Autor Wątek: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]  (Przeczytany 24650 razy)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8902
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #135 dnia: Marzec 18, 2018, 05:36:04 pm »
Z pierwszego czytania pamiętam pewne zaskoczenie - tekst o wiedzy:
A czym jest wiedza? Wiedza oznacza oczekiwanie określonego wypadku po zajściu pewnych innych wypadków. Kto nic nie wie, spodziewać się może wszystkiego. Kto coś wie, sądzi, że nie wszystko może się zdarzyć, a tylko pewne rzeczy, inne natomiast zajścia ma za niemożliwe. Wiedza jest zatem ograniczeniem różnorodności i jest tym większa, im mniejsza jest niepewność oczekującego.

Zastanawiam się czy Dukaj był już po lekturze "Summy..." (bo zakładam, że czytał), gdy pisał jako nastolatek (w "Korporacji 'Mesjasz'"):

"Gdybym znał odpowiedzi na wszystkie Pytania, nie byłoby pytań…"

Bo to - paradoksalnie  (paradoksalnie, gdyż w "Summie..." o nauce mowa, a u J.D. o wydumkach, ale niech nas to nie zmyli - u Dicka też sci-fi-bajki o psionice służą filozofii*) - w tym samym kierunku idzie, a z ust jasnowidza, któremu wiedza-niesiona-przez-wizję przyszłe możliwości ogranicza, padło - "Norman Orde Etka pogrążony w zawiłych kombinacjach wariantowych przyszłości, w straszliwie nieuchronnych wizjach napływających i odpływających na każde skinienie, a czasem i mimo sprzeciwu, w możliwości i niemożliwości, jak zmianie akcentu w niezrozumiałym wyrazie — gdzieś zgubił tę człowieczą niekonsekwencję, te błędnie podejmowane decyzje, chwile wahania. Im bardziej próbował pojąć przeznaczenie, tym bardziej przeznaczenie oplatało go siecią zdarzeń, co jeszcze nie nastąpiły, a już zaistniały w jego umyśle i nie pozostawiały mu wyboru.
A Reflektor sunął za nim krok w krok — to jego łańcuch był w tej chwili najważniejszym punktem wszechświata (według „czyjego” kryterium?). I chociaż łańcuch ten, z jego niezliczonymi, usychającymi systematycznie odgałęzieniami był tak ważny, dla Etki przestał być łańcuchem — on już „wiedział”, że tak naprawdę nie ma żadnych odgałęzień, i mimo, iż nie znał wszystkich ogniw (dlatego był szalony tylko częściowo), tylko Reflektor zauważał, na pozostałych wizjach dostrzegając pieczęć przeznaczenia. To ono było jego wrogiem, to przed nim bronił się zamykając rozpaczliwie umysł, by móc cieszyć się jak największą ilością złudnej władzy nad sobą i swym życiem, by nie zginąć, ostatecznie przygnieciony skończoną wiedzą — zmieniony w robota. Wciąż posiadał „władzę” nad takimi małymi decyzjami: co zjem na obiad, co na kolację; czasami i większych węzłów udawało mu się nie dopuścić do świadomości. Jakże się wówczas delektował wyborem między układami, do których miał się udać!"
.

Wiedza wiedzą, ale obiad najważniejszy. Znów dotykamy tu (bez)interesowności) i... jajecznicy Tichego. Chałwy też.



* Przy czym: jasne, u Lema chodzi o bardzo konkretne sprawy, J.D. - dzieciakowi można wybaczyć - zadowala się abstrakcyjką podniesioną na wyższy poziom umowności, więc nie, nie zrównuję tego.

I wreszcie słowa:
"Wszystko zależy od tego, co obejmiemy pojęciem “maszyna”."
Co z nimi? Z tymi słowami?;)

Jak dla mnie Lem w pigułce - klucz do "Summy...", "Dialogów", "Cyberiady", "Wizji..."... (Ale i, w związku z tym, temat, który - jak, cytując miazo, pisałem - mamy przewałkowany na wszystkie strony.)
« Ostatnia zmiana: Marzec 19, 2018, 02:25:04 pm wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

miazo

  • Juror
  • Full Member
  • *****
  • Wiadomości: 238
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #136 dnia: Marzec 19, 2018, 09:18:38 pm »
Cytuj
Czytam dalej.

To pięknie, z gotową Fantomologią czekam już od około dwóch miesięcy, i szczerze mówiąc, zapomniałem szczegółów. Niemniej, sięgając do notatek:

1. "Fantomatyka" jako termin podoba mi sie dalece bardziej, niż "rzeczywistość wirtualna". Szkoda, że się nie przyjął.

2. Rozważania dotyczące budowy oka - polecam fragment wywiadu z Richardem Dawkinsem (tak, tym), w którym opowiada, w jaki sposób oko wyewoluowało. Dla mnie - oprócz samego wywodu - ciekawa była informacja, że jest to przykład przywołany już przez Darwina w jego pracy o pochodzeniu gatunków, gdzie zastanawiał się, jak to się stało, że tak skomplikowany organ powstał. Ustęp ten bywa przywoływany przez zwolenników tzw. Inteligentnego Projektu, że niby Darwin był po ich stronie - rzecz w tym, że czynią tak najczęściej wyrwawszy go z kontekstu, tymczasem był to tylko zabieg retoryczny w wywodzie Darwina, który kawałek później rzecz całą właśnie w sposób ewolucyjny tłumaczy. I tą ściężką podąża za nim Dawkins. Nawiasem mówiąc, przyjemnie się to ogląda widząc, jak osoby o zupełnie przeciwnych poglądach nad wyraz kulturalnie dyskutują.

3. Lem pisze: Fantomatykę nazywamy "techniką rozrywkową" ze względu na jej genetyczne powiązania z takimi technikami dnia dzisiejszego, co nie przesądze o jej przyszłych, być może uniwersalistycznych aspiracjach. To ciekawy kierunek rozważań - faktycznie, wydaje się, że duża część rozwiązań z zakresu "symulacji złudzenia doskonałego" (oczywiście jeszcze tam nie jesteśmy) wywodzi się właśnie z gier wideo, w szczególności z kolejnych udoskonaleń gatunku zwanego FPP (ang. first person perspective), czyli takiego, gdzie widzimy świat oczami głównego bohatera. Pamiętam, że np. kolejne wersje silnika ID Software, to faktycznie za każdym razem była istotna zmiana jakościowa (gry takie jak Wolfenstein 3D ---> Doom ---> Quake). Pomijając tematykę, od strony technicznej ów silnik to praktyczna realizacja problemów, o których pisze Lem np. jak wyświetlać dokładnie to, co chcemy, aby odbiorca widział link.

4. I jeszcze jedno skojarzenia - jest tam passus dotyczący nauki jazdy na rowerze i trudności związanych z tym, aby pominąć drogę doświadczeń osobistych np. "wgrywając" tę umiejętność wprost do głowy. Nie wiem, czy znacie kanał popularno naukowy Smarter every day, ale jego twórca pośród całej masy interesujących nagrań miał i takie, w którym próbuje nauczyć się jeździć na specjalnie spreparowanym rowerze z odwróconą kierownicą. To wydaje mi się świetną ilustracją do tego fragmentu. A poza tym jest zabawne.
Ken sent me.

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10430
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #137 dnia: Marzec 19, 2018, 09:54:06 pm »
Apropos elastyczności naszego brajna to Lem pewnie o tym słyszał:
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4141
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #138 dnia: Marzec 20, 2018, 12:23:00 am »
Z pierwszego czytania pamiętam pewne zaskoczenie - tekst o wiedzy:
A czym jest wiedza? Wiedza oznacza oczekiwanie określonego wypadku po zajściu pewnych innych wypadków. Kto nic nie wie, spodziewać się może wszystkiego. Kto coś wie, sądzi, że nie wszystko może się zdarzyć, a tylko pewne rzeczy, inne natomiast zajścia ma za niemożliwe. Wiedza jest zatem ograniczeniem różnorodności i jest tym większa, im mniejsza jest niepewność oczekującego.
Zastanawiam się czy Dukaj był już po lekturze "Summy..." (bo zakładam, że czytał), gdy pisał jako nastolatek (w "Korporacji 'Mesjasz'"):
"Gdybym znał odpowiedzi na wszystkie Pytania, nie byłoby pytań…"
Bo to - paradoksalnie  (paradoksalnie, gdyż w "Summie..." o nauce mowa, a u J.D. o wydumkach, ale niech nas to nie zmyli - u Dicka też sci-fi-bajki o psionice służą filozofii*) - w tym samym kierunku idzie, a z ust jasnowidza, któremu wiedza-niesiona-przez-wizję przyszłe możliwości ogranicza, padło
To raczej nie ten sam kierunek. Nie rzecz w przewidywaniu przyszłości, poznaniu jej - co determinuje działania (gdzieś ubocznie tutaj Pielewin - znając fragmenty przyszłości, dopasowanka do tego np. rewolucji, wojen, paktów - by zaszło, co ma zajść) - a raczej w wiedzy opartej na np. prawach fizyki, które stwarzają zakazy - np. przekraczanie prędkości światła.
Stąd nie wiedza o przeznaczeniu jednostkowym, ale o ograniczeniach stawianych przez prawa  nauki. Stąd ten paraliż;)
Skończona wiedza...tja...niezły megaloman;)
Niemniej...o hierarchii ważności dzisiaj akurat przeczytałam zdanko w Moim wieku Wata:
Suma wiedzy o ludziach i środowiskach, kręte ścieżki psychologicznej inwestygacji, pracowite studium namiętności, finezyjne operacje i myśli (...) tu, na Łubiance, wydało mi się obumarłe, często pretensjonalne, niekiedy drażniące: po nędzach Zamarstynowa, co mi po satyrze na salon Verdurinów?
Zdecydowanie jajecznica górą.
Cytuj
Jak dla mnie Lem w pigułce - klucz do "Summy...", "Dialogów", "Cyberiady", "Wizji..."...
A w pigułce to "Maska".
Apropos elastyczności naszego brajna to Lem pewnie o tym słyszał:
Ciekawy eksperyment.
Kojarzy do odwrotnego domu w Szymbarku - mieszają się tam zmysły:
http://zielonagora.naszemiasto.pl/artykul/dom-do-gory-nogami-w-szymbarku-zdjecia,3276511,galop,t,id,tm.html
« Ostatnia zmiana: Marzec 20, 2018, 12:24:59 am wysłana przez olkapolka »
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

maziek

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10430
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #139 dnia: Marzec 20, 2018, 12:02:07 pm »
Widziałem film, sądzę, że w końcówce lat 70-tych, wydaje mi się, że to by polski film dokumentalny o podobnym eksperymencie, ale nie mogę nic znaleźć w sieci - w każdym razie założyli ludziom jeszcze bardziej cudaczne okulary, które oprócz odwracania góra dól odwracały też prawo-lewo. Stopniowo nauczyli się szermierki ;) . Poza tym pamiętacie, rozmawialiśmy kiedyś o kamerach dla niewidomych, których pixele podczepia się elektrodami do nerwu wzrokowego. To podczepienie jest całkowicie na chybił trafił, tzn jeden pixel kamery trafia w lewy górny róg pola widzenia, a kolejny w prawy-dolny i tak dalej, całkowicie rozstrzelone to jest jakby przepuścić obrazek przez niszczarkę i posklejać jak popadło. No i po pewnym czasie mózg to ogarnia, przełącza to sobie w środku i taka osoba zaczyna widzieć rzeczywisty obraz :) . Poza tym są też takie operacje, w których sterowanie proteza utraconej kończyny "podpina" się do jakiegoś rzadko świadomie używanego mięśnia - i po pewnym czasie ten mięsień przełącza się na obsługę np. dłoni całkowicie bezwolnie (tzn. pacjent po prostu zaciska pięść, a nie myśli o tym, że aby zacisnąć pięść musi napiąć mięsień piersiowy). Tak więc to jest naprawdę zdumiewające i bez wątpienia sztuczne doznania dadzą się podłączyć ;) .
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

olkapolka

  • YaBB Administrator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 4141
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #140 dnia: Marzec 20, 2018, 05:48:50 pm »
Widziałem film, sądzę, że w końcówce lat 70-tych, wydaje mi się, że to by polski film dokumentalny o podobnym eksperymencie, ale nie mogę nic znaleźć w sieci - w każdym razie założyli ludziom jeszcze bardziej cudaczne okulary, które oprócz odwracania góra dól odwracały też prawo-lewo. Stopniowo nauczyli się szermierki ;)
Chyba jako formy samobójstwa;)
Niemniej oko i proces widzenia są jednym z najciekawszych wynalazków natury.
Na pewno to i owo da się sfałszować i podłączyć. Ale Lem poszedł po całości z fantomatyką - zaraz przypomnę definicję;)

Z odbiorem przez mózg zmiany kierunków przychodzi mi do głowy zupełnie prościutki przykład ze zmianami wynikającymi z prowadzenia samochodu w ruchu lewostronnym lub prawostronnym - jak szybko można się przestawić - a przecież po przejechaniu tysięcy kilometrów nawyki są bardzo silne, ścieżki wydeptane. Niezupełnie tak - ale podobne to do odwrotnieskrętnego roweru linkowanego przez miazo.

Wracając do Fantomologii - również powtórzyłam sobie ten rozdział.
Ogromny rozstrzał tematów: od niewinnego puszczania filmu 3d do przesiadki w inne ciało.
Mam uczucia mieszane - na początku Lem wydaje się lekceważyć człeczą biologię, która niechybnie przywróciłaby podłączonego delikwenta do rzeczywistości właściwej.
Później to dostrzega...znaczy mam wrażenie, że pisał ten rozdział "na gorąco" - to nie wnioski, ale monolog - podłączymy to...nie, to nie da zadowalającego efektu, wkleimy, skopiujemy...też nie tak...bo naprawdę trudno sprostać definicji fantomatyki:
Fantomatyka oznacza bowiem utworzenie połączeń d w u k i e r u n k o w y c h między „sztuczną rzeczywistością” a jej odbiorcą. Innymi słowy, fantomatyka jest sztuką ze sprzężeniem zwrotnym.
(...)
Fantomatyka oznacza stworzenie sytuacji, w której żadnych „wyjść” ze świata stworzonej fikcji w świat realny nie ma.


Ona jest po prostu światem realnym.
Tylko tak możemy wykluczyć biologię (głód, wydalanie, choroby ciała), która zaburzałaby świat fikcji. Inaczej musiałby być zewnętrzny kreator - nie dosyć, że utrzymujący ciało przy życiu, to jeszcze wprowadzający zmiany do fikcyjnego świata - rzeczywiste ciało umiera, a tymczasem fikcyjne śmiga na nartach...hm?
Chyba, że owe biolopotrzeby są fikcyjne i jesteśmy skrzyniami Corcorana - ale to już stwarzanie światów i trudno mówić o podziale na realny i fikcyjny.

Czym inny zaś są sprawy, o których już wielokrotnie mówiliśmy: kopiowanie  człowieka, zmiana osobowości, przesiadka itp - ponieważ ten "przerobiony" czy skopiowany człowiek nie żyłby w fikcyjnym świecie (fantomatycznym), ale w realnym - no właśnie to cerebromatyka :)

Z realizacji...ten fragment:
Cytuj
Teletaksja umożliwia takie „podłączenie” człowieka do wybranego dowolnie wycinka rzeczywistości, żeby przeżywał ją tak, jakby naprawdę się tam znajdował.
poniekąd rozwija się także w VR news- VR360:
https://edition.cnn.com/vr

Generalnie mamy w tym rozdziale przegląd tematów, którymi Lem zajmował się w Dialogach, Wizji, opowiadaniach...z którymi od lat rozprawia się cala literatura SF, a my tutaj - na forum:)
Mężczyźni godzą się z faktami. Kobiety z niektórymi faktami nie chcą się pogodzić. Mówią dalej „nie”, nawet jeśli już nic oprócz „tak” powiedzieć nie można.
S.Lem, "Rozprawa"
Bywa odwrotnie;)

Q

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8902
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae]
« Odpowiedź #141 dnia: Marzec 23, 2018, 10:45:37 pm »
Cytuj
Czytam dalej.

To pięknie, z gotową Fantomologią czekam już od około dwóch miesięcy, i szczerze mówiąc, zapomniałem szczegółów.

Aluzju poniał ;). Postaram się sprężyć, bo mam wrażenie, że pognaliście do przodu elektroskokami, a ja się w ogonie (elektrosmoka? państwochodu?) wlokę.

"Fantomatyka" jako termin podoba mi sie dalece bardziej, niż "rzeczywistość wirtualna". Szkoda, że się nie przyjął.

Też tego żałuję. Uważam, że jest b. zgrabny. Cóż... cuia technologia - ea nomenclatura. Przy czym jednak wypadnie odnotować, że Antonin Artaud swoim określeniem réalité virtuelle wyprzedził Lema o parę dekad, choć teatr, nie - fantomatykę, miał na myśli. (Jak również, że SJW i polska Wiki jednak pojęcie "fantomatyka" znają. Ani chybi swoich ludzi tam mamy ;).)

To raczej nie ten sam kierunek. Nie rzecz w przewidywaniu przyszłości, poznaniu jej - co determinuje działania /.../ a raczej w wiedzy opartej na np. prawach fizyki, które stwarzają zakazy - np. przekraczanie prędkości światła.

Przypuszczam, że na upartego mógłbym tu machnąć wywód, którego treścią byłoby dowodzenie, że ślepy jasnowidz może być jednak kulawą metaforą dostatecznie (nazbyt?) świadomej cywilizacji, ale nie będę się spierał, bo przecież chodzi o konkret (jak sama natura "Summy... nakazuje), nie - o budowanie jakichś rozbuchanych alegorii, kijami krasomówstwa podpartych.

A zatem do konkretu przechodząc... Sięgnąłeś, miazo, do swoich notatek z rozdziału piątego, mnie się jeszcze wypiski z czwartego odnalazły i - ryzykując wywołanie nielichego zamieszania (bo wyjdzie, że symultanicznie, napakowane przecież treściami, rozdziały IV-VI omawiamy) - postanowiłem jednak do nich sięgnąć.

Zacznę od tego:

"Jak obliczono, gdyby wszystkie uniwersytety i uczelnie USA od dzisiaj jęły produkować wyłącznie fizyków, zabraknie ludzi (nie kandydatów na studentów, ale w ogóle ludzi, wliczając w to dzieci, starców i kobiety) z końcem następnego stulecia. Taki więc, przy obecnym tempie przyrostu naukowego, za jakichś 50 lat każdy mieszkaniec Ziemi byłby uczonym. To jest “pułap bezwzględny”, którego, oczywiście przekroczyć nie można, bo wtedy jeden człowiek musiałby być jednocześnie kilkoma uczonymi naraz."

W sumie nakreślony tak scenariusz spełnia się w sposób b. ironiczny, bo - owszem - ludzi z dyplomami przybywa, ale nie tylko to o czym Lem wspomniał -  "Wystarczy przejrzeć zakurzone zwały prac i dysertacji, podjętych dla uzyskania stopnia naukowego w jakimś archiwum uniwersyteckim, by się przekonać, że na ich setki czasem ani jedna nie doprowadziła do choć trochę wartościowego rezultatu.", lecz również poziom wiedzy ogólnej w społeczeństwie spada (przypomina się ta - stanowiąca nieznacznie tylko wyostrzoną karykaturę - korpo-panienka z ludu z dukajowego "Cruxa"), a i dyplomy czyniące - nominalnie - uczonymi b. rozmaitą wartość mają (nie rozwijam dalej, bo dostatecznie o zapaści edukacji debatowaliśmy).

Dalej - o prostoliniowym futurologizowaniu (Cet. szkoda, żeś do lochu zstąpił, miałbyś się do czego odnieść ;)):

"Tak sądzić może ten, kto przez Przyszłość rozumie tylko spotęgowany Czas Teraźniejszy, kto nie widzi innej możliwości postępu poza ortoewolucyjnym, w przeświadczeniu, że cywilizacja może być albo taka jak nasza, lawinowo rosnąca od trzystu lat — albo żadna."

Co warte odnotowania współgra to z lemowską krytyką wizji społecznych SF, które jeśli nie straszą recydywą feudalizmu, czy jeszcze gorszej barbarii, to elefantiazę kapitalizmu (a więc ów spotęgowany Czas Teraźniejszy) prezentują. (Inna sprawa, że faktycznie pewne trendy rozwijają się dość linearnie. Co jednak - jak praktyka pokazuje - nie usprawiedliwia zakładania jakichś wszechlinearności.)

Następnie:

"Cywilizację, wyczerpującą własne rezerwy ludzkie w “eksplozji naukowej”, można porównać do gwiazdy, spalającej swą materię w jednym rozbłysku, po czym dochodzi do stanu odmiennej równowagi — albo do procesów, które niejedną może cywilizację kosmiczną doprowadziły do milczenia."

O! To jest już gruby kaliber. Zdanie niby twierdzące, a złożone z samych pytań. Znów tu zresztą wracamy do słynnego Silentium i pytań o możliwe cywilizacyjnej ewolucji modele.

Potem mamy dwugłos na tematy transhuhu..., bo z jednej strony Mistrz tezę Vinge'a o Osobliwości zatapia zanim ta jeszcze sformułowana została (choć sam później podobnym domniemaniem we "Fiasku" się zabawi):

"Tak więc dowód, jakoby przyszłe oblicze cywilizacji miało być zupełnie odmienne od znanego nam, ponieważ wysoko rozwinięty Rozum, przestaje być podobny do własnego stanu początkowego, dowód ten nie został przeprowadzony."

Ale zarazem, choć nie wyraża gotowości przyjęcia wizji jego proroków za dogmat, z braku dowodów, zarazem tego transhuhu... nie odrzuca a priori, pisząc przecież, że w technologicznych poszukiwaniach:

"chodzi /.../ o to, by otworzyć nowy rozdział Technologii — systemów o dowolnie wielkim stopniu komplikacji. Ponieważ sam człowiek, jego ciało i mózg, należą do klasy takich właśnie systemów, nowa Technologia oznaczać będzie całkowitą władzę człowieka nad sobą samym, nad własnym organizmem, co z kolei umożliwi realizację takich odwiecznych marzeń, jak pożądanie nieśmiertelności, a może nawet — odwracania procesów, uważanych obecnie za nieodwracalne"

Konkluduje też S.L, że:

"po pierwsze, że cywilizacja winna dysponować znacznymi rezerwami energetycznymi, aby mieć czas dla zdobycia informacji, która umożliwi jej otwarcie wrót nowej energii, i po wtóre, że cywilizacja musi uznać prymat zdobywania tego rodzaju informacji nad wszystkimi innymi. W przeciwnym razie może wyczerpać dostępne jej zasoby energii, zanim nauczy się eksploatowania nowych"

Co odsyła nas do bogatej tematyki wieszczonych kryzysów energetycznych, wyczerpywania się kopalin*, wojen o ropę, źródeł energii zwanych alternatywnymi i konieczności ich poszukiwania, itd.

* Tu pozwolę sobie link dorzucić (choć mam podejrzenie, że ponad potrzebę, że sprawę znacie):
http://www.sitg.pl/przegladgorniczy/pokaz/art-1097a13-pdf.html

A następnie zdaje się ulegać magii snów o zimnej fuzji, sądząc, że jest to obiecujący kierunek:

"“zimnych”, to jest zachodzących w niskich temperaturach, reakcji jądrowych (które, choć na razie nieurzeczywistnialne, może sprowadzą w przyszłości nowy przewrót w energetyce)"

Po czym znów przeskakuje do skali makro:

"Każda cywilizacja wytwarza dla siebie sztuczne otoczenie, przekształcając powierzchnię swej planety, jej wnętrze i pobliże kosmiczne. Proces ten nie odcina jej radykalnie od Natury, a tylko ją od niej oddala. Można go jednak tak kontynuować, aby doszło do swoistego “otorbienia” cywilizacji względem całego Kosmosu."
 
Podsuwając nam pod nos w niewielu słowach sporo takich otorbiennych wariantów (od wspominanej już "Klatki orchidei", która stanowi wariant najczarniejszy, do "Nowej kosmogonii", w której Wszechświat cały podzielony zostaje na takie cywilizacyjne torbiele, różne już nawet prawami fizyki).

Dalej mamy rozważania o cywilizacyjnej specjalizacji (co każe wspomnieć z uśmiechem, i zaraz odrzucić jako model zbyt niepoważny, nieprzydatny w naszych rozważaniach, opowiadanie "Specjalista" Sheckley'a):

"Czy nasza cywilizacja, choć jeszcze nie osiągnęła “bariery informacyjnej”, nie wykazuje pewnych hiperspecjalizacyjnych przerostów, i czy jej potencjał militarny nie przypomina potężnych szczęk i pancerzy gadów mezozoicznych, których sprawność w wielu innych zakresach była tak nikła, że przesądziła o ich losie?"

Ha, przydałaby się wiedza o tym jak wygląda ewolucja psychozoików na licznych kamieni kupach, choćby tylko w samym Ramieniu Oriona, by ocenić na ile w istocie odstajemy, jak bardzo z nas Ohydki.

Przy czym - owe zagadnienia specjalizacji omawiając - Lem pisze:

"Po tysiącleciach mogą wyłonić się tak uwarunkowane trzy kierunki cywilizacyjnych specjalizacji: społeczny, biologiczny i kosmiczny."

I tu - choć sam jakieś teksty Strugackich o Monokosmach przytaczałem - odczuwam zawód, bo mam wrażenie, że obstawienie tylko trzech, zdających się oczywistymi, a wynikających ze współczesnych nam podziałów, kierunków jest jakieś takie... nielemowskie, naiwne. Że tak to sobie może pisać jakiś trzeciorzędny autor SF, a nie facet, który naiwne antropomorfizacje i uproszczenia spraw trudnych za pomocą "Solaris" chłostał.

Potem wspomniana zostaje mitologia nauki. I tu znów w liczne by można wpaść dygresje, mieszając z błotem hurraoptymistyczne wizje pierwszych intelektroników czy piewców Świętego Kontaktu (zarówno w wariancie skrajnym, ufologicznym, jak i teoretycznie przytomniejszym - saganowskim). Przyznać bowiem trzeba, że XX wiek wieloma takimi - bazującymi na nadmiarach optymizmu - mitami obrodził.

Od niechcenia wypadnie też zauważyć zdanko:

"Zamiast wymoczków można zastosować na przykład pewne rodzaje koloidów albo przepuszczać prąd elektryczny przez wielofazowe roztwory"

Z którego doktor Diagoras się zrodził.

By wreszcie odnotować oczywistość, ale oczywistość istotną i groźną:

"W czasach zamierzchłych każdy człowiek znał zarówno funkcję, jak i strukturę swych narzędzi: młota, strzały, łuku. Postępujący podział pracy redukował tę indywidualną wiedzę, aż w nowożytnym społeczeństwie przemysłowym przebiega wyraźna granica między tymi, którzy urządzenia obsługują (technicy, robotnicy), albo z nich korzystają (człowiek w windzie, przy telewizorze, prowadzący samochód), a tymi, którzy znają ich konstrukcję."

U nas akurat zebrała się gromadka ludzi potrafiących zazwyczaj zajrzeć pod obudowę, ale w skali ogólnospołecznej wiadomo, że komputery z ajfonami (samochody trochę mniej) traktowane są +/- jak przyrządy magika, który sam nie wie jak czaruje, ale wyuczone rytuały mu wychodzą.

Tu - póki co - przerwę, choć mam jeszcze trochę tych wypisków.
« Ostatnia zmiana: Marzec 24, 2018, 10:08:21 am wysłana przez Q »
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki