Autor Wątek: Pożegnania  (Przeczytany 25803 razy)

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9940
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #60 dnia: Maj 22, 2017, 09:52:24 pm »
Powinieneś się zastanowić, co będziesz pisał i czy nie wpadasz w ślepą uliczkę, gdybyś dożył 120 lat, czego Ci szczerze i serdecznie życzę. Lękam się, w razie gdybym ja Twoich 120 lat dożył, przez następne pół wieku z okładem czytać, kto z ogólnie pojętego świecznika, będący przypadkowo w Twoim wieku, wziął kopnął w kalendarz. Oczywiście masz prawo pisać co uważasz, ale ze względu na konstrukcję piramidy demograficznej mam lęki, że z każdym dniem będzie gorzej, a to nie nastraja mnie pozytywnie.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Stanisław Remuszko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 7261
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #61 dnia: Maj 22, 2017, 10:40:27 pm »
Panie, Ciebie też to czeka, młodzieniaszku.
Skrótowo: gdy masz lat 20-30, prawie nikt z Twoich kumpli nie umiera. Gdy masz 40-50, zaczynają zdarzać się nieoczekiwane (rzadkie) zgony. Gdy przekroczysz sześćdziesiątkę - nagle takie towarzystwo wniebostrzyków się zagęszcza, a już po siedemdziesiątce cieszysz się, czytając czołówki portali, że to jeszcze nie ty. Nasilają się cmentarne spotkania towarzyskie :-)
Zwykły Gauss. I rocznik statystyczny GUS.
Notabene, mnie to już raczej lotto. Aby szybko i bezboleśnie.
Polecam BTW: https://forum.lem.pl/index.php?topic=1467.msg68566#msg68566

R.

Edit:
Piąty maja - bajpasy. Ósmy maja - udar. Dwudziesty drugi maja - śmierć.
Dziś jest 23 maja i puszczają go we wszystkich TV+R na okrągło...

R.

scaliłem - Q
« Ostatnia zmiana: Maj 23, 2017, 10:23:45 pm wysłana przez Q »
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem : - )

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8429
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #62 dnia: Maj 23, 2017, 10:23:23 pm »
Tymczasem Roger Moore umarł (informuję, bo Mistrz lubił "Bondy"):
http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/sir-roger-moore-nie-zyje,742399.html
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8429
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #63 dnia: Lipiec 17, 2017, 11:51:39 pm »
Martin Landau (odtwórca roli komandora Koeniga)...
http://gerryanderson.co.uk/martin-landau-died/
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8429
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3719
    • Zobacz profil
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #65 dnia: Sierpień 21, 2017, 11:16:13 pm »
Szeroko omawiany w "Fif-ie" Brian Aldiss:
https://www.theguardian.com/books/2017/aug/21/science-fiction-author-brian-aldiss-dies-aged-92
http://booklips.pl/newsy/w-wieku-92-lat-zmarl-brian-w-aldiss/
O!szpak :(((
Jeden z najważniejszych dla mnie; non-stop i cieplarnia...pewnie napisał wiele innych i dobrych, ale to te dwie  są dla mnie ważne. Pierwszą jeszcze za dzieciaka pochłonąłem - bodaj pierwsze spotkanie z fasadowością zastanego świata. Dorosłemu łatwo pokojarzyć, ale pamiętam, że długo i powoli docierało do mnie-dzieciaka, że opisywany świat to wnętrze...a może ktoś nie czytał? Zajeżdżone pierwsze tutejsze wydanie mam na półce. Ten garb akurat dobry. Cieplarnia - niesamowita wyobraźnia i malarskość. Już kiedyś pisałem na tym forum - wymarzony scenariusz na poetycki film s-f. Coś ala Odyseja k. Ale musiałby być czuły reżyser. I podobnie jak w non-stopie, z mikro w makro.
Te brzunioludki przywiązane pępowiną do drzewa i koegzystujące z nim - ile możliwości interpretacyjnych...
Żal, mimo że wieku słusznego dożył.
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8429
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #66 dnia: Sierpień 22, 2017, 11:36:14 am »
pewnie napisał wiele innych i dobrych

Jeśli kierować się gustem anglojęzycznych wręczających nagrody, za istotne w jego dorobku wypadnie uznać także opowiadania "Enemies of the System" (tego u nas wydać nie mogli z przyczyn wiadomych), "Total Environment" i "Man in His Time" ("Człowiek za swoim czasem", ukazało się w "Rakietowych szlakach"), oraz trylogię o Helikonii.
Mistrz, natomiast, chwalił (m.in. słowami "oryginalny jest pomysł zawarty w noweli Briana Aldissa, w której kosmonauci na pokładzie rakiety, schwytanej przez pole ciążenia gigantycznej gwiazdy, pod wpływem szczególnych efektów grawitacji doznają regresywnych przekształceń psychiki") pewne opowiadanie, którego tytułu nie wymienił. Udało mi się je zidentyfikować, to (tak na 90%) "The Impossible Star" ("Nieobliczalna gwiazda").
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 3719
    • Zobacz profil
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #67 dnia: Sierpień 24, 2017, 04:01:27 pm »
Cytuj
Mistrz, natomiast, chwalił (m.in. słowami "oryginalny jest pomysł zawarty w noweli Briana Aldissa, w której kosmonauci na pokładzie rakiety, schwytanej przez pole ciążenia gigantycznej gwiazdy, pod wpływem szczególnych efektów grawitacji doznają regresywnych przekształceń psychiki") pewne opowiadanie, którego tytułu nie wymienił. Udało mi się je zidentyfikować, to (tak na 90%) "The Impossible Star" ("Nieobliczalna gwiazda").
Tak, to te - właśnie przeczytałem, tłumaczenie fatalne. Fajny cytat zeń;
Nie dość, że człowiek ugina się pod brzemieniem własnego charakteru, to jeszcze musi znosić innych.
A było ich raptem czterech.
Ta gigantyczna gwiazda to czarna dziura, nienazwana tak...rzecz ciekawa sama w sobie bo opowiadanko z roku 1963, a nazwa czarna dziura i jakiś tam jej opis pojawiły się 7 lat później.
https://pl.wikipedia.org/wiki/John_Wheeler
Więc Aldiss trochę po omacku pisał, co nie znaczy źle (np. pojawia się wykorzystane później przez Dukaja ćmiatło). Kosmonauci wylądowali na kawałku skały, który właśnie spada na cza.d - nie są tego od raz świadomi i mają dziwne łaskotki podskafandrowe oraz wrażenie grawitacyjne.
Np. stoją na tej planetoidzie (jak sądzą) nogami, oglądają te czarne duże coś i grawitacyjnie są z nim związani, tzn mają wrażenie że nogi są w górze, że są odwróceni. A, że kamyk wiruje w cyklu półgodzinnym... :)
Natomiast oryginalność tych przekształceń psyche to przesada - ot, manii prześladowczej dostali oraz  agrechy i nie wiedzieć  czemu zaczęli się mordować. Klasyk horroru - pierwszy zasztyletowany a pozostali zwalają na siebie winę.
Acha, jedna scenka jak z Odysei K. :)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 24, 2017, 04:06:12 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8429
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Pożegnania
« Odpowiedź #68 dnia: Sierpień 24, 2017, 06:20:48 pm »
tłumaczenie fatalne.

Prawda, drewniane strasznie.

Fajny cytat zeń;
Nie dość, że człowiek ugina się pod brzemieniem własnego charakteru, to jeszcze musi znosić innych.
A było ich raptem czterech.

Swoją drogą zabawne jak te wszystkie historie o mordujących się astronautach idą w poprzek praktyce, która - jak kiedyś linkowałem chyba - wskazuje, że - po dłuższym czasie skazania na siebie - załogi zżywają się jak rodzina, no ale tu dodatkowy czynnik grawitacyjnie generowanego obłędu dochodzi, więc Aldiss - sam tego nie wiedząc - alibi sobie dostarczył, zanim mu realność zdążyła kłam zadać ;).

Ta gigantyczna gwiazda to czarna dziura, nienazwana tak...rzecz ciekawa sama w sobie bo opowiadanko z roku 1963, a nazwa czarna dziura i jakiś tam jej opis pojawiły się 7 lat później.
https://pl.wikipedia.org/wiki/John_Wheeler
Więc Aldiss trochę po omacku pisał, co nie znaczy źle

Pamiętajmy jednak, że pewne podstawy były - Chandrasekhar wyliczył limit-nazwany-później-jego-nazwiskiem w roku 1931. Osiem lat później, bazując na jego kalkulacjach, Oppenheimer z kolegami teoretyzowali (poprawnie zresztą) na temat tego, co nazwano wówczas "zamrożonymi gwiazdami"... Nie można więc powiedzieć, że B.A. wymyślił sobie coś z niczego, dowolnie fantazjując, raczej, że - co dobrych autorów SF cechuje - zauważył nad czym specjaliści dumają i postanowił literacko to przetworzyć.

Natomiast oryginalność tych przekształceń psyche to przesada - ot, manii prześladowczej dostali oraz  agrechy i nie wiedzieć  czemu zaczęli się mordować. Klasyk horroru - pierwszy zasztyletowany a pozostali zwalają na siebie winę.

Zdaje mi się, że Lem chwalił tu raczej ideę leżącą u podstaw, niż wykonanie. To, co się sprowadza do rzuconego od niechcenia zdanka "Grawitację można odczuwać nie tylko w mięśniach, lecz także we wzgórzu mózgowym."; przyczynę, nie - objawy.
Jednym słowem, że spodobało Mu się - jako staremu materialiście ;) - uwzględnienie wpływu fizyki na biologię* (grawitacja coś kosmonautom z mózgami robi), a  kwestię fabularnego manifestowania się skutków tego wpływu (masz rację, straszną sztampą pachnącą) uznał za mniej istotną.

* Więc i jej pochodną, psychologię.

Skądinąd Aldiss już tak miał, że lepiej wymyślał, niż realizował - koncepcja stanowiąca fundament "Non stop" jest znakomita, natomiast wykonanie (potomkowie kosmonautów uwstecznili się do dzikusów i ze zmutowanymi potworami - w tym wypadku szczurami - walczą) godne amerykańskiego kina SF lat '50 (tego z Bug Eyed Monsters z gumy, półnagimi paniami itd.). Z tym, że szczęśliwie i tam bazowy zestaw idei przeważył, powodując, że całość się broni (choć Mistrz sarkał, sarkał...).

Ponadto nie od rzeczy będzie zestawić obłęd gwiazdokrążców B.A. z obłędem bohaterów jego kolegi (i towarzysza nowofalowo-rewolucyjnych bojów ;) ) - J.G. Ballarda. U tego drugiego zwykle co powieść/opowiadanie Ziemia (czasem i Gozmoz cały, kiedy indziej tylko ludzkość/cywilizacja) umiera, a towarzyszy temu każdorazowo przemiana ludzkiej psychiki prowadząca do tego, że protagonista przyjmuje na koniec z entuzjazmem (a minimum z wykluczającą instynkt samozachowawczy obojętnością) dany kataklizm. Przy czym nie ma to nigdy u Ballarda - choć medycynę studiował - sensownego podłoża biologiczno-fizycznego, pojawiające się wyjaśnienia brzmią raczej jak metafizyczno-teleologiczny bełkot*, tymczasem u Aldissa - choć efekt docelowy identyczny - uzasadnienie (jak wyłowić je z chaosu myśli bohaterów, pogłębionego jeszcze bylejackim przekładem) zdaje się przytomne.

* exemplum, z "Zatopionego świata":

"Ta pogłębiająca się izolacja i wzajemna rezerwa, którą zdradzali także inni członkowie zespołu, a na którą odporność wykazywał jedynie pełen optymizmu Riggs, przypominała Keransowi o słabnącym metabolizmie i biologicznym regresie wszystkich form zwierzęcych, mających wkrótce przejść głęboką metamorfozę. Czasami zastanawiał się, w jaką on wkracza właśnie fazę przemiany, pewien, że jego regres nie jest symptomem drzemiącej w nim schizofrenii, lecz starannym przygotowaniem do życia w całkowicie nowym środowisku, obdarzonym swoistą, wewnętrzną logiką i topografią, gdzie stare kategorie myślowe mogą stać się jedynie zawadą."

Acha, jedna scenka jak z Odysei K. :)

A mnie się to znów z "Solaris" trochę i - przez obiekt tytułowy - z "Interstellarem" (za przeproszeniem) kojarzyło.

(Przy czym odnotuję jeszcze offtopicznie, że wczesna Nowa Fala SF, w tym utwory, o których tu mówimy, to są dość przytomne/przyziemne - mimo wszystkich w/w zastrzeżeń - wizje wyrastające z rzeczywistości, warte dyskusji i popychające anglojęzyczną fantastykę naukową do przodu. Moda na - zwykle się z tym nurtem kojarzące - anaukowe fantasmagorie przyszła później, wraz z Ellisonem*.)

* Inna sprawa, że to rozgraniczenie naukowe/anaukowe też o niczym nie przesądza, utwory Dicka czy "Stalker" nie mają zauważalnego komponentu twardonaukowego, a trudno odmówić im wybitności. Z kolei późnonowofalowa "Lewa ręka..." jest arcydziełem w swej klasie i twardo stoi na gruncie nauk - tyle, że miękkich ;). Itd.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 24, 2017, 10:20:06 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki