Autor Wątek: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)  (Przeczytany 9693 razy)

Kakomorf

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 1
    • Zobacz profil
Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« dnia: Luty 01, 2011, 12:47:51 am »
Pierwszy tekst, o Pirxie powstał w roku 1959, najpóźniej stworzone opowiadanie zbioru, „Ananke”  powstało w 1973, choć końcem historii jest dopiero „Fiasko”,  wydane w 1987. Przygody (choć to raczej niezbyt pasujące słowo) Pirxa są więc  przekrojem wzdłuż czasu paru dziesięcioleci twórczości Lema.
      Warsztat czołowego pisarza polskiego pisarza sci-fi, zawsze budził we mnie podziw. Brak tu „papierowych” postaci, w pamięci utkwiło mi sporo drugoplanowych bohaterów, ich dziwactwa, lub owych dziwactw brak. Gdy mam pisać o opisach, od razu skojarzenie leci do księżyca. Lem poświęca mu sporo słów. Ale wolę nie mówić o nich, nigdy nie przykład do nich większej wagi – kwestia gustu. Ledwie pare błędów na dziesięć opowiadań. Lektura często mnie bardzo bawiła (autor ma bardzo inteligentne poczucie humoru), choć ogólne przesłania tekstów humorystyczne nie są. Fabularnie, opowiadania są majstersztykami. Gdy trzeba, są skomplikowane,  inaczej proste, nie przesłaniające treści, często zaskakujące, autor zawsze nad nimi panuje, doskonale się komponują z resztą tekstu. Na minus zaliczam środkową cześć „Odruchu warunkowego” – przynudziła mnie.
      W tym miejscu warto wtrącić jedną ważną rzecz. Konwencję. Zbiór wpisuje się w konwencje najbardziej charakterystyczną dla sci-fi, mianowicie szukaniu prawdy, prawdy o świecie. Bohater często styka się z zagadkami. Jakie to zagadki? Cóż, czasem mamy wrażenie, że jakaś sztuka, zasadniczo fragment sztuki,  kiedy nam się podoba( „trafia” do nas), była już w naszych mózgach od zawsze. Artysta tylko odkrywa, że my daną melodie lubimy,   że estetyka danego obrazu nas zachwyca. Jakbyśmy przypominali sobie coś, czego nie pamiętamy, choć nigdy nie zapomnieliśmy. Przy Lemie wrażenia są wręcz odwrotne. Coś nas zadziwia, wybija przemocą z rutyny myślenia. Właśnie takie są te zagadki, wyrywające nas ze swojego fotela, swojej jaskini, pozostawiają nas w zupełnie innym miejscu, każą nam popatrzeć na świat z innej, nowej perspektywy.
      Jak ta konwencja jest wykorzystywana w „Opowieściach o pilocie Pirxie”? Należy podkreślić – to nie hard science fiction, tylko „zbiór dla młodzieży”. Odpowiedzi na zagadki (a raczej same zagadki) nie opierają się na jakiś zaawansowanej fizyce, nie wywracają naszego światopoglądu do góry nogami, mimo to część z nich, dotycząca robotów, zmusza do zastanowienia. Pozostałe tylko zaskakują. Dwa opowiadania jednak żadnych zagadek nie zawierają: „Albatros” i „Opowiadanie Pirxa”.
      „Opowieści…” były przez dłuższy okres czasu szkolna lekturą. Moim zdaniem – taki sam niewypał jak z „Bajkami robotów”. Masa moich znajomych jest do Lema zniechęcona, właśnie przez te lektury. Owszem, jedne maja formę książki dla młodzieży, drugie dla dzieci, ale jestem absolutnie przekonany, że ani jedne, ani drugie książek Lema w 90% nie zrozumie.
      Jak mówiłem na początku, opowiadania pochodzą z różnych okresów twórczości autora. I tu widać pewna zależność: utwory napisane przez starszego Lema (o starszym Pirxie) są bardziej przepełnione goryczą i melancholią. Według mnie pokazuje to zmianę nastawienia Lema do świata. W „Patrolu”, tylko na końcu czuć lekki posmak  goryczy, kiedy zasługi Pirxa zostają pominięte. W „Ananke” autor pisze już wprost: „Rzekomy trening był nieodwołalną rzeczywistością; wstęp – treścią właściwą; nadzieje – mrzonkami; nie obowiązujące zaś, prowizoryczne, tymczasowe i byle jakie – jedyną zawartością życia.” Takie „Opowiadanie Pirxa” to istny teatr pomyłek, pokaz ludzkiej chciwości, lenistwa, oraz głupoty, skutkujący gigantyczna stratą dla całej ludzkości. Lem już rozumie, że wszystko zmierza do Fiaska.
      W zagadkach, takich o jakich pisałem nieco wyżej, tkwi pewien niesamowity urok. Są hipnotyzujące. I wydaje mi się, że cały świat jest taka zagadką. Więc też jest piękny. Tak samo, jak ta książka. Jest hipnotyzujaca.

Kakomorf
"Nauka musi zaczynać się od mitów – i od ich krytyki."
Karl Popper

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4249
    • Zobacz profil
Re: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #1 dnia: Luty 01, 2015, 10:12:44 pm »
Rozmowy z botem o Pirxie, przeniosłem do odwyszalni.
A Maziek pewnie wygna do Hyde Parku.  :)
http://forum.lem.pl/index.php?topic=1430.msg58731#new
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4249
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #2 dnia: Luty 09, 2018, 11:23:53 pm »
Odgrzebuję ten wątek, bo... w sumie pierwotnie chciałem założyć nowy, ale pomyślałem że na forum na pewno jest jakiś o Pirxie. I  był, na szóstej stronie indeksu. Ma całkiem ładny wstęp, więc po co zakładać nowy. Ale ale - po co w ogóle?
Ano po to, że z powodów różnych zacząłem powtarzać sobie te opowiadania. Po kilkudziesięciu latach, czyli w gruncie rzeczy czyta je inny człowiek. Z nastawieniem takim, jak nie przymierzając Pani Gajewska do pisarstwa Lema. Tylko nieco inaczej - no, krytycznie po prostu. Przynajmniej na tyle krytycznie na ile mnie stać. I?
Niezła zabawa, choć na poziomie podstawowym owe opowiadania mocno się postarzały. Czyta się je trudno, przynajmniej te z przodu. Ale przy pewnym kącie odbioru - zabawa przednia.
Wstęp był już w linkowanej przez Hoka rozmowie, gdzie bodaj Pan Prowadzący też powtórzył "Test" i uderzyło go, że kandydat na kosmonautę Pirx zabawia się myślą o dwukoronówce (monecie z A-W). Czy ma ją w spodniach czy może kieszeń pusta? Cudowny anachronizm. Ale to początek dalej jest jeszcze lepiej. Otóż w symulacji lotu (kandydat nie wie, że to symulacja) wsiada do przedziwnej rakiety. Koncept jej zaiste kosmiczny. Otóż pilot siedzi w czymś w rodzaju gumowego, ale przeźroczystego klosza, na fotelu. Kula w kabinie, jakoby po to, by w razie...katapultować pilota bezpiecznie na Ziemię czy gdzie tam... On siedzi w tej kuli, ma d0 dyspozycji manetki i pedały, ale wszystkie zegary, podgląd i inna i elektryka są na zewnątrz kuli.
I clou opowiadania jest, że do rakiety dostała się mucha-robacznica. I bzyczy, i przeszkadza. Jednak jest z drugiej strony kuli, na zewnątrz, czyli pilot nie może jej ubić ot tak, laczkiem.  Na dodatek muszydło włazi w niebezpieczne miejsca, gdzie styki i może spowodować awarię (spowoduje). Ale mi nie o to...otóż Pirx leci w warunkach nieważkości, a na muchę nie ma to żadnego wpływu (a będzie i druga mucha) - lata se i bzyczy jak gdyby nic. I teraz nie wiem...znaczy wiem, że mucha jest jedną z najsprawniejszych konstrukcji lotniczych, ale żeby ignorować nieważkość? I tak latać od ściany dosciany bez problemy znanego kosmonautom?
Co wy na to? Możliwe?
Potem jeszcze Pirx będzie przyspieszał, 2 a może więcej g. Na muchę to nic nie podziała, dopiero gdy mucha struchleje - wtedy tak.
To tyle dziwadła  z "Testu".
I tak lornetka jest nie do przebicia  :) , ale o niej innym razem.
« Ostatnia zmiana: Luty 09, 2018, 11:29:26 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4332
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #3 dnia: Luty 09, 2018, 11:26:19 pm »
To Ci trochę popsuję (sorrr) i przeniosę z lema napisanego tutaj:
Cytuj
Na razie jest lornetka Pixa - miodzio wtopa.  :)
Dalmierz, lornetka  - chyba faktycznie wtopka. Bo gapi się w ekran - skoro punkcik był błędem wyświetlanym nań...
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4249
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #4 dnia: Luty 17, 2018, 01:00:21 am »
Cytuj
Dalmierz, lornetka  - chyba faktycznie wtopka. Bo gapi się w ekran - skoro punkcik był błędem wyświetlanym nań...
Taa, to wymaga szerszego opisania  8) ale może później.
Tymczasem z lektury Terminusa Pani Gajewska miałaby niezły materiał -  bo też na razie Terminus wyraźnie najlepszy...robot po przejściach, okaleczony, jako jedyny przeżył - bo był martwy ...mimowolnie wystukujący zapamiętane tragedie (ale nie na maszynie), zupełnie nieświadomie, przy okazji wykonywania roboty głównej - w jego wypadku zalepiania radioaktywnych przecieków,wyciekają z niego komunikaty, zapamiętane,  wdrukowane, ale też na swój sposób "żywe" strzępy umierania ; zapytany - nawet tego nie zauważa - odpowiada nie wiem, nie pamiętam, ja tylko zalepiam przecieki, szukam kota...
Jakieś skojarzenia?  :)
« Ostatnia zmiana: Luty 17, 2018, 01:03:06 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10594
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #5 dnia: Luty 17, 2018, 08:15:23 pm »
Wydaje mi się, że widziałem gdzieś filmik z muchą czy czymś takim na ISS ale nie mogę znaleźć. Stawiam, że mucha by się jednak nauczyła dość szybko. Nie pamiętam jednak  na tyle opowiadania - może ona latała, kiedy był ciąg? Mnie bardziej uderzyło, że skoro ta rakieta stała na ziemi to znaczy, że umieli symulować nieważkość, czyli inaczej mówiąc wynaleźli antygrawitację. To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe i dlaczego latali przedpotopowymi rakietami jak Gagarin?

Gdzieś w tym samym momencie, w którym pierwszy raz w życiu czytałem Pirxa - czytałem także serię o Horatio Hornblowerze - i zawsze wydawało mi się, że to ten sam gość :) . Właśnie ten żal za monetą, i u Horatia też był wątek pewnego ubóstwa. No i obaj zawsze działali nieszablonowo i obu pewne sprawy wychodziły niechcący.

Terminus - tak, uważam, że jest boski. Skończyłem właśnie biografię by Orliński i muszę powiedzieć, że rozdziały "wojenne" oraz o śladach wojny w twórczości Lema mocno mną szarpnęły. Uznałem mianowicie, że jestem ślepym głupkiem, skoro sam z siebie niczego takiego zupełnie nie zauważyłem. Do tego stopnia, że chyba jednak przeczytam książkę Gajewskiej, którą kupiłem, ale ostatecznie nie przeczytałem, z bliżej nieokreślonego strachu, że nic nie będzie już takie samo.

Pewnie Terminusa z wymienionych powodów można zinterpretować na to kopyto - ale zastanawiam się, czy jednak to nie nadinterpretacja, a Lem po raz pierwszy sprzedał pomysł, który go fascynował i który później wykorzystał w Solaris - że osobowość człowieka może się przesiąść do innej osobowości (a nawet nie osobowości), otorbić tam i trwać, od czasu do czasu próbując skomunikować się ze światem - czy to stukając jak Terminus, czy produkując zmarłe osoby.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9212
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #6 dnia: Luty 17, 2018, 09:36:45 pm »
Znalazłem coś takiego, jak widać gołębie - lepiej czy gorzej - w mikrograwitacji latają:


Motyle - również:

Info uzupełniające:
https://www.jsc.nasa.gov/jscfeatures/articles/000000880.html

Muchy? Nagrania nie znalazłem, ale robiono nad nimi systematyczne badania na ISS (konkretnie o owocówki chodziło)
https://www.nasa.gov/ames/research/space-biosciences/drosophila-containers-and-platforms/
https://www.nasa.gov/mission_pages/station/research/experiments/1116.html
Zresztą drozofila jest - jak z grafiki na Space.com wynika - pierwszym gatunkiem który w górę rakietą (konkretnie: zdobyczną V2) posłano:
https://www.space.com/20648-animals-in-space-history-infographic.html
« Ostatnia zmiana: Luty 17, 2018, 11:50:24 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4249
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #7 dnia: Luty 17, 2018, 11:29:09 pm »
Cytuj
Nie pamiętam jednak  na tyle opowiadania - może ona latała, kiedy był ciąg?
Nie było ciągu, stan nieważkości został wyraźnie podkreślony. Pirx rzucił w muchę książką i ta zachowywała się "normalnie" dla nieważkości :)
Cytuj
To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe i dlaczego latali przedpotopowymi rakietami jak Gagarin?
To rodzi więcej pytań.
O właśnie, czytając sobie z wolna rzeczone opowiadanka, mam wrażenie doświadczania prozy marynistycznej którą zaczytywałem się w dzieciństwie. Olbrzymia większość terminów żywcem wzięta z epoki parowców przełomu wieków. Te wykreślanie kursu na gwiazdowej mapie z pomocą cyrkla i ekierki mapa, oczywiście papierowa zwisa końcem ze stołu, te ciężkie księgi pokładowe oprawne w wyprawioną skórę z  metalowymi okuciami w których dowódca prowadzi dziennik...No, nie do opisania, strasznie tego dużo – właściwie tylko to różni, że ocean podmieniony na próżnię, a falowanie morskie na pojawiającą się czasem nieważkość, a gdy trzeba wykonać nagły manewr i przyspieszenie wzrośnie a zarazpotem hamowanie - pomijając pomruk z maszynowni, tłuką się zastawy i porcelanowe serwisy w kuchniach restauracji a pasażerowie pytają kiedy będą mogli  tańczyć?  Nie wspominając o marnych losach palmiarni. Normalnie - sztorm.  :)
Opis luksusów transgalaktyka z Albatrosa to czystej wody opis transatlantyku (najwyższy komfort, najwyższa bezawaryjność 1200 pasażerów w pojedynczych i podwójnych kajutach, dwa baseny, cztery kina, sala koncertowa, 10 pokładów głównych, windy etc), a że tam nazywa się Tytan, zapewne wzięty z Titanica . Ale najbardziej zdziwiło mnie teraz, że wszyscy palą – Pirx też. Jednak palenie w zamkniętej szczelnie przestrzeni, czy raczej koszta neutralizacja tegoż, to dopiero szczyt luksusu. Wiem coś o tym.  ::)
Cytuj
Gdzieś w tym samym momencie, w którym pierwszy raz w życiu czytałem Pirxa - czytałem także serię o Horatio Hornblowerze - i zawsze wydawało mi się, że to ten sam gość :) . Właśnie ten żal za monetą, i u Horatia też był wątek pewnego ubóstwa. No i obaj zawsze działali nieszablonowo i obu pewne sprawy wychodziły niechcący.
W konsekwencji powyżej napisanego, zupełnie mnie to nie dziwi  :D
To nie dotyczy jednego opowiadania, na razie te 3 które przeczytałem- zobaczymy jak w odruchu warunkowym sprawy się nazwą.
Cytuj
Do tego stopnia, że chyba jednak przeczytam książkę Gajewskiej, którą kupiłem, ale ostatecznie nie przeczytałem, z bliżej nieokreślonego strachu, że nic nie będzie już takie samo.
Mocno się uzupełniają...a nawet korygują.
Cytuj
Pewnie Terminusa z wymienionych powodów można zinterpretować na to kopyto - ale zastanawiam się, czy jednak to nie nadinterpretacja,
Masz rację.
Celowo tak napisałem by unaocznić, jak łatwo jest zasugerować sposób odbioru.
Wszędzie biała chusteczka  ;)
Acz faktów z opowiadania nie nagiąłem, ba, mógłbym więcej na rzecz tej tezy napisać.
Cytuj
Mnie bardziej uderzyło, że skoro ta rakieta stała na ziemi to znaczy, że umieli symulować nieważkość, czyli inaczej mówiąc wynaleźli antygrawitację. To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe
Maziek, to pikuś przy lornetce  :) Te silniki jeszcze dałoby się jakoś wytłumaczyć - lornetki nie.
Celowo nie rozwijam tematu, bo to warto zobaczyć samemu - jeno trzeba przeczytać Patrol. Dla mnie największa lemowtopa, a co najmniej pudło.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 21, 2018, 02:42:42 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4332
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 18, 2018, 12:58:35 am »
Troszkę z boku:
Ale najbardziej zdziwiło mnie teraz, że wszyscy palą – Pirx też. Jednak palenie w zamkniętej szczelnie przestrzeni, czy raczej koszta neutralizacja tegoż, to dopiero szczyt luksusu. Wiem coś o tym.  ::)
W takim razie nasze społeczeństwo sięga szczytów luksusu...wcześniej już...miałam wrzucić do noniemogę...widok kabin dla palaczy jest dla mnie tak komiczny, że trudno to podpiąć pod luksus...np. 4 rano...lotnisko...6 osób w oparach (bo instalacja nie wyrabia z wyciągiem) i totalnym ścisku...w takim czymś:
http://kabinydlapalaczy.eu/wp-content/uploads/2015/01/64-palarnia-cena-by.jpg
Najpierw zakaz, a potem biznes;)
http://kabinydlapalaczy.eu/
Ładne, że drzwi...dyscyplinują;)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10594
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #9 dnia: Luty 18, 2018, 09:01:37 am »
E no, w czasach Lema nie wiem, czy w ogóle mówiło się, że palenie szkodzi. Wszyscy palili wszędzie. Właśnie w ramach przerywnika oglądam sobie Colombo to facet, gdyby takie sceny były w tym serialu, nawet do łóżka zabierałby cygaro ;) . My żyjemy już w innym świecie pod tym względem, w innej epoce dosłownie - wystarczy obejrzeć jakiś niezbyt stary film (powiedzmy do końca lat 80-tych)... Wszyscy wszędzie palą. Ja paliłem w pierwszej klasie sz.p. i nie byłem w najmniejszym stopniu wyjątkiem wśród kolegów. Wszyscy w moim otoczeniu palili, poza babcią, dziadek palił, drugi dziadek palił (druga babcia nie), nie przypominam sobie nikogo z rodziny ani żadnego znajomego rodziców, którzy by nie palili u nas w domu w czasie przyjątek, choć dzieci były w tym samym pokoju. Przy czym stary był lekarzem, podobnie jak najlepsza przyjaciółka rodziny, poniekąd jak niedoszle (jest takie słowo?) Lem. Moja najlepsza ciotka paliła całe życie jak lokomotywa, Colombo przy niej to pętak, zresztą wykończyło ją to - ale ostatniego zapaliła w zasadzie w trumnie... Kiedy stary miał zawał (rok 1985) to w szpitalu nie wolno było teoretycznie już palić, bo przyszło nowe, zwłaszcza, że starego koledzy wyciągnęli za nogi z tego tunelu ze światełkiem na końcu, (przeżył śmierć kliniczną). Leżał więc potem na intensywnej - jak jednak zeznawał później, w kiblu na spłuczce mieli wszystko, czego trzeba do życia :) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Hokopoko

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2304
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #10 dnia: Luty 18, 2018, 09:25:12 am »
Mucha była chyba elementem testu - żywa czy nie, realna czy fantomowa, powinna być sterowana, a zdarzenia - zaplanowane. Tylko w takiej sytuacji - powtarzalności - test byłby miarodajny. W końcu tego drugie pilota, co się "rozbił" o księżyc, tez coś musiało doprowadzić do pasji. Stawiam, że była to taka sama mucha. Chyba że wpuścili mu mysz albo wiewiórkę  ::)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10594
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #11 dnia: Luty 18, 2018, 10:55:41 am »
Ogólnie rzecz biorąc myślę, po nocnych przemyśleniach, że Lem tę nieważkość wymyślał od zera i dlatego mu trochę jeszcze nie wyszło, ponieważ nigdzie jej nie można było zobaczyć, ewentualnie skąpo poczytać ale w opracowaniach naukowych, gdzie o takich dyrdymałach jak co zrobi mucha nie pisali. Postanowiłem zapuścić żurawia do książek i mam tu taką książczynę pt. "Fizyka czasoprzestrzeni" Taylor, Wheeler, wydana w Polsce - uwaga: w 1975 roku, pierwsze wydanie zaś w USA w roku - jeszcze większa uwaga: 1966. Rok 1966 był bardzo dobrym rokiem, głównie z powodu moich narodzin, tak brzemiennych dla świata i Galaktyki. 

A, nawiasem mówiąc, tło jest takie, że do roku 1966 ludzie polecieli w kosmos już 16 razy (wliczając dwie pierwsze misje suborbitalne Amerykanów, w ramach zdumienia lotem Gagarina) przy czy po serii misji jednoosobowych, w których piloci siedzieli jak w trumnie (a może i mieli ciaśniej) przyszły w 1964 misje wieloosobowe, w których użyte statki miały już trochę "powietrza" i załoga mogła zaobserwować coś więcej niż uciekający długopis. Zresztą jak pamiętam któryś Amerykanin napisał wprost, że w Mercurym nie jechał do Rygi, bo było tak ciasno, że wszystko nadal wyglądało z grubsza na lot myśliwcem, a w Gemini już było z tym gorzej, bo więcej powietrza.

Cóż więc w roku 1966 piszą na temat nieważkości dwa tuzy fizyki, jeden od jej nauczania, a drugi od stosowania? Ano w rozdziale o inercjalnych układach odniesienia przytaczają z niejaką dumą notatkę prasową z roku 1964, którą nieco streszczę: NASA ogłosiła przetarg na budowę wieży do badania stanu nieważkości. Nowa wieża umożliwi badanie tego stanu przez 10 s. Będzie miała wysokość 152 m, będzie w niej utrzymywane ciśnienie jak na wys. 80 km. Tłokowy mechanizm wyrzuci poddawany eksperymentom obiekt do samego szczytu. Lot do góry potrwa 5 s, drugie 5 s swobodny spadek - razem 10 s nieważkości, przy możliwej średnicy obiektu aż 1,2 m i masie 2,7 t. Obecnie istniejąca wieża zapewnia do 4 s nieważkości przy maksymalnej średnicy obiektu 25 cm. Rok 1964.

W roku 1959 świat miał za sobą (czy nad sobą) ledwie parę "sputników"... Przechodząc do konkluzji trudno orzec, czy Lem wymyślił aż tak źle, czy aż tak dobrze, ale myślę, że jeszcze nie wlazł w te buty do spodu i dlatego na początku zdarzały mu się kiksy.

Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4249
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #12 dnia: Luty 18, 2018, 12:03:02 pm »
Cytuj
Wszyscy palili wszędzie
Taa, rajt. Choć u mnie w domu nie palili. Nie smakowało, nie mogli bo mdłości...jakoś tak tłumaczone.
Co nie znaczy, że w te progi  zawał nie zapukał, a zaraz potem udar.
W wojaku jedyna szansa na przerwę w "bardzo ważnych zajęciach" to iść zajarać.
Cytuj
http://kabinydlapalaczy.eu/wp-content/uploads/2015/01/64-palarnia-cena-by.jpg
Brrr...jak widzę coś takiego, i że będzie jeszcze gorzej to nie żałuję, że po 30 latach przestałem palić.
To jest jakoś  - upokarzające.
Cytuj
Mucha była chyba elementem testu - żywa czy nie, realna czy fantomowa, powinna być sterowana
Też tak się pomyślało.
Zwłaszcza że muchy ostatecznie były dwie - do tego odpadła osłona kabli wysokiego napięcia odsłaniając niezaizolowane żyły przewodów i jedna z much akurat pomiędzy te żyły postanowiła się wcisnąć z radosnym bzykiem :D I dopiero na takie truchełko spopielone, spowodowało zwarcie, trza było całą rakietę-makietę odpalać do 2 i więcej g. Cóż za dysproporcja w nakładzie sił i środków względem celu, czyli zdmuchnięcia kawałka popiołu, że nawiążę do wyjściowej przyjemności.  Ale tak - zadziałało.
Cytuj
Rok 1966 był bardzo dobrym rokiem, głównie z powodu moich narodzin, tak brzemiennych dla świata i Galaktyki.
;D Ty kocurze... ale może tak być, nie, że się narodziłeś, ale że w latach 60-tych za mało pożywki dla wyobraźni jeszcze było. Natomiast starczyło, by w kolosie rakiety (to już na pewno nie makieta), która trochę czasu już nieużywana, ze tak to delikatnie ujmę, przemieszkiwał kot. Znaczy resztki jedzenia musiały się tam walać, skoro przeżył (choć wychudzony) i nawet niespecjalnie interesował się białymi myszkami. Ba, liczne białe myszki przetrzymywano tam w klatce jako naturalny czujnik promieniowania. Obok geigerów, tak na wszelki wypadek chyba.  Choć akurat białe myszki, Terminus jakoś dokarmiał.
To i tak nic (głodny kot-białe myszki), przy tym, że Pirx ubrany w przemoczoną jesionkę, mając w ręku ciężką walizkę  i kapelusz na głowie - wdrapał się po zewnętrznej drabince-trapie na 6 piętro.
6 piętro (sic!) i nawet nie tego nie zauważył. Przed pustką kosmosu wejścia to rakiety broniła przerdzewiała żelazna klapa z przetartą uszczelką. Dał radę, choć  jakieś straty były, po opisanej przeprawie...kapelusz stracił fason (no, ale to od deszczu)
 
« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2018, 12:53:56 pm wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią

Q

  • YaBB Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 9212
  • Jego Induktywność
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #13 dnia: Luty 18, 2018, 12:58:07 pm »
Mnie bardziej uderzyło, że skoro ta rakieta stała na ziemi to znaczy, że umieli symulować nieważkość, czyli inaczej mówiąc wynaleźli antygrawitację. To rodzi się pytanie, na cholerę w takim razie były im silniki rakietowe i dlaczego latali przedpotopowymi rakietami jak Gagarin?

Chyba, że nie wynaleźli, a haubach testowanych kadetów czy gdzieś w rakiecie był jakiś BCI (w pierwszym wypadku coś w rodzaju clarke'owskiego BrainCapa z "3001..", w drugim - tych siatek na motyle z "Ostatniej podróży Ijona Tichego") i Pirx z Boerstem, tuż po tym jak w fotelach pilotów zasiedli, zostali przez kierujących egzaminem poddani fantomatyzacji.
W czasach, w których byle automat pokładowy może od niechcenia symulować w sobie osobowości poległych, to chyba żaden problem.

ps. Może by ten wątek awanasować do "Akademii..."?
« Ostatnia zmiana: Luty 18, 2018, 02:10:47 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

liv

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4249
    • Zobacz profil
Odp: Zawód pilota (Opowieści o pilocie Pirxie)
« Odpowiedź #14 dnia: Marzec 13, 2018, 12:12:29 am »
Była już lornetka, była mucha, był kot...czas na zegarek. Taki zwykły, na sprężynkę. Nakręcany.
Znaczy "odruch warunkowy", przeczytany.
Długie...z psychologizmami. Otóż Pirx ma problem - problem brzmi tak - jest za poczciwy!!!
To klamra która spina opowiadanie - ta poczciwość. Walczy z nią na różne sposoby, bo gdzie "Zdobywca Kosmosu" - poczciwy? Im bardziej walczy tym bardziej mu to mówią...dobry chłop...i poczciwy, a w porywach "szalenie poczciwy".
Co gorsza też dziewczęta.
Zdesperowany Pirx sięga zatem po broń atomową, coś, czego nie wybaczyłyby mu dzisiejsze Kingi, Pauliny, Agnieszki i Manuele - odprowadzając po potańcówce dziewczę hoże do domu "ocknął się w nim diabeł" i... i dał jej tego klapsa w tyłek...na pożegnanie. I to nawet mocnego.
Po czym uciekł.
A później dozgonnie unikał.
Gdy minęło później ale przed dozgonnie, dojrzalszy już o doświadczenie "macho", bez problemu dał radę w wannie deprywacyjnej, zdobył pierwsze miejsce i zasłużył na księżycową misję.
I na tym Księżycu, te zegarki.
Czy inna grawitacja ma wpływ na  mechanizm sprężynowy?
Bo nie to, że nie było innych - były, elektryczne, wiszące po ścianach, ale Pirx miał swój - tradycyjny, na ręku.
I takie oto zegarki odegrają swe rolexy w dalszej części, gdzie mamy do czynienia z zagadką śledczą.
Dwa trupy.
Kosmonautów w kombinezonach.
Wyszli na zewnątrz i zginęli.
A na rękach tradycyjne zegarki.
Jak na nie patrzyli przez te aluminia i folije?
Ważne te zegarki, bo wedle nich ustalono przebieg zdarzeń (później okaże się, błędny).
U jednego strzaskany cyferblat zatrzyma wskazówki na 12, choć nie wiadomo południowej, czy nocnej?
U drugiego, stanie już po śmieci gdyż jak odkryli po wnikliwych badaniach fachowcy na Ziemi, sprężynka do końca się rozkręciła.
I to jest dopiero Agata Christi...mieliśmy kota teraz do kompletu jest i trącona myszka (kryminału).
Pirx oczywiście zagadkę rozwiąże - wyjdzie, zaś błąd maszyny ratowany ludzką intuicją.
Zostawiając zegarki, wyskoczył też jeden ciekawy pomysł inżektorowy (w sensie warłamskim) - skafander do chodzenia po Łysym.
Pisałem o aluminiach i foliach ale nie... powłoka jest pojemnikiem z mas plastikowych z czymś pomiędzy - cieniutką szczeliną w której jest płyn - srebrny (aluminizowany) i czarny (nawęglany). W ustawieniu przodem do słońca dawał odbijające srebro, z tylu czerń. Plus pokrętło na wypadek zmiany kierunku marszu - wtedy płyn się przelewa - w tym momencie Pirx nie błysnął inteligencją i zadał bardzo głupie pytanie, widać każdemu się może zdarzyć.
Na koniec w nagrodę za rozwiązanie zagadki dowiedział się że - jest bystry i...zacny aż do poczciwości.  :)
https://i2.wp.com/www.luxmaniak.pl/wp-content/uploads/luxmaniak/2016/06/Bulova-Moonwatch_4.jpg?w=900&ssl=1
« Ostatnia zmiana: Marzec 13, 2018, 12:55:49 am wysłana przez liv »
Leniwy wałkoń i wielki waleń mozolnie zgłębiał tajemnice bytu, nazbyt głębokie dla wielkich wałkoni i leniwych waleni.
Winnie the Pooh -  o Wieloryba Polikarpia rozmowach ze śmiercią