Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 605
1
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Dzisiaj o 12:54:56 pm »
Komedyjka fajna, dzięki...

To sprawdź jeszcze co z tej Biało- - po drodze imię Renfri jej nadawszy - wycisnął Sapkowski (jeden z tzw. następców Lema rodzimych), o którym obok gadamy  ;):
https://sapkowskipl.wordpress.com/2017/03/11/mniejsze-zlo/
(Tam The End zdecydowanie jest, i to zgrozokrwawy ;).)

2
Forum po polsku / Odp: Ewolucjonizm
« dnia: Dzisiaj o 11:20:36 am »
Wybaczcie odgrzebnictwo ;) (i to po tylu latach), ale - na marginesie naszych dyskusji o Snergach, Sapkowskich i Dukajach - rzuciłem okiem do "Innych pieśni" tego ostatniego i ubawiło mnie jak - kompletnie od niechcenia, na marginesie tworzenia świata fantasy - dał mata kreacjonistom (i to na gruncie tak zawzięcie przez nich hołubionych filozofii z minionych epok):

"— Dwie są główne teorie przyrodnicze próbujące opisać i zorganizować świat tego, co żyje: tak zwane zoologia i botanika doskonałe oraz niedoskonałe. Obie opierają się oczywiście na aristotelesowskich twierdzeniach o niezmienności gatunków i klasyfikacjach definicyjnych Stagiryty. Perfekcjoniści zakładają wszelako, iż dążenie do entelechii, kształtu maksymalnie wypełniającego przeznaczenie danej Substancji, dotyczy także przyrody jako takiej. A zatem, aczkolwiek gatunki, jako realizacje skończonych Form, same w sobie są niezmienne, to zmienia się liczba i rodzaj gatunków akurat zaktualizowanych, od tych mniej do coraz bardziej doskonałych. Prace teknitesów fauny i flory wspierają owe sądy, jako że istotnie morfuje się gatunki zawsze ku większej użyteczności, a nie ku bezcelowemu chaosowi, człowiek bowiem jest doskonalszy od wszystkiego, co ku sobie przyciąga. /.../ Naturalna teleologia wszechświata wyklucza dążenie ku chaosowi. Ale co mówią imperfekcjoniści: skoro wszystkie Formy, wszystkie gatunki są z góry określone i teknitesi po prostu przesuwają Substancję od gatunku do gatunku, spod Formy pod Formę bliższą ich anthosowi — to znaczy, że potencjalnie, niezaktualizowane, istnieć muszą także gatunki bliższe chaosowi i pustej hile. /.../ Cokolwiek więc mógłby wymorfować najbardziej nawet szalony teknites — istnieje w potencji. Pytanie, czy można zaktualizować właśnie taką teleologię „skrzywioną”, zmierzającą gdzieś w bok od doskonałości, albo wręcz jej przeciw? Sofistesi z obu stronnictw powołują się na klasyczne pisma, od samego Aristotla i Teofrasta, do Florena, Provegi, Boreliusza i Ulryka Fizyka. Być może jednak jest to jedna z owych kwestii, w których Stagiryta i jego interpretatorzy nie mieli racji. Należy więc uważnie badać przyrodę. Każdą Formę roślinną i zwierzęcą przypisać pod genus proximus i określić jej differentia specifica, i zorientować ją na osi doskonałości i celu. Gdyby potwierdziły się doniesienia myśliwych i opowieści dzikusów o demorfach Skoliodoi, byłby to dowód trudny do obalenia przez perfekcjonistów."

Streszczając: gatunki są niezmienne i odwieczne jak k. głoszą, ale jako doskonałe Formy/platońskie idee, ułomna materia ewoluuje i to nawet po GOLEMowo-dawkinsowsku, bezkierunkowo. Ciekawe kiedy na KUL-u to podchwycą? ;)

3
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Dzisiaj o 01:51:22 am »
No nie wiem...chyba nadal bałagan...bo te Białośnieżki się mnożą jak płatki śniegu...

Znam ów tekst Grimmów (i wiem, że Gugla też go zna), niemniej obstawiam ten wariant (ze względu na geograficzne korzenie L.A.):
https://ru.wikipedia.org/wiki/Белоснежка

Nb. tę drugą Biało- też zwą Śnieżką:
http://www.filmweb.pl/film/Śnieżka+i+Różyczka-2012-677459

4
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Dzisiaj o 01:09:09 am »
Mówiąc prawdę i tylko prawdę...nie przeczytałam żadnego "wiedźmina"...ni marnego opowiadanka...ale w domu plączą się jakieś tomy i może...ale jak tu (i w sumie po co?) przełamać niechęć do fantasy?

W zasadzie, jeśli miałabyś do Sapkowskiego się przekonywać, proponowałbym Ci podejście trochę z boku, tj. rozpoczęcie od "Złotego popołudnia" i "Maladie" - kawałki niewiedźmińskie to są, ale IMHO najlepsze w dorobku autora (interstrukturalizmy i takie tam). Jasne, gust może nam się różnić, nieraz się różnił, ale tak sugeruję.

Na oficjalnej oba są ("Wiedźminy" z nimi):
https://sapkowskipl.wordpress.com/category/opowiadania/

Jednoznacznie wartościowego? Myślę, że czegoś takiego w kinie - a także w kinie SF - nie ma.

Prawda, skoro maziek "Odysei...", a Cet. - "Bladego..." nie ceni. Niemniej coś na tę skalę by mi się marzyło, bo przecież Lem...

Czy Soderbergh zabił Solaris? Może...ale ja je lubię. Niejednoznacznie:)

Też lubię wbrew pozorom, choćby dla muzyczki. Jest to "Solaris" po ostrej lobotomii, ale na tle (ogółu kinowej SyFy znaczy ;)) błyszczy niewątpliwie.

Za to Kongres - jednoznacznie: nie.

Bo to nie jest "Kongres...", to jest jakiś "Tryumf pana Kleksa" ::).

A myślałam, że (sądząc po reżyserze) będzie świetny.

I ja myślałem. B. przyzwoity "Walc..." (pamiętasz jak tu o nim gadaliśmy? ;)), polskie korzenie...

Ciekawe czy dałoby się go zrobić w Polsce...znaczy Niezwyciężonego.

Patrząc na to czego dokonał (a dokonać mógł więcej, gdyby nie wiadome czynniki) Żuławski ekranizując (stryjecznego) dziadka, patrząc na to jaki budżet miał wspomniany "Moon" - niewykluczone...

Edit:
Wracając jeszcze na chwilkę do:
Książki Lema są  ciągle /.../ wydawane

http://innpoland.pl/135855,spirala-ktora-nakreca-sie-bez-konca-milion-sprzedanych-ksiazek-po-smierci-lema-a-popularnosc-wciaz-rosnie

Krzepiące, czyż nie? ;)

5
Forum po polsku / Odp: Właśnie (lub dawniej) przeczytałem...
« dnia: Dzisiaj o 12:58:14 am »
Ignorant i leniuch... :-[ :'(

Mówiliśmy Ci już z olą, że jesteś dla siebie zbyt surowy ;).

albo jaki rozmiar buta ma Białośnieżka :)

Ten akurat rozstrzygnąć łatwo. Skoro była najpiękniejsza, trzeba ustalić jaki rozmiar stopy statystycznie najbardziej atrakcyjny się wydaje. I pozamiatane ;). A właściwie nawet nie trzeba ustalać, bo już ktoś to zbadał:
https://www.newscientist.com/article/dn19118-why-men-are-attracted-to-women-with-small-feet/
http://www.danielmtfessler.com/wp-content/uploads/2013/12/Fessler-et-al-2005-foot-size-attractiveness.pdf
http://www.danielmtfessler.com/wp-content/uploads/2013/12/Voracek-et-al-2007-foot-length.pdf
http://www.danielmtfessler.com/wp-content/uploads/2013/12/Fessler-et-al-2012-foot-size-intersexual-selection.pdf

Nie ma nawet bezpiecznika w postaci samobójstwa.

I tu nam się ładnie Snerg ze Snergiem zapętla, z tym "Aniołem..." co w nim bezpiecznik był:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=700.msg44784#msg44784

6
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 25, 2018, 06:07:22 pm »
I dlatego powstaje kolejna część książki?;)

Na tę książkę, prawdę mówiąc, cokolwiek się napalam ;).

oraz serial:)

Przypuszczam, że tym razem Sapkowski negocjował już z głową ;).

A filmy SF są ciągle na topie.

Owszem. Wszakoż są to głównie lacklusters blockbusters. Co jednoznacznie wartościowego w tym zakresie od końca lat '90 powstało? "Moon" (zaraz mu dekada stuknie), "Primer" (nawet 5 lat starszy), tym bardziej filmy Villeneuve'a - to wszystko jest z braku laku*. "Niezwyciężony" nakręcony a la drugi "Obcy" - jasne, ale przerobiony na kolejny "Interstellar" (na jego tle "Milcząca gwiazda" to arcydzieło, mimo widocznego komponentu kaszaniastości) - tego chyba nie chcemy?

* Tak, dzisiejsze nowości nie mogą równać się z klasyką, i to nie tylko dlatego, żeśmy młodsi byli i mniej krytyczni, więc łatwiej jej było nas sobie zjednać ;)

Książki Lema są  ciągle tłumaczone i wydawane...potrzeba jakiejś koincydencji...układu planet, kataru...?;)

Prawda - muszą zejść się: naprawdę zdolny reżyser (nie widzę teraz w SF takich, choć może ten V. się wyrobi...), studio z godnym budżetem na dekoracje i efekty (i - niecodzienną dziś - wolą nakręcenia fantastyki naukowej z nieudawanymi ambicjami) oraz chęć ekranizowania Lema.
Niemniej, skoro "Solaris" Soderbergha - choć mocno niedoskonały* - jakimś cudem powstał, szansa teoretycznie istnieje...

* Swoją drogą: dlaczego zdolny przecież facet materiał wyjściowy tak zarżnął?

8
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 24, 2018, 05:56:36 pm »
Byłby zdechł zapewne, jak ten czas zaprzeszły...

Albo i nie, w końcu takie np. jednokomórkowce w pewnym sensie są nieśmiertelne.

9
Hyde Park / Odp: O muzyce
« dnia: Kwiecień 24, 2018, 04:05:08 pm »
Patrz, Patrz!  A jak się wypiera...

Gentlemani, nie wzięliście pod uwagę, że powyższy wariant jest dla mnie technicznie niedostępny. Nie mam bowiem - jeśli chodzi o ludność w wieku produkcyjnym ;) - sąsiadów, którzy się pożenili, a tylko sąsiadki, które powychodziły za mąż. Sąsiadka zaś, która mieszka tu od lat, i - sprowadzona z zewnątrz (choćby tylko z innej ulicy/dzielnicy) - żona sąsiada to nie to samo.

Nawiasem: gdy mówimy o takich sprawach, przypomina mi się anegdotyczna sytuacja sprzed lat paru: na pewnej imprezie typu zamkniętego dygnitarz niższego szczebla nadskakiwał, intensywnie (niczym terier Chester buldogowi Spike'owi w starych kreskówkach) i przez czas dłuższy, VIP-owi wyższego rzędu. W końcu poprowadził go ku swojej (dość atrakcyjnej) małżonce i powiedział ze służalczą emfazą:
- Pan pozwoli, że przedstawię mu moją żonę.
Na co ważniejszy dostojnik (z lodowatą ironią):
- Dziękuję, mam swoją...*

* Może mało oryginalnie, bo znanym dowcipem jadąc, ale kontekstualnie b. zabawnie to wypadło.

Ha już sie wybierałem do Izraela, ale doczytałem, że te pierwsze Mojżesz potłukł a drugich nie ma. Tak więc doszedłem do wniosku, jak już tłuc się to oryginałami a nie podróbami i zrezygnowałem  ;)

Boś nie wymyślił jak to należy rozegrać. Przemyciłbyś w bagażu odpowiednio mocną chrondę (z wbudowanym kompensatorem Heisenberga), odpalił na Synaju i voila!

Apropośnie:

10
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 22, 2018, 10:29:17 pm »
Prawda - tylko w połowie (miał być oceanicznym planetarnym organizmem), lecz kto wie co mogło z takiego oceanu wyrosnąć, gdyby się nie podzielił i na darwinowską ścieżkę tym samym nie zstąpił...

11
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 22, 2018, 09:45:09 pm »
Trochę tak, nadało by to jakiś sens temu co robi

Czekaj, rozbierzmy to na czynniki pierwsze. Wiemy, że:

"sektor ma tysiąc sześćset bilionów kilometrów sześciennych, ale też należał do spokojnych — ani jakichś zagrożeń meteorytowych, ani stałych rojów, ani nawet żadne szlaki starych, od stu lat nie widywanych komet tamtędy nie przechodziły — a wiadomo, że taka kometa lubi się czasem rozpaść na kawałki gdzieś w pobliżu Jupitera, w jego „perturbacyjnym młynie”, i potem cyka stamtąd co jakiś czas po swoim starym kursie kawałkami roztrzaskanej głowy. Ale w tym sektorze w ogóle nic nie było — ani satelita żaden o niego nie zawadzał, ani planetoida, nie mówiąc nawet o Pasie — i właśnie przez to, że próżnia była tam taka „czysta”, nikt nie lubił w nim patrolować."

Potem jednak czytamy:

"Laik prozaiczny zacząłby od przypuszczenia, że ich rakiety zderzyły się z czymś — na przykład z meteorem albo z obłokiem pyłu kosmicznego, ze szczątkiem kometowej głowy czy choćby z kawałkiem jakiegoś starego rakietowego wraka. Jednakże zderzenie takie było równie mało prawdopodobne co znalezienie dużego brylantu na środku ruchliwej ulicy. Odpowiednie obliczenia wykazują zresztą, że znaleźć taki brylant jest o wiele łatwiej."

Czyli, owszem, prawdopodobieństwo, że patrolujący cokolwiek groźnego znajdą jest znikome, ale jednak różne od zera (nawet jak gdy liczyć prawdopodobieństwa zderzeń wyszła taka liczba, że Kalkulator musiał obciąć osiemnaście ostatnich miejsc, żeby się w ogóle zmieściła w jego okienkach), do tego doszedł czynnik biurokratycznej skrupulatności (pamiętasz padłe parę akapitów wcześniej słowa "niepodobna mieć na mapach gwiazdowych „dziury”"?) i na wszelki wypadek tych pilotów by Próżnię przeczesywali wysyłano.
(Zanim powiesz, że jest to słabe wyjaśnienie, wspomnij - znane z autopsji, czy z mediów, absurdy biurokracji.)

13
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 22, 2018, 09:00:15 pm »
O wczesnym średniowieczu nie mamy zbyt dokładnych danych, więc  wiedźmini mogli by istnieć bez konsekwencji w naszym świecie. Po prostu  wiedźmini wybili potwory, ludzie wybili wiedźminów i całą resztę a magia to rodzaj wpływającego na materię promieniowania którego nie możemy wykryć jednak specyficzna mutacja pozwala je odczuwać i kontrolować (ale zniknęła z populacji po wyrżnięciu czarodziejów)

Bawiono się tak wiele razy w fantasy - "Zima świata" Rohana, "Magic Goes Away" Nivena z kolegami, właściwie od praojców Tolkiena (o którym mówi się, że swoją Trzecią Erę w trzeciorzędzie umieścił) i Howarda (ten znów wpisał utwory o Conanie w epokę poprzedzającą najwcześniejsze z odkrytych cywilizacji starożytności) się to zaczęło. Pytanie jednak jaki to ma związek z przedmiotem niniejszej dyskusji?

Pilot latając po kosmosie i patrolując musi wiedzieć czego ma szukać.

Powtórzę: czy to, czego ma szukać było istotne dla fabuły (i sensu opowiadania)?

Czasami przyda się krytyka

Owszem. Byle sensowna.

14
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 22, 2018, 08:35:56 pm »
Można by postawić na ułomność technologii, jak w Gundamie. Reaktory wykorzystywane w statkach utrudniały by działanie radarów na długie odległości więc trzeba na piechotę mapować przestrzeń.

A wziąłeś pod uwagę opcję, że Lem (i lemowi - przełożeni Pirxa np.) uwzględnili czynnik zawodności maszyn (niekoniecznie jakoś konkretnie fikcyjnie uzasadniony, może chodzić o zasadę ogólną - "Kalkulator też człowiek i może się popsuć") i stąd te patrole (i Patrole) były, a nie zostało to łopatologicznie wyłożone, bo dla centralnego fabularnie zagadnienia było nieistotne, po prostu?

(BTW. jak oglądasz "Pluton" czy "Czas Apokalipsy" też narzekasz, że scenarzyści nie włożyli w usta bohaterów wzmianek o geopolitycznych czynnikach, które wojnę w Wietnamie wywołały?)

Cytuj
* Zresztą akurat z autorów SF Lema najciężej posądzać o pójście na łatwiznę.
jakoś dałem radę

Dałeś. Pytanie czy zasadnie.

15
Forum po polsku / Odp: Właśnie zobaczyłem...
« dnia: Kwiecień 22, 2018, 07:56:08 pm »
byłoby cudownie gdyby Lem poprawnie przewidział istnienie hipotetycznej obcej istoty pokroju solaryjskiego oceanu

Już się wydawało, że tak jest (no, może "obcej" wywalmy), ale chyba jednak nie:
http://www.nature.com/articles/nmicrobiol2016116
https://www.nytimes.com/2016/07/26/science/last-universal-ancestor.html

Pisanie fikcji wiąże się zawsze z tworzeniem jakiegoś uniwersum

Poniekąd (to jest materiał na grubszy krytycznoliteracki spór, zahaczający np. o Faulknera, i to co o nim Lem pisał), pytanie jednak czy uniwersum to ma być w miarę wiernym odbiciem realnego, czy domkiem z (popkulturowych) klocków wznoszonym ku uciesze pewnego sortu czytelników.

 
To jest dość wygodne podejście dla autora bo wszystko co się dzieje ma miejsce bo tak.

Nie zrozumieliśmy się najwidoczniej. Nie chodzi mi o pochwałę dowolności (a tym bardziej szukanie wygodnego alibi dla niej)*, a o to, że jeśli dołożymy np. do "Patrolu" wzmiankę, że Pirx i inni przeczesywali tę Przestrzeń (jak północni Koreańczycy plaże), bo rząd Pierwszego Imperium Ziemskiego (ew. Drugiej Republiki Marsa, czy Trzeciego Kalifatu Solarnego) obawiał się najazdu mątwornic z Procyona, to tylko tym tej prozie zaszkodzimy, nie - pomożemy.

* Zresztą akurat z autorów SF Lema najciężej posądzać o pójście na łatwiznę.

Największą przewagą jest lepsze rozpisanie bohaterów. Ich obraz rozwija się wraz z tekstem i dowiadujemy się dlaczego robią to co robią i dlaczego są kim są.

Zdaje mi się, że takimi wrzuconymi od niechcenia wstawkami Lem przekazał więcej prawdy o ludziach, niż tamci autorzy całymi powieściami:

"Od podstawy kontrolnej wieży szły w dwie strony zabudowania połączone z nią tunelowymi przejściami. Lokalizacja kosmodromu była rezultatem niedopatrzenia czy zwykłej pomyłki. Podług bezludnej auskultacji złoża kopalin miały tkwić pod dnem tej niegdyś wulkanicznej doliny, właściwie starego krateru, którego kolisko wydęły sejsmiczne skurcze Tytana. Więc najpierw tu rzucono maszyny i ludzi i zaczęto montować beczkowate ciągi mieszkalne dla górniczych załóg, aż poszły wieści, że paręset mil dalej rozpościerają się niesamowicie bogate i łatwe w eksploatacji uranowe złoża. W zarządzie projektu doszło wówczas do rozłamu. Jedni chcieli likwidować ten kosmodrom i wszystko zacząć od nowa na północo-wschodzie, drudzy upierali się, że tylko tu, a za depresją są, owszem, złoża powierzchniowe, lecz płytkie, więc mało wydajne. Zwolenników likwidacji pierwszego przyczółka nazwał ktoś raz poszukiwaczami świętego Graala, tak już zostało i nazwa Graal przywarła do terenu odkrywkowych robót. Ani kosmodromu nie rzucono, ani go nie rozbudowano. Poszło na zgniły kompromis, wymuszony niedostatkiem sił, właściwie kapitałów. Więc choć ekonomiści obliczyli iks razy, że na długi dystans lepiej się opłaci zamknąć lądowisko w starym kraterze i skoncentrować prace w jednym miejscu Graala, zwyciężyła logika doraźności. Zresztą Graal długo nie mógł przyjmować większych statków, a znów krater Roembdena – ten geolog go odkrył – nie miał własnego naprawczego doku, portalowych dźwigów przeładunkowych, najnowszej aparatury, i trwał wieczny spór o to, kto komu służy i kto ma co z tego. Podobno część zarządu dalej wierzyła w uran leżący pod kraterem, jakoż robiono trochę próbnych wierceń, lecz szły niemrawo, bo ledwie ściągnęli tu trochę ludzi i mocy, zaraz Graal, interweniując przez dyrekcję, zabierał ich do siebie i znowu zabudowania pustoszały, a maszyny stawały, porzucone wśród mroczniejących wokół ścian Roembdena. Parvis, podobnie jak inni przewoźnicy, nie uczestniczył w tych tarciach i konfliktach, choć musiał się trochę znać na nich z zewnątrz, bo wymagała tego delikatna pozycja każdego człowieka z transportu. Graal chciał wciąż wymową dokonanych faktów zlikwidować kosmodrom, zwłaszcza po rozbudowaniu własnego lądowiska, a Roembden mu w tym bruździł, zresztą bruździł czy nie bruździł, okazał użyteczność, gdy znakomite betony Graala poczęły się zapadać. Na prywatny użytek uważał Parvis, że korzenie tego chronicznego rozdarcia są natury psychologicznej, a nie finansowej, bo powstały dwa lokalne i przez to już skłócone ze sobą patriotyzmy, krateru Roembdena i Graala, a reszta była poszukiwaniem argumentów na rzecz każdej strony. Tego lepiej nie należało mówić nikomu z pracujących na Tytanie.
Wnętrza ciągnące się pod wieżą kontroli przypominały opuszczone miasto podziemne i aż żal było patrzeć, ile tu się materiałów niepotrzebnie walało."


"Fiasko"

]Nie było potrzeby, i tak działał  ;)

Zależało od przeglądarki ;).

Strony: [1] 2 3 ... 605