Autor Wątek: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).  (Przeczytany 9221 razy)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« dnia: Listopad 07, 2009, 02:16:06 pm »
Jeśli kto się zdziwił czemu nie odpowiedziałem Cetarianowi w kwestii lemowych ocen Dicka, to odpowiedź jest prosta: bo szykowałem nowy wątek wyłącznie o P.K.D. i wolałem zachować swoje najlepsze argumenty "na zasię" ;).

Ale przejdźmy do właściwego tematu...

Przyznaję, ze poczatkowo z twórczością Dicka miałem ten sam kłopot jaki miał (sądząc ze szczerego wyznania w drugim wydaniu "FiF") sam Lem, ostatnio zaś np. Cetarian. Tzn, że jego utwory zaskakiwały kiksami, paralogizmami, kiczowatą w stylu najgorszej space opery scenerią, złamaną strukturą fabuły (uderzyło mnie to już w pierwszym jego opowiadaniu, jakie poznałem - "Przypomnimy to panu hurtowo"; tym które stanowiło kanwę do "Total Recall"). "Trzy stygmaty..." odłożyłem wręcz z niesmakiem, przy pierwszym podejściu. Po jakimś jednak czasie* oswoiłem się z jego twórczością, i zrozumiałem w czym tkwił problem.

Dick jest bowiem w metodzie twórczej - może najbardziej szczerym autorem amerykańskiej SF, ta bowiem, prawie od początku, stoi w opozycji do takiego pojmowania SF, do jakiego przyzwyczaił nas Lem (a tym bardziej Clarke). Amerykańska SF są to mianowicie (co Mistrz zauważył chyba jako pierwszy) przede wszystkim baśnie. Baśnie z morałem, lub bez, mądre lub głupie, piękne lub grafomańskie, ale właśnie baśnie. Widać to u autorów lat '20 i '30, którzy snuli swoje opowieści gwoli ekscytowania nastolatków. Widać u Asimova, który wprost przyznawał, że w czasach, gdy pisał swe słynne historie o robotach nie wierzył w możliwość ich powstania. Widać u Cordweinera Smitha. Widać u Van Vogta. Widać u Bestera. Widać u F. Browna i R. Sheckley'a, których to opowiadania stanowią baśnie z dowcipnym morałem. Widać u Simmonsa. Widać u Wolfe'a. Widać wreszcie u Le Guin i Rodenbery'ego (twórcy "Star Treka"), którzy wprost przyznają, że mimo deklarowanej troski o realizm za cel mają snucie (w ich wypadku: społecznych) alegorii.

P.K.D .bowiem - nie wiem na ile świadomie, bo nie znam stopnia jego twórczej samoświadomości, ani stopnia poczytalności w trakcie pisania - odrzuca w sumie symulowanie dbałości o jakikolwiek (poza psychologicznym) realizm, i swobodnie snuje swoje opowieści, nie ograniczając się regułami jakim powinna ulegać "prawdziwa" SF. (Jest tu więc poniekąd - jak swego czasu mówiłem - przeciwieństwem, b. wyczulonego na kwestię prawdopodobieństwa, Clarke'a; przy czym - jak na ironię, część jego rzuconych od niechcenia "prognoz" się sprawdziła, tak jak i zawiodła część precyzyjnych i logiczne zbudowanych przewidywań A.C.C.).

Analizując twórczość Dicka "wywleka się" ;) zwykle powracający wątek "nieprawdziwej rzeczywistości" zatrącający tyleż o kwestie filozoficzno-metafizyczne, co o tematykę VR, pytanie o granice normy psychicznej, kwestię cienkich granic miedzy człowiekiem a maszyną. Niektórzy zwrócą też uwagę na to w jak (genialne często) twisty zakręcone są jego fabuły (wtedy to była nowość, dziś co drugi reżyserek się tak bawi). Są to wszystko oczywiste oczywistości ;). Zajmę się więc tym co uważam za niedocenianą siłą tych utworów. Chodzi mi mianowicie o to, że Dick pisząc o przyszłych czy alternatywnych światach czynił je "żywymi" - pokazywał zmieniające się mody, codzienne problemy (te odwieczne i te wynikające z wprowadzenia róznych fantastycznych gadgetów) - słowem, że w przeciwieństwie do innych pisarzy SF usiłował pokazać nie genialne wynalazki czy odkrywcze wyprawy, a życie zwykłych ludzi w świecie innym od naszego, dorobić do fabuły - na swój sposób "realistyczne" - tło** (choć o realizm przecie się programowo nie kłopotał). Szczegóły futurystycznych światów wychodziły mu co prawda raz gorzej, raz lepiej, ale zwykle były b. interesujące (choć, jak rzekłem, wielu tych "futurystycznych szczegółów" nie sposób traktować jako prób prognostyki serio).

Widać to zresztą w ekranizacjach tej prozy - światy "Blade Runnera", "Raportu mniejszości", ba nawet nieszczęsnego "Total Recall" nawet jeśli w szczegółach biorą rozbrat z oryginalną wizją pisarza też "bogate są dziwacznymi uszczegółowieniami", które budują niesamowity klimat. (Na tyle wciągający, ze aż nie ma się ochoty pytać o logiczną spoistość tych wizji.)

Kolejna sprawa to miotający się na tle tak interesujących scenografii ludzie. Ludzie słabi, zwyczajni (choć bardzo często zmuszeni do zmierzenia się z gigantycznymi problemami), posiadający swoje wady, odchylenia psychiczne, problemy, kompleksy, pogmatwane życie osobiste i zawodowe... Zwykle budzący naszą sympatię, czasem jednak wręcz odrażający w swych wadach... Ludzie z krwi i kości jakże różni od herosów opiewanych przez Clarke'a, wczesnego Lema, Roddenberry'ego czy Heinleina... Lubię SF o herosach... ideałach... ale to była odświeżająca odmiana. (Zwłaszcza, że u Dicka "żywe" są zwykle nawet postacie z najdalszego tła.)

Nazywa się Dicka "Dostojewskim SF'. Moim zdaniem miał też w sobie - mimo woli, jak to on ;) - coś z Flauberta.
« Ostatnia zmiana: Listopad 08, 2009, 12:13:37 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 07, 2009, 02:20:01 pm »
Mówi się też wiele o najsłynniejszych powieściach tego Autora, może więc dla odmiany wspomnę coś o jego - może nawet lepszych (za krótkie są, by fabuła straciła spójność ;))  - opowiadaniach.

Moje trzy ulubione to:
-"Złotoskóry" - jeden z nielicznych utworów P.K.D. opartych na klasycznym schemacie "śledztwa naukowego"; b. interesująca wizja tytułowego mutanta, którego obecność stawia pytanie o to na ile rozum jest ewolucyjnie przydatny, i o to ile zwierzęcia zostało w człowieku (konsekwentny mizogin Dick rzekłby "w kobiecie" ;D).

-"Majstersztyk" - inżynier Ziemianin, po wojnie atomowej z Obcymi, pracuje przy przywracaniu warunków zdatnych do życia. Powoli odkrywa jednak, że wojny nie wygrali ludzie, a wiele rzeczy które go otacza jest mistyfikacją. Puenta jest zaskakująca.

-"Podróż" - człowiek podróżujący do kosmicznej kolonii w stanie hibernacji nie został dokładnie uśpiony w związku z tym komputer pokładowy musi stworzyć mu rzeczywistość wirtualną... na 10 lat podróży. Musi się to odbić na psychice owego podróżnika.

Wypada też zwrócić na literackie powiązania thingy'ego ;):

Primo: Zachodniacy z lubością zestawiają go z Lovecraftem. Jest w tym coś. Obaj autorzy mają obsesję na punkcie "prawdziwej prawdy" o świecie... Wizje obu są silnie paranoidalne... (I obaj, jak głosi wieść, wierzyli w prawdziwość tego o czym piszą.)

Secundo:są tacy co twierdzą, że Dick wynalazł cyberpunk. I może sporo w tym prawdy bo jego obsesjami były: nierzeczywista rzeczywistość ;) i granice człowiek-maszyna. No i przedstawiał rozszalały kapitalizm... (Choć jak dobrze pogrzebać to pierwsze próby zgłębienia tych problemów znajdziemy już u Bestera, Asimova, Heinleina...)

Tertio: dłuugo można porównywać groteskowe wizje Philipa K. z "tichym" ;) przedziałem twórczości Lema, podobieństw sporo się wygrzebie.

Jednym słowem: jest to twórca na tyle ważny, że nawet będąc zaprzysięgłym miłośnikiem hard SF - znaczy fantastyki serio, wiarygodnej naukowo i wogóle ;) nie umiem (głównie z racji tego paradoksalnego "realizmu" chyba) obok jego twórczości przejść obojętnie (i w swoim prywatnym rankingu autorów SF stawiam go b. wysoko, gdzieś tak na trzecim miejscu, ex equo z Le Guin***).

Na zakończenie kilka linków:
-Lem (pochlebnie) o Dicku:
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,65127,2704627.html
-Dukaj o Dicku:
http://www.dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/LataTlustejSzaranczy
http://www.dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/PisarzTezCzlowiekChociazWariat
-J. Sosnowski o Dicku:
http://www.jerzysosnowski.pl/?page_id=55
-"Washington Post" o Dicku:
http://www.washingtonpost.com/ac2/wp-dyn?pagename=article&node=&contentId=A6396-2002Jul26
-i wybór cytatów z P.K.D. - widać z nich jasno, że był jednym z pierwszych stylistów w SF:
http://esensja.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=1547


* skoro wszędzie pisali, że on wybitny, podejmowałem próby sprawdzenia co też inni w nim widzą

** nie miał tu skrupułów Mistrza, który nie chciał się bawić w przewidywanie nieprzewidywalnego, ani Clarke'a, który wolał "bezpiecznie" pozostać przy przewidywaniach stricte technologicznych; bawił się tym, jak przypuszczam.

*** która go zresztą w dużym stopniu rozpropagowała...
« Ostatnia zmiana: Listopad 08, 2009, 01:15:06 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3960
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 08, 2009, 01:34:30 am »
Hm...Q ciezko tu oczywiscie cos dodac;)Podales nam gotowy przepis na Dicka;)Ale;)Dostojewskiego jeszcze moge ewentualnie sobie uzasadnic...choc naciaganie...ale Flaubert?!:)
Wspomniales o opowiadaniach i pomyslalam ze zalinkuje...sama juz nie wiem czy wolno czy nie...z drugiej strony mozna to za darmo w bibliotece wypozyczyc a ta stronka istnieje od paru lat i opowiadania nie znikaja wiec:
http://www.grzessssiek.republika.pl/philip/opowiad.html
Moze to ualatwi jakas wymiane na temat opowiadan Dicka;)
Lubie te o ktorych napisales.Ciekawym dla mnie sa tez Przedludzie.O relatywnosci definicji i przesuwania kolejnych granic.Troche przesadzone...ale;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10233
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 08, 2009, 04:07:25 pm »
Nie wiem, czy się zgodzicie, ale D.i.c.k ma unikatową zdolność rozwinięcia akcji w trzeci sposób. Na zasadzie, jak to pisał Lem, że fizycy długo się zastanawiali, czy czy spiny elektronów są dodatnie czy ujemne, a one okazały się trzecie.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 08, 2009, 05:30:34 pm »
Dostojewskiego jeszcze moge ewentualnie sobie uzasadnic...choc naciaganie...ale Flaubert?!:)

olka, z tym Flaubertem to był oczywiście skrót myślowy. Chodzi mi o celebracje zwykłości i przeciętności. Dick w sposób wyjątkowy dla SF pisze o zwykłych ludziach i w tle jego nawet najdziwaczniejszych fabuł toczy się (albo przynajmniej usiłuje toczyć) zwykła (na dickowski sposób "zwykłe", oczywiście ;)) życie szarych ludzi.

Lubie te o ktorych napisales.Ciekawym dla mnie sa tez Przedludzie.O relatywnosci definicji i przesuwania kolejnych granic.Troche przesadzone...ale;)

Znam. Dobrze jest napisane, i pozwala zrozumieć sposób myślenia przeciwników aborcji tzn. realny lęk, który w ich wypowiedziach normalnie tonie pod tonami scholastyki. Przy czym postawione tam pytanie "co definiuje człowieka" nadal pozostaje w mocy a Dick w sumie wykręcił się od odpowiedzi.

ps. maźku, u Dicka fabula rozwija się w trzeci sposób, a potem czasem i czwarty, czy nawet piąty... nie wiem ile w tym świadomych wyborów, a ile obłędu (choć nie przypuszczam by sam obłęd do tego wystarczył), ale z pewnością lepsze to od schematyzmu... pamiętam np. w "Złotoskórym" - zaczyna się jak obyczajowa opowiastka o komiwojażerze, potem okazuje się, że to postapokaliptyka, potem, że postapokaliptyka to tło na którym rozgrywa się historia tajnego agenta, a koniec końców agent okazuje się fabularnie dość nieistotny liczy się parę ważkich pytań. Zaczyna się od obyczajówki kończy filozoficzną SF.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3899
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 17, 2009, 07:19:40 pm »
To i ja dorzucę swoje trzy grosze o Koniolubie.
Trochę jako odprysk dyskusji w temacie o 11 listopada. Pisząc tam, przypomniało mi się pewne opowiadanko Dicka o społeczeństwie przyszłości, z zakręconymi wartościami. Literacko może średnie (ANIELa pewnie by wypunktowała  :)), ale wszyscy wiemy, jak i dlaczego pisał.
Chodzi mi o sam koncept. I tu nie wysilę się wiele, tylko za chwilę zacytuję fragmencik:

Rzecz jest o ostrym konflikcie politycznym, na granicy zamieszek. Linia podziału biegnie w/g kryterium - młodzi/starzy, ale też miasto/wieś. A o co?

„Przecież dawniej czegoś takiego nie było. Nie przypominam sobie, żebym jako dziecko musiała ciągle wysłuchiwać o polityce.
- Bo wtedy nikt nie nazywał tego polityką. Lobby przemysłowe bezustannie wbijało ludziom do głowy, że mają konsumować i kupować. Reklamy wciąż mówiły o tym samym: czystości włosów, zębów i skóry. Z czasem ludzie, a zwłaszcza mieszkańcy miast, to podchwycili i dorobili do reklam stosowną ideologię.
Betty nakryła do stołu i wniosła półmiski z jedzeniem. To znaczy, że komuś bardzo zależało, aby powstał oddolny purystowski ruch polityczny?
 - Nikt sobie wówczas nie zdawał sprawy, w jakim kierunku to zmierza. Niespostrzeżenie, dzieci wyrastające w takiej atmosferze zaczęły uważać problemy związane z poceniem się, utrzymaniem czystości zębów i włosów, za fundament swego światopoglądu. Za idee, dla których warto żyć i umierać. Uznały, że w obronie tych wartości można nawet zabijać.
- A mieszkańcy wsi stali się naturalistami?
- Poparli ten program wszyscy, którzy mieszkali z dala od miast i nie byli tak wystawieni na działanie reklam.”

A cała wojna polityczna i nie tylko, dotyczy poprawki do konstytucji. Ma wprowadzić ona obowiązek wycinania gruczołów potowych i kontroli oddechu. :o
Tytuł „W lepszym świecie” w tomie „Zapłata”. („The chromium fence”- 1954)
« Ostatnia zmiana: Listopad 17, 2009, 07:24:05 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #6 dnia: Listopad 17, 2009, 07:41:21 pm »
Dobre to jest. Nie pomyślałbym, że patologie reklamy widocznej w tivi (te wszystkie "proszki w płynie" ) itp. są tak starej jeszcze proweniencji. Dobrze też, że czarnowidz Dick się jednak pomylił... Choć czy do końca? Nieszczęście anoreksji wzięło się przecie z b. podobnych przyczyn...

Z wszystkich pisarzy SF PKD znał chyba najlepiej naszą pokręconą ludzką naturę.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3899
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #7 dnia: Listopad 17, 2009, 09:07:03 pm »
Cytuj
Dobrze też, że czarnowidz Dick się jednak pomylił... Choć czy do końca?
Za 100 lat się okaże. Ale już raz to opowiadanko mi się przypomniało. Jakiś roczek temu. Prowadzono wtedy ostrą kampanię antypapierosową. Wszędzie były hasła - "Palisz więc śmierdzisz" i plakat z palaczem z d... zamiast twarzy. Niektórzy zwolennicy "zdrowego powietrza" zrobili się wtedy dość agresywni :).
Oczywiście nie zachęcam do tego zgubnego nałogu ;)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #8 dnia: Listopad 18, 2009, 07:14:11 pm »
Cytuj
Dobrze też, że czarnowidz Dick się jednak pomylił... Choć czy do końca?
Za 100 lat się okaże.

Zdaje mi się, że gdyby szło ku temu co prorokował to widoczna by była stała radykalizacja nastrojów w określonym kierunku i pewne treści byłyby widoczne w tzw. dyskursie publicznym, bo takie zmiany raczej nie następują skokowo.

BTW. skoro już o reklamach mowa, pamiętasz takie opowiadanie Ballarda z (podobno niedawno wznowionych) "Głosów czasu". Reklama podprogowa, zakaz leczenia przymusem chorych psychicznie, i ex-psychiatra zakochany w pięknej samobójczyni. Też dawało do myślenia...
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3960
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #9 dnia: Listopad 18, 2009, 07:33:23 pm »
Reklama, media...te tematy towarzysza chyba wiekszosci ksiazek Dicka...powtarzam wlasnie Sloneczna loterie...tam tez oczywiscie ten temat sie przewija...i nie jestem pewna czy do tego nie dazymy:
Cytuj
Reklamy są najwyższym gatunkiem sztuki- pracują nad nimi najbardziej utalentowani twórcy
;)
Poza tym powtorzylam (chyba mam philipow- powtorkowy tydzien bo jeszcze na Ale kino rzucilam okiem naImpostora a tutaj liv ozywil watek;))  Czy androidy...? ksiazke rzecz jasna.Moze nie ma tutaj rozwarstwiajacych sie rzeczywistosci ale jest Mercer.Ciekawi mnie jak rozumiecie jego postac?Czy jest zbiorowa iluzja?Medialna manipulacja?Alter ego?Zmaterializowana religia?Czy macie inna wersje?;)Jak wg Was dzialaja owe empatyczne skrzynki?Ludzie sami sie rania?Mercer zreszta pojawia sie i bez pomocy tychze.
O Wilburze jest tez opowiadanie Mala czarna skrzynka.
Czy to po prostu jeden z dickowych odjazdow ktory wplotl w fabule i nie ma szczegolnego znaczenia?Mnie szczerze powiedziawszy drazni ta postac...dlatego pytam;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #10 dnia: Listopad 18, 2009, 08:04:35 pm »
i nie jestem pewna czy do tego nie dazymy:
Cytuj
Reklamy są najwyższym gatunkiem sztuki- pracują nad nimi najbardziej utalentowani twórcy
;)

Tak, to jest prorocze ;). (Zwłaszcza odkąd filmy umieją robić za reklamę gadgetów ;D.)

Poza tym powtorzylam /.../ Czy androidy...? ksiazke rzecz jasna.Moze nie ma tutaj rozwarstwiajacych sie rzeczywistosci ale jest Mercer.Ciekawi mnie jak rozumiecie jego postac?Czy jest zbiorowa iluzja?Medialna manipulacja?Alter ego?Zmaterializowana religia?Czy macie inna wersje?;)Jak wg Was dzialaja owe empatyczne skrzynki?Ludzie sami sie rania?Mercer zreszta pojawia sie i bez pomocy tychze.
O Wilburze jest tez opowiadanie Mala czarna skrzynka.
Czy to po prostu jeden z dickowych odjazdow ktory wplotl w fabule i nie ma szczegolnego znaczenia?Mnie szczerze powiedziawszy drazni ta postac...dlatego pytam;)

Dla mnie to po prostu jeden z tych typowych mesjaszy i anty-mesjaszy Dicka i nie ma tu do czego zbytnio logiki przykładać, bo to zwyczajnie byt metafizyczny jest ;).

Przy czym jest to bez znaczenia i nie jest. Do fabuły nic nie wnosi (i dobrze, że w filmie to wycieli), ale jednocześnie ilustruje dickowy pogląd (z którym się oczywiście nie zgadzam ;)), że przez rzeczywistość (czy raczej: przez kolejne warstwy rzeczywistości) prześwieca Bóg. To kolejne oblicze Boga-Zebry.
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3960
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #11 dnia: Listopad 18, 2009, 11:06:39 pm »
Hm...moze i byt metafizyczny moze i nie wnosi...ale;) scisle laczy sie z fabula...wszak empatia jest motywem przewodnim i roznicujacym byty wlasnie.Mercer zjawia sie realnie i ratuje zycie Deckardowi...ostrzegajac go.Namotal wacpan Philip;)Do mnie jeszcze trafia jako tako porownanie Mercera do Syzyfa...ze tak pchamy te nasze zywoty...kupujemy metaforyczne owieczki a tak naprawde to...sztuczna zaba albo wykreowany przez media twor;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #12 dnia: Listopad 18, 2009, 11:35:25 pm »
Hm...moze i byt metafizyczny moze i nie wnosi...ale;) scisle laczy sie z fabula...wszak empatia jest motywem przewodnim i roznicujacym byty wlasnie.

Czyli: empatia jako wyznacznik "duszy", boskiej cząstki* w człowieku.

Do mnie jeszcze trafia jako tako porownanie Mercera do Syzyfa...ze tak pchamy te nasze zywoty...kupujemy metaforyczne owieczki a tak naprawde to...sztuczna zaba albo wykreowany przez media twor;)

Znając waćpana Philipa to moze sie jeszcze tak zdarzyć, że przez wykreowany sztucznie twór objawi się prawdziwe - w świecie utworu - bóstwo.


* nie, nie chodzi o bozon Higgsa ;D
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3899
    • Zobacz profil
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #13 dnia: Listopad 19, 2009, 06:47:48 pm »
Ja tylko na bazie "czarnej skrzynki", bo dała się szybko powtórzyć. Ale za pioruna nie wiem o co chodzi z tym merceryzmem (dlatego lubię czytać Dicka). Wygląda to na lepszy rodzaj telewizora (odbiornik empatii), do sterowania masami. Ale już kto steruje i po co? Czort wie.
No, bo wyznawcy przechodzą rodzaj drogi krzyżowej, cierpiąc coraz bardziej z Mercerem. To ich rajcuje (dziwne). Że jak on dostał kamieniem, to ich boli głowa. Ale za chwilę Mercer ma męczeńsko zginąć (tu opowiadanie sprytnie się kończy). Więc wyznawcy też zginą? Czyli maszyna zagłady.
W takim razie kto tym steruje? W opowiadanku wygląda na byt wyższy ,który, po zarekwirowaniu przez władze wszystkich przekaźników i tak dotrze nową drogą do wiernych. Ale po co, poza tym miał przecież zginąć. Może się odrodził? Wygląda jakby kręciło Go, bycie pasterzem i posiadanie swoich "żywych" owieczek. :)
Władze uważają go za silę z kosmosu i traktują jako rodzaj inwazji. I są zazdrosne, o władzę właśnie. A co z empatią ? No właśnie...
Może doczytam androidy, to się rozjaśni. Choć tam, zdaje się, był jakiś aktorzyna- manipulator, zdemaskowany jako Mercer? 
Albo wezmę te same prochy, które Dick brał w latach 60-tych. wtedy zobaczę różowy(?)  promień. Potem wam opowiem ;)
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8815
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Re: Philip K. thingy, jak to się drzewiej pisało ;).
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 19, 2009, 07:50:24 pm »
No, bo wyznawcy przechodzą rodzaj drogi krzyżowej, cierpiąc coraz bardziej z Mercerem. To ich rajcuje (dziwne). Że jak on dostał kamieniem, to ich boli głowa. Ale za chwilę Mercer ma męczeńsko zginąć (tu opowiadanie sprytnie się kończy). Więc wyznawcy też zginą? Czyli maszyna zagłady.

Czy to nie przypomina całego nurtu ascetycznego w średniowiecznym (i nie tylko) chrześcijaństwie? Gotowość do męczeńskiej śmierci, biczowanie, posty...

Dick był niewątpliwie - b. nieortodoksyjnym - chrześcijaninem, ale chyba jak mało kto uświadamiał sobie cały wewnętrzny dramatyzm swojej religii. Przy czym jako osoba wierząca winą za ten - biorący się z wewnętrznych sprzeczności doktryny - dramatyzm obciążył... Boga, co doprowadziło go do dość oryginalnej konstatacji:

"Dusza Świata ma w sobie element irracjonalny.
   Innymi słowy - sam wszechświat  - i kryjący się za nim Umysł - jest chory."


Owszem można to zwalić na karb choroby psychicznej (bywa, że schizofrenicy myslą, że to świat zwariował, a oni pozostali normalni), ale jest to też całkiem interesująca próba teodycei*.

W takim razie kto tym steruje? W opowiadanku wygląda na byt wyższy ,który, po zarekwirowaniu przez władze wszystkich przekaźników i tak dotrze nową drogą do wiernych. Ale po co, poza tym miał przecież zginąć. Może się odrodził? Wygląda jakby kręciło Go, bycie pasterzem i posiadanie swoich "żywych" owieczek. :)

"VALIS", polecam "VALIS". To klucz ideowy do twórczości PKD, który pozwala zrozumieć jego podejście do "bytu wyższego". (To z niego pochodził powyższy cytat.)

(Jest jeszcze w "Boża inwazja", dopełnienie "VALISa", gdzie to samo zostało wyłożone bardziej łopatologicznie.)

Władze uważają go za silę z kosmosu i traktują jako rodzaj inwazji. I są zazdrosne, o władzę właśnie.

I znów widzimy jak się pewne wątki przewijają przez twórczość Dicka, jak iterują. Przypominaja się "Nasi przyjaciele z Frolixa 8", przypomina Palmer Eldrith (acz tamten był zdecydowanie zły)...


* inna rzecz, że podważajaca - postulowaną przez ortodoksyjne chrześcijaństwo - doskonałość stwórcy... czyli degradująca Boga do roli boga.
« Ostatnia zmiana: Listopad 20, 2009, 12:05:05 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki