadzieścia cztery czynności. W 1959 roku narodził się radziecki robot Rum. Był on unowocześnionym modelem robota zbudowanego w Czkałowsku pod Moskwą przez sześciu uczniów z klubu młodych techników. Kierowano nim zdalnie i mógł wykonywać dziewiętnaście czynności. Uzupełniony darem mowy, spełniał rolę informatora na Wszechzwiązkowej Wystawie Osiągnięć Gospodarczych w Moskwie.
Ojciec niedawno będąc na jakimś zjeździe w Związku Radzieckim, zwiedzał Moskiewskie Muzeum Politechniczne. Przewodnikiem po muzeum był robot, który oprowadzał zwiedzających po dziale automatyki i telemechaniki. Robot ten wyposażony jest w fantastyczną pamięć oraz w encyklopedyczne wiadomości z zakresu automatyki, dzięki czemu może odpowiadać na wszelkie pytania z tej dziedziny. Zbudowali go pracownicy muzeum, wykorzystując współczesną radiotechnikę, najnowsze osiągnięcia z dziedziny zdalnego sterowania i mechaniki.
- Nigdy bym nie przypuszczała, że i dzisiaj buduje się tyle różnych robotów - orzekła Bożena."


Alfred Szklarski, "Sobowtór profesora Rawy"

Historia robota-od-śrubki ;) streszczona jest tak:

"- Otóż w 1933 roku w Chicago w Stanach Zjednoczonych był demonstrowany olbrzymi robot zbudowany na wzór człowieka. Wygłaszał wykład anatomiczny i jednocześnie rozpinał kamizelkę, odsłaniając przeźroczystą pierś i brzuch, zawierające wewnątrz sztuczne ludzkie organy, Omawiając ich budowę i czynności, wskazywał je palcem.
Zanim przewieziono robota z pracowni na teren wystawy, inżynier-konstruktor zauważył jeszcze jakąś niedokręconą śrubę. Pochylił się, aby ją dokręcić, a wówczas robot nieoczekiwanie opuścił na jego głowę swą potężną, stalową rękę. Nieszczęsny konstruktor zmarł w szpitalu. Najprawdopodobniej sam niechcący uruchomił w jakiś sposób mechanizm i spowodował tragiczny wypadek. Na tym właśnie tle powstały później najrozmaitsze fantastyczne opowiadania."


Nie udało mi się ustalić czy nie ma w tej opowieści-w-opowieści przymieszki jakichś legend/bajęd, ale co najmniej niektóre z tych konstrukcji są autentyczne:
- Gismo (1954)

http://cyberneticzoo.com/robots/1954-gismo-the-peaceful-sherwood-fuehrer-american/
- Eric (1928!)

http://cyberneticzoo.com/robots/1928-eric-robot-capt-richards-english/
https://en.wikipedia.org/wiki/Eric_(robot)
Miał udoskonaloną wersję:
http://cyberneticzoo.com/robots/1932-–-george-robot-–-capt-w-h-richards-british/
- SABOR IV (1938)

http://cyberneticzoo.com/robots/1938-sabor-iv-august-huber-swiss/
- RUM - РУМ (1959)

http://cyberneticzoo.com/robots/1959-рум-rum-vadim-matskevich-russian/
- jego unowocześniona wersja - TUM czy raczej ТУМ (1960)

http://cyberneticzoo.com/robots/1960-тум-tum-vadim-matskevich-russian/

Edit:
Wygląda na to, że roboty mundurowe też się już trafiały ;):

http://cyberneticzoo.com/robots/1970-conductor-robot-russian/

2
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Maj 24, 2017, 11:30:34 pm »
... o robo-policjancie z Dubaju:
http://www.bbc.com/news/technology-40026940

Wygląda tak ;):




Oczywiście nie jest to jedyny taki przypadek. CNN wręcz trąbi ;) o erze robocopów:
http://edition.cnn.com/2017/05/22/tech/robot-police-officer-future-dubai/

3
Hyde Park / Odp: Pożegnania
« dnia: Maj 23, 2017, 10:23:23 pm »
Tymczasem Roger Moore umarł (informuję, bo Mistrz lubił "Bondy"):
http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/sir-roger-moore-nie-zyje,742399.html

4
Forum po polsku / Odp: Religijna Rzeźba
« dnia: Maj 22, 2017, 11:01:19 pm »
No to się nie spieramy - nawet nie pomijając uwagi Hoko, bo może język też się tylko do pewnego momentu cyzelować da (acz tu znów nadciąga pytanie o możliwości cyzelowanie mózgu/"mózgu" co języki płodzi, i tak od Boga dochodzimy do GODa ;) ) - ja nie twierdzę, że na pewno nie złapie się kiedyś największego możliwego kota. Ja tylko twierdzę, że wciąż trzeba szukać większego (czyli zakładać, że ten co go mamy ultymatywnym gigantem nie jest). I to "trzeba szukać!" uznawać za założenie.

Powtarzam: może nie dość precyzyjny byłem. Zdarza mi się.

5
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Maj 22, 2017, 10:42:18 pm »
I ja "Black Mirror" polecam (jednak czasem w czymś się zgadzamy, NEX ;)). Rzadki dziś przykład SF serio (trochę w antologijnej konwencji klasycznych "The Twilight Zone" i "The Outer Limits", ale bez tej dowolności fantazjowania). Po "Utopię" miałem sięgnąć (bo same dobre rzeczy o niej słyszałem), ale nie sięgnąłem. Po drugiej już rekomendacji z godnych szacunku ust ;) postaram się to nadgonić. No, ale teraz "TP"!

6
Forum po polsku / Odp: Religijna Rzeźba
« dnia: Maj 22, 2017, 09:59:57 pm »
OK, rozumiem, że o Godla chodzi czy coś koło tego. Jestem na to za cienki w uszach.

Z rozdziału "Inżynieria językowa" "Summy...":

"Natura języków jako kwantowanych ciągów sterujących nie daje się pojąć w pełni bez uwzględnienia istoty fizycznej układów, które je wytworzyły. Życie jest stanem termodynamicznie nieprawdopodobnym w sposób określony, mianowicie - oddalonym znacznie, a jak niektórzy sądzą, maksymalnie, od stanu równowagi trwałej. Jak może system, broczący przez to bezustannie uporządkowaniem, skazany już startowo na ciągłe upusty ładu, nie tylko stacjonarność zyskać, lecz wstępować na wyższe poziomy organizacji, np. w embriogenezie? Dzięki "wmontowanym weń" na wszystkich - od molekularnego - piętrach procesom kołowym, które, niby rytmiczne uderzenia, gradem podtrzymujące wciąż spadającą piłkę, muszą być uorganizowane przede wszystkim w czasie. Matematyczny aparat teorii termodynamicznej życia nie istnieje. Gdy w jego braku R. Goodwin zastosował w swej formalnej teorii żywych ustrojów klasyczny aparat mechaniki statystycznej, to już pierwsze przybliżenie ukazało, jak wiodącą rolę gra w procesie życiowym - temporalne zorganizowanie komórki jako sprzężonego zestroju molekularnych drgań, jakimi są właśnie zjawiska biochemiczne. Komórka stanowi zsynchronizowany układ oscylatorów, a to rozwiązanie konstrukcyjne, z naciskiem położonym na periodykę cykli, wciąż doregulowywanych, dyktowane jest przez materiał wyjściowy. Zgodnie z analizą bezdrganiowo procesu takiego stabilizować nie można, zakazuje tego fizyka tj. własności budulca. Embriogeneza, metabolizm, morfogeneza są wypadkowymi współdziałania zogniskowanych w czasie, tj. zestrojonych synchronicznie oscylatorów molekularnych, co daje w rozwoju płodowym efekty konwergencji wykładniczej, w stadium dojrzałym - pseudostacjonarności, i co po rozkojarzeniu periodyczności współbieżnej prowadzi do starzenia i śmierci. Tak więc zjawisko, oceniane przez cybernetyków zawsze negatywnie - oscylacji, wewnątrzystemowo powodowanej przez superkorekcję sprzężeniowo-zwrotną, przedstawia, jak widzimy, nieodzowny szkielet dynamiczny samego procesu życiowego. Stąd właśnie czasowa organizacja wypowiedzi językowych jako programów sterowniczo-regulacyjnych, jako skoncentrowanych ładunków uporządkowania, które trzeba wstrzykiwać stale je tracącemu systemowi. W tym świetle "szansa" języków naturalnych założona jest już w osnowie życiowych zjawisk, podobnie jak elementarne reakcje jednokomórkowców stanowią "przesłankę" powstania mózgów. W tym sensie jedne i drugie są - gdy proces ewolucyjny trwa tylko dość długo - realizowane nieuchronnie, jako znikome, lecz trwałe prawdopodobieństwa łańcucha stochastycznego.
Tak zwana moc wyjaśniająca języka naturalnego jest dla nas, choć brzmi to paradoksalnie, w gruncie rzeczy ciemna. Nie zapuścimy się w ryzykowne debaty nad "istotą wyjaśniania", lecz ograniczymy się do takich oto uwag. Gatunek nasz odbił od pnia człekokształtnych niespełna trzy czwarte miliona lat temu pod wpływem selekcji naturalnej preferującej pewną grupę parametrów ustrojowych, przy czym kryteria selekcji nie obejmowały sprawności budowania teorii kwantowych ani rakiet kosmicznych. Mimo to uzyskana w owym odsiewie "nadmiarowość" informacyjnego przetwórstwa mózgów ludzkich okazała się dostateczna dla urzeczywistnienia rezultatów tak odległych od horyzontu paleopiteka. Niemniej byłoby zaiste niezwykłym, gdyby okazało się że ten zbiór ładów, które umysł nasz może konstruować i akceptować z dogłębnym poczuciem "rozumienia istoty rzeczy", najdokładniej pokrywa się ze zbiorem tych wszechmożliwych porządków, jakie tylko są do wykrycia w całym Wszechświecie. Przyznajmy że nie jest to niemożliwością, wydaje się jednak w wysokim stopniu nieprawdopodobne. Takie rozumowanie, uskromniające nasze możliwości, jest jedynym chyba zaleconym w sytuacji niewiedzy, ponieważ nie znamy właśnie naszych ograniczeń i dlatego przezorniejsze wydaje się dopuszczenie możliwości ich istnienia od bezgranicznego optymizmu, ponieważ optymizm może zaślepić, podczas kiedy postulowanie ograniczeń, stając się ich poszukiwaniem, pozwoli je w końcu zaatakować. Dlatego właśnie przewidujemy stan odległy, w którym łatwiej będzie opanować zjawiska, aniżeli zrozumieć całokształt uwarunkowań które opanowanie umożliwiają, a to ze względu na ogromną moc zbioru zmiennych i parametrów zaangażowanych w szczególnie ambitnych przedsięwzięciach. Uważamy więc za realną - perspektywę definitywnego rozwidlenia się sprawczej i rozumiejącej stron języka naturalnego, których swoistym amalgamatem jest mowa ludzka. Jeśli uda się skrzyżować produkowane przez skończone automaty algorytmy z niealgorytmicznymi strumieniami informacji plynącymi ze zjawisk, pod nadzorem samoorganizacyjnych gradientów, język sprawczy przestanie być rozumiejącym i nauka będzie zamiast "wyjaśnień" produkowała wyzute z nich predykcje. Język rozumiejący pozostanie obserwatorem kampanii informacyjnych, toczonych przez automaty gnostyczne, odbiorcą owocu zwycięstw, przekaźnikiem na nic innego niewymiennych przeżyć, oraz, co chyba nie najmniej ważne, generatorem postaw aksjologicznych. O jakimś nagłym przewrocie, w którym maszyny takie zdominowałyby nas pod względem umysłowym, mówić niepodobna. Rozruch generatorów sprawczych przyspieszy zmiany, notowane już obecnie, gdyż zachodzi - realizowana coraz powszechniej - symbioza, czy też synergia uczonych i maszyn informacyjnych. To, w jakiej mierze kontrola poczynań pozostanie w ręku człowieka, jest po trosze - przyznajmy - kwestią wybranego punktu widzenia. Z tego, że człowiek sam umie pływać, nie wynika, jakoby bez okrętu zdolny był przepłynąć ocean, cóż dopiero, gdy w ten obraz włączyć odrzutowce i rakiety kosmiczne. Podobna ewolucja rozpoczyna się, równolegle niejako w uniwersum informacyjnym. Człowiek może nakierować maszynę gnostyczną na problem, który potrafiłby może i sam rozwiązać (on albo jego prawnukowie), lecz maszyna może mu w toku pracy otworzyć oczy na problem, którego istnienia nawet nie podejrzewał. Kto właściwie ma - w ostatnim przykładzie - inicjatywę wiodącą? Trudno sobie wyobrazić, nawet w przybliżeniu, zarówno stopień jednolitości funkcjonalnej, jaki przedstawiać może "poznawczy tandem człowiek-maszyna", jak i te wszystkie stopnie swobody, o które wzbogaca się pracujący w takich warunkach mózg ludzki. To tylko - podkreślamy - w początkowych stadiach językowej "dychotomii". O dalszych jej etapach trudno dziś powiedzieć cokolwiek konkretnego.
Cóż jednak o tej perspektywie orzeknie filozof? Próżno będzie konstruktor przedstawiał filozofowi owoce swoich działań, wskazując, w jakiej mierze odpowiedzi na klasyczne pytania filozofii zależą od technologicznie konstruowanych warunków brzegowych (to, czy nihil est in intellectu, quod non fuerit prius in sensu, zależy także od konkretnej charakterystyki przedprogramowania chromosomowego mózgów; odpowiednia nadmiarowość takiego przedprogramowania może udostępnić mózgom "wiedzę syntetyczną a priori"). Sukces budowniczego maszyn gnostycznych uzna filozof za klęskę wszelkiego w ogóle myślenia, także praktycznego, skoro samo siebie z kreacji nawet instrumentalnych prawd wyzuło. Konstruktor, którego pradziadek łamał w swoim czasie z żalu ręce nad żaglowcami, ale budował parowce, dzieli zatroskanie, lecz nie podziela zastrzeżeń.
Filozof będzie głuchy na argumenty konstruktora, ponieważ - gardząc myśleniem względem człowieka usamoczynnionym i uzewnętrznionym - sam chce wszystko, co istnieje, przemyśleć a to stwarzając system odpowiedni, czyli strukturę znaczącą. Lecz jak mają się właściwie do siebie systemy mniej lub bardziej odmienne? Każdy może uznać arbitralnie, że zajmuje - względem innych - "metapozycję" wyróżnioną i jedynie ważną. Znajdujemy się więc w serii procesów kołowych, a chociaż krążenie takie jest pasjonujące, co z niego, kiedy każde stanowisko okazuje się do uargumentowania, byle niesprzecznie wewnętrznie. Myśl, która chce się do raju pewności dostać, rozmaicie go umiejscawia, mapa zaś owych lokalizacji, czyli historia filozofii, jest poszukiwaniem - w języku - tego, co jeśli gdziekolwiek, poza nim się mieści. Nie brak i stanowiska, zgodnie z którym metafizyki - to w podświadomości wylęgłe, a przez świadomość w język przyodziewane stwory hiponoiczne, czyli okazują się metafizyki w takim rozumieniu - najlogiczniejszymi i najbardziej uporczywymi ze snów naszych. Ten po psychoanalitycznemu kompromitujący punkt widzenia, który pracę jego czyni snem uściślonym, filozof pogrąży zaraz, klasyfikując psychoanalizę w sposób należycie poniżający. Świetna, trochę jałowa, lecz kulturotwórcza zabawa, złożona z przejść wewnątrz układu, w którym arbitralna zmiana pozycji pociąga za sobą transformację perspektywy tak oceniającej jak i poznawczej. Myślenie, które na wylot przez nas nie przechodzi, po to aby się w działanie sprawcze (lub sprawdzające) obrócić, okazuje się dojmująco bezbronne. To, co w systemach klasycznych metafizyk nieprzemijalne, czerpie moc odżywczą korzeniami zapuszczonymi w luzy semantyczne języka, który diachroniczną swoją uniwersalność, kolejne kultury sprzęgającą, salwuje nieostrością zarazem przystosowawczo-rozciągliwą i dającą pozory twardego oparcia, ponieważ można zeń nie tylko czerpać znaczenia zastane, ale i nowe weń wkładać w aktach które mają być odkryciami, a są tylko arbitralnością tym groźniejszą, w im większym stopniu bezwiedną. Jest tedy podobne filozofowanie gruntowaniem bezdni, ponieważ owe "dna" które się w materiale językowym utwierdza, nie są konieczne: każde można przebić, aby "wyjść dalej", każde - zakwestionować. Skąd zaciekłość podobnego postępowania? Nie trzeba przyzywać nowych bytów dla jej wyjaśnienia: jest to, podobnie jak każdy akt, który życia ani nie wszczyna, ani go nie podtrzymuje - rozpusta po prostu, przyznamy chętnie, rozpusta szlachetniejsza od innych, w której język odgrywa rolę gotowego na wszystko partnera, logika - Kamasutry, absolut zaś - rozkoszy, przez to do wyuzdania wyszukanej, że bezpłodnej zawsze. Zapewne, nie można żyć bez filozofii i nie jest prawdą iż należy primum edere, deinde philosophari, albowiem już niby prosta czynność jedzenia implikuje cały pęk kierunków od empiryzmu po pragmatyzm, czym innym jest atoli owe minimum filozoficzne, które każdy system działań wewnętrznie scala, a zewnętrznie nakierowuje, czym innym zaś - destylowanie i maceracja języka, żeby się póty ulatniał, aż sama pewność pozostanie, co chuć poznawczą zaspokoi. Konsekwentnie do końca zabarykadowanie się w języku nie jest możliwe. Prowadzą zeń dwa wyjścia - jedno w świat realnych działań, drugie - w świat bytów, których język rzekomo nie produkuje, a tylko istnienie ich wykrywa. Fenomenologowie grozili, że rezygnacja z suwerenności świata prawd logiko-matematycznych wtrąci człowieka w przypadkowość animalną, lecz nie musimy wybierać między członami podsuniętej przez nich, a rzekomo niezniszczalnej alternatywy: "człowiek, istota akcydentalna" i "człowiek, rozum konieczny", ponieważ jednocześnie i jedno, i drugie zachodzi. Bez języka niepodobna, jak już wiemy konstruować, nawet jeśli się jest nieosobowym budowniczym. Gdy zatem regułom, będącym molekularną transpozycją składni i logiki są podporządkowane nawet aminokwasy i nukleotydy w ich dyskursach embriogenetycznych, czy nie jest więcej niż prawdopodobne, że - będąc fenomenem adaptacyjnym ziemskim, i w tym sensie przypadkowym - jest język zarazem zjawiskiem uniwersalnym aż kosmicznie? A to ponieważ podobieństwo środowisk planetarnych sprawia, że powstające w nich układy anteyntropijne muszą wytwarzać tak aproksymujące środowisk owych odwzorowania, że język, logika, matematyka okazują się odległymi pochodnymi samej Natury dlatego, bo inaczej nie jest możliwe przeciwstawianie się jej fluktuacjom, niszczącym wszelkie uorganizowanie. Język sprawczy bioewolucji wytwarza, jako pierwszą swa pochodną, język układu nerwowego, kody neuralne sterowania singularnego (w relacji "organizm - organizm", oraz "organizm - środowisko"), jako drugą zaś - język naturalny, dzięki usymbolicznionej eksterioryzacji neuralnych kodów, posługującej się dowolną ilością zaadaptowanych odpowiednio kanałów zmysłowych (mowa dźwiękowa, wzrokowa, taktylna itp.). Okazuje się zatem logika zrelatywizowaną nie do gatunku Homo sapiens, lecz do materialnego Wszechświata, przy czym może naturalnie istnieć cały zbiór czynnościowo, choć niekoniecznie strukturalnie podobnych logik sprawnych, bo w ewolucjach - odsianych. Wynika z podobnej, pod kosmiczny pułap wyniesionej komparatystyki lingwistycznej, że upośrednionymi, to jest "nieautonomicznymi bytowo", są wszystkie w ogóle języki - chromosomowe, neuralne, jak i naturalne - ponieważ stanowią systemy do konstruowania - przez selekcję i organizację elementów - struktur, którym tylko realny świat może kłam zadać lub przyznać rację istnienia. Rozmaity jest tylko stopień upośrednienia, falsyfikacyjnej okólności, sprawiający, że rozrzut wypowiedzi jest największy w języku naturalnym dlatego, ponieważ kryteria poprawności funkcjonowania są w językach embriogenezy oraz neuroregulacji daleko mocniejsze niż w mowie naturalnej. Innymi słowy, "empirycznie wywrotne" są wszystkie języki, lecz naturalny posiada, oprócz kryteriów "przeżywalności" empirycznej i logicznej, także kulturowe - dlatego właśnie potwory biologiczne nie są zdolne do życia, w przeciwieństwie do potworów językowego nonsensu lub wewnątrzkulturowej iluzji. Karą za złe konstruktorstwo jest w języku biologii kalectwo lub śmierć. Za grzech analogiczny nie przychodzi metafizykom tak ciężko pokutować, ponieważ środowisko umysłów ludzkich jest niezrównanie bardziej liberalne dla wegetujących (lub pokutujących) w nim znaczeń aniżeli środowisko naturalne dla żywych ustrojów."


Powtórzę, jakie znaczenie dla posiadania opisu ostatecznego ma fakt, że nie wie się, że jest to ostateczny opis?

Możliwe, że niewłaściwie swoją wstępną wypowiedź sformułowałem i dlatego masz podstawy się czepiać ;). Spróbuję polecieć metaforą: masz szukać największego czarnego kota w ciemnym pokoju ;). Jeśli złapawszy któregoś kota z kolei (i stwierdziwszy, że większy od dotąd złapanych) uznasz, ze to już ten, największy, może się okazać, że przeoczyłeś setki większych. Jeśli, natomiast, będziesz dalej po omacku ten pokój przemierzał, to może będziesz tak błądził przez wieczność - bo pokój nieskończenie wielki - nie łapiąc od pewnego momentu żadnego (bo choć wielki, nowych kotów już w nim nie będzie), ale i ta możliwość istnieje, że po milionleciu, schwytawszy kocisko wielkie jak galaktyka, wciąż będziesz w stanie napatoczyć się na nieskończoność innych, coraz ogromniejszych, z których żaden nie będzie tym ostatnim.
Jednak założenie musi być takie: wciąż iść i macać (za przeproszeniem 8)).

7
Forum po polsku / Odp: Religijna Rzeźba
« dnia: Maj 22, 2017, 05:40:41 pm »
@maziek

Jakie znaczenie ma pewność człowieka, że to ostateczny opis dla tego opisu, gdyby był ostateczny? Jakie znaczenie ma wpisanie tego w paradygmat, czyli rozumiem przyjęcie jako aksjomatu pod fundamentami nauki? Czy cokolwiek się zmieni w sposobie uprawiania nauki gdyby ten aksjomat (całkowicie fałszywy moim zdaniem) dodać lub zabrać?

Pomijając kwestię uściśleń m.in. terminologicznych, które słusznie wprowadził Hoko (w tym zagadnienie opisu/języka)... Nie wiem, czy zmieni, ale może zmienić. Załóżmy, że dokonano akurat dostatecznej ilości odkryć by wszystko zdawało się do siebie pasować i latami nie nadchodzą nowe. Stworzono model który zdaje się wszystko wyjaśniać. (Nie wiem czy to się zdarzy, może nie, teoretyzuję. Mam też świadomość, że model idealnie opisujący Wszechświat musiałby przypominać owe borgesowskie mapy w skali 1:1, a być jeszcze bardziej precyzyjny i zakładam, że jednak o aż takiej precyzji nie mówimy, starczy typowa dla nauk ścisłych - no, chyba, że - jak u Aronofsky'ego - da się zredukować WSZYSTKO do w miarę prostego równania, tu znów pałac wspomnianego Jorgego się przypomina ;).)
Jeśli teraz uznasz ten model za zadowalający nastąpi naukowo-techniczna stagnacja (a - z wiadomych względów - nigdy nie będziesz mieć pewności czy za rogiem nie czaiło się następne rewolucyjne odkrycie - zobacz jaki przełom zrodził się z pozornie drobnych problemów ze zrozumieniem zachowania fal elektromagnetycznych, niewielkich anomalii w obserwowanym ruchu Merkurego i prostego odrzucenia przez Łobaczewskiego i Bolyaia jednego z postulatów Euklidesa). Jeśli natomiast będziesz uparcie badać dalej może nic nie odkryjesz (jeśli w istocie doszedłeś do ściany), a może (jeśli nie doszedłeś) czekają Cię jednak kolejne odkrycia i przewartościowania.

Nawiasem: skoro o Euklidesie mowa... przypomnij sobie co nastąpiło gdy Saccheri odrzucił sprzeczności, do których doszedł, jako absurd, bo zbyt zaufał ostateczności modelu matematycznego, którego bronił. (Tu zresztą dochodzimy i do kwestii Boga ponowie, tym razem do koncepcji Boga dziur - jeśli jakiś kreacjonista wypełni wszelkie luki w swojej wiedzy figlami Wszechmocnego ;) uzna że to odpowiedź definitywna i nie ma co szukać dalszych - Czwartek z "cudem" się kłania, hamulcowy al-Ghazali poniekąd też.)

@NEX

Jesli masz wiedze na temat historii nauki to wiesz tez o rzeczach, ktore jeza wlosy na glowie, albo przyprawiaja o pusty smiech.

No, "Jak ocalał..." b. plastycznie to opisuje ;).

Dzieki za cieple slowa. Mam malo czasu na siedzenie na forum, bede zagladal jak tylko moge.

Nie ma za co :). (I trzymam za słowo.)

Oops, you did it again... ;D Znowu siegasz do zrodel z 3-ciej reki zeby opisac osobe Petersona.

Zauważ, że Peterson jest pod "moimi" linkami cytowany wprost, mało tego - że linkowane artykuły zawierają też linki ;) do jego filmików (skąd teza, że ich nie otworzyłem?).

Nie nie jest konserwatysta. Tak naprawde to powiedzial wprost, co bylo czescia jednego z wykladow, ze obie strony politycznych pogladow sa potrzebne w spoleczenstwie.
 Konkretnie sprawa wyglada tak: 5 podstawowych cech osobowosci ("big 5") wynika z naszej ewolucji. Ludzie maja rozne proporcje tych 5 cech w sobie I w zaleznosci of tego ktore z cech sa bardziej wplywowe, powstaje pewna wypadkowa, z ktorej to wypadkowej wynikaja sklonnosci polityczne. Ktory wiec kierunek polityczny jest wlasciwy (liberalny czy konserwatywny)? Nie mozna na to odpowiedziec wprost, bo zalezy to od okolicznosci. Konserwatyzm to ogolnie hierarchia, granice (w roznym rozumieniu), porzadek, zachowanie istniejacej struktury I tego typu rzeczy. Liberalizm to nowalijki, kreatywnosc, dzialanie przeciw strukturze I wladzy, etc. W zaleznosci of tego co sie dzieje w spoleczenstwie I jakie czynniki na nie odzialuja, spoleczenstwo zyskuje na odchyleniu w jedna badz druga strone. Skad wiadomo ku czemu sie sklaniac w danym momencie? Z dialogu. Rozne strony musza dyskutowac I przedstawiac argumenty, najlepiej poparte dowodami I rozmawiac ze soba. Dlatego wolnosc slowa nie jest rzecza trywialna, ale absolutnie niezbedna, inaczej spoleczenstwo stacza sie w szybkim tempie w totalitaryzm.

Dobra, powiedzmy, że nie jest konserwatystą z natury, a postanowił tylko stronę konserwatywną poprzeć - tak to nazwijmy - taktycznie, jak ongiś Wałęsa Lewą Nogę, nie przymierzając ;), czy w praktyce wiele to zmienia?

A co do wolności słowa... Przyznam, że mam do niej stosunek ambiwalentny. Tzn. zasadniczo uznaję za uprawnione wszelkie opinie pozostające w zgodzie z dostępnymi faktami (i tu śmieszą mnie wszelkie politpoprawności i irytują próby sądowych zakazów), natomiast wypowiedzi pozostające z faktami w sprzeczności, bazujące na radosnej, nieodpowiedzialnej, dumnej z siebie, niewiedzy z lubością tępię w dyskusji (dając innym pełne prawo identycznego potraktowania mnie, gdyby mi się coś podobnego bredzić przydarzyło), a czasami myślę sobie, że gdyby to ode mnie zależało to bym je jakoś penalizował (czasami, bo z drugiej strony się boję, że prawo tego typu mogłoby to być nadużywane i co tak pomyślę to zaraz mi scenariusze z "Edenu" stają przed oczami).

Ten wlasnie argument "co mu szkodzi" uzywac jednego z 80 przedrostkow plciowych jest bardzo charakterystyczny I bardzo chybiony, co Peterson udowadnial czesto I dobitnie.

Nie jestem przekonany czy Peterson ma rację upierając się, że istnieją tylko mężczyźni i kobiety... Bo co np. z hermafrodytami? Czasem się rodzą wszak...*
http://natemat.pl/158091,kategorie-meski-i-zenski-sa-sztuczne-sad-we-francji-uznal-plec-nijaka
http://natemat.pl/161553,nie-mr-ani-mrs-powstalo-slowo-dla-szukajacych-plciowej-tozsamosci

* I tu, mam wrażenie, dochodzimy do sytuacji gdy głoszona pewnym głosem opinia rozłazi się z faktami...

@Hoko

Fajnie, że się włączyłeś :).

8
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Maj 22, 2017, 03:56:42 pm »
Czy to faktycznie Cooper, którego poznaliśmy ponad ćwierć wieku temu? Czy wydarzenia w Twin Peaks aż tak mocno na niego wpłynęły? Jak się okazuje, i tak, i nie, ale tej części nie będziemy zdradzać, by nikomu nie psuć zabawy.

Z czego oni tajemnicę robią, przecież pod koniec poprzedniego sezonu ten BOB - na Twin Peaks Wiki imiona istot z Black Lodge piszą zawsze dużymi - go opętał (czy coś w ten deseń)  8).

9
Hyde Park / Odp: Pytam:
« dnia: Maj 22, 2017, 01:19:31 pm »
list Ponimirskiego do jego ciotki z Warszawy, który Dyzma miał jej doreczyc.

Rzecz godna jest zacytowania:

    "Kochana ciociu!
    Korzystając ze sposobności, że w naszym Koborowie, zrabowanym przez bandytę Kunika, generalnym administratorem został JW Pan Nikodem Dyzma (kurlandzka szlachta), któremu całkowicie mogę zaufać, chociaż może na to nie wygląda, jako dżentelmenowi i memu koledze z Oksfordu, który jest mi życzliwy, czego się zresztą spodziewać należało, a nieżyczliwy dla łajdaka Kunika, co również jest zrozumiałe, piszę list do Najukochańszej Cioci, by raczyła naradzić się z kim trzeba i przy pomocy wpływów JW Pana Dyzmy postarać się o uwolnienie mnie z niewoli drogą ekspertyzy lekarskiej, jaka by ustaliła, że nie jestem chory na umyśle i mogę być sądownie uwłasnowolniony, bym wytoczył proces Kunikowi o przywłaszczenie Koborowa, a co pójdzie tym łatwiej, jeżeli Kochana Ciocia potrafi, gdzie należy, zebrać najściślejsze informacje o malwersacjach tego bastarda maglarki, o których mi Ciocia mówiła, a co dotyczyło jakichś podkładów kolejowych, złodziejstw przy dostawach i przywłaszczeniach szlacheckiego nazwiska „Kunicki” przez podrobienie, dzięki przekupstwu, dokumentów, które nagła rewizja mogłaby sprawdzić, gdyż Kunik wszystkie swoje papiery trzyma w kasie ogniotrwałej, stojącej za kotarą w jego sypialni, o czym wywiedziałem się przez służbę, która częściowo jest mi oddana, wskutek czego w ostatecznym razie zamierzam dokonać un coup d’etat, jeżeli inaczej nie da się nic zrobić, wówczas draba osobiście zastrzelę, co nie sprawiłoby mi wszakże przyjemności, gdyż jak Ciocia wie, poluję tylko na szlachetną zwierzynę, którą ta świnia, Kunik, nie jest, a jeżeli nie w chlewie, to powinien znaleźć się w więzieniu, w czym liczę na Kochaną Ciocię, gdyż po objęciu Koborowa natychmiast spłaciłbym Cioci cały mój dług wraz z procentami i zapłaciłbym również dług Zyziowi Krzepickiemu, a nawet ożeniłbym się z panną Hulczyńską, chociaż jest niemłoda i przesadnie piegowata, żeby tylko Cioci przyjemność sprawić, o czym i JW Pan Nikodem Dyzma jest poinformowany i w całej sprawie au courant, tedy z nim proszę naradzić się, gdyż on także ma w Warszawie ogromne stosunki, zwłaszcza w sferach rządowych, co nie może być bez znaczenia w mojej sprawie, będącej poniekąd także i sprawą Cioci, na co liczę bardzo, kończąc mój list, za długość którego przepraszam i łączę serdeczne ucałowania rączek, jako zawsze kochający siostrzeniec.
    George Ponimirski"

10
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Maj 22, 2017, 01:00:37 pm »
Eee, jakby wszystko było wyłożone od razu kawa na ławę, to nie było by zabawy.

Ja Cię, poniekąd, rozumiem (sam lubię klasyczne kryminały czasem, dla rozrywki), ale - primo - jest to poznawczo puste. Secundo - nie znam (z oglądania, ani ze słyszenia) żadnego z modnych seriali bazujących na piętrzeniu takich zagadek, w którym namotane po drodze pytania uzyskałyby na koniec sensowne odpowiedzi. Raczej twórcy sami się w tym gubili, bo tajemniczość stawała się celem samym w sobie. Mało tego, z sezonu na sezon fabuła coraz bardziej głupiała, bo kolejne enigmy trzeba było mnożyć, a bez coraz grubszego naciągania się już nie dawało. Mam wrażenie, że przywołana "BattleStar Galactica" znacznie mądrzejsza by była, gdyby w to nie popadła, "Archiwum X" - tak samo (o "LOST" i "Heroes" trudno wyrokować, bo zbyt mądre z założenia nie były). Mam też przekonanie graniczące z pewnością, że "Westworldowi" to samo grozi (tym bardziej, że robią go scenarzysta "Interstellaru" do spółki z producentem "LOST"/scenarzystą "Armageddonu"/twórcą ostatnich "Star Treków", a trudno sądzić by te nazwiska rokowały od strony intelektualnej).
(Przy czym, owszem, zdarzały się filmy oparte na tym samym schemacie, w których wszystko na koniec logicznie uporządkować się dało, ale nie czyniło ich to ani lepszymi, ani gorszym - przykładem przereklamowana "Incepcja" i broniący się czymś zupełnie innym - a i tak tylko przyzwoity - "Primer".)
 


Dzięki za Twin Peaks, na pewno obejrzę. Nie w telewizji co prawda  ;)

Nie ma za co ;).

11
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Maj 21, 2017, 11:41:11 pm »
ironiczny pjes: a my jako Polonia (Vistulandia) możemy należeć (gdybyśmy poprosili) do południowoamerykańskiej strefy nadawców?

Skoro byli tacy, którzy proponowali członkostwo Polski w NAFTA (North American Free Trade Agreement; co się wykłada jako Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu lub Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu), choć nie leży ona w Ameryce... Skoro należymy do NATO (Paktu Północnoatlantyckiego), a do Atlantyku od nas kawałek... To pewnie wszystko jest teoretycznie możliwe... ::)

12
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Maj 21, 2017, 09:58:29 pm »

13
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Maj 21, 2017, 09:32:56 pm »
Odpowiedz na pytanie czy maszyne te maja samoswiadomosc czy nie, nie zostala nigdzie udzielona wprost. Co wiecej, pomieszanie maszyn z ludzmi, czy pewne zachowania sugerujace, ze maszyny sa samoswiadome I maja wolna wole, bylo poprzez wielokrotne zmylki maskowane I zaprzeczane.

Zgoda, ale to właśnie uważam za dość puste gry. Bo nacisk z samych - poważnych przecież - zagadnień przechodzi na zgadywanki ("jest tak? a może siak?"), a przy tym sprawa się zupełnie rozmywa, znika gdzieś - zdające się dość oczywistym jako zasada minimum ostrożności w takich kwestiach - kryterium (przynajmniej roboczego) oceniania stopnia świadomości po behawiorze, o którym dyskutowaliśmy (a przecież skoro da się tam pomylić robota z człowiekiem - znikać nie powinno). Nie każę Ci kochać "Star Treka", ale on spuentował to wszystko znacznie lepiej, i to w jednym (liczącym się właśnie do tego niewielkiego procenta, czy też promila, wartych polecenia) odcinku*.

* Choć pewnie poszło tam wszystko zbyt gładko i elegancko, w realnym życiu nie jest tak pięknie (vide kwestia stosunku do zwierząt, w innym wątku już dyskutowana). I - tak patrząc - coś na kształt westworldowego robociego piekiełka może i może ;) się ziścić.

A tak w ogóle dziś premiera dokrętki "Twin Peaks", oglądasz (w Polsce dopiero jutro, na HBO)? ;)

ps. Dwa zwiastuniki na nakręcenie apetytu:


14
Forum po polsku / Odp: Religijna Rzeźba
« dnia: Maj 21, 2017, 05:16:05 pm »
Bo jaką można mieć pewność, że opis jest pełny? Pytałem Cię czy 300 lat braku nowych odkryć wystarczy.

15
Forum po polsku / Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« dnia: Maj 21, 2017, 04:08:33 pm »
Ha, nie wiedziałem, że takie skarby jeszcze na półkach leżą. Dzięki za informacje :). Mam nadzieję, że ten dokument powstanie (to do Was, drodzy lurkerzy, którzy możecie coś w sprawie zrobić! ;)).

Strony: [1] 2 3 ... 551