Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10
21
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Czechofski dnia Październik 20, 2018, 11:54:51 am »
Cytuj
Wobec tego głupio tak pytać jak Ci idzie (żebyś nie uznał, że to jakieś ponaglanie-z-pogranicza-molestowania ;) ), ale w istocie ciekaw jestem jw. ;)
- Zapewniam że wszystko idzie dobrze ;-) Aktualnie jestem na etapie nauki nowego oprogramowania. Pomoże mi ono podnieść poziom ilustracji na wyższy poziom zachowując przy tym zupełnie nowy charakter. Proszę też pamiętać, że ilustracje powstają w późnych godzinach po powrocie z pracy która wysysa ze mnie całe zasoby graficzne niestety.. Bardzo ciężko jest pogodzić to wszystko jak już wspomniałem wyżej  :-\
22
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Październik 20, 2018, 08:40:13 am »
Na zdjęciu z całą pewnością nie widać sufitu nad miejscem, gdzie stał samobójca - zasady perspektywy to wykluczają. Stał bowiem tam, gdzie ma stopy. Nawet, gdyby stał tam, gdzie leży jego głowa, to na zdjęciu nie widać także tej części sufitu. Po drugie jak się przyjrzeć, to można ostrożnie domniemywać, że twarz ma bardzo zdeformowaną - być może brak nosa oraz odwinięte czoło - mówię o tym jasnym trójkącie skóry na prawo od oczodołu. Po trzecie tarcie pomiędzy stopką kolby strzelby a podłogą nie jest zerowe - a w tym wypadku prawdopodobnie spore, ponieważ zwykle tego typu strzelby mają gumową stopkę kolby amortyzującą strzał. Tak więc istnieje jakiś kąt, po wychyleniu do którego strzelba nie odjedzie. Możliwe też, a nawet prawdopodobne, że miał strzelbę ze składaną kolbą (musiał ją wnieść na teren szkoły) - mógł więc kucnąć trzymając ją między nogami. Poza tym dynamiczna część odrzutu trwa do chwili wylotu pocisku z lufy - a więc przebiega w czasie, kiedy samobójca żyje. Książka spadła na niego, kiedy poleciał na regał. Ja tam nie widzę żadnego upozowania. Ludzie lecą w takiej sytuacji fizjologicznie, układają się, zwykle mają równiutko właśnie złożone nogi.
23
Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Stanisław Remuszko dnia Październik 20, 2018, 03:46:39 am »
Mam taki specjalny alarm podłączony do Forum, który piszczy i błyska, gdy dzieje się coś niezwykłego. Otóż poprzedni mój wpis, ten z 21:09:34, został uczyniony przy stanie licznika 59 863. Teraz alarm mnie obudził, wstaję, włączam kompa, a tutaj 62 955. Oznacza to 3092 wizyty w ciągu niespełna sześciu godzin. Na moje dziesięcioletnie doświadczenie forumowe, to jest Rekord Wszechczasów!

R.
24
Hyde Park / Odp: Pytam:
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Październik 20, 2018, 02:51:12 am »
Zastanawialiśmy się tu czy Lem inspirował się "Gundamem", teraz ktoś sądzi, że kolejna inkarnacja "Gundama" inspiracje z Mistrza czerpie:
https://www.forbes.com/sites/olliebarder/2018/10/14/gundam-00-awakening-of-the-trailblazer-blu-ray-review-gundam-through-the-lens-of-stanislaw-lem/

Kółeczko? ;)
25
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Październik 20, 2018, 12:24:00 am »
Tradycyjnie stawia się strzelbę na podłodze pionowo, więc nigdzie nie odjeżdża.
Hm...jeśli strelałeś kiedykolwiek ze strzelby kalibru 12, wiesz zapewne, że taka broń ma dość silny odrzut. Bardzo silny. Zdolny łatwo złamać obojczyk. Więc moim zdaniem, wystarczy nawet małego odchylenia strzelby od pionu, a poleci do przeciwległego kątu pokoju.

Cytuj
Nie widać drugiej strony głowy, może jej nie mieć.
Och, trudno mi o tym mówić, maźku... Proszę popatrzeć na lewe zdjęcie, tam gdzie regal na książki. Na fotce dobrze widać sufit nad strzelcem. I on jest czysty. A musiałby być...brudny, gdyby chłopak nie miał połowy głowy. Przynajmniej musiałby być ślad po uderzeniu ładunku śrutu i osmalenia gazami prochowymi.


Dziwnie tak książka spadła,  akurat z najwyższej półki, jest tam wolny stojak, więc pewnie z niego. Z takiej wysokości powinna się raczej odbić, kartkami roztrzepać, a tu zległa jak w kojcu  na przełęczy tułowia i łokcia nieżywego. Wydaje mi się, że z tej wysokości spadłaby szybciej, gdyby od kuli (śrutu?) niż ciało przyjęłoby pozycję stabilnie leżącą by mogla tak na nim zlec.
Zgadzam się z Tobą, livie. Mi też się wydaje, że ciało zostało upozowane. Argument z książką uważam za istotny. To tylko w kiepskich filmach trafiony kulą w serce lub w głowę od razu pada i pozostaje nieruchomy. W rzeczywistości ciało przez pewny czas wstrząsają dość silne konwulsje przedśmiertne.

Cytuj
Pewnie kluczowe byłyby motywy - ale ba.
Otóż to. Qui prodest? Czy to rzeczywiście eksces psychopaty, czy też akcja splanowana i przeprowadzona przez, khhmm, „fachowców”? Nie wiem...
Wątpliwości pozostają nadal.
26
Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Stanisław Remuszko dnia Październik 19, 2018, 10:09:34 pm »
To mam jeszcze taka przedwyborczą autentyczną ciekawostkę:

Andrzeju Drogi, czołem i cześć,
Poniżej jest cytat. Natknąłem się nań zupełnym przypadkiem.
Co byś zrobił na moim miejscu?
Staszek
 
http://www.binek.pl/r06.html
 
W ogóle Remuszko był uczulony na sprawy lustracji ludzi opozycji w PRL, współpra­cujących z SB, gdyż sam przez rok, w okresie dojścia Gomułki do władzy, był na usługach SB, informując o nastrojach w środowisku studenckim. Otrzymał za to kilka razy, na zachę­tę, po kilkaset złotych. Póź­niej zaangażował się w działalności NSZZ „Solidarność” w 1981 r., a zwłaszcza w 1989 r. Gdy jednak zaczęto już w latach III RP coraz bardziej domagać się lu­stracji osób publicznych, zrozumiał, ze nie ma szans na karierę polityczną i wycofał się z wszelkich funkcji politycznych. Przyjął te samoograni­czenia z pokorą i zrozumieniem,.choć dziwił się dlaczego miałby odpowiadać za swój niewielki błąd mło­dzieńczy, popełniony 35 lat wcześniej, z którego zresztą nie zdawał sobie ongiś sprawy. Gdyby po­pełnił wtedy na przy­kład morderstwo, objęty byłby już amnestią.


Kumpel (Andrzej) odpowiedział, ale jakiej rady udzieliliby mi Państwo internauci lemofilscy trzystuczterdziestokrotni ostatniodobowo?

TW "R"
27
Forum po polsku / Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Październik 19, 2018, 09:37:43 pm »
Biblia i technologia? Ładnie się to z tym, o czym piszę w dyskusji "o 'Summie...'" splotło ;). Przy czym zastanawiam się skąd ów DR przed nazwiskiem Lema - forma grzecznościowa związana z nabytym (acz nieukończonym) wykształceniem medycznym (w końcu lekarzom się u nas zwykle doktoruje), czy efekt redaktorskiego przekonania, że jak kto mądry, to ani chybi z doktoratem (przypomina mi się jak na liście uczestników jednej konferencji figurowałem - w wyniku kreatywnego myślenia jej obsługi - jako doktor inżynier, co z dość ostrą ironią sprostowałem).
28
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae], czyli wszystkoizm stosowany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Październik 19, 2018, 09:20:35 pm »
Ekhm...odpowiem tak: ani mi się śni kwestionować wiedzę naukową. Właśnie po co bym to robił? Cóż to ja, z dęba spadłem czy co? :)

A to ok. Myślałem, żeś spadkobierca Pyrrona i Sekstusa (który - choć wątpił w poznawalność - uprawiał jednak medycynę ;) ). Jednakże skoro Twój sceptycyzm poznawczy dotyczy jeno spraw metafizycznych, to stoimy na wspólnym gruncie, różniąc się tylko wnioskami.

Może mylę się, ale nie sądzę, by kiedykolwiek udało się metodą naukową dowieść lub zaprzeczyć istnienie Boga. A Ty jak sądzisz, Q?

Nie wiem, prawdę mówiąc (także dlatego, że nie wiem jakiego Boga masz na myśli, jakiegokolwiek Kreatora, czy istotę tak doskonałą//potężną, jak zakładają niektóre religie/filozofie). Niewątpliwie jednak postęp badań naukowych sfalsyfikował niektóre wyobrażenia bóstw(a) - choćby wariant z superludźmi ucztującymi na Olimpie i robiącymi dzieci greckim królewnom. I tu - mimo całej politycznej otoczki - nie odrzucałbym tak łatwo argumentu z Gagarina, w końcu będąc na miejscu owego pilota-kosmonauty (niewątpliwie jednej z najważniejszych postaci w historii ludzkości skądinąd) trudniej byłoby pozostać płaskoziemcem np. (Zresztą zazębia się ta sprawa z problemem tzw. Boga dziur, bo przecież lot Востока-1, a tym bardziej Восхода-2, zatkał jednak pewną niszę i pokazał, że trzeba dla Boga szukać kolejnej, już nie tuż nad głową, jak w czasach Dantego.)
Z drugiej strony postęp inżynieryjny może też niektóre formy boskości - w pewnym sensie - uprawomocniać: jeśli będziemy zdolni dokonywać technologicznych cudów postulowanych w "Summie...", będziemy tym samym wiedzieć, że owe - boskie dla naszych przodków - wyczyny są możliwe. Jeśli zbudujemy Sztuczną Inteligencję potężniejszą intelektem niż my, będziemy mogli sądzić, że i ona jest w stanie coś mędrszego od siebie zbudować, i na końcu takiego łańcucha można sobie - jak Tipler - wyobrazić Boga przez mniejsze lub większe B. Z drugiej strony... to co da się poddać bieżącej inżynierskiej refleksji ulegnie z automatu desakralizacji (bo jeśli np. zmienisz wodę w wino w adekwatnym kuchennym urządzeniu, trudno będzie widzieć w umiejętności dokonywania takich transformacji coś nadzwyczajnego).

Moim zdaniem (i nie tylko moim), za istnieniem Kreatora przemawia m.in. naukowy fakt, że świat miał swój początek w czasie, mniej więcej 14 miliardów lat temu. Czyli powstanie świata jest skutkiem, a przyczyna znajduje się poza jego granicami. Ale uświadamiam sobie, że ten fakt bynajmniej nie jest dowodem.

Skoro przyznajesz, że nie jest to bynajmniej dowodem (czyli sam umieszczasz swoją? wiarę w kategorii niepewnych domysłów) nie mam z nią problemu.

Co więcej, mam duże wątpliwości co do tego, czy uda się ludziom kiedykolwiek wyczerpać nawet nasz świat w równaniach. Skonstruować Ostateczną Teorię Wszystkiego, całkowicie podporządkować sobie siły natury na skali wszechświata. Też chyba kwestia wiary. Wiary w naukę, w jej potęgę.

Z drugiej strony... Widać, że dążenie do stworzenia takiej teorii towarzyszy - i jak się zdaje towarzyszyć będzie - nam (jako gatunkowi, albo i więcej niż tylko gatunkowi, jako ew. kolejnym formom Rozumu) przez wieki. I niezależnie od tego czy się uda, już choćby dla samych efektów uzyskiwanych po drodze podejmować takie trudy warto.
Swoją drogą: czy wszechświat (czy też multiversum), który da się poznawać w nieskończoność, nigdy nie dochodząc do ostatecznych konkluzji, nie byłby fajniejszy od wszechświata, który da się poznać do końca? Ten drugi na dłuższą metę okazałby się równie nudny i frustrujący, co taki, który da się poznać tylko do pewnego momentu, bo dalej - ściana. (Zahaczamy tu zresztą poniekąd o tezy, które Mistrz włożył w usta - a raczej dzioby - Xiraxa i Rahamasteraxa.)

Co do użycia komputerów i innego nowoczesnego sprzętu. Wydaje się, uważasz, że wierzące muszą koniecznie kwestionować wiedzę naukową i rezygnować z użycia jej owoców? Tak jakby rozwój technologii i postępy nauki są dowodem na nieistnienie Boga?

Zasadniczo nie tyle uderzałem w wierzących (jeśli traktują swoją wiarę jako prywatny naddatek do empiriokrytycyzmu to niech im tam.. znajdzie się miejsce dla Arago w załodze), ile w wyznawców sceptycyzmu i kompletnego relatywizmu poznawczego, solipsystów i zwolenników idealistycznego racjonalizmu filozoficznego, którzy wytwory własnej fantazji mylą z faktami.

Jeśli wierzyć Corcoranowi (i Lemowi), nie pozwalają nawet teoretycznie.
On bada swój świat, jednakże nigdy – rozumie pan, nigdy nie domyśli się nawet, że jego świat nie jest realny, że traci czas i siły na zglębianiu tego, co jest serią bębnów z nawiniętą taśmą filmową...
Zeby tego dojść, musiałby wyjść na zewnątrz swojej żelaznej skrzyni, to jest samego siebie, i przestać myśleć swoim mózgiem...


Proszę zauważyć - do prawdziwego wniosku o swojej wskrzyniowości doszedł u Lema nie Uczony, tylko Wariat. Idąc nie tropem nauki, a raczej...hm...filozofii...

Zwróć jednak uwagę, że symulacja z w/w opowiadania Lema była b. prosta - zawierała kilka sztucznych rozumów i doklejony do nich kawałek fantomatycznego świata. W dodatku zbudowana tak, że Uczony nie miał szansy na dorobienie się uczniów (o ile mu jakich Corcoran nie dobuduje) i tym samym niemożliwe było znaczące przekroczenie przez wskrzyniowych - drogą kolejnych badań - bazowego poziomu wiedzy, który był im dany. Tymczasem z "Cyberiady" znamy przykłady podobnie tworzonych istot, które a to się z trurlowych szkiełek na niepodległość wyrwały, a to Eksyliusza wykończyły. Dlatego mówię, że nie da się tego ocenić nie znając w/w parametrów (oraz stojących za nimi intencji, rozmachu i zdolności ewentualnego Kreatora). A skoro tak - lepiej jest poznawać, niż nie poznawać, choćby na wszelki wypadek.

Niekiedy mam uczucie, że rzeczywiście wszystko to diabła warte – nawet gdy wcale nie chodzi o stosunek do emocji ;)

Niemniej... nadal nie wiem dlaczego akurat stan emocjonalny subiektywnie odbierany jako pozytywny miałby być Twoim zdaniem tak kluczowy?

Moim zdaniem, to również przejaw naiwności – tym razem „religijnej”. Usilowanie udowodnić to, czego z zasady udowodnić niepodobna.

A może jednak również efekt świadomości, że tylko to, co udowodnione naukowo da się - choć trochę - traktować jako pewnik?

Czlowiek musi żyć. Musi być szczęśliwy.

Spytam raz jeszcze: dlaczego musi być szczęśliwy? I tu - po pierwsze - chciałbym Ci przypomnieć zdanie "Doszczęśliwiony w nieszczęściu upatruje szczęście swoje" (z "Kobyszczęcia" - tak to chyba odmieniać wypadnie), po drugie zaś odwołać się do wyników eksperymentu Oldsa i Milnera:
http://www.wadsworth.com/psychology_d/templates/student_resources/0155060678_rathus/ps/ps02.html
Owszem, późniejsze badania pokazały, że nie jest to wszystko tak proste, jak im się zdawało:
http://www.discoverymedicine.com/Morten-L-Kringelbach/2010/06/25/the-functional-neuroanatomy-of-pleasure-and-happiness/
Jednak, zanim ta konkluzja nadeszła, nie pojawiły się jakoś tłumy chętnych zażyć elektrodowego szczęścia. Nie było grup nacisku domagających się by każdemu chętnemu stosowną blaszkę wszczepić.

Wszystko dobrze, ale nie do końca rozumiem, dlaczego te obawy prof. Hawkinga są uważane za przedśmiertne.

Nazwałem je tak z pewną ironią, by tym samym zasugerować, że odbieram je raczej jako objawy właściwego wielu starcom - nawet wybitnym - asekuranctwa i pesymizmu. (Skąd i do Pierwszego Prawa Clarke'a w sumie niedaleko.)

Znaczy, prędzej czy później nauka pochłonie kulturę razem ze sztuką i innymi sferami życia i działalności człowieka? Nie wiem jak Ciebie, a mnie ogarnia zgroza, gdy myślę o podobnej przyszłości ludztwa... ludzkości :o
Zapewne jestem zaskorupiałym ciemniakiem, ale cieszę się, że będę witał tę przyszłość, leżąc w trumnie.

A ja znów rzekłbym, że wstrzymam się od oceny, bo wszystko zależy od efektów owego ew. pochłonięcia. Przy czym mam wrażenie, ze Lemowi/Klopperowi niezupełnie o to chodziło, raczej o to, że postęp wiedzy naukowej jest walcem rozjeżdżającym różne właściwe dla tradycyjnej kultury wyobrażenia. Bo jak np. snuć serio rozważania o szczęściu, kiedy się okaże, że wystarczy stosowną wajchę nacisnąć. I tu Krzeczotek z prolaktyną wkracza:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=600.msg30367#msg30367

Przytoczyłem obfite cytaty, idę teraz sprawdzić stan zdrowia moich kotków :)

Moje (niektóre) ostatnio ciut poprzeziębiane, ale jedne już wyleczone, inne zaraz kurację kończą ;).
29
Forum po polsku / Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Ostatnia wiadomość wysłana przez lemolog dnia Październik 19, 2018, 09:14:04 pm »
Anegdota XXVI
19 marca 1965 r.
30
Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Stanisław Remuszko dnia Październik 19, 2018, 09:07:08 pm »
To bardzo miłe, ale jeszcze bardziej niepojęte. W ciągu ostatnich 24 godzin odwiedzono moje podwórko 340 razy. Dlaczego?
Tak czy inaczej - serdecznie dziękuję :-)

R.
Strony: 1 2 [3] 4 5 ... 10