Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Q

Strony: [1] 2 3 ... 629
1
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« dnia: Dzisiaj o 07:51:38 pm »
A tymczasem nowojorskie ulice roboty patrolują:
https://newyork.cbslocal.com/2018/10/16/knightscope-robot-security-patrol/


2
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« dnia: Dzisiaj o 07:29:53 pm »
"His Master's Voice" movie

Cieszę się, że komuś Lema chce się kręcić, technicznie wygląda to przyzwoicie... ale... zrobić z "Głosu Pana" jakiś thriller o UFO-konspiracji, z Flynnem juniorem ;) szukającym prawdy o ojcu i basenowymi orgiami... Hmmm...

3
Hyde Park / Odp: no nie mogę...
« dnia: Dzisiaj o 12:00:23 am »
...co* też ludziom na pola spada:
https://www.fresnobee.com/news/local/article220259570.html

* zbiornik paliwa satelity Iridium, mianowicie

4
Hyde Park / Odp: Pytam:
« dnia: Październik 20, 2018, 02:51:12 am »
Zastanawialiśmy się tu czy Lem inspirował się "Gundamem", teraz ktoś sądzi, że kolejna inkarnacja "Gundama" inspiracje z Mistrza czerpie:
https://www.forbes.com/sites/olliebarder/2018/10/14/gundam-00-awakening-of-the-trailblazer-blu-ray-review-gundam-through-the-lens-of-stanislaw-lem/

Kółeczko? ;)

5
Forum po polsku / Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« dnia: Październik 19, 2018, 09:37:43 pm »
Biblia i technologia? Ładnie się to z tym, o czym piszę w dyskusji "o 'Summie...'" splotło ;). Przy czym zastanawiam się skąd ów DR przed nazwiskiem Lema - forma grzecznościowa związana z nabytym (acz nieukończonym) wykształceniem medycznym (w końcu lekarzom się u nas zwykle doktoruje), czy efekt redaktorskiego przekonania, że jak kto mądry, to ani chybi z doktoratem (przypomina mi się jak na liście uczestników jednej konferencji figurowałem - w wyniku kreatywnego myślenia jej obsługi - jako doktor inżynier, co z dość ostrą ironią sprostowałem).

6
Ekhm...odpowiem tak: ani mi się śni kwestionować wiedzę naukową. Właśnie po co bym to robił? Cóż to ja, z dęba spadłem czy co? :)

A to ok. Myślałem, żeś spadkobierca Pyrrona i Sekstusa (który - choć wątpił w poznawalność - uprawiał jednak medycynę ;) ). Jednakże skoro Twój sceptycyzm poznawczy dotyczy jeno spraw metafizycznych, to stoimy na wspólnym gruncie, różniąc się tylko wnioskami.

Może mylę się, ale nie sądzę, by kiedykolwiek udało się metodą naukową dowieść lub zaprzeczyć istnienie Boga. A Ty jak sądzisz, Q?

Nie wiem, prawdę mówiąc (także dlatego, że nie wiem jakiego Boga masz na myśli, jakiegokolwiek Kreatora, czy istotę tak doskonałą//potężną, jak zakładają niektóre religie/filozofie). Niewątpliwie jednak postęp badań naukowych sfalsyfikował niektóre wyobrażenia bóstw(a) - choćby wariant z superludźmi ucztującymi na Olimpie i robiącymi dzieci greckim królewnom. I tu - mimo całej politycznej otoczki - nie odrzucałbym tak łatwo argumentu z Gagarina, w końcu będąc na miejscu owego pilota-kosmonauty (niewątpliwie jednej z najważniejszych postaci w historii ludzkości skądinąd) trudniej byłoby pozostać płaskoziemcem np. (Zresztą zazębia się ta sprawa z problemem tzw. Boga dziur, bo przecież lot Востока-1, a tym bardziej Восхода-2, zatkał jednak pewną niszę i pokazał, że trzeba dla Boga szukać kolejnej, już nie tuż nad głową, jak w czasach Dantego.)
Z drugiej strony postęp inżynieryjny może też niektóre formy boskości - w pewnym sensie - uprawomocniać: jeśli będziemy zdolni dokonywać technologicznych cudów postulowanych w "Summie...", będziemy tym samym wiedzieć, że owe - boskie dla naszych przodków - wyczyny są możliwe. Jeśli zbudujemy Sztuczną Inteligencję potężniejszą intelektem niż my, będziemy mogli sądzić, że i ona jest w stanie coś mędrszego od siebie zbudować, i na końcu takiego łańcucha można sobie - jak Tipler - wyobrazić Boga przez mniejsze lub większe B. Z drugiej strony... to co da się poddać bieżącej inżynierskiej refleksji ulegnie z automatu desakralizacji (bo jeśli np. zmienisz wodę w wino w adekwatnym kuchennym urządzeniu, trudno będzie widzieć w umiejętności dokonywania takich transformacji coś nadzwyczajnego).

Moim zdaniem (i nie tylko moim), za istnieniem Kreatora przemawia m.in. naukowy fakt, że świat miał swój początek w czasie, mniej więcej 14 miliardów lat temu. Czyli powstanie świata jest skutkiem, a przyczyna znajduje się poza jego granicami. Ale uświadamiam sobie, że ten fakt bynajmniej nie jest dowodem.

Skoro przyznajesz, że nie jest to bynajmniej dowodem (czyli sam umieszczasz swoją? wiarę w kategorii niepewnych domysłów) nie mam z nią problemu.

Co więcej, mam duże wątpliwości co do tego, czy uda się ludziom kiedykolwiek wyczerpać nawet nasz świat w równaniach. Skonstruować Ostateczną Teorię Wszystkiego, całkowicie podporządkować sobie siły natury na skali wszechświata. Też chyba kwestia wiary. Wiary w naukę, w jej potęgę.

Z drugiej strony... Widać, że dążenie do stworzenia takiej teorii towarzyszy - i jak się zdaje towarzyszyć będzie - nam (jako gatunkowi, albo i więcej niż tylko gatunkowi, jako ew. kolejnym formom Rozumu) przez wieki. I niezależnie od tego czy się uda, już choćby dla samych efektów uzyskiwanych po drodze podejmować takie trudy warto.
Swoją drogą: czy wszechświat (czy też multiversum), który da się poznawać w nieskończoność, nigdy nie dochodząc do ostatecznych konkluzji, nie byłby fajniejszy od wszechświata, który da się poznać do końca? Ten drugi na dłuższą metę okazałby się równie nudny i frustrujący, co taki, który da się poznać tylko do pewnego momentu, bo dalej - ściana. (Zahaczamy tu zresztą poniekąd o tezy, które Mistrz włożył w usta - a raczej dzioby - Xiraxa i Rahamasteraxa.)

Co do użycia komputerów i innego nowoczesnego sprzętu. Wydaje się, uważasz, że wierzące muszą koniecznie kwestionować wiedzę naukową i rezygnować z użycia jej owoców? Tak jakby rozwój technologii i postępy nauki są dowodem na nieistnienie Boga?

Zasadniczo nie tyle uderzałem w wierzących (jeśli traktują swoją wiarę jako prywatny naddatek do empiriokrytycyzmu to niech im tam.. znajdzie się miejsce dla Arago w załodze), ile w wyznawców sceptycyzmu i kompletnego relatywizmu poznawczego, solipsystów i zwolenników idealistycznego racjonalizmu filozoficznego, którzy wytwory własnej fantazji mylą z faktami.

Jeśli wierzyć Corcoranowi (i Lemowi), nie pozwalają nawet teoretycznie.
On bada swój świat, jednakże nigdy – rozumie pan, nigdy nie domyśli się nawet, że jego świat nie jest realny, że traci czas i siły na zglębianiu tego, co jest serią bębnów z nawiniętą taśmą filmową...
Zeby tego dojść, musiałby wyjść na zewnątrz swojej żelaznej skrzyni, to jest samego siebie, i przestać myśleć swoim mózgiem...


Proszę zauważyć - do prawdziwego wniosku o swojej wskrzyniowości doszedł u Lema nie Uczony, tylko Wariat. Idąc nie tropem nauki, a raczej...hm...filozofii...

Zwróć jednak uwagę, że symulacja z w/w opowiadania Lema była b. prosta - zawierała kilka sztucznych rozumów i doklejony do nich kawałek fantomatycznego świata. W dodatku zbudowana tak, że Uczony nie miał szansy na dorobienie się uczniów (o ile mu jakich Corcoran nie dobuduje) i tym samym niemożliwe było znaczące przekroczenie przez wskrzyniowych - drogą kolejnych badań - bazowego poziomu wiedzy, który był im dany. Tymczasem z "Cyberiady" znamy przykłady podobnie tworzonych istot, które a to się z trurlowych szkiełek na niepodległość wyrwały, a to Eksyliusza wykończyły. Dlatego mówię, że nie da się tego ocenić nie znając w/w parametrów (oraz stojących za nimi intencji, rozmachu i zdolności ewentualnego Kreatora). A skoro tak - lepiej jest poznawać, niż nie poznawać, choćby na wszelki wypadek.

Niekiedy mam uczucie, że rzeczywiście wszystko to diabła warte – nawet gdy wcale nie chodzi o stosunek do emocji ;)

Niemniej... nadal nie wiem dlaczego akurat stan emocjonalny subiektywnie odbierany jako pozytywny miałby być Twoim zdaniem tak kluczowy?

Moim zdaniem, to również przejaw naiwności – tym razem „religijnej”. Usilowanie udowodnić to, czego z zasady udowodnić niepodobna.

A może jednak również efekt świadomości, że tylko to, co udowodnione naukowo da się - choć trochę - traktować jako pewnik?

Czlowiek musi żyć. Musi być szczęśliwy.

Spytam raz jeszcze: dlaczego musi być szczęśliwy? I tu - po pierwsze - chciałbym Ci przypomnieć zdanie "Doszczęśliwiony w nieszczęściu upatruje szczęście swoje" (z "Kobyszczęcia" - tak to chyba odmieniać wypadnie), po drugie zaś odwołać się do wyników eksperymentu Oldsa i Milnera:
http://www.wadsworth.com/psychology_d/templates/student_resources/0155060678_rathus/ps/ps02.html
Owszem, późniejsze badania pokazały, że nie jest to wszystko tak proste, jak im się zdawało:
http://www.discoverymedicine.com/Morten-L-Kringelbach/2010/06/25/the-functional-neuroanatomy-of-pleasure-and-happiness/
Jednak, zanim ta konkluzja nadeszła, nie pojawiły się jakoś tłumy chętnych zażyć elektrodowego szczęścia. Nie było grup nacisku domagających się by każdemu chętnemu stosowną blaszkę wszczepić.

Wszystko dobrze, ale nie do końca rozumiem, dlaczego te obawy prof. Hawkinga są uważane za przedśmiertne.

Nazwałem je tak z pewną ironią, by tym samym zasugerować, że odbieram je raczej jako objawy właściwego wielu starcom - nawet wybitnym - asekuranctwa i pesymizmu. (Skąd i do Pierwszego Prawa Clarke'a w sumie niedaleko.)

Znaczy, prędzej czy później nauka pochłonie kulturę razem ze sztuką i innymi sferami życia i działalności człowieka? Nie wiem jak Ciebie, a mnie ogarnia zgroza, gdy myślę o podobnej przyszłości ludztwa... ludzkości :o
Zapewne jestem zaskorupiałym ciemniakiem, ale cieszę się, że będę witał tę przyszłość, leżąc w trumnie.

A ja znów rzekłbym, że wstrzymam się od oceny, bo wszystko zależy od efektów owego ew. pochłonięcia. Przy czym mam wrażenie, ze Lemowi/Klopperowi niezupełnie o to chodziło, raczej o to, że postęp wiedzy naukowej jest walcem rozjeżdżającym różne właściwe dla tradycyjnej kultury wyobrażenia. Bo jak np. snuć serio rozważania o szczęściu, kiedy się okaże, że wystarczy stosowną wajchę nacisnąć. I tu Krzeczotek z prolaktyną wkracza:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=600.msg30367#msg30367

Przytoczyłem obfite cytaty, idę teraz sprawdzić stan zdrowia moich kotków :)

Moje (niektóre) ostatnio ciut poprzeziębiane, ale jedne już wyleczone, inne zaraz kurację kończą ;).

7
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Październik 18, 2018, 10:15:14 am »
Zwiastun nowego filmu SF - "Prospect":

I drobne info o tymże:
https://www.imdb.com/title/tt7946422/

Prawdę mówiąc po fabule nie spodziewam się nic dobrego, ale zwrócił moją uwagę klimat (planeta ziemiopodobna*, ale skafandry i z grubsza zachowywane astronautyczne procedury, co z takim np. "Małyszem" Strugackich z miejsca się kojarzy).

* Jasne, z oszczędności... :P

ps. Czas jakiś temu obejrzałem sobie starwarsową produkcję pt. "Solo" i jest to całkiem przyjemny filmik (taka kopia kina nowoprzygodowego lat '80 z dość bezbarwnymi bohaterami - Lando najlepszy, ale Glover nie jest Williamsem, wypada toporniej, przerysowuje; Qi'ra  może by fajna była, gdyby dali Clarke co do zagrania, a nie tylko kazali nam przyjąć, że to zła kobieta była; Beckett ma za mało charyzmy jak na mentora; główny gangster nie wiadomo w sumie po co jest i w co gra, owszem, Jabba też był plaski, ale osobowość wygląd mu robił), który nie ma tak słabych momentów jak "The Last Jedi" (choć i nie nadrabia wizualnie jak tamten), tylko zupełnie nie czuć, że o lucasowym Hanie opowiada, prędzej już by człowiek uwierzył, że o Malu Reynoldsie (i ten drobiazg wystarcza, by zdyskwalifikować całość)*.

* Choć prawdą jest również, że jak już sobie ów człowiek wmówi, że ten Solo to tamten Solo, i jeszcze wpasuje fabułę nowej Star Wars Story w stary kanon wedle rozpiski, którą pewien spec od gwiezdnowojennej chronologii przygotował (co trochę jej odbiór poprawia, bo dodaje kilka zabawnych twistów), to zaczyna biednemu protagoniście współczuć, że tak bardzo przechlapane miał, i tym bardziej wkurzać się na Abramsa, że go jeszcze na koniec złamał i uśmiercił...

8
Hyde Park / Odp: Fakty medialne
« dnia: Październik 18, 2018, 09:41:18 am »
Kolejna przymiarka do oświetlania satelitami, z ostrożności daję tu*:
https://www.rp.pl/Kosmos/181019245-Chiny-Sztuczny-ksiezyc-zastapi-miejskie-latarnie.html

* Co nie znaczy, że idea jest nierealna, wszyscy zapewne pamiętamy satelitę-zwierciadło noszącego imię Знамя 2:
http://www.edu.pe.ca/gray/class_pages/krcutcliffe/physics521/17reflection/articles/Znamya%20Space%20Mirror.htm

ps. U Adama Cebuli coś dość podobnego zwało się Pierwszą Gwiazdką i oświetlało - co prawda słabiej - większy obszar, niż tu planują ;).

9
Forum po polsku / Odp: Wokół Lema się dzieje
« dnia: Październik 16, 2018, 11:34:59 pm »
Wokół Lema, acz na luźniejszej orbicie... Wspominany tu wielokroć z niejaką estymą Maciej Płaza, znany nam głownie jako autor pracy "O poznaniu w twórczości Stanisława Lema", otrzymał właśnie Angelusa 2018 za powieść "Robinson w Bolechowie":
http://angelus.com.pl/2018/10/maciej-plaza-laureatem-angelusa-2018/

Chyba wypadnie wziąć się za tego "Robinsona...", choćby w poszukiwaniu ewentualnych podskórnych nawiązań do Mistrza.

ps. Dwie recenzje w/w:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/ksiazki/1728842,1,recenzja-ksiazki-maciej-plaza-robinson-w-bolechowie.read
http://wyborcza.pl/7,75517,22847981,robinson-w-bolechowie-macieja-plazy-powiesc-dla-tych-ktorzy.html

10
Forum po polsku / Odp: Dzienniki gwiazdowe - ilustracje by Czechofski
« dnia: Październik 16, 2018, 04:43:21 pm »
Chciałbym poświęcać temu dużo więcej czasu, niestety praca i obowiązki z nią związane bardzo mnie ograniczają (jeśli chodzi o prace nad Dziennikami of kors ;) ). Czasami zaginam czasoprzestrzeń mam wrażenie.

Wobec tego głupio tak pytać jak Ci idzie (żebyś nie uznał, że to jakieś ponaglanie-z-pogranicza-molestowania ;) ), ale w istocie ciekaw jestem jw. ;)

11
Hyde Park / Odp: POWRÓT DO ZMYSŁÓW DRACO VOLANTUSA
« dnia: Październik 16, 2018, 04:31:45 pm »
wszystko co wymieniłeś to śmieci

W co najmniej dwu wypadkach bym się zasadniczo zgodził, ale jeśli tak, to czemu - najbardziej śmieciowe z nich - komiksy pamiętam (skoro, jak twierdzisz, takie rzeczy się zapomina)? ;)

jedyna dobra rzecz w la recherche du temps perdu to nadklasa unreliable narrator wyniesiona do takiego poziomu że już nikt nigdy jej nie osiągnie

Powiedziałeś jak Franc Fiszer o prostocie kawioru jako dania (pomijam, że różne są kawiory - w wypadku czarnego stanowczo podpisałbym się pod jego słowami, za to biały - niejadalny).

12
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Październik 15, 2018, 09:26:02 pm »
Ja to odebrałem na zasadzie "wyżej własnego wiadomo czego nie podskoczysz". W tym znaczeniu, że układ o danym stopniu skomplikowania może pojąć i opisać układy o niższym stopniu skomplikowania, ale już nie siebie.

Zaraz, a to się nie gryzie przypadkiem z - postulowaną w dwu sążnistych paragrafach (z których pierwszy zatytułowany jest wprost "Badaj mózg, głupcze!") - priorytetowością badań nad mózgiem? Przecież jeśli się je ma prowadzić, to chyba po to, by zrozumieć siebie (w tym: własne mechanizmy rozumienia).

Nawiasem: niekoniecznie zgodziłbym się z utożsamieniem - jakie prof. Spałek czyni - pomiędzy "niezgodnością z intuicją życiową", a niemożnością zrozumienia. Dlaczego niby owa intuicja ma być wyznacznikiem czegokolwiek? Skoro matematyka i wyniki obserwacji się zgadzają, to w czym problem? Intuicyjne przyswojenie faktu kulistości Ziemi, czy rozmiarów Wszechświata, też prawdopodobnie możliwości niejednego ludzkiego mózgu przerasta (stąd wysyp płaskoziemców), i co z tego?

13
Forum po polsku / Odp: O Lemie napisano
« dnia: Październik 15, 2018, 08:05:44 pm »
chaotyczny, co już ktoś w komentarzach zauważył. I jakby optymistyczny na siłę.

No, taki wszystkoistyczny, że do dyskusji o "Summie..." by nam pasował ;), ale dlaczego zaraz 'na siłę'? Mało to już takich kryzysów Nauka przeszła? Weźmy poszukiwania kamienia filozoficznego... Nie tylko znaleźć nie dało rady (co rozmaite jednostkowe marzenia o nieśmiertelności czy skarbcu pełnym złota pogrzebało), ale i cała alchemia poszła do demontażu. A czy zahamowało to postęp wiedzy?
Trudno też zapomnieć jak w "Starej Ziemi" Żuławski biadał, że fizyka do ściany doszła, i tylko się rozpłynąć w nirwanie zostaje, czynił to zaś w momencie, w którym Einstein właśnie OTW szlifował.
Profesor ma rację - jak od tej strony się pewnych zjawisk nie ugryzie, to się podejdzie od innej. I nawet mi się ten jego program podoba - skoro nasz mózg pewnych zjawisk nie ogarnia, to się zbuduje taki, który da temu radę (jak nie dziś, to za tysiąclecie). B. a propos GOLEM-a, którego imienia tu wzywacie ;). Zgodziłbym się też z nim, że fizyczna abstrakcja musi na nowo spleść się z praktyką, choć dziwię się, że stwierdził, iż nie wie jak to zrobić, bo przecież w poprzednim akapicie sam pisał o implementacji (na przykładzie nadprzewodników).

14
Moim zdaniem, Ty stawisz znak rowności między prawdą a wiedzą naukową. Nie upieram się, może masz słuszność, ale to trzeba dowieść.

Dowieść? Ale na jakiej płaszczyźnie? Naszego tu dzielenia włosa na czworo i bicia piany, czy na płaszczyźnie tego, że kwestionujesz wiedzę naukową używając sprzętu (nie wiem czy to komputer, telefon, czy tablet) w oparciu o tąż wiedzę skonstruowanego czyli jednak - nolens czy volens - nie tyle jej prawdziwość zakładasz, ile zwyczajnie widzisz ;).

Jakiś teolog mógłby Ci zaoponować i zapytać, czym w istocie różni się wiara w naukę i jej postępy od wiary religijnej? Skoro nauka nigdy nie doprowadzi do poznania absolutnej prawdy, bo absolutna prawda jest zasadniczo nieosiągalna?

A ja bym wówczas spytał owego teologa czy używa telefonu, jeździ samochodem, chodzi do lekarza, itp. Czy też nie robi tego wszystkiego, bo wszak żadnej pewnej prawdy za tym nie ma ;).

Cóż, zgadzam się z Tobą i z Dennettem w tym, że nie ma lepszego źródła prawdy na żaden temat niż dobrze stosowana nauka.
Ale „nie ma lepszego” chyba nie znaczy że jest dobre?

Toteż dlatego jest wciąż doskonalone, czego np. o metodzie solipsysty powiedzieć się nie da ;).

(Nawiasem: widać to i w naszej dyskusji - gdybyśmy co do słuszności metody naukowej się zgodzili moglibyśmy o "Summie..." twórczo gadać, a tak stoimy w miejscu, ew. kręcimy się w kółko ;).)

A co do złudzeń, jak sądzisz, Uczony ze skrzyni Corcorana, badając swój świat, żyje złudzeniami, czy też nie? Może poznaje obiektywną prawdę?

Trudno powiedzieć nie znając specyfikacji technicznych tej skrzyni, i tego uczonego. Jeśli pozwalają one - choć teoretycznie - dojść uczonemu tą metodą do prawdy o jego wskrzyniowości - to tak. Jeśli świat skrzyniowy jest dość wiernym odbiciem świata pozaskrzyniowego (jak to u Corcorana było) - to również, przynajmniej w pewnym sensie.

I dziękuję za komplement :)

Stwierdzenie faktu nie jest komplementowaniem ;).

A co byś Ty wysunął na miejsce szczęścia? Jako najważniejszą rzecz w życiu?

A czemu miałbym cokolwiek uznawać za najważniejsze? (Kłania się Baraniecki ;).)

Ależ zgódź się ze mną – tak czy owak emocje są nieodłączną częścią naszego życia. Pozytywne, wywołane produkowanymi wewnątrz organizmu endorfinami, dopaminą, serotoniną, lub negatywne – skutek nadmiaru produkowanych przez ten sam organizm adrenaliny, noradrenaliny, kortyzolu i czego tam jeszcze.

Zgadzam się, ale nie widzę podstaw do ich gloryfikowania. Ot - są. Deszcz też jest, gdy pada. Mam pisać peany na cześć deszczu? ;)

Powiedziałbym, nasza świadomość zawsze znajduje się – może nawet w znacznym stopniu – pod wpływem emocji i powodujących je substancji chemicznych. W pewnym sensie nasz mózg, świadomość i zachowanie się są sterowane chemiczne. Skoro tak, powstaje pytanie – dlaczego życie spędzone pod wpływem „hormonów szczęścia”, endorfinów ma mniejszą „wartość” niż spędzone pod wpływem hormonów stresu, lęku, przygnębienia?

A może rację - jeśli chodzi o stosunek do emocji - mają buddyści i wszystko to diabła warte? ;)

Ja bym nie stawił znaku równości między wierzącym a naiwniakiem, głupkiem. Moim zdaniem, to nie zawsze jedno i to samo. Nie widzę powodów, dlaczego kreacjonista, ten kto wierzy, że świat został stworzony przez Kreatora jest a priori naiwniejszy od ateisty, który wierzy w samorzutne powstanie świata. Muszę przyznać, teoria ateistyczna jest równie solidna jak błyskotliwa. Ma tylko jedną małą wadę – jest nie do udowodnienia. Zresztą jak i ta druga :)

To dlaczego kreacjoniści usiłują tak często wkraczać na teren metodologii naukowej, by popadać tam zaraz w samoośmieszenie? Nawet oni czują, że nie ma lepszych narzędzi, choć to dla nich zgubne...

Cytuj
Z drugiej strony obaj do dziś żyjemy, co zdaje się stanowić, może naiwny, ale praktyczny, dowód niemocy filozofii .
Ja bym powiedział, to raczej dowód niemocy duchowej niektórych przedstawicieli gatunku M.F.
W odróżnieniu od filozofowia szkoły firxirskiej i tirtrackiej :)

Dlaczego niemocy?  Przecież nasz instynkt życia silniejszy jest od byle abstrakcji ;).

ps. Wracając do kwestii biomodyfikacji (by choć trochę o "Summę..." zahaczyć)... Głośne medialnie przedśmiertne obawy nieboszczyka Hawkinga:

"‘I am sure that during this century people will discover how to modify both intelligence and instincts such as aggression.
Laws will probably be passed against genetic engineering with humans. But some people won’t be able to resist the temptation to improve human characteristics, such as memory, resistance to disease and length of life.
Once superhumans appear, there will be significant political problems with unimproved humans who will be unable to compete.
Presumably, they will die out, or become unimportant. Instead there will be a race of self-designing beings who are improving at an ever-increasing rate."

https://metro.co.uk/2018/10/14/stephen-hawking-feared-genetic-engineering-would-create-superhumans-8036193/
https://www.thetimes.co.uk/article/stephen-hawkings-last-fear-was-rise-of-the-superhuman-hhzs6m9w0

Na co Klopper odkrzyknąłby: "Precz z kulturą, wiwat autokreacja!". ;)

15
Hyde Park / Odp: POWRÓT DO ZMYSŁÓW DRACO VOLANTUSA
« dnia: Październik 14, 2018, 07:49:30 pm »
ciekawe jest to że książek z których się nic nie pamięta nie warto czytać drugi raz
bo na pewno nie ma w nich nic wartościowego, a ciekawych też nie tylko dlatego że wszystko się z nich pamięta

To jak byś zakwalifikował takie "Trudno być bogiem" Strugackich? Przeczytałem jako dzieciak (znaczy, nastolatek), nie zapamiętałem nic ponad to, że fajne - czyli wartościowe - było i dumasowskie*. Przeczytałem po raz drugi i trzeci w wieku dorosłym i wszystko pamiętam.
Albo - z przeciwnego bieguna - komiksy superbohaterskie TM-Semic. Pamiętam prawie wszystkie (fabuły, postacie drugoplanowe), ale powroty po latach (zresztą bardziej z ciekawości jak je teraz odbiorę, niż dlatego, że mnie jakoś b. ciągnęło) w większości przypadków kończyły się kompletnym rozczarowaniem.
Ew. powieści starwarsowe - z fabuł pamiętam b. mało, zresztą- z b. nielicznymi wyjątkami - robiły wrażenie kompletnej literackiej (jeśli to nie za duże słowo) konfekcji, a jednocześnie podobało mi się jak się w obraz fikcyjnego świata składają (i ten obraz już we mnie utkwił).

* Zresztą podałem przykład jeszcze mało bulwersujący. Miewałem identycznie i z arcydziełami znacznie wyższych lotów - zostawało niejasne wrażenie, że to dobre jest. I każda kolejna lektura okazywała się odkrywaniem tej samej książki po raz kolejny. Takie np. "W poszukiwaniu straconego czasu" - raz czytałem jak zbiór plotek ze sfer wyższych (w znaczeniu niedeprecjonującym, abecadła/alfabety Kisieli i Urbanów mogą się schować), kiedy indziej jako balzacowate panoramy społeczne, to znów skupiając się na samym stylu/języku i smakując, albo dla odmiany odbierając rzecz (LA się ucieszy? ;) ) jako praktyczny wykład corcoranizmo-solipsyzmu wręcz, itd., itp.

Strony: [1] 2 3 ... 629