Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Stanisław Remuszko dnia Dzisiaj o 10:09:34 pm »
To mam jeszcze taka przedwyborczą autentyczną ciekawostkę:

Andrzeju Drogi, czołem i cześć,
Poniżej jest cytat. Natknąłem się nań zupełnym przypadkiem.
Co byś zrobił na moim miejscu?
Staszek
 
http://www.binek.pl/r06.html
 
W ogóle Remuszko był uczulony na sprawy lustracji ludzi opozycji w PRL, współpra­cujących z SB, gdyż sam przez rok, w okresie dojścia Gomułki do władzy, był na usługach SB, informując o nastrojach w środowisku studenckim. Otrzymał za to kilka razy, na zachę­tę, po kilkaset złotych. Póź­niej zaangażował się w działalności NSZZ „Solidarność” w 1981 r., a zwłaszcza w 1989 r. Gdy jednak zaczęto już w latach III RP coraz bardziej domagać się lu­stracji osób publicznych, zrozumiał, ze nie ma szans na karierę polityczną i wycofał się z wszelkich funkcji politycznych. Przyjął te samoograni­czenia z pokorą i zrozumieniem,.choć dziwił się dlaczego miałby odpowiadać za swój niewielki błąd mło­dzieńczy, popełniony 35 lat wcześniej, z którego zresztą nie zdawał sobie ongiś sprawy. Gdyby po­pełnił wtedy na przy­kład morderstwo, objęty byłby już amnestią.


Kumpel (Andrzej) odpowiedział, ale jakiej rady udzieliliby mi Państwo internauci lemofilscy trzystuczterdziestokrotni ostatniodobowo?

TW "R"
2
Forum po polsku / Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 09:37:43 pm »
Biblia i technologia? Ładnie się to z tym, o czym piszę w dyskusji "o 'Summie...'" splotło ;). Przy czym zastanawiam się skąd ów DR przed nazwiskiem Lema - forma grzecznościowa związana z nabytym (acz nieukończonym) wykształceniem medycznym (w końcu lekarzom się u nas zwykle doktoruje), czy efekt redaktorskiego przekonania, że jak kto mądry, to ani chybi z doktoratem (przypomina mi się jak na liście uczestników jednej konferencji figurowałem - w wyniku kreatywnego myślenia jej obsługi - jako doktor inżynier, co z dość ostrą ironią sprostowałem).
3
Akademia Lemologiczna / Odp: Akademia Lemologiczna [Summa Technologiae], czyli wszystkoizm stosowany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Q dnia Dzisiaj o 09:20:35 pm »
Ekhm...odpowiem tak: ani mi się śni kwestionować wiedzę naukową. Właśnie po co bym to robił? Cóż to ja, z dęba spadłem czy co? :)

A to ok. Myślałem, żeś spadkobierca Pyrrona i Sekstusa (który - choć wątpił w poznawalność - uprawiał jednak medycynę ;) ). Skoro jednakże Twój sceptycyzm poznawczy dotyczy jeno spraw metafizycznych, to stoimy na wspólnym gruncie, różniąc się tylko wnioskami.

Może mylę się, ale nie sądzę, by kiedykolwiek udało się metodą naukową dowieść lub zaprzeczyć istnienie Boga. A Ty jak sądzisz, Q?

Nie wiem, prawdę mówiąc (także dlatego, że nie wiem jakiego Boga masz na myśli, jakiegokolwiek Kreatora, czy istotę tak doskonałą//potężną, jak zakładają niektóre religie/filozofie). Niewątpliwie jednak postęp badań naukowych sfalsyfikował niektóre wyobrażenia bóstw(a) - choćby wariant z superludźmi ucztującymi na Olimpie i robiącymi dzieci greckim królewnom. I tu - mimo całej politycznej otoczki - nie odrzucałbym tak łatwo argumentu z Gagarina, w końcu będąc na miejscu Gagarina trudniej byłoby pozostać płaskoziemcem np. (Zresztą zazębia się ta sprawa z problemem tzw. Boga dziur, bo przecież lot Востока-1, a tym bardziej Восхода-2, zatkał jednak pewną niszę i pokazał, że trzeba dla Boga szukać kolejnej, już nie tuż nad głową, jak w czasach Dantego.)
Z drugiej strony postęp inżynieryjny może też pewne formy boskości - w pewnym sensie - uprawomocniać: jeśli będziemy zdolni dokonywać technologicznych cudów postulowanych w "Summie...", będziemy tym samym wiedzieć, że owe - boskie dla naszych przodków - wyczyny są możliwe. Jeśli zbudujemy Sztuczną Inteligencję potężniejszą intelektem niż my, będziemy mogli sądzić, że i ona jest w stanie coś mędrszego od siebie zbudować, i na końcu takiego łańcucha można sobie - jak Tipler - wyobrazić Boga przez mniejsze lub większe B. Z drugiej strony... to co da się poddać bieżącej inżynierskiej refleksji ulegnie z automatu desakralizacji (bo jeśli np. zmienisz wodę w wino w adekwatnym kuchennym urządzeniu, trudno będzie widzieć w umiejętności dokonywania takich transformacji coś nadzwyczajnego).

Moim zdaniem (i nie tylko moim), za istnieniem Kreatora przemawia m.in. naukowy fakt, że świat miał swój początek w czasie, mniej więcej 14 miliardów lat temu. Czyli powstanie świata jest skutkiem, a przyczyna znajduje się poza jego granicami. Ale uświadamiam sobie, że ten fakt bynajmniej nie jest dowodem.

Skoro przyznajesz, że nie jest to bynajmniej dowodem (czyli sam umieszczasz swoją? wiarę w kategorii niepewnych domysłów) nie mam z nią problemu.

Co więcej, mam duże wątpliwości co do tego, czy uda się ludziom kiedykolwiek wyczerpać nawet nasz świat w równaniach. Skonstruować Ostateczną Teorię Wszystkiego, całkowicie podporządkować sobie siły natury na skali wszechświata. Też chyba kwestia wiary. Wiary w naukę, w jej potęgę.

Z drugiej strony... Widać, że dążenie do stworzenia takiej teorii towarzyszy - i jak się zdaje towarzyszyć będzie - nam (jako gatunkowi, albo i więcej niż tylko gatunkowi, jako ew. kolejnym formom Rozumu) przez wieki. I niezależnie od tego czy się uda, już choćby dla samych efektów uzyskiwanych po drodze podejmować takie trudy warto.
Swoją drogą: czy wszechświat (czy też multiversum), który da się poznawać w nieskończoność, nigdy nie dochodząc do ostatecznych konkluzji, nie byłby fajniejszy od wszechświata, który da się poznać do końca? Ten drugi na dłuższą metę okazałby się równie nudny i frustrujący, co taki, który da się poznać tylko do pewnego momentu, bo dalej - ściana. (Zahaczamy tu zresztą poniekąd o tezy, które Mistrz włożył w usta - a raczej dzioby - Xiraxa i Rahamasteraxa.)

Co do użycia komputerów i innego nowoczesnego sprzętu. Wydaje się, uważasz, że wierzące muszą koniecznie kwestionować wiedzę naukową i rezygnować z użycia jej owoców? Tak jakby rozwój technologii i postępy nauki są dowodem na nieistnienie Boga?

Zasadniczo nie tyle uderzałem w wierzących (jeśli traktują swoją wiarę jako prywatny naddatek do empiriokrytycyzmu nie mam z nimi problemu), ile w wyznawców sceptycyzmu i kompletnego relatywizmu poznawczego, solipsystów i wyznawców idealistycznego racjonalizmu filozoficznego, którzy wytwory własnej fantazji mylą z faktami.

Jeśli wierzyć Corcoranowi (i Lemowi), nie pozwalają nawet teoretycznie.
On bada swój świat, jednakże nigdy – rozumie pan, nigdy nie domyśli się nawet, że jego świat nie jest realny, że traci czas i siły na zglębianiu tego, co jest serią bębnów z nawiniętą taśmą filmową...
Zeby tego dojść, musiałby wyjść na zewnątrz swojej żelaznej skrzyni, to jest samego siebie, i przestać myśleć swoim mózgiem...


Proszę zauważyć - do prawdziwego wniosku o swojej wskrzyniowości doszedł u Lema nie Uczony, tylko Wariat. Idąc nie tropem nauki, a raczej...hm...filozofii...

Zwróć jednak uwagę, że symulacja z opowiadania Lema była b. prosta - zawierała kilka sztucznych rozumów i doklejony do nich kawałek fantomatycznego świata. W dodatku zbudowana tak, że Uczony nie miał szansy na dorobienie się uczniów (o ile mu jakich Corcoran nie dobuduje) i tym samym niemożliwe było znaczące przekroczenie przez wskrzyniowych - drogą kolejnych badań - bazowego poziomu wiedzy, który był im dany. Tymczasem z "Cyberiady" znamy przykłady podobnie tworzonych istot, które a to się z trurlowych szkiełek na niepodległość wyrwały, a to Eksyliusza wykończyły. Dlatego mówię, że nie da się tego ocenić nie znając w/w parametrów (oraz stojących za nimi intencji, rozmachu i zdolności ewentualnego Kreatora). A skoro tak - lepiej jest poznawać, niż nie poznawać, choćby na wszelki wypadek.

Niekiedy mam uczucie, że rzeczywiście wszystko to diabła warte – nawet gdy wcale nie chodzi o stosunek do emocji ;)

Niemniej... nadal nie wiem dlaczego akurat stan emocjonalny subiektywnie odbierany jako pozytywny miałby być Twoim zdaniem tak kluczowy?

Moim zdaniem, to również przejaw naiwności – tym razem „religijnej”. Usilowanie udowodnić to, czego z zasady udowodnić niepodobna.

A może jednak również efekt świadomości, że tylko to, co udowodnione naukowo da się - choć trochę - traktować jako pewnik?

Czlowiek musi żyć. Musi być szczęśliwy.

Dlaczego musi być szczęśliwy? I tu - po pierwsze - chciałbym Ci przypomnieć zdanie "Doszczęśliwiony w nieszczęściu upatruje szczęście swoje" (z "Kobyszczęcia" - tak to chyba odmieniać wypadnie), po drugie zaś odwołać się do wyników eksperymentu Oldsa i Milnera:
http://www.wadsworth.com/psychology_d/templates/student_resources/0155060678_rathus/ps/ps02.html
Owszem, późniejsze badania pokazały, że nie jest to wszystko tak proste, jak im się zdawało:
http://www.discoverymedicine.com/Morten-L-Kringelbach/2010/06/25/the-functional-neuroanatomy-of-pleasure-and-happiness/
Jednak, zanim ta konkluzja nadeszła, nie pojawiły się jakoś tłumy chętnych zażyć elektrodowego szczęścia. Nie było grup nacisku domagających się by każdemu chętnemu stosowną blaszkę wszczepić.

Wszystko dobrze, ale nie do końca rozumiem, dlaczego te obawy prof. Hawkinga są uważane za przedśmiertne.

Nazwałem je tak z pewną ironią, by tym samym zasugerować, że odbieram je raczej jako objawy właściwego wielu starcom - nawet wybitnym - asekuranctwa i pesymizmu. (Skąd i do Pierwszego Prawa Clarke'a w sumie niedaleko.)

Znaczy, prędzej czy później nauka pochłonie kulturę razem ze sztuką i innymi sferami życia i działalności człowieka? Nie wiem jak Ciebie, a mnie ogarnia zgroza, gdy myślę o podobnej przyszłości ludztwa... ludzkości :o
Zapewne jestem zaskorupiałym ciemniakiem, ale cieszę się, że będę witał tę przyszłość, leżąc w trumnie.

A ja znów rzekłbym, że wstrzymam się od oceny, bo wszystko zależy od efektów owego ew. pochłonięcia. Przy czym mam wrażenie, ze Lemowi/Klopperowi niezupełnie o to chodziło, raczej o to, że postęp wiedzy naukowej jest walcem rozjeżdżającym różne właściwe dla tradycyjnej kultury wyobrażenia. Bo jak np. snuć serio rozważania o szczęściu, kiedy się okaże, że wystarczy stosowną wajchę nacisnąć. I tu Krzeczotek z prolaktyną wkracza:
http://forum.lem.pl/index.php?topic=600.msg30367#msg30367

Przytoczyłem obfite cytaty, idę teraz sprawdzić stan zdrowia moich kotków :)

Moje (niektóre) ostatnio ciut poprzeziębiane, ale jedne już wyleczone, inne zaraz kurację kończą ;).
4
Forum po polsku / Odp: Doktor Lem. Anegdoty
« Ostatnia wiadomość wysłana przez lemolog dnia Dzisiaj o 09:14:04 pm »
Anegdota XXVI
19 marca 1965 r.
5
Hyde Park / Odp: Ja, Remuszko :-)
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Stanisław Remuszko dnia Dzisiaj o 09:07:08 pm »
To bardzo miłe, ale jeszcze bardziej niepojęte. W ciągu ostatnich 24 godzin odwiedzono moje podwórko 340 razy. Dlaczego?
Tak czy inaczej - serdecznie dziękuję :-)

R.
6
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez liv dnia Dzisiaj o 04:21:42 pm »
Cytuj
Nie wiem dlaczego, ale przypomniłem sobie Biesłan-2004 oraz zamachy na budynki mieszkalne w roku 1999...
Nie, no jednak tam działali "fachowcy", z oczywistym motywem. Swoją drogą patrzę, że w linku z wiki to są już terroryści. Charakterystyczne, że przekonania polityczne raz każą nazywać zabójców terrorystami, a innym razem bojownikami o wolność, a jeszcze trzeci raz armią państwową.
Tu mamy klasyczny, na pierwsze oko, schemat znany dotychczas ze szkół amerykańskich.
Psychopata, czy jak tam zwał...
Jednak miejsce i czas, każe szukać drugiego dna... sam nie wiem. Mi bardziej sprawa kojarzy się z Dubrowką.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Atak_na_moskiewski_teatr_na_Dubrowce
Na fotkach, słabych, ciało wydaje mi się na upozowane.
Dziwnie tak książka spadła,  akurat z najwyższej półki, jest tam wolny stojak, więc pewnie z niego. Z takiej wysokości powinna się raczej odbić, kartkami roztrzepać, a tu zległa jak w kojcu  na przełęczy tułowia i łokcia nieżywego. Wydaje mi się, że z tej wysokości spadłaby szybciej, gdyby od kuli (śrutu?) niż ciało przyjęłoby pozycję stabilnie leżącą by mogla tak na nim zlec.
Pewnie kluczowe byłyby motywy - ale ba.

7
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Dzisiaj o 04:02:00 pm »
Tradycyjnie stawia się strzelbę na podłodze pionowo, więc nigdzie nie odjeżdża. Nie widać drugiej strony głowy, może jej nie mieć. Trudno wyrokować, może w ostatniej chwili szarpnął się instynktownie i nieco zszedł z linii strzału?
8
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Lieber Augustin dnia Dzisiaj o 03:39:21 pm »
Brzmi przekonująco. Chyba macie rację...

Ale pozostają jeszcze wątpliwści dotyczące popełnionego przez faceta samobójstwa. Choć to nie bardzo przyjemne widowisko, ale proszę zwrócić uwagę na zdjęcia.
http://rs.img.com.ua/crop?v2=1&w=600&h=0&url=%2F%2Fbm.img.com.ua%2Fberlin%2Fstorage%2Fnews%2Forig%2F0%2Fd0%2F5c7486d514f4a9947c5ab5bd9fb48d00.jpg

O ile rozumiem, strzał oddany z bliska w głowę, musiałby roztrzaskać czaszkę na drobne kawałki. Tym bardziej strzał śrutem.
Poza tym, czy strzał w skroń, tak jak to widać na zdjęciu, z broni długolufowej jest technicznie wykonalny? Czytałem, że jedyna możliwość to strzał w usta albo w podbródek, przy czym cyngiel zostaje nacisnięty dużym palcem bosej nogi.
I jeszcze, położenie strzelby na zdjęciu wydaje mi się nienaturalnym. Facet leży obejmując karabin. A jednak odzut chyba musiałby odsunąć broń dość daleko od trupa?
Mylę się?
9
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez olkapolka dnia Dzisiaj o 02:08:50 pm »
Celność można poćwiczyć w domu...na przykład:
https://www.youtube.com/watch?v=6Jv3VGfzpM8
https://www.playstation.com/pl-pl/explore/accessories/playstation-vr-aim-controller/
Feel more of the action ::)

Pss...kiedyś już pisałam o operacji przy użyciu robota - gracze operowali lepiej od chirurgów - oczywiście pod względem manualnym.
10
Forum po polsku / Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Ostatnia wiadomość wysłana przez maziek dnia Dzisiaj o 01:50:22 pm »
Nie przykładaj miarki "zwykłego człowieka" ze trzęsły by mu się ręce - takich rzeczy dokonują psychopaci, czyli ludzie mający znaczne zaburzenia osobowości -  w tym deficyt lęku. Taka osoba nie boi się tak jak Ty i nie wczuwa w uczucia innych osób jak Ty, nie odczuwa ich stanów emocjonalnych, sama ma bardzo spłycone emocje, jest w pewnym sensie cyborgiem kalkulującym efekt.

Facet strzelał w zamkniętych pomieszczeniach na bardzo małe odległości, nie wiem jakiej używał amunicji ale z bliska strzelba śrutowa ma siłę armaty, postrzały które przy innej broni nie byłyby śmiertelne z tej są, ze względu na rozległość obrażeń. Nie trzeba do tego być snajperem tylko wariatem.

Cóż, pozostają tylko wyrazy współczucia i konstatacja, że zaraza się rozlewa.

Strony: [1] 2 3 ... 10