Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - maziek

Strony: [1] 2 3 ... 646
1
Forum po polsku / Odp: Ateizm Lema?
« dnia: Dzisiaj o 11:02:05 am »
Może Lemowi chodziło o uwypuklenie, czy ten pogląd wyewoluował u danej osoby pod wpływem racjonalnych rozmyślań, czy też został przejęty lub "wrodzony" bez przemyśliwań. Czy najpierw były przemyślenia (w tym wypadku racjonalne, czyli jak rozumiem najprościej mówiąc materialistyczne) - a potem jako efekt pogląd, czy odwrotnie (bądź nie było ich, przemyśleń, zupełnie).

2
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 21, 2018, 12:15:03 pm »
Moc bowiem w słabości się doskonali.
To są ludzkie a nie boskie teksty, ówczesna demagogia, żeby jakoś wytłumaczyć ludowi, dlaczego akurat wyznawcy tego Boga są traktowani najgorzej w świecie, mimo że ten Bóg taki potężny, jedyny i najważniejszy ;) . Ludzie wówczas rozumowali nieco prościej w tych sprawach. Oczekiwali, że Bóg pozabija w cholerę ich wrogów i ciemiężycieli bez zbędnych ceregieli, ale w możliwie bolesny sposób ;) .

Czy Kreator tworząc świat - wprowadzając ład - musi się w tym świecie zamykać? Uczestniczyć w nim i podlegać jego ograniczeniom?
Pewnie, że nie musi. Inaczej byłby tak wszechmocny jak skoczek spadochronowy - miałby wolność, żeby skoczyć, ale powrócić do samolotu już nie.

Przecież jak Bóg jest wszechmocny, to mógłby nas stworzyć zaledwie sekundę temu i dać nam wszystkim stosowną pamięć... Co tu roztrząsać. Albo wszechmoc albo tylko ułuda boskości.

3
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 20, 2018, 10:04:26 pm »
Od biedy muszę ostrożnie przypuścić, iż Bóg jest podporządkowany zasadom matematyki a zatem i fizyki.
Twój Bóg jest słabszy od mojego ;) .

4
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Maj 20, 2018, 09:51:25 pm »
To ja chyba nie dam rady :( . Mam za szczupłą :( .

5
Forum po polsku / Odp: Filmy SF warte i nie warte obejrzenia
« dnia: Maj 20, 2018, 09:35:19 pm »
Zara, to ile ten film ma długości, jak liv pisze, że 2h z hakiem by starczyło? Futurolodzy przypuszczali, że człowiek będzie ewoluował w kierunku wątłego ciałka i wielkiego łba na chudej szyjce (z zakolami i plus okurary ma się rozumieć) - ale coś czuję, że od siedzenia w kinie duża będzie tylko ta strefa, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, a główka i reszta maleńka (ze stosownymi wyjątkami niektórych organelli, u pań i panów)...

6
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 20, 2018, 08:39:41 am »
Nie mogę tego stwierdzić 100% ale prawdopodobnie zaleszczotek ma na lewych szczypcach jeszcze jednego pasażera - pasożytnicze roztocze (ta różowa plama). To bardzo młody okaz wstężyka był, muszla ma mniej niż 1 cm ;) . Ponadto czarna plama z tyłu u podstawy muszli to omotany siecią trup mrówki. Dzieje się :) .

7
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 19, 2018, 10:44:38 pm »
ale, że udało Ci się wszystkie podwodnie uchwycić...
Na powierzchni DTV leciał... znaczy Wiadomości TVP1.


Dzięki :) (za pasażerów) .

P.S. Jeszcze takie mam. Z życia patefona...




8
Hyde Park / Odp: Fotokawiarnia pod zardzewiałym robotem
« dnia: Maj 19, 2018, 10:31:23 pm »
Tycie życie na kompoście.

9
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 05:06:20 pm »
Miałam na myśli pewne "zacięcia" programu, które możemy obserwować...
Tak zgadzam się z tym oczywiście. Chodzi mi o coś trochę innego - że teza, że to "boska pomyłka" jest nigdy pozytywnie nie weryfikowalna. Mam na myśli, że można, albo kiedyś być może będzie można ją negatywnie zweryfikować w danym przypadku (na przykład wykazać, że do deja vu można doprowadzić odpowiednio stymulując elektrycznie mózg), nigdy zaś nie da zweryfikować pozytywnie, to znaczy wykazać, że owo zacięcie bębna nastąpiło.

10
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 03:57:00 pm »
Dlaczego MNIE pytasz? Dyskusja trwa. A w zasadzie kilka dyskusji. Trudno więc mówić, że do czegoś doprowadziły - poza bezcenną wymianą poglądów póki co.

11
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 19, 2018, 01:00:58 pm »
Zatem Najwyższy jest Kostek-Biernacki.  ;D
LOKALNIE ;) . I krótkotrwale.

Cytuj
Bo ja wiem? Z dialogów wynika, że niemożliwa, lub co najmniej bardzo trudna. Ale jakoś tak w miarę równolegle Lem pisał podróże, w tym 22 i 23 (rok 54) - a tam są Bżutowie.
Myślę, że jedno pisał science, a drugie fiction ;) . Toż samo na Enteropii, gdzie należy domniemywać, że Ijon Tichy został zrezurekcjonowany.

Moim zdaniem, nie w tym sęk, że ktoś z nich prawdziwy, a ktoś nie - obaj są z zasady prawdziwe. A w tym, iż z momentu powstania są odrębnymi, osobnymi bytami
Oczywiście, że od tej chwili (skopiowania) są różnymi bytami i będą mieli różne życie, ale zaczęliśmy od tego:

Gdyby kogoś wskrzesić z prochu, w który się obrócił, będzie to już inna istota, może podobna do zmarłego jak kropla do kropli, ale jednak ktoś inny — niczym bliźniak. Na styku śmierci i wskrzeszenia powstają bowiem egzystencjalne paradoksy, których nie można przezwyciężyć, to znaczy rozstrzygnąć, KTO właściwie otwiera oczy jako zmartwychwstały — TEN sam, tylko TAKI sam człowiek.
Masz dwóch identycznych ludzi, identycznych w pewnym momencie (w chwili skopiowania, oznaczmy jak w lotach kosmicznych t0) w każdym możliwym wymiarze fizycznym (dusze chwilowo zostawmy z boku) - a ja tylko pytam, który z nich, w tejże chwili t0 jest prawdziwy i może sam o sobie powiedzieć "to ja, a tamten to kopia" - albo o którym można tak powiedzieć wykonując wszelkie możliwe badania w jakiejkolwiek chwili t+?

Mogę ten eksperyment sformułować inaczej, człowiek wchodzi do czarnego pudełka i wychodzi za minutę. Wiadomo, że po wejściu człowiek poddawany jest narkozie a następnie losowo mogą zajść dwa wykluczające się scenariusze: albo nic się nie dzieje, albo człowiek jest rozpylony na atomy i złożony po chwili z powrotem. Potem w obu wypadkach następuje wybudzenie z narkozy i człowiek wychodzi z pudełka. Jak można, nie wiedząc, który scenariusz miał miejsce, rozpoznać, co się wydarzyło? Jak ten człowiek może to rozpoznać?

Cytuj
Nie wiem, maźku, może mylę się... wydaje się, że to spór o istnieniu duszy, czyli kwestia wiary. Z zasady potwierdzić ani obalić tę tezę jest niemożliwe.
Rozdzielmy dwie kwestie. Jeśli dopuścimy obecność duszy nieśmiertelnej do tego typu rozważań i uznamy, że ten jest prawdziwy, który ma duszę - tracą one sens, albo jak wolisz niczego to nie pozwala rozróżnić, bo i tak obecności duszy nie sposób stwierdzić naukowo. Podobnie jak dopuszczenie palca bożego do nauki też podważa jej sens (skoro wszystko może się stać - to jaki sens badać jak się może stać?). Ja mówię wyłącznie o przenoszeniu jaźni, przy założeniu, że dusza nieśmiertelna nie jest konieczna do istnienia świadomości w ogóle, a ludzkiej w szczególe. Inaczej musielibyśmy przenieść rozważania na łono którejś konkretnej religii i rzecz rozpatrywać wedle jej dogmatów. Nie jestem w tym biegły, ale o ile wiem kościół rzymski uważa, że dusza jest zarezerwowana tylko dla człowieka (zwierzęta jej nie mają). Moglibyśmy więc pytać o którąś wielką małpę, o których wiadomo, że mają poczucie tożsamości - ale osobiście wolałbym pozostać przy człowieku i założeniu, że dusza nieśmiertelna albo nie istnieje, albo nie ma nic do rzeczy (bo na przykład też się duplikuje).

Cytuj
Cytuj
Z drugiej strony jest sporo osób po ciężkich urazach, które musiały się prawie wszystkiego nauczyć od nowa i które nie pamiętają siebie sprzed wypadku, nic o tamtym sobie nie wiedzą.
A jednak, choć nie pamiętają własnego imienia i nazwiska, a nazywają siebie - "ja".
Ale czego to dowodzi? Każdy kto świadomie istnieje, choćbyś go stworzył sekundę temu z prochu i śliny - nazwie siebie "ja". Chodzi o to, że osoba na przykład 40-letnia nie czuje żadnej ciągłości, nic nie wie o sobie "poprzednim" a także różni się zdecydowanie od "tamtego ja" charakterem, upodobaniami, ba, nawet talentami. Najbliższa, kochająca rodzina, którą można uznać za najlepszy miernik, żona, dzieci widzą, że to zupełnie inny człowiek, wcześniej lubił brunetki, teraz blondynki itd.

Cytuj
Cytuj
Cóż to za wszechmoc, jak czegoś nie możesz zrobić?
Przepraszam, ale wydaje mi się, że to już pachnie scholastyką.
Poza tym, słowo "wszechmoc" jako immanentny atrybut Boga jest wymyślone przez ludzi. Profesor Corcoran niewątpliwie był Bogiem dla mieszkańców swoich skrzyń, a czy był w naszym rozumieniu wszechmocnym?
Patrzę na to zupełnie inaczej. Po pierwsze wszystkie pojęcia są wymyślone przez ludzi (i ewentualnie, niezależnie, przez inne byty świadome w tym Wszechświecie). Jeśli jakaś cecha dotyczy wszystkiego to jest bezwartościowa w rozróżnianiu rzeczy.

Po drugie, jeśli próbować zdefiniować pojęcie "Bóg" to pierwsza wyraźną różnicą jest to, czy jest to tylko ktoś potężniejszy, silniejszy - bo nie nazwałbym Bogiem przez duże B najsilniejszego w klasie czy dysponującego nieznaną mi technologią - i tak dalej. Jeśli coś dzieje się zgodnie z fizyką, to nie ma przeszkód fundamentalnych, abym ja czy Ty stał się równie potężny. Tak więc wyróżnikiem Boga jest to, że może działać ponad fizyką, czyli jak to określił xpil, ma prawa roota, przy czym jeszcze prawa te sam sobie ustala. Jest to proste dość założenie i nie teologiczne tylko raczej "fizyczne". Jeśli ktoś może wedle życzenia zmieniać fizykę, to nigdy mu nie dorównamy i zawsze będzie mógł nas skarcić. Nie trzeba posiłkować się religią czy teologią, aby takie założenie poczynić i zobaczyć co zeń wynika.

Generalnie, jeśli o mnie chodzi, to w tym ujęciu nie bardzo mnie interesuje, co mówi na ten temat taka czy inna święta księga. Raz, że mocno podejrzewam, że wiele rzeczy zapisanych w tych księgach pojawiło się tam przypadkowo, a teraz jest uważana za istotny ich składnik, dwa, że dawno zauważyłem, że nie tyle jest istotna święta księga, ile jak tłumaczą ją wiernym mądrzy w piśmie. Z tego powodu trudno szukać w tym jakiegoś oparcia dla rzeczowej dyskusji o fizyce. Wole się zastanawiać nad "Bogiem naukowym", czyli wszechmocnym, bez dalszych licznych przypisywanych mu cech jak nieskończone miłosierdzie i tak dalej.

Raczej logika nie ma tutaj zastosowania;) . "Najpierw", "następnie" - to kategorii czasu, Bóg zaś jest bytem pozaczasowym i pozaprzestrzennym. Odpowiedni cytat podam później :)
Co do logiki, może nie u Boga nie ma zastosowania, lecz teologowie KK coś poplątali?
teologowie mają zawsze furtkę dowcipnie ujętą w powiedzeniu "chcesz czegoś od Boga, to się o to módl. Jeśli tak się stanie - to Bóg cię wysłuchał. Jeśli nie, to też oczywiście wysłuchał, ale ma wobec ciebie lepszy plan". Jak zły człowiek zginie w wypadku to dosięgła go sprawiedliwość boża, a jak dożyje starości w zdrowiu i spokoju - to tylko po to, aby móc płonąć żywym ogniem w zaświatach. A jak czegoś nie rozumiesz - to dlatego, że niedostępna ci jest mądrość boża i boska logika. Tym sposobem cokolwiek się wydarzy - teologowie z łatwością wywiodą, że zgodnie z boską wolą się wydarzyło. Dlatego moim zdaniem szkoda sobie tym zawracać głowę, zwłaszcza że w naszej części świata nie stosuje się już w ramach dowodu teologicznego palenia na stosie czy próby wody.

Cytuj
A czy naszego Stwórcę nie da się przyłapać - skąd taka liczba wszelkiego rodzaju teodycei?
Nie da się. Z wyżej wymienionego powodu.

Cytuj
O paradoksach i sprzecznościach czytałem niedawno tutaj: https://5000lib.wordpress.com/2018/05/17/4291-ps/
Dobre pytanie - co to jest sprzeczność?
Mi si wydaje, że jej nie ma - to tylko jakiś błąd w naszej percepcji świata, języku, komunikacji etc.

Lepiej bym tego nie ujął. To samo zresztą napisałem w komentarzu pod ww. artykułem, że sprzeczności są wyłącznie wynikiem niedoskonałości naszej percepcji.
Artykuł jest igraszką, żonglerką znaczeniami pojęć - ale co w zasadzie zeń twardo wynika, prócz tego, że ewentualnie poruszył nam jakąś strunę w duszy (ech ta dusza, nie da rady bez niej ;) )? Sprzeczność da się ściśle zdefiniować w pewnych sytuacjach i metoda naukowa działa tak właśnie, aby poruszać się w przestrzeni, w której ta definicja jest ścisła i jednoznaczna. Gdzie jest niedoskonałość naszej percepcji, kiedy wychodzi nam, że 4>5? Ja rozumiem, że w ujęciu renesansowo-humanistycznym można napisać wszystko, w każdym pojęciu znaleźć jego przeciwieństwo i dowolnie prowadzić swoją myśl - ale w królowej nauk i dziedzinach twardo na niej osadzonych nie.

Do mnie nie przemawia wizja zmartwychwstania
Ha, do mnie też. Swoją babcię znałem tylko jako starą kobietę - kim byłaby dla mnie jeśli istotnie miałaby mieć 30 lat w niebie? Mój siostrzeniec zmarł w wieku kilku dni - skąd znajdzie się u niego świadomość, zbiór nabytych doświadczeń, pamięci i  tak dalej, żeby jego bytowanie w ciele 30-latka miało sens? Albo i bez ciała, tylko jako czysty rozum? Pan Bóg mu to wszczepi - czuję tu jakieś oszustwo. A co z tymi nienarodzonymi, wszak wg rzymskiego kościoła, fakt, że od niedawna, duszę ma już komórka jajowa, do której wniknął plemnik (ściśle rozumując, nawet przed zespoleniem materiału genetycznego)? A z tymi, co urodzili się bez mózgu? Wszystko to w ludzkim rozumie są paradoksy nierozstrzygalne inaczej, jak poprzez założenie, że Bóg ma inną logikę i my tego nie rozumiemy. Sztuczne poronienie to grzech zabójstwa, ale najwięcej poronień wywołuje sam Pan Bóg, bo tylko mniej niż połowie zygot udaje się zagnieździć w macicy - Bóg jest więc największym aborcjonistą wszechczasów, każdy z nas ma co najmniej jednego brata lub siostrę, który czeka na nas w niebie..

Ośmielam się przypomnieć poglądy Mistrza:
https://forum.lem.pl/index.php?topic=537.msg68597#msg68597
Warto je przypominać zwłaszcza teraz - ale one są nieco w bok od obecnej dyskusji, bo są PRAKTYCZNE nie filozoficzne.


12
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 17, 2018, 10:01:44 pm »
Ponieważ póki co możemy założyć z dużą dozą pewności, że nikt kopii człowieka sporządzić nie potrafi, to kopii nie ma wśród nas.
A czy jednojajowego bliźniaka można uważać za swoją dokładną kopię?
Oczywiście, że nie. Taka osoba żyła innym życiem. Podobnie, gdyby sklonowac człowieka, to będzie to też zupełnie inny człowiek z własnymi przeżyciami. Nie o tym jednak mówimy. Mówimy hipotetycznie o dokładnej duplikacji. Lem powtarzał za nauką, że dokładna kopia czegokolwiek jest niemożliwa (mechanika kwantowa zabrania). Potem jednak zaczęto przeprowadzać doświadczenia z teleportacją cząstek elementarnych, która to teleportacja jest w istocie kopiowaniem stanu z jednej cząstki na drugą (gdyż poza różnymi stanami cząstki danego rodzaju niczym się nie różnią - np. nie ma sposobu, aby odróżnić elektron od elektronu). Wówczas Lem wycofał się z twierdzenia, że kopia świadomości nie będzie możliwa. Załóżmy więc, że jest możliwa. Teleportacja kwantowa ma to do siebie, że teleportowana cząstka traci stan kwantowy, który jest teleportowany (niejako "umiera" tu, aby odrodzić się tam, w miejscu teleportacji). Załóżmy jednak, że i to ograniczenie pokonano i mamy czarne pudło, na tyle duże, aby wszedł tam człowiek. Człowiek wchodzi, a wychodzą dwaj identyczni. Wszystko maja takie samo - ciało, znaki szczególne i oczywiście- dokładnie ten sam umysł i wspomnienia, czyli "życie". Który jest prawdziwy? Jaką widzisz możliwość, żeby któryś z nich uważał (zasadnie), że to on jest sztuczny, bądź prawdziwy, albo jak miałaby ich rozróżnić nauka?
Cytuj
Cytuj
Załóżmy więc, że w nocy mnie podmieniono na moją dokładną kopię, z chwili tuż po zaśnięciu, a mnie samego w tymże momencie wysłano w kierunku centrum Galaktyki, ku kryjącej tam się czarnej dziurze. Rano się budzę - ja. Rodzina uważa, że ja. Państwo też tak uważa.
Nie zgadzam się. Rodzina i państwo - tak, będą uważać, że to Ty. Ale nie Ty sam. Myślę, mie będziesz kontynuowany w swoim bracie.
A jak to uzasadnisz? Jestem w każdym atomie i jego stanie identyczny. Przy tym poczucie ciągłości istnienia wcale nie wymaga ani identyczności ciała, ani nawet identyczności mózgu, ani nawet identyczności cech psychicznych. Można w wypadku stracić nogę, miliardy komórek naszego ciała są codziennie wymieniane na nowe (bądź nie, tylko obumierają, jak w mózgu). Można mieć wypadek i stracić sporo mózgu (organu). Można pod wpływem wypadku zmienić się, np. przestać czuć zapachy, albo znielubić bądź polubić zapach, można stać siię agresywnym i tak dalej. A mimo wszystko mieć poczucie, że jest się tą samą osobą. Z drugiej strony jest sporo osób po ciężkich urazach, które musiały się prawie wszystkiego nauczyć od nowa i które nie pamiętają siebie sprzed wypadku, nic o tamtym sobie nie wiedzą.

Cytuj
Cytuj
Jest jednak sporo osób, które uważają, że zostały podmienione, tzn. ich osobowość nie ma ciągłości, że "wskoczyli" w obce ciało. Co traktuje się jako objaw problemów mentalnych a nie dowód, że faktycznie ktoś ich podmienił.
Przepraszam, nie zrozumiałem, dlaczego osobowość nie ma ciągłości? Podmienione zostało przecież ciało, nie własne "ja". Czyż Trurl w ciele króla Baleryona utracił swoją osobowość?
Czy to przykład literacki, niewlaściwy?
Chodzi o osoby mające zaburzenia mentalne zwane depersonalizacją. Zupełnie zdrowe osoby w sensie fizycznym, których nie podmieniono oczywiście, tylko mają problem mentalny. Można to też zresztą wywołać farmakologicznie np.

Cytuj
Cytuj
Gdyby Bóg musiał się stosować do jakichkolwiek reguł - nie byłby wszechmocny, ponieważ istniałoby coś potężniejszego od niego.
Skąd możemy wiedzieć, może i istnieje - logika np., albo zasady matematyki.
W ramach ludzkiej logiki właśnie nie. Cóż to za wszechmoc, jak czegoś nie możesz zrobić? Tak jak z kamieniem, o który pytasz. W ramach ludzkiej logiki to niemożliwe, chyba, że pomocą jakiejś sztuczki (np. Bóg stwarza taki kamień, którego nie może podnieść, ale w każdej chwili może go przemienić w taki, który podnieść może). Czyli chwilowo nie może, ale w zasadzie może.

@ maziek

Mistrz uważał (na piśmie!), że nad Panem Bogiem jest logika :-)

R.
Wiem. Tak też uważali dość długo teologowie (teraz jakoś o tym nie pamiętają). Ja też mogę tak uważać - ale to nie zmienia postaci rzeczy, że jeśli coś jest nad tobą, to nie jesteś wszechmocny.

13
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 17, 2018, 06:55:17 pm »
Sęk w tym, że stwierdzenie "ja to ja" jest czysto subiektywne. Ponieważ póki co możemy założyć z dużą dozą pewności, że nikt kopii człowieka sporządzić nie potrafi, to kopii nie ma wśród nas. Jest jednak sporo osób, które uważają, że zostały podmienione, tzn. ich osobowość nie ma ciągłości, że "wskoczyli" w obce ciało. Co traktuje się jako objaw problemów mentalnych a nie dowód, że faktycznie ktoś ich podmienił.

Gdyby Bóg musiał się stosować do jakichkolwiek reguł - nie byłby wszechmocny, ponieważ istniałoby coś potężniejszego od niego.

14
Hyde Park / Odp: Co tępora, to mores...!
« dnia: Maj 17, 2018, 02:09:47 pm »
Gdyby kogoś wskrzesić z prochu, w który się obrócił, będzie to już inna istota, może podobna do zmarłego jak kropla do kropli, ale jednak ktoś inny — niczym bliźniak. Na styku śmierci i wskrzeszenia powstają bowiem egzystencjalne paradoksy, których nie można przezwyciężyć, to znaczy rozstrzygnąć, KTO właściwie otwiera oczy jako zmartwychwstały — TEN sam, tylko TAKI sam człowiek.
To z Dialogów? A wiecie, że ja sobie to kiedyś przemyślałem i się nie zgadzam. I nie chodzi mi o to, co pod koniec powiedział Lem, że on cofa te zastrzeżenia z powodu doniesień o kwantowej teleportacji. Ja się z tym nie zgadzam, bo jak dwóch rzeczy nie można w żaden sposób rozróżnić, to zgodnie z zasadą brzytwy pana O. należy przyjąć, że to ta sama rzecz.

Skąd ja wiem, że jestem ten sam? Bo tak mi się wydaje. Skąd moja rodzina wie, że jestem ten sam? Bo też jej tak się wydaje. Skąd państwo wie, że jestem ten sam? Bo pasują moje wszelkie cechy szczególne, od kodu DNA, poprzez odciski palców aż po blizny i wycięty wyrostek. Załóżmy więc, że w nocy mnie podmieniono na moją dokładną kopię, z chwili tuż po zaśnięciu, a mnie samego w tymże momencie wysłano w kierunku centrum Galaktyki, ku kryjącej tam się czarnej dziurze. Rano się budzę - ja. Rodzina uważa, że ja. Państwo też tak uważa.

I teraz pytanie zasadnicze - skąd ja wiem, Wy wiecie, ktokolwiek wie, że nie został podmieniony? Pytanie chwilowo hipotetyczne - ale być może wkrótce realne. Jedyna odpowiedź, jakiej będzie można udzielić, to że z braku dowodów raczej ten sam.

P.S. Akurantnie mnie Scoop.it poinformował o tym artykule: http://newsroom.ucla.edu/releases/ucla-biologists-transfer-a-memory

15
Hyde Park / Odp: Stan wojenny i okolice
« dnia: Maj 17, 2018, 10:51:14 am »
Myślę, że jest to echo tego, że ogólnie Lem był bardzo zawiedziony naszą "klasą polityczną" i prorokował już kiedy PRL zaczął się sypać, że z Solidarności nijakich elit politycznych nie będzie, co mu się sprawdziło (patrz Tako rzecze...). W tym rozdziale pobrzmiewa coś takiego, jak to często ludziska mówią, że komuchy jakie były takie były, ale ubrać się umiały, wysłowić się umiały i jakieś pojęcie (w sensie umiejętności administrowania i skutecznego załatwiania spraw) też miały, w tym zdolność do kompromisu a nie śmierci za swe racje "bo moja mojsza jest najmojsza" - i nie ustąpie ani milimetr. Były po prostu do tego "szkolone". W przeciwieństwie do nowych elit, które tego wszystkiego nie miały i zabrały się od razu za sejmikowanie prawie jak za czasów liberum veto. Tak jakby Lem przez zaciśnięte zęby mówił "nie chcem, ale muszem" przyznać, że na tle, nie zapominając co im pamiętam, nie są źli. Wypowiada się tam m.in. o Kwaśniewskim.

Czytałem jakiś czas temu książkę Balcerowicza o tym czasie i niewiele już pamiętam, ale pamiętam, że napisał coś takiego, że w te piękne dni, kiedy opozycja przejmowała władze i nastał pierwszy wolny Sejm to wszyscy w tym Sejmie naprawdę mieli poczucie wyższego celu, czyli Polski, zarówno będące w nim komuchy jak i świeża krew. Ale że to trwało bardzo krótko i nigdy już nie wróciło. Też tak to pamiętam i myślę, że tym ogólnie zniesmaczony był Lem.

P.S. Nawiasem mówiąc Dzień świra powstał w czasie, kiedy Lem wypowiadał te słowa Beresiowi do Tako rzecze (2001 - 2002) - i ta świetna scena z "mojszą" trafiała w sedno i odbiła się szerokim echem w narodzie, który ją chętnie cytował sytuacyjnie w życiu i cytuje zresztą do dziś - więc chyba wiele osób tak to właśnie widziało.

Strony: [1] 2 3 ... 646