Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 10:08:31 am »
Czekamy na aleje Trurla i Klapaucjusza i rondo Tichego? ;)

ps. Drobiazg, którym pobocznie obrodził wiadomy ranking książkowo-niepodległościowy (niby dopiero 5 miejsce, ale to się nazywa pod strzechy!):
http://klodzko.naszemiasto.pl/artykul/niepodleglosciowy-ranking-w-klodzkim-ddkk,4888346,art,t,id,tm.html
2
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez liv dnia Listopad 20, 2018, 05:13:22 pm »
Cóż - sztuczna zastawka.
Paradoksalnie, w Polsce pacjent miałby większe szanse na przeżycie, niż w kraju postrzeganym jako ten "bardziej cywilizowany".
Jak to mówią; gdzie drwa rąbią za płotem, tam pierwsze koty lecą.
3
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Listopad 20, 2018, 10:30:18 am »
Z innej beczki...
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/7,144984,24184099,pacjent-zmarl-podczas-operacji-ktora-wykonywal-robot-da-vinci.html
Błąd człowieka, błąd maszyny... Strasznie się to z Lemem (konkretnie z "Pirxem") kojarzy...
4
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Listopad 20, 2018, 09:05:05 am »
5
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Listopad 18, 2018, 06:15:59 pm »
Żegnaj klocku. RIP :(:)

Zaraz tam żegnaj, pewno do jakiego muzeum* trafi, zamiast w sejfie samotnie zalegać ;).

* Obstawiałbym Musée des Arts et Métiers ew. Cité des Sciences et de l'Industrie.
6
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae], czyli wszystkoizm stosowany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Listopad 18, 2018, 05:55:57 pm »
A tak, nawiasem: broń ręczna (czy ogólniej – siła) nieźle nadaje się do rozstrzygania dowolnych sporów, w tym intelektualnych :)

Może i tak, acz - z przyczyn estetycznych powiedzmy (widać od tematu elegancji rozwiązań nie uciekniemy ;)) - wolałbym abyśmy się takimi argumentami nie posługiwali ;).

Ładnie to ująłeś.

Dziękuję :).

Gdy mówimy, że coś składa się z czegoś, my, używając codziennego doświadczenia, mamy na myśli jakąś substancję. Ale ze strunami sytuacja jest inna! Struny zostały wymyślone właśnie w celu odpowiedzi na pytanie, z czego składa się substancja, czyli cząstki elementarne. I okazało się (z punktu widzenia tej teorii), że z pewnych strun. Właśnie one są pierwotne.
- Cóż, dobrze! – mógłby zawołać czytelnik, który nie chce się poddać. - A czym są te struny, skoro istnieją? Z czego one, do diabła, się składają?!
Moja odpowiedź brzmi: z czystej matematyki! Faktem jest, że zweryfikowanie teorii strun jest praktycznie niemożliwe. Będzie to wymagało tak niewyobrażalnej energii, której nie osiągnęliśmy w naszych akceleratorach ziemskich i prawdopodobnie nigdy nie osiągniemy. Takie energie istniały tylko w pierwszych sekundach po powstaniu Wszechświata. W istocie ludzkość zbliżyła się do momentu, kiedy czysta matematyka zastąpiła fizykę. A dokładniej, geometria matematyczna. Fizyka ostatecznie została zredukowana do geometrii przestrzeni.
(A.Nikonow, Astronomia „na palcach”. Błędy moje – LA :) )

Dobra, tylko, że to składanie się strun z matematyki to jednak metafora, bo Nikonow zakłada teoretyczną możliwość w/w hipotezy (owszem, zwana jest zwyczajowo "teorią", ale to miano bardziej jej przystoi) weryfikacji, sugerując "tylko" jej nieweryfikowalność praktyczną (przynajmniej w najbliższym - w skalach lemowskich ;) - czasie). Oczywiście, trudno nie zadać tu sobie dwu  pytań: 1. czy warto posługiwać się w naszych rozważaniach (jako czymś więcej niż jedną z traktowanych na stosownym luzie możliwości) konstrukcją teoretyczną, która - jako się rzekło - jest niedowiedziona (i nie wiadomo kiedy dowiedziona będzie)*, 2. czy Nikonow i zwolennicy tezy o niefalsyfikowalności w ogóle mają rację - kłania się LHC i eksperyment ALICE:
http://aliceinfo.cern.ch/Public/Welcome.html
Przy czym warto zauważyć, że fachowcy mają póki co kłopot z interpretacją uzyskanych tą drogą rezultatów, a raczej, że ich interpretacje zdają się być pochodną tego, jaki mają stosunek do strunówki:
https://www.math.columbia.edu/~woit/wordpress/?p=3338
http://backreaction.blogspot.com/2018/02/what-does-it-mean-for-string-theory.html

* Ba, niektórzy zarzucają jej niefalsyfikowalność (co czyniłoby ją wyrafinowaną koncepcją metafizyczną):
https://www.kwantowo.pl/2018/01/12/kosmiczna-symfonia-cz-3-teoria-strun/

Chyba poważna choroba, podobna do uzależnienia od kokainy lub geroiny. Wymagająca niezwłocznego podjęcia leczenia.
A jak poprawnie nazwać ten nałóg? Nałóg – jaki? piękn... piękielny? ;)

Wyobrażam sobie typowy poranek uzależnionego. Po obudzeniu się pacjent natychmiast włącza muzykę. Samo przez się, klasyczną – passacaglię Bacha lub kwartety smyczkowe Mozarta. Po czym, wbiwszy wzrok w obraz Rafaela Santiego, gładzi palcami figurkę Pegasusa z brązu, zarazem wąchając doniczkowe kamelie japońskie :)

Ładny obrazek. Wszakże... Co by nie gadać uzależnienie tego typu będzie pochłaniać więcej gotówki, niż uzależnienie od alkoholu Flaszka wódki kosztuje mniej niż Rafael ;).

Trudno rozdzielić bawienie się i przyjemność. Przecież Ty sam określiłeś rozszerzanie granic wiedzy i rozwijanie cywilizacji jako rozrywkę, formę zabawy. Zabawie zaś, moim zdaniem, zawsze towarzyszy przyjemność. Przynajmnie musi towarzyszyć. Inaczej cóż to za rozrywka? Zabawa, która nie sprawia przyjemności, zostaje zaraz porzucona. Albo staje się pracą.

Sądzę, że jednak można - przez zabawę rozumiem traktowaną na luzie aktywność, która nie jest nastawiona na jakiś cel, stanowiąc cel sama w sobie. Przy czym - powtórzę - skłonny byłbym uznawać podział na pracę i na zabawę za b. umowny, a to dlatego, że trudno w sumie mówić o jakichkolwiek celach innych niż kompletnie subiektywne/arbitralne (w skrócie: pojęcie praca wiązane jest zwykle z zapewnianiem sobie podstaw bytowych, a przecież z punktu widzenia fizyki jest wszystko jedno /.../ czy ja skaczę, czy w grobie leżę).

Temat, moim zdaniem, nieco dyskusyjny. Nie wiem, nie jestem pewien, że osobowość, poczucie własnego „ja” ma coś wspólnego z poziomem inteligencji lub z rozmiarami ciała...

A jednak przez poczucie własnego ja utożsamiasz się z b. ograniczonym w czasie i przestrzeni zgęstkiem materii, którego nie da się przecież wyizolować w sposób ścisły z całości Wszechświata (bo w próżni absolutnej to on nie bytuje).

Pytanie zasadnicze: czy świadomość i rozum mogą – teoretycznie - wetchnąć siebie w krążenie prądów morskich lub zjonizowanych gazów atmosfery?
Z punktu widzenia inżynieryjnego chyba nie.

Bo prądy i gazy są materią amorficzną, nieuporządkowaną, o wysokim poziomie entropii. Takie „żywioły” nie da się uporządkować na tyle, żeby z nich powstał układ złożony, podobny do komputera lub mózgu. Zawierający obwody i jakieś odpowiedniki lamp elektronowych, diodów, tranzystorów, bramek logicznych, lub neuronów i aksonów z synapsami. Słowem, elementy nieliniowe, posiadające właściwości przełącznika. Podstawowe elementy dowolnego układu przetwarzającego informację.
Co tam prądy i gazy, sznurki i jabłka, co tam mózg czy maszyna myśląca – proszę spróbować zbudować prymitywne urządzenie elektroniczne – przerzutnik, multiwibrator, bramkę „or” lub „not” – z elementów liniowych – rezystorów, kondensatorów i cewek indukcyjnych. A zobaczymy.
Gotów jestem założyć się, nikomu nie uda się. Teoria obwodów liniowych stoi na przeszkodzie.

O, proszę, mamy gotowy temat do omówienia. Czy rzeczywiście można zbudować maszynę ze sznurków lub atomów gazu?

Zadałbym - zostawiając na boku dyskutowaną już sprawę nieostrości pojęcia "maszyna" - pytanie pomocnicze: w jakich warunkach fizycznych zbudować - Ziemi czy innych miejsc tego konkretnego Wszechświata, czy też jakiegokolwiek wszechświata o dowolnym (może nawet dobranym pod tę potrzebę) zestawie praw fizyki?
Oczywiście kłania się Ghostwheel Zelazny'ego:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=138.msg40339#msg40339
I dukajowe inkluzje:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=73.msg58812#msg58812

No, właśnie! Do tego pzez cały czas zmierzam. Istnienie ostrza przysparza radości życia i, powiedziałbym, nakłada na człeka obowjązek bycia szczęśliwym. Właściwie, po co bym miał rezygnować choć z jednej minuty radości, skoro życie jest krótkie i przede mną nie ma nic oprócz nicości (tautologia :) ), niebytu?
„Skoro zmarli nie zmartwychwstają, to jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy” (1 Kor. 15, 32)

Co innego wierzący chrześcijanin – ten może pozwolić sobie na luksus ascezy, bo ma przed sobą wieczność (lub sądzi, że ma, co zresztą na jedno wychodzi) i jest pewien czekającej nań nagrody.

Kiedy ja tego absolutnie nie postrzegam w kategoriach ascezy i wyrzeczeń (gdzie przez wyrzeczenia rozumiem rezygnację z czegoś wartościowego, w imię wartości jeszcze wyższej). Pytam po prostu jak można traktować serio - i to tak serio, by zajmowanie się ich poziomem za jakiś obowiązek uważać - wahnięcia poziomu pewnych substancji chemicznych?

Ja bym nieco uściślił: łatwo być nieszczęśliwym. To rzeczywiście automatyczna reakcja na okoliczności. Poza tym, nieszczęścia w naszym świecie o wiele więcej niż radości. Łatwiej w nim niszczyć, niż tworzyć; łatwiej dręczyć, niż uszczęśliwić; łatwiej zgubić, niż ocalić; łatwiej zabić, niż ożywić.

Szczęśliwym być o wiele trudniej. Obrazowo mówjąc, szczęście (prawdziwe, nie odheroinowe) to harmonia duszy, czyli stan bardziej uporządkowany, a zatem wymagający dla osiągnięcia pewnych wysiłków. Druga zasada termodynamiki ;)

Nie zgodziłbym się z Tobą, że są różne rodzaje szczęścia - u podstaw zawsze to samo - biochemia mózgu. Odmienne są tylko sposoby na ową biochemię wpływania.

(Przy czym mam wrażenie, że przydałoby się nam jeszcze uzgodnienie definicji szczęścia, tak nawiasem.)

Co do buddyjskiej obojętności, zgadzam się, zapewne wymaga jeszcze o wiele większego wysiłku. Bo taki stan jest przeciwny naturze człowieka.

Trudno tu nie spytać: czemu zgodność z naturą miałaby stanowić jakąkolwiek wartość? Przecież natura owa to produkt przypadkowej ewolucji.

Ale, rzecz najważniejsza, po co ten stan jest potrzebny żywemu człowiekowi? Tak jakby nie było możliwości delektować kompletną obojętnością co najmniej przez kolejne 10..15 mlrd lat. A może przez wieczność. Więc po co taki pośpiech?

Zdaje się, że kompletną obojętnością, o której mówisz delektować się nie da, bo więcej wskazuje na to, że świadomość wtedy wygasa, niż, że trwa.

A po co? może nie tyle dla uniknięcia udręki jak napisałeś (niejaki Nietzsche uznałby to za nastawienie właściwe niewolnikom ;)), ile po to by właśnie niewoli - tj. chodzenia w kieracie ewolucyjnych służb - uniknąć.

A dlaczego miałby zostać podniesiony? Jesteśmy niby wolnymi ludźmi, żyjemy w wolnych krajach :-\
Niech każdy sam decyduje o swoim modus vivendi, o swoim losie. Chcesz być szczęśliwym – bądź nim, nie chcesz – nie bądź :)

Sami decydujemy? A przecie tezę o istnieniu wolnej woli trudno umocować w fizyce, góra da się dla niej jakichś luk szukać.
7
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Listopad 18, 2018, 03:54:19 pm »
Nie wiem czy już było to info? :-\
Otóż w Krakowie - swojego skweru doczekał się...Pirx...zaraz przy ul. Lema:)
https://gazetakrakowska.pl/w-krakowie-powstal-nowy-skwer-bedzie-nosil-imie-pilota-pirxa/ar/13614286
8
Forum po polsku / Odp: konkurs CO TY WIESZ O STANISŁAWIE LEMIE
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Listopad 18, 2018, 03:50:21 pm »
Może racja z tym "Forum po polsku" - chodziło mi tylko o to by było jasne, że to dział związany z Lemem, a nazwa na to nie wskazuje.

Wchodzenie w coraz większą (mniejszą?;) podrzędność jest chyba niezbyt czytelne. Ale nie wiem. Niemniej konkursy na pewno warto uporządkować. Zwłaszcza te z recenzjami.
Były 3 duże: 2 z recenzjami i ten ostatni z pytaniami. Czy jeszcze jakieś?
9
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« Ostatnia wiadomość wysłana przez liv dnia Listopad 18, 2018, 02:36:57 pm »
Cytuj
Waga Watta, czyli Kibble balance. Nowy wzorzec kilograma. Urządzenie naprawdę robi wrażenie:
To tak teraz wygląda kilogram mąki?  :)
Prawda - imponujące.
I większe od człowieka.
Żeby kilogram był większy od człowieka? A nie powinien być bardziej mgławicowy?
Ech, w dodatku wygląda jak piła tarczowa.
Choć przyznam,  wciąż dziewiętnastowieczne - niczym z rycin do Vernea.
10
Hyde Park / Odp: Użyteczny patriota Putina
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Cetarian dnia Listopad 18, 2018, 02:19:56 pm »
4 marca br. w Salisbury w Wielkiej Brytanii dokonano próby zamachu na Siergieja Skripala i jego córkę (która prawdopodobnie była przypadkową ofiarą).
Oboje na szczęście przeżyli.
Po kilkumiesięcznym śledztwie, w tym po analizie około jedenastu tysięcy godzin nagrań wideo z ulicznych kamer, służby brytyjskie ogłosiły na początku września, że wykonawcami próby zamachu byli dwaj ludzie używający nazwisk Alexander Petrov i Ruslan Boshirov, którzy przylecieli z Moskwy samolotem Aerofłotu.
(Nazwiska w całym tekście pozostawiam w transkrypcji angielskiej).

https://www.theguardian.com/uk-news/2018/sep/05/salisbury-poisonings-police-name-and-charge-two-suspects

Wkrótce potem zabrał głos Władimir Stalinowicz.
Teoretyczne mógł powiedzieć (i może nawet trochę żałuje, że tego nie zrobił) „Rosja to wolny kraj, każdy, kto kupi bilet, może w Moskwie wsiąść do samolotu, skąd ja mogę wiedzieć, kto to był?”.
Ale nie zdecydował się na taki wariant.
Stwierdził (cytuję z pamięci): 
„Oczywiście wiemy, kto to był. To cywile. Przypuszczam, że wkrótce zgłoszą się do telewizji.”
Przewidział trafnie.
Petrov i Boshirov zgłosili się do Russia Today
i opowiedzieli, że handlują odżywkami (nie podali jednak ani adresu swojego sklepu ani strony internetowej), a do Salisbury pojechali podziwiać katedrę.



Brednia szyta nie tyle grubymi nićmi, co dwucalowej grubości liną kotwiczną.

Od wywiadu minęły jednak tylko dwa tygodnie i Bellingcat ogłosił, że Boshirov to pułkownik GRU Anatoliy Chepiga,

https://www.bellingcat.com/news/uk-and-europe/2018/09/26/skripal-suspect-boshirov-identified-gru-colonel-anatoliy-chepiga/

Pod linkiem jest szczegółowy raport (czternaście tysięcy znaków ze spacjami) o tym jak pracownicy i współpracownicy Bellingcata namierzyli Czepigę.

Po kolejnych dwóch tygodniach  Bellingcat ogłosił, że „Petrov” to rosyjski lekarz wojskowy Alexander Mishkin, prawdopodobne w stopniu podpułkownika lub pułkownika.
 
https://www.bellingcat.com/news/uk-and-europe/2018/10/09/full-report-skripal-poisoning-suspect-dr-alexander-mishkin-hero-russia/

Ten raport ma dwadzieścia trzy tysiące znaków ze spacjami. 

*
Od drugiego raportu minęło czterdzieści dni, ale
„cywile”/”handlarze używkami”/”turyści” już nie wrócili do telewizji, żeby polemizować z ustaleniami Bellingcat. 
 
**
A tak jurgieltnik Sputnika pisał o sprawie 24 marca.

https://forum.lem.pl/index.php?action=profile;u=2642;area=showposts;start=315

Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« dnia: Marzec 24, 2018, 11:46:57 pm »

„(…) Oto w marcu 2018 roku premier Teresa May oskarżyła Rosję o napaść na Wielką Brytanię za pomocą broni chemicznej, (…)

do tej pory nie wiemy nic. Właśnie skończyłem LXX rok życia, dziennikarstwem zajmuję się ponad 40 lat, ale to jest nowa jakość. Owszem, brukowce wysysają z brudnego palca dowolnie zmyślone historie, specjalne komanda zawodowych pismaczych gangsterów zatrudnianych przez New York Times, Gazetę Wyborczą, Gazetę Polską, TVP1, „Sieci”, CNN, Wall Street Journal czy Waszyngton Post robią to w prawnych białych rękawiczkach (żeby trudno było podać ich do sądu za oszczerstwa), lecz tego, by w żywe oczy oficjalnie łgały władze starego demokratycznego i praworządnego zachodniego państwa - jeszcze nie widziałem.

Niezależny rozumny Czytelnik zechce zwrócić uwagę, że codziennych medialnych doniesień, obecnych w czołówkach absolutnie wszystkich serwisów, nie sposób zweryfikować. Od początku nie wiadomo co, gdzie, kiedy, jak. NIC nie wiadomo. Nie są znane ŻADNE szczegóły. Brak JAKICHKOLWIEK dowodów. Relatorom trzeba wierzyć wyłącznie na słowo. Brak filmów, zdjęć, opinii lekarzy, relacji nieanonimowych świadków, wyników badań, czegokolwiek. Brak logiki. Brak sensu. Brak powodów. Brak teoretycznych możliwości. Brak wszelkich rzeczowych konkretnych danych Nie wiadomo, czy ten rzekomo otruty szpieg w ogóle istnieje, nie wiadomo czy żyje. [Jeśli istnieje i żyje, to ja, na miejscu eMaJfajFf czy Siks, profilaktycznie zadusiłbym go szpitalną poduszką i podał do wstrząśniętej publicznej wiadomości, że trwa pościg Scotland Yardu za mordercami wysłanymi przez zbrodniczego Hitlera-Putina, którzy niestety przedarli się do spokojnego średniowiecznego Salisbury w hrabstwie Wiltshire]

Fikcja od A do Z, czyli światowy superfejk, przy którym słynne fejki antyTrumpowe wydają się bajeczką dla grzecznych dzieci…

**
Od czasu ukazania się powyższych publikacji jurgieltnik milczy, ale to nie dziwne, zrobił z gęby cholewę i teraz jego wargi opinają łydkę jakiegoś sierżanta w obwodzie kaliningradzkim.


Strony: [1] 2 3 ... 10