Autor Wątek: Właśnie się dowiedziałem...  (Przeczytany 842250 razy)

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10003
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4650 dnia: Styczeń 08, 2018, 08:20:50 pm »
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę ;) . Ogólnie jeśli masz wątpliwość - musi ona także dotyczyć dwóch kulek w izolowanym układzie (pusta przestrzeń i dwie kulki). Ziemię, Słońce i całą resztę można na takie kulki, plastyczne bądź sprężyste rozłożyć. Trzeba jeszcze dodać możliwość emisji fotonów a może i grawitonów, ale poza tym to musi się zgadzać.

Dobrym modelem plasteliny w tym względzie jest sztywne, sprężyste pudełko wypełnione sprężystymi kulkami. Kiedy takie pudło leci z predkością v a kulki są wobec niego nieruchome, to pęd pudełka (załóżmy, że samo pudło jest nieważkie) wynosi nmv, gdzie n to liczba kulek, m ich masa, a pęd każdej kulki to mv. Kiedy pudło trafi w ścianę, to kulki zaczną się odbijać sprężyście od ścianek pudełka i między sobą. Można założyć, że błyskawicznie ich ruch będzie całkowicie chaotyczny (co łatwo sprawdzić rzucając kulkami stalowymi w jakimś sztywnym pudełku - nie odbije się, o ile masa pudełka jest zaniedbywalna w stosunku do masy kulek). Ponieważ kulki są sprężyste, to po odbiciu średnio każda z nich ma taki sam co do wartości pęd mv, ale że będą miały różnie skierowane zwroty, to pędy w sumie zniosą się do zera i pudełko jako układ będzie miało pęd zero. Tak więc "mikroskopowo" jest to to, o czym pisałeś - energia kinetyczna poszła na podniesienie "temperatury" - początkowo kulki w stosunku do pudełka były w bezruchu, a teraz latają po nim jak stado os.

Z drugiej strony wiesz czy nie wiesz jaka jest zawartość pudełka, to o ile znasz jego prędkość i masę (oraz obiektu, z którym się zderzyło), to możesz napisać równianie mv1+MV1=mv2+MV2. No i z tego równania siłą rzeczy "wyjdzie Ci", że obiekt, w który uderzyło pudełko otrzymał pęd, bo inaczej pudełko by się nie zatrzymało. Oczywiście to nie tyle z równania wychodzi, co tak jest skonstruowane równanie, bo tak jest jak dotąd niepodważona eksperymentalnie zasada zachowania pędu. Zwróć uwagę, że bardzo ciekawe jest to, że pudełko przekazuje pęd n kulek o wartości nmv - a równocześnie nadal każda z kulek ma średnio co do wartości taki sam pęd jak przed zdarzeniem :) , co sumarycznie, skalarnie daje również nmv.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Lieber Augustin

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 64
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4651 dnia: Styczeń 09, 2018, 10:12:23 am »
Będę odpowiadał stopniowo, krok po kroku.
Cytuj
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę
Jak już pisałem, za układ uważam Ziemię (bo na innych planetach może i nie być ścian i śnieżnych kulek ;)). „Śnieżka” z kosmosu – to obiekt spoza układu (a może i Układu :) ) i zrozumiało samo przez się, może zmienić pęd Ziemi. Jak ten, nad Tunguzką, z 1908 roku.
Cytuj
jeśli masz wątpliwość - musi ona także dotyczyć dwóch kulek w izolowanym układzie (pusta przestrzeń i dwie kulki).
Przykład bardzo znamienny. Założmy, że obie kulki leżą na jednej prostej, mają jednakowe masę i prędkość. Po zderzeniu obie kulki zatrzymają się. Jeśli umieścić punkt odniesienia w środku masy układu, czyli w punkcie zderzenia, wyjdzie, że suma wektorowa pędów równa się zeru do i po zderzeniu, niezależnie od tego, kto ma słuszność – Ty czy ja.
Można zamienić kulki na pudełka z kulkami, wynik będzie ten sam.
Cytuj
Trzeba jeszcze dodać możliwość emisji fotonów a może i grawitonów
Sam pisałeś przecież:
Cytuj
Przy czym poruszamy się w obrębie fizyki klasycznej, poza którą ja nosa nie wysadzam :)
Cytuj
Dobrym modelem plasteliny w tym względzie jest sztywne, sprężyste pudełko wypełnione sprężystymi kulkami.
O, to bardzo dobry model fizyczny, dziękuję.
Uporządkujemy najpierw oznaczenia. O ile zrozumiałem z Twojego wzoru mv1+MV1=mv2+MV2 ,
m – masa sumarna kulek, M – masa ściany, v1 – prędkość kulek do zderzenia, v2 – przeciętna prędkość kulek po zderzeniu, V1 – prędkość ściany do, V2 – pr. ściany po.
Dalej, napiszemy Twoje równianie w formie wektorowej:

    n  ->                    n  ->
m Ʃv1i + MV1 =   m Ʃv2i + MV2
    i=1                       i=1

W Twoim modelu pudełko jest obiektem niesprężystym, ściana natomiast twarda i sprężysta. Założmy jednak, że nasza ściana, lub pewna jej część w miejsce zderzenia, jest złożona nie z cegieł, lecz z takich samych pudełek z kulkami o sumarniej masie M. Co mamy? W miejscu zderzenia znajduje się pudełko, po zderżeniu kulki w środku nabędą pędu. Ale ich ruch już po ułamku sekundy będzie chaotyczny, z tego samego powodu, co i w „pocisku”. Tym bardziej chaotyczny będzie ruch w sąsiednich pudełkach. Pytanie – a czym w istocie różni się to zdarżenie od wyżej opisanego, z dwojgą pudełek? Obaj obiekty po zderzeniu są nieruchomi, „temperatura” natomiast wzrosła.

Rozumowania niby tak niczego, widzę jednak pewną sprzeczność w matematyce. Mianowicie, wektorowa suma pędów „do” jest niezerowa, „po” natomiast dokładnie zerowa. Czy ta sprzeczność jest do usunięcia, czy też nie – na razie nie wiem. A raczej nie, zasada zachowania pędu to rzecz twarda. Dura lex, sed lex, można powiedzieć :).
Może jednak da się obrać taki układ odniesienia, tak żeby pęd sumarny, jak do, tak i po, wynosił zero? Jeden facet twierdził przecież, że ruch to rzecz względna, i wzystko zależy od układu odniesienia - a był on geniuszem...

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10003
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4652 dnia: Styczeń 09, 2018, 09:48:53 pm »
Cytuj
Zależy skąd pochodzi impuls i co uważasz za układ. Odpowiednio duża "śnieżka", jak przyleci z kosmosu, to może zruszyć orbitę
Jak już pisałem, za układ uważam Ziemię
Wobec tego oczywiście jeśli Ziemia czyli planeta "w próżni" jest takim układem, to występuje to co trafnie określiłeś próbą napędzenia łodzi poprzez bieganie od dzioba do rufy. Osoba rzucająca śnieżkę napędzi ziemię w jedną stronę, a kiedy ta śnieżka trafi w ścianę, to efekt się zniesie.
Cytuj
Założmy, że obie kulki leżą na jednej prostej, mają jednakowe masę i prędkość. Po zderzeniu obie kulki zatrzymają się. Jeśli umieścić punkt odniesienia w środku masy układu, czyli w punkcie zderzenia, wyjdzie, że suma wektorowa pędów równa się zeru do i po zderzeniu, niezależnie od tego, kto ma słuszność – Ty czy ja.
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Cytuj
Sam pisałeś przecież:
Cytuj
Przy czym poruszamy się w obrębie fizyki klasycznej, poza którą ja nosa nie wysadzam :)
Nie wysadzam w zakresie rozważań, bo na to jestem za głupi, ale z drugiej strony czytam o tym i wiem, że fotony mają pęd i dlatego może działać silnik fotonowy. Więc jakby tak superdokładnie badać klasycznie jakiś układ to pęd może nie być stały w izolowanym układzie.
Cytuj
Może jednak da się obrać taki układ odniesienia, tak żeby pęd sumarny, jak do, tak i po, wynosił zero? Jeden facet twierdził przecież, że ruch to rzecz względna, i wzystko zależy od układu odniesienia - a był on geniuszem...
Nie chodzi tu o punkt odniesienia. Pęd jest wielkością wektorową. Nie da się rozłożyć niezerowego wektora na inne wektory tak, żeby ich wektorowa suma była równa zero. Przed zderzeniem wektory pędu wszystkich kulek mają ten sam zwrot i kierunek, można je więc sprowadzić do jednego wektora tak samo skierowanego, o długości n wektorów poszczególnych kulek. Po zderzeniu, skoro pudło jest nieruchome mimo wciąż odbijających się kulek, wektor wypadkowy jest równy zero.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Lieber Augustin

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 64
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4653 dnia: Styczeń 10, 2018, 12:19:53 am »
Proszę bardzo, znów dziwna synchronizacja :o
Ciągłe myślałem o temacie, no i naszkicowałem - dziś po południu - wpis do Ciebie. Teraz, po powrocie do domu, robię copy-paste:

Oto teraz dopiero przyszło mi do głowy, maźku, dlaczego nie możemy dojść do konsensusu. Moim zdaniem, niewłaściwie uznaliśmy układ „śnieżka – ściana” za układ izolowany. Albo też niepoprawnie go traktowaliśmy. Rzecz w tym, że „śnieżka” i „ściana” są przedmiotami wykonanymi przez człowieka i z pewnością znajdują się na Ziemi, czyli należą do układu „planeta”. Chcę powiedzieć, że śnieżka wcale nie przyleciała z kosmosu – ją ktoś rzucił. Jeżeli tak, układ względnie izolowany musi zawierać jeszcze jeden element – „tego, kto rzucił śnieżkę”. Wtedy wszystko zgadza się, i Ziemia razem z „zamontowaną” ścianą nie musi nawet mikroskopijnie się poruszać, nabywając pędu od elementu, znajdującego się wewnątrz układu „planeta Zemeja”.
A ponieważ to ja jako pierwszy zaproponowałem rozpatrzyć ten nieodpowiedni układ, to primo uważam siebie za... eee... lekkomyślnego człowieka, secundo daję tym razem za wygraną.


Cytuj
Jeśli przyjmiesz tezę, że to pęd zamienił się na energię wewnętrzną kulek (podniósł ich temperaturę) - to gwałcisz zasadę zachowania energii. Kulki miały przed zderzeniem energię kinetyczną - skoro to nie ona zamieniła się energię wewnętrzną - to co się z nią stało, skoro po zderzeniu wynosi zero?
Już nie ma to znaczenia, ale... Po zderzeniu zero wynosi wektorowa suma prędkości kulek, suma skalarna zaś wcale niezerowa, i równa się dokładnie sumie skalarowej prędkości do zderzenia (za umowy, że ściana jest sprężysta i nie pochłonia energii). Energia wewnętrzna kulek - to też energia kinetyczna, energia "ruchu cieplnego". Gdyż energia kinetyczna mv2/2 to wielkość skalarna (w odróżnieniu od pędu i prędkości), kierunek wektorów prędkości nie odgrywa żadnej roli.

NEXUS6

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 2170
  • MISTYK WYSTYGŁ, WYNIK: CYNIK
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4654 dnia: Styczeń 11, 2018, 05:13:37 pm »
Zabawne, ale nie tak dawno temu zastanawialismy sie (moj brat, bratanek I ja) nad tym wlasnie zagadnieniem, czyli czy energia nadana broni I strzelcowi rowna sie energii pocisku wystrzelonego, tyle ze z przeciwnym zwrotem. Dyskusja zaczela sie z powodu tego, ze bratanek pracuje przy robieniu gier I zstanawial sie nad mechanika w grach; jak cialo trafione powinno sie zachowac. O dziwo, powinien wiedziec lepiej, skoro przeszedl rygorystyczne studia na wydziale informatyki, ale upieral sie ze kula ma wieksza energie kinetyczna przy uderzeniu niz ta ktora “oddaje” strzelcowi. My z bratem na czuja (Maths is a bitch!)  twierdzilismy, ze eneria musi byc taka sama. To chyba musi byc wplyw filmow I gier wlasnie, ze ludziom sie wydaje iz trafiony czlowiek leci na 5 m. Mozna znalezc w sieci sceny prawdziwych strzelanin, ktore wygladaja jak zalosnie niskobudzetowe filmy akcji z trzeciego swiata, gdzie ludzie dostaja kilka postrzalow I wala sie na ziemie dokladnie w miejscu gdzie stali. Inna sprawa, ze kula sieje spustoszenie w srodku I oddaje energie w srodku ciala, nawet jesli przechodzi na wylot. Przy niektorych pociskach z pewnoscia mozliwe jest odstrzelenie konczyny, badz znacznej czesci glowy, zwlaszcza przy srucie.
Tutaj od 2:30 jest dokladnie pokazane co sie dzieje w srodku (zel balistyczny):


Lieber Augustin

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 64
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4655 dnia: Styczeń 11, 2018, 09:19:13 pm »
...czy energia nadana broni I strzelcowi rowna sie energii pocisku wystrzelonego, tyle ze z przeciwnym zwrotem.
NEXUS6, obliczymy razem. Przypuśćmy, masa kuli m = 0,01 kg, masa pistoletu M = 1kg. Prędkość kuli, powiedzmy, V = 300 m/s. Wedle zasady zachowania pędu, mV = Mv, skąd umowna prędkość broni  (bez strzelca) po strzału wynosi v = 3 m/s.
Teraz łatwo obliczyć energię kinetyczną kuli:
E = mV2/2 = 0,01*3002/2 = 450 J
oraz broni:
e = Mv2/2 = 1*32/2 = 4,5 J
czyli 100 razy mniej.

W ogóle, mV = Mv, V = Mv/m
E = mV2/2 = m(Mv/m)2/2 = mM2v2/2m2 = M2V2/2m = (M/m)*(Mv2/2)
E = (M/m)e
To jest energia kinetyczna nabyta bronią równa się energii kuli, podzieloną przez stosunek masy broni i masy kuli.
Energia zaś pochłonięta przez ciało strzelca jest jeszcze mniejsza - z grubsza o 80 razy.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 11, 2018, 09:31:56 pm wysłana przez Lieber Augustin »

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10003
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4656 dnia: Styczeń 11, 2018, 10:20:03 pm »
Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o zastosowania militarne, to dziś jest gorzej niż w czasie DWŚ. To co widać na tych obrazkach to amunicja grzybkująca i rozpadająca się, karabinowa w dodatku. Zasadniczo "kanał chwilowy", czyli maksymalna średnica jaka osiąga kanał kuli nie ma tak wielkiego znaczenia, jak kanał trwały i pozostałości samej kuli (jej ewentualny rozpad i pozostanie w ranie). Wojsko używa pełnopłaszczowej i zasadniczo niegrzybkującej amunicji, stosowali się do tego nawet Niemcy w czasie DWŚ. Taki pocisk, zwłaszcza karabinowy, jest oczywiście zabójczy, tym niemniej jeśli ofiara ma to szczęście, że na jego trajektorii nie będzie najważniejszych organów - to tu wlata, tam wylata. Mimo energii pocisku karabinowego, daleko większej niż potrzebna do zabicia przeciwnika, na dystansie nawet 2 km. Dość powiedzieć, że na małym dystansie taki pocisk przebija suche drewno iglaste o grubości prawie metra. Jednak, o ile ofiara miała wyżej wymienione szczęście i oberwała w miejsce nie wymagające stołu operacyjnego, to zasadniczo się wyliże.

Tym niemniej w czasie DWŚ dowództwa głównych oponentów doszły do słusznego wniosku, że amunicja pistoletowa, powszechnie stosowana w rozkwitłych w tym konflikcie pm-ach (MP-40, Sten, Tommy Gun vel Thompson) jest co prawda skuteczna, ale na zbyt małym dystansie. Karabinowa jest zaś za bardzo skuteczna, ma nadwyżkę energii, wobec czego ręczna broń staje się niekontrolowalna przy ogniu seryjnym.  Oczywistym rozwiązaniem stało się opracowanie naboju pośredniego, którego "pośredniość" polegała na tym, że był on pośredni energetycznie pomiędzy nabojem pistoletowym a karabinowym. Niechcący najpierw wyszło to Amerykanom z ich .30 Carbine, potem ruszyli głową Niemcy (7,92 Kurz) a na końcu, w zasadzie po wojnie, Rosjanie (7,62x39, powszechnie w literaturze popularnej lecz niefachowej znany jako - a jakże - 7,62 AK). Niemcy opracowali przy okazji pierwszy karabinek automatyczny, co w kręgu demoludów dość skutecznie usunęli ze świadomości Rosjanie, chwaląc swój wprowadzony w roku 1947 AK. Zysk był oczywisty - wyrażał się ilością amunicji, jaka mógł jednorazowo zabrać żołnierz oraz możliwością celnego strzelania serią z ręki.

Najdłużej walczyli ze sobą Amerykanie, którzy co prawda M1 Carbine w praktyce chętnie stosowali, ale dowództwo nadal kochało .30-06 Springfield, czyli typowy nabój karabinowy, o kalibrze ~8 mm i długości prawie 9 cm (najdłuższy z "wielkiej czwórki - w której był jeszcze 7,92 Mauser, .303 British i 7, 62 Mosin). No, w ramach NATO opracowano łaskawie nowy nabój 7,62 NATO, który różnił się od Springfielda nieco krótszą łuską (w sumie to był zabieg marketingowy, żeby wygrało USA a nie jakieś obiecujące kalibry brytyjskie). Przypadkowo w zasadzie całkowicie, w czasie wojny w Wietnamie, u jej amerykańskiego zarania, lotnictwo USA nabyło w ilości paru tysięcy sztuk przeznaczony na rynek cywilny karabin Stonera AR-15. karabin ten strzelał amunicją o kalibrze 5,56 mm, czyli w calach circa .22, jest to kaliber spotykany w wiatrówkach albo w kabekaesach czy innych zabawkowych "flobertach". Szybki rozwój wydarzeń w Wietnamie sprawił, że niejako mimochodem zakupiona broń w celu wyposażenia jednostek strażniczych na lotniskach (i to w USA, nie w strefie wojny) - trafiła na front i niebawem cała armia USA dostała nowe pukawki na ten "zabawkowy" kaliber. Który stał się armijnym standardem USA - powszechnie znanym jako M 16. W ten sposób Amerykanie nie tylko przeskoczyli z naboju karabinowego na pośredni, ale od razu na małokalibrowy. Licząca się reszta świata miała już naboje pośrednie, ale miały one tradycyjny, karabinowy kaliber ~8 mm. Tu zaś jakieś 5 mm z hakiem... Zaraz potem Rosjanie wprowadzili 5,45x39, czyli obecny standardowy nabój do kałacha "modernizowanego" (AKM).

No i tu właśnie dochodzimy do pierwszego zdania tego wpisu, że jest gorzej niż kiedyś. W każdym razie od epoki dum-dum. Mianowicie te naboje wyglądają jak zabawki z domku dla lalek. Kredka szkolna ma większy kaliber niż te pociski. A nie chodzi o zabawę, tylko skuteczne zabijanie braci. Jak z pocisku o masie zbliżonej do pistoletowego wycisnąć 4 czy 5 razy więcej energii. Ano prosta fizyka. Musi lecieć szybciej, bo prędkość do energii dokłada się w kwadracie. Cała przewaga silnika jonowego nad chemicznym z tego się bierze, że wylata szybciej, choć mniej. Ale wojskowi trafili na szkopuł, gdyż przedmuchać kogoś na wylot porządnym, drugowojennym pociskiem karabinowym to jedno, a przekłuć niewinnie szydełkiem  to drugie. Wszak nie darmo każdy oczytany przeczytał mnóstwo opisów spod znaku płaszcza i szpady, jak to skłuty zawodnik nie to że padł, co jeszcze walczył i wygrał kładąc dziesięciu, choć ukochana potem 12 dziur w najdroższym ciele całowała. Cóż po pocisku, który przeleciał i poleciał... 

Nie wiem, czy Pan Bóg do końca przemyślał swe dzieło stworzenia, ale owoc jego wynalazczości doszedł do prostego wniosku, że pocisk musi w ciele utkwić. Wówczas cała ta energia kinetyczna pójdzie na dzieło zniszczenia. Wszystkie te zabawowe kulki nie przelatują przez człowieka. Koziołkują w ranie, albo się rozpadają. Ofiara, jeśli nie trafi na stół operacyjny i cierpliwego operatora, który powyjmuje wszystkie oskołki - zemrze z zakażenia. Tak się koło historii obróciło, że ISIS strzelająca z kałachów starym kalibrem 7,62 jest bardziej humanitarna pod tym względem niż ci "dobrzy", którzy z nię walczą.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 11, 2018, 11:05:11 pm wysłana przez maziek »
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Lieber Augustin

  • Junior Member
  • ***
  • Wiadomości: 64
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4657 dnia: Styczeń 12, 2018, 06:21:57 pm »
Cytuj
Niemcy opracowali przy okazji pierwszy karabinek automatyczny, co w kręgu demoludów dość skutecznie usunęli ze świadomości Rosjanie, chwaląc swój wprowadzony w roku 1947 AK.

Cytuj
Gdzie miałby zdobyć go ten leń i hultaj?
Jasne, że ukradł...

       Aleksander Puszkin, „Skąpy Rycerz”

Istnieje wersja, że prawdziwym stwórcą legendarnego AK-47 był wcale nie Kałasznikow, lecz niemecki konstruktor broni strzeleckiej Hugo Schmeisser.
Prototypem podobno był karabinek maszynowy StG 44 , produkowany w latach 1943..45, między innymi, w wytwórnie broni Hänel w miasteczku Suhl.

W lipcu 1945 r. Suhl przeszedł pod kontrolę dowództwa sowieckiego. W firmie Hänel wszystkie urządzenia technologiczne, takielunek, stanowiska testowe zostały zdemontowane i wywiezione do Związku Radzieckiego. W tym urządzenia do produkcji już opracowanego, lecz jeszcze nie seryjnego „następcy” – karabinka StG 45 (proszę nie plątać z StG 45(M) od Mausera).

W październiku 1946 Hugo Schmeisser został zaangażowany do pracy - w trybie "dobrowolnie-przymusowym" - w radzieckiej fabryce broni strzeleckiej w mieście Iżewsk pomiędzy Wołgą a Uralem. Po przybyciu do Iżewska konstruktor zasugerował, aby nie produkować seryjnie gotowych modeli StG 45, ponieważ już w tym czasie miał na rysunkach nową wersję StG 47.

Po sześciu miesiącach nowy model został wcielony w metal, przyjęty na uzbrojenie, ale już pod nazwą AK-47, gdyż niemiecki projektant, a tym bardziej o takim słynnym nazwisku nie mógł być autorem głównej broni ręcznej armii kraju-zwycięzcy. Dlatego Ludowy Komisariat uzbrojenia Armii Czerwonej wielokrotnie proponował nazwać nowy automat imieniem S.G.Simonowa, W.A.Dyagteriowa lub W.G.Fiodorova, ale mistrzowie broni kategorycznie odrzucili plagiat, mając na względzie głęboki szacunek dla inżynieryjnego geniuszu niemieckiego kolegi.

Wtedy projektantem broni „mianowano”, wedle najlepszych tradycji Zwjązku Radzieckiego, nieznanego sekretarza organizacji Komsomołu fabryki „Iżmasz”, początkującego wynalazcę-innowatora M.T.Kałasznikowa, który brał udział w próbach poligonowych StG 47.
Mianowany i natychmiast „zakonspirowany”, Kałasznikow był „człowiekiem bez twarzy”, aż do 1989 roku nikt nie wiedział, kim jest ta osoba i skąd pochodzi. Nawiasem mówiąc, podobnie jak i inny bohater nauki i techniki w ZSRR – główny konstruktor radzieckich rakiet S.P.Korolow.

Kierownictwu ZSRR widocznie bardzo zależało na wiedzie i talentach Niemca, to wynika z faktu, że gdy reszta niemieckich specjalistów udały się z powrotem nach Deutschland, pobyt samego Hugo Schmeissera w Iżewsku został kilkakrotnie przedłużony. Tylko w czerwcu 1952 r. Schmeisserowi, któremu na krótko przed tym zdiagnozowano gruźlicę, pozwolono wrócić do Niemiec. Po powrocie do ojczyzny Hugo Schmeisser nie żył długo. Zmarł 12 września 1953 r. po operacji płucnej w Szpitalu Miejskim w Erfurcie i został pochowany w Suhl.

...geniuszom - pamięć, złodziejom - zapomnienie...
« Ostatnia zmiana: Styczeń 12, 2018, 06:23:47 pm wysłana przez Lieber Augustin »

maziek

  • Juror
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 10003
  • zamiast bajek ojciec mi Lema opowiadał...
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4658 dnia: Styczeń 13, 2018, 08:10:13 pm »
Trudno powiedzieć, ale z zachowanych materiałów wynika raczej, że był to wysiłek kolektywny konstruktorów ZSRR i nie był to przebłysk jednorazowy genialnego konstruktora a Kałasznikow brał w tym istotny udział. Zachowały się i są dostępne publicznie owoce trzech konkursów na kbk, do których stawali wielcy konstruktorzy - Sudajew, Tokariew, Diegtiarow, Stieczkin i inni. Sama śmietanka. Poza tym przeciw tezie, że ojcem jest Schmeisser przeczy układ broni, zdecydowanie inny niż StG. StG rozkłada się od dołu, w związku z czym przyrządy celownicze nie zmieniają położenia po złożeniu broni. AK zaś ma pokrywkę od góry i z tego powodu musi mieć te przyrządy przesunięte na obsadę lufy - co z kolei skutecznie utrudnia montaż optyki itd. Raczej nikt nie twierdzi, że AK jest rżnięty z StG, choć oczywiście jak to w technice żaden pomysł nie ginie. Poza tym Rosjanie mieli naprawdę świetnych konstruktorów broni i akurat tego nie musieli kopiować. Czasem było za to odwrotnie (Niemcy np. nie byli w stanie skonstruować udanego kb samopowtarzalnego, póki w ich ręce nie wpadło SWT). Podobnie pepesza i później PPS uważane są za lepsze od MP-40. Jak było to czort wie :) choć raczej pewne, że z Kałasznikowa uczyniono w celach propagandowych jednoosobowego geniusza, pomijając wkład wielu innych ludzi i przede wszystkim długotrwałych testów.
Nie mam racji a i tak maździory witosieją w terpentynie!
Z Globalnym uważaj Pan, on tylko udaje tępotę! Potem wciąga do jamy i zagryza!© Remuszko.
Ukłony, maziek

Lustrzak

  • YaBB Newbies
  • **
  • Wiadomości: 5
    • Zobacz profil
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4659 dnia: Styczeń 18, 2018, 04:47:24 pm »
Ładna inspiracja, na razie głównie do renderowania grafiki ale kto wie...  :)

https://golem.network/index.html

Wystarczy zajrzeć do zakładki team i wiadomo że nazwa komputera nieprzypadkowa.

Q

  • Global Moderator
  • God Member
  • *****
  • Wiadomości: 8502
  • Neokantysta - Prawo moralne ma w sobie. Gdzieś.
    • Zobacz profil
    • Star Trek - USS Phoenix
    • Email
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4660 dnia: Styczeń 18, 2018, 06:06:06 pm »
Wystarczy zajrzeć do zakładki team i wiadomo że nazwa komputera nieprzypadkowa.

Ale, gdyby komu ten dowód nie starczył, wywiad z founderem dorzucę ;):
https://blog.wetrust.io/an-interview-with-julian-zawistowski-founder-and-ceo-of-golem-c463f5404855
"Wśród wydarzeń wszechświata nie ma ważnych i nieważnych, tylko my różnie je postrzegamy. Podział na ważne i nieważne odbywa się w naszych umysłach" - Marek Baraniecki

tzok

  • Juror
  • Senior Member
  • *****
  • Wiadomości: 404
    • Zobacz profil
    • Email
Odp: Właśnie się dowiedziałem...
« Odpowiedź #4661 dnia: Styczeń 19, 2018, 12:19:12 pm »
Bardzo ciekawy system, dzięki za podzielenie się linkami do strony i do wywiadu :).