Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 583
1
Forum po polsku / Odp: "Space - The Final Frontier"
« dnia: Styczeń 21, 2018, 07:33:35 pm »
Heh, wygląda na to, że muszę (nieco) zweryfikować stosunek do grzybków z "Discovery".

Otóż te wszystkie kosmiczne grzybnie itd. bazują na tezach z książki:
https://www.amazon.com/Mycelium-Running-Mushrooms-Help-World/dp/1580085792
Pewnego dość głośnego pana (jeden z protagonistów serialu wziął po nim nazwisko):
http://www.fungi.com/about-paul-stamets.html
Który wygłaszał swoje credo na TED 2008*:
https://www.youtube.com/watch?v=XI5frPV58tY
https://www.ted.com/talks/paul_stamets_on_6_ways_mushrooms_can_save_the_world/transcript

* Szybkie streszczenie poglądów jego też się znajdzie:
http://scienceblogs.com/universe/2011/07/17/living-in-a-mycelial-world/

Owszem, wygląda mi to na pogranicze fringe science i pseudonauki (choć facet ma niewątpliwe dokonania badawcze), ale z drugiej strony sądzę, że jest dość spójne (i intrygujące) by stanowić godziwą podstawę dla wizji science fiction (a sam Stamets mógłby robić za kolejnego z gości Tichego, albo zajmować salę obok tego z "Prawdy", jak nic).
Szkoda, że opierający się na owej podstawie serial - choć poziom nieco poprawił - wciąż jest czymś na kształt telewizyjnego blockbustera o pozbawionych spójnej (nie mówię już o jej jakimkolwiek pogłębieniu) psychiki bohaterach i niekoherentnej fabule (znaczy: wciąż pozostaje najsłabszą jak dotąd serią "ST").

2
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Styczeń 18, 2018, 06:06:06 pm »
Wystarczy zajrzeć do zakładki team i wiadomo że nazwa komputera nieprzypadkowa.

Ale, gdyby komu ten dowód nie starczył, wywiad z founderem dorzucę ;):
https://blog.wetrust.io/an-interview-with-julian-zawistowski-founder-and-ceo-of-golem-c463f5404855

3
Forum po polsku / Odp: Lem a koncepcja świadomości Zygmunta Freuda
« dnia: Styczeń 12, 2018, 11:19:48 pm »
Było...

"Życie umysłowe kwitło. Wydobyto z niepamięci dzieła niejakiego markiza de Zad, wymagające szczególnej uwagi, wpłynęły bowiem na dalszy bieg naszych dziejów. Dwa wieki wcześniej kat wyświecił go jako pisuarystę, zbrudniarza, a dzieła poszły na stos, szczęściem przezorny markiz sporządził odpisy. Ten męczennik i prekursor Nowego głosił Czar Ohydy i Cnotliwość Nicnoty, bynajmniej nie ze względów egoistycznych, lecz zasadniczych. Grzech bawi czasem, pisał, lecz grzeszyć należy, bo to niedozwolone, a nie, bo przyjemne. Jeśli jest Bóg, należy mu robić na złość, a jeśli Go nie ma — to sobie: tak czy owak zamanifestuje się pełnię wolności. Toteż w powieści Zmorjanna zalecał koprolatrię jako kult łajna, celebrowanego na złocie przy dziękczynnych chorałach, gdyby go bowiem nie było, tłumaczył, koniecznie należałoby je wynaleźć! Za nieco mniejszą zasługę poczytywał wielbienie innych odchodów. W kwestiach rodziny był pryncypialistą: należało wyciąć ją w pień, a jeszcze lepiej nakłonić do tego, żeby się sama wycięła. Nauki te, wydobyte z otchłani wieków, wzbudziły podziw i respekt. Tylko prostacy czepiali się słów, powiadając, że jednak de Zad WOLAŁ wzmiankowaną substancję od krewnych i bliskich — co jednak, jeśli komuś milsza rodzina?
   Zakłamanie tych krytyków zdemaskowali zadyści, uczniowie markiza i kontynuatorzy jego testamentu, opierając się na Teorii docenta Frońda. Duszoznawca ten wykazał, że świadomość to stek łgarstw na wierzchu duszy ze strachu przed tym, co tkwi głębiej („Myślę, więc kłamię”). Frońd doradzał wszakże kurację, sublimację i rezygnację, zadyści natomiast postulowali depaskudyzację przez użycie do przesytu. Zakładali więc rewelatryny i nauzealne muzea, by folgować w nich sobie i bliźnim; a mając w pamięci to, co nakazywał de Zad, kultywowali tę właśnie część ciała. Jeden z wybitnych przedstawicieli ruchu, docent Incestyn Wichs, mawiał, że tylko Sempiterna Semper Fidelis — zresztą nic pewnego na tym świecie."


"Edukacja Cyfrania"

Przy czym ta zadystyczna forma depaskudyzacji przywodzi silne skojarzenia z niektórymi doktrynami sekciarskimi powstającymi w łonie prawosławia (vide przypisywane Rasputinowi "Oczyszczajcie się przez grzech i poniżenie", ew. - w wersji lodowo-dukajowej - "Wiesz ty dobrze, jaką nowinę ja od początku niosę: zbawienia przez grzechy.").

4
Hyde Park / Odp: Jacek Dukaj
« dnia: Styczeń 12, 2018, 10:57:33 pm »
Uświadomiłem coś sobie a propos "Sprawy Rudryka Z."... Kwestia tożsamości, dialogowo-sądowa struktura, wiadomo, "Przekładaniec" się kłania. Ale nie jest to jedyny trop. Dyktator z południowego wschodu Europy, jego nieodróżnialne odeń duplikaty... Marvelowskim Doctorem Doomem strasznie pachnie, i Doombotami jego.
Przy czym wytknięcie takiej analogii/inspiracji niekoniecznie jest dla Dukaja (bardzo) dezawuujące. W końcu ten Doom to - filmami się nie sugerować! - postać z superłotrowskiej czołówki.

ps. A tu jeszcze b. stary wywiad z J.D:
http://swiatczytnikow.pl/wywiad-z-jackiem-dukajem-o-czytnikach-przyszlosci-ksiazki-i-starosci-aksolotla/

5
Bo to była perspektywa religijna. Z poziomu nieba. Duży Bóg, mniejsze postaci aniołów i świętych. I w dole ziemia z maleńkimi ludźmi i ich jeszcze mniej ważnymi zajęciami.
 Zabawne, że obecna perspektywa "kosmiczna" jest nieco podobna. Ziemia nadal jest mała, a ludzi nie widać wcale. Boga zresztą też nie widać

Po latach do tego wrócę, bo b. silnie mi się skojarzyło:

"Nad blatem wisiała książka.
- Pan - czyta?
Odwróciłem książkę okładką do góry. Poezje Walta Whitmana.
- Tak.
Zdradził się tym krótkim „tak". A właściwie sposobem, w jaki je wypowiedział. To nie była monosylabowa gburowatość, ani nieśmiałość, ani sygnał niechęci do rozmowy. To już było „tak", które przychodzi po wielu latach odpowiedzi na podobne pytania, gdy w im szczersze, dłuższe, bardziej szczegółowe tłumaczenia się wikłał, w tym głupszej sytuacji na koniec stał. Konieczny jest bowiem pewien wspólny kod, sekretny język, system umówionych znaków. Wpierw rozpoznajemy się między obcymi - jeden na sto, jeden na tysiąc - i dopiero przystępujemy z otwartym zaproszeniem; wówczas można je przyjąć lub odrzucić bez strachu przed pułapką towarzyską i napiętnowaniem.
Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej.
Szukałem słów.
- Ja też, kiedy nie mogę spać...
- Lek na bezsenność?
- W kosmosie, w tej ciszy maszynowej...
- Tak.
Tak. Rozumie? Być może. Sam nie do końca rozumiałem.
Głos miał cichy, jakby przygaszony, wycofany. Nad każdym zdaniem wisiało ćwierć pytajnika, muzyczny znak niepewności.
Wykreśl trójkąt równoboczny: bezczelność - nieśmiałość - i co na trzecim wierzchołku?
Kartkowałem tomik.

Noc na preriach,
Już po kolacji, przygasa, tli się ognisko,
Zmęczeni emigranci śpią, owinięci w koce.
Sam idę w ciemność, przystaję i patrzę na gwiazdy.
Wydaje mi się, że ich nigdy dotąd nie pojąłem.
Teraz wstępuje we mnie pokój i nieśmiertelność,
Pochwalam śmierć i sumuję dane.
Jakie skróty! Jaka zgodność! Jaka plenitudo!
Ten sam dawny człowiek i dusza - te same stare dążenia i treści.
Wierzyłem we wspaniałość dnia, aż nie-dzień pokazał mi inną,
Myślałem dość o tej planecie, aż otoczyły mnie miriady planet.
Przestrzeń i wieczność napełniły mnie, siebie zmierzę ich miarą,
Żywoty innych planet przeniknęły mnie, zrównane z żywotami na Ziemi
Albo czekające, żeby się zrównać, albo wyższe od naszych.

Zbyt długo trzymałem książkę otwartą - spostrzegł, że dałem się zaczarować. Odłożyłem tomik z mimowolnym uśmiechem skrępowania. Człowiek czytający starożytne poezje w podróży międzyplanetarnej. Oddawaliśmy się tu pod osłoną pancernych płyt oczywistym nieprzyzwoitościom.
Pasażer delikatnie zamknął Whitmana.
- Sztuka - powiedział - nie przystoi człowiekowi praktycznemu. Czyż nie tak?
- Sztuka zaczyna się, gdy ludzie się nudzą. To dlatego na długich trasach -
- Jak umysł zwalniany z obowiązków racjonalności na czas snu. Mhm?
- A przynajmniej ta potrzeba, głód sztuki. Lub czegoś zamiast.
- Ale to nie jest przypadkowe. To nie może być „coś". - Wskazał wzrokiem książkę. - Dlaczego się pan zdziwił? Nie tylko że wiersze, ale że takie wiersze.
- Poezja nieśmiertelną jest - zażartowałem.
Nie podjął żartu.
- Poezja to martwa informacja. Co zaś może być nieśmiertelne? Przystosowanie ludzi do reagowania na dane związki semantyczne, melodykę wersu, symbolikę i temu podobne. Że pokolenia zastępują pokolenia, cywilizacje - cywilizacje, technologie - technologie, a nadal te same słowa budzą w ludziach tak samo silny rezonans.
- Skoro tak woli pan to ująć.
- Te same słowa. Ale niektóre jednak nie. Nie każda sztuka przetrwa zmianę. Prawda?
- Widać więc zła sztuka to była.
- Zła dla nas, dobra dla nich. Co się zmieniło? - Przytknął palce wskazujące do skroni. - My.
- Wiadomo, kultura, warunki życia, język...
- To na wierzchu. A pod spodem?
Obkręcił się w powietrzu ku górnemu schowkowi i z plastikowego opakowania wydobył pokaźnych rozmiarów album w lśniących okładkach. Za główną ilustrację na jego froncie posłużyła fotografia naskalnego malunku prehistorycznego - jelenia? wołu? Kilka kresek, dwie barwy.
Pasażer otworzył album, przekartkował.
- Proszę spojrzeć.
Wybiegły na nas stada koni i bizonów, trochę jak z Picassa lub Dalego: niekiedy oddane jedynie za pomocą paru linii, szkicowe, niekiedy w polichromiach, zawsze jednak z silnym wrażeniem ruchu, z wrażeniem masywności, potęgi. Przewracałem twarde stronice. Obrazy opisano, odatowano. Altamira, Castillo, Le Clotilde de Santa Isabel. Byki, niedźwiedzie, jelenie. A tu - tu już w takim tłoku, w hordzie napierającej ze ściany, że jeden sus więcej - i wysypałyby się z pradawnego fresku wprost na patrzącego.
- Sztuka czy nie sztuka, Doktorze?
- Co przetrwało -
- Co przetrwało w nas z tamtego praczłowieka, że nadal na nas oddziałują jego dzieła. Tak trzeba pytać.
La Peña de Candamo: jeleń, koń, bizon. Cortezubi: niedźwiedź jak żywy. La Mairie, Teyjat: niedźwiedź pochyla łeb - to już więcej niż wizerunek zdjęty z oka, to próba transferu uczucia.
Kolejny etap: uruchomienie narracji, obraz rozkwita w opowieść. Les Trois Frères - tuziny bizonów, konie, renifery i coś jakby człowiek. Fryz z Roc-de-Sers: oszczepnik ucieka przed wołem, czarownik w masce zastępuje drogę koniom, napierają bizony, niedźwiedź, głuszec.
Praartyści uczą się oddawać ruch: bieg to podwójna liczba kończyn.
Pasażer postukał w tabelkę na marginesie. Strzałka określała kierunek ewolucji sztuki: zadrapania na skale - ryty krzywych linii - prymitywne, bardzo uproszczone wyobrażenia zwierząt - ryty coraz głębsze, aż do płaskorzeźb - i genitalia.
- Tu już nakładają się seksualność i elementy kultu.
- Też pewna ciągłość, to pan chce powiedzieć.
- Też.
Venus Impudique z Laugerie Haute: wysoki tors z mocnymi nogami biegaczki. Ale i grube, obłe figurki z jaskini Rideaux w Lespugue; podobne - z Willendorfu. Na płaskorzeźbach w Laussel uwiecznialiśmy kobiety o szerokich biodrach i wielkich, obwisłych piersiach niczym wymiona. W rozdziale o kulturze oryniackiej zdiagnozowałem zaś po pierwszym rzucie oka genetyczną steatopygię.
- Rozbieżne ideały seksualne, stąd nasze odruchowe odrzucenie. - Pasażer pociągnął z gruszki głębszy łyk. - Eros jest bardziej zmiennym, czysta pornografia starzeje się w jedno pokolenie, czasami jeszcze prędzej.
- Więc co było wcześniej? - Zerknąłem na witrażowe astrografie na ścianie. - Kontemplacja natury?
- Są też intuicje głębsze. Te hieroglificzne ryty ze stropu Altamiry sprzed dwudziestu tysięcy lat. - Przekartkował wstecz i wskazał palcem. - Podobny protojęzyk pojawił się po kilkunastu tysiącach lat na Krecie.
- Idzie panu o taki estetyczny niezmiennik, na którym opiera się każda sztuka prymitywna, nieobudowana jeszcze żadnym formalizmem, manieryzmem, żadną świadomością sztuki. Złoty podział, połowa z sumy jedynki i pierwiastka kwadratowego z pięciu. Wiedział pan, że Nawigator kolekcjonuje imbriumistów?
- Ach, ale prymitywna sztuka kosmiczna nie może być powieleniem, ani przedłużeniem sztuki człowieka prymitywnego! Na tym polega problem z nieodwracalnością postępu. Imbriumiści mają przecież w pamięci całą dotychczasową sztukę człowieka. A nawet gdyby jej nie znali - siedzi on w nich tak czy owak: bo urodzili się i wychowali w kulturze zbudowanej także na tamtej sztuce. Co więcej, sztuka prehistoryczna służyła - zamiast narzędzi jeszcze niewykształconych, jak pismo czy nauka - do opisania, zrozumienia świata. A przecież nie ma dla nas powrotu do stanu „sprzed pisma", „sprzed nauki". Nie można budować estetyki na symulacji samoograniczenia.
- Jakie więc mosty chce pan tu przerzucić ponad dziesiątkami tysięcy lat?
- Są połączenia, mhm, anegdotyczne. Najstarszy dokument ludzkiej astronomii, kość paleolityczną z zapisem obserwacji Księżyca prowadzonych przez sześćdziesiąt dziewięć dni, znaleziono w dolinie Wezery, gdzie powstały te wszystkie podziemne skarbce sztuki: Lascaux, Laussel, Combarelles, Font-de-Gaume, a niedaleko są i Teyjat, i Pair-non-Pair.
- Ale kiedy pan mówi „prymitywna sztuka kosmiczna", ma pan jednak na myśli konkretny, żywy nurt sztuki różny od wszystkiego, co powstało na Ziemi. Imbriumiści, jeśli prawidłowo pamiętam ich manifesty, uzasadniają tę odrębność politycznie i mistycznie. - Na to krótki grymas pogardy mignął na wargach Pasażera. - Pan się z nimi nie zgadza.
Zamknął album, schował z powrotem do futerału. Przez chwilę błądził wzrokiem po kabinie, jakby szukając punktu do zahaczenia i zawiązania początku zerwanej myśli.
- Że nam się podoba, co się podoba, że piękne jest piękne... Wyobraź pan sobie tę mgławicę dokładnie taką samą - tylko że brzydką, nie piękną.
Żachnąłem się.
- Aha! - Uniósł palec. - Gdzie to w nas siedzi? W mózgu, a po trochu i w genach. Złote proporcje, symetrie, synkopy, czarny kwadrat na białym tle i kształt kobiecej piersi. Żeśmy stawali na nogi na sawannach afrykańskich i ćwiczyli głębię spojrzenia, wypatrując drapieżników pod drzewami - także stąd.
- To znaczy - jak konkretnie?
- Dlaczego na przykład akt mniej jest nam piękny w klinicznej, ginekologicznej otwartości i jasności, a bardziej - w połowicznej zasłonie, właśnie nieodkryty, czyli półakt, sugestia i zapowiedź raczej?
...Dlaczego piękno widzimy w Tajemnicy?
- Dlaczego?
- Ponieważ lwy i tygrysy! - Odrzuciwszy gruszkę, poszybował pod sufit i musiał się odepchnąć z powrotem. Złapał się blatu. - Uczono pana przecież zasad gier biologicznych, Doktorze. Ewolucja nagradza tych, co potrafią w porę rozpoznać przyczajonego drapieżnika; geny mniej uważnych giną pożarte razem z ich nieszczęsnymi nosicielami. Powstaje mechanizm nagrody, uczucia satysfakcji z rozpoznania ukrytego wzorca, z dopowiedzenia w myśli reszty kształtu zwierzęcia między gałęziami, źdźbłami trawy. A ziemska ewolucja fauny preferowała formy symetryczne, zwierciadlane, toteż takie są nasze odruchy estetyczne i taki prawzorzec piękna: bo ten, kto domyślał się kształtów w mroku wedle reguł symetrii, większą miał szansę przeżycia w Edenie mięsożerców. Tak też narodzili się bogowie: z bardzo racjonalnego domysłu świadomej intencji kryjącej się za fenomenami natury. Kto się ich nie domyślał, częściej ginął zaskoczony przez przypadek jednak nieprzypadkowy.
...A co jest brzydkie? Nieregularne plamy pozbawione wyraźnego profilu. Mózg rozpoznający tysiąc potencjalnych zagrożeń na sekundę nie może analizować w pełni każdego kształtu i ruchu z osobna - co najwyżej skupiłby się na jednym czy dwóch, ignorując pozostałe, a to prędko okazałoby się fatalnym. Znowu więc nagrodę otrzymujemy za umiejętność rozpoznania owych cech charakterystycznych, profilu, gestaltu. To on decyduje - nie zaś w pełni realistyczny obraz całego obiektu odkrytego. Człowiek bardziej jest podobny do swojej karykatury niż do fotografii. Stąd takie właśnie malowidła naskalne, stąd minimalizm piórka i węgla, stąd abstrakcjoniści.
...A więc planeta, ciążenie, dzień i noc, niebo na górze, ziemia pod stopami, oczy mięsożercy, hipokamp i ciało migdałowate wyrosłe na małpich strachach i przyjemnościach... Z tego wyszli i Fidiasz, i Picasso, i Bach, i Walt Whitman. Pojmuje pan, Doktorze?
- Inna ewolucja, inne piękno, to oczywiste.
- Ewolucja, ale także środowisko. A teraz weź człowieka, ba, już całe pokolenia ludzi wychowanych bez planety, bez dołu i góry, och, zatracających w ogóle poczucie góry i dołu, jak i panu na pewno się w nieważkości nieraz przydarzało - zgubić orientację ciała w umyśle: stopy są górą, głowa dołem ciała -
- Trzeba się wtedy uderzyć mocno.
- Więc weź pan pokolenia wychowane już w tym stanie, żyjące w sztucznych światłach i barwach, weź pan człowieka urodzonego do kosmosu - jaka mgławica jemu będzie piękną?
Udałem, że się zastanawiam.
- Ten połamany kosmo-art w kabinie Nawigatora...
Pasażer z powrotem przygasł, stłumił głos, umknął wzrokiem. Pochwycona gruszka z napojem dała mu zajęcie dla dłoni.
- Nie szukam piękna kosmosu - rzekł. - To mam na Ziemi, właśnie w zdjęciach mgławic i supernowych, w negatywach koron słonecznych. Szukam piękna z kosmosu - pierwszej sztuki naiwnej tego nowego szczepu, nowego Homo ludens, który jeszcze sam nie wie, że inne Muzy go prowadzą, inni bogowie w kołysce do ucha mu szeptali."


niestety, nie Lem tylko
Dukaj "Oko potwora"

(Jest tam wzmianka o kosmo-arcie, doprecyzuję o czym mowa:

"Przedmioty budzące na aukcjach zainteresowanie Nawigatora nie dawały się łatwo sklasyfikować jako rzeźby lub obrazy. Na zdjęciach sprawiały wrażenie raczej przypadkowo wyrwanych części jakichś większych dzieł. W ich opisach stosowano żargon imbriumistyczny: „duch pustki", „barwy przeciążenia", „strukturalna próżnia". Albo ktoś żył w tej poezji i coś to wtedy dla niego znaczyło, albo nie i był to bełkot.
/.../
Jęknęła stal. To wróciła nieważkość. Złapałem się półki podsufitowej i zdryfowałem w powietrzu. Zahaczyłem przy tym nogą o stos odpadków na podłodze. Pchnięta plątanina wzniosła się powoli ku sufitowi, rozprężając, rozkładając się niczym origami, kwiat albo sidła kłusownika. Patrzyliśmy w milczeniu.
Była to prymitywna wersja kosmo-artu - jak z tych fotografii w katalogach sztuki Nawigatora. Teraz, w zero gie. Bo zgnieciona grawitacją, pozbawiona swobody trzeciego wymiaru - kupa śmieci.
- Poznałbyś?
- Nie.
- On poznał."
)

ps. Kusi mnie założenie wątku o sztukach wizualnych, podobnego do tego o muzyce...

6
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Styczeń 08, 2018, 11:28:52 pm »
Może Wojtek O. chciał się popisać, że trudne słówko zna? ;)

Tymczasem wygrzebał mi się taki oto tekst o Demonie Drugiego Rodzaju:
https://dallingtonsmithdita14.wordpress.com/2014/10/26/a-demon-of-the-second-kind-stanislaw-lems-take-on-information-theory/

ps. Trochę o autorze (studenciakiem wonczas był):
https://blogs.city.ac.uk/citylis/2015/05/27/citylis-student-perspectives-dominic-allington-smith-library-service-assistant-and-library-science-student/
https://blogs.city.ac.uk/citylis/2016/02/29/focus-on-alumni-dominic-allington-smith-on-his-work-with-ucl-discovery/
I dysertacji jego:
https://dallingtonsmithdita14.wordpress.com/2015/05/31/anticipating-the-dissertation-an-introduction-to-my-research-project/
(Biografię można sobie darować, ale pod ostatni link proponuję zajrzeć, bo tytuł pracy owej "Anticipating the Internet: how the predictions of Paul Otlet, H.G. Wells and Vannevar Bush have shaped the Digital Information Age", a to co na blogu uznać można za jej rozbudowany abstrakt.)

10
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Styczeń 08, 2018, 12:31:15 pm »
Gadaliśmy tu kiedyś z olką o "Maus" i "Watchmen", to i odważę się tu wspomnieć, że fundnąłem sobie w międzyczasie komiksowo-superbohaterski (głównie powtórkowy) maraton.
"Planetary" (główna seria wraz z tzw. Elseworldami) - w swej klasie wybitne. Ciekawa trójka bohaterów (choć tylko Drummer - stanowiący zarazem odpowiednik Demona Drugiego Rodzaju i staroWODowych Wirtualnych Adeptów - ma warte analiz moce, Jakita to taka Lara Croft - równie uzależniona od adrenaliny - wystrojona jak Trinity, Elijah dysponuje możliwościami a la mortalkombatowy Sub-Zero, Ambrose, wielki nieobecny ;), może stosować sztuczkę z bullet time, jednak styl i psychologia o wszystkim decydują), szczypta magii (choć Ellisowi daleko do - ledwo przywoływanych - okultystycznych fascynacji Morrisona i Moore'a), mnóstwo popkulturowych smaczków (od Fantastycznej Czwórki w roli głównych złych, po trupa Godzilli, Draculę i odpowiedniki Tarzana i Doc'a Savage'a), od niechcenia wrzucone elementy naukowe (nie, żeby z przesadną powagą traktowane, ale niezłe) - szczypta teorii informacji, Multiversum opisywane w kategoriach fizycznego odpowiednika (również niedawno wspominanej) grupy monstrum. Bardzo smakowite połączenie, jeśli kto konwencję lubi.
"All-Star Superman" - gdzie Morrison funduje czytelnikom unowocześniający powrót do korzeni Supka - bez szału* (acz nadal są to stany górne gatunku).
Za to "Marvels" i "Kingdom Come" wciąż mi smakują  (z czego ten pierwszy, statystycznie niżej ceniony, tytuł bardziej), zasadniczo uważam je teraz za ścisłą czołówkę gatunku wraz z wiadomymi historiami Moore'a, Millera i Claremonta z Byrne'm (i "Planetary" rzecz jasna). A odnotować przy tym trzeba, że udatnie rozgrywają różnicę pomiędzy - z lubością czyniącym aluzje do świata za oknem i do własnej bogatej historii - Marvelem a - świadomie stawiającym na mitologiczny ahistoryzm - DC. I pochwalić je za ukazanie superherosów tak potężnymi (i groźnymi!), jak gdy świat był młody, a my nastoletni ;), bo z perspektywy Jedermannów.
"Crisis on Infinite Earths" - poległem na tym. Widać wyrosłem z superbohaterskiej masówki, nawet jak to jej klasyka najklasyczniejsza.
"The Invisibles" i "PaxAmericana" (znów Morrison) - również zacząłem i odłożyłem, ale nie dlatego, że złe. Po prostu uznałem, że zasługują na lekturę w niejakim (no, mniejszym niż np. "Summa..." ;)) skupieniu, na które (po zakończeniu "Planetary") niezbyt mogłem sobie pozwolić.

* choć fani Morrisona, jak to fani Morrisona, szukają tam drugiego, a może i trzeciego z czwartym ;), dna (przypominając w tym miłośników "Primerów", "Incepcji" i "Westworldów" z "Battlestarami..."):
http://funnybookbabylon.com/2008/09/17/requiem-for-a-sun-god-looking-back-on-all-star-superman/
http://mountainofjudgment.blogspot.com/2008/09/all-star-superman-xs-and-os.html
http://neilshyminsky.blogspot.com/2008/09/leo-quintum-is-lex-luthor.html

11
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Styczeń 07, 2018, 05:58:54 pm »
Zrobiłem sobie w międzyczasie drobne wampiryczne rekolekcje ;) powtarzając "Only Lovers Left Alive" (tytuł w oryginale, bo polski przekład nieco gubi) Jarmuscha i "What We Do in the Shadows" (jw.), który reżyserował p. Waititi od ostatniego "Thora".
Pierwszy z tych filmów (choć pod pewnymi względami najbardziej przypomina "The Hunger", drugiego z braci Scottów, znany u nas jako "Zagadka nieśmiertelności") zdaje się być godnym - może nawet udoskonalonym - następcą "Wywiadu z wampirem", przyzwoitą opowieścią o krwiopijcach, z sensem wykorzystującą ich symbolikę. Przy czym mogę tylko polecić, streszczanie nie ma sensu - fabuła jest dość banalna, o wszystkim decyduje obraz (próbka), muzyka, przesłanie i rozmaite smaczki zawarte w warstwie dialogowej.
Drugi - cóż, jak zwykle pozostawił mnie b. chłodnym. Może, po prostu, nie jestem właściwym odbiorcą tego typu humoru.

ps. Wiem, że niby nie do końca SF (choć ten Tesla jarmużowy...), ale skoro nawet Dukaj i Watts...

Edit:
Czytanie "Lovers..." jako historii alternatywnej (by bardziej SFowo było):
http://brightlightsfilm.com/the-end-of-history-in-jim-jarmuschs-only-lovers-left-alive/

12
Forum po polsku / Odp: Lem o AI
« dnia: Styczeń 07, 2018, 04:12:00 pm »
Witaj, Em. Jak im starsza - tym lepsza, to może na dobry początek - póki co abstrahując od arcyzasadnego maźkowego pytania - "Podróż dwudziesta czwarta" z roku '54. Tam jest owa równia pochyła beletrystycznie zaprezentowana.

13
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Styczeń 07, 2018, 01:50:30 am »
"Przegląd" o Lemie a przewidywaniach okołointernetowych jego (z "idiotami" w tle):
https://www.tygodnikprzeglad.pl/lem-juz-przewidzial/

14
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Styczeń 06, 2018, 01:15:49 am »
maziek, mistycznym wydaje mi się zbiegnięcie się moich i Twoich rozumowań na ten temat :o

Tak po jungowsku synchroniczność wietrzysz? ;) Ja bym w tym wypadku przy morale z "Kataru" został ;).


15
Hyde Park / Odp: Fakty medialne
« dnia: Styczeń 04, 2018, 06:07:41 pm »
Komuś z Grupy WP czas zatrzymał się w roku 2002:

Strony: [1] 2 3 ... 583