Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Hyde Park / Odp: O muzyce
« Ostatnia wiadomość wysłana przez liv dnia Styczeń 15, 2018, 10:50:56 pm »
Zapadła cisza, oby nie darwinowska...to zakłócę i podtrzymam przez chwilę miniony temat, acz inaczej
https://www.youtube.com/watch?v=-TJbZLR2x5Y
Chciałem jeszcze dorzucić, no ale ba, Dolores zeszła, dwufazową miała czyli pewnie leki przed... a ja tu weselej umyśliłem - ot szpas, bo wszak zapusty się zaczęły...no trudno ja to jeden śpiewał w rytmie rege, też zeszły...a życie toczyło się dalej.
Taki paw.
Zatem do pawia, Orfeusz. Czarny może być?
Dobra tam, biały z cienistą obstawą
https://www.youtube.com/watch?v=9RcDdOFivJQ
A dla bardziej wybrzednych to samo - inaczej
https://www.youtube.com/watch?v=THYtgT4A46A
Taki dans.
128 zablokowanych reklam się wyświetla
2
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Styczeń 14, 2018, 02:47:01 am »
W końcu wpadł nowy Blady - z grubsza zgadzam się z tym co napisał Nex.
Film robi dźwięk/muzyka i zdjęcia = klimat. To zachowane.
Jak już w innym wątku ktoś zauważył - Joi faktycznie przypomina Halucynę (moja halucynacja pewnie po tym, że nie tak dawno oglądałam serialik o Tichym - przez wzmiankę o Joi - pętlę się;)...ale wg mnie najnudniejsze, najsłabsze w filmie są gadki wstawiane przez Wallace (brakowało mu do pary Gromita;) - nadęty właściciel świata - porażka.
Za to pies pijący whisky? Hm...;))
Maszyna do czytania wspomnień...tja.
Trochę za mało Deckarda i rozmyta końcówka - jakby film miał potrwać jeszcze z pół godziny...ale to chyba faktycznie drzwi do kolejnej odsłony - Revolution 2079 - to może być niestrawne.
Można się przyrzepić tu i ówdzie, ale po co? Całkiem znośne 163 minuty.
3
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 13, 2018, 08:10:13 pm »
Trudno powiedzieć, ale z zachowanych materiałów wynika raczej, że był to wysiłek kolektywny konstruktorów ZSRR i nie był to przebłysk jednorazowy genialnego konstruktora a Kałasznikow brał w tym istotny udział. Zachowały się i są dostępne publicznie owoce trzech konkursów na kbk, do których stawali wielcy konstruktorzy - Sudajew, Tokariew, Diegtiarow, Stieczkin i inni. Sama śmietanka. Poza tym przeciw tezie, że ojcem jest Schmeisser przeczy układ broni, zdecydowanie inny niż StG. StG rozkłada się od dołu, w związku z czym przyrządy celownicze nie zmieniają położenia po złożeniu broni. AK zaś ma pokrywkę od góry i z tego powodu musi mieć te przyrządy przesunięte na obsadę lufy - co z kolei skutecznie utrudnia montaż optyki itd. Raczej nikt nie twierdzi, że AK jest rżnięty z StG, choć oczywiście jak to w technice żaden pomysł nie ginie. Poza tym Rosjanie mieli naprawdę świetnych konstruktorów broni i akurat tego nie musieli kopiować. Czasem było za to odwrotnie (Niemcy np. nie byli w stanie skonstruować udanego kb samopowtarzalnego, póki w ich ręce nie wpadło SWT). Podobnie pepesza i później PPS uważane są za lepsze od MP-40. Jak było to czort wie :) choć raczej pewne, że z Kałasznikowa uczyniono w celach propagandowych jednoosobowego geniusza, pomijając wkład wielu innych ludzi i przede wszystkim długotrwałych testów.
4
Forum po polsku / Odp: Lem a koncepcja świadomości Zygmunta Freuda
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Styczeń 12, 2018, 11:19:48 pm »
Było...

"Życie umysłowe kwitło. Wydobyto z niepamięci dzieła niejakiego markiza de Zad, wymagające szczególnej uwagi, wpłynęły bowiem na dalszy bieg naszych dziejów. Dwa wieki wcześniej kat wyświecił go jako pisuarystę, zbrudniarza, a dzieła poszły na stos, szczęściem przezorny markiz sporządził odpisy. Ten męczennik i prekursor Nowego głosił Czar Ohydy i Cnotliwość Nicnoty, bynajmniej nie ze względów egoistycznych, lecz zasadniczych. Grzech bawi czasem, pisał, lecz grzeszyć należy, bo to niedozwolone, a nie, bo przyjemne. Jeśli jest Bóg, należy mu robić na złość, a jeśli Go nie ma — to sobie: tak czy owak zamanifestuje się pełnię wolności. Toteż w powieści Zmorjanna zalecał koprolatrię jako kult łajna, celebrowanego na złocie przy dziękczynnych chorałach, gdyby go bowiem nie było, tłumaczył, koniecznie należałoby je wynaleźć! Za nieco mniejszą zasługę poczytywał wielbienie innych odchodów. W kwestiach rodziny był pryncypialistą: należało wyciąć ją w pień, a jeszcze lepiej nakłonić do tego, żeby się sama wycięła. Nauki te, wydobyte z otchłani wieków, wzbudziły podziw i respekt. Tylko prostacy czepiali się słów, powiadając, że jednak de Zad WOLAŁ wzmiankowaną substancję od krewnych i bliskich — co jednak, jeśli komuś milsza rodzina?
   Zakłamanie tych krytyków zdemaskowali zadyści, uczniowie markiza i kontynuatorzy jego testamentu, opierając się na Teorii docenta Frońda. Duszoznawca ten wykazał, że świadomość to stek łgarstw na wierzchu duszy ze strachu przed tym, co tkwi głębiej („Myślę, więc kłamię”). Frońd doradzał wszakże kurację, sublimację i rezygnację, zadyści natomiast postulowali depaskudyzację przez użycie do przesytu. Zakładali więc rewelatryny i nauzealne muzea, by folgować w nich sobie i bliźnim; a mając w pamięci to, co nakazywał de Zad, kultywowali tę właśnie część ciała. Jeden z wybitnych przedstawicieli ruchu, docent Incestyn Wichs, mawiał, że tylko Sempiterna Semper Fidelis — zresztą nic pewnego na tym świecie."


"Edukacja Cyfrania"

Przy czym ta zadystyczna forma depaskudyzacji przywodzi silne skojarzenia z niektórymi doktrynami sekciarskimi powstającymi w łonie prawosławia (vide przypisywane Rasputinowi "Oczyszczajcie się przez grzech i poniżenie", ew. - w wersji lodowo-dukajowej - "Wiesz ty dobrze, jaką nowinę ja od początku niosę: zbawienia przez grzechy.").
5
Hyde Park / Odp: Jacek Dukaj
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Styczeń 12, 2018, 10:57:33 pm »
Uświadomiłem coś sobie a propos "Sprawy Rudryka Z."... Kwestia tożsamości, dialogowo-sądowa struktura, wiadomo, "Przekładaniec" się kłania. Ale nie jest to jedyny trop. Dyktator z południowego wschodu Europy, jego nieodróżnialne odeń duplikaty... Marvelowskim Doctorem Doomem strasznie pachnie, i Doombotami jego.
Przy czym wytknięcie takiej analogii/inspiracji niekoniecznie jest dla Dukaja (bardzo) dezawuujące. W końcu ten Doom to - filmami się nie sugerować! - postać z superłotrowskiej czołówki.

ps. A tu jeszcze b. stary wywiad z J.D:
http://swiatczytnikow.pl/wywiad-z-jackiem-dukajem-o-czytnikach-przyszlosci-ksiazki-i-starosci-aksolotla/
6
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 12, 2018, 06:21:57 pm »
Cytuj
Niemcy opracowali przy okazji pierwszy karabinek automatyczny, co w kręgu demoludów dość skutecznie usunęli ze świadomości Rosjanie, chwaląc swój wprowadzony w roku 1947 AK.

Cytuj
Gdzie miałby zdobyć go ten leń i hultaj?
Jasne, że ukradł...

       Aleksander Puszkin, „Skąpy Rycerz”

Istnieje wersja, że prawdziwym stwórcą legendarnego AK-47 był wcale nie Kałasznikow, lecz niemecki konstruktor broni strzeleckiej Hugo Schmeisser.
Prototypem podobno był karabinek maszynowy StG 44 , produkowany w latach 1943..45, między innymi, w wytwórnie broni Hänel w miasteczku Suhl.

W lipcu 1945 r. Suhl przeszedł pod kontrolę dowództwa sowieckiego. W firmie Hänel wszystkie urządzenia technologiczne, takielunek, stanowiska testowe zostały zdemontowane i wywiezione do Związku Radzieckiego. W tym urządzenia do produkcji już opracowanego, lecz jeszcze nie seryjnego „następcy” – karabinka StG 45 (proszę nie plątać z StG 45(M) od Mausera).

W październiku 1946 Hugo Schmeisser został zaangażowany do pracy - w trybie "dobrowolnie-przymusowym" - w radzieckiej fabryce broni strzeleckiej w mieście Iżewsk pomiędzy Wołgą a Uralem. Po przybyciu do Iżewska konstruktor zasugerował, aby nie produkować seryjnie gotowych modeli StG 45, ponieważ już w tym czasie miał na rysunkach nową wersję StG 47.

Po sześciu miesiącach nowy model został wcielony w metal, przyjęty na uzbrojenie, ale już pod nazwą AK-47, gdyż niemiecki projektant, a tym bardziej o takim słynnym nazwisku nie mógł być autorem głównej broni ręcznej armii kraju-zwycięzcy. Dlatego Ludowy Komisariat uzbrojenia Armii Czerwonej wielokrotnie proponował nazwać nowy automat imieniem S.G.Simonowa, W.A.Dyagteriowa lub W.G.Fiodorova, ale mistrzowie broni kategorycznie odrzucili plagiat, mając na względzie głęboki szacunek dla inżynieryjnego geniuszu niemieckiego kolegi.

Wtedy projektantem broni „mianowano”, wedle najlepszych tradycji Zwjązku Radzieckiego, nieznanego sekretarza organizacji Komsomołu fabryki „Iżmasz”, początkującego wynalazcę-innowatora M.T.Kałasznikowa, który brał udział w próbach poligonowych StG 47.
Mianowany i natychmiast „zakonspirowany”, Kałasznikow był „człowiekiem bez twarzy”, aż do 1989 roku nikt nie wiedział, kim jest ta osoba i skąd pochodzi. Nawiasem mówiąc, podobnie jak i inny bohater nauki i techniki w ZSRR – główny konstruktor radzieckich rakiet S.P.Korolow.

Kierownictwu ZSRR widocznie bardzo zależało na wiedzie i talentach Niemca, to wynika z faktu, że gdy reszta niemieckich specjalistów udały się z powrotem nach Deutschland, pobyt samego Hugo Schmeissera w Iżewsku został kilkakrotnie przedłużony. Tylko w czerwcu 1952 r. Schmeisserowi, któremu na krótko przed tym zdiagnozowano gruźlicę, pozwolono wrócić do Niemiec. Po powrocie do ojczyzny Hugo Schmeisser nie żył długo. Zmarł 12 września 1953 r. po operacji płucnej w Szpitalu Miejskim w Erfurcie i został pochowany w Suhl.

...geniuszom - pamięć, złodziejom - zapomnienie...
7
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Styczeń 12, 2018, 12:43:35 am »
Dostałem pod choinkę Orlińskiego i zaraz na początku lektury natknąłem się na scenę, w której Lem gmerał w piecu "sztamajzą". Dalibóg, sztamajza - dłuto ciesielskie. Co prawda jak przezornie sprawdziłem weszło to słowo już do gwary również w znaczeniu "łom" lub "drąg" - ale jakoś nie wyobrażam sobie, żeby Lem nie wiedział, co to sztamajza...
Hmm...a u mnie Lem nie grzebie sztamajzą w piecu...tylko dłutuje koks - prawie zgodnie z przeznaczeniem;)

Rzuca popioły na drogę i zziębnięty szybko wraca do domu. W kotłowni odkrywa, że koks jak zwykle zamarzł (pomieszczenie jest wilgotne i nieogrzewane) i nie da się go nabrać na szuflę.
Sięga po sztamajzę, swoje podstawowe narzędzie pracy jako palacza, opisane żartobliwie w "Podróży siódmej" Ijona Tichego. (...) Tichy miesza nim w stosie atomowym (...) Lem natomiast rozbija sztamajzą zamarznięte grudy koksu i węgla.


Nawiasem: mnie się to narzędzie kojarzy z majzlem - u nos kożdy na robocie musi go mieć;)

Z innej książki... i w dodatku nie pierwsza zauważyłam...aleć...w beletrystyce też o Lemie myślą - głównie kobiety;):
- podczas deszczu - meteorów:
- Szymek myślał o Werze i o tym, czy ona też o nim myśli. Wera myślała o tym, że w którymś z rozbłysków pędzi być może pilot Pirx, o którym opowieści tata czytał jej przed snem. str.104
Po latach kompromis:
- Szymek opowiadał, że tamtego dnia w Chojnach wiele lat temu, podczas deszcze meteroidów, myślał o niej i o tym, czy ona o nim myśli. Wera powiedziała, że myslała wtedy o pilocie Pirxie, w którym odrobinę się kochała, ale że dziś Pirx na pewno jest stary.
str.148
Rodzice:
- On w długim wywodzie usiłował jej udowodnić, że nosi najgłupsze imię na świecie. Jej się podobało. Telesfor. Jak coś z książek Stanisława Lema. Jak z innej planety.
str. 244

Wyrwane z narracji - kiepskie. Jak z innej planety. Ale cała książka - dobra. Rdzawa:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4740615/rdza

8
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Styczeń 11, 2018, 10:20:03 pm »
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o zastosowania militarne, to dziś jest gorzej niż w czasie DWŚ. To co widać na tych obrazkach to amunicja grzybkująca i rozpadająca się, karabinowa w dodatku. Zasadniczo "kanał chwilowy", czyli maksymalna średnica jaka osiąga kanał kuli nie ma tak wielkiego znaczenia, jak kanał trwały i pozostałości samej kuli (jej ewentualny rozpad i pozostanie w ranie). Wojsko używa pełnopłaszczowej i zasadniczo niegrzybkującej amunicji, stosowali się do tego nawet Niemcy w czasie DWŚ. Taki pocisk, zwłaszcza karabinowy, jest oczywiście zabójczy, tym niemniej jeśli ofiara ma to szczęście, że na jego trajektorii nie będzie najważniejszych organów - to tu wlata, tam wylata. Mimo energii pocisku karabinowego, daleko większej niż potrzebna do zabicia przeciwnika, na dystansie nawet 2 km. Dość powiedzieć, że na małym dystansie taki pocisk przebija suche drewno iglaste o grubości prawie metra. Jednak, o ile ofiara miała wyżej wymienione szczęście i oberwała w miejsce nie wymagające stołu operacyjnego, to zasadniczo się wyliże.

Tym niemniej w czasie DWŚ dowództwa głównych oponentów doszły do słusznego wniosku, że amunicja pistoletowa, powszechnie stosowana w rozkwitłych w tym konflikcie pm-ach (MP-40, Sten, Tommy Gun vel Thompson) jest co prawda skuteczna, ale na zbyt małym dystansie. Karabinowa jest zaś za bardzo skuteczna, ma nadwyżkę energii, wobec czego ręczna broń staje się niekontrolowalna przy ogniu seryjnym.  Oczywistym rozwiązaniem stało się opracowanie naboju pośredniego, którego "pośredniość" polegała na tym, że był on pośredni energetycznie pomiędzy nabojem pistoletowym a karabinowym. Niechcący najpierw wyszło to Amerykanom z ich .30 Carbine, potem ruszyli głową Niemcy (7,92 Kurz) a na końcu, w zasadzie po wojnie, Rosjanie (7,62x39, powszechnie w literaturze popularnej lecz niefachowej znany jako - a jakże - 7,62 AK). Niemcy opracowali przy okazji pierwszy karabinek automatyczny, co w kręgu demoludów dość skutecznie usunęli ze świadomości Rosjanie, chwaląc swój wprowadzony w roku 1947 AK. Zysk był oczywisty - wyrażał się ilością amunicji, jaka mógł jednorazowo zabrać żołnierz oraz możliwością celnego strzelania serią z ręki.

Najdłużej walczyli ze sobą Amerykanie, którzy co prawda M1 Carbine w praktyce chętnie stosowali, ale dowództwo nadal kochało .30-06 Springfield, czyli typowy nabój karabinowy, o kalibrze ~8 mm i długości prawie 9 cm (najdłuższy z "wielkiej czwórki - w której był jeszcze 7,92 Mauser, .303 British i 7, 62 Mosin). No, w ramach NATO opracowano łaskawie nowy nabój 7,62 NATO, który różnił się od Springfielda nieco krótszą łuską (w sumie to był zabieg marketingowy, żeby wygrało USA a nie jakieś obiecujące kalibry brytyjskie). Przypadkowo w zasadzie całkowicie, w czasie wojny w Wietnamie, u jej amerykańskiego zarania, lotnictwo USA nabyło w ilości paru tysięcy sztuk przeznaczony na rynek cywilny karabin Stonera AR-15. karabin ten strzelał amunicją o kalibrze 5,56 mm, czyli w calach circa .22, jest to kaliber spotykany w wiatrówkach albo w kabekaesach czy innych zabawkowych "flobertach". Szybki rozwój wydarzeń w Wietnamie sprawił, że niejako mimochodem zakupiona broń w celu wyposażenia jednostek strażniczych na lotniskach (i to w USA, nie w strefie wojny) - trafiła na front i niebawem cała armia USA dostała nowe pukawki na ten "zabawkowy" kaliber. Który stał się armijnym standardem USA - powszechnie znanym jako M 16. W ten sposób Amerykanie nie tylko przeskoczyli z naboju karabinowego na pośredni, ale od razu na małokalibrowy. Licząca się reszta świata miała już naboje pośrednie, ale miały one tradycyjny, karabinowy kaliber ~8 mm. Tu zaś jakieś 5 mm z hakiem... Zaraz potem Rosjanie wprowadzili 5,45x39, czyli obecny standardowy nabój do kałacha "modernizowanego" (AKM).

No i tu właśnie dochodzimy do pierwszego zdania tego wpisu, że jest gorzej niż kiedyś. W każdym razie od epoki dum-dum. Mianowicie te naboje wyglądają jak zabawki z domku dla lalek. Kredka szkolna ma większy kaliber niż te pociski. A nie chodzi o zabawę, tylko skuteczne zabijanie braci. Jak z pocisku o masie zbliżonej do pistoletowego wycisnąć 4 czy 5 razy więcej energii. Ano prosta fizyka. Musi lecieć szybciej, bo prędkość do energii dokłada się w kwadracie. Cała przewaga silnika jonowego nad chemicznym z tego się bierze, że wylata szybciej, choć mniej. Ale wojskowi trafili na szkopuł, gdyż przedmuchać kogoś na wylot porządnym, drugowojennym pociskiem karabinowym to jedno, a przekłuć niewinnie szydełkiem  to drugie. Wszak nie darmo każdy oczytany przeczytał mnóstwo opisów spod znaku płaszcza i szpady, jak to skłuty zawodnik nie to że padł, co jeszcze walczył i wygrał kładąc dziesięciu, choć ukochana potem 12 dziur w najdroższym ciele całowała. Cóż po pocisku, który przeleciał i poleciał... 

Nie wiem, czy Pan Bóg do końca przemyślał swe dzieło stworzenia, ale owoc jego wynalazczości doszedł do prostego wniosku, że pocisk musi w ciele utkwić. Wówczas cała ta energia kinetyczna pójdzie na dzieło zniszczenia. Wszystkie te zabawowe kulki nie przelatują przez człowieka. Koziołkują w ranie, albo się rozpadają. Ofiara, jeśli nie trafi na stół operacyjny i cierpliwego operatora, który powyjmuje wszystkie oskołki - zemrze z zakażenia. Tak się koło historii obróciło, że ISIS strzelająca z kałachów starym kalibrem 7,62 jest bardziej humanitarna pod tym względem niż ci "dobrzy", którzy z nię walczą.
9
Forum po polsku / Odp: Lem a koncepcja świadomości Zygmunta Freuda
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Smok Eustachy dnia Styczeń 11, 2018, 09:19:55 pm »
Jest to jakieś sensowne spojrzenie. Wydaje mi się, że było coś jeszcze oprócz tych fragmentów. Frojdyzm-jungizm to nowoczesny szamanizm.
10
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Styczeń 11, 2018, 09:19:13 pm »
...czy energia nadana broni I strzelcowi rowna sie energii pocisku wystrzelonego, tyle ze z przeciwnym zwrotem.
NEXUS6, obliczymy razem. Przypuśćmy, masa kuli m = 0,01 kg, masa pistoletu M = 1kg. Prędkość kuli, powiedzmy, V = 300 m/s. Wedle zasady zachowania pędu, mV = Mv, skąd umowna prędkość broni  (bez strzelca) po strzału wynosi v = 3 m/s.
Teraz łatwo obliczyć energię kinetyczną kuli:
E = mV2/2 = 0,01*3002/2 = 450 J
oraz broni:
e = Mv2/2 = 1*32/2 = 4,5 J
czyli 100 razy mniej.

W ogóle, mV = Mv, V = Mv/m
E = mV2/2 = m(Mv/m)2/2 = mM2v2/2m2 = M2V2/2m = (M/m)*(Mv2/2)
E = (M/m)e
To jest energia kinetyczna nabyta bronią równa się energii kuli, podzieloną przez stosunek masy broni i masy kuli.
Energia zaś pochłonięta przez ciało strzelca jest jeszcze mniejsza - z grubsza o 80 razy.
Strony: [1] 2 3 ... 10